Agnieszka Chrzanowska – wywiad (29.10.2016 r.)

agnieszka-chrzanowska-1-fot-marcin-brzozka

Agnieszka Chrzanowska fot. Marcin Brzózka

Piosenkarka, aktorka, autorka tekstów, kompozytorka Agnieszka Chrzanowska nagrała koncertowy album pt. „Dom na skale”(live in Wadowice)” (wyd. Universal Music). Mająca w swojej biografii występy w słynnej „Piwnicy Pod Baranami” (1996 – 2003) a także 8 nagranych płyt, dostarcza w nasze ręce krążek, który ukazał się w 95 rocznicę urodzin św.Jana Pawła II oraz 20-lecie działalności na scenie Agnieszki. O tym wyjątkowym wydawnictwie i związanym z nim aspektach porozmawiałem nie tylko w swojej audycji „Warto Posłuchać” w POP Radiu na 92,8 FM, ale także na moim blogu 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Wyjątkowe wydawnictwo przygotowałaś na swoje już 20-lecie działalności scenicznej. Płyta pt. „Dom na skale” to wydawnictwo koncertowe. Skąd taki pomysł?

Agnieszka Chrzanowska: „Dom na Skale” powstawał wiele lat, swoją premierę miał w 2007 roku, na scenie przy Bazylice św. Michała Archanioła, czyli w Sanktuarium Męczeństwa św. Stanisława BM na Skałce w Krakowie, ale jego forma różniła się nieco od tego, co możemy usłyszeć na albumie. Muszę przyznać, że nie sądziłam, iż zmaterializuje się w postaci płyty, w tak wyjątkowym dla mnie roku. Wyjątkowe jest także to, że to nagranie koncertu z okazji 95. rocznicy urodzin św. Jana Pawła II, w bazylice w Wadowicach, gdzie został ochrzczony. To wszystko nie zostało zaplanowane, ale się zdarzyło. Samo nagranie koncertu było realizowane jedynie dla krakowskiej telewizji do programu „Parafia z sercem”, bez żadnych planów wydawniczych i przeleżało rok, aż odkrył go pewien dobry duch i tak zadziałał, że jest i kontrakt z dużą wytwórnią, jest płyta i jest już pierwszy teledysk do utworu „Niebo ciągle nade mną”, z kluczową rolą Anioła Stróża, którą stworzył wyjątkowy aktor Wojciech Gałziński. Wszystko to się wydarzyło w ciągu nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności i przypadków, na pewno musiało zadziałać wiele dobrych aniołów, były chwile, kiedy przecierałam oczy ze zdziwienia. Pomysłu na wydanie płyty nie było, a płyta jest. Nie jest natomiast przypadkowe to, co na niej się znajduje. Sporo czasu zajęło mi szukanie ostatecznej formy koncertu, wybieranie odpowiednich fragmentów prozy i kompilowanie ich, tak by stworzyć pełną wypowiedź. Znalazłam odpowiednie treści w książce „Świety Jan Paweł II. Papież wysłuchanych modlitw”, autorstwa włoskiego dziennikarza Franco Bucarellego oraz w „Darze i Tajemnicy”, którą napisał sam Papież.

Arkadiusz Kałucki: Muzycy jacy Tobie towarzyszyli podczas koncertu, to prawie ci sami z którymi pracujesz o lat. To niewątpliwie ułatwia pracę. Proszę Agnieszko o ich krótką charakterystykę i mocne atuty.

Agnieszka Chrzanowska: To jest grono prawdziwych wrażliwców, którzy potrafią wyrazić swoją grą mnóstwo emocji. To jest niezwykle istotne. Wojciech Pieczka gra znakomicie na fortepianie i akordeonie, zamyka oczy i muzyka po prostu przez niego przepływa. Przemysław Sokół jest według mnie, w tym momencie w Polsce, najlepszym trębaczem. Jego technika gry jest świetna, a chwile w których wydobywa dźwięki z flugelhornu magiczne. Szymon Frankowski dba o wszystkie elementy związane z brzmieniem swojego kontrabasu i choć wydawałoby się, że na tym instrumencie nie da się za bardzo ilustrować tekstu, to jednak Szymon zawsze gra na temat. Dominik Klimczak jak nikt potrafi podbić dynamicznie właściwą frazę tekstu, podąża za emocjami, które są zawarte w słowach, stwarza całą gamę kolorów używając przeszkadzajek. Nie jest perkusistą tuzinkowym. Jarosław Meus zaś, jest bardzo wszechstronny, otwarty, czy wydobywa dźwięk z gitary akustycznej, elektrycznej czy bouzouki to jest to zawsze piękne. Mam więc szczęście trafiać na wyjątkowe osoby.

Arkadiusz Kałucki: Teksty do których śpiewasz są autorstwa nie tylko twojego, ale innych poetów, a przede wszystkim św. Jana Pawła II. Jakie było kryterium w doborze tych mistrzów słowa?

Agnieszka Chrzanowska: Teksty piosenek są autorstwa Michała Zabłockiego, Włodzimierza Dulemby, Krzysztofa Sikory, Kamila Śmiałkowskiego, moje i młodego Karola Wojtyły. Wszystkie one podejmują istotne dla mnie tematy. Zbierałam je na przestrzeni lat, niektóre są wynikiem mojego dialogu z autorami i wyrażają dokładnie to co czuję i czym chciałabym się dzielić z widzami, a kilka z nich po prostu pojawiło się jako prezent od losu i okazały się absolutnie niezbędne w „Domu na Skale”. Bez tekstu „Ktoś się długo pochylał nade mną”, będącego fragmentem „Pieśni o Bogu ukrytym”, napisanego przez młodego poetę Karola Wojtyłę, album byłby niepełny. Ten tekst akurat przywędrował do mnie sam, wraz z zaproszeniem wzięcia udziału w nagraniach dość niezwykłego wydawnictwa, którego pomysłodawcą był Igor Jaszczuk. Stworzył album zatytułowany „Słowa”, na którym znalazły się piosenki z tekstami Wojtyły, a jeden z nich przydzielił mnie. Od tego czasu wędruje ze mną i stał się częścią koncertu dopełniając go. Podstawą zaś są teksty Michała Zabłockiego „Dom na Skale”, „ Tak wiele przeszkód między nami”, „Natchnienie do kochania”, „Mleczna droga” i „Panie nasz”, który jest w moim odczuciu, prawdziwie ekumeniczny, napisany po wnikliwym studiowaniu tematu i wsłuchaniu się w wewnętrzny głos. Wyraża jednocześnie smutek i radość. Smutek, z powodu uprzedzeń, zamykania się na innych i niepotrzebnego oceniania, natomiast radość z miłości, którą możemy odczuwać w każdej chwili, kiedy spoglądamy na świat z większej perspektywy. Uzupełnieniem tej myśli jest przekaz zawarty w „Mlecznej drodze”, mówiącej o możliwościach „wolnej woli”, która zawsze związana jest z decyzją i pracą. To jest cudowne zjawisko, możemy być albo stale rozgoryczeni i roszczeniowi, albo możemy kreować naszą rzeczywistość wypełniając ją pięknymi zdarzeniami i relacjami. Z całą pewnością, wyznawane przez nasz wartości, mają tu decydującą rolę. Zdarza się, że mamy szczęście obcować z dobrem od dzieciństwa, ale czasem nie mamy dobrego oparcia, poczucia bezpieczeństwa i kierunkowskazów i wtedy odnajdywanie się w świecie jest znacznie trudniejsze. O tym zmaganiu się z niemocą pojęcia zjawisk panujących na świecie mówi też wiersz „Natchnienie”, który szczególnie lubię i który powstał naprawdę bardzo dawno temu, niemal zaraz po tym, jak Piotr Skrzynecki, poznał mnie z Michałem Zabłockim, czyli w latach dziewięćdziesiątych. Wtedy też szukałam dla siebie odpowiednich tekstów i chodziłam na wieczory autorskie poetów i wsłuchiwałam się w ich twórczość. Właśnie dzięki temu poznałam Krzysztofa Sikorę, który przepięknie opisał odbieranie świata poprzez wszelkie stworzone na ziemi zjawiska. Również w tamtych czasach poznałam Kamila Śmiałkowskiego, autora „Ulicy Rajskiej”, opowiadającą poruszającą historię dwojga ludzi, których losy wpisane były w czas II. Wojny Światowej i nie miały szczęśliwego zakończenia. Losy Papieża Polaka, także były naznaczone bardzo mocno piętnem wojny, wpłynęły na jego życiowe decyzje i dlatego w koncercie nie mogło zabraknąć tej historii. Jest jeszcze jeden ważny poeta, którego wiele tekstów zamieniłam w piosenki. Pochodzimy z tego samego miasta, z Sosnowca, ale połączył nas Kraków i Artyści Piwnicy pod Baranami, którzy śpiewali jego wiersze z muzyką Jana Kantego Pawluśkiewicza. Włodzimierz Dulemba, bo o nim mowa, podarował mi, między innymi, „Miriam” i „Hosannę”, pierwsza stała się częścią mojego koncertu świątecznego „Święta robota”, natomiast druga trafiła do „Domu na Skale”.

agnieszka-chrzanowska-3-fot-marcin-brzozka

Agnieszka Chrzanowska fot. Marcin Brzózka

Arkadiusz Kałucki: Słowa: sen, drzewo, świt, cień, wiatr, droga, kwiaty są bardzo wyraźnie obecne w tekstach, które śpiewasz. Proszę powiedz o każdym z nich co dla Ciebie znaczą.

Agnieszka Chrzanowska: Od zarania dziejów elementy natury inspirowały człowieka. Żywioły i zjawiska ziemskie były zawsze obecne w kulturze i religii, miały swoje miejsce i znaczenie, odgrywały rolę. To wszystko co nas otacza jest momentami zachwycające, momentami groźne. Czasem stare drzewo dając cień ratuje nas przed upałem a czasem wzburzone morze przeraża podróżników. W życiu szukamy poczucia stabilności i oparcia, dlatego symbole siły i mądrości pojawiają się w moich piosenkach częściej. Kwiat to oczywiście miłość, czyli emocje, natomiast symbol zmian, to wiatr. Wszystko jak w naturze. Świt zawsze wiąże się z nadzieją a droga z naszym losem, który czasem jest nierealny i zaskakujący jak sen.

Arkadiusz Kałucki: Premiera piosenki „Niebo ciągle nade mną” odbyła się podczas tegorocznych światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Czy Marco Lo Russo też był obecny? Pytam o niego, bo on też z tobą współpracuje od dłuższego czasu.

Agnieszka Chrzanowska: Czerwiec i lipiec tego roku, był dla mnie bardzo wymagającym momentem. W czerwcu, w ramach krakowskiej Nocy Jazzu, odbywała się premiera nowego koncertu „Jazz Fair Play by Marco Lo Russo & Agnieszka Chrzanowska”, w tym samym czasie przygotowywana była płyta „Dom na Skale. Live in Wadowice”, odbywały się zdjęcia do teledysku z piosenką „Niebo ciągle nade mną” i trwały przygotowania do międzynarodowej wersji koncertu „Dom na Skale”, w ramach Cracovia Sacra, oraz do występu na Błoniach w ramach Światowych Dniach Młodzieży, a także pod Wawelem na scenie Narodowego Centrum Kultury. We wszystkich niemal tych wydarzeniach Marco brał udział. Współpracowaliśmy od kilku lat i zagraliśmy wspólnie wiele koncertów, w tym ten na Kapitolu w Rzymie, który zainicjował mój menadżer Michał Jedynak. Marco zagrał rolę w dwóch moich teledyskach i można go usłyszeć w piosence „Nostalgia i Ty”, która znajduje się na ostatnim studyjnym moim albumie, oraz w piosence „Obecny narzeczony”, która jest częścią albumu napisanego przeze mnie dla Artura Gotza. Płyta nosi tytuł „Mężczyzna prawie idealny” i nie muszę dodawać, że zagrał także rolę w teledysku realizowanym do tej piosenki przez Artura Gotza. Z tych wszystkich powodów obecność Marco była obowiązkowa.

agnieszka-chrzanowska-2-fot-marcin-brzozka

Agnieszka Chrzanowska fot. Marcin Brzózka

Arkadiusz Kałucki: Ktoś kto będzie chciał posłuchać twojej nowej płyty, to wg Ciebie może odnaleźć w niej „swoją mleczną drogę” czy „cień drzewa”?

Agnieszka Chrzanowska: Zdaję sobie sprawę, że ten album wymaga od słuchacza koncentracji, ale mam nadzieję, że jeśli ktoś zechce wysłuchać całej wypowiedzi, od początku do końca wraz z tekstami prozą, to odczuje coś w rodzaju spokoju. Każde przeze mnie wybrane zdanie, cieszy mnie, ze względu na swój przekaz. Podczas koncertu odczuwając z różnych powodów niepokój, odzyskiwałam równowagę. Niektóre frazy są proste i oczywiste, jednak niezwykle potrzebne. Wszystko, co zebrałam na tej płycie, służy odnalezieniu harmonii, pogodzeniu się i docenieniu tego kim jesteśmy i tego co nas otacza. To jest nierozłączne z głębokim odczuciem szacunku do siebie i wszelkiego stworzenia. Jeśli możemy się unieść nad naszą złość, to życie może być naprawdę piękne. Bez krzywdzenia samych siebie i innych. To wymaga świadomości związanej w własnymi wyborami i wiarą, że nasza „Mleczna droga”, będzie zawsze sprzyjała naszemu wewnętrznemu rozwojowi i byciu w zgodzie z sobą, natomiast jeśli się zagubimy, zwątpimy, osłabniemy, to znajdzie się „Cień drzewa”, gdzie odpoczniemy i odnajdziemy siły na dalszą drogę.

Arkadiusz Kałucki: Minął już ponad rok od nagrania koncertu w Bazylice Ofiarowania Najświętszej Marii Panny w Wadowicach. Koncert odbył się też w Rzymie. Emocje minęły czy nadal żyjesz tym wydarzeniem, bo to jest moim zdaniem bardzo ważna płyta w twojej dyskografii jak i w biografii.

Agnieszka Chrzanowska: W styczniu 2016, w Piwnicy pod Baranami, odbył się mój Imieninowy Koncert Jubileuszowy, który zainaugurował cały cykl wydarzeń związanych z dwudziestoleciem pracy na scenie. To był dla mnie bardzo miły wieczór, ponieważ przybyło mnóstwo przyjaciół i biesiadowaliśmy, ale też wzruszający, ponieważ Jan Guntner odsłonił moje fotografie z Piotrem Skrzyneckim, które zrealizował w 1996 roku, po moim recitalu, zapowiadanym przez Piotra, Marek Wachowicz. Klisze przetrwały na i zostały cudownie odnalezione. Wtedy nie wiedziałam, że rok będzie obfitował w więcej cudów. Odnalazł się także drugi zarejestrowany przez Piwnicznego Kronikarza, Wojciecha Morka, koncert zapowiadany przez Piotra, dzięki temu mój najbliższy koncert w Piwnicy 17 grudnia, znów zapowie Piotr, tym razem z ekranu, a ja wystąpię w tej samej sukni co wtedy, dwadzieścia lat temu. Ona jest dla mnie wyjątkowa, bo artystka i projektantka, Jagoda Kursa, wymalowała na niej tekst piosenki „Zbłąkany list”, do której słowa napisał Tomasz Adamski. Natomiast prawdziwym cudem jest wydanie albumu „Dom na Skale. Live in Wadowice”, w takiej formie, z kadrami Marcina Brzózki, zrealizowanymi w czerwcu tego roku na Skałce, gdzie przecież była premiera tego koncertu, i w takim niezwykłym czasie. Gdybym chciała to wszystko zsynchronizować i zaplanować, tak jak się to ułożyło, z pewnością by się to nie udało. I jest swoiste podsumowanie drogi i czasu, który przeminął, jest klamrą, która zamyka etap przemyśleń, wydobywa tematy, które zawsze były mi bliskie i wypełniały mi głowę i stanowi bazę, do której zawsze mogę się odwołać. Po latach nie pamięta się dokładnie procesu myślowego, ani elementów związanych z powstaniem tekstu czy muzyki, ale energia, którą się włożyło w każde słowo i dźwięk tam została. Ta płyta to archiwum emocji.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę 🙂

Agnieszka Chrzanowska: Również dziękuję bardzo 🙂

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: