Agnieszka Chrzanowska – wywiad (29.10.2016 r.)

agnieszka-chrzanowska-1-fot-marcin-brzozka

Agnieszka Chrzanowska fot. Marcin Brzózka

Piosenkarka, aktorka, autorka tekstów, kompozytorka Agnieszka Chrzanowska nagrała koncertowy album pt. „Dom na skale”(live in Wadowice)” (wyd. Universal Music). Mająca w swojej biografii występy w słynnej „Piwnicy Pod Baranami” (1996 – 2003) a także 8 nagranych płyt, dostarcza w nasze ręce krążek, który ukazał się w 95 rocznicę urodzin św.Jana Pawła II oraz 20-lecie działalności na scenie Agnieszki. O tym wyjątkowym wydawnictwie i związanym z nim aspektach porozmawiałem nie tylko w swojej audycji „Warto Posłuchać” w POP Radiu na 92,8 FM, ale także na moim blogu 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Wyjątkowe wydawnictwo przygotowałaś na swoje już 20-lecie działalności scenicznej. Płyta pt. „Dom na skale” to wydawnictwo koncertowe. Skąd taki pomysł?

Agnieszka Chrzanowska: „Dom na Skale” powstawał wiele lat, swoją premierę miał w 2007 roku, na scenie przy Bazylice św. Michała Archanioła, czyli w Sanktuarium Męczeństwa św. Stanisława BM na Skałce w Krakowie, ale jego forma różniła się nieco od tego, co możemy usłyszeć na albumie. Muszę przyznać, że nie sądziłam, iż zmaterializuje się w postaci płyty, w tak wyjątkowym dla mnie roku. Wyjątkowe jest także to, że to nagranie koncertu z okazji 95. rocznicy urodzin św. Jana Pawła II, w bazylice w Wadowicach, gdzie został ochrzczony. To wszystko nie zostało zaplanowane, ale się zdarzyło. Samo nagranie koncertu było realizowane jedynie dla krakowskiej telewizji do programu „Parafia z sercem”, bez żadnych planów wydawniczych i przeleżało rok, aż odkrył go pewien dobry duch i tak zadziałał, że jest i kontrakt z dużą wytwórnią, jest płyta i jest już pierwszy teledysk do utworu „Niebo ciągle nade mną”, z kluczową rolą Anioła Stróża, którą stworzył wyjątkowy aktor Wojciech Gałziński. Wszystko to się wydarzyło w ciągu nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności i przypadków, na pewno musiało zadziałać wiele dobrych aniołów, były chwile, kiedy przecierałam oczy ze zdziwienia. Pomysłu na wydanie płyty nie było, a płyta jest. Nie jest natomiast przypadkowe to, co na niej się znajduje. Sporo czasu zajęło mi szukanie ostatecznej formy koncertu, wybieranie odpowiednich fragmentów prozy i kompilowanie ich, tak by stworzyć pełną wypowiedź. Znalazłam odpowiednie treści w książce „Świety Jan Paweł II. Papież wysłuchanych modlitw”, autorstwa włoskiego dziennikarza Franco Bucarellego oraz w „Darze i Tajemnicy”, którą napisał sam Papież.

Arkadiusz Kałucki: Muzycy jacy Tobie towarzyszyli podczas koncertu, to prawie ci sami z którymi pracujesz o lat. To niewątpliwie ułatwia pracę. Proszę Agnieszko o ich krótką charakterystykę i mocne atuty.

Agnieszka Chrzanowska: To jest grono prawdziwych wrażliwców, którzy potrafią wyrazić swoją grą mnóstwo emocji. To jest niezwykle istotne. Wojciech Pieczka gra znakomicie na fortepianie i akordeonie, zamyka oczy i muzyka po prostu przez niego przepływa. Przemysław Sokół jest według mnie, w tym momencie w Polsce, najlepszym trębaczem. Jego technika gry jest świetna, a chwile w których wydobywa dźwięki z flugelhornu magiczne. Szymon Frankowski dba o wszystkie elementy związane z brzmieniem swojego kontrabasu i choć wydawałoby się, że na tym instrumencie nie da się za bardzo ilustrować tekstu, to jednak Szymon zawsze gra na temat. Dominik Klimczak jak nikt potrafi podbić dynamicznie właściwą frazę tekstu, podąża za emocjami, które są zawarte w słowach, stwarza całą gamę kolorów używając przeszkadzajek. Nie jest perkusistą tuzinkowym. Jarosław Meus zaś, jest bardzo wszechstronny, otwarty, czy wydobywa dźwięk z gitary akustycznej, elektrycznej czy bouzouki to jest to zawsze piękne. Mam więc szczęście trafiać na wyjątkowe osoby.

Arkadiusz Kałucki: Teksty do których śpiewasz są autorstwa nie tylko twojego, ale innych poetów, a przede wszystkim św. Jana Pawła II. Jakie było kryterium w doborze tych mistrzów słowa?

Agnieszka Chrzanowska: Teksty piosenek są autorstwa Michała Zabłockiego, Włodzimierza Dulemby, Krzysztofa Sikory, Kamila Śmiałkowskiego, moje i młodego Karola Wojtyły. Wszystkie one podejmują istotne dla mnie tematy. Zbierałam je na przestrzeni lat, niektóre są wynikiem mojego dialogu z autorami i wyrażają dokładnie to co czuję i czym chciałabym się dzielić z widzami, a kilka z nich po prostu pojawiło się jako prezent od losu i okazały się absolutnie niezbędne w „Domu na Skale”. Bez tekstu „Ktoś się długo pochylał nade mną”, będącego fragmentem „Pieśni o Bogu ukrytym”, napisanego przez młodego poetę Karola Wojtyłę, album byłby niepełny. Ten tekst akurat przywędrował do mnie sam, wraz z zaproszeniem wzięcia udziału w nagraniach dość niezwykłego wydawnictwa, którego pomysłodawcą był Igor Jaszczuk. Stworzył album zatytułowany „Słowa”, na którym znalazły się piosenki z tekstami Wojtyły, a jeden z nich przydzielił mnie. Od tego czasu wędruje ze mną i stał się częścią koncertu dopełniając go. Podstawą zaś są teksty Michała Zabłockiego „Dom na Skale”, „ Tak wiele przeszkód między nami”, „Natchnienie do kochania”, „Mleczna droga” i „Panie nasz”, który jest w moim odczuciu, prawdziwie ekumeniczny, napisany po wnikliwym studiowaniu tematu i wsłuchaniu się w wewnętrzny głos. Wyraża jednocześnie smutek i radość. Smutek, z powodu uprzedzeń, zamykania się na innych i niepotrzebnego oceniania, natomiast radość z miłości, którą możemy odczuwać w każdej chwili, kiedy spoglądamy na świat z większej perspektywy. Uzupełnieniem tej myśli jest przekaz zawarty w „Mlecznej drodze”, mówiącej o możliwościach „wolnej woli”, która zawsze związana jest z decyzją i pracą. To jest cudowne zjawisko, możemy być albo stale rozgoryczeni i roszczeniowi, albo możemy kreować naszą rzeczywistość wypełniając ją pięknymi zdarzeniami i relacjami. Z całą pewnością, wyznawane przez nasz wartości, mają tu decydującą rolę. Zdarza się, że mamy szczęście obcować z dobrem od dzieciństwa, ale czasem nie mamy dobrego oparcia, poczucia bezpieczeństwa i kierunkowskazów i wtedy odnajdywanie się w świecie jest znacznie trudniejsze. O tym zmaganiu się z niemocą pojęcia zjawisk panujących na świecie mówi też wiersz „Natchnienie”, który szczególnie lubię i który powstał naprawdę bardzo dawno temu, niemal zaraz po tym, jak Piotr Skrzynecki, poznał mnie z Michałem Zabłockim, czyli w latach dziewięćdziesiątych. Wtedy też szukałam dla siebie odpowiednich tekstów i chodziłam na wieczory autorskie poetów i wsłuchiwałam się w ich twórczość. Właśnie dzięki temu poznałam Krzysztofa Sikorę, który przepięknie opisał odbieranie świata poprzez wszelkie stworzone na ziemi zjawiska. Również w tamtych czasach poznałam Kamila Śmiałkowskiego, autora „Ulicy Rajskiej”, opowiadającą poruszającą historię dwojga ludzi, których losy wpisane były w czas II. Wojny Światowej i nie miały szczęśliwego zakończenia. Losy Papieża Polaka, także były naznaczone bardzo mocno piętnem wojny, wpłynęły na jego życiowe decyzje i dlatego w koncercie nie mogło zabraknąć tej historii. Jest jeszcze jeden ważny poeta, którego wiele tekstów zamieniłam w piosenki. Pochodzimy z tego samego miasta, z Sosnowca, ale połączył nas Kraków i Artyści Piwnicy pod Baranami, którzy śpiewali jego wiersze z muzyką Jana Kantego Pawluśkiewicza. Włodzimierz Dulemba, bo o nim mowa, podarował mi, między innymi, „Miriam” i „Hosannę”, pierwsza stała się częścią mojego koncertu świątecznego „Święta robota”, natomiast druga trafiła do „Domu na Skale”.

agnieszka-chrzanowska-3-fot-marcin-brzozka

Agnieszka Chrzanowska fot. Marcin Brzózka

Arkadiusz Kałucki: Słowa: sen, drzewo, świt, cień, wiatr, droga, kwiaty są bardzo wyraźnie obecne w tekstach, które śpiewasz. Proszę powiedz o każdym z nich co dla Ciebie znaczą.

Agnieszka Chrzanowska: Od zarania dziejów elementy natury inspirowały człowieka. Żywioły i zjawiska ziemskie były zawsze obecne w kulturze i religii, miały swoje miejsce i znaczenie, odgrywały rolę. To wszystko co nas otacza jest momentami zachwycające, momentami groźne. Czasem stare drzewo dając cień ratuje nas przed upałem a czasem wzburzone morze przeraża podróżników. W życiu szukamy poczucia stabilności i oparcia, dlatego symbole siły i mądrości pojawiają się w moich piosenkach częściej. Kwiat to oczywiście miłość, czyli emocje, natomiast symbol zmian, to wiatr. Wszystko jak w naturze. Świt zawsze wiąże się z nadzieją a droga z naszym losem, który czasem jest nierealny i zaskakujący jak sen.

Arkadiusz Kałucki: Premiera piosenki „Niebo ciągle nade mną” odbyła się podczas tegorocznych światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Czy Marco Lo Russo też był obecny? Pytam o niego, bo on też z tobą współpracuje od dłuższego czasu.

Agnieszka Chrzanowska: Czerwiec i lipiec tego roku, był dla mnie bardzo wymagającym momentem. W czerwcu, w ramach krakowskiej Nocy Jazzu, odbywała się premiera nowego koncertu „Jazz Fair Play by Marco Lo Russo & Agnieszka Chrzanowska”, w tym samym czasie przygotowywana była płyta „Dom na Skale. Live in Wadowice”, odbywały się zdjęcia do teledysku z piosenką „Niebo ciągle nade mną” i trwały przygotowania do międzynarodowej wersji koncertu „Dom na Skale”, w ramach Cracovia Sacra, oraz do występu na Błoniach w ramach Światowych Dniach Młodzieży, a także pod Wawelem na scenie Narodowego Centrum Kultury. We wszystkich niemal tych wydarzeniach Marco brał udział. Współpracowaliśmy od kilku lat i zagraliśmy wspólnie wiele koncertów, w tym ten na Kapitolu w Rzymie, który zainicjował mój menadżer Michał Jedynak. Marco zagrał rolę w dwóch moich teledyskach i można go usłyszeć w piosence „Nostalgia i Ty”, która znajduje się na ostatnim studyjnym moim albumie, oraz w piosence „Obecny narzeczony”, która jest częścią albumu napisanego przeze mnie dla Artura Gotza. Płyta nosi tytuł „Mężczyzna prawie idealny” i nie muszę dodawać, że zagrał także rolę w teledysku realizowanym do tej piosenki przez Artura Gotza. Z tych wszystkich powodów obecność Marco była obowiązkowa.

agnieszka-chrzanowska-2-fot-marcin-brzozka

Agnieszka Chrzanowska fot. Marcin Brzózka

Arkadiusz Kałucki: Ktoś kto będzie chciał posłuchać twojej nowej płyty, to wg Ciebie może odnaleźć w niej „swoją mleczną drogę” czy „cień drzewa”?

Agnieszka Chrzanowska: Zdaję sobie sprawę, że ten album wymaga od słuchacza koncentracji, ale mam nadzieję, że jeśli ktoś zechce wysłuchać całej wypowiedzi, od początku do końca wraz z tekstami prozą, to odczuje coś w rodzaju spokoju. Każde przeze mnie wybrane zdanie, cieszy mnie, ze względu na swój przekaz. Podczas koncertu odczuwając z różnych powodów niepokój, odzyskiwałam równowagę. Niektóre frazy są proste i oczywiste, jednak niezwykle potrzebne. Wszystko, co zebrałam na tej płycie, służy odnalezieniu harmonii, pogodzeniu się i docenieniu tego kim jesteśmy i tego co nas otacza. To jest nierozłączne z głębokim odczuciem szacunku do siebie i wszelkiego stworzenia. Jeśli możemy się unieść nad naszą złość, to życie może być naprawdę piękne. Bez krzywdzenia samych siebie i innych. To wymaga świadomości związanej w własnymi wyborami i wiarą, że nasza „Mleczna droga”, będzie zawsze sprzyjała naszemu wewnętrznemu rozwojowi i byciu w zgodzie z sobą, natomiast jeśli się zagubimy, zwątpimy, osłabniemy, to znajdzie się „Cień drzewa”, gdzie odpoczniemy i odnajdziemy siły na dalszą drogę.

Arkadiusz Kałucki: Minął już ponad rok od nagrania koncertu w Bazylice Ofiarowania Najświętszej Marii Panny w Wadowicach. Koncert odbył się też w Rzymie. Emocje minęły czy nadal żyjesz tym wydarzeniem, bo to jest moim zdaniem bardzo ważna płyta w twojej dyskografii jak i w biografii.

Agnieszka Chrzanowska: W styczniu 2016, w Piwnicy pod Baranami, odbył się mój Imieninowy Koncert Jubileuszowy, który zainaugurował cały cykl wydarzeń związanych z dwudziestoleciem pracy na scenie. To był dla mnie bardzo miły wieczór, ponieważ przybyło mnóstwo przyjaciół i biesiadowaliśmy, ale też wzruszający, ponieważ Jan Guntner odsłonił moje fotografie z Piotrem Skrzyneckim, które zrealizował w 1996 roku, po moim recitalu, zapowiadanym przez Piotra, Marek Wachowicz. Klisze przetrwały na i zostały cudownie odnalezione. Wtedy nie wiedziałam, że rok będzie obfitował w więcej cudów. Odnalazł się także drugi zarejestrowany przez Piwnicznego Kronikarza, Wojciecha Morka, koncert zapowiadany przez Piotra, dzięki temu mój najbliższy koncert w Piwnicy 17 grudnia, znów zapowie Piotr, tym razem z ekranu, a ja wystąpię w tej samej sukni co wtedy, dwadzieścia lat temu. Ona jest dla mnie wyjątkowa, bo artystka i projektantka, Jagoda Kursa, wymalowała na niej tekst piosenki „Zbłąkany list”, do której słowa napisał Tomasz Adamski. Natomiast prawdziwym cudem jest wydanie albumu „Dom na Skale. Live in Wadowice”, w takiej formie, z kadrami Marcina Brzózki, zrealizowanymi w czerwcu tego roku na Skałce, gdzie przecież była premiera tego koncertu, i w takim niezwykłym czasie. Gdybym chciała to wszystko zsynchronizować i zaplanować, tak jak się to ułożyło, z pewnością by się to nie udało. I jest swoiste podsumowanie drogi i czasu, który przeminął, jest klamrą, która zamyka etap przemyśleń, wydobywa tematy, które zawsze były mi bliskie i wypełniały mi głowę i stanowi bazę, do której zawsze mogę się odwołać. Po latach nie pamięta się dokładnie procesu myślowego, ani elementów związanych z powstaniem tekstu czy muzyki, ale energia, którą się włożyło w każde słowo i dźwięk tam została. Ta płyta to archiwum emocji.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę 🙂

Agnieszka Chrzanowska: Również dziękuję bardzo 🙂

Reklamy

New Message – wywiad (18.10.2016 r.)

new-message-materialy-prasowe-3

New Message (materiały prasowe)

Można zarekomendować ich tak: Trzej przyjaciele z boiska „muzycznego” Przemek Szczotko (vocal), Stanisława Zimniewicz (perkusjonalia) i Stanisław Żaczek (gitary) wdrożyli w życie projekt New Message w 2013 r. Dziś w nasze ręce trafia ich debiutancki krążek pt. „Przestrzenie”(wyd.MJM Music PL) nagrany w poszerzonym juz składzie o Bartka Wilka (perkusja) i Alberta Bezdziczeka (instrumenty klawiszowe). Muzyka pop z elementami zaczerpniętymi z szeroko rozumianego „world music” to niewątpliwie atrakcja premierowego wydawnictwa. Obszerniej na temat płyty panowie z zespołu wypowiadali się w mojej audycji „Warto Posłuchać” w POP Radiu 92,8 FM, ale taka krótka rozmowa na moim blogu również jest interesująca 🙂 Miłej lektury 🙂

Arkadiusz Kałucki: Zespół New Message powstał w 2013 r. w Zielonej Górze i liczył sobie trzy osoby – Ty, Stanisław Żaczek, Stanisław Zimniewicz. Co zdecydowało, że dołączyło do was kolejnych trzech muzyków?

Przemysław Szczotko: To była zwykła kolej rzeczy. Ten projekt muzyczny zakładał szerokie instrumentarium ze względu na kompozycje, które powstawały. Zawsze chcieliśmy grac duże koncerty w pełnym składzie.

Arkadiusz Kałucki: Debiutujecie z płytą „Przestrzenie”, która muzycznie osadzona jest w stylistyce pop z elementami world music. To jest wypadkowa waszych doświadczeń muzycznych czy pomysł na potrzebę płyty, albo wypełnienie luki na rynku muzycznym?

Przemysław Szczotko: Zdecydowanie wypadkowa, a raczej konsekwencja naszej przyjaźni. Stworzenie materiału nie sprawiało większej trudności, ale zawarcie w utworach części siebie, to już było trudniejsze. Według mnie muzyka sama w sobie nie posiada większej wartości. Dopiero w połączeniu z ludzkim uchem, dusza, sercem znajduje swój właściwy kształt.

new-message-materialy-prasowe

New Message (materiały prasowe)

Arkadiusz Kałucki: W warstwie tekstowej utwory opowiadają o różnych obszarach miłości. Tych jasnych i ciemnych stronach. Rozliczasz się z przeszłością?

Przemysław Szczotko: Raczej podchodzę do niej z szacunkiem i ją opisuję. Ktoś mi kiedyś powiedział, że mądrość to umiejętność rzetelnego czytania życia. Nie robię więc nic innego. Czasem umieszczam w nich symbole, czasem okrawają o pewnego rodzaju nawoływanie: „…lecz pomyśl teraz… każdy z nas żyje tu tylko raz. Jedno niebo nad tobą i mną. Każdy z nas chociaż ma własny plan, w końcu razem tworzymy ten świat”. Zawsze przelewam dany temat przez siebie. Szukam prawdziwych emocji i przede wszystkim pytam sam siebie, czy to jeszcze jest codzienność.

Arkadiusz Kałucki: Na okładce płyty „Przestrzenie” widać kilka ważnych symboli, które nawiązują do tekstów waszych piosenek np. balon, butelka z listem, luneta. Proszę Ciebie o wyjaśnienie ich znaczenia w kontekście płyty, bo jest sporo skojarzeń.

Przemysław Szczotko: Cała symbolika okładki odnosi się do przestrzeni. Te przestrzenie są naprawdę różne, tak jak różni są ludzie. Sięgnę jednak do przestrzeni, która jest mi najbliższa, to przestrzeń mojego i twojego ego. Jest to czasem tak ogromna, a czasem tak mała przestrzeń w nas. Jest jedna bardzo ważna wiadomość ukryta w tej butelce, ze te przestrzenie naszego ego można powiększać. W jaki sposób? Jest jedno narzędzie, którym jest MIŁOŚĆ. To miłość zmusza nas do wykroczenia poza granice siebie i bycia dla kogoś.

new-message-materialy-prasow-e2

New Message (materiały prasowe)

Arkadiusz Kałucki: W teledysku „Tam i z powrotem” udział wziął Wojtek Kamiński z kabaretu Jurki, nota bene wasz ziomal. A jeszcze trzeba dodać, że on już grał w videoclipie Renaty Przemyk razem z Joanną Kołaczkowską. Jak tutaj doszło do waszej współpracy, bo klip jak i nagranie jest z lekkim przymrużeniem oka.

Przemysław Szczotko: Dobrze, że ta piosenka powoduje przymrużenie oka 🙂 Taki był zamiar tego klipu, aby przenieść widza w świat trochę abstrakcyjny, ale utkwiony w pewnej symbolice i przenośni. Wojtek w tę konwencję wpisał się doskonale jako, że jest świetnym aktorem, kabareciarzem i jednocześnie poważnym tam gdzie nim trzeba być. Także jego znana „morda” dodaje prestiżu 🙂 To fajny kumpel.

Arkadiusz Kałucki: Jaki kolejny cel wyznaczyliście sobie po premierze płyty? Występ na festiwalu w Opolu, kolebce polskiej piosenki czy to jeszcze za wcześnie dla was i musicie nabrać doświadczenia i pewności siebie?

Przemysław Szczotko: Pewność siebie to rzecz bardzo płynna i dynamiczna więc na nią jest zawsze czas. Arku tyle nam się dobrych i zaskakujących rzeczy przydarza, że nie mamy większych wymagań za wyjątkiem zawalenia się koncertami. Spotkanie z drugim człowiekiem na fali naszej muzyki, to coś, czego teraz pragniemy.

Arkadiusz Kałucki: Jakie są wasze oczekiwania po tej płycie?

Przemysław Szczotko: Chcielibyśmy spotkać muzycznie się z jak najszerszą publicznością poprzez rozgłośnie radiowe, telewizję i koncerty 🙂

Arkadiusz Kałucki: Dzięki wielkie za rozmowę 🙂

Przemysław Szczotko: Również dziękuję:)

 

Video – wywiad (10.10.2016 r.)

video-fot-karol-grygoruk

Video fot.Karol Grygoruk

Grupę Video wszyscy doskonale znamy z przebojów m.in. „Idę na plażę”, „Soft”(z gościnnym udziałem Ani Wyszkoni), „Papieros” czy „Fantastyczny lot”. Mają na swoim koncie albumy „Video gra” (2008 r.), „Nie obchodzi nas rock” (2011 r.) a ten ostatni „Doskonale wszystko jedno” ukazał się w 2015 r. To z niego pochodzą kompozycje „Wszystko jedno”, „Ktoś nowy” i „Alaya 2016” również ciepło przyjęte przez stacje radiowe. Z wokalistą, autorem tekstów i jednym z założycieli zespołu Video Wojciechem Łuszczykiewiczem kilkanaście tygodni temu miałem przyjemność i zaszczyt rozmawiać w moim programie „Warto Posłuchać” w POP Radiu 92,8 FM, natomiast dziś Wojtek udzielił mi wywiadu na blog „warto Posłuchać” 🙂 Temat nie może być inny jak aktualnie promowany krążek „Doskonale wszystko jedno” 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Płyta „Doskonale, wszystko jedno” to jest twoje rozliczenie z przeszłością?

Wojciech Łuszczykiewicz: Nie myślę tak o tym. Raczej spojrzenie w przyszłość. Zarówno artystycznie jak i emocjonalnie. Każda nowa płyta jest dla mnie – z punktu widzenia tekściarza – okazją do sięgnięcia po środki wyrazu, których wcześniej nie wykorzystałem. Podobnie merytorycznie – każda nowa piosenka to możliwość opowiedzenia historii, której jeszcze przed chwilą nie miałem pod ręką.

Arkadiusz Kałucki: Sporo w warstwie tekstowej jest huśtawki nastrojów. Śpiewasz o upływającym czasie, pojawia się niepokój wewnętrzny. Boisz się?

Wojciech Łuszczykiewicz: Nie tyle boję, co jestem przerażony 🙂 Jest taki ładny cytat z piosenki Doktora Hackendbusha: “o ku*wa mać, jak zap*#$+^ala czas”. I to, nie przymierzając, był dla mnie lejtmotyw tej płyty. Stąd moim celem nadrzędnym jest codzienna nuda. Kiedy się nudzę, czas płynie pozornie wolniej. A huśtawki nastrojów są dla mnie chlebem powszednim. Jestem niestabilny intelektualnie 🙂

Arkadiusz Kałucki: Melodyjny pop-rock jaki zawarliście w 11 utworach to znak rozpoznawczy grupy Video. I to jest pewnego rodzaju zmiana w porównaniu z poprzednimi albumami, które moim zdaniem miały w sobie więcej impetu i pazura.

Wojciech Łuszczykiewicz: Na pewno tak było. Pierwszy krążek to paczka kolesi, która wpada na imprezę, przejmuje sprzęt grający i puszcza muzykę jak najgłośniej się da, żeby wkurzyć sąsiadów. “Doskonale Wszystko Jedno” to już bardziej goście, którzy na tej samej imprezie puszczają innym swoje ulubione kawałki. Obie opcje mają swoje plusy 🙂 Nigdy nie chciałem kopiować poprzednich pomysłów. Bardziej interesuje mnie ciągłe zaskakiwanie samego siebie. Na szczęście Marek Kisieliński, z którym obecnie piszemy piosenki dla Video, ma podobne podejście. To gwarantuje nam ciągły progres.

Arkadiusz Kałucki: Na płycie jest jeden zaproszony gość i to nie byle jaki – Jan Borysewicz(Lady Pank). Proszę powiedz o kulisach współpracy z człowiekiem, na którego kompozycjach wychowało się kilka pokoleń.

Wojciech Łuszczykiewicz: Historia prosta jak u Bahdaja. Nasz ówczesny manager skontaktował nas z Janem w celu spełnienia szczeniackich marzeń i nagrania wspólnej piosenki. Okazało się, że Jan jest wspaniałym chłopakiem: otwartym, szczerym i nadzwyczaj ciekawym. Przebywanie z Janem to jak oglądanie najciekawszych części Tolka Banana – przygoda goni przygodę, historia rodzi kolejną. Ostatecznie otrzymaliśmy od Jana Bo cztery kawałki i solówkę, którą nagrał własnoręcznie. Będę miał co opowiadać wnukom 🙂

video-2-fot-karol-grygoruk

Wojciech Łuszczykiewicz(wokalista Video) fot. Karol Grygoruk

Arkadiusz Kałucki: Czy jesteś w takim miejscu swojej kariery, że już ci jest „doskonale” czy „wszystko jedno”?

Wojciech Łuszczykiewicz: Jest mi Doskonale Wszystko Jedno. I na tym to właśnie polega, że nic mnie kompletnie nie obchodzi, poza moją rodziną, moim domem i moimi myślami. Ten stan zobojętnienia na nic nie znaczące głupoty jest moją nirwaną. Długo uczyłem się nie reagować na rzeczy, na które nie mam wpływu lub na sprawy, które zwyczajnie mnie nie dotyczą. Jeszcze nad tym pracuję, ale jestem już w formie olimpijskiej.

Oczywiście łgałbym twierdząc, że nie interesuje mnie reakcja publiczności na moją twórczość. Ale nie jest ona celem samym w sobie. Mogę jedynie zrobić wszystko jak najlepiej potrafię i sprawdzić końcowy efekt.

Arkadiusz Kałucki: Kiedy jesteście w trasie koncertowej i stajesz na scenie, to kto jest waszym odbiorcą? Do kogo kierujecie swoje piosenki?

Wojciech Łuszczykiewicz: Do każdego kto chciałby podzielić się z nami swoim intelektem, wrażliwością i emocjami. To jak gra w tenisa: my do Was, Wy do nas. Na tym polega budowanie ciekawych relacji ze swoimi fanami i na tym opiera się cała zabawa. Jednocześnie unikamy celowania w określoną grupę odbiorców. To nie ma absolutnie żadnego sensu. Mamy taką zasadę z Markiem: kiedy nagrywamy jakąś piosenkę, sprawdzamy czy działa na własnych organizmach. Jeśli pojawia się gęsia skórka, wiemy że mamy coś, czym chcielibyśmy się podzielić.

Arkadiusz Kałucki: Jeżeli spotkamy się za 50 lat, to co byś chciał żeby było mówione o Tobie i zespole Video?

Wojciech Łuszczykiewicz: O, jeszcze żyją. I chyba wyglądają lepiej… 😉 Dziękuję za rozmowę.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę 🙂

Monika Lewczuk – wywiad (6.10.2016 r.)

monika-lewczuk_small-fot-anna-powierza

Monika Lewczuk fot. Anna Powierża

Monika Lewczuk uczestniczka V edycji programu telewizyjnego The Voice of Poland była w drużynie Marka Piekarczyka. Swoje kolejne przetarcie do dorosłej kariery miała z raperem 2sty i utworze „Spokój” oraz przedstawicielem klubowych brzmień Feverem, który zaprosił ja do nagrania „Wild”. Rok 2015 przynosi nam jej debiutancki singiel „Tam Tam” oraz drugą odsłonę z debiutanckiej płyty „Zabiorę Cię Stąd”. Wyczekiwany premierowy krążek w karierze Moniki Lewczuk nosi tytuł „#1” i ukazał się 17.06.2016 r., z którego poznaliśmy kolejny singiel i już można powiedzieć, że przebój „Ty i Ja”. Monika Lewczuk była już gościem w mojej audycji „Warto Posłuchać” w POP Radiu 92,8 FM, a dziś tu na moim blogu opowiedziała o tym całym procesie twórczym przy albumie „#1″(wyd. Universal Music).

 

Arkadiusz Kałucki: Dzień przed ukazaniem się twojej debiutanckiej płyty „#1” otrzymałaś ”Złotą Płytę” za singiel „Tam tam”. Nie można sobie lepiej wymarzyć takiego debiutu?

Monika Lewczuk: Tak, to prawda. Już sama premiera albumu była dla mnie i reszty zespołu nie lada wydarzeniem i nikt zupełnie nie spodziewał się tego, że połączy się ona z przyznaniem nam złotej płyty za pierwszy singiel! Wzięliśmy to za dobrą monetę 🙂

Arkadiusz Kałucki: Dziesięć utworów utrzymanych w stylu pop z subtelnym nawiązaniem do brzmień klubowych to twój pomysł na siebie w branży muzycznej? Czy razem z Rafałem Malickim wypracowaliście kompromis? Jak wyglądała współpraca?

Monika Lewczuk: Nasza współpraca z Rafałem od samego początku była bardzo partnerska. Jeszcze zanim się poznaliśmy, dobrze wiedziałam w jakiej stylistyce Rafał się czuje najlepiej i bardzo chciałam z nim pracować. Kiedy więc pojawiła się taka możliwość, byłam megaszczęśliwa, a już pierwsze spotkanie pokazało, ze jest ku temu duży potencjał, bo od razu złapaliśmy nic porozumienia. Myślę, ze trafiliśmy na siebie w bardzo dobrym momencie, bo nasze inspiracje się wtedy idealnie wypełniły. Do tego obydwoje jesteśmy bardzo pracowici i zaangażowani, wiec włożyliśmy w ta płytę naprawdę dużo serca i energii.

Arkadiusz Kałucki: Słuchając tekstów na Twojej płycie „#1” odnoszę wrażenie, że jest ona bardzo dziewczęca.

Monika Lewczuk: Wydaje mi się, że jest w tym dużo prawdy, bo chyba taka właśnie jest moja natura : trochę dziewczęca, trochę kobieca. Pisząc teksty, starałam się w nich zamknąć stany, w których się znajdowałam- jednym razem była to fascynacja miastem i jego rytmem, innym tęsknota za bliska osobą, a jeszcze innym chęć rzucenia wszystkiego i doświadczenia zupełnej zmiany. Jedno jest pewne- każdy z tych tekstów wyszedł w 100% z emocji, w jakich sama byłam, dzięki czemu z każdym z nich mogę się utożsamiać.

monika-lewczuk-1-fot-anna-powierza

Monika Lewczuk fot. Anna Powierża

Arkadiusz Kałucki: Czy był pomysł aby na płycie znalazł się duet? Na przykład z Sarsą?

Monika Lewczuk: Nie przypominam sobie, żeby pojawił się jakiś pomysł duetu – raczej skupialiśmy się na własnych pomysłach.

Arkadiusz Kałucki: Twoje inspiracje muzyczne np. Years & Yeats, Tove Lo, Ellie Goulding są stałe czy ciągle się zmieniają?

Monika Lewczuk: Stale się zmieniają, chociaż są artyści, do których zawsze lubię wracać – ostatnio są to przede wszystkim Amy Winehouse, Adele, Lana del Rey, czy Dawid Podsiadło.

Arkadiusz Kałucki: Autorami tekstów są m.in. Sarsa, Dominika Barabas, Jacek Szymkiewicz czy Ty. To była dla Ciebie trudna lekcja?

Monika Lewczuk: Zaczynając prace nad płytą, nie sądziłam, że będę w stanie sama napisać większość tekstów. W zasadzie, w ogóle nie uważałam się osoba do tego kompetentna, dlatego przez długi czas szukaliśmy autorów tekstów z zewnątrz. W pewnym momencie, kiedy mieliśmy już ponad połowę materiału muzycznego i ani jednego tekstu, postanowiłam podjąć wyzwanie. Okazało się, że nie wychodziło mi to najgorzej i tak, z mniejszą, bądź większą pomocą z zewnątrz udało nam się stworzyć wszystkie teksty.

Arkadiusz Kałucki: Wiem jak bardzo wyczekiwałaś tego momentu, żeby mieć w swoich rękach debiutancką płytę. Domyślam się, że teraz ekscytujesz się nadchodzącymi koncertami? Może zdradzisz kilka szczegółów?

Monika Lewczuk: Tak, faktycznie ostatnio coraz intensywniej wchodzimy w nowy etap, który z koncertu na koncert jest coraz bardziej ekscytujący. Każdy występ to nowe miejsce, nowi ludzie, okoliczności i nowa publiczność, którą musisz do siebie przekonać. Czasami się to całkiem udaje i wtedy jest ten stan euforii, którego nie da się niczym zastąpić – ludzie się cieszą i prawią Ci komplementy, a Ty masz satysfakcję, że chyba zrobiłeś coś fajnego, skoro tak na Ciebie reagują 😉

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę.

Monika Lewczuk: Też dziękuję! 🙂

Jula – wywiad (1.10.2016 r.)

jula-fot-kajus-w-pyrz

Jula fot. Kajus W.Pyrz

Jula czyli Julita Fabiszewska w swojej muzycznej biografii może pochwalić się występami na dwóch prestiżowych festiwalach w Polsce: w Opolu podczas 49 KFPP w konkursie „Premier” oraz TOPtrendy 2012 w koncercie „Trendy”. Ma na swoim koncie dwa albumy: „Na krawędzi” i „180 stopni”. Aktualnie jednym z najcześciej wyszukiwanych utworów w internecie jest jej najnowsza kompozycja „Milion słów”. To zwiastun trzeciego krążka wokalistki i autorki tekstów, która oprócz wywiadu radiowego do mojej audycji „Warto Posłuchać” w POP Radiu na 92,8 FM, podzieliła się wrażeniami z dotychczasowej swojej kariery na moim blogu. Zapraszam do lektury 🙂

Arkadiusz Kałucki: Czy kiedy ukazuje się twoje nagranie lub cała płyta, to dla Ciebie ważne jest pierwsze wrażenie drugiej osoby czy opinia po kilku przesłuchaniach?

Jula: Oczywiście pierwsze wrażenie jest ważne, jednak często bywa mylne. Za każdym odsłuchaniem naszą uwagę przykuwa coś innego. Dlatego też, liczę na to, że słuchacz poświęci mojej twórczości więcej czasu. Zastanowi się nad nią chwilę.

Arkadiusz Kałucki: Kiedy pracujesz nad nowym materiałem muzycznym na płytę np. tak jak teraz, ponosi Ciebie energia i wszystko robisz na żywioł czy jesteś zwolenniczką małych kroków, powoli do przodu?

Jula: Wszystko uzależnione jest od nastroju i przede wszystkim WENY 🙂 Nie lubię pracować pod presją czasu, to na pewno. Uwielbiam swobodę tworzenia. Napisanie utworu nigdy nie będzie dla mnie “mechaniczne”. Zdarzają się chwile, kiedy przychodzi mi do głowy pomysł, który natychmiast muszę urzeczywistnić 🙂 Tworzenie bywa szalone, dlatego nigdy nie będzie nudne! 🙂

jula-3-fot-kajus-w-pyrz

Jula fot. Kajus W.Pyrz

Arkadiusz Kałucki: Na Twoim ostatnim albumie „180 stopni”(2014 r.) jest kilka razy nawiązanie do poszukiwania własnej przestrzeni na życie. Ty już znalazłaś swoją przestrzeń czy jeszcze szukasz?

Jula: Są momenty, gdy siadam przy gorącej herbacie i zastanawiam się czy dobrze mi tu gdzie jestem. Jest dobrze, a nawet bardzo. Niezmiernie się cieszę, że moje życie krąży w tej chwili dookoła muzyki a tak naprawdę nią jest. Moja przestrzeń musi być jednak nieograniczona, pozwalać mi na swobodę. Czasami tak zwyczajnie potrzebuję się “wyłączyć”. Odpocząć, naładować akumulatory i odświeżyć spojrzenie na wszystko.

Arkadiusz Kałucki: Aktualnie podbijasz stacje radiowe i telewizyjne nowym nagraniem „Milion słów”. To piosenka o kobiecie, która jest tuż po rozstaniu i wcale nie jest załamana.

Jula: Rozstanie to dość trudny temat. Indywidualny. Znajdując się w tej sytuacji poprzeczkę emocjonalną mamy postawioną bardzo wysoko. Wszystko zależy od nas samych. “Milion słów” mówi o związku, który kobieta wielokrotnie próbowała ratować. Niestety bezskutecznie. Często w życiu zataczamy błędne koło. Zazwyczaj nie zauważamy, że to co nam pozostało to jedynie przyzwyczajenie. Boimy się zmian. Starałam się, by tym razem potoczyło się to inaczej. W mojej historii kobieta, podejmuje decyzję, której jest pewna. Zna swoją wartość. Stawia pierwszy krok, tym samym zmuszając drugą stronę do tego samego. Pragnie ruszyć dalej, nie patrząc za siebie. Łatwiej nam zrezygnować, gdy nasza “połówka” wyrządziła nam zbyt wiele krzywd. Ważne, by nie palić za sobą mostów, rozstać się z klasą. Nie mówię o przyjaźni, choć to również się zdarza, jednak najważniejsze by nie pozostała między nami czysta nienawiść. Tego życzę wszystkim, którzy muszą się zmierzyć z tym ciężkim dla nas wyzwaniem.

jula-2-fot-kajus-w-pyrz

Jula fot. Kajus W.Pyrz

Arkadiusz Kałucki: Teledysk do nowej kompozycji nagrywany był w Krakowie. Dlaczego akurat tam i kto oprócz Ciebie w nim występuje?

Jula: Ekipa filmowa prowadzi swoją działalność na terenie Krakowa, dlatego też właśnie tam musiałam się udać. Oczywiście bardzo się z tej wiadomości ucieszyłam, ponieważ Kraków jest przepięknym miastem 🙂 Dawno mnie tam nie było. Na planie teledysku towarzyszył mi Mateusz “Góral” z programu “Top model”. Cieszę się z tej współpracy, ponieważ uważam ją za udaną. Mateusz jest fajnym, ciepłym człowiekiem, z którym szybko nawiązałam kontakt. A efekty możecie zobaczyć sami 🙂

Arkadiusz Kałucki: Stylistyka pop, pop-rock jest obecna na obu Twoich płytach „Na krawędzi” i „180 stopni”. Czy nowy krążek też będzie utrzymany w podobnych brzmieniach? Tytuł już masz? Kiedy premiera?

Jula: Mam przygotowane dema utworów, które nie są “ubrane” w jakąkolwiek całość. Jest za wcześnie, by rozmawiać o brzmieniu i klimacie, ponieważ wszystko może się jeszcze wielokrotnie zmienić. Wiem to po prostu z doświadczenia, które zdobyłam przy dwóch poprzednich płytach. W związku z powyższym tytuł płyty to jeszcze bardziej odległy dla mnie temat 🙂 Spokojnie pracuję nad płytą, której możecie się spodziewać prawdopodobnie w pierwszej połowie przyszłego, 2017 roku 🙂

Arkadiusz Kałucki: Oprócz zdrowia czego Tobie życzyć na nadchodzące miesiące?

Jula: Przede wszystkim weny :)! Za to będę ogromnie wdzięczna 🙂

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę.

Jula: Również dziękuję! 🙂