Skinny – wywiad (30.08.2016 r.)

 

 

skinnpromo3

Skinny (materiał prasowy)

Michał SKINNY Skórka to multiinstrumentalista, wokalista, producent, którego na pewno wszyscy znacie z duetu Skinny Patrini. Ten ważny duet na polskiej scenie elektronicznej podczas swojej ośmioletniej działalności, wystąpił niemal na wszystkich najważniejszych festiwalach w Polsce i zagranicą. Ponadto, mogą pochwalić się występem podczas wieczoru polskiego na Expo 2010 w Szanghaju. Michał SKINNY Skórka dziś zapisuje się w annałach polskiej fonografii solowym albumem „The Skin I’m In”. Innym niż wszystkie z tego gatunku. Ambitnym, świadomym w każdej jego minucie słuchania. Krążkiem wyjątkowym nie tylko dlatego, że jest to pierwszy solowy album Michała, ale moim zdaniem istotą są teksty piosenek zawarte na „The Skin I’m In”. Poniżej krótki zapis mojej rozmowy z Michałem na temat jego płyty, bo dużo więcej omówiliśmy podczas audycji w „Warto Posłuchać” w POP Radiu 92,8 FM.

Arkadiusz Kałucki: Ukazała się twoja pierwsza solowa płyta „The Skin I’m In”. Czy duet Skinny Patrini, z którym wydaliście dwa albumy to już zamknięty rozdział czy zawieszona działalność na czas bliżej nieokreślony?

Skinny: Na dzień dzisiejszy koncentruję się na promocji „The Skin I’m In”. Uwielbiam rozdział mojego życia o nazwie Skinny Patrini – przez kilka lat działalności SP zwiedziłem kawałek świata, poznałem wiele cudownych osób… Jestem przedumny z obu płyt, które wydaliśmy. Mogę teraz dalej się rozwijać… ale jest to projekt odłożony na półki i nie wiem na jak długo. Wiem natomiast, że szybciej może pojawić się druga płyta solowa. A i na nią trzeba będzie dość długo poczekać, ponieważ nie lubię działać szybko. Wolę dobrze.

Arkadiusz Kałucki: Na albumie znalazł się duet z Kasią Stankiewicz(aktualnie już Varius Manx) a konkretnie w nagraniu „I wish”. Jak doszło do współpracy z tą bardzo wyjątkową wokalistką w naszym kraju i dlaczego akurat z nią postanowiłeś podjąć współpracę?

Skinny: Życie wciąż mnie uczy, żeby korzystać z przypadków, które zsyła na nas los. Gdybym kilka lat temu nie odważył się podejść do Kasi zaproszeniem na koncert Skinny Patrini w Hydrozagadce, gdyby ona później na tym koncercie nie pojawiła się wraz z siostrą Anią, gdyby Kasi nie spodobał się utwór, etc. etc. etc. być może nie byłoby tego duetu. A tak – Kasia przyjechała do nas do Gdańska i – rezygnując z intratnej propozycji – nagrała swoją partię w ciągu kilku chwil. Trwało to krótko, ale w mojej głowie rozciągnęło się w czasie na tyle, że – podczas gdy Kasia nagrywała wokal – już zdążyłem w wyobraźni usłyszeć finalną wersję i przeżyć wzruszenie i ekscytację na miarę narodzin dziecka nieomal.

skinnypromo2

Skinny (materiały prasowe)

Arkadiusz Kałucki: Krążek „The Skin I’m In” to bardzo emocjonalna, osobista opowieść, ale są niedopowiedzenia, niedomówienia. To specjalne posunięcie czy obawa w wyrażaniu swoich odczuć, przemyśleń? A może chciałeś wywołać dyskusję wśród swoich fanów, co sądzą na temat poszczególnych historii?

Skinny: Osobiście nie jestem fanem niedopowiedzeń czy niedomówień w życiu codziennym, natomiast wydaje mi się, że nie ma nic bardziej nudnego niż ich brak w sztuce. Muzyka, jak i inne dziedziny sztuki, powinny zmuszać do myślenia, wywoływać emocje, sprawiać, że przenosisz się w inny wymiar. Podanie wszystkiego na talerzu mnie absolutnie nie interesuje, ponieważ nie ma nic do odkrywania… Z drugiej strony, na tej płycie i tak mam wrażenie, że wybebeszyłem się na nieomal wszystkie możliwe sposoby. Tyle tylko, że trzeba mnie dobrze znać, żeby wiedzieć o jakim wydarzeniu lub o jakiej osobie jest dany utwór tudzież dla kogo są dedykowane poszczególne teksty, kto czuwał nade mną podczas nagrania albumu, o kim lub o czym myślałem śpiewając lub grając w konkretnym utworze, etc. Emocjonalność to dla mnie – obok intelektu – najistotniejsze cechy człowieczeństwa. Ta płyta jest właśnie dla ludzi, którzy potrafią i chcą czuć i myśleć.

Arkadiusz Kałucki: W dzisiejszych czasach bardzo wielu artystów nie chce być szufladkowanych jeżeli chodzi o stylistykę i brzmienia w jakich się poruszają. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?

Skinny: Ja już od etykietek nawet nie staram się uciekać. Jest to walka z wiatrakami, a walka z czymkolwiek nie należy do moich ulubionych zajęć… Sam zaczynam zauważać, że nazywanie różnych stylów – nie tylko w muzyce – ma swego rodzaju urok. I mocno systematyzuje, a to w dzisiejszych, nieco niepewnych i rozdygotanych czasach, jest dość potrzebne wręcz.

LEAVING YOU prntscr 1

Skinny (materiały prasowe)

Arkadiusz Kałucki: Czy Twój solowy debiut płytowy miał być „nowoczesnym” nawiązaniem do lat świetności new wave, new romantic z mieszanką rockowych smaczków lat 90-tych XX wieku? To są obszary muzyczne, które Ciebie ukształtowały jako artystę?

Skinny: Myślę, że nie tylko. Bardzo dużo słuchałem muzyki w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Uważam, że wtedy muzyka miała zdecydowanie więcej charakteru. Nie było tej miałkości, która przeważa w XXI wieku. Coraz mniej płyt kupuję, coraz mniej rzeczy mnie interesuje, a jeszcze mniej inspiruje. I na pewno postępujący wiek nie jest tego przyczyną, ponieważ wiem, że wciąż muzyka może mnie rozłożyć na części pierwsze… na przykład muzyka, którą kochałem 20 czy 30 lat temu, a która wciąż towarzyszy mi w życiu codziennym. Nie zakładałem niczego przy „The Skin I’m In” – ta płyta po prostu się rodziła naturalnie i przy komponowaniu i pisaniu każdego utworu słyszałem w głowie – mniej więcej – całą produkcję i aranże. Oczywiście, lubuję się w muzyce elektronicznej, ale jest to jedynie namiastka mojej płytoteki. Wśród rzeczy, które mam na półkach możesz znaleźć Antony And The Johnsons obok Atmosphere, Beethovena obok Edyty Bartosiewicz, Marię Callas obok CC Catch i Mozarta obok Nirvany…

Arkadiusz Kałucki: Do kogo jest skierowana płyta „the Skin I’m In”? Do młodego, niedoświadczonego życiowo odbiorcy czy do starszego pokolenia słuchaczy?

Skinny: Do osoby, która wysłucha tę płytę w całości, wczyta się w teksty i usłyszy to, co na pierwszy rzut ucha nie jest słyszalne. Zwłaszcza na głośnikach komórki czy laptopa… Wzruszy się i uśmiechnie się do siebie, przeżyje ją na swój sposób i wróci do tej płyty wielokrotnie. Nieważne czy będzie to człowiek młody czy starszy, niedoświadczony życiowo czy doświadczony, wyrobiony muzycznie czy nie. Znam wiele młodziutkich osób, które są niezwykle świadome i chłonne. I znam wiele starszych, którzy już tak przesiąknęli muzyką, że szalenie trudno ich czymkolwiek zaskoczyć bądź nawet zainteresować… Tak jak powiedziałem wcześniej – ta płyta jest dla osób czujących i myślących.

Arkadiusz Kałucki: Co jest dla Ciebie motywacją do dalszego twórczego działania?

Skinny: Pieniądze i sława. Hahaha. Ani jednego ani drugiego na razie nie widać klarownie na horyzoncie, a motywacja jest – druga płyta już się napisała i już mam około 16tu demówek… Szczerze mówiąc, nie potrafię tego nazwać. Chyba potrzeba tworzenia. I miłość do muzyki.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę 🙂

Skinny: Dziękuję 🙂

Reklamy

Isle of Love – wywiad (25.08.2016 r.)

 

 

isle_of_love - Marcin Żabiełowicz Adam Słomiński 2 fot.Anna Słowik

Isle Of Love for.Anna Słowik

Isle Of Love – zespół założony przez Adama Słomińskiego oraz Tomasza „Ragaboya” Osieckiego. Zespół powstał w Warszawie we wrześniu 2014 roku. W marcu 2015 roku dołączył do nich gitarzysta zespołu Hey – Marcin Żabiełowicz. Od kilku tygodni możemy delektować się ich nietuzinkowymi, subtelnymi brzmieniami gitar, tekstami zachęcającymi nas do podróży nie tylko w głąb siebie, a wszystko to znajdziecie na albumie „Isle Of love”. Poprosiłem Tomasza „Ragaboya” Osieckiego o krótką rozmowę na temat płyty 🙂
Arkadiusz Kałucki: Proces twórczy na waszą płytę odbywał się na próbach tzn. „tu i teraz” czy nagrania były napisane kilka lat wcześniej i wyciągnięte z szuflady?

Tomasz „Ragaboy” Osiecki: Było i tak i tak. Większość materiału, dokładnie muzyki, istniała jako szkice i nigdzie wcześniej nie publikowane pomysły w mojej i Adama „szufladzie”, większość tekstów powstało już podczas pracy wspólnej, ponieważ wtedy nastąpił ten kosmiczny zapłon, piosenka „Pomiędzy snami” w całości powstałą już podczas wspólnej pracy.

Arkadiusz Kałucki: Gitara akustyczna to punkt wyjścia przy komponowaniu? Czy pierwotnie może były też próby z innymi instrumentami?

Tomasz „Ragaboy” Osiecki: Tak, gitara akustyczna była punktem wyjścia przy komponowaniu, jedynie „Eni” powstało na pianinie.

isle_of_love - Marcin Żabiełowicz, Adam Słomiński fot.Anna Słowik

Isle Of Love fot. Anna Słowik

Arkadiusz Kałucki: Początkowa współpraca wokal-gitara, minimalizm, skromność to tylko taka podbudowa do większego składu zespołu?

Tomasz „Ragaboy” Osiecki: Na początku niczego nie zakładaliśmy. Tak po prostu pracowało się najprościej i najszybciej. Wiedzieliśmy jednak, że finalnie chcemy te piosenki zarejestrować z sekcją rytmiczną – od samego początku intuicyjnie chcielibyśmy aby na płycie zagrał kontrabas. Kiedy rozpoczęliśmy granie koncertów ze względów praktycznych zaczęliśmy grać jako akustyczne trio ponieważ przekonaliśmy, że bardzo jest trudno znaleźć naprawdę w pełni zaangażowany skład, z którym nie tylko można jeździć w trasę i grać świetne koncerty, ale przede wszystkim skład, z którym regularnie można pracować podczas prób. Obecnie wygląda na to, że takie osoby się znalazły i właśnie rozpoczynamy pracę w większym gronie.

Arkadiusz Kałucki: Wśród autorów słów na płycie są kobiece pierwiastki: Mela Koteluk, Aneta Osiecka. Czyj to był pomysł na taki akcent?

Tomasz „Ragaboy” Osiecki: Ta sytuacja także wyszła zupełnie naturalnie. Z Melą Koteluk współpracowałem w latach 2010-2013, w tym czasie powstały nasze wspólne piosenki: „Spadochron”, która ukazała się na debiutanckiej płycie Meli o tym samym tytule, oraz piosenka „Wielkie Nieba”, która znalazła się na edycji specjalnej drugiej płyty „Migracje”. Podczas naszej współpracy powstało znacznie więcej piosenek, m.in. „Czuwanie” oraz „Song of silence”. Te utwory finalnie w tamtym czasie nigdzie się oficjalnie nie ukazały. Kiedy rozpoczęliśmy z Adamem pracę nad piosenkami pokazałem mu je. Bardzo mu się spodobały i postanowiliśmy je w Isle of Love zrobić. Meli się także pomysł spodobał i w ten sposób piosenki znalazły się wśród naszych utworów. Piosenka „Song of silence” w tym czasie nie miała jeszcze tekstu. Kiedy rozpoczęliśmy pracę nad nią moja Żona Aneta bardzo spontanicznie napisała do niej piękny, minimalistyczny tekst, który nam się bardzo spodobał. W ten oto bardzo naturalny sposób moja Żona Aneta oraz Mela Koteluk znalazły się wśród autorów piosenek Isle of Love.

isle_of_love - Marcin Żabiełowicz  Adam Słomiński_fot_Anna Słowik

Isle Of Love fot. Marcin Żabiełowicz, Adam Słomiński

Arkadiusz Kałucki: Fotografie zawarte na książeczce do płyty przedstawiają zbocza gór, niekiedy niedostępne dla człowieka, tajemnicze, groźne. To bardzo współgra z tekstami i muzyką na płycie. Kto jest autorem tych zdjęć? I jak tutaj wyglądały konsultacje, bo to nie jest takie proste patrząc na efekt końcowy.

Tomasz „Ragaboy” Osiecki: Całą oprawą wizualną naszej płyty zajmowała się Anna Słowik czyli dziewczyna Adama. Ania jest prześwietną graficzką oraz fotografuje. Adam także z wielkim powodzeniem zajmuje się fotografią oraz realizuje nasze teledyski. W zawiązku z tym od samego początku w tym temacie zdaliśmy się na pomysły Ani, tak samo jak zdaliśmy się w pełni na Adama w temacie teledysków. Ja osobiście pozostawiłem jej totalnie wolną rękę i wszystko co Ania nam zaproponowała zupełnie naturalnie wpisało się w naszą muzykę i po prostu zostało tak samo naturalnie zaakceptowane.

Arkadiusz Kałucki: Słowa: zmierzch, sen, kosmos, czas, gwiazdy, słońce bardzo często padają w waszych piosenkach. One są takim wyznacznikiem płyty „Isle Of Love”. Czy za tym wszystkim jest ukryte przesłanie? Jeśli tak to jakie?

Tomasz „Ragaboy” Osiecki: W naszych tekstach nie ma żadnego ukrytego przesłania. Trudno to dokładnie opisać i chyba do końca się nie da wiec powiem jedynie, że teksty ogólnie poruszają kwestie i sprawy bardzo dla każdego człowieka uniwersalne.

Arkadiusz Kałucki: Poproszę na koniec każdego z was o powiedzenie, co byście chcieli przeczytać za 50 lat w Encyklopedii muzycznej na temat Isle Of Love?

Tomasz „Ragaboy” Osiecki: Tu mogę się jedynie wypowiedzieć w swoim imieniu. To dość trudne pytanie i bardzo abstrakcyjne. Osobiście nie zastanawiam i nie rozmyślam nad tego typu sprawami. Po prostu bardzo się cieszę, że dane jest mi uczestniczyć w czym takim jak Isle of Love ponieważ jest to zespół o którym myślałem już od dawna … np nazwę wymyśliłem już w roku 2011.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę.

Tomasz „Ragaboy” Osiecki: Dziękuje.

 

 

Michał Rudaś – wywiad(24.08.2016 r.)

 

 

fot. Przemysław Jękosz 2

Michał Rudaś fot. Agnieszka Kacprzyk

Michał Rudaś to wokalista, autor tekstów, kompozytor. Uczestnik programów telewizyjnych „Szansa na sukces”(TVP 2), „The Voice Of Poland”(TVP 2) a od września będzie brał udział w „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”(Polsat). Ep’ka „Wieloryby i Syreny” to aktualne wydawnictwo promowane przez tego utalentowanego artystę. Przy okazji wywiadu radiowego dla POP Radia 92,8 FM Michał udzielił mi także wywiadu na mój blog „Warto Posłuchać” 🙂

 

 

Arkadiusz Kałucki: Jakbyś dziś ocenił swoją dotychczasową karierę muzyczną? W którym miejscu jej jesteś?

Michał Rudaś: To ciekawe pytanie. Ja wciąż jestem w drodze, wciąż idę do przodu i jak zwykle pod górę, ale za to mam piękne widoki i spotykam wciąż wspaniałych, inspirujących ludzi 🙂 Muszę powiedzieć, że doceniam wszystko to, co się w mojej artystycznej karierze wydarzyło i cieszę się, że nie obawiałem się ponosić ryzyka. Oczywiście bardzo różnie na tym wychodziłem i niejednokrotnie dostałem mocno po kieszeni, ale za to wzbogaciłem się o ciekawe doświadczenia: miałem okazję wydać na świat parę płyt, kilka singli i wziąć udział w różnych ciekawych artystycznych projektach muzycznych i teatralnych. Gdyby nie moja odwaga i podejmowanie ryzyka, pewnie moje życie byłoby duże uboższe i może nawet nie rozmawialibyśmy teraz. Nie zrobiłem oczywiście dotychczas żadnej oszałamiającej kariery i absolutnie nie jestem „ustawiony” w branży, ale im dłużej zajmuję się muzyką, tym mniej mi na robieniu kariery zależy, a coraz bardziej cieszy mnie sam proces tworzenia, rozwoju i możliwość przeróżnych spotkań artystycznych. A w którym miejscu jestem teraz? Jak zwykle na etapie kolejnego wyzwania artystycznego i jak zwykle w procesie zmiany. Co to przyniesie? Zobaczymy.

Arkadiusz Kałucki: Występowałeś w programach „Szansa na sukces” (śpiewałeś Piotra Szczepanika) czy „The Voice Of Poland”(grupa Marii Sadowskiej). To była chęć sprawdzenia się czy czysta ciekawość?

Michał Rudaś: „Szansa na sukces” to był rok 2001 i miałem wtedy 20 lat, więc to były tak naprawdę początki mojej kariery muzycznej. W tamtym czasie ten program to była jeszcze jedyna możliwość pokazania się szerokiej publiczności i szansa na zrobienie kolejnych kroków w profesjonalnym świecie muzycznym. Faktycznie od tamtego czasu zaczęła się bardzo intensywna przygoda z muzyką. Z kolei mój udział w programie „The Voice of Poland” miał miejsce 13 lat później, w momencie, kiedy już miałem na koncie 2 solowe płyty i wiele telewizyjnych doświadczeń (m.in. Jaka to melodia, Taniec z gwiazdami). Nie traktowałem tego programu jako chęć sprawdzenia się, tylko możliwość dotarcia do świadomości szerszej publiczności. Takie programy to bardzo dobra możliwość promocji. W rezultacie okazało się, że Voice był dla mnie również ciekawym i wiele uczącym doświadczeniem oraz fajną przygodą.

Arkadiusz Kałucki: Twoja pierwsza płyta „Shuruvath”(2009 r.) była muzyczną i nie tylko, podróżą do Indii. Skąd pomysł na taki „oryginalny” debiut płytowy?

Michał Rudaś: Muzyka indyjska zaczęła interesować mnie wiele lata wcześniej, już w latach dziewięćdziesiątych. Możliwe, że na gruncie polskiej muzyki zetknąłem się z tymi inspiracjami po raz pierwszy przy albumach Justyny Steczkowskiej (Dziewczyna Szamana, Naga), produkowanych i komponowanych we współpracy z Grzegorzem Ciechowskim. Ale tak naprawdę dopiero pierwsza podróż do Indii w 2005 roku i pobierane nauki u tamtejszych nauczycieli, w tym u mojego mistrza Anupa Misry z Varanasi, spowodowały, że zakochałem się po uszy w tej kulturze i zdecydowałem się objąć właśnie taki kierunek muzyczny. Od tamtego czasu do Indii jeździłem co roku, na miesiąc, dwa, zbierałem inspiracje i uczyłem się klasycznego śpiewu indyjskiego – ragi hindustani. Te wszystkie doświadczenia stały się dla mnie inspiracją do powstania mojego pierwszego albumu.

fot. Agnieszka Kacprzak 4

Michał Rudaś fot. Agnieszka Kacprzak

Arkadiusz Kałucki: Adam Sztaba, Patrycja Kosiarkiewicz, Jan Smoczyński to tylko przykłady ważnych ludzi w naszej branży muzycznej, z którymi miałeś możliwość współpracować. Proszę powiedz, czego nauczyłeś się od każdego z nich?

Michał Rudaś: Najdłużej znam się i współpracuję z Adamem Sztabą, z którym poznaliśmy się kilkanaście lat temu. Na początku śpiewałem w zespole muzycznym, w męskim kwartecie wokalnym w programie „Moja Krew” (TVN, 2004), a zaraz potem wraz z Orkiestrą Adama Sztaby, zainaugurowaliśmy program „Taniec z gwiazdami”. Z Adamem i jego orkiestrą współpracuję do dziś. Innym ważnym doświadczeniem, dla mnie zapewne najważniejszym była współpraca przy mojej pierwszej płycie „Shuruvath”, wydanej w 2009r, której Adam był generalnym producentem. To właśnie on spiął w całość i nadał wspólny mianownik temu dużemu przedsięwzięciu muzycznemu, w który zaangażowanych było kilku aranżerów i wielu muzyków. Adamowi zawdzięczam naprawdę wiele – po pierwsze nadanie spójnego kształtu mojej pierwszej płycie, ale i naukę zawodu wokalisty solowego i chórkowego, który ma odnaleźć się w prawie każdym gatunku muzycznym, a do tego w niebanalnych i często niełatwych, łamiących wszelkie konwenanse aranżach. Samo obserwowanie Adama w pracy to też bardzo inspirujące doświadczenie. To jak dyryguje orkiestrą, a szczególnie jak komunikuje się z sekcją smyczkową czy swoim ulubionym perkusistą – Michałem Dąbrówką jest wprost niebywałe! 🙂 Z Patrycją Kosiarkiewicz miałem okazję się poznać i współpracować przy jej płycie „Ogród pełen niespodzianek”, na którą, do utworu „Życie, jak świeczka na torcie” nagrałem wokalizę w takim swoim india-fusion stylu. Mieliśmy okazję też dłużej porozmawiać i od razu złapaliśmy nić porozumienia. Marzyłem o tym, by kiedyś Patrycja coś dla mnie napisała. Po kilku latach w końcu zdarzyła się taka okazja i poprosiłem ją o napisanie dwóch tekstów piosenek na moja najnowszą EP-kę. Teksty do utworów „Wieloryby i syreny” i „TGV” to dzieło Patrycji. Bardzo się cieszę, że to właśnie ona je napisała, bo zawarła w nich taką radość życia i zmysłowość, jaką uwielbiam w jej tekstach i jakiej poszukiwałem do tych kompozycji, a sam pewnie ująć słowami nie umiałbym. Od Patrycji, przez rozmowy z nią i poprzez jej teksty można nauczyć się widzieć życie prostszym i piękniejszym niż się ono wydaje oraz dostrzec w nim jeszcze więcej pozytywów. Dodam jeszcze, że od niedawna Patrycja Kosiarkiewicz jest również profesjonalnym coachem rozwoju osobistego, co jest cudowną wiadomością, bo może teraz ona bardziej praktycznie i dogłębnie pomagać wielu ludziom na ich życiowej drodze.
Kolejną ważna osoba to Jan Smoczyński, który jest współproducentem mojej EP-ki „Wieloryby i syreny” oraz autorem miksów tego krążka. To bardzo zdolny i wszechstronny pianista i aranżer, współpracujący na stałe z Kayah, Urszulą Dudziak, a ostatnio też Bovską. Jego atutem jest to, że poprzez proste i często oszczędne zabiegi aranżacyjne, potrafi zrobić z piosenek istne perełki. Bardzo się cieszę, że podzielił się swym talentem przy mojej ostatniej produkcji.

Arkadiusz Kałucki: Ukazała się twoja EP’ka pt. „Wieloryby i Syreny”. Z warstwy tekstowej wyłania się obraz czterech żywiołów. Który z nich jest Tobie najbliższy i dlaczego?

Michał Rudaś: Słuszne spostrzeżenie z tymi żywiołami. Są one na tyle istotne, że nawet rozważałem użycie słowa żywioły w tytule płyty. Ostatecznie jednak padło na „Wieloryby i syreny”. Trudno mi powiedzieć, który akurat jest mi najbliższy, bo to zależy od sytuacji i emocji, jakie jej towarzyszą. Niezwykle ważna jest tu na pewno woda, która jest naturalnym środowiskiem życia bohaterów sielankowej piosenki „Wieloryby i syreny”, a jednocześnie symbolem zmiany i przemijania, jako woda, która podmywa brzegi. Z kolei płynąca woda w rzece pojawia się w teledysku do piosenki „Raj Song”, a jej znaczenie można tłumaczyć wielorako, w tym na pewno jako symbol mijającego czasu i zmieniającego się, czasem wrogiego świata.We wszystkich piosenkach istotne jest też powietrze, które jest dla mnie synonimem przestrzeni, wolności, tak ważnych do zdrowego, normalnego funkcjonowania. W jednej z piosenek pt. „Płomień nasz” nawiązuję do wewnętrznego ognia, który rozpala dusze i jest symbolem miłości i pasji życiowej, stąd też te inspiracje flamenco w tym utworze. Została nam również ziemia, która chyba po raz pierwszy w mojej twórczości zaczyna być dla mnie tak ważna, co na pewno ma związek z moim dojrzewaniem i uświadamianiem sobie, że już nie tylko szybowanie, ale i zakorzenianie i twarde stąpanie po ziemi jest dla mnie coraz ważniejsze w życiu.

fot. Agnieszka Kacprzak 2

Michał Rudaś fot.Agnieszka Kacprzak

Arkadiusz Kałucki: Na EP’ce znajdziemy zupełnie inne pejzaże muzyczne niż na wcześniejszych dwóch płytach. To wynik twoich poszukiwań w muzyce?

Michał Rudaś: EP-ka jest owocem moich muzycznych spotkań ze świetnym gitarzystą Łukaszem Chylińskim, z którym skomponowaliśmy wspólnie te piosenki. To spotkanie też dla mnie również okazja do zdystansowania się do mojej dotychczasowej twórczości, mocno inspirowanej muzyką indyjską i postawienia na siłę piosenki i melodii samych w sobie. Możliwe, że jest to również wynik moich poszukiwań w muzyce, bo ja nie lubię jednostajności oraz zamykania się w jakiś ramach. Chciałbym jednocześnie podkreślić, że styl muzyczny tej EP-ki niczego nie determinuje, bo poszukiwań i eksperymentów na pewno będzie ciąg dalszy 🙂

Arkadiusz Kałucki: W lipcu byłeś na warsztatach teatralnych we Włoszech. Za kilkanaście dni będziesz brał udział w kolejnym programie telewizyjnym. Tym razem jest to „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” (Polsat). Widać, że ostatnie półrocze 2016 r. będzie dla Ciebie wyjątkowo pracowite.

Michał Rudaś: Od jakiegoś czasu coraz bardziej angażuję się w różne projekty teatralne. W zeszłym roku brałem udział w warsztatach z Teatrem Pieśni Kozła, a nawet wystąpiłem dwukrotnie w zastępstwie za jednego aktora w ich sztandarowym spektaklu „Pieśni Leara”. W tym roku, w czerwcu, udałem się do Włoch na zaproszenie wspaniałej reżyserki – Mariagiovanny Rosati Hansen, by wziąć udział w warsztatach teatralnych wg jej metody, będących jednocześnie wstępnym etapem tworzenia sztuki teatralnej na podstawie książki „Życie snem” Caldero de la Barca, do której Mariagiovanna mnie zaprosiła. To był przepiękne dwa tygodnie wspólnych działań artystycznych, świetnej zabawy i zwiedzania przepięknej Umbrii (m.in. Bevania, Asyż) oraz oczywiście delektowania się pysznym włoskim, domowym jedzeniem 🙂 Na finał warsztatów wystawiliśmy skróconą wersję docelowego przedstawienia „La vita e’sogno” dla mieszkańców wioski Castagnola, w której mieszkaliśmy. Przedstawienie odbyło się nie w teatrze, a na małym placu, wśród malowniczych zabudowań. Ja wcieliłem się w rolę ducha głównego bohatera Sigismondo (Zygmunta) i wyśpiewywałem jego wewnętrze stany emocjonalne i duchowe od radości, przez żal i złość do wewnętrznej równowagi i oświecenia. Poznałem tam wspaniałych, pełnych pasji i radości ludzi i bawiłem się przednio, a przy okazji eksplorowałem aktorsko nowe stany emocjonalne. Ten projekt będzie miał swoją kontynuację, a właściwa premiera będzie miała miejsce w Rzymie w przyszłym roku, a więc czekają mnie kolejne podróże do Italii 🙂
W między czasie dostałem się do programu Twoja Twarz Brzmi Znajomo, w którym artyści wcielają się w gwiazdy polskiej i światowej estrady i już od ponad miesiąca przygotowujemy ten program. Praca jest bardzo intensywna, ale jednocześnie daje dużo zabawy i sama w sobie jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem i bardzo ciekawym wyzwaniem, zarówno aktorskim, tanecznym, jak i wokalnym. Teraz widzę, że te wszystkie moje aktorskie i wokalne doświadczenia, które zbierałem przez lata, bardzo mi się w tym programie przydają.Pierwsze efekty będzie można poznać już 3 września w Polsacie. Jesień, przynajmniej do początku listopada zapowiada się bardzo pracowicie, bo w tym samym czasie będę występował zarówno w „Twojej Twarzy”, jak i, tak jak dotychczas, od wielu już lat, w „Tańcu z gwiazdami” w Orkiestrze Tomka Szymusia.  A po zakończeniu działań telewizyjnych na ten rok planuję powrócić do pracy nad kolejnym albumem.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę.

Michał Rudaś: Dziękuję 🙂

Tomek Lubert – wywiad (23.08.2016 r.)

 

 

Tomek Lubert_fot_Witek Berkan

fot.Witek Berkan

Jego pierwsza gwiazdka popularności rozbłysła gdy w 2000 r. założył razem z Dodą – Virgin. Kolejne błyski były z zespołami Video, Volver. Gitarzysta, kompozytor, producent muzyczny Tomek Lubert oprócz pomocy dorosłym muzykom, poświęca również swój czas „najmłodszym pokoleniom”. Z okazji 15-lecia ukazała się w 2014 r. płyta pr. „Z miłości do muzyki”, gdzie udział w jej nagraniu wzieli m.in. Doda, Ewa Farna, Honorata Skarbek, Rafał Brzozowski, Stachursky czy Grzegorz Skawiński.O tych i innych sprawach sprawach będzie mowa w poniższym wywiadzie 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Zanim rozpocząłeś działalność na własny rachunek, przez blisko 8 lat występowałeś w chórze cerkiewnym Continuo. Czy to doświadczenie ułatwiło Tobie dalsze funkcjonowanie muzyce?

Tomek Lubert: Oczywiście, przede wszystkim nauczyło pracować w grupie na kozyśc całego zespołu, a nie dla własnych ambicji. A dodatkowo zwiedziłem kawał świata i poznałem fajnych ludzi! Każdemu polecam śpiewanie w chórze!

Arkadiusz Kałucki: Zespół Virgin razem z Dodą to na pewno Twoje pierwsze sukcesy w karierze. Trzy albumy(„Virgin”, „Bimbo”, „Ficca”) i każdy ma inne brzmienia. To była z twojej perspektywy ewolucja muzyczna podyktowana zapotrzebowaniem ówczesnego rynku muzycznego czy wynikiem własnych doświadczeń, przemyśleń?

Tomek Lubert: Wtedy to były trochę inne czasy. Zespół już nie istnieje 10 lat. Dużo się na rynku zmieniło. Generalnie my nic nie kalkulowaliśmy, co zrobić żeby się sprzedało, zagrało radio itp. Płyty są inne, bo my się zmienialiśmy i tak nam w duszy po prostu grało.

Tomek Lubert_fot_prywatne

Arkadiusz Kałucki: Kolejne pasmo sukcesów możesz zapisać w swojej biografii z zespołem Video(2007-2009), ale tylko przy pierwszej płycie. Odchodzisz i zakładasz grupę Volver(2009-2014). Czy śpiewanie w chórze nie było dla Ciebie lekcją nauki pracy w grupie? Czy twój wrodzony indywidualizm wziął wtedy górę?

Tomek Lubert: Trudno powiedzieć. Ja jestem niepokorna dusza. Z perspektywy czasu widzę, że może byłem też trochę zazdrosny, że to zawsze wokaliści są na pierwszym miejscu (hihihi). Ale tak na serio, tak już mam i teraz już nikogo nie dziwi, że co chwilę jakiś zespół na „V” powstaje 🙂

Arkadiusz Kałucki: Album „Z miłości do muzyki” nagrałeś z okazji piętnastolecia działalności artystycznej. Znajdziemy na nim 12 utworów zaśpiewanych przez artystów z różnych obszarów muzycznych. Sam sobie zrobiłeś prezent urodzinowy czy kaprys artysty?

Tomek Lubert: A tak wyszło przypadkowo. Bo miałem parę fajnych utworów a akurat taki pierwszy mój jubileusz się zbliżał 15 lat na scenie, więc nieśmiało zapytałem paru przyjaciół muzyków czy by nie zaśpiewali, zagrali. Okazało się, że nikt nie odmówił. W pierwszym dniu miałem już cały skład i poszło 🙂

Arkadiusz Kałucki: Jesteś artystą, który lubi chodzić pod prąd i jest przeciw trendom?

Tomek Lubert: Interesuję się tym co na rynku, analizuję, staram się być na bieżąco. Ale uważam, że w muzyce tak jak i w życiu trzeba cały czas być sobą.

Tomek Lubert_fot_prywatne2

Arkadiusz Kałucki: Oprócz współpracy z dorosłymi muzykami, wokalistkami, wokalistami etc. komponujesz dla…dzieci. Część publiczności może być tym faktem zaskoczona. Od kiedy trwa twoja przygoda z dziecięcą publicznością i jak do niej doszło?

Tomek Lubert: Już od wielu lat tworzę dla dzieci. I wbrew temu co się myśli, wcale to nie jest łatwa praca a czasem i trudniejsza niż z dorosłymi. Dzieci od razu wyczuwają „ściemę” w każdej sprawie w muzyce też, więc trzeba dla dzieci otworzyć całe swoje serce i wtedy będzie sukces. Kocham pracę dla dzieci a dzieciaki chyba uwielbiają moje piosenki. Ponad 200.000.000 odtworzeń na YT mówi samo za siebie 🙂

Arkadiusz Kałucki: Muszę zapytać o piłkę nożną, z którą jesteś związany tak naprawdę od dziecka. Futbol to Twoja pasja, która pozwala się Tobie zresetować po koncertach, pracy w studiu?

Tomek Lubert: Tak Bayern Munich!!!!! I wszystko w temacie 🙂

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę.

Tomek Lubert: Dziękuję bardzo.

 

Sexy Suicide – wywiad (16.08.2016 r.)

 

 

 

SexySuicide_fot_Jacek Tomaszewski

fot. Jacek Tomaszewski

Sexy Suicide to duet Mariki Tomczyk i Bartłomieja Salamona. Pomimo, że ich droga muzyczna traw już od kilku lat, to jako Sexy Suicide debiutują w tym roku. Nagrali krążek „Intruder”.

 

 

 

Arkadiusz Kałucki: Czy udział w programie telewizyjnym typu talent-show „Must Be The Music – Tylko Muzyka” to była chęć sprawdzenia się czy zabawa?

Bartłomiej Salamon: Zabawa i zdobycie nowego doświadczenia, wynikające właściwie z przypadku. Nie ukrywam że bardzo zależało mi na opinii Kory, gdyż to moja ulubiona polska wokalistka z 80s i osoba którą cenie za wiele rzeczy. Ocena okazała się bardzo przychylna i dało mi to jeszcze większego kopa. To chyba najistotniejsza dla mnie sprawa, w tym całym cyrku. Nie zamierzaliśmy z nikim konkurować i nie zależało nam na przechodzeniu na kolejne etapy itp.

Marika Tomczyk: Dla mnie to był sposób na dotarcie do ludzi, którzy sami nie szukają muzyki, a którym nasza stylistyka mogłaby się podobać. I w sumie w jeden wieczór przybyło nam ponad tysiąc likeów! Kilka propozycji koncertowych, i jedna b. dziwna oferta kupna moich butów, które miałam założone na występie… nie wnikam 😀

Arkadiusz Kałucki: Album „Intruder” to debiut jako Sexy Suicide, a w sumie drugi w dyskografii. Proszę powiedzcie o swoich inspiracjach muzycznych, które wpłynęły na waszą dotychczasową działalność artystyczną.

Bartłomiej Salamon: Tak,3 lata temu wydaliśmy pierwszy album będąc w innym składzie i pod inna nazwą, z tamtych czasów pamiętam, że na pewno sporym bodźcem i chyba właśnie taka kropla przepełniającą kielich, która zaważyła o założeniu zespołu była premiera filmu „Drive” oraz cała rodząca się wtedy fala New Retro Wave. To był wtedy taki zapalnik do tego wszystkiego co nagromadziło się w mojej głowie przez długie lata. Jest ich na prawdę dużo. Sądzę,  że gdybym tworząc muzykę synthpop, słuchał i inspirował się tylko tym gatunkiem to byłaby ona strasznie nudna. Pomysły i natchnienie czerpię z różnych źródeł, od jednych z awangardowych pionierów industrialu jak Test Dept, Einstürzende Neubauten cz SPK, przez klasyki postpunku i zimnej fali, zarówno ze sceny zagranicznej jak i krajowej, po melancholijne Italo Disco… Z reszta muzyka to tylko część moich inspiracji, sądzę że ona może znajdować się wszędzie, trzeba mieć tylko oczy i uszy szeroko otwarte.

Marika Tomczyk: Ja jestem poszukiwaczką dobrych melodii. Dla mnie kawałek oprócz fajnej muzyki, musi mieć chwytliwy refren, taki zapadający w ucho. Takie chwytliwe kawałki dla mnie były wszechobecne w 80s. Teraz jest taka muza, że czasem mi się wydaje, że słyszę jedną i tą samą piosenkę… a któs mi mówi np, że to trzecia czy czwarta radiowa piosenka tego artysty. Dodatkowo inspirują mnie ciekawe, ludzkie historie. Lubie się wczuwać i pisać tekst wyobrażając sobie, że jestem kimś innym. Cóż ja mogę pisać w oparciu o własne doświadczenia? Impreza, wakacje, praca, narzeczony – takie kawałki były by nudne i płaskie 😀

SexySuicide_023 ft Rafał jakubek

fot.Rafał Jakubek

Arkadiusz Kałucki: Różne natężenie muzyki elektronicznej lat 80-tych XX wieku, wielobarwność, melancholijność, ale miejscami jej industrialny charakter jaki zawarliście na płycie to jest według was przepis na sukces?

Bartłomiej Salamon: Nie, haha, na sukces na pewno nie, ale to jest dla mnie ok, bo liczyłem się z tym od początku. Gdybyśmy chcieli popularności i pieniędzy, domyślasz się jaki gatunek muzyki tanecznej w Polsce wykonywalibyśmy 🙂 Chcemy robić, to co robimy i dokładnie w taki sposób, a że przy tym mamy jeszcze jakichś sympatyków, którzy mogą pod kątem swojej wrażliwości muzycznej się z nami utożsamić, to już w ogóle bomba. Niech dalej będzie tak, a będzie super.

Marika Tomczyk: Ja uważam, że będzie jeszcze lepiej. Przybywa nam fanów, wydaje mi się, że ludzie szukają ciekawych rozwiązań muzycznych. Myślę, że dojdzie do tego, że coraz więcej osób zmęczy się tą papką, którą słyszą w radiu czy tv i będą poszukiwać muzyki dla siebie, a tam będziemy my na nich czekać:]

Arkadiusz Kałucki: W warstwie tekstowej poruszacie kilka niewygodnych tematów, które w naszym społeczeństwie wywołują skrajne emocje. Chcecie być głosem tych, którzy boją się głośno powiedzieć o swoich problemach, tajemnicach życiowych żeby uniknąć napiętnowania?

Bartłomiej Salamon: Przede wszystkim swoim głosem, głosem osoby której nie podobają się pewne zjawiska, jak alienacja między ludzka w dobie dzisiejszych zaawansowanych technologicznie czasów, brak wzajemnej tolerancji w kwestii koloru skóry, wyznania czy właśnie orientacji seksualnej… Ludzie zapominają też o wielu istotnych wg. mnie rzeczach.

Marika Tomczyk: Śpiewamy o tym co nam w duszy gra. A grają nam różne, dziwne rzeczy:] Nie podoba mi się to, że trudne tematy rzadko podejmowane są w muzyce popularnej. Dlaczego? Przecież to idealny nośnik. Nie dość, że wpada w ucho i można się przy niej pobujać to można przekazać znaczącą treść, która pozostanie na dłużej w naszych głowach.

SexySuicide-Intruder

Arkadiusz Kałucki: Jaki był plan działania Sexy Suicide przy pracy na płyta „Intruder”? Najpierw powstały teksty czy muzyka?

Bartłomiej Salamon: Zawsze najpierw powstawała muzyka, utwory, a raczej ich szkielety w formie dem, trafiały do Mariki, która zaczynała prace nad swoją działką. Później często razem dokonujemy wspólnego szlifu względem całokształtu.

Marika Tomczyk: Ja z kolei teksty piszę zazwyczaj pod muzykę, nie mam gotowych tekstów zapisanych w jakimś zeszycie… mam taki notes inspirujących tematów czy zasłyszanych zdań i tam często sięgam, ale temat na kawałek pojawia się gdy usłyszę muzę.

Arkadiusz Kałucki: Zdjęcia jakie znalazły się na płycie są czarno-białe. To jest też nawiązanie do tego, że nasze życie nie jest tak kolorowe? I muszę dodać, że bardzo współgrają z tekstami piosenek na albumie.

Bartłomiej Salamon: Uważam ze świat to nie tylko słońce i tęcza, to na prawdę paskudne miejsce, szczególnie jeżeli starasz się myśleć samodzielnie i nie możesz wpasować w utarte schematy. Są ciężkie czasy dla wrażliwych. Jak to ktoś powiedział, kiedyś bloki były szare, ale życie było barwne, więcej musiałeś zdobyć, ale przez to więcej czułeś , więcej szaleństwa i radości, teraz bloki mamy kolorowe, a z życiem jest na odwrót. Czasami odnoszę wrażenie że ludzie w dużej mierze są zalani masą gównianej brei i mało czego są tak na prawdę głodni, bo przyjmują to wszystko jak leci. Nie myślą samodzielnie.

Marika Tomczyk: Życie w ogóle nie jest kolorowe. My sobie sami te barwy nadajemy. Każdego dnia budząc się decydujemy, czy będzie w nim trochę fioletu, różu czy czerwieni. To jest często bardzo trudne, szczególnie w trudnych życiowo sytuacjach. Gdy jesteśmy nieszczęśliwie zakochani, straciliśmy ukochaną osobę lub czujemy że nie pasujemy do nikogo i niczego – świat wydaje się być pozbawiony koloru. Takie sytuacje są również bardzo inspirujące. Nie wiem czemu z resztą, ale w tym najtrudniejszych momentach w moim życiu, piszę najlepsze rzeczy:]

Arkadiusz Kałucki: Kto jest pomysłodawcą aby zamieścić na płycie sentencje Oscara Wilde’a? Możecie wyjaśnić jakie jest jej znaczenie w kontekście płyty?

Bartłomiej Salamon: Pomysł był mój, bardzo cenie tego człowieka, uważam ze był jednym z najmądrzejszych, jacy stąpali to tej ziemi. Sam hołduję estetyzmowi, sadzę z resztą że dekadentyzm jest słyszalny w jakimś stopniu w tym co robimy. Co do samego cytatu, to jeden z moich ulubionych i w moim odczuciu traktuje o tym , że trzeba mierzyć ponad poziom i nie bać się sięgać po swoje marzenia, czasami nawet na przekór wszystkim , nawet żyjąc w świecie i będąc w sytuacji o której pisałem w poprzedniej odpowiedzi.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę
Bartłomiej Salamon: Dziękujemy również bardzo!
Marika Tomczyk: :*

DJ Adamus – wywiad(13.08.2016 r.)

 

 

01.DJ Adamus 6-foto_Rafal Makiela

fot.Rafał Makiela

Adam Jaworski czyli DJ Adamus jest bohaterem kolejnego mojego wywiadu na blogu „Warto Posłuchać”. DJ, producent, remixer, dziennikarz muzyczny. Współtwórca klubowego projektu Wet Fingers razem z Mafia Mike. Przez cztery edycje był jurorem w programie telewizyjnym „Twoja Twarz brzmi znajomo”(Polsat). Ma na swoim koncie dwa krążki podpisane DJ Adamus. Pierwsza nagrana razem z Adą Szulc pt. „1000 miejsc” oraz wydana z okazji swojego jubileuszu „DJ Adamus 2015”.  Zapraszam do krótkiej lektury mojej rozmowy z DJ’em Adamusem 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Jubileusz swojej 20-letniej pracy artystycznej i 40-te urodziny ukoronowałeś wydaniem płyty. Co w pierwszej kolejności zdecydowało, że wybrałeś te a nie inne utwory? Bo trzeba wspomnieć, że są nie tylko covery.

DJ Adamus: Chyba po pierwsze sentyment do niektórych starszych utworów które były ze mną od początku mojej kariery po drugie kilka z ulubionej płyty 1000 miejsc a po trzecie kilka nowych taki mój the best of.

Arkadiusz Kałucki: Każde nagranie śpiewa inna wokalistka a jedno nawet jeden mężczyzna. Proszę powiedz w kilku słowach o każdym nich i dlaczego ich zaprosiłeś na to wyjątkowe wydawnictwo.

DJ Adamus: Opowiadać p projektach można godzinami i o każdej osobie z osobna ale najlepiej jest znaleźć wspólny mianownik to jest to ze po prostu to są fajni ludzie . Dobrze się z nimi pracuje i to jest najważniejszy aspekt pracy w studio musi być chemia. Mam tak za pierwszym razem, lubię się zakolegować a później pojawia się współpraca. Wszyscy to mega zdolni i bardzo pracowici wokaliści.

02.DJ Adamus_fot_Gorajka (11)po

fot. Gorajka

Arkadiusz Kałucki: Nie ma nic na tej płycie od Wet Fingers, a to ważny moment w twoim życiu artystycznym. Publiczność w naszym kraju przekonała się, że Polscy DJ’e i producenci też potrafią zrobić dobrą produkcję house nie odbiegającą od tych zachodnich. Można się przy tym świetnie bawić, a stacje radiowe grały je bez opamiętania. I co ważne była to klasyka polskiej piosenki rozrywkowej np.- „Nu Limit”, „HiFi Superstar”, „Małgośka”.

DJ Adamus: Tak, tak chciałem aby to był DJ Adamus jako sam , z Wet też na pewno wydamy takie the best of, zwłaszcza ze w tym roku mamy 10 lat od HiFi, niesamowicie ten czas leci , ale to jest fajne bo łapie dystans do tego. Cieszę się ze wraz z Michałem wpisaliśmy się jako pierwsi którzy samplowali polska muzykę i zrobiliśmy z tego hit na miarę oryginałów 😉

Arkadiusz Kałucki: Podczas twojej 20-letniej pracy artystycznej masz na swoim koncie m.in. dwie oprawy muzyczne widowisk o bardzo ważnym charakterze tzn. Ceremonia Otwarcia Mistrzostw Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn” oraz „Gala Fryderyków” czyli najważniejszej nagrody muzycznej w Polsce przyznawanej przez branżę. To według Ciebie były „nagrody” za dotychczasową pracę czy nowy etap w twojej karierze?

DJ Adamus: Tych gal było więcej , czasem bardziej czasem mniej publiczne. Same Fryderyki chyba dwa lub trzy razy ;-). Mam nadzieje ze jeszcze wszystko przede mną , tak się mówi ale ja już jestem zadowolony z tego co się działo w mojej karierze. Więc czuję się osobą spełnioną 😉

03.DJ Adamus_fot_Gorajka (303)po

fot. Gorajka

Arkadiusz Kałucki: Jakbyś dzisiaj zdefiniował pozycję i rolę DJ’a w świecie muzyki? Bo kiedy zaczynaliśmy pracę za konsoletą „świat był inny”.

DJ Adamus: Teraz z jednej strony w dyskotekach jest gwiazdą a z drugiej czasem złem koniecznym. Bywa wielka gwiazda i bywa po prostu grajkiem. To wszystko zbiera dwie strony. Ja uważam ze na pewno DJ w świadomości publiczności popowej stał się widoczny i ceniony a to ważne. Teraz się to także producenci , eksperci którzy wyznaczają trendy. Staliśmy się gwiazdami tak jak inni artyści czy gwiazdy muzyki.

Arkadiusz Kałucki: Czy do końca 2016 roku będziemy mogli otrzymać od Ciebie kolejne wydawnictwo płytowe? A może tylko jedno nagranie, remiks?

DJ Adamus: Cały czas coś działam, mam plan na kolejny singiel więc na pewno coś się pojawi. Wokale już nagrane 😉 klip chciałbym zrobić na Ibizie.

Arkadiusz Kałucki: Na koniec zapytam o „Mekkę” klubowego brzmienia czyli Ibizę. Wiem, że tam się wybierasz i nie koniecznie sam. Proszę zdradź więcej szczegółów.

DJ Adamus: Dokładnie tak chcemy zacząć eksplorować ten kierunek. Zebrała się ekipa i lecimy 😉 14/21 września wraz z travep2ibiza.pl. : Matush, Mr. Root , Wutes, Unknow Poets i ja mamy zamiar zrobić trochę zamieszania. W planach muzyczny katamaran i kilka plażowych barów, dopinamy szczegóły wiec zapraszamy wszystkich z nami. Z tego co wiem szykuje się też drugi termin 21/28 wraz z klubem Luztrro robimy prawdziwy techno katamaran wiec i HOUSE i Techno we wrześniu na Ibizie.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę.

DJ Adamus: Ja również dziękuję 🙂

 

 

Mery Spolsky – wywiad (12.08.2016 r.)

 

 

 

Mery Spolsky 3- fot_ Agnieszka Żdanuk

fot.Agnieszka Żdanuk

Marysia Żak czyli Mery Spolsky. Wokalistka, gitarzystka, autorka tekstów, kompozytorka i projektantka ubrań. Jest m.in. finalistką 36 Przeglądu Piosenki Aktorskiej – Wrocław 2015, otrzymała wyróżnienie za Najlepszego wykonawce SuperDebiutów podczas 52 Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej Opole 2015 czy zdobyła 2 miejsce na Grechuta Festival – Kraków 2014. Kilka tygodni temu do stacji radiowych trafiło nagranie „Where are you”, gdzie Mery Spolsky występuje gościnnie w projekcie Mod Machine. I to był jeden z impulsów aby przepytać Marysię co słychać u niej ciekawego.

 

 

Arkadiusz Kałucki: Już ponad rok minął od twojego występu na festiwalu w Opolu. Co od tego czasu zmieniło się w twoim życiu muzycznym?

Mery Spolsky: Urosły mi włosy i już nie są do ramion. 😉 A tak całkiem poważnie to napisałam teksty i skomponowałam muzykę na swoją pierwszą, debiutancką płytę oraz pojeździłam trochę po Polsce żeby przetestować te piosenki. Wystąpiłam na bardzo ciekawym festiwalu w Łodzi „Songwriter Festival” gdzie reakcja publiczności dodała mi skrzydeł, wróciłam jako laureatka na Przegląd Piosenki Aktorskiej z autorskim koncertem i zahaczyłam o bardzo ważny dla mnie festiwal „Carpathia”, który dopuszcza jedynie własne utwory. Wróciłam z nagrodą za najlepszą kompozycje, czyli piosenkę „Szach Mat” i przekonałam się, że jestem gotowa na wydanie płyty.

Arkadiusz Kałucki: Ile razy się spotykamy, tyle razy pytam – kiedy wydasz swoją debiutancką płytę? Czy możesz powiedzieć coś więcej niż „jeszcze trzeba poczekać” ?

Mery Spolsky: Nauczyłam się, że nie wolno nic obiecywa, najlepiej trzymać wszystko w tajemnicy dopóki nie jest już na półce. Energii i weny twórczej mi nie brak, szwankowały inne sprawy i dlatego jeszcze nie mam swojej wymarzonej, debiutanckiej płyty. Zagłębiłam się w czeluściach zaplecza wydania takiej płyty, poznałam różne drogi wydawnicze i długo się zastanawiałam, którą wybrać aby nie popełnić błędu. Myślę, że teraz już wiem o wiele więcej i wydam swoją muzykę w najlepszy sposób jaki potrafię. Kiedy to będzie? Może za rok, może za dziesięć. Nie interesuje mnie szybki strzał, interesuje mnie jakość i moja satysfakcja.

Arkadiusz Kałucki: Zauważyłem, że w ostatnich tygodniach by nie powiedzieć miesiącach robisz w swojej twórczości wycieczki w brzmienia elektroniczne. To nowa fascynacja czy chwilowa zabawa?

Mery Spolsky: Zawsze podobała mi się elektronika, potrzebowałam tylko czasu aby nauczyć się ją tworzy, bo z komputerami byłam zawsze na bakier. Akustyczne brzmienia, gitarowe piosenki i żywe instrumenty było mi o wiele prościej skompletowa , bo w szkole muzycznej miałam z nimi styczność. Elektroniki słuchałam w swoich ulubionych zespołach typu Black Eyed Peas, Gwen Stefani, MGMT itd. W ostatnim roku rozpracowałam programy do perkusji elektronicznej, kupiłam sobie pada, zainwestowałam w klawiaturę i poeksperymentowałam z brzmieniami przeróżnych syntezatorów. W taki sposób powstał materiał na płytę więc myślę, że na pewno nie była to chwilowa zabawa.

Mery Spolsky 1- fot_ Agnieszka Żdanuk

fot.Agnieszka Żdanuk

Arkadiusz Kałucki:Nie da się ukryć, że twoja kariera rozpoczęła się od pracy w zespole. Jak wiemy to ma wady i zalety. Ale praca niemal w samotności jest jeszcze większym wyzwaniem. Wszystko jest na twojej głowie. Wnioskuję, że Mery Spolsky to już samodzielnie działająca maszyna w branży muzycznej i powrót do pracy w zespole czy w duecie nie jest możliwa.

Mery Spolsky: Jak najbardziej jest możliwa! Praca z przeróżnymi muzykami bardzo mnie inspiruje i uczy pokory. Szykuję teraz płytę i chciałabym promować ją koncertami, na których będą grali muzycy. Obecnie gram sama z loopami, ponieważ nie chcę angażować ludzi w projekt, który dopiero rozkręcam. Jest to dla mnie również sprawdzenie samej siebie czy potrafię poprowadzić koncert w pojedynkę. Chciałam pozbyć się uczucia zależności od kogoś i stąd utworzyłam set typowo solowy, aby na spokojnie jeździć po Polsce na swoich warunkach. Jak już będzie płyta pojawi się możliwość pojechania na większe festiwale, a tam już z chęcią poczułabym prawdziwy bas pod nogami. Jeśli chodzi o komponowanie i tworzenie wizerunku to nie widzę innej opcji niż samotne działanie. Myślę, że nie ma demokracji w muzyce.

Arkadiusz Kałucki: Słowa, muzyka, aranżacje, produkcja, miks to tylko przykłady etapów powstania piosenki. Z dotychczasowego doświadczenia muzycznego, który jest dla Ciebie najbradziej pracochłonny i dlaczego?

Mery Spolsky: Ostatni etap, czyli produkcja i miks. Przede wszystkim trzeba znaleźć odpowiednią osobę, która będzie umiała uruchomić swoje producenckie ucho i sfinalizować proces powstawania utworu. Z mojego doświadczenia znalezienie takiej osoby jest najbardziej pracochłonne. Słowa i muzyka to proces błyskawiczny. Zdarza mi się pójść na studia na wykład i wrócić z piosenką w zeszycie. Czasem wydaje mi się, że nawet za szybko poszło mi napisanie jakiegoś tekstu. Wtedy silę się na poprawki, które ostatecznie kasuję, bo najbardziej jestem zadowolona z wersji numer jeden. Może to źle? Nie wiem. Będę się pewnie łapać za głowę za kilka lat.

Mery Spolsky 2- fot_ Agnieszka Żdanuk

fot.Agnieszka Żdanuk

Arkadiusz Kałucki: Już dawno nie słyszałem żebyś śpiewała covery. To już etap, który się Tobie znudził i czas na własne teksty i muzykę?

Mery Spolsky: Tak! Zawsze na pierwszym miejscu były własne piosenki, mam ich w szufladzie ponad dwieście. Za każdym razem kiedy śpiewam cover myślę o tym, że fajnie by było wyskoczyć zaraz z czymś swoim, powiedzieć coś od siebie. Za interpretacje cudzych utworów brałam się głównie ze względu na festiwale, na których chciałam się pojawi. Intrygowały mnie tamtejsze sceny i klimat. Tak naprawdę w pełni szczęśliwa jestem gdy stoję i śpiewam swój własny wiersz, bo wiem w stu procentach o co mi chodzi. Wchodząc w czyjeś teksty muszę dorabiać im swoje emocje i myśli, być może nadaję drugie życie znanym utworom, a może niszczę je swoją wizją.

Arkadiusz Kałucki: Co zaplanowałaś sobie zrealizować do końca 2016 r. jeżeli chodzi o muzykę oraz twoją markę mody?

Mery Spolsky: Wejść do studia, nagrać płytę, stworzyć nową kolekcję jesień/zima (bo projekty i pomysły już dawno śnią mi się po nocach) i pojechać na trip po Europie we wrześniu. Chciałabym zjechać starówki w Europie i nawiedzić je swoją gitarą i muzyką spolsky. Będzie to akcja totalnie spontaniczna i eksperymentalna. Posiadam angielskie teksty do swoich piosenek, chciałabym sprawdzić je w innych krajach i przede wszystkim zwiedzić trochę świata. Potem to już tylko ostra robota nad pierwszą płytą i pisanie pracy magisterskiej.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę.

Mery Spolsky: Dziękuję 🙂

 

 

 

Michał Pakulski – wywiad(9.08.2016 r.)

 

 

 

Michal Pakulski_Łukasz Migda z FD Studio 2

fot.Łukasz Migda z FD Studio

Michał Pakulski to gitarzysta, kompozytor, producent muzyczny, muzyk sesyjny, aranżer. Na początku września przewidziana jest premiera jego solowej płyty pt. „The Road”. Poniżej przedstawiam Wam moja krótka rozmowę z tym nietuzinkowym gitarzystą. Dodam, że w jednej z wrześniowych audycji programu „Warto Posłuchać”(POP Radio 92,8 FM) Michał będzie moim gościem i tam o wiele więcej dowiecie się na temat nie tylko jego filozofii muzycznej, ale i albumu „The Road”.

 

 

 

 

Arkadiusz Kałucki: Masz muzyczne tradycje w rodzinie?

Michał Pakulski: Tak, jak najbardziej. Wielu członków mojej rodziny gra na różnych instrumentach czy śpiewa. Jednak wielu z nich traktuje muzykę jedynie jako hobby i ze mną też tak było na początku. Dopiero później zaczęły pojawiać się bardziej profesjonalne propozycje współpracy, czy projekty sesyjne. Zacząłem nagrywać za pieniądze, uczyć ludzi grać na gitarze, czy zarabiać z koncertów.

Arkadiusz Kałucki: Jesteś gitarzystą. Czy do nauki gry na gitarze zachęcił Ciebie ktoś z rodziny czy związana jest z tym inna historia?

Michał Pakulski: Mój tata gra na gitarze i to on zachęcał mnie go gry. Jednak chęć grania stosunkowo długo nie dawała o sobie znać J Dopiero jak miałem 15 lat poczułem, że po prostu muszę grać! Był jeden moment zwrotny, którego nie zapomnę do końca życia. Mianowicie będąc z rodzicami na wakacjach na Mazurach mój tata zagrał kilka bluesowych akordów na gitarze z prostą solówką. I to było jak uderzenie pioruna, te dźwięki dosłownie potrząsnęły mną dogłębnie i niesamowicie mi się spodobały. I od tamtego momentu zaczęła się moja muzyczna droga. Zacząłem sięgać po kompozycje Carlosa Santany oraz Tadeusza Nalepy, przerabiałem utwory takich gitarzystów jak Steve Ray Vaughan czy Jimmy Page. Później odkryłem Steve’a Lukather’a z Toto i Eddiego Van Halen’a, no i się zaczęło! 🙂 Był też Steve Vai i Joe Satiarani, ale też Scott Henderson czy Jeff Beck. Zacząłem świadomie pracować nad techniką i się rozwijać, uczyłem się nut i teorii muzyki, słuchałem najróżniejszej muzyki, włącznie z muzyką klasyczną. Grałem z muzykami klasycznymi, jazzowymi, bluesowymi, popowymi i rockowymi, oraz ćwiczyłem czasem nawet po 12 godzin dziennie. Te doświadczenia najbardziej ukształtowały mój muzyczny gust oraz styl.

Arkadiusz Kałucki: Zanim rozpocząłeś solowa karierę grałeś w „mocnych” zespołach m.in.: The Good Stuff, Euphoria. Z twojego punktu widzenia teraz jest tobie łatwiej działać muzycznie czy trudniej? Pytam, bo wszystko jest na twojej głowie i jesteś skazany sam na siebie.

Michał Pakulski: To prawda. Od zawsze byłem bardzo mocno związany z cięższą nutą. Jednak zdarzało się poszukiwanie innych form muzycznych jak chociażby POP w zespole Aspirine. Coś jednak bardzo mocno dalej ciągnęło mnie do rocka i stąd kolejne projekty już o mocno rockowym charakterze. Na pewno doświadczenie z zespołów bardzo pomaga w działaniu solo, bo pewne wzorce się po prostu wypracowuje grając z ludźmi. W 2017 roku zamierzam też rozwinąć moje trio razem z sekcją rytmiczną i grać koncerty, więc już nie będę grał tylko solo J Oczywiście sporo jest na mojej głowie teraz, ale ja jestem przyzwyczajony do takiej pracy. Solo też nawet pracuj mi się lepiej, bo więcej widzę i mogę realizować w stu procentach swoje pomysły i to przynosi efekty. Obecnie moją stronę na Facebooku wyświetliło ponad 1 mln osób, mam ponad 12 tys. aktywnych fanów tylko na FB. Piszą do mnie ludzie z całego świata gratulując płyty, singla etc. Zostałem endorserem amerykańskiej marki muzycznej. Rozmawiam z prestiżowymi magazynami z Wielkiej Brytanii, Włoch czy Stanów Zjednoczonych. Ogólnie przez ostatni rok, czyli właśnie przez ten czas jak zacząłem grać solo bardzo dużo się wydarzyło w moim muzycznym życiu i to cieszy, że w zasadzie osiągnąłem to sam.

Michal Pakulski Łukasz Migda z FD Studio 1

fot.Łukasz Migda z FD Studio

 

Arkadiusz Kałucki: Płyta „The Road” jest w całości instrumentalna. To dość odważny krok, intrygujący, ale jednocześnie ryzykowny. Taki wymarzyłeś sobie solowy debiut? Czy może był pomysł na album z wokalistką lub wokalistą?

Michał Pakulski: Od zawsze marzyłem o takim albumie. I dokładnie tak sobie wyobraziłem swój debiut. Następne płyty, które są w planach będą zawierały co najmniej kilka kompozycji śpiewanych. Klasycznych piosenek. A płytą THE ROAD chcę przekonać ludzi do muzyki instrumentalnej, która przecież wspaniale porusza wyobraźnię i tworzy przepiękne obrazy muzyczne.

Arkadiusz Kałucki: Album jest o mocno rockowym charakterze, gdzie jest też miejsce na ballady. To, co zawarłeś na „The Road” jest podsumowaniem dotychczasowego życia muzycznego i następny krążek będzie inny? Czy to dopiero wstęp do czegoś większego?

Michał Pakulski: THE ROAD jest w ogóle wstępem do czegoś znacznie większego. Ja cały czas bardzo dużo pracuje nad instrumentem i poszukuję nowych brzmień, harmonii, akordów, melodii i środków wyrazu w moich utworach, które już powstają na kolejny album. Uważam, że każdy muzyk powinien poszukiwać całe życie i się rozwijać, próbować przeskoczyć samego siebie. Wciąż podnosić poprzeczkę. I nie uważam żeby istniały jakiekolwiek granice w twórczości. Zawsze można coś zrobić lepiej i odnaleźć jakąś nową drogę.

Michal Pakulski_The Road

Arkadiusz Kałucki: Okładka płyty sugeruje, że to dosyć osobista płyta. Droga jest kręta, pusta a muzyka mocno działa na wyobraźnię słuchacza. Jest spójność pod każdym względem.

Michał Pakulski: Tak, płyta jest bardzo osobista. Każda kompozycja obrazuje muzycznie bardzo konkretne wydarzenie z mojego życia. Każda z historii jest jednak na tyle uniwersalna, że słuchacze z pewnością z większością tych historii będą mogli się utożsamić.

Arkadiusz Kałucki: Na koniec zapytam o trzech wirtuozów gitary, którzy byli lub są nadal dla Ciebie wzorem do naśladowania.

Michał Pakulski: Zdecydowanie Steve Vai za niesamowitą wyobraźnię muzyczną. Andy Timmons za wspaniałą technikę połączoną z feelingiem oraz Steve Lukather za niebywałą uniwersalność.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę

Michał Pakulski: Dzięki!

Wywiad z duetem Unknown Artists(8.08.2016 r.)

 

 

Unknown Artists 1 - Studio Fotografka Agnieszka Gołuch

fot. „Studio Fotografka” Agnieszka Gołuch

Duet Marta Kwiatoń-Dunin(wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów) oraz Krzysztof Chlewicki(kompozytor, aranżer, instrumentalista, dyrygent) wspólną pasję do muzyki zaczęli realizować razem w 2012 r. Ich droga muzyczna jest oparta o dźwięki związane z muzyką symfoniczna, klasyczną z dodatkiem różnych odcieni muzyki pop. Warstwa tekstowa w nagraniach Unknown Artists, o którą dba Marta to różne aspekty marzeń w życiu człowieka, miłości, wiary ale i ucieczki przed nieznanym, niedobrym czy przed prawdą również.A poniżej przedstawiam moją krótką rozmowę z przemiłymi debiutantami 🙂

 

 

Arkadiusz Kałucki: Łączycie muzykę pop z muzyką symfoniczną. To dość odważne i jednocześnie bardzo ryzykowne w dzisiejszym świecie muzycznym. Skąd taki pomysł na wyrażanie swoich emocji, myśli, odczuć?

Krzysztof: Pierwsze moje kroki w komponowaniu muzyki zaczynały się od muzyki orkiestrowej, kameralnej, oraz symfonicznej. Od zawsze fascynowałem się muzyką orkiestrową, ale nie klasyczną lecz filmową. W tym stylu komponowałem pierwsze utwory. Z czasem moje ścieżki zaczynały układać się przy współpracy z wokalistami. Muzyka którą tworzyłem zmieniała więc stylistykę. Dziś już ten kierunek jest stały i oscyluje właśnie pomiędzy muzyką orkiestrową a popularną.
Marta: Osobiście nigdy nie przepadałam za muzyką symfoniczną ….do czasu aż do niej dojrzałam. W mojej przygodzie muzycznej , którą przeżywam etapami od wielu lat, zawsze dominował szeroko pojęty POP. Byłam taką ignorantką i tak skupiona na wokalu, że nawet nie zauważyłam iż utwory, które są w moim życiu kluczowe, które mnie ukształtowały muzycznie to nic innego jak POP ze sprytnie zakamuflowanymi, wplecionymi elementami symfonii. To połączenie w moich uszach daje pełnię, przestrzeń, której szukam w muzyce.
Arkadiusz Kałucki: Cztery utwory, które promujecie w mediach, to cztery różne światy. Trudno jest w tym wszystkim doszukać się waszej tożsamości muzycznej, o której dzisiaj bardzo wielu artystów niestety zapomina. Jaki macie pomysł na siebie w tym biznesie muzycznym?

Marta: Według mnie w projektach artystycznych wszelkiej maści nie chodzi o etykietkę. Przecież nie mogę oszukiwać samej siebie….dzisiaj moją tożsamością jest rzewna ballada a jutro ostry rock. Mało tego, rano mogę mieć nastrój na hip-hop a wieczorem na soul. I to wszystko nadal jest moją tożsamością muzyczną. Chcieliśmy nagrać utwory które nas poruszają bez zastanawiania się czy pasują pod jakiś szablon. Następne są jeszcze inne. Nigdy nie damy się wkleić w żadne ramy – to prawo twórców 🙂
Krzysztof: Marta wspomina o etykietce. Powiem także śmiało: wydaje mi się, że nie do końca chodzi tu o to, aby szufladkować artystów. Przyznaję, że utwory które prezentujemy na naszej stronie są różne. Mają jednak coś spójnego, co bardzo je spaja. To ogólne przesłanie i wyrażanie uczuć w muzyce, tekście. Fakt faktem, Teraz i Tu ma troszeczkę inny sens niż gra nam w duszach, ponieważ piosenka ta była komponowana pod kątem konkursu promującego nyską uczelnię. Zdobyliśmy dzięki niej dyplom uznania. Sam konkurs do byle jakich nie należał, a w komisji były postacie znane w środowisku muzycznym, radiowym. A jaki mamy pomysł na siebie w przyszłości ? Pomysłów mamy całą gamę! Utwory będą faktycznie jeszcze bardziej inne. Będą również jeszcze bardziej orkiestrowe i elektroniczne. A w jakim będą stylu ? Przeróżnym, wyrażającym wiele emocji.

Unknown Artists 3 - Studio Fotografka Agnieszka Gołuch

fot. „Studio Fotografka” Agnieszka Gołuch

Arkadiusz Kałucki: Marta jesteś autorką tekstów, a Krzysiek kompozytorem. Co powstaje najpierw: muzyka czy tekst? I kto ma decydujący głos jak ostatecznie będzie wyglądać piosenka?

Marta: Z pewnością trudno w to uwierzyć ale naprawdę tworzymy RAZEM. Już tłumaczę, Krzysiek przysyła do mnie przykładową harmonię ( czysty fortepian, położone akordy), ja układam do tego melodię i zaczyna się dziać. Na kolejnym etapie nasze role faktycznie się rozjeżdżają. Krzysztof robi aranż a ja piszę słowa. Oczywiście nie stronimy od uwag typu: “proszę Cię zamień słowo chmurka na inne bo mnie drażni” lub “ chciałabym aby w bridg-u zostały same bębny bez elektroniki”. Trzeci etap – najciekawszy, to nagranie. Ja śpiewam to co sobie wymyśliłam i staram się temu nadać maksimum emocjonalności ale nadal razem przedyskutowujemy każdą wokalizę, solówkę itp. Rozmawiamy czy to nam się podoba czy może użyć innego środka wokalnego. Dogadujemy się, zazębiamy i ….kłócimy też.
Krzysztof: No i cóż ja mogę powiedzieć. Marta wszystko opisała tak, jak jest. Mogę jedynie dodać – „dokładnie tak”.

Arkadiusz Kałucki: Słowa: Ucieczka, Wiara, Marzenie, Kochać są wypadkową waszych czterech utworów. Co te słowa dla was znaczą i proszę o ich krótkie wyjaśnienie.

Krzysztof: Słowa te odzwierciedlają życie większości z nas. To takie ujęcie życia w streszczeniu. Każdy z nas ma Marzenia, każdy z nas chce w coś wierzyć – nawet w same marzenia. Ucieczkę możemy interpretować bardzo prosto, czyli ucieczkę przed czymś, co nie jest dla nas dobre, ale ucieczką może być też pogoń za lepszym życiem, pozostawiając wszystko co szare za nami. Zapewne każdy z nas wie, co oznacza Kochać. Dla każdego z nas to słowo ma inną wagę, tym bardziej ścisła interpretacja tego słowa nie jest możliwa. Dla mnie osobiście, to coś bezcennego.
Marta: Ja jestem osobą nadwrażliwą, przez co często jest mi żle…Pisanie tekstów i ich wyśpiewywanie to swoisty wentyl. Mogę sobie napisać co chcę, potem wcielić się w postać, ubrać jej emocje i bezkarnie to obnażać. I nikt nie może mnie osądzać bo to przecież fikcja ??? No i tak pochowana za słowami i dźwiękami daje sobie używać mojej wrażliwości. Uciekam od złych ludzi. Wierzę, że nasze JA nie kończy się w chwili śmierci. Marzę o karierze muzycznej. Miłość to paliwo dzięki któremu jestem i chce mi się być.

Arkadiusz Kałucki: W nagraniu „Pół prawdy” pojawia się delikatny wątek brzmień związanych z elektroniką.To nowy obszar, który planujecie wykorzystywać czy chwilowa „przygoda”?

Marta: No tutaj to więcej powie Krzysztof. To on miał taką fantazję i myślę że wyszło mu to świetnie. Elektronika dodaje tajemniczości a to lubimy, oj lubimy.
Krzysztof: Ten wątek w połączeniu z orkiestracją piosenki tak na prawdę jest nam najbliższy. Osobiście ciągle się go uczę, ponieważ jak wcześniej wspomniałem, kiedyś komponowałem muzykę stricte orkiestrową. Dopiero poznając Martę, zacząłem obracać się w nowych stylistykach, które nie tak dawno były mi obce. Marta bardzo lubi elektronikę, a ja polubiłem te brzmienia dzięki niej. I to jest chyba w tym wszystkim najciekawsze. Zdecydowanie więc możemy powiedzieć, że to nasz przyszły obszar. Utwory będą znacznie bardziej elektroniczne, dorównując innym kompozycją radiowym.Oczywiście równolegle z elektroniką piosenki zdominuje brzmienie orkiestry. Do tej pory słyszeliśmy głównie sekcję smyczkową, ale w nowych utworach dużą rolę odgrywa sekcja blaszana, co sprawia wrażenie typowo „Hollywood’zkiego brzmienia”.

Unknown Artists 2

Arkadiusz Kałucki: Wasze inspiracje muzyczne?

Krzysztof: Chyba powinienem to podzielić na „sekcje”. W muzyce orkiestrowej fascynuję się kompozycjami Nicholas’a Hooper’a, Rupert’a Gregson-Williams’a, oczywiście znanego na całym świecie Hans’a Zimmer’a. Lubię również aranżacje wielu piosenek Adama Sztaby. W świecie muzyki POP fascynują mnie produkcje Lady Gagi, Leony Lewis, Edyty Górniak. Jamie Cullum to świetny wokalista i kompozytor, ale to już świat bardziej jazzowy. Z muzyki POP, gdzie brzmienie nadaja instrumenty akustyczne, mniej elektronika, to ujmują mnie produkcje zespołu Parachute, Paramore. Paramore nawiązuje już bardziej w stronę rocka. Polski POP/rock to utwory:  Ewy Farny. To tak pokrótce 🙂
Marta: Oj dużo tego jest. Lubię wszystko co melodyjne. Tak, melodia i wokal potrafią mnie uwierzyć. Jak byłam nastolatką uwielbiałam oczywiście klasykę czyli :Whitney Houston, Mariah Carey, Celine Dion ( zresztą one są ponadczasowe), pasjami słuchałam Roxette, The B52-s. Potem doszły: Leona Lewis, Emeli Sande , Alicia Keys, SIA i inne. Z rodzimych artystów od zawsze króluje Kayah, Edyta Bartosiewicz, Anna Maria Jopek, Edyta Górniak. Z zespołów Queen, Bracia, Lemon, U2. No ale na drugim biegunie uwielbiam takich wykonawców jak Missy Elliot, czy Michał Bajor, Mietek Szcześniak, Andrzej Lampert :)) Niezły bałagan prawda?

Arkadiusz Kałucki: Wyobraźcie sobie, że za 50 lat ukazuje się Encyklopedia muzyczna. Szukamy Unknown Artists i co czytamy?

Marta: Och, czytamy tak: Nikt się nie spodziewał, nikt nie stawiał na nich funta kłaków a oni podbili szturmem rynek muzyczny w Polsce !!! Piętnaście z ich singli okazało się hitami !!! Co to za Goście !!!!:))))))) I do tego mili i ładni…Ha ha ha ha ha!!!!
Krzysztof: O tak! I zdobyli 2 statuetki… i byli uczestnikami takich znanych festiwali jak…… a ich płyty sypią się jak z rękawa!

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę.

Marta i Krzysztof: Pozdrawiamy serdecznie, Było ciekawie 🙂

Albumy zagraniczne część 5/2016

01.BroodsBroods – „Conscious” (Universal Music)

Minęły już dwa lata od debiutanckiego albumu „Evergreen” i rewelacyjnego utworu „Bridges”.„Conscious” to następca „Evergreen”, na którym znalazły się single “Bridges” i “Mother & Father”. Album znalazł się w Top 10 notowania Billboard Alternative Albums. Joel Little (Lorde, Sam Smith, Ellie Goulding) odpowiedzialny za produkcję „Evergreen” również tym razem pomógł duetowi w tworzeniu albumu. Oprócz niego w produkcję zaangażowani byli sami Broods, Alex Hope (Troye Sivan) i Captain Cuts. Nowa płyta „Conscious” zawiera duet z Tove Lo i piosenkę napisaną przy współpracy z koleżanką z Nowej Zelandii Lorde.Tytuł płyty podsumowuje podejście Broods do tworzenia muzyki: „Jesteśmy bardzo świadomi tego co chcemy osiągnąć tą płytą. To bardzo ważne, żeby pod koniec dnia mieć świadomość każdego aspektu swojej sztuki.” komentuje Georgia Nott. Broods ledwo co skończyli szkołę, gdy ich kariera nabrała tempa. Doświadczenie grania na wielkich koncertach dookoła świata wpłynęło na piosenki jakie tworzą „Po byciu na trasie tak długo zdajesz sobie sprawę, jakie piosenki lubisz grać i na jakie piosenki publiczność reaguje najbardziej.” opowiada Caleb Nott „Ten album to cios w twarz w porównaniu z poprzednim. Evergreen był subtelny i lekki, ten łapie Cię od razu za gardło.”

W skład Broods wchodzi nowozelandzkie rodzeństwo Georgia i Caleb Nott, które zgrabnie porusza się w kręgu alternatywnego popu i synth popu. Zespół koncertował na zachodnim wybrzeżu USA jako suport Ellie Goulding.

 

 

źródło: Universal Music

02.Paul SimonPaul Simon – „Stranger to Stranger” (Universal Music)

Trzynasty solowy krążek artysty wypełniony jest porywającą muzyką, napisaną i zaaranżowaną z dużym polotem i fantazją. „Stranger to Stranger” ukazuje wirtuozerię Simona jako wokalisty i kompozytora w zupełnie nowym świetle. Album—następca dobrze przyjętego przez fanów „So Beautiful or So What” z 2011 roku—otwiera drogę do nowego, muzycznego świata, który rzuca wyzwanie słuchaczom, igrając z ich oczekiwaniami wobec muzyki Paula Simona tak samo, jak ponad 30 lat temu robił to słynny „Graceland”. Wyprodukowany przez Simona oraz jego długoletniego muzycznego partnera Roya Halee, „Stranger to Stranger”ukazuje swój wyrazisty charakter już od pierwszych taktów. Artyści bawią się dźwiękami, nieustannie poszukując nowych, niespodziewanych rozwiązań, co słychać chociażby w dwóch otwierających krążek utworach – zarazem humorystycznych i mrocznych “The Werewolf” oraz “Wristband.”
Jak ujmuje to sam Paul Simon: “Chodziło nam o to, żeby stworzyć coś dobrze znanego w zupełnie nowy sposób, nagrać muzykę, która zabrzmi zarazem staromodnie i nowocześnie. Muzykę, która ma w sobie jakąś tajemnicę”. Pierwsza piosenka, która powstała na potrzeby albumu, “Insomniac’s Lullaby,” poprowadziła Simona ku rozwiązaniom zaproponowanym przez Harry’ego Partcha — amerykańskiego kompozytora i teoretyka muzyki, którego pasją było tworzenie instrumentów o nietypowych, mikrotonowych strojach.
Aby uchwycić unikalne brzmienie tych instrumentów, Simon zabrał swój sprzęt do Montclair State University w New Jersey, gdzie przechowywana jest ich oryginalna kolekcja.

„Stranger to stranger” zaskakuje unikalną, złożoną rytmiką. Pomysł na jej uchwycenie narodził się wskutek eksperymentalnej sesji z perkusistą z zespołu Simona oraz grupą muzyków flamenco. Temu eksperymentowi swoje niebanalne brzmienie zawdzięczają cztery utwory, które znalazły się na albumie—“The Riverbank,” “The Werewolf,” “Wristband” oraz “Stranger to Stranger.”

Duży wpływ na brzmienie albumu miał też włoski wykonawca elektronicznej muzyki tanecznej – Clap! Clap!, którego album Tayi Bebba, łączący rdzenną afrykańską muzykę i EDM, bardzo przypadł Simonowi do gustu. Clap! Clap! zarejestrował swoje dźwięki w trzech utworach: “The Werewolf,” “Wristband” oraz “Street Angel.”

“Brzmienie jest tematem przewodnim tego albumu, ale także każdej piosenki, która się na nim znajduje. Będę szczęśliwy, jeśli ludzie dobrze odczytają moje intencje. Dobra piosenka wydana w odpowiednich dla siebie czasach może stanowić inspirację nawet dla kilku pokoleń fanów. Piękne brzmienie – cóż… ono jest wieczne”.

 

 

źródło: Universal Music

03.Causes coverCauses – „Under Bridges That You Built for Me” (Sony Music)

Causes to pop-alternatywna formacja pochodząca z Hollandii, ale z Brytyjczykiem (Rupert Blackmanem) na wokalu. Zespół zdobył ogromną popularność singlem „Teach Me How to Dance With You” wydanym jeszcze w 2014 roku. Premiera kolejnego singla ‚Walk On Water’ przyniosła im wielu fanow także w pozostałych krajach Europy a w finale także kontrakt z należącą do Sony wytwórnią RCA. Na jego mocy ukazuje się debiutancki album wyprodukowany przez Iana Grimble (Bears Den, Daughter).

 

 

źródło: Sony Music

04.Ghostbusters (Original Motion Picture Soundtrack) album cover„Ghostbusters”(Soundtrack) (Sony Music)

Od 15 lipca w kinach wyświetlana jest nowa wersja jednego z największych przebojów komediowych lat osiemdziesiątych. kultowego filmu „Ghostbusters”. Tego samego dnia ukazała się na CD ścieżka dźwiękowa z filmu – „Ghostbusters: Original Motion Picture Soundtrack”. Płyta zawierać będzie nowe kompozycje, m.in. piosenkę „Good Girls” wykonywaną przez autorkę hit „Ex’s & Oh’s” – Elle King. Na albumie usłyszymy również utwory m.in.G-Eazy ft. Jeremih, 5 Seconds of Summer, Pentatonix, WALK THE MOON, Fall Out Boy ft. Missy Elliott, Wolf Alice i wiele innych. Na płycie znajdzie się także kultowy utwór przewodni „Ghostbusters”, skomponowany przez Raya Parkera Jr. w oryginalnej i nowej aranżacji. Nowa wersja filmu “Ghostbusters”, w reżyserii Paula Feiga, już wzbudził wiele kontrowersji. Główne role obsadzono popularnymi amerykańskimi aktorkami: Kristen Wiig, Melissa McCarthy, Leslie Jones i Kate McKinnon.

 

 

źródło: Sony Music

05.RoxetteRoxette – „Good Karma” (Warner Music)

Kolejna porcja piosenek od fabryki przebojów, jak napisano kiedyś o szwedzkim Roxette. Nowe wydawnictwo legendarnego duetu nosi tytuł „Good Karma”.”The Look”, pierwszy wielki światowy przebój Marie Fredriksson i Pera Gessle, zadebiutował 8 kwietnia 1989 roku i wywrócił życie Szwedów do góry nogami, zapoczątkowując wielką, trwającą do dziś karierę. Roxette to specjaliści o pięknych ballad. I w takiej konwencji utrzymana jest kompozycja „It Just Happens”, w której wokale dzielą między siebie Marie i Per, poziomem absolutnie nie odbiegająca od najsłynniejszych piosenek o miłości w dorobku duetu. „Na nowej płycie chcieliśmy połączyć klasyczne brzmienie Roxette z nowoczesnym oraz dodać do tego trochę nieprzewidywalności w studiu. Zależało nam, abyście bez trudu rozpoznali, że to my, ale przy okazji dostrzegli również coś nowego” – mówi Per Gessle o albumie.

 

 

źródło: Warner Music

06.Tegan_And_SaraTegan And Sara – „Love You To Death” (Warner Music)

Ósmy studyjny album słynnych kanadyjskich bliźniaczek Tegan i Sara Quin, tworzących nominowany do Oscara za piosenkę „Everything is Awesome” z filmu „LEGO: Przygoda”, duet Tegan And Sara. Wydawnictwo promuje piosenka „Boyfriend” – skoczna, popowa i pachnąca synthpopem lat 80. kompozycja. Utwór bliźniaczek ma i zabawne, i poważne przesłanie, a wiąże się z relacją, w której kiedyś była Sara Quin. „To dość bezpośrednia popowa piosenka. Opowiada o związku, w którym kiedyś byłam, z dziewczyną, która nigdy wcześniej nie była związana z inną dziewczyną. Żartowałam sobie z niej, że traktuje mnie jak chłopaka, z którym się wcześniej widywała. Zaś ja starałam się nakłonić ją do tego, aby uczyniła nasz związek oficjalnym. Wydaje mi się, że każdy może się do tego odnieść, bez względu na to, czy jest gejem, czy nie” – wyjaśnia Sara.
Utwór bliźniaczek zbiera już świetne recenzje. Pochwalono go między innymi na łamach „Spin”, „Rolling Stone”, Stereogum. Promował album „Love You To Death”, który wyprodukował Greg Kurstin (m.in. Adele, Kylie Minogue, Kimbra, Lykke Li).

 

 

źródło: Warner Music

07.DeladapDeladap – „Bring It On!” (Sonic Records)

Mieszkający w Wiedniu DJ, muzyk i producent Vena, rok 2015 spędził pracując zawzięcie i nieprzerwanie nad dziesięcioma kompozycjami na ‘Bring It On’.To już siódmy album w dorobku !DELADAP. Począwszy od uwertury ‘You Are Not Alone’, po finałowy ‘Dirty Jazz’, przez wyróżniające się utwory ‘Merry Go Round’, ‘Ring Me Up’, aż po ‘Sleepwalker’, Vana i !DELADAP stworzyli bogate pejzaże dźwiękowe, charakteryzujące się szeroką paletą barw.Uduchowione i wyrafinowane, jednocześnie podnoszące na duchu i refleksyjne. Poczucie humoru łączy się tu z filozoficzną zadumą oczarowując słuchacza fantastycznym brzmieniem i aranżacjami, równocześnie opowiadając wyjątkowe historie, które nadają głębi tej muzyce.‘Bring It On’ jest płytą, w której można się zatracić, a także odnaleźć w niej siebie. I rzeczywiście, wspólny taniec i śpiew to najbardziej bezpośrednia, natychmiastowa i prawidłowa reakcja na te dźwięki. A jakby tego było mało, !DELADAP sięgnęło także po swoje trzy klasyczne kompozycje, które w zaktualizowanej wersji są niczym historia zespołu w pigułce. Historia, która naznaczona jest nieustającymi zmianami, rozwojem i ekscytującym poszukiwaniem własnej, unikatowej wersji muzyki pop. Jak cała muzyka pop – a właściwie cała sztuka – !DELADAP stara się łączyć ludzi, zachęcać do kontaktu między sobą.I zamiast burzenia sztucznych murów, które dzielą nas na wielu płaszczyznach, zachęcają do tańca nad nimi. Wszechobecny kulturowy pesymizm został beztrosko potraktowany w tytułowym utworze ‘Bring It On’, który jednak stawia ich w opozycji do niego.Życie jest piękne. Muzyka też jest piękna. Taniec jest piękny. Zatem nie pozostaje nic innego, jak po to wszystko sięgnąć! Bring It On!

 

 

źródło: Sonic Records

08.Beth OrtonBeth Orton – „Kidsticks” (Sonic Records)

Beth Orton to jeden z najbardziej unikalnych i zniewalających głosów w muzyce ostatnich dwóch dekad. Jej „folktronica”, będąca połączeniem folku i elektroniki, narodziła się, gdy artystka zaczęła eksperymentować z elektronicznymi loopami, które w końcu połączone w całość stworzyły nowy album ‘Kidsticks’. Współprodukowany przez Beth i Andrew Hunga (Fuck Buttons), ‘Kidsticks’ pokazuje jej charakterystyczny głos zatopiony w dziesięciu czystych, śmiałych, żartobliwych i kinetycznych piosenkach. Ten album daje rzadką okazję usłyszenia znanego artysty, który z radością i otwartym umysłem, całkowicie zrewidował swój proces tworzenia. ‘Kidsticks’ jest następcą ‘Sugaring Season’ (2012), o którym Pitchfork napisał: „dziesięć piosenek słodkiej elastyczności, stworzonych przy pomocy głosu osiągającego tę ekspresję pozornie bez żadnego wysiłku.”

 

 

źródło: Sonic Records

09.Barbra StreisandBarbra Streisand – „Encore” (Sony Music)

28 Sierpnia b.r. do sprzedaży trafi najnowszy album Barbry Streisand “ENCORE: Movie Partners Sing Broadway”. W 10 utworach na podstawowej wersji płyty (i 14 utworach w wersji deluxe) znajdziemy duety Barbry z największymi gwiazdami Hollywood, takimi jak Alec Baldwin, Antonio Banderas, Jamie Foxx, Anne Hathaway, Hugh Jackman, Seth MacFarlane, Melissa McCarthy, Chris Pine, Daisy Ridley, Patrick Wilson I specjalny ‘wirtualny duet’ z Anthony’m Newley’em. Album ukaże się na płycie CD, CD Deluxe (dodatkowe utwory), na płycie winylowej i w sprzedaży cyfrowej. Jedna z najsłynniejszych gwiazd, jakie kiedykolwiek występowały na Broadway’u, na nowej płycie “ENCORE: Movie Partners Sing Broadway” Streisand powraca do swoich korzeni. Pierwszą popularność zyskała właśnie na broadway’owskich deskach w sztuce “I Can Get It For You Wholesale” (1962) , 2 lata później wcielając się tam w rolę komediantki Fanny Brice w musicalu „Funny Girl”. Także pierwsza w karierze płyta wokalistki “The Barbra Streisand album” z 1963 roku zawierała kilka broadwayowych standardów. Kolejne utrzymane w tych klimatach płyty “The Broadway Album” (1985) i “Back to Broadway” (1993) pokryły się Multi-Platyną. Ostatni krążek studyjny – „Partners” z gościnnym udziałem m.in. Lionela Richie, Michaela Bublé, Andrea Bocelli’ego czy Elvisa Presleya – spotkała się z rewelacyjnym przyjęciem także w Polsce, gdzie pokryła się Platyną. Barbra Streisand jest pierwszą artystką, której płyty trafiły na szczyty list sprzedaży aż w sześciu kolejnych dekadach. Ma na koncie 52 Złote, 31 Platynowych i 13 Multi-Platynowych Płyt. Poza byciem jedną z najważniejszych wokalistek świata, Barbra jest także uznaną aktorką, producentką, reżyserką, autorką i kompozytorką. Otrzymała dwa Oscary, 5 nagród Emmy, 10 Złotych Globów, 8 nagród Grammy i 2 specjalne nagrody Grammy. W ubiegłym roku prezydent Barack Obama wręczył jej prezydencki Medal Wolności. Artystka udziela się też charytatywnie – prowadzi fundację The Barbra Streisand Women’s Heart Center, jest tez współ-pomysłodawczynią kampanii Women’s Heart Alliance, zwiększającej świadomość chorób serca wśród kobiet.

 
źródło: Sony Music

10.MiaM.I.A. – ” A.I.M.” (Universal Music)

Piąty, studyjny album M.I.A.ukaże się 9 września i będzie zatytułowany A.I.M. Kolejną piosenką zapowiadającą album jest nowy singiel “Go Off”.Utwór wyprodukowany przez Skrillexa i Blaqstarra, to hipnotyzująca fuzja hip-hopu i electro, połączona z mocnym, basowym beatem.“Go Off” to druga piosenka z nadchodzącego albumu, który ukaże się na początku września. Poprzedni singiel to zaangażowany politycznie utwór „Borders” podejmujący trudny temat, jakim jest globalny kryzys uchodźców. To temat, który jest niezmiernie bliski artystce, która ze względów na wojnę domową musiała opuścić swój rodzinny kraj -Sri Lankę i wyjechać do Londynu.

 

 

źródło: Universal Music

11.Michael KiwanukaMichael Kiwanuka – „Love & Hate” (Universal Music)

Druga płyta w dyskografii brytyjskiego artysty – „Love & Hate” już jest! Materiał został nagrany w Los Angeles, a za brzmienie odpowiedzialni są Brian Joseph Burton AKA Danger Mouse oraz młody brytyjski producent – Inflo. W dobie królowania singli „Love & Hate” to płyta, której zdecydowanie trzeba posłuchać w całości! Już pierwszy zwiastun albumu – „Black Man In A White Suit” mocno odwołujący się do dokonań Billa Withersa czy Ottisa Redinga, skutecznie zaostrza apetyt na więcej. Utwór został pięknie zobrazowany biało-czarnym teledyskiem, który nakręcił japoński reżyser Hiro Murai, współpracujący wcześniej z Flying Lotus i Earl Swearshirt. Niezwykle ambitna i szczera płyta „Love & Hate” z jednej strony mogłaby być zapomnianą, dopiero co odkrytą perełką z lat 70-tych, a z drugiej jest jak ponadczasowy klasyk, który nigdy się nie zestarzeje! „Zawsze chciałem nagrać album, który brzmiałby dokładnie tak jak ten. Praca z Danger Mouse i Inflo umożliwiła mi znalezienie brzmienia, którego szukałem. Mam nadzieje, że to dopiero początek.” – mówi o pracy nad płytą Michael Kiwanuka.

 

 

źródło: Universal Music

12.KongosKongos – „Egomaniac” (Sony Music)

Kongos są autorami jednej z najczęściej wykorzystywanych do reklam piosenek ostatnich lat – rockowo-alternatywny „Come With Me Now” brzmiał m.in. w kampaniach spotowych wydarzeń, seriali, elektorniki, gier a także całej gali MTV Movie Awards.
Klip do ‘Come With Me Now’ obejrzany został prawie 50 milionów razy, zespół prezentował go m.in. w najważniejszych amerykańskich programach telewizyjnych – takich jak Late Night With Seth Meyers, Jimmy Kimmel LIVE!, The Today Show i innych, a debiutancka płyta „Lunatic” z 2014 roku spowodowała, że Kongos okrzyknięto jednymi z najbardziej intrygujących wykonawców młodego, alternatywnego brzmienia z Ameryki, choć wszyscy członkowie zespołu – czterej bracia: Johnny, Jesse, Dylan i Danny – pochodzą oryginalnie z Afryki Południowej. Po trwającej prawie 2 lata trasie promującej poprzedni album, muzycy wręcz kipieli od nowych pomysłów. Każdy z braci miał swoje własne demówki, które w jedno połączono dopiero w profesjonalnym studio w Phoenix w Arizonie. Okazało się, że wszyscy tworzyli w podobnym klimacie i nagrywanie nowego albumu było procesem łatwiejszym, niż podejrzewano. „Egomaniac” – bo taki nosi tytuł – zespół określa jako ‘najlepszą płytą kiedykolwiek nagraną’ – zresztą zgodnie z tytułem 😉 Jednak całkiem poważnie – 13 utworów na krążku brzmi naprawdę dobrze. Mieszając motywy gitarowe („I Don’t Mind”), elektronikę („Autocorrect”) czy bardziej podniosłe, epickie klimaty („Look At Me”).

 

 

źródło: Sony Music

13.Gov MuleGov’t Mule – „The Tel-Star Sessions” (Mystic Prod.)

5 sierpnia Gov’t Mule opublikowali interesujące archiwalne nagrania. Materiał nazywa się „The Tel-Star Sessions” i zawiera pierwsze, dotychczas niepublikowane dema zespołu, zarejestrowane w 1994 w Tel-Star Studio na Florydzie. Na albumie usłyszymy oryginalny skład Gov’t Mule, a więc Warrena Haynesa, Allena Woody’ego oraz Matta Abtsa. Według wielu opinii, „The Tel-Star Sessions”, który faktycznie miał ukazać się jako pierwszy album zespołu, brzmi o wiele bardziej żywiołowo i surowo, aniżeli późniejsze nagrania studyjne Gov’t Mule. Zespół, wraz z inżynierem dźwięku Allman Brothers, Budem Snyderem, oraz producentem Tomem Dowdem zarejestrowali 10 utworów na żywo, w sposób, w jaki nagrywano muzykę rockową w czasach jej świetności, na zasadzie klasycznego power trio. Wzorowali się na The Cream, Jimi Hendrix Experience oraz ZZ Top, ale bardzo sprawnie wymieszali klasykę z wpływami grunge oraz alternatywnego rocka.

 

 

źródło: Mystic Prod.

14.Jeff Angells StaticlandJeff Angell’s Staticland – „Jeff Angell’s Staticland” (Mystic Prod.)

Jeff Angell’s Staticland to nazwa zespołu założonego przez znanego z Walking Papers Jeffa Angella. Debiutancki album grupy, który ukazał się 20 maja zatytułowany jest również „Jeff Angell’s Staticland”. Jest wciągająca mieszanka, która łatwo przeskakuje od hałaśliwych ostrych kawałków do spokojnych ballad, które chce się zapętlić w odtwarzaczu. Wyprodukowana przez zdobywcę Grammy Vance’a Powella (znanego ze współpracy z Jackiem Whitem, The Dead Weather, The Racounters i Seasick Steve) płyta, to prowokujący i pomysłowy blues rock wnoszący brzmieniowo i stylistycznie świeży powiew do gatunku. Utwory są zróżnicowane i dynamiczne, a każdy stanowi osobną całość. Głos Angella można określić jako przydymiony, zmienny, a przede wszystkim wiarygodny. Opowiada nim historie barwnych postaci, rozpamiętuje związki, czerpie ze swojej wyobraźni, zmuszając słuchacza do przekraczania własnych granic. Album promuje utwór „High Score”.

 

 

źródło: Mystic Prod.

15.Clams Casino Album ArtworkClams Casino – „32 Levels” (Sony Music)

Jest wielce prawdopodobne, że Clams Casino to najlepsze, co przydarzyło się hip-hopowemu światu w tym roku. Używający tego pseudonimu 29-letni producent i kompozytor Michael Volpe ma na koncie utwory dla The Weeknd, A$AP Rocky’ego, Maca Millera, Schoolboya Q czy Vince’a Staplesa. The Guardian napisał, że „jest w stanie zmienić oblicze hip-hopu” a serwis Pitchfork zachwycał się strukturą jego kompozycji: ‘przywiązanie do struktury hip-hopowych kawałków powoduje, że utwory Clams Casino zaskakują, a wręcz szokują. Narastającą dramaturgię, budowaną przez rozwijające się partie perkusyjne, wzmacnia subtelna elektronika, której aura niczym mgła spowija całą twórczość tego artysty.’ The Fader napisał krótko „Zdumiewające”.
Płytowy debiut Clams Casino „32 Levels” zawiera 12 utworów ze znakomitą listą gości – od A$AP Rocky’ego, Mikky’ego Eko, Sama Dew czy Sama Herringa z Future Islands.
To właśnie duet z tym ostatnim („Ghost In A Kiss”) jest aktualnym singlem promującym to całe wydawnictwo, razem z utworem „All Nite” (z gościnnym udziałem Vince’a Staplesa) przeznaczonym do promocji płyty w hip-hopowych stacjach radiowych. Album zawiera także instrumentalne wersje wszystkich utworów (w postaci kodów do bezpłatnego pobrania ich z internetu). Warto dodać, że nad okładką płyty pracował Trevor Jackson – dyrektor artystyczny i założyciel Output Recordings (LCD Soundystem, The Rapture, Four Tet).

 

 

źródło: Sony Music

16.Andrea BocelliAndrea Bocelli – „Verdi Aida” (Universal Music)

Andrea Bocelli po ostatnich niezwykłych sukcesach albumu “Cinema” wraca do swojej pierwszej pasji – opery. AIDA była wykonywana ponad 1100 razy w samej tylko Metropolitan Opera w Nowym Jorku. W tej pełnej dramatycznego napięcia sztuce Verdi zachwyca monumentalnymi scenami i ukazuje głęboki, wewnętrzny dramat bohaterów. Wcielając się w rolę Radamesa – wodza Egipcjan – Bocelli swym pełnym mocy tenorem opowiada nam niezwykłą historię o poświęceniu, intrydze, władzy i namiętności. Do tej tak niecierpliwie wyczekiwanej nagraniowej interpretacji jednego z najbardziej efektownych dzieł Verdiego Andrea Bocelli dobrał wspaniałą obsadę: w roli Aidy występuje utytułowana amerykańska sopranistka Kristin Lewis, a w postać Amneris wciela się utalentowana Włoszka władająca mezzosopranem – Veronica Simeoni. W rolach męskich występują: Giorgio Giuseppini jako Il Re (król Egiptu), obdarzony potężnym głosem Ambrogio Maestri w roli Amonasro (“włoska odpowiedź na Bryna Terfla”) i wreszcie Carlo Colombara, uznany bas specjalizujący się w dziełach Verdiego, w roli Ramfisa. Zubin Mehta dyryguje tym niezwykłym przedstawieniem prowadząc orkiestrę i chór Maggio Musicale Fiorentino z wielkim napięciem dramatycznym, wyczuciem sztuki teatru i prawdziwie intensywnym uczuciem.

“Największym naturalnym darem Bocellego jest jego tenorowy głos o charakterystycznym brzmieniu, dynamicznym charakterze i lekko barytonowym odcieniu” (Edward Greenfield).

 
źródło: Universal Music

17.New Model ArmyNew Model Army – „Winter” (Mystic Prod.)

New Model Army powracają ze swoim nowym albumem. „Winter” ukaże się 26 sierpnia 2016 roku. Nadchodzący krążek będzie pierwszą studyjną płytą od czasu wydanego w 2013 albumu „Between Dog and Wolf”, który był najlepiej ocenianym i docenionym albumem New Model Army od czasu wydania „The Love of Hopeless Causes” 20 lat temu. Po wydaniu „Between Dog And Wolf”, w 2014 na festiwalach filmowych na całym świecie można było zobaczyć film Matta Reida, „Between Dog And Wolf: The New Model Army Story”. To bardzo mocna i emocjonalna płyta. Od epickiego, otwierającego krążek „Beginning”, aż do ostatniego kawałka, „After Something”, album rozwija kierunki, które pojawiły się na „Between Dog And Wolf”, ale nawiązuje także do klasycznych płyt zespołu tj. „The Ghost of Cain” czy „Thunder and Consolation”.
Założyciel, wokalista i główny kompozytor zespołu, Justin Sullivan, mówi: „”Between Dog And Wolf” otworzyło dla nas wiele drzwi jeżeli chodzi o tworzenie. Płyta „Winter” jest dużo bardziej zespołowa niż poprzednia. Przy miksie zdecydowaliśmy się na bardziej agresywne, mniej wygładzone brzmienie”. Za okładkę odpowiedzialny jest Joolz Denby.

 
źródło: Mystic Prod.

18.Jamie LidellJamie Lidell – „Building a Beginning” (Mystic Prod.)

Przez ponad 15 lat Jamie Lidell ugruntował swoją reputację artysty, którego nie da się łatwo zaszufladkować. 14 października ukaże się jego szósty studyjny album, „Building a Beginning”. Jeżeli do tej pory Jamie Lidell był kojarzony z electro popem, „Building a Beginning” to zwrot w stronę psychodelicznego soulu, w klimatach „What’s Going On” Marvina Gaye’a, „Cloud Nine” Temptations czy Steviego Wondera. Wszystko to spięte jest charakterystycznym sposobem komponowania i pięknym wokalem Lidella.Ta płyta to najbardziej osobisty materiał w dotychczasowej karierze artysty. Przy płycie Jamie współpracował z najlepszymi m. in. Pino Palladino (bas – D’Angelo, Peter Gabriel, Eric Clapton), DaRu Jones (perkusja – Jack White), Pat Sansone (multi-instrumentalista – Wilco), Kudisan Kai, Traci Brown Bailey i Tiffany Smith (dodatkowe wokale – Chaka Khan). Za produkcję krążka odpowiedzialni są Justin Stanley (Beck, Prince, Leonard Cohen, Paul McCartney) i Ben Ash (Two Inch Punch). Miksem zajęli się Jake Aron (Le1f, Fort Lean) i Lindsey Rome, żona Jamie’ego, która jest również zaangażowana w powstawanie tekstów na wszystkie jego albumy. W ostatnim czasie Jamie współpracował z różnymi artystami, czego rezultatem jest nagroda Grammy za jego pracę z Lianne La Havas i świetny utwór A-Trak „We All Fall Down” z jego gościnnym udziałem.

 

 

źródło: Mystic Prod.

19.Jake BuggJake Bugg – “On My One” (Universal Music)

Tytuł nowego albumu Jake’a Bugga pochodzi od specyficznej wersji sformułowania „on my own” (samodzielnie, na własną rękę), które w Nottingham, rodzinnym mieście muzyka brzmi właśnie „on my one”. „Pod wieloma względami podsumowuje to płytę, którą prawie w całości stworzyłem sam” – mówi Jake. „Wydało mi się to logicznym krokiem do przodu w rozwoju dla mnie jako songwritera. To było wyzwanie, ale czułem że muszę to zrobić”.

Płyta powstawała w Londynie, Los Angeles I Nottingham. Jake zagrał na większości instrumentów, napisał wszystkie jedenaście piosenek oraz wyprodukował większość z nich. Efekt jest po prostu oszałamiający. Po niesamowitym sukcesie dwóch pierwszych płyt (pokrytego podwójną platyną debiutu zatytułowanego po prostu „Jake Bugg” i jego następcy „Shangri La”, który w Wielkiej Brytanii dotarł do Top 5) „On My One” jest potwierdzeniem niezwykłego talentu Jake’a, który wyrasta na jednego z najzdolniejszych songwriterów na Wyspach.

Pomimo oczywistych brzmień rockowych, zauważalnych wpływów soulu, duszą „On My One” jest blues. „To mój ulubiony gatunek” – przyznaje Jake. „Czy to soul czy hip hop, każdy z tych gatunków bierze swój początek w bluesie. Blues pozwala wyśpiewać emocje, wyrazić ból w taki sposób by inni go poczuli. Na tym polega piękno muzyki. Chciałbym myśleć, że udało mi się to osiągnąć na tej płycie”.

 

 

źródło: Universal Music

20.LanyLany – „Kinda” (Universal Music)

Lany to kalifornijskie trio jest jednym z najbardziej ekscytujących zespołów 2016 roku! Lany to Paul Klein, Les Priest i Jake Goss, zespół, który powstał w 2014r w Nashville, ale panowie szybko postanowili przenieść swoją działalność do Los Angeles. Lany zdobyli sporą popularność w sieci nagraniem „ILYSB”, które stało się prawdziwym indie hitem 2015r. zyskując ponad 15 milionów odtworzeń na Spotify, i wywołując prawdziwą gorączkę wśród firm fonograficznych. W rezultacie zespół zdecydował się na kontrakt z wytwórnią Polydor. Wszystkie swoje sukcesy Lany zawdzięczają sobie i swojej ciężkiej pracy, a także zdrowemu podejściu do tematu sławy – zespół sam nagrywa i produkuje swoją muzykę w małym jednopokojowym mieszkanku w Hollywood. W tym roku zespół gra swoją pierwszą trasę po USA, gdzie każdy koncert jest wyprzedany!

 

 

źródło: Universal Music

Albumy zagraniczne część 4/2016

01.The KillsThe Kills – „Ash & Ice” (Sonic Records)

Na przestrzeni trwającej prawie półtorej dekady kariery, The Kills – minimalistyczni rockmani o wielu twarzach – nagrali cztery płyty, a każda z nich była niespokojną, brawurowo-tajemniczą wypowiedzią artystyczną, naznaczoną napięciem, niepokojem, seksem, dzikością i nudą z przymrużeniem oka.

W odróżnieniu od poprzednich płyt, które w większości były nagrywane w Key Club Studio w Benton Harbor, Michigan, ten ma raczej włóczęgowski charakter. Znaczną część prac wykonano w wynajętym domu w Los Angeles (przy użyciu sprzętu z Key Club i przenośnego ekwipunku Jamiego), a także w światowej sławy nowojorskim Electric Lady Studios. Pracę rozpoczęto trzy lata temu, jednak została ona zakłócona, gdy Hince złamał palec. Pierwszy lekarz dał mu zastrzyk z kortyzonu, co spowodowało bezsenne noce gitarzysty, nadmierne cierpienie i uszkodzenie ścięgna w dłoni. „Nie mógł grać” – wspomina Mosshart. „Zaczął więc kupować te wszystkie śmieszne instrumenty, na których mógł grać tylko przy pomocy jednej ręki.” Jednak wizja tego, że już nigdy nie zagra, była nie do zniesienia. Postanowił skonsultować się z innym lekarzem. Po pięciu operacjach i czasie spędzonym na rehabilitacji, Hince był gotowy, by wrócić do pracy. Musiał jednak nauczyć się tak grać na gitarze tak, aby nie używać kluczowego palca. Właśnie podczas osiemnastomiesięcznej rekonwalescencji gitarzysty powstały szkice piosenek na ten album. W tym utwór, który dał płycie tytuł.

„Jedną z pierwszych piosenek, jaką przyniósł na płytę był „Ash & Ice” i od razu zakochaliśmy się w tym tytule” – kontynuuje Mosshart. „Myślę, że siedział przy jakimś barze, albo na jakiejś imprezie lub w czyimś domu, gdzie ludzie kruszyli lód na zakończenie.” Jak wspomina sam Hince: „piłem drinka i po prostu wrzuciłem papierosa do szklanki z lodem. Tylko tyle. Spodobał mi się pomysł dwóch przeciwległych dusz. Spodobał mi się pomysł kogoś ze skrętem w jednym ręku i drinkiem w drugim.” Mosshart również podobało się to skojarzenie. „Lubię je, bo jest przeciwstawne, czarno-białe, ciepłe i zimne itd. Wszystko ma różne strony, choć może jest to tylko wspomnienie papierosa w szklance z lodem.” Chociaż piosenka zmieniła tytuł na ‘Let it Drop’, ostatecznie zdecydowali się zachować ‘Ash & Ice’ jako tytuł płyty.

Na wcześniejszych płytach unosiła się atmosfera oderwania, surowość emocji lub po prostu fizyczna ambiwalencja uczuć, podbudowana niepokojącą samoświadomością i wrzącym gniewem. Trzynaście piosenek, które znalazły się na ‘Ash & Ice’, są bardziej powściągliwe, mniej burzliwe i z tego powodu bardziej wzruszające. Odsłaniają rodzaj przeciwstawnych uczuć, gdy znajdujesz się w czasochłonnym, skomplikowanym związku.

Gdy rozwinęła się praca nad płytą, Jamie wynajął dom w Los Angeles, a później także studio Electric Lady na Manhattanie, gdzie zespół dopieścił wcześniejsze pomysły. Jak wyjaśnia Mosshart: „płyta jest wynikiem nieustannie zmieniających się pomysłów. Podczas tego procesu zdarzyło się wiele rzeczy, które doprowadziły nas do jednego, spójnego miejsca.”
Jak mówi o ‘Ash & Ice’ Hince: „ze wszystkich płyt, które do tej pory nagraliśmy, ta płyta jest najbardziej wybiegająca do przodu.” Od podróży koleją transsyberyjską, do Hollywood i Nowego Jorku, przez Londyn i Nashville, epicka, dźwiękowa podróż The Kills, oznacza nie tylko odrzucenie wcześniejszego materiału, ale także pomysłu na to jak powinien brzmieć zespół gitarowy. Panuje przekonanie, że te dwie osoby które zaczynały pracę nad płytą, nie były tymi samymi, które go ukończyły. „To nie jest album retrospektywny, w żadnym tego słowa znaczeniu. W rzeczywistości jest to ucieczka od przeszłości. To jest zapis tego, co jest teraz i co będzie w przyszłości” – podsumowuje Hince.

 

 

źródło: Sonic Records

02.Laura MvulaLaura Mvula – „The Dreaming Room” (Sony Music)

Trzy lata temu świat zachwycił się Brytyjką, Laurą Mvulą, która zadebiutowała płytą „Sing To The Moon” i uzyskała nominację do BRIT Awards 2013 w kategorii Critics’ Choice Award.
Artystka wraca z nowym krążkiem – „The Dreaming Room”, który ukazuje się 17 czerwca na CD oraz winylu (2LP).

Płyta „The Dreaming Room” jeszcze bardziej rozwija charakterystyczne, zniewalające brzmienie Laury. Nadal słychać na jej niebiańskie wokalizy, ale urozmaicone dźwiękami analogowych syntetyzatorów i gitar. Od pierwszego singla – „Overcome” utrzymanego w stylistyce afrykańskiego disco, z zachwycającymi brzmieniami plemiennymi, poprzez urzekający „Kiss My Feet”, po epicki utwór „People”, którego powstanie zainspirował kryzys tożsamości czarnoskórej społeczności Zachodu, muzyka tworząca płytę „The Dreaming Room” jest żywa, dzika, ekscytująca i niepowtarzalna.

Za produkcję płyty odpowiada Troy Miller, który pracował również nad debiutem artystki. Laura do współpracy zaprosiła również The London Sympathy Orchestra, Wretch 32 (People) oraz dwóch legendarnych gitarzystów: Nile’a Rodgersa oraz Johna Scofielda (znanego ze współpracy m.in. z Milesem Davisem).

Laura Mvula to jeden z najbardziej ekscytujących brytyjskich talentów muzycznych ostatnich lat. Ma na swoim koncie nominacje do wielu nagród, w tym m.in. Mercury Prize, BBC Sound, the BRITs Critics Choice Award oraz po dwie statuetki BRIT Awards z 2014 I MOBO z 2013.

 

 

źródło: Sony Music

03.Nick CaveNick Cave & The Bad Seeds – „Skeleton Tree” (Mystic Prod.)

Szesnasty studyjny album grupy Nick Cave & the Bad Seeds zatytułowany będzie „Skeleton Tree” i ukaże się 9 września 2016 roku. Będzie to następca świetnie przyjętej płyty „Push the Sky Away” (2013), która okazała się także komercyjnym sukcesem.

Proces powstawania „Skeleton Tree” rozpoczął się pod koniec 2014 roku w Retreat Studio w Brighton. Następne sesje odbyły się w La Frette Studio we Francji na jesieni 2015 roku. Płyta została zmiksowana w AIR Studio w Londynie, na początku 2016 roku. Premierę albumu poprzedzą pokazy filmu „One More Time With Feeling”, które odbędą się w kinach na całym świecie 8 września 2016 roku. Będzie to pierwsza okazja by usłyszeć utwory z albumu „Skeleton Tree”. Reżyserem „One More Time With Feeling” jest Andrew Dominik („Chopper”, „Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”, „Zabić, jak to łatwo powiedzieć”). „One More Time With Feeling” bazowało od początku na koncepcji wykonania utworów na żywo, ale stało się czymś o dużo większym znaczeniu, po tym jak Dominik zagłębił się w tragiczne wydarzenia, które miały miejsce w trakcie powstawania i rejestracji płyty. Wykonaniu utworów z nowej płyty The Bad Seeds towarzyszą wywiady, materiały nagrane przez Dominika oraz narracja Cave’a. Zdjęcia są zarówno czarno-białe jak i kolorowe, zarejestrowane w 3D i 2D. Film jest surowy, kruchy i jest świadectwem artysty próbującego znaleźć swoją drogę przez ciemność.

 

 

źródło: Mystic Prod.

04.Marillion_FEARMarillion – „FEAR(„Fuck Everyone And Run”)” (Mystic Prod.)

Grupa Marillion ujawniła szczegóły dotyczące swojego nowego albumu! Płyta zatytułowana „FEAR” [„Fuck Everyone And Run”] ukaże się już 23 września 2016 roku. Będzie to osiemnasty studyjny album Marillion, na którym znajdzie się 5 nowych utworów. Zespół jest przekonany, że będzie to najlepsza płyta w ich historii. Okładka płyty przedstawia wyryty na złotej sztabce akronim „Fear”.Choć tytuł albumu jest prowokujący, nie ma być obraźliwy. Steve Hogarth mówi: „Tytuł odnosi się do dwóch podstawowych źródeł działań człowieka: miłości i strachu. Wszystkie dobre rzeczy pochodzą z miłości”. „FEAR” dotyka ważnych tematów, ale zespół nie chce stawiać się w roli mentora. Hogarth mówi „Mamy niesamowity przywilej, dzięki któremu możemy zachęcić ludzi żeby spojrzeli w lustro i zadali sobie konkretne pytania – my to już zrobiliśmy”. Muzycy Marillion są przekonani, że na „FEAR” zarówno teksty jak i muzyka są wyjątkowe. Steve Hogarth komentuje: „Nie wiemy ile jeszcze albumów zrobimy, albo jak długo będziemy żyli, dlatego wszystko co robimy, musi być najlepsze z możliwych”.

 

 

źródło: Mystic Prod.

05.Case Lang VeirsCase/Lang/Veirs – „Case/lang/veirs” (Sonic Records)

Projekt case/lang/veirs jest owocem prawdziwej współpracy pomiędzy trójką fenomenalnych artystek: awangardowo-rockową ikoną Neko Case, legendą muzyki K.D. Lang i indie-folkową gwiazdą Laurą Veirs.

Te trzy kobiety napisały razem 14 piosenek, w których dzielą między siebie partie wokalne, czasami nawet w obrębie jednego utworu. Przepełnione wspaniałymi harmoniami i oszałamiającymi rytmami utwory case/lang/veirs są niczym podróż.

Pracowały razem przez dwa i pół roku w Portland, w Oregonie, gdzie mieszkają Veirs i Lang. Czasem w należącym do Lang lofcie z widokiem na górę św. Heleny, kiedy indziej w jadalni lub przydomowym studiu Veirs. Album powstawał od podstaw, bez żadnego określonego planu. Chodziło o wspólne muzykowanie i sprawdzenie, do czego to doprowadzi.
Przy produkcji płyty pomógł im Tucker Martine, a całość zarejestrowano w listopadzie 2015 roku w studiu w Portland. „Połączenie ducha, połączenie kunsztu, jest tu bardzo wyjątkowe, bo chociaż cechuje nas pewne podobieństwo, jesteśmy bardzo różne i to stworzyło bardzo ciekawą rzecz” – mówi Lang. „To jest naprawdę wspólny album, gdzie nasze indywidualności spotkały się w jednym miejscu.”

 
źródło: Sonic Records

06.Maxwell2Maxwell – „blackSUMMERS’night” (Sony Music)

Nowy krążek Maxwella „blackSUMMERS’night” to druga część rozpoczętej w 2009 (krążkiem „BLACKsummers’night”) trylogii. Nowy krążek wyprodukowali Hod David (odpowiedzialny za poprzednie płyty Maxwella i albumy Erica Benéta) i Stuart Matthewman (na co dzień producent, gitarzysta i saksofonista w Sade a także formacji Sweetback). Album promuje singiel „Lake By the Ocean”. Maxwell na nowo zdefiniował muzykę soul w 1996 roku za sprawą świetnie przyjętego krążka Maxwell’s Urban Hang Suite. Nominowany do nagrody Grammy materiał porył się Dwukrotną Platyną a pasmo sukcesów kontynuowały także następne krążki artysty Embrya (1998) i Now (2001). Wydany w 2009 roku album BLACKsummers’night zadebiutował na szczycie listy BIllbaord TOP200 I zdobył dwie statuetki Grammy , w tym za Najlepszy Album R&B.

 

 

źródło: Sony Music

07.ZuccheroZucchero „Sugar” Fornaciari – „Black Cat” (Universal Music)

Najnowsze wydawnictwo autora hitów „Senza una donna” i „Baila (Sexy Thing)” nosi tytuł „Black Cat”. Przesycona blues-rockową aurą płyta nawiązuje do atmosfery i spontaniczności bestsellerowego krążka „Oro, Incenso e Birra” – uważanego za najlepszy w dyskografii Zucchero (osiem milionów sprzedanych egzemplarzy!) i jednocześnie jednego z najważniejszych fonogramów w historii włoskiej muzyki.

Album „Black Cat” jest promowany w Polsce piosenką „Partigiano Reggiano”. Na płycie znajdziemy też utwór „Streets Of Surrender (S.O.S.)”, będący owocem współpracy z Bono. Inspiracją do napisania „Streets Of Surrender” były tragiczne wydarzenia w sali koncertowej Bataclan z listopada 2015 roku, kiedy uzbrojeni zamachowcy otworzyli ogień do bezbronnych widzów podczas występu grupy Eagles Of Death Metal, zabijając 89 osób i raniąc blisko 100 innych. W utworze tym usłyszymy grającego na gitarze Marka Knopflera, który gościnnie udziela się również w piosence „Ci Si Arrende”. Pod produkcją albumu podpisali sięT-Bone Burnett (znany ze współpracy z Elvisem Costello czy Eltonem Johnem), Brendan O’Brien (produkował mi.n. płyty Bruce’a Springsteena, Pearl Jam, Boba Dylana) oraz Don Was (producent m.in. Rolling Stonesi Iggy’ego Popa).

Zucchero po raz pierwszy zaprezentuje materiał z nowej płyty podczas serii dziesięciu wyjątkowych koncertów, które odbędą się w hali Arena w Weronie między 16 a 27 września. Niedługo później, 11 października, artysta wystąpi w Polsce, na warszawskim Torwarze.

 

 

źródło: Universal Music

08.BlossomsBlossoms – „Blossoms” (Universal Music)

Pochodzący ze Stockport zespół to zdecydowanie najgłośniejszy debiut sceny manchesterskiej w tej dekadzie!

Blossoms otrzymali już wsparcie wszystkich wpływowych mediów plasując się na 4. miejscu prestiżowej listy BBC Sound of 2016! Trafili też do Spotify’s Spotlight, MTV Brand New oraz iTunes/Apple Music New Artists! Zespół został porównany do Arctic Monkeys, Depeche Mode, a nawet The Doors. Choć żadne z porównań nie jest tak naprawdę adekwatne, być może wzięło się stąd, że muzyka Blossoms brzmi jak coś znanego, a jednocześnie bardzo unikatowego. W swojej twórczości zgrabnie łączą wpływy dawnej sceny „Madchesteru” z indie popem.

„Tak naprawdę chcemy być śwetną grupą popową” – wyznaje wokalista Tom Ogden.

 
źródło: Universal Music

09.Ariana GrandeAriana Grande – „Dangerous Woman” (Universal Music)

Trzeci album w dyskografii młodej artystki magazyn „People” określił jako „definiujący karierę”. Na najnowszej płycie Ariana Grande porusza wiele istotnych kwestii z jakimi przyszło się zmagać młodej, żyjącej w świetle reflektorów dziewczynie. „Wcześniej wydawało mi się, że muszę sprostać wszystkim oczekiwaniom. Teraz przestałam się tym przejmować. Jaki jest w tym sens, kiedy nie mogę być sobą?” – wyznaje artystka. Była gwiazda Nickelodeon rozlicza się z internetowymi hejterami, ale jednocześnie nie przeprasza za swoje błędy. Jak na prawdziwie wyzwoloną „dangerous woman” przystało Grande testuje jak daleko można się posunąć w naginaniu granic i to bez poczucia winy. „Dangerous Woman” pokazuje też ogromne poczucie humoru artystki, o którym fani mogli się już przekonać podczas jej występu w programie Saturday Night Live. Do pracy nad „Dangerous Woman” artystka zaangażowała topowych obecnie twórców hitów, w tym m.in. Maxa Martina. W rezultacie powstała niesamowita mieszanka popu, R&B, reggae i house’u, która jednak brzmi niesamowicie spójnie i to bez hołdowania przelotnym trendom. Gościnnie na płycie pojawiają się takie słynne nazwiska jak Niki Minaj, Macy Grey, Lil Wayne i Future. „Dangerous Woman” to zdecydowanie nowe oblicze Ariany Grande – to już na pewno nie była dziecięca gwiazda starająca się na siłę wszystkich zadowolić, ale świadoma artystka, która sama ustala reguły gry!

 
źródło: Universal Music

10.The AvalanchesThe Avalanches – „Wildflower” (Sonic Records)

Ta elektroniczna formacja z Melbourne, na swój drugi album kazała czekać długie szesnaście lat.

Wiele się wydarzyło w muzyce od czasu wydania ich debiutanckiej płyty ‘Since I Left You’ (2000), a przede wszystkim nastąpiła cała technologiczna rewolucja. „Przy ‘Since I Left You’ zatraciliśmy się w naszym małym zakątku na krańcach muzycznego wszechświata” – mówi Robbie Chater. „W końcu jednak przyszedł czas by ruszyć dalej. Odnaleźliśmy się i możemy patrzeć w przyszłość, zerkając przy tym za siebie w poszukiwaniu dalszych inspiracji. Stopniowo odkrywaliśmy nowe podejście do dawno zapomnianej muzyki, którą znaleźliśmy. Rzeczy w rodzaju domowych czy ulicznych nagrań.”

Z takim nastawieniem i takimi podstawowymi elementami The Avalanches rozpoczęli pracę nad płytą ‘Wildflower’, stworzoną przez stanowiący trzon zespołu duet Robbie Chater i Tony Di Blasi. Znalazło się na niej 21 utworów, które zabierają słuchacza w niezwykłą podróż. W tej podróży towarzyszą nam także muzyczni goście: Camp Lo, Danny Brown, MF DOOM, Jonathan Donahue (Mercury Rev), Toro y Moi, Jonti Danimals, Biz Markie,
Jennifer Herrema (Royal Trux), Warren Ellis (Dirty Three, The Bad Seeds), Father John Misty, David Berman, Jean Michel-Bernard (The Science of Sleep) i James Dela Cruz.

Tytuł albumu zainspirowany był prostotą takich tytułów jak ‘Smile’ The Beach Boys, któremu składają bezpośredni hołd w nagranym z udziałem Biza Markie’a i Jean-Michel’a Bernard utworze ‘Noisy Eater’, nawiązującym do pamiętnego ‘Vegetables’ Briana Wilsona.

Stworzone w oparciu o dziwne harmonie i zaraźliwe rytmy piosenki, zbudowane przy pomocy archiwalnych nagrań, sprawiają, że ‘Wildflower’ jest niczym narkotyk.
Podobnie jak w przypadku ‘Since I Left You’, ‘Wildflower’ został utkany z sampli pochodzących między innymi z utworów grającego muzykę calypso Wilmotha Houdiniego, nastolatków z punkowo-funkowego zespołu Chandra, moogowego naukowca Morta Garsona, kosmicznych dzieciaków grających ‘Come Together’ (osobiście zaakceptowana wersja przez Paula McCartney’a i Yoko Ono) oraz ‘Livin’ Underwater (Is Somethin’ Wild)’ Lindy i Sir Paul McCartneyów.

„Postrzegamy ten album jako święto „małych rzeczy”” – mówi Robbie. „Niezauważalnego piękna, magii i cudów innej strony życia, o której większość z nas po prostu zapomina.”
Zaś Tony Di Blasi dodaje: „dla mnie Wildflower to jest osoba. Wolny duch, nieskrępowany przez rzeczy umowne. Ktoś, kto nie stracił wrodzonej ciekawości życia i świata.”

Album ‘Wildflower’ jest więc niczym podróż przez świat dźwięków, która prowadzi nas do miejsc, z istnienia których w ogóle nie zdawaliśmy sobie sprawy.

 

 

źródło: Sonic Records

11.GraceGrace – „FMA(„Forgive My Attitude”)” (Sony Music)

GRACE to młoda Australijka obdarzona potężnym głosem. Rozgłos międzynarodowy zdobyła za sprawą swojej electro-hip-hopowej wersji utworu Lesley Gore z 1963r. – „You Don’t Own Me”, w którym gościnnie wystąpił raper G-Eazy, a za produkcję odpowiadają Quincy Jones, oraz Parker Ighile. Kompozycja ta zdobyła #1 na Shazam w 15 krajach i przyniosła jej nominację do nagrody ARIA (australijski odpowiednik Grammy) w kategorii “Piosenka roku”. Okrzyknięta przez media „Australijską odpowiedzią na Adele”. Jej debiutancką płytę „FMA” (skrót od „Forgive My Attitude”) promuje singiel „Hell of A Girl”.

 

 

źródło: Sony Music

12.RHCPRed Hot Chili Peppers – „The Getaway” (Warner Music)

Jedenasty studyjny materiał Red Hot Chili Peppers wyprodukował Danger Mouse (m.in. The Black Keys, Gnarls Barkley, U2, Norah Jones), a zmiksował znany z wieloletniej współpracy z Radiohead producent Nigel Godrich. Album „The Getaway” jest następcą wydanego w 2011 roku „I’m With You”, który w 18 krajach zdobył szczyt notowań. Zawiera 13 utworów. Nowa płyta Red Hot Chili Peppers jest jednocześnie potwierdzeniem, że kalifornijska formacja ma się znakomicie oraz otwarciem nowego rozdziału w jej ponad 30-letniej historii. I wiele wskazuje na to, że będzie to rozdział pasjonujący. Obecny skład formacji tworzą: Anthony Kiedis (wokal), Flea (bas), Chad Smith (perkusja) i Josh Klinghoffer (gitara).

 
źródło: Warner Music

13.MetronomyMetronomy – ”Summer’08” (Warner Music)

Wspomnienia z czasów, w których brytyjska grupa Metronomy przebiła się na scenie,posłużyły liderowi zespołu, Josephowi Mountowi za inspirację przy tworzeniu piątego studyjnego albumu.

”Summer’08” – następcę „Love Letters” z 2014 roku, która wdarła się do pierwszej dziesiątkinotowania na Wyspach, osiągając pozycję siódmą, promuje singiel „Old Skool”.

„Summer 08” to w całości dzieło Josepha Mounta, zarówno kompozytora muzyki, jak i autora tekstów, w których nawiązuje między innymi do czasów, kiedy o Metronomy zaczęło być głośno w 2008 roku, za sprawą „Nights Out”. „Chciałem stworzyć kolejny materiał, mając w sobie tę naiwność, która towarzyszyła mi podczas pisania i nagrywania »Nights Out« – dziesięć numerów, żywych, prostych. Nagrać przebojową płytę i jak najmniej myśleć o pracy nad nią” – tłumaczy Mount. Joseph chciał taki album nagrać już wcześniej, ale okoliczności nie były sprzyjające. Prosta i przebojowa nie znaczy oczywiście, że niedojrzała. Przeciwnie. Zawartość „Summer 08” to wyrafinowany elektroniczny pop, w którym słychać dokonania OutKast, Davida Bowiego, Daft Punk. Album zarejestrowano w Black Box Studios we Francji. Całość miksowali Bob Clearmountain (m.in. Bruce Springsteen, David Bowie) oraz Neal Pogue (OutKast). Efektem jest odważna płyta, co poniekąd ma związek z tym, że Metronomy na jakiś czas robi sobie przerwę w koncertowaniu. Joseph postanowił więcej czasu poświęcić dwójce swoich dzieci, aczkolwiek z pisania i nagrywania muzyki na pewno nie zrezygnuje.

 
źródło: Warner Music

14.Blink 182Blink-182 – „California” (Warner Music)

Mistrzowie pop punka, pochodząca z Kalifornii grupa Blink-182, otwiera nowy rozdział w swojej karierze i składa hołd miejscu swego narodzenia. „California” to siódma studyjna płyta kapeli z San Diego, która sprzedała ponad 35 mln płyt na całym świecie. Jest to jednocześnie pierwszy album, na którym w rolę wokalisty i gitarzysty wciela się Matt Skiba z Alkaline Trio, który w 2015 roku zastąpił poprzedniego frontmana i współzałożyciela formacji, Toma DeLonge’a.

W nowym składzie Blink-182 nie stracił na jakości. Zespół wciąż imponuje chwytliwymi melodiami, poczuciem humoru oraz wielką energią płynącą z piosenek. Można było się o tym przekonać, słuchając udostępnionych do promocji piosenek „Bored To Death”, 14-sekundowegoo trailera „Built This Pool” oraz „Rabbit Hole”. Album wyprodukował John Feldmann (m.in. Papa Roach, Good Charlotte).

 
źródło: Warner Music

15.RadioheadRadiohead – „A Moon Shaped Pool” (Sonic Records)

W 1997 roku Radiohead trwale zdefiniowali muzyczne trendy współczesnego rocka nagrywając genialny album ‘OK. Computer’.

Po redefinicji brit popu, przyszedł czas na wyprzedzenie całej muzycznej sceny eksperymentalnym i niesamowicie nowatorskim dziełem ‘Kid A’ (2000). Od tego czasu zespół Thoma Yorke’a eksploruje własny, muzyczny świat, eksperymentując z muzyczną formą i ze sposobem promocji albumów, które zaczęły ukazywać się niezapowiedziane, bez trawiącej współczesną muzykę nachalnej promocji. Tym samym muzycznym tropem podąża ich najnowszy krążek ‘A Moon Shaped Pool’, który w wersji cyfrowej ukazał się 8 maja o godzinie 19:00 czasu brytyjskiego, zaś swą fizyczną premierę na CD, LP oraz 2LP będzie mieć 17 czerwca.

Płyta promowana znakomitymi singlami ‘Burn the Witch’ oraz ‘Daydreaming’ to po prostu dalszy etap muzycznej tranzycji Radiohead, którzy dziś absolutnie nic nie muszą nikomu udowadniać, albowiem są klasą sami w sobie.

‘A Moon Shaped Pool’ nazwać można ich najcichszym albumem, zakorzenionym w niemalże soundtrackowym rozmachu niezapomnianego ‘Pyramid Song’. Album zaskakuje dopieszczonymi z pietyzmem aranżacjami, nad którymi prym często wiodą instrumenty smyczkowe. Ów stan rzeczy zdaje się wynikać z filmowych inklinacji Jonny’ego Greenwooda, który na swoim koncie ma współpracę z Krzysztofem Pendereckim (‘Threnody for the Victims of Hiroshima’ Nonesuch 2012).

London Contemporary Orchestra w znakomity sposób uskrzydla formułę grania Radiohead, dodając jej głębi i polotu w niemalże progresywnym ujęciu (‘The Numbers’, ‘Burn the Witch’ to tylko dwa najprostsze przykłady).

Album przynosi również minimalistyczne, krautrockowo pobrzmiewające inklinacje – ‘Ful Stop’. Zaskakuje folkowymi partiami gitar w psychodelicznym ‘Desert Island Disk’. Wybornie konkluduje nastrojowe partie pianina, z wyrazistym, pobrzmiewającym w stylu Atoms for Peace rytmem w ‘Identikit’, by w końcu ukoić zmysły oniryczną balladą ‘Glass Eyes’.

Na ‘A Moon Shaped Pool’ rozmach spotyka się z brzmieniowym luzem, a minimalizm z niebywałą przestrzenią. Dzięki temu muzyka Radiohead wymyka się poczuciu przesytu udzielającego się słuchaczom ich ostatnich dzieł, stając się kolejnym punktem odniesienia dla zespołów na muzycznej mapie teraźniejszości.

 
źródło: Sonic Records

16.Running WildRunning Wild – „Rapid Foray” (Mystic Prod.)

Trzy lata po premierze „Resilient” Running Wild ogłosili szczegóły dotyczące swojego nowego albumu „Rapid Foray”. Płyta ukaże się 26 sierpnia 2016 roku. Mózg zespołu, Rolf Kasparek przeprasza i tłumaczy długie opóźnienie: „Ze względu na kłopoty z ramieniem byłem unieruchomiony przez ponad 12 miesięcy, od wiosny 2014 roku, a to opóźniało prace nad nowym materiałem. Potem musiałem się przygotować na nasz koncert na Wacken. Teraz z przyjemnością mogę zapowiedzieć nowe bardzo mocne wydawnictwo, dla wszystkich fanów Running Wild”. Kasparek obiecuje, że będzie to jedno z najbardziej zróżnicowanych wydawnictw w karierze zespołu, zawierające 11 utworów. „Nowe kawałki są bardziej złożone niż na naszych 2 poprzednich wydawnictwach” mówi Kasparek. Za produkcję „Rapid Foray” odpowiada Rolf Kasparek i Niki Nowy, który także zmiksował materiał i zajął się masteringiem. Okładka bazuje na zdjęciu wykonanym przez Kaspareka, któremu Jens Reinhold (Virgin Steele, Freedom Call) nadał wygląd obrazu malowanego farbami olejnymi.

 
źródło: Mystic Prod.

17.Nick JonasNick Jonas – „Last Year Was Complicated” (Universal Music)

Nick Jonas wydał swój nowy album „Last Year Was Complicated”. Album zawiera bieżący singiel „Close” z gościnnym udziałem Tove Lo! Utwór został skomponowany przez Julię Michaels i Justina Trantera, a za jego produkcję odpowiadają Mattman i Robin.
Album „Last Year Was Complicated” został wyprodukowany przez Maxa Martina znanego ze współpracy m.in. z Taylor Swift, Ellie Goulding czy The Weeknd. Po zakończeniu działalności zespołu Jonas Brothers, Nick Jonas skoncentrował się na indywidualnej działalności. Solowy debiut artysty – „Nick Jonas” ukazał się w 2014r. i zawierał takie przeboje jak „Jealous” i „Chains”.

 
źródło: Universal Music

18.Fifth HarmonyFifth Harmony – „7/27” (Sony Music)

Drugi studyjny album najpopularniejszego amerykańskiego girlbandu Fifth Harmony. Pięcioro członkiń zespołu poznało się na planie programu X Facor w 2012 roku, gdzie ostatecznie zajęły trzecie miejsce. Od tego czasu nieustannie koncertują, nagrywają i zdobywają listy przebojów takimi przebojami jak „Miss Movin’ On”, „Sledgehammer”, „Worth It” czy Kid Inkiem. Ostatnio śpiewały też piosenkę wiodącą do film Hotel Transylwania 2 „I’m In Love With A Monster”. Nowy album dziewczyn – „7/27” – ukazuje się w wersji standard (10 utworów) i deluxe (12 utworów) a promują go single „Work From Home (feat. Ty Dolla Sign)” i „The Life”.

 
źródło: Sony Music

19.Soren JuulSøren Juul – „This Moment” (Sonic Records)

Na swoim nowym albumie ‘This Moment’, Søren Juul odkrywa dużo więcej, niż tylko swoje nazwisko. „Przerażające jest wydawanie muzyki pod własnym nazwiskiem” – mówi duński artysta Søren Juul. „Kiedy po raz pierwszy zostałem poproszony o nagranie płyty, byłem nieśmiały. Musiałem wymyślić inną nazwę, za którą mogłem się schować. Jednak teraz czuję, że już tego nie potrzebuję. Piszę o osobistych doświadczeniach z mojego życia, więc bardziej sensowne było zrobienie tego pod własnym nazwiskiem.”

Płyta jest niezwykle osobistą, duchową podróżą, jaką odbył w ciągu ostatnich trzech lat. A był to bardzo burzliwy dla niego okres, w którym zaczynając od początkującego artysty z Kopenhagi, dotarł do miejsca, gdzie dzięki podpisaniu kontraktu z wytwórnią 4AD, zwrócił na siebie uwagę świata, wydając pod szyldem Indians album ‘Somewhere Else’.
Przez kolejne dwa lata zjeździł świat występując u boku Beirut, Daughter, EL VY czy Julii Holter, a także skomponował muzykę do filmu ‘The Fault In Our Stars’.

Wszystko zaczęło dziać się zbyt szybko i powodowało zbyt wiele zmian. „Jak sobie z tym poradzić, kiedy wszystko o czym marzyłeś, staje się rzeczywistością? Zagubiłem się. Biegałem w kółko i straciłem obraz całości. Szukałem odpowiedzi i ucieczki w złych miejscach i byłem bliski utraty wszystkiego: rodziny, przyjaciół, związków z ludźmi, na których mi zależało.”
Juul miał jednak dosyć siły, by dostrzec te zagrożenia i pokusy. Potrzebował czasu by zrozumieć, że odpowiedzi, których szukał są w nim samym. „Postanowiłem spędzić większość czasu w samotności, patrząc w głąb siebie, starając się znaleźć duchową drogę do natury. Nauczyłem się cenić ciszę. Najważniejsze rzeczy dzieją się pomimo ciszy.”

Zawirowania tego okresu ciągle są tym o czym Juulowi trudno mówić, jednak pisanie piosenek okazało się terapią. Wrócił do Danii, przeprowadził się do małego, cichego nadmorskiego miasteczka Svendborg, gdzie kończył pracę nad płytą, zagłębiając się w emocjonalne wzloty i upadki, jakie towarzyszyły mu gdy mieszkał w Nowym Jorku i w Portland. Utracona i odzyskana miłość, niezliczone godziny spędzone na scenach, lotniskach, w samochodach i hotelach na całym świecie… Wszystko miało znaczenie.
Odbywając tę podróż uświadomił sobie, że przeszłość i przyszłość są poza naszym zasięgiem i jedyną rzeczą, która jest naprawdę ważna, jest chwila. Ta chwila.

This Moment’ to zbiór chwil, notatnik złożny z wyzwań, porażek i zwycięstw, składający się na mozaikę, z której złożony jest dziś Søren Juul.

 

 

źródło: Sonic Records

20.Tom OdellTom Odell – „Wrong Crowd” (Sony Music)

Kiedy w 2013r.Tom Odell został wyróżniony nagrodą BRIT Awards 2013 w kategorii Critics’ Choice Award Awards, o tym młodym i niezwykle utalentowanym Brytyjczyku stało się bardzo głośno. Debiutancki singiel „Another Love” szturmem podbił światowe listy przebojów, a jego debiutancka płyta „Long Way Down” rozeszła się w ponad milionowym nakładzie na całym świecie, a w Polsce pokryła się złotem!

Teraz Tom powraca z nową płytą studyjną. Album zatytułowany „Wrong Crowd” ukazała się 10 czerwca. Płyta dostępna będzie na nośniku CD w wersji podstawowej (11 utworów), CD Deluxe (dodatkowe 4 kompozycje), a także na winylu. Za jej produkcję odpowiada Jim Abbiss (Arctic Monkeys, Kasabian, Adele). Pierwszym oficjalnym singlem promującym wydawnictwo jest utwór „Magnetised”.

„Chciałem, aby piosenki brzmiały wzniośle i dramatycznie; dużo smyków oraz melodii, które jeszcze bardziej podkreślają muzykalność tych utworów, niczego nie hamując.
Album jest opowieścią o człowieku, który żyjąc w obecnym, przewrotnym świecie, tęskni za naturalności i pragnie powrotu do niewinności z okresu dzieciństwa. To fikcyjna historia, ale emocje I przeżycia w niej zawarte, mimo że przejaskrawione, są oczywiście odzwierciedleniem tego, co czułem. Chciałem stworzyć świat z wyolbrzymionym poczuciem rzeczywistości.” – mówi o płycie Tom.

 
źródło: Sony Music