Nandu – wywiad 24.05.2018

01.Justyna Kuśmierczy i Ja_2018

Justyna Kuśmierczyk wokalistka Nandu fot.AK

Nandu☺ Zespół istnieje od 5 lat. Ukazała się ich płyta pt.”Natura”☺Funky, Soul, Folk, Rock, Jazz, Pop plus miejscami poetyckie teksty przenoszą odbiorcę w świat natury. Także natury ludzkiej. Jest też mowa o czterech żywiołach mające swoje solidne i wyraziste kształty umiejętnie wplecione w nasze doświadczenia życiowe☺ Dobry i ciekawy debiut, któremu Warto dać szansę i patrzeć jak dalej będą się rozwijać. Oby!😁

 

02.Nandu - Natura singiel cover

Arkadiusz Kałucki: Działacie na scenie muzycznej od pięciu lat i dopiero teraz ukazuje się wasza debiutancka płyta „Natura”. Ten czas to było poszukiwanie w muzyce, którędy chcecie iść? Czy tylko brak finansów na wydanie płyty? Bo wspomnę, że płyta dzięki akcji crowdfundingowej na Polak Potrafi doczekała się realizacji.

Justyna Kuśmierczyk(Nandu): Na początku chcieliśmy się muzycznie wyczuć. Kiedy dołączyłam do zespołu graliśmy utwory, które zostały napisane znacznie wcześniej i dopiero z biegiem czasu zaczęliśmy łączyć nasze siły twórcze. Jeśli chodzi o publikacje, to działaliśmy „singlowo”. Powstały teledyski do takich utworów, jak „Foolish”, „Ktoś”, czy „Zapominasz mnie”. Później narodził się pomysł by złożyć to w album.

Łukasz Chmurski (Nandu): Akcja na portalu Polak Potrafi, dzięki której zebraliśmy część budżetu na nagranie płyty zakończyła się ponad 2 lata przed jej wydaniem. Już w chwili uruchomienia akcji mieliśmy praktycznie godzinny autorski materiał, z którym graliśmy koncerty w całej Polsce. Pierwotnym pomysłem było zarejestrowanie tego materiału w studiu i umieszczenia go na planowanej płycie. Niestety, po rejestracji części piosenek okazało się jednak, że nie jesteśmy zadowoleni z kierunku, w którym zmierzamy z naszą muzyką. Część numerów była tworzona 3 lata wcześniej i w naszym odczuciu znacznie straciła na świeżości. Pisząc te piosenki, nie mieliśmy też w głowie koncepcji na całą płytę. Myślę też, że od tego czasu, my i nasze spojrzenie na muzykę znacząco się zmieniło, efektem czego był brak satysfakcji z nagranego materiału. Podjęliśmy więc decyzję, że nie będziemy wykorzystywać wcześniejszych kompozycji i napiszemy całą płytę od nowa, tak, żeby brzmiała ona zgodnie z naszymi aktualnymi oczekiwaniami. Proces kompozycji, aranżacji, pisania tekstów do 11 nowych utworów zajął nam prawie rok. Kolejny rok zajęła nam rejestracja tego materiału, mix, mastering i wszystkie działania organizacyjne związane z tego typu wydawnictwem. Wydaje się długo, jednakże cała płyta, zaczynając od samego pomysłu na nią, przez muzykę, aranżację, teksty, rejestracje materiału, kończąc na wyborze tłoczni, gdzie płyty były produkowane, jest zgodna z naszą koncepcją. Możemy śmiało powiedzieć, że osobiście braliśmy czynny udział w każdym działaniu związanym z tworzeniem i wydaniem tego krążka. Jak się okazało, to bardzo dużo pracy, więc musiało to trwać tak długo 😉

Arkadiusz Kałucki: Jak odbieracie i sami nadajecie definicję słowom, które poproszę o wyjaśnienie, związanymi z waszą płytą: Niezależność muzyczna, Autorytety(jakie Wam w myślach towarzyszyły), Natchnienie(gdzie najlepiej jest pisać teksty, komponować, pomysły na utwór etc.), Droga(do realizacji płyty: kręta i wyboista czy pod górkę, ale prosta?), Upartość w dążeniu do celu.

Łukasz Chmurski:

Niezależność  – wydaje mi się, że odpowiedzią na to pytanie jest proces tworzenia tej płyty, który nakreśliłem w odpowiedzi na pierwsze pytanie. Wymyśliliśmy sobie koncepcje na tę płytę i od początku do końca samodzielnie ją zrealizowaliśmy. Nikt nam niczego nie narzucał, nie zastanawialiśmy się, czy się ona komuś spodoba, czy się sprzeda oraz czy na niej zarobimy. Tak naprawdę teraz dopiero, po premierze, zbieramy opinie, recenzje. Na szczęście są one w większości zaskakująco pozytywne, jednakże tuż przed upublicznieniem materiału czuliśmy dreszcz emocji i mieliśmy spore obawy, czy ktokolwiek będzie chciał tego słuchać 😉 Podsumowując, materiał ten każdy może ocenić wedle własnego uznania, jednakże na pewno płyta jest całkowicie „niezależna” i odzwierciedla wyłącznie nasze autorskie spojrzenie na muzykę w okresie, kiedy ją nagrywaliśmy.

Autorytety – tak się złożyło, że każdy z zespołu ma nieco inną wrażliwość, słucha innej muzyki i innymi artystami się inspiruje. Oczywiście mamy też w Nandu wspólny mianownik, to jest twórców, których cenimy wspólnie i których muzyka napędza nas do działania. Nie ma możliwości wymienić ich wszystkich, więc poprzestanę na pozycjach „klasycznych”, takich, jak: Prince, Michael Jackson, The Beatles..

Justyna Kuśmierczyk: Stevie Wonder, czy The Police. Ale inspirują nas także nasi rodzimi artyści, jak choćby Poluzjanci. Duży wpływ na ogólne brzmienie „Natury”, miała płyta Natalii Przybysz „Prąd”. Bardzo podobała nam się jej surowość brzmienia, dlatego też trochę zmieniliśmy podejście przy tworzeniu nowych utworów.

Natchnienie – może „dopaść” cię wszędzie, ale są miejsca, czy sytuacje, które stwarzają szczególnie dobrą przestrzeń twórczą. U mnie jest to spacer, dom mojej mamy i wanna  Także bardzo często inspirują mnie utwory innych artystów. Może to być nawet jedno słowo z tekstu, które pobudzi wyobraźnię. Myślę, że Łukasz tu się ze mną zgodzi. Natchnienie przynoszą nam także podróże!

Droga – Nasza droga jest wyboista, ale trochę na własne życzenie. Cały czas uczymy się współdziałać, nie tylko na płaszczyźnie muzycznej, ale także biznesowej i czysto międzyludzkiej. Ponieważ nie mamy wydawcy, wiele spraw pozamuzycznych spada na nas. Jesteśmy pięcioma różnymi charakterami, co czasami jest trudne do pogodzenia i rodzi jakieś napięcia. Ale lubimy się i wspólne granie sprawia nam przyjemność, dlatego udało nam się pokonać parę przeszkód.

Łukasz Chmurski:

Upartość w dążeniu do celu – moim zdaniem, jest to podstawowa cecha, którą musisz posiadać, żeby cokolwiek osiągnąć w jakiejkolwiek dziedzinie życia. Na początku każdej drogi jest ona jeszcze dużo bardziej istotna, niż później, ponieważ najwięcej trudu trzeba włożyć, żeby napędzić koło, a jak zacznie się już ono toczyć, wtedy wykorzystywana jest energia niejako wcześniej włożona. Tak samo jest – wydaje mi się – z każdym bandem, początki są najtrudniejsze, ponieważ praktycznie wszystko musisz robić samemu i nie mam tu na myśli jedynie procesu twórczego, ale ogólnie pojętą organizację, która zajmuje często więcej czasu, niż samo granie. Bardzo łatwo się zniechęcić, odpuścić i zająć się czymś innym. U nas również było wiele momentów kryzysowych, które mogły sprawić, że ta płyta by się nigdy nie ukazała, na szczęście udało się nam je przezwyciężyć. Każdy taki pokonany kryzys powinien być budujący, a jak się uda mimo niego osiągnąć cel, wtedy satysfakcja jest podwójna.

03.Nandu Fot. Andrzej Świetlik

Nandu fot.Andrzej Świetlik

Arkadiusz Kałucki: Na waszym krążku „Natura” jest mnóstwo brzmień. Od pop przez folk, jazz, funky, rock. Chcieliście pokazać, że tak jak w naturze, wszystko się zmienia płynnie czasami bardzo szybko i Wam też to w duszy gra? Jak mniemam, nie chcecie być szufladkowani?

Łukasz Chmurski: Absolutnie nie. Wg. mnie różnorodność stylistyczna płyty, wynika z dwóch czynników. Pierwszy jest taki, że, jak już wspomniałem, pod kątem inspiracji muzycznych tworzymy dość zróżnicowaną grupę 😉 Po drugie, większość kompozycji i aranżacji na płycie jest mojego autorstwa, a ja, jako słuchacz nie lubię stylistycznej stagnacji. W zależności od dnia i godziny mogę tak samo zajawić się rapem, ostrym rockiem, funkiem, czy delikatnym popem. Oczywiście stylistyka płyty jest ogólnie popowa, ponieważ takie założenie przyjęliśmy na wstępie i wprowadzenie do niej jakiejkolwiek radykalnej formy nie pasowałoby do całości, jednakże różnorodność brzmień oraz styli muzycznych słychać i bardzo się z tego cieszę, bowiem taki był plan. Dodam jeszcze, że na płycie jest też kilka piosenek akustycznych, trochę, można powiedzieć, folkowych („Mgły”, „Nic więcej, nic mniej”, „Piękno”). Do zaaranżowania ich w tej konwencji popchnął mnie nowy instrument (gitara akustyczna), który nabyłem, akurat w tym okresie. Nie mogłem się po prostu od niego „odkleić” i część materiału poszła siłą rzeczy w tym kierunku.

Arkadiusz Kałucki: Warstwa tekstowa w pełni jest twojego autorstwa. Czy konsultujesz to, co napiszesz z zespołem? Robisz korekty?

Justyna Kuśmierczyk: Zanim zaczęłam pisać teksty na „Naturę”, dostałam wytyczne „teksty mają być nie o miłości”. Zaczęłam więc się zastanawiać o czym możemy opowiedzieć swoją muzyką i tak powoli narodziła się koncepcja „Natury”. Śmieję się, że trochę nie wyszło z tym początkowym założeniem, bo „Natura” mimo wszystko jest o miłości. Właściwie to, o poznawaniu i pokochaniu samego siebie. W każdym razie zależało mi na tym, żeby każdy z nas mógł się jakoś z tą warstwą liryczną utożsamić  😉

Łukasz Chmurski: Wypracowaliśmy sobie taki system pracy nad utworami, że raczej wszystkie teksty zaproponowane przez Justynę były konsultowane na forum zespołu. Część z nich od razu została zaakceptowana. Natomiast w niektórych wprowadziliśmy pewne zmiany i wydaje się, że wyszło to im na dobre. Jesteśmy bardzo zadowoleni z finalnego efektu, dostajemy też sygnały od słuchaczy, że teksty poszczególnych numerów się podobają i wpadają w ucho, co z dużą dozą satysfakcji obserwujemy na koncertach 😉

04.Nandu Fot. Łukasz Bartyzel

Nandu fot. Łukasz Bartyzel

Arkadiusz Kałucki: Co jest Latarnia morską dla zespołu Nandu? I czy według Was to nie jest złudne takie ufanie by iść w stronę światła? Bo to może być pułapka.

Justyna Kuśmierczyk: Latarnia morska pojawia się w utworze „Mgły”, który jest kluczowy dla koncepcji płyty, ponieważ jest momentem przebudzenia się tytułowej Natury człowieka. Po długim czasie dryfowania po oceanie bezsensowności nasz bohater/bohaterka odnajduje sens, ale w samym sobie. Myślę, że tym właśnie jest „latarnia morska” dla Nandu. Niekoniecznie zewnętrznym bodźcem, ale światłem, które ma w sobie każdy z nas i które, jeśli mu się na to pozwoli, nas poprowadzi. To światło nie pozwoli nam działać przeciwko naszej naturze, ale z nią płynąć. Nie wydaje mi się to zgubne, wręcz przeciwnie!

Arkadiusz Kałucki: Jaka jest historia nazwy zespołu? Dlaczego struś? Kto jest pomysłodawcą?

Łukasz Chmurski: Nazwę zespołu wymyślił Romek Gąsiorowski – w Nandu grający na perkusji i instrumentach perkusyjnych. Myślę, że „struś” nie był kluczowy przy jej wyborze. Liczyło się to, że jest oryginalna, krótka, wpada w ucho i nie wszyscy od razu wiedzą co oznacza. Męczyliśmy się dość długo, przerzucając się propozycjami i w momencie, gdy Romek przedstawił tę nazwę – wiedzieliśmy, że jest dla nas idealna.

Arkadiusz Kałucki: Najbliższe plany zespołu Nandu?

Justyna Kuśmierczyk: Teraz skupiamy się na promocji albumu „Natura”. Na przełomie maja i czerwca pojawi się teledysk do naszego drugiego singla „Mgły”. Za obraz odpowiedzialna jest ta sama ekipa, z którą współpracowaliśmy przy okazji teledysku do utworu „Natura”, czyli Filminati. W planach mamy także kilka koncertów promujących nasze wydawnictwo. Zapraszamy na Nandowego Facebooka i Instagrama, gdzie na bieżąco uzupełniamy listę miast, które odwiedzimy!

Arkadiusz Kałucki : Dziękuję za przemiłą rozmowę i powodzenia  🙂

Justyna Kuśmierczyk: Dziękujemy i pozdrawiamy wszystkich czytelników i słuchaczy „Warto Posłuchać”.

Łukasz Chmurski: Bardzo dziękujemy za możliwość wypowiedzenia się i zachęcamy do posłuchania naszych utworów!

Reklamy

Ms.Obsession – wywiad 8.05.2018 r.

01.Ja i Ms_Obsession 02_2018

Ms.Obsession fot.AK

Ms. Obsession to pseudonim artystyczny Aleksandry Warchoł 🙂 Blisko rok temu spotkałem się z Olą by porozmawiać wnikliwie na temat jej ep’ki „Manekin”. Teraz spotkaliśmy się by już porozmawiać o całej płycie pod tym samym tytułem 🙂 Doszły cztery utwory 🙂 Była mowa m.in. o stresie, inwencjach, stanowczości czy odwadze 🙂 Płyta „Manekin” to elektroniczne brzmienia dalekie od mainstremowej estetyki. To bardzo dopracowany i wymagający album.

02.MsObsession

 

Arkadiusz Kałucki: Spotykamy się niemal rok od ukazania się Twojej Ep’ki „Manekin”, której tytuł jest też tytułem długo wyczekiwanej płyty. Co nowego dowiedziałaś się o przysłowiowym „manekinie” od swoich odbiorców? Na co najbardziej zwracali uwagę?

Ms.Obsession: Manekin jest bardzo różnorodną płytą i każdy znajduje w nim coś innego, każdy też ma swoją interpretację albumu jako całości – teksty są uniwersalne i często odnoszą się do wielu płaszczyzn, przez co, niczym lustro, dają słuchaczom możliwość przejrzenia się w podejmowanych przeze mnie tematach. To naprawdę niezwykle miłe uczucie – kiedy ktoś po przesłuchaniu piosenki czy płyty przychodzi do mnie i podejmuje dyskusję, opowiada o swojej perspektywie, swoich doświadczeniach, swoim indywidualnym rozumieniu tego co usłyszał, to największy komplement.

Arkadiusz Kałucki: Przesłuchując album przyszły mi na myśl pewne słowa, które opisują Ciebie i Twoje myśli, spostrzeżenia, emocje. Proszę abyś odniosła się do nich i rozwinęła myśl . Naturalnie wszystko w kontekście płyty.

Manekin(tytuł) Manekin reprezentuje iluzję, powierzchnię, pustą przestrzeń gotową do wypełnienia.

Stres(był?)Tak, stres jest stety – niestety nieodłączoną częścią mojej działalności – motywuje, napędza, czasem pomaga, czasem przeszkadza. Nie ma innej opcji – jest mnóstwo zadań, mnóstwo zaangażowanych osób, deadliny, wciąż nowe cele.

OdwagaJak najbardziej zawiera się i we mnie i w moim albumie. Postawiłam na niezależną, autorską ścieżkę, nietypowe, niekiedy bardzo odległe połączenia i ogromną szczerość w tekstach i emocjach.

BrzmienieBrzmienie opowiada, brzmienie maluje obrazy w naszej wyobraźni. Na albumie znajdziemy brzmienia ciepłe, zimne, okrągłe, zadziorne, ostre, miękkie, niebieskie i czerwone – w przypadku Manekina zawsze elektroniczne.

Stanowczość (słuchałaś się kogoś?)Nie mogę „słuchać” kogoś – jeśli to ma być moja płyta. Oczywiście słucham ludzi dookoła i biorę pod uwagę ich słowa, ale zawsze jednak stawiam na spójność muzyki ze mną – bo to koniec końców płyta Ms. Obsession…

EnklawaMuzyka pozwala mi zbudować swój świat, swój obszar, nadać mu swoje prawa i oderwać to od sztywnych zasad rzeczywistości.

StygmatRożnorodność, barwność, zwroty akcji, iluzja, emocje.

SaldoNie miałam na samym początku konkretnej wizji albumu w sensie gatunku, chciałam, żeby odzwierciedlała moje wyobrażenia, emocje, żeby naturalnie się rozwijała

Inwencja Inwencja twórcza – towarzyszka moja ukochana, od lat – od wieczora do rana!

OlśnienieOlśnień jest wiele – kiedy nagle wymyślisz upragnioną linię melodyczną, kiedy znajdziesz wers konkludujący całość, a którego szukałeś miesiącami, kiedy znajdziesz upragnione brzmienie lub usłyszysz końcowy miks.

NiepokornośćPoniekąd łączy się z wyżej wymienioną odwagą. Niepokorność jest potrzebna, by stać na straży spójności tego co robimy z naszą pierwotną intencją.

03.MsObsession fot.Anna Pawłowska

Ms.Obsession fot.Anna Powałowska

Arkadiusz Kałucki: Jak dla Ciebie ważna jest wolność słowa, wolność artystyczna, wolność umysłu? Doświadczyłaś kiedykolwiek sytuacji, że tę wolności ktoś chciał Tobie ograniczyć?

Ms.Obsession: Wolność słowa jest niezwykle ważna, wolność umysłu jeszcze ważniejsza. Na co dzień wolność słowa jest ograniczana poprzez chociażby społeczeństwo, wychowanie, zwyczaje, religie, reklamy, politykę… Nie jestem pewna czy całkowita wolność słowa w ogóle jest możliwa – ogranicza ją chociażby poprawność polityczna, czy uprzejmość, które do pewnego stopnia mają swoje uzasadnienie. Wolność umysłu z kolei zależy według mnie od nas samych i jest wielką sztuką – wymaga ogromnej samoświadomości, siły charakteru, stabilnych wartości i odwagi.

Arkadiusz Kałucki: Czy dzisiejszy świat jest dla człowieka trudny z każdym jego kolejnym rokiem? Czy może ze względu na zdobywane doświadczenie życiowe jest nam łatwiej pokonywać napotkane trudności?

Ms.Obsession: Czy świat jest trudny – to trudne pytanie. Nie wiem jak postrzegają świat inni, mogę się tylko domyślać i idąc tym tropem odpowiem banałem – zależy dla kogo. Myślę, że dla osób wrażliwych na cierpienie ludzi, zwierząt czy przyrody świat w rozumieniu globalnym może być trudny do zrozumienia, zaakceptowania. Na świecie są grupy czy państwa uprzywilejowane i te po drugiej stronie barykady. Myślę, że wraz z rosnącą świadomością wiele osób czuje, że ich tożsamość jest „wypierana”, a na jej miejsce wtłaczane są pewne stereotypowe modele zachowań i role społeczne. Mówię np. o kobietach, o osobach homoseksualnych i wielu innych grupach, które w konkretnych społeczeństwach muszą walczyć o swoje podstawowe prawa, co dość wyraźnie można zaobserwować również na naszym rodzimym podwórku. To bardzo rozległy temat, bez jednoznacznej odpowiedzi…

Arkadiusz Kałucki: Zapytam wprost: Ms.Obsession kieruje się sercem czy rozumem?

Ms.Obsession: Ms. Obsession ma i serce i rozum więc korzysta z dobrodziejstw obydwu.

04.MsObsession fot.Anna Pawłowska

Ms.Obsession fot.Anna Powałowska

Arkadiusz Kałucki: Olu, proszę powiedz kto Tobie pomagał przy realizacji upragnionej płyty. Bo kilka znanych nazwisk i pseudonimów nie można pominąć.

Ms.Obsession: Od strony muzycznej współpracowałam z takimi producentami jak: En2ak, ka-meal, Teielte, Sotei, Wtrdps i Dustplastic. Swoją cegiełkę dołożył też Agim Dżeljilji, a miksami zajął się Rafał Smoleń. Okładka i wszelaka oprawa graficzna w projekcie Ms. Obsession to niezmiennie zasługa Kornela Nurzyńskiego.

Arkadiusz Kałucki: Jak będzie wyglądała trasa koncertowa promująca płytę „Manekin”? To będą koncerty klubowe(mam nadzieję) czy koncerty plenerowe? Gdzie?

Ms.Obsession: Na naszej trasie znalazło się już Radio RDC a przed nami koncerty w Radiu Lublin, Radiu Rzeszów oraz w Domu Literatury w Łodzi i w Warszawskim klubie SPATiF.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję Olu za spotkanie i rozmowę 🙂

Ms.Obsession: Ja również bardzo dziękuję!

Suova – wywiad 11.04.2018

 

01.Suova 1

Suova i moi fot.AK

Suova to młody zespół, który postanowił zrealizować swoje muzyczne marzenia. Ich debiutancka płyta „Somewhere in the middle” to szerokie przestrzenie muzyczne, które wypełniają smaczne nuty jazzu, intrygujące podniebienie przyprawy soul-funky a wszystko to ze szczyptą etno i pop 🙂 To była dla mnie bardzo smacznie intelektualna rozmowa. Wywiad w obu stacjach radiowych już był, a tu kwintesencja naszego spotkania w tradycyjnie siedmiu pytaniach 🙂

 

02.Suova okladka

Arkadiusz Kałucki: Gdzie zmierza zespół Suova? Jaki założyliście sobie muzyczny cel na początku waszej drogi muzycznej?

Arcadius Mauritz: Zabrzmi to może ciut lakonicznie, ale idziemy po prostu DALEJ. Tworzymy nowe rzeczy, doskonalimy warsztat, we współbrzmieniu i muzycznym porozumiewaniu się wchodzimy na co raz to wyższe poziomy. Jednocześnie jednak nie mamy przysłowiowego ciśnienia. Osobiście jestem zwolennikiem teorii, że wszystko w życiu ma swój czas i miejsce. Zatem robię to co do mnie należy najlepiej jak umiem, zupełnie niczego się nie spodziewając i nie oczekując. Na początku naszej drogi celem było po prostu granie. Z czasem te cele ewoluowały w miarę jak zaczęły pojawiać się nowe możliwości.

Martyna Zając: Na początku naszej drogi skupiliśmy się na systematycznych spotkaniach. Założyliśmy, że będzie to twórczy czas, działanie bez żadnych oczekiwań. W wyniku nagromadzonych materiałów i wizji płyty zrobiło się poważniej. Teraz, kiedy jesteśmy po wydaniu debiutanckiej płyty naszym celem jest dotarcie do jak największej rzeszy odbiorców, zależy nam na jakiejś reakcji na naszą muzykę. Nowe utwory powstają a my planujemy trasę koncertową.

03.Martyna Zajac fot.Arcadius Mauritz

Martyna Zając fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Symbolika na okładce płyty „Somewhere in the middle” nie do końca jest taka oczywista. Drzewo i biała chmura mają bardzo wiele odniesień. Jaka jest ich interpretacja według zespołu Suova?

Arcadius Mauritz: Kiedy tworzyłem koncepcję na stronę graficzną płyty, poczułem, że chmura będzie idealnym symbolem, by podsumować moje osobiste dążenia, zasady, którymi się kieruję w życiu. Cieszę się,ż e reszta zespołu podążyła za tą wizją. Dla mnie ta płyta nie jest tylko o muzyce. Jest przede wszystkim o tym, że marzenia nie są tak daleko jak mogłoby się wydawać. Nie chcę zabrzmieć pompatycznie, ale według mnie symbolizuje też dążenie do bycia po prostu szczęśliwym. Często umieszczamy swoje wyobrażenie o szczęściu gdzieś daleko, niczym chmurę na niebie. A naprawdę to nic trudnego, by ta chmura przyszła do ciebie, tu, na ziemię. A to „gdzieś po środku” to stan idealnej harmonii do którego wszyscy w jakimś sensie dążymy.

Martyna Zając: Okładka, jak zresztą cała nasza filozofia zespołowa, jest pełna symboliki. Umieszczenie na tytułowej stronie drzewa z koroną w postaci chmury jest idealne do wielorakiej interpretacji. Nie chce podpowiadać odbiorcom, ale każdy ma swoje skojarzenia z poszczególnymi obrazami. Dla mnie chmura to symbol marzeń i myśli, zaś drzewo ma tą cechę, że koroną dosięga nieba, a korzeniami piekła. Jest łącznikiem pomiędzy tymi dwoma światami. Poprzez korzenie dosięga do jądra ziemi. Można się nawet głębiej zanurzyć w tą interpretację, że zakorzeniamy się w sercach naszych słuchaczy nie zapominając o marzeniach. Każdy z członków zespołu m inną interpretację, ale cel był wspólny – dotarcie do serca słuchacza, by go poruszyć.

04.Arcadius Mauritz fot.Acadius Mauritz

Arcadius Mauritz fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Jak wyglądał proces komponowania i pisania tekstów tzn. najpierw były teksty a później muzyka czy odwrotnie? I jaki jest w tekstach przekaz od Was do słuchaczy?

Arcadius Mauritz: System naszej pracy niewiele się zmienił od początku funkcjonowania zespołu. W większości przypadków wygląda to podobnie : przynoszę układ akordów/harmonii z paroma pomysłami na próbę, gdzie ten materiał ogrywamy, a zespół proponuje też coś od siebie. W tym czasie Martyna słuchając szkicu nowej piosenki pisze tekst i układa melodię. Potem zostaje nam dopracować detale i dopieścić aranżację.

Martyna Zając: Arkadiusz komponował jeszcze jak się nie znaliśmy. Wtedy jeszcze do szuflady. Jak już się skompletowaliśmy w pełen skład, przynosił kwity na próbę. Od razu zażarło. Wymyślałam na bieżąco melodie i teksty i wspólnie z całym zespołem aranżowaliśmy poszczególne kompozycje. Tematyka tekstów jest zróżnicowana, ale jest u podstaw miłości, życiowych doświadczeń i różnych przeżyć. Musiałabym przeanalizować każdy utwór z osobna, bo każdy traktuje o innych emocjach. Zostawiamy słuchaczom interpretację.

05.Rafał Dubicki fot.Arcadius Mauritz

Rafała Dubicki fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Co jest według was ideałem na płycie?

Arcadius Mauritz: Ideałów nie ma (śmiech). A pytanie to jest szczególnie trudne, ponieważ słuchając tego materiału z perspektywy czasu tak wiele byśmy zmienili… Niemniej, do znudzenia będę powtarzał, że moim ukochanym numerem jest „Clouds Like Trees”. Jestem z niego dumny jako kompozytor, ale również pełny podziwu dla całego zespołu oraz wspaniałej Kasi K8 Rościńskiej, która zaaranżowała i wykonała partie chórkowe.

Martyna Zając: Jeśli chodzi o mój poziom zadowolenia z poszczególnych utworów, to generalnie jestem bardzo dumna i usatysfakcjonowana z całej płyty mimo, że jako osoba bardzo wymagająca uważam, że jest daleka od ideału. Ale to dobrze, bo ideał wieńczy jakiś koniec. A my się dopiero rozkręcamy i celem jest ciągły rozwój. Myślę, że ideałem na płycie jest harmonia jaką ja odczuwam słuchając jej. Mam na myśli to słowo w kontekście równowagi. Ja odczuwam spokój. I to mnie satysfakcjonuje.

06.Artur Pruziński fot.Arcadius Mauritz

Artur Pruziński fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Złoty środek, wypośrodkowanie, równowaga te słowa dla mnie wyłaniają się po wielokrotnym przesłuchaniu debiutanckiego materiału zespołu Suova. To ma być klucz do sukcesu?

Arcadius Mauritz: Sposobów na sukces jest wiele, natomiast owe wypośrodkowanie o którym mówisz wynika przede wszystkim z naszej wspólnej energii zespołowej; z charakteru kompozycji oraz pewnej świadomości. Przyznam się, że będąc nastolatkiem fascynowało mnie tylko to co skrajne : ciemne albo jasne. Nic co pośrodku nie dawało mi wystarczającej satysfakcji. Dziś patrzę na te zagadnienia zupełnie inaczej i cieszę się, że dojrzałem do tego, by dojrzeć piękno i wartość w harmonii i symetrii.

Martyna Zając: Czemu nie? Ludzie często myślą: czarne albo białe. A po co ta ostra granica? Życie ciągle daje odczuć, że wszystko jest spójne, przeplatają się ludzie, zdarzenia. Próbujemy coś oceniać w kategoriach dobra i zła, szufladkować. To nie potrzebnie gotuje problemy, rozczarowania, frustrację. My szukaliśmy właśnie tej równowagi, tej szarości, powszedniości, spokoju by było to w zgodzie z nami. I to się udało. Teraz się tylko przekonamy czy to klucz do sukcesu.

07.Paweł Nowak fot.Arcadius Mauritz

Paweł Nowak fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Sporo przestrzeni zostawiliście w nagrania na krążku „Somewhere in the middle”. Jest w nich oddech, swoboda, nie nachalność instrumentarium obecnym na płycie. Tu najwięcej mieliście pracy by osiągnąć taki efekt?

Arcadius Mauritz: Zupełnie nie. Ta przestrzeń wynika poniekąd z faktu, że utwory oraz instrumentarium aranżowaliśmy sami. Poza tym, zależało nam na takiej właśnie nie nachalności do czego dążyliśmy podczas miksów, a za zrozumienie naszych potrzeb dziękujemy Jackowi Gawłowskiemu.

Martyna Zając: To wyszło całkowicie naturalnie. Daliśmy sobie nawzajem przestrzeń i swobodę podczas tworzenia, więc efekt finalny nie mógł być inny 🙂

Arkadiusz Kałucki: I już tradycyjnie poproszę o przedstawienie wszystkich uczestników biorących udział w nagraniu płyty: kto i na czym gra, dlaczego etc.. A ja muszę dodać, że według mnie trąbka i chórek „zrobiły Wam płytę” 🙂

Arcadius Mauritz: Oprócz naszego regularnego składu na płycie pojawili się goście, bez których, jak częściowo wspomniałeś, ta płyta nie brzmiałaby tak jak brzmi.

Za produkcję wokalną oraz chórki odpowiadała wspaniała Kasia K8 Rościńska.
Na skrzypcach elektrycznych w Pilgrim zagrał Robert Seniuta.
Na gitarze elektrycznej w Black Roses i Let It Happen – Artur Łukasiewicz.
Na perkusjonaliach – Damian Całka.

Wielkie DZIĘKUJĘ dla tych Państwa 🙂

I jeszcze jedno moje podziękowanie dla Masztala z SONUS Studio – za kreatywną realizację i wielkie zaangażowanie w ten projekt!

Martyna Zając: Ja ze swojej strony chciałabym dodać, że się z tym zgadzam. Niezmiernie się cieszę, że Kasia K8 Rościńska znalazła czas i wyraziła chęć pracy przy płycie. Ogromnie mi pomogła. Praca w studio z Nią to czysta przyjemność i duża dawka doświadczenia. Zaś Rafał? Co tu dużo mówić – to nasza perełka 🙂

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę do audycji radiowej Warto Posłuchać jak i na mój blog 🙂

Arcadius Mauritz: Dzięki wielkie i do zobaczenia/usłyszenia!

Martyna Zając: Dziękuję ślicznie 🙂

Robert Cichy – wywiad 26.03.2018 r.

01.Robert Cichy i Ja 2018

Robert Cichy i Ja fot.AK

Robert Cichy☺ Kopalnia wiedzy i doświadczenia☺ Był liderem formacji Chilli czy June 🙂 Od blisko 14 lat na stałe współpracuje z Ania Dąbrowską. Ponadto, ma na swoim koncie udział w muzycznym sukcesie m.in. Marceliny, Ani Rusowicz czy Piotra Zioły. Niejednokrotnie grał u boku Urszuli Dudziak czy Michała Urbaniaka. Robert Cichy – gitarzysta, kompozytor, producent a także wokalista nagrał mądry, szczery i spójny album „Smack” 🙂

01a.smack-okladka

Arkadiusz Kałucki: Masz na swoim koncie współpracę m.in. z Anią Dąbrowską, Ania Rusowicz czy Urszulą Dudziak, Michałem Urbaniakiem. To są dwa różne bieguny muzyczne. Co się od nich w tym czasie nauczyłeś, co zaprocentowało na Twojej solowej płycie „Smack”?

Robert Cichy: Praca z innymi artystami daje natchnienie, energie na rozwój do dalszej pracy. Wzbudza zdrową rywalizację, szacunek i dystans do muzycznego ‚ego’.

Arkadiusz Kałucki: Ciekawe instrumentarium wykorzystałeś by zrealizować swój debiutancki materiał muzyczny. Co to za instrumenty i kto na nich gra? Może Ty sam?

Robert Cichy: Od lat współpracuję z wieloma artystami, wytwórniami itd. Akurat w przypadku swojej solowej płyty postawiłem na niezależność w zakresie wydawnictwa jak i wszelkich działań muzycznych od komponowania do nagrywania. Wykorzystałem wszystkie swoje umiejętności, pomysły, instrumenty (poza gitarą akustyczną i elektryczną pojawiła się m.in. bałałajka czy banjo). Nagrałem też basy, syntezatory. To była w pewnym sensie zabawa połączona z pracą. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że we wszystkich utworach jest głównie moja ‚ręka’..

02.Robert Cichy 1 fot.Krzysztof Mossakowski

Rober Cichy fot.Krzysztof Mossakowski

Arkadiusz Kałucki: Jesteś producentem płyty i razem z DJ Epromem(Polska legenda Hip-Hopu) ją miksowaliście. Ale to nie jedyny zaproszony gość, który pomógł zrealizować Twoje muzyczne marzenie. To teraz proszę pochwal się kogo jeszcze namówiłeś do współpracy nad płytą „Smack”? Jakie było kryterium ich doboru?

Robert Cichy: Zaprosiłem moją siostrę Magdalenę Ziętek, która zagrała na skrzypcach w kilku utworach. W kawałku ‚Henhouse’ zaskreczował DJ Brk. Jest oczywiście Ania Dąbrowska, z którą już współpracuje 14 lat i australijski ziom z Opola:))- Phillip Bracken.. Natomiast Dj Eprom na etapie miksu pomógł mi ukręcić „tłuste” brzmienie, żeby gitarowym utworom nadać głębszej mocy 🙂

Arkadiusz Kałucki: Jesteś na polskiej scenie muzycznie od ponad 15 lat. Byłeś frontman’em zespołów Chilli czy June. Album „Smack” jest Twoim pierwszym solowym „muzycznym dzieckiem”. Mam taką myśl patrząc na Twoją drogę muzyczną, że jesteś trochę takim „Trubadurem”. Przemieszczasz się po różnych obszarach muzycznych i dopiero teraz znalazłeś przystań, która być może stanie się Twoim domem. Czy raczej dalej ruszysz w podróż?

Robert Cichy: Jestem cały czas w podróży…czasem bywam w domu 3 dni w miesiącu..:)także moja droga muzyczna ewoluuje…transportuje(emocje:),globtroteruje dźwięki i co najważniejsze – dojrzewa 🙂

Arkadiusz Kałucki: Czy tytuł płyty „Smack” był jedynym wyborem czy miałeś inne pomysły?

Robert Cichy: Tytuł płyty ‚Smack’ został ostatecznie wybrany po nagraniu utworu ‚Smack’:) Najbardziej charakteryzował klimat płyty…ale oczywiście były przed’smacki’ tytułu…Pierwszy, który miał być to: Alabama Zdrooj::))) czyli americana w polskim wydaniu 🙂

03.Robert Cichy 2 fot.Krzysztof Mossakowski

Robert Cichy fot. Krzysztof Mossakowski

Arkadiusz Kałucki: Do kogo kierujesz swoją płytę? Masz w wyobraźni swojego odbiorcę? Bo jak powiesz, że do wszystkich, to tak jakby powiedzieć „do nikogo”.

Robert Cichy: ‚Smack’ kieruję do odbiorcy stabilizacyjnie nieukierunkowanego, wrażliwca lubiącego drapieżnie rwące struny gitary akustycznej 🙂

Arkadiusz Kałucki: Na koniec zapytam o ulubione miejsce Roberta Cichego. Gdzie lubisz się wyciszyć, nabrać dystansu do codziennego świata, zrelaksować?

Robert Cichy: Te miejsce jest w mojej głowie…wystarczy je czasem wyciszyć…:)))

Arkadiusz Kałucki: Robercie bardzo dziękuję za wywiad do programu „Warto Posłuchać” jak i tu na mój blog 🙂 Powodzenia 🙂

Robert Cichy: Dziękuję za zaproszenie i rozmowę. Pozdrawiam wszystkich fanów muzyki.

Paulina Przybysz – wywiad 8.02.2018

01.Paulina Przybysz i Ja 1

Paulina Przybysz i Ja fot.AK

Paulina Przybysz nareszcie nagrała płytę podpisując się pod nią swoim imieniem i nazwiskiem 🙂 Krążek pt. „Chodź Tu” to jeden z najlepiej ocenianych i wychwalanych albumów 2017 r. w Polsce 🙂 Zawarte na nim nowoczesne brzmienia r’n’b z elementami hip-hopu i elektroniki były tematem mojej rozmowy radiowej z Pauliną oraz na blog Warto Posłuchać 🙂

02.Paulina Przybysz okladka

Arkadiusz Kałucki: Co to według Ciebie znaczy być artystą niezależnym? Czy czujesz się artystką niezależną?

Paulina Przybysz: Myślę że niezależność to trochę stan umysłu. Można powiedzieć że duża wytwórnia po podpisaniu ma prawo zmuszać artystę do czegoś czy narzucać mu swoje pomysły artystyczne. Może i tak się zdarzało w jakiś przypadkach ale myślę że najistotniejsze jest wiedzieć co się na tych płytach chce pokazać i zanim wejdziemy w deal mieć to porozumienie z wydawcą i pewność co do układu. Może to jest łatwiejsze jak jest się już dużym aczkolwiek mam wrażenie że młoda scena jest teraz bardzo wyrazista i niezależnie czy wydają w dużych wytwórniach czy tylko wrzucają muzykę na bandcamp czy tłoczą własnym sumptem to są konkretne i niezależne wydawnictwa – gdzie niezależność definiuję jako wolność artystyczną, nie rodzaj planu biznesowego. Ja się czuję niezależna bo nie idę na kompromisy, choć mam otwartą głowę i słucham sugestii i inspiruje mnie to z kim pracuję.

Arkadiusz Kałucki: Twój album „Chodź tu” jest pierwszym, pod którym podpisujesz się z imienia i nazwiska. Po Sistars masz na swoim koncie bardzo udane projekty Pinnawela, Archeo czy Rita Pax. Kiedy zapadła czy jak wolisz dojrzała w Tobie decyzja o nagraniu i wydaniu płyty jako Paulina Przybysz?

Paulina Przybysz: Materiał na tę płytę tworzony był ze trzy lata. W tym czasie działałam też z Ritą Pax i robiłam różne ciekawe rzeczy ale jak już spojrzałam na ten katalog to poczułam że nie potrzeba mu żadnego pseudonimu ani nazwy projektu, że to są po prostu moje piosenki i tyle. To wyszło naturalnie.

Arkadiusz Kałucki: Po wielokrotnym przesłuchaniu płyty „Chodź Tu” wynotowałem sobie słowa związane z Tobą. A są to: szczerość, tożsamość(artystyczna), indywidualistka(prywatnie i zawodowo), skupienie(nad tym co robisz), kosmos. Co Ty na to? Możesz się odnieść do każdego z tych pojęć?

Paulina Przybysz: Bardzo mi się podobają te słowa.

Szczerość jest czymś bardzo trudnym i nie jestem mistrzem bynajmniej ale w piosenkach uważam że jest trochę jedyną drogą. Można tez czasem użyć szczerze cynizmu czy humoru ale szczerze .

Indywidualistą jest myślę każdy, prywatnie i zawodowo.

Skupienie. Jak tylko mam okazję być przez chwilę sama i mieć przestrzeń to chętnie wykorzystuję ten czas do pracy twórczej. Pomimo że jest to moja praca, którą poniekąd sama sobie wymyśliłam to traktuje takie chwile jako luksus i się nimi rozkoszuję .

Kosmos. Wszyscy jesteśmy jego fragmentami i faktycznie lubię żyjąc mieć ciągle w głowie że świat nie kończy się w Warszawie i że poza tym fizycznym dzieją się rzeczy na wielu wymiarach i że znaczenie tego wszystkiego jest większe i ciekawsze niż na co dzień nam się wydaje.

03a.Paulina Przybysz_fot. Łukasz Ziętek

Paulina Przybysz fot.Łukasz Ziętek

Arkadiusz Kałucki: Na płycie możemy usłyszeć wiolonczelę. Od początku planowałaś wykorzystać ten instrument czy w trakcie procesu komponowania i realizacji stał się brakującym ogniwem do całości?

Paulina Przybysz: Jako że był to mój instrument główny w szkole to jestem z wiolonczelą jakoś intuicyjnie sklejona i na etapie kompozycji często wykorzystuję ją bo umiejętność grania na jakimś instrumencie pozwala odzwierciedlić artykulacje czy harmonię jaką mamy w głowie. Często te nagrania zostają w piosenkach albo dogrywam do nich więcej powtórzeń. Mam to szczęście że w jest domu kilka wiolonczel bo mam swoją, kolegów z rity pax i szkolny instrument mojej córki więc jak nagrywam na każdej z nich mam brzmienie wielofakturowe. To jest super.

Arkadiusz Kałucki: Słuchając płyty „Chodź Tu” otrzymujemy sporą mieszankę brzmień m.in. r’n’b, hip-hop to przede wszystkim, a poza tym są jeszcze dubstep, drum’n’bass, orient, electronika. To wszystko udało się Tobie zrealizować też dzięki producentom, a tych jest kilku. Poproszę Ciebie o każdego z nich charakterystykę i dobór, bo z mojej wiedzy nie był on taki oczywisty. Trochę poszukiwałaś.

Paulina Przybysz: Tu też działam bardzo intuicyjnie. Szczerze powiedziawszy nie analizuję już od dawna muzyki tak bardzo w porządku gatunkowym bo uważam że od dawna tak jak rasy ludzi czy akcenty w językach muzyka jest jednym wielkim mieszańcem i wyrosła już z segregacji i należy się tu rozluźnić albo zostawić tą trudną dziedzinę nazywania gatunków i nadążania za nimi dziennikarzom. Ja dalej nie wiem czym jest K-Pop itd. Ja się skupiam na odczuciach. Dla mnie muzyka jest trochę jak praca farmaceuty, dobieram środki do uczuć, potrzeb. Czasem suplementuje bas, czasem przestrzeń, czasem gęstość bitu…. Na płycie swoje leki i zioła prezentują Night Marks, czyli Spisek Jednego Marek Pędziwiatr i Adaś Kabaciński ale jest też połamany numer stworzony z Teielte, Zamilską, Noepem i Sanderem Mulderem z Estonii. Ciężko by ich opisywać, polecam posłuchać.

04a.Paulina Przybysz_fot. Łukasz Ziętek

Paulina Przybysz fot.Łukasz Ziętek

Arkadiusz Kałucki: Na płycie „Chodź Tu” możemy usłyszeć Katarzynę Nosowską(Hey). Jak przypomnę niektórym, że w 2017 roku zespół Hey ogłosił zaskakującą decyzję o zawieszeniu działalności i pożegnalną trasę koncertową. Proszę powiedz jak doszło do współpracy z Katarzyna Nosowską?

Paulina Przybysz: W sumie to było proste, wysłałam piosenką drogą między menadżerską po czym dostałam wiadomość od Kasi : „Serio mogę? To ja tam po tych porodach się wklejam”. No nie ukrywam że to był highlihgt tego dnia 🙂

Arkadiusz Kałucki: Na koniec muszę zapytać o trasę koncertową w 2018 r. To będzie wyjątkowa trasa jak mniemam. Jakie atrakcje przygotowałaś? Będą wizualizacje? Specjalni goście?

Paulina Przybysz: W najbliższych dniach, czyli luty przeminie pod znakiem Niemena i trasy Krzysia Zalewskiego, któremu razem z Natalią towarzyszymy na płycie i trasie „Zalewski śpiewa Niemena”. Od marca wracamy z koncertami „Chodź Tu”, będziemy tu i tam i szykujemy się na sezon festiwalowy. Na razie kocham nasze wizualizacje , które pokazują teksty piosenek i czuję że publiczność jest pełna zrozumienia i po koncercie już wszystko wiedza i czują i uważam ze ten patent jest super ale kto wie, są różne pomysły 🙂

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i przemiłą rozmowę 🙂

Paulina Przybysz: Ja również dziękuję 🙂

Sarsa – wywiad 23.11.2017

01.Sarsa i Ja 1

Sarsa i Ja fot.AK

Jej album „Pióropusze” ukazał się dokładnie 26.05.2017 r. To nie jest przypadkowa data. Podobnie jak pojawiające się daty w teledysku do utworu „Motyle i ćmy”. Cała płyta jest bardzo różnorodna muzycznie, ale z zachowaną tożsamością Marty 🙂 Słychać, że od debiutanckiego krążka bardzo poszerzyła swój horyzont zainteresowań muzycznych, ale nadała tym „fascynacją” swój charakter 🙂 Poniżej przeczytacie moją krótką rozmowę z Sarsą będącą tylko szkieletem wywiadu radiowego, który będzie miał swoją premierę w moim autorskim programie „Warto Posłuchać” 26.11.2017(Niedziela) w Radiu Płońsk 93,6 FM godz.21:10. Natomiast w POP Radiu 92,8 FM – 3.12.2017 (Niedziela) godz.20:00 🙂

02.Sarsa

Arkadiusz Kałucki: Pochodzisz ze Słupska. Czy kiedykolwiek była propozycja ze strony klubu sportowego Czarni Słupsk abyś nagrała hymn klubu? Bo np. Maciej Maleńczuk śpiewa hymn Cracovii. A w ogóle interesujesz się sportem?

Sarsa: Myślę, że to byłaby bardzo pozytywna inicjatywa! W końcu muzyka i sport powinny łączyć ludzi, a nie dzielić! Natomiast na razie nie było takiej propozycji…

Arkadiusz Kałucki: Płyta „Pióropusze”(premiera: 26.05.2017 r.) jest Twoją drugą w dyskografii. Na pewno słyszałaś o tzw. syndromie drugiej płyty. Przywiązujesz uwagę do tego typu sformułowań czy uważasz, że artysta powinien robić wszystko zgodnie ze swoim sumieniem i tym co sobie zaplanował?

Sarsa: Jedno nie wyklucza drugiego. Jest stres związany z wyścigiem jaki mam z samą sobą, ale na szczęście po sukcesie singli i pozytywnych recenzjach dziennikarzy muzycznych mogłam odetchnąć z ulgą. Zawsze staram się dać siebie w swojej twórczości. Obnażam się przed fanami z mojego życia wiec naturalne jest to ze chciałabym by ten odbiór był pozytywny.

04.Sarsa

Sarsa fot.Maciej Siergiej Nowak, Piotr Tarasiewicz

Arkadiusz Kałucki: Czy jesteś przesądna? Masz swój talizman? Pytam, bo w Kulturze Indian pióropusz był takim ochronnym talizmanem.

Sarsa: Mam swoje talizmany i wierze w moc konkretnych symboli. Tytuł „Pióropusze” jest talizmanem ale tez wyrazem różnorodności muzycznej jaja gra mi w sercu i jaja zawarłam na tym albumie.

Arkadiusz Kałucki: Na albumie „Pióropusze” mamy większe instrumentarium niż na pierwszym krążku. Proszę powiedz jak wyglądał proces twórczy, bo możliwości znacząco się powiększyły.

Sarsa: Proces twórczy przebiega zawsze tak samo u mnie 🙂 pisze piosenki w domowym zaciszu lub nagrywam melodie na dyktafon w zależności gdzie dopadnie mnie wena. Potem szukam producentów. Przy albumie ” Pióropusze” pracowałam ze szwedzkimi producentami, w Londynie w Tileyard studio oraz z polskimi. Dzięki temu mogłam jeszcze bardziej różnicować muzyczne brzmienie utworów na płycie.

Print

Sarsa fot.Maciej Siergiej Nowak, Piotr Tarasiewicz

Arkadiusz Kałucki: Twoje najnowsze nagranie „Motyle i Ćmy” pozostawia sporo miejsca dla odbiorcy na jego interpretację. Czy były dotychczas dla Ciebie jakieś zaskakujące spostrzeżenia a może inspirujące?

Sarsa: Staram się nie wskazywać jednej drogi interpretacji tego utworu – to nie jest język polski, a ja nie jestem nauczycielem by mówić że tylko jedna wersja interpretacji wiersza jest poprawna. Cieszy mnie kiedy moja twórczość jest bodźcem do przemyśleń. Nie wyróżniam nikogo bo ciesze się każdym przejawem analizy mojej twórczości.

Arkadiusz Kałucki: Już na zakończenie. Piszesz teksty piosenek dla innych naszych młodych artystów m.in. Monika Lewczuk, Antek Smykiewicz, Ukeje, Ewa Farna. Brałaś udział w campach songwriterskich. To według Ciebie dziś XXI w. może być ważnym elementem w rozwoju artystów, którzy są dopiero na początku swojej drogi muzycznej? Warto jeździć na takie campy? Czego nowego Ty się uczysz jak jesteś na takim zjeździe?

Sarsa: Ja traktuje takie campy jako odskocznie od mojej własnej twórczości. To tez super okazja by poznać nowych ludzi, producentów ze świata i zdolnych wykonawców. Uważam, że takie campy są bardzo dobre dla debiutantów bo mogą wdrożyć do tworzenia własnej twórczości! To bardzo ważne by artysta był autentyczny i śpiewał opowiadał o czymś z czym sam się utożsamia. Na takich campach ja najczęściej pomagam pisać tzw. TopLine czyli po prostu linie wokalu oraz tekst. Taka praca wymaga sporo empatii by dobrze „wejść w skórę” wykonawcy dla którego tworze. Jednak ulubioną moja formą takiej współpracy jest jednak praca z artystą poza campami. Face to face w bardziej intymnych niż takich zbiorowych warunkach.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i rozmowę 🙂

Sarsa: Dziękuję!!!! Słońca w sercu życzę!

Joanna Dark – wywiad 1.11.2017 r.

01.Joanna Dark i Ja 1

Joanna Dark i Ja fot.AK

Joanna Dark na jesienno-zimowe wieczory przygotowała fantastyczna podróż muzyczną 🙂 Przypomina nam wszystkim utwory ważne, istotne, na których przynajmniej trzy pokolenia Polaków się wychowały. Wszystko pod wspólnym tytułem „Krajewski na dziś” 🙂 Kompozytorem wszystkich utworów jest Seweryn Krajewski, a teksty są autorstwa mistrzów słowa m.in. Janusz Kondratowicz, Agnieszka Osiecka, Jacek Cygan czy Bogdan Olewicz. Na albumie są utwory m.in. „Wielka miłość”, „Kołysanka dla okruszka”, „Remedium”, „Kiedy mnie już nie będzie” czy „Szukaj mnie” 🙂 Wywiad w POP Radiu 26.11.2017 i Radiu Płońsk już 5.11.2017 naturalnie w programie „Warto Posłuchać: 🙂

02.Joanna dark okladka1

Arkadiusz Kałucki: Jakie są trzy a może cztery zasady, którymi kierujesz się od początku swojej kariery artystycznej i zawsze będziesz im wierna?

Joanna Dark:

Pierwsza – śpiewam to co jest bliskie mojej duszy i sercu.

Druga – stawiam na najwyższą jakość muzyki i tekstu.

Trzecia – tworzę tak, żebym nie musiała się tego wstydzić.

Arkadiusz Kałucki: Twoja najnowsza płyta „Krajewski na dziś” jest według mnie ogromnym wyzwaniem artystycznym, bo mierzysz się z ważnymi piosenkami dla kilku pokoleń. Jak przygotowywałaś się do ich interpretacji? Omawiałaś to z kimś?

Joanna Dark: To prawda,ten materiał to wielkie wyzwanie, ale też ogromna przyjemność. Możliwość zaśpiewania tak znakomitych kompozycji do tak świetnych tekstów takich autorów jak choćby Agnieszka Osiecka, Magda Czapińska, Bogdan Olewicz, Jacek Cygan. Nagrywanie ich było wielką przyjemnością.Wiązało się jednak też w ogromnymi emocjami. Żeby je przekazać musiałam dotykać najczulszych strun.A to kosztuje…..

Arkadiusz Kałucki: Jak wyglądał dobór i selekcja utworów? Często zmieniała się koncepcja płyty?

Joanna Dark: Czas jakiś trwało zanim wybrałam właściwy dla mnie zestaw piosenek. Przejrzałam i przesłuchałam wszystkie z nich. Zależało mi żeby uchwycić przekrój twórczości Seweryna Krajewskiego.Ważne też było dla mnie to, żeby mnie one były bliskie ,mnie poruszały. Wówczas śpiewanie ich , nagrywanie jest łatwiejsze.

04.Joanna Dark 3

Joanna Dark fot.Wiktor Malinowski

Arkadiusz Kałucki: Kuba Galiński to był jedyny wybór na producenta i aranżera tych dwunastu piosenek? Jak doszło do waszego spotkania i podjęcia tematu kompozycji Seweryna Krajewskiego?

Joanna Dark: Szukaliśmy wspólnie z moją wytwórnią Universal Music kogoś najbardziej odpowiedniego do tego projektu. W rezultacie Monika Kamińska z Universala przedstawiła mi Kubę, którego pomysł na płytę mnie zachwycił. Powolutku, wspólnie omawialiśmy szczegóły i dochodziliśmy do tego co dziś możecie usłyszeć.

Arkadiusz Kałucki: Kiedy przeglądałem Twoje ostatnie dwa albumy, to większość zawartych tam utworów jest starymi przebojami w nowych wersjach. Ten najnowszy też. Czy to oznacza, że jeszcze nie jest ten czas i moment na swoje własne piosenki?

Joanna Dark: Nie wiem. Nikt nie powiedział,że każdy musi sobie sam pisać i komponować. Może kiedyś. Tymczasem ja działam z potrzeby serca. Pojawił się we mnie taki pomysł i jestem szczęśliwa, że udało mi się go zrealizować.

03.Joanna Dark 2

Joanna Dark fot.Wiktor Malinowski

Arkadiusz Kałucki: Piosenka „Płoną góry, płoną lasy” jest pierwszym singlowym utworem promującym album „Krajewski na dziś”. Proszę powiedz dlaczego to nagranie wybrałaś na pilotujące Twój nowy krążek? Jest związana z tym jakaś historia? I gdzie nakręcany był ładny video clip?

Joanna Dark: Wspólnie z Kubą i wytwórnią stwierdziliśmy, że to nagranie najbardziej oddaje muzycznie klimat płyty. Poza tym to wielki przebój,ponadczasowy hit. Teledysk kręciliśmy we Wrocławiu. Chcieliśmy, żeby miał trochę vintagowy klimat. Stąd pomysł,żeby był czarno-biały. Do tego został zrealizowany w technice steadycam, niełatwej w realizacji, ale dającej spektakularny efekt. Pracował przy nim również ceniony operator Jacek Fabrowicz. To wszystko złożyło się na naprawdę ciekawy efekt.

Arkadiusz Kałucki: Nie mogę nie zapytać o muzyków, z którymi było Tobie po drodze przy nagrywani albumu „Krajewski na dziś”. Bo o Kubie już wiemy 🙂 Kto i na czym gra?

Joanna Dark: Kuba Galiński jest multiinstrumentalistą. Na płycie zagrał na basie,gitarach klawiszach,pianinie. Programował i miksował cały materiał. Na trąbkach zagrał Tomasz Ziętek. Na klarnecie,saksofonie i flecie Tomasz Duda. Na wiolonczeli Justyna Straszyńska. Na instrumentach perkusyjnych Piotr Gwadera.Na puzonach i tubie Piotr Wróbel.

Arkadiusz Kałucki: Asiu, bardzo dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za sukces płyty „Krajewski na dziś” 🙂

Joanna Dark: Dziękuję Ci za zaproszenie do rozmowy i pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających ten wywiad.

Joanna Morea interview 26.09.2017

Joanna Morea i Ja Czerwiec 2017

Joanna Morea i Ja fot.AK

She sings swing in Polish and this is a WOW! already. Not everyone can do this! A traveller by passion, Joanna Morea has her heart in jazz and is now promoting her album “Crazy people”. My short question and answer with Asia [Joanna] on that album is kind of a sum up of my radio interview with her, which I ran a couple of months ago.

 

Arkadiusz Kałucki: You have several music projects and jazz festivals to your credit. Now you are promoting your latest album “Crazy People”. Who is your target? Who are your fans? How can you profile them?

Joanna Morea: Judging by my direct observations of the audiences attending my concerts, be it regulars or occasional comers, hearing from people who write to me, whereby I know what they think and feel when they listen to my tune, I may not be mistaken to say that they are music gourmets, lovers of music of all colours, music which is not necessarily commercial. They are listeners, acute and perceptive and not the ones who take music as a backdrop for something. They have fun with this music since they naturally embrace and take in the joy encapsulated in a phrase or chord progression. They are clearly true and passionate lovers of lively music played live. I believe that those most committed fans have a strong liking or even love for swing. You have to know how to get this special feeling, get it rather than label this or that. And that is quite a different cup of tea. I also believe that my songs are so arranged that they will reach attention of not only those who are into more refined repertoire already but attract beginners to the beauty and subtleness of swing and jazz.

Arkadiusz Kałucki: You sing swing in Polish on your new album, or at least most songs are in that language. Was that the hardest challenge you’ve had while preparing this music material?

Joanna: This, indeed, was one of the most difficult part of that project. The difficulty is not so much in the technical aspect of performing – though yes, maybe it is to some extent – as in the feeling, in such a rendering of Polish lyrics that the songs sound light and free, they swing and sway in a natural way, both in terms of phrasing and wording. What I’m talking about is ‘harshness’, I mean, Polish is not a smooth-sounding language. This also is about collaboration with the band, most notably the rhythm section, which is great on the album, and with them on your side, with such perfect swinging musicians, it is much easier to achieve this natural “swaying” effect.

Joanna Morea 2a fot. Sławomir Nakoneczny (PIła)

Joanna Morea fot. Sławomir Nakoneczny(PIła)

Arkadiusz Kałucki: Among several lyricists who wrote for you is Marek Gaszyński (i.a. Sen o Warszawie, Nie zadzieraj nosa, Gdzie się podziały tamte prywatki), a music journalist as well. How did it happen that you started working with such a renowned lyricist? Did he write songs specially for you?

Joanna: I met Mark quite a while ago. I believed then that such a big name, a journalism star, an excellent lyricist and speaker would never give a hoot about someone like me, a jazz flautist singing only in some places. But he did. He came up to me at a concert telling me that he was impressed with what I’m doing and asking if I could write music to his lyrics. And so it happened. He wrote lyrics to the song “Personal Freedom” on “Crazy People” album specially for me. When I read them first, I couldn’t help crying.

Arkadiusz Kałucki: Some big names of Polish jazz are involved in “Crazy People” album: Urszula Dudziak, Zbigniew Namysłowski, Robert Majewski. Let us please get some behind-the-scenes info on how it came about that you had them involved in this album. How did your collaboration in the studio look like?

Joanna: It’s quite a commonly asked question. I knew Ula [Urszula Dudziak] before this project. We met once and made music together for a while, and there is no better thing to get people close together than having fun with music. Ula is so full of joy and optimism that even though I felt deeply scared and worried for a couple of days before the recordings began, the session went surprisingly well – the atmosphere was fabulous, full of mutual respect and admiration, with no stress whatsoever. That was clearly thanks to Ula, but, in fact, the same thing was with Zbyszek [Zbigniew] Namysłowski and Robert Majewski. It is Dymitr Markiewicz who brought their attention to me and my music. I was doubtless scared to death of their judgment of my compositions and renderings. But there is a good side of it – the prize tastes better. Both gentlemen turned out to be very kind and outgoing musicians and colleagues. Now, after a few concerts I had with Robert Majewski, I can’t get over how straightforward and approachable he is while being such a top-notch musician.

Arkadiusz Kałucki: How many songs did you have to slash from “Crazy People” because there was no room for them? Will you come back to them with your next album?

Joanna: How many did I not contain? And how many are still waiting their turn? There are a few, at least. I’m like a volcano, so to speak. This is how Michał Kulenty (R.I.P) labelled me once. Enormous pressure builds up beneath the surface of the earth, and then, one day, should the conditions allow, the lava blows out with all its force. I myself also take long to make recordings for an album, getting involved in a variety of projects before that. There is so much material now as there is pressure underground before the lava eruption. I can now close myself in the studio for months. So, once my first album is out, it should be followed by a number of new eruptions, if we are to live by this volcanic philosophy. Luckily, I have plans and these plans are for the following summer already.

Arkadiusz Kałucki: I have to ask you about concerts promoting the album. How are the preparations going and where can we see and hear you soon?

Joanna: I’m currently engaged in several different projects, so I can’t focus solely on the live promotion of “Crazy People”. We’ll come back to the whole of that music after summer holidays. Still, I’ll be performing at a few jazz festivals and will play and sing some of the compositions in different setups. I think one of the most interesting events will be the International Festival of Trad Jazz “Hot Jazz Spring 2017” in Częstochowa, as early as on 4 June 2017. We’ll join the formation Dymitr Markiewicz & His All Stars (PL/NL/S/GB) and this is where I will be singing Crazy People along with a Swedish jazz megastar Gunhild Carling.

Arkadiusz Kałucki: What stage of your career are you at now? How would you describe it?

Joanna: At the starting point. This is the beginning of the grand eruption (hahaha). Up until now, I have only played and composed. Now a new stage has started: the recording. It does not rule out the other activities but complements them. My best moments are still ahead of me.

Arkadiusz Kałucki: Thanks for the interview and see you at concerts.

Joanna Morea: Many thanks. Welcome to wherever I’ll be performing.

JoBee Project – wywiad 15.07.2017 r.

01.JoBee Project i Ja

JoBee Project i Ja fot.AK

Belgia aktualnie jest jej drugim domem. Nie przeszkadza to jej a zwłaszcza w XXI w. by rano przylecieć do Polski a wieczorem wrócić i poprowadzić autorską audycję w lokalnym radiu w Brukseli. Uczestniczka 4 edycji The Voice Of Poland to bardzo zapracowana artystka. Stoi na czele dwóch kolektywów: jeden hip-hopowy SupAfly Collective a drugi polskie artystki w Brukseli Polish Workers Productions. Ale przede wszystkim dziś promuje swoją ostatnią płytę wydaną pod koniec 2016 r. pt. „The Blossoming” oraz nowe nagranie „Here we are” zwiastujące EP’kę „pszczoły”. Kilka dni temu spotkałem się z JoBee i przy okazji nagrania wywiadu do mojego programu radiowego „Warto Posłuchać” w POP Radiu 92,8 FM oraz w Radiu Płońsk 93,6 FM, Asia Pszczoła zgodziła się na krótki wywiad na mój blog i o to efekt tego spotkania 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Mieszkasz w Brukseli. Śpiewasz, komponujesz, piszesz teksty, jesteś pisarką. Masz w lokalnym radiu własną audycję radiową, a na dodatek pracujesz w Komisji Europejskiej. Ciężko jest to wszystko pogodzić? Jak wygląda Twój dzień powszedni w Belgii?

JoBee: Wszystko da się w życiu pogodzić jak jest chęć i moc do działania! Nie zawsze jest lekko, trochę trzeba oczywiście popracować nad organizacją, ale nie mogę narzekać, wybierałam wszystko co robię świadomie i kocham wszystko co robię, a śpiewanie kocham najmocniej. Dnia powszechnego i typowego nie ma nigdy. Mieszkam w cudownej kolorowej dzielnicy w Brukseli otoczona muzeum, szkoła teatralna, czy szkoła artystyczna, wokoło masę artystów, większość moich przyjaciół to artyści. Zmiany codziennie jak w kalejdoskopie, bardzo kolorowo i zrożnicowanie, przez to że robię tyle ciekawych rzeczy 🙂 Nigdy się nie nudzę – to pewne! Zawsze bardzo aktywnie, na pewno każdego dnia mam spotkania, coś zawsze napiszę, staram się dbać o formę i idę na basen lub na fitness, pije dużo wody, jem dużo warzywek. Śpiewam też codziennie, ćwiczę głos, czytam i pisze codziennie. Jest to warsztat i trzeba ćwiczyć codziennie. Uwielbiam też tańczyć, spotkać się z przyjaciółmi, lub kreatywnie namalować jakiś obraz jak potrzebuję relaxu to maluję obrazy.

Arkadiusz Kałucki: Opisz proszę swoją aktualną drogę muzyczną? Często musiałaś się na niej zatrzymywać czy odejść gdzieś na bok aby z powrotem wrócić na właściwe tory?

JoBee: Aktualna droga jest prosta i skupiona na jednym, zajmuję się muzyką non-stop i to najważniejsze w moim życiu w tym momencie. Wcześniej bywało różnie, na przykład jak miałam wypadek i złamałam nogę, to zostałam uziemiona na pół roku na wózku inwalidzkim to trochę było trudno, ale i wtedy pisałam i nagrywałam. Do studio nagrań pojechałam o kulach! Ha ha. Nic już mnie teraz nie może zatrzymać, nogę już raz złamałam, i teraz każdy krok stawiam bardzo uważnie, nie spieszę się, powoli i z rozumem wykonuję kolejne etapy, ale zawsze w jednym celu i kierunku oby tylko śpiewać dla moich pszczółek!

Arkadiusz Kałucki: A idąc tą drogą, o której rozmawiamy jaką rolę w niej odgrywają dla Ciebie przyjaciele, bliscy znajomi? Rozczarowałaś się kiedykolwiek na nich?

JoBee: Przyjaciele i rodzina to mój zespół obronny i taka tarcza w walce z przeciwnościami losu lub utrudnieniami. Zawsze mogę liczyć na moich rodziców, szczególnie mamę, która codziennie wysłuchuje moich opowiadań z przygód pszczoły 🙂
I też radzi i rozumie. Mam niewielu najbliższych przyjaciół, takich od serca i od lat, na których zawsze mogę liczyć, oni zawsze są, i wiedza o mnie wszystko i znają mnie na wylot. Oczywiście kilku po drodze straciłam, ale to na lepsze, nie potrzebuję ludzi dla których jestem za głośna lub co mnie nie rozumieją i nie akceptują taką jaką jestem, lub nie rozumieją moich anegdot, a bardzo lubię się pośmiać i opowiadać śmieszne historie 🙂 Także niestety tak, zawiodłam się też na paru osobach, ale takie są koleje losu, a życie toczy się nadal, ja skupiam się na dobrej energii i na tych których kocham najbardziej.
Nie rozpaczam za bardzo nad rozczarowaniami, i niczego nie żałuję!

02.JoBee Project 1

JoBee fot.Maria Rutkowska

Arkadiusz Kałucki: Czy słowa wymawiane przez ludzi powinny iść w parze z czynami? Czy od razu wolisz konkretne działania?

JoBee: Czyny! Jestem raczej za czynami, nie za słowami. Nie przepadam za słodkim gadaniem i słodkich obietnicach, nie lubię, a wręcz czuje się niekomfortowo jak ktoś mi coś bardzo obiecuje, nie wiem po co, nigdy o obietnice nie proszę, nie wymagam, lubię być miło zaskoczona 🙂 Słowa oczywiście w mojej twórczości są bardzo ważne, ale do opowiadania historii, do dzielenia się z innymi ciekawymi przeżyciami, także słowo dla pisarza jest bardzo ważne, inaczej jest w życiu, kiedy to czyny i to jak druga osoba Cię traktuje liczy się najbardziej. Także tak, czyny!

Arkadiusz Kałucki: To, o czym mówimy jest obecne w tekstach na Twojej płycie
„The Blossoming”. A od strony muzycznej z kim nagrywałaś swoją drugą płytę, bo towarzystwo jest międzynarodowe.

JoBee: Oj tak! Bardzo międzynarodowe, miałam szczęście i zaszczyt pracy ze wspaniałymi producentami, Francuzi (Odilon, Supafuh), Belgowie (Necktalk), ale i tak większość to rodacy Polacy ( Lower Entrance, en2ak, Marcin Bors, Kwazar). Nagrania większości wokali wykonało się w studio Gagarin w Warszawie ze wspaniałym inżynierem i kompozytorem Kwazarem. ”Words ” był całkowicie nagrany w Orleanie, a ” Magic’ we Wrocławiu u Marcina Borsa w studio. To była cudowna przygoda muzyczna! I sporo musiałam się pszczoła nalatać po Europie:)

JoBee Project 2a

JoBee fot. Maria Rutkowska

Arkadiusz Kałucki: Na albumie znajduje spora dawka najróżniejszych odcieni muzyki elektronicznej. Jest dynamika, ale nie brakuje i zmian nastrojów. Spokojnie można odnaleźć Twoje fascynacje hip-hopem, są elementy samplowane, chropowate brudne dźwięki, house, breakbeat, ambient a i techno też odcisnęło swoje piętno. To jest wynik poszukiwań artystycznych?

JoBee: Absolutnie tak, ale warto dodać iż oprócz poszukiwań to też co mi brzmi w środku, jak i moim producentom, wybierałam tylko to co mi się bardzo bardzo podobało! A że sporo mi się podoba dlatego też może tak dużo inspiracji słychać w mojej muzyce i melodiach i moim frazowaniu podczas śpiewania.

Arkadiusz Kałucki: Aktualnie oprócz promocji płyty „The Blossoming” możemy w mediach usłyszeć nowy singiel „Here we are”, który jest spoza płyty. Otrzymujemy chillout, lounge, downtempo. Czy to oznacza zmianę stylistyki i wizerunku jak rozumiem na nowym albumie?

JoBee: Zmiany są zawsze! Nic dwa razy się nie zdarza:) Nowa piosenka to znowu odbicie moich przeżyć i czegoś co się naprawdę wydarzyło takie samo życie i prawdziwe historie. A piosenka na pewno zapowiada EP które nagrywam z moim sąsiadem z Brukseli, TMB the beatmaker, to hip hop producent, także obok chill będzie dużo soul i ciężkich dźwięków też! Już nie mogę się doczekać!

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję Asiu za spotkanie i rozmowę 🙂

JoBee: Bardzo dziękuje! Do zobaczenia na koncertach!

Bee Gees na CD i vinyl „Saturday Night Fever”

Bee Gees - Timeless All-Time Greatest HitsBee Gees – „Timeless: The All-Time Greatest Hits” (Universal Music)

Przyznam szczerze, że nadchodzące oba wydawnictwa od Bee Gees to miód na moje serce 🙂 I jeszcze na vinylu „Gorączka Sobotniej Nocy” to „poezja” dla każdego DJ’a, który myśli poważnie o swoim zawodzie. To również istotna pozycja płytowa dla tych, którzy fascynują się muzyką taneczną i kolekcjonerów dobrych dźwięków 🙂

 
Timeless: The All-Time Greatest Hits zawiera 21 przebojów zespołu osobiście wyselekcjonowanych przez Barry’ego Gibba. Na przekrojowe wydawnictwo trafiły najważniejsze nagrania w historii Bee Gees – od pierwszego australijskiego hitu – „Spicks and Specks”, poprzez „How Deep Is Your Love”, “Night Fever”, słynne „Stayin’ Alive” z filmu „Gorączka sobotniej nocy”, aż po ‘You Win Again:. „Mam poczucie, że wybrałem te utwory, z których Maurice i Robin byli najbardziej dumni” – wyjaśnia Barry Gibb. Jednocześnie z premierą Timeless: The All-Time Greatest Hits ukaże się wznowienie na winylu kultowego soundtracku Saturday Night Fever specjalnie na 40. rocznicę premiery filmu!

 
The Bee Gees, które tworzyli bracia Barry, Robin i Maurice Gibb, było jedną z najbardziej kasowych grup w historii muzyki rozrywkowej. W trakcie swojej działalności nagrali 22 płyty i niezliczoną ilość soundtracków, tym słynny Saturday Night Fever. Na swoim koncie mają m.in. 5 statuetek Grammy, 9 singli, które trafily na 1. miejsce listy sprzedaży, 23 singli w TOP10 Billboard Hot 100 w tym „How Deep Is Your Love,” „Night Fever,” „Stayin’ Alive”, „How Can You Mend A Broken Heart”, „I Started A Joke”, „Lonely Days”, „Words”, czy „You Win Again.”

źródło: Universal Music

Joanna Morea wywiad 16.05.2017 r.

Joanna Morea 2a fot. Sławomir Nakoneczny (PIła)

Joanna Morea ft. Sławomir Nakoneczny(PIła)

Śpiewa swing po polsku, a to już jest wow! 🙂 Nie każdy tak potrafi 🙂 Z zamiłowania podróżniczka Joanna Morea, która w sercu ma jazz, aktualnie promuje swój album „Crazy people”. Moja krótka rozmowa z Asią na temat wspomnianej płyty, jest niejako resume mojego wywiadu radiowego, który przeprowadziłem kilkanaście tygodni temu 🙂

 

 

Arkadiusz Kałucki: Masz już na swoim koncie udział w kilkunastu festiwalach jazzowych, projektach muzycznych a teraz promujesz najnowszy krążek pt. „Crazy People”. Kto jest Twoim odbiorcą, fanem? Możesz go opisać?

Joanna Morea: Opierając się na obserwacji bezpośredniej czyli publiczności, która pojawia się na koncertach czy to regularnie czy okolicznościowo, ludziach, którzy do mnie piszą i od nich wiem, co myślą czy czują kiedy słuchają muzyki przez mnie prezentowanej to mogę dość precyzyjnie stwierdzić, że to odbiorcy rozsmakowani w muzyce wielu barw i nie koniecznie komercyjnej. To odbiorcy, którzy muzyki słuchają, czasem nawet wnikliwie, a nie traktują jej jako tło, którzy się przy niej także bawią, bowiem naturalnie wychwytują radość zawartą we frazach czy w pochodach harmonicznych, to z pewnością pasjonaci muzyki żywej i granej na żywo. Myślę, że tych najbardziej wiernych fanów cechuje sympatia, a może nawet miłość do muzyki swingowej. Ten specjalny feeling trzeba umieć poczuć, nie trzeba go umieć nazwać, ale poczuć, a to już jest zupełnie inna historia. Jednocześnie wierzę, że moje piosenki, są podane w taki sposób, że zainteresują nie tylko tych, którzy na co dzień słuchają bardziej wysublimowanej muzyki, ale także tych, którzy dopiero odkrywają piękno i subtelność muzyki swingowej i jazzowej.

Arkadiusz Kałucki: Na nowej płycie śpiewasz swing po polsku, a przynajmniej większość piosenek. To było największy wyzwanie przy realizacji całego materiału muzycznego?

Joanna: To rzeczywiście był jeden trudniejszych elementów pracy nad projektem. Ta trudność polega nawet nie na technicznym aspekcie wykonawczym, choć w pewnym sensie tak, ale na feelingu, na takim podaniu polskiego tekstu w piosence, żeby zarówno na poziomie słownictwa( chodzi o dźwięczność, a nasz język nie jest łagodnie brzmiącym), jak i frazowania piosenka była lekka i „kołysała się”, „ bujała się” czyli naturalnie swingowała. To także jest współpraca z zespołem, zwłaszcza z sekcją rytmiczną, która na płycie jest wspaniała i przy nich, przy tak swingujących muzykach, dużo łatwiej osiągnąć jest efekt owego naturalnego „kołysania”.

Joanna Morea 1a fot. Sławomir Nakoneczny (PIła)

Joanna Morea fot. Sławomir Nakoneczny(PIła)

Arkadiusz Kałucki: Wśród kilku autorów tekstów pojawia się Marek Gaszyński (m.in. Sen o Warszawie, Nie zadzieraj nosa, Gdzie się podziały tamte prywatki), który jest także dziennikarzem muzycznym. Jak doszło do współpracy z tak wybitnym tekściarzem? I czy specjalnie pisał dla Ciebie piosenki?

Joanna: Marka poznałam już dobre kilka lat temu, wtedy wydawało mi się, że tak ceniona postać, gwiazda dziennikarska, doskonały tekściarz i mówca nawet nie zwróci uwagi na kogoś takiego jak, ja, na śpiewającą tu i ówdzie flecistkę jazzową. A jednak.
Podszedł do mnie po jednym z koncertów, powiedział, że jest pod wrażeniem tego co robię i czy nie zechciałabym napisać muzyki do jego tekstów. Tak też się stało. Tekst do piosenki „Wolność osobista” znajdującej się na płycie „ Crazy People” Marek napisał specjalnie dla mnie. Kiedy czytałam go po raz pierwszy łzy ciekły mi po policzkach.

Arkadiusz Kałucki: Na płycie „Crazy People” znajduje się kilka bardzo wybitnych postaci polskiego jazzu m.in.: Urszula Dudziak, Zbigniew Namysłowski, Robert Majewski. Proszę powiedz o kulisach ich zaproszenia do nagrania płyty i jak wyglądała współpraca w studiu?

Joanna: To dość często zadawane pytanie. Ulę znałam już wcześniej, zetknęłyśmy się muzykując właśnie, a nic bardziej nie łączy niż wspólna zabawa przy muzyce. Ula jest tak cudownie radosną i pełną optymizmu osobą, że pomimo mojego strachu i kilkudniowego przerażenia przed sesją nagraniową, to samo nagranie odbyło się w tak zaskakująco cudownej atmosferze, którą bez wątpienia wprowadziła Ula, pełnej wzajemnego szacunku i podziwu, że na jakikolwiek stres nie było ani czasu, ani miejsca. Zresztą podobnie było ze Zbyszkiem Namysłowskim czy z Robertem Majewskim. To Dymitr Markiewicz zwrócił ich uwagę na moja osobę i moją muzykę. Oczywiście, że bardzo się bałam zarówno oceny moich kompozycji, jak i wykonawstwa. Ale może to i dobrze bo nagroda lepiej smakuje. Obydwaj panowie okazali się bardzo otwartymi i przemiłymi muzykami oraz kolegami. Dziś jestem po kilku wspólnych koncertach z Robertem Majewskim i nie mogę się nadziwić jak niezwykle jest przystępnym człowiekiem będąc jednocześnie tak wielkiego formatu muzyki.

Arkadiusz Kałucki: Ile piosenek nie zmieściło się na płycie „Crazy People”? Powrócisz do nich przy kolejnym albumie?

Joanna: Ile się nie zmieściło, a ile w ogóle czeka na swoją kolej? Jest tego trochę. Ze mną to trochę tak jak z wulkanem. Tak zresztą kiedyś opisał mnie nieżyjący już Michał Kulenty. Pod powierzchnią ziemi zbiera się ogromne ciśnienie, żeby jednego dnia w odpowiednich warunkach wybuchnąć wyrzucając całą nagromadzoną lawę. Ja także długo zwlekałam z nagraniem płyty tworząc kolejno różne projekty. Nagromadziło się ich tyle ile tego ciśnienia pod ziemią. Dziś mogłabym wejść do studia i nie opuszczać go miesiącami. Zatem jak już pojawiła się pierwsza płyta to wraz za nią powinny wybuchać następne jeśli opierać się na koncepcji wulkanicznej. A plany na szczęście są i to już na najbliższe lato.

Joanna Morea 3a fot. Sławomir Nakoneczny (PIła)

Joanna Morea fot. Sławomir Nakoneczny(PIła)

Arkadiusz Kałucki: Muszę zapytać o koncerty związane z promocją płyty. Jak wyglądają przygotowania i gdzie w najbliższym czasie będzie można Ciebie zobaczyć i posłuchać?

Joanna: Jestem związana z różnymi projektami, także nie sposób skupić się tylko na promocji koncertowej projektu „Crazy People”. Do tej muzyki w całości wrócimy po wakacjach, ale pojawię się na kilku festiwalach jazzowych, na których zagram i zaśpiewam niektóre kompozycje w rożnych konfiguracjach. Do najciekawszych należeć będzie z pewnością występ na Międzynarodowym Festiwalu Jazzu Tradycyjnego Hot Jazz Spring 2017 w Częstochowie, już 4.06.2017. Zagramy w formacji Dymitr Markiewicz & His All Stars (PL/NL/S/GB) i tutaj właśnie zaśpiewam Crazy People wraz ze szwedzką mega gwiazdą jazzu Gunhild Carling.

Arkadiusz Kałucki: W którym jesteś miejscu swojej kariery muzycznej? Jak byś to nazwała?

Joanna: Na początku. To początek wielkiego wybuchu (hahaha). Do tej pory tylko grałam i pisałam, a teraz rozpoczął się nowy etap, nagrywanie. On nie wyklucza pozostałych tylko jest dopełnieniem. Wszystko co najlepsze jeszcze przede mną.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na koncertach 🙂

Joanna Morea: Bardzo dziękuję i zapraszam gdziekolwiek będę.

 

Dorota Miśkiewicz wywiad 7.05.2017 r.

Dorota Miskiewicz 1a fot. Honorata Karapuda

Dorota Miśkiewicz fot. Honorata Karapuda

Album Doroty Miśkiewicz „Piano.PL”, który ukazał się pod koniec 2016 r. od początku był chwalony nie tylko przez fanów muzyki jazzowej, ale także przez wytrawnych znawców tego gatunku. To siódmy krążek w dyskografii piekielnie uzdolnionej wokalistki, kompozytorki, autorki tekstów i skrzypaczki. Zawsze uśmiechnięta, radosna, pewna siebie i pozytywnie nastawiona do ludzi – taką ją znam – nie osiadła na laurach. Koncertuje, bierze udział w licznych projektach muzycznych o różnym charakterze. Na szczęście znalazła czas aby w naszej krótkiej rozmowie nie tylko opowiedzieć jeszcze o płycie „Piano.PL”, ale częściowo podsumować ostatni rok 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Czy 16 maja 2016 roku w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie odbył się według Ciebie jeden z najważniejszych koncertów jakie dotychczas zagrałaś? A My odbiorcy otrzymaliśmy później kwintesencję tego wydarzenia w postaci płyty „Piano.PL”?

Dorota Miśkiewicz: Tak, to było wydarzenie! Kilkunastu pianistów pod wodzą dziewczyny! Wzruszające przeżycie dla mnie, wielka produkcja mimo kameralnych składów. Kamery, nagranie, pełna sala. Potem jeszcze przez tydzień nie mogłam spać! Cieszę się, że dzięki płycie mogę wrócić do tamtego czasu.

Arkadiusz Kałucki: Miejsce realizacji nagrania tego koncertu było Twoim naturalnym wyborem czy brałaś pod uwagę inne teatry muzyczne czy sale koncertowe w Polsce?

Dorota: Razem z menadżerką – Kingą Janowską – szukałyśmy fotogenicznego miejsca z dobrym klimatem, odpowiednią liczbą miejsc i chętnymi do współpracy ludźmi. Brałyśmy pod uwagę tylko sale warszawskie, bo większość z pracujących przy projekcie ludzi była z Warszawy. Lubię scenę Teatru Muzycznego Roma, mimo sporej kubatury ma się wrażenie kameralności, zarówno od strony widowni, jak i sceny.

Arkadiusz Kałucki: Jakie było Twoje kryterium doboru piosenek, które wykonałaś podczas koncertu? Bo wszystkie to kanon, klasyka by nie powiedzieć przeboje znane wszystkim w naszym kraju.

Dorota: Niektóre już miałam ograne, ośpiewane, chciałam je zarejestrować, np. “Gram o wszystko” z Grzegorzem Turnauem, “La valse du mal” z Krzysztofem Herdzinem, “Pragnę być jeziorem” z Tomkiem Kałwakiem. Inne po prostu podobały mi się, chciałam się z nimi zmierzyć. Miały być polskie, piękne, głębokie, napisane lub zaśpiewane przez ważne postaci polskiej kultury i musiały pasować do danego pianisty. Przede wszystkim miały mnie po prostu wzruszać. Poza znanymi utworami, postanowiłam dołączyć jeden mój i jeden taty – bo to w końcu moja prywatna historia piosenki!

Dorota Miskiewicz 3a fot.Darek Kawki-2269

Koncert w Teatrze Roma 16.05.2016 r. fot.Darek Kawka

Arkadiusz Kałucki: Nie sposób przejść obojętnie obok zaproszonych gości. Wybitni pianiści polskiej sceny jazzowej m.in.: Włodzimierz Nahorny, Andrzej Jagodziński, Leszek Możdżer, Marcin Wasilewski, Dominik Wania, Piotr Orzechowski. Niech zgadnę – najtrudniej było dopasować tak grafik aby wszyscy byli jednego dnia właśnie na tym wspomnianym koncercie?

Dorota: Łatwo nie było… Dlatego termin ustalony został ponad rok przed planowanym koncertem. Teraz zmagamy się z podobnym problemem chcąc zagrać kilka koncertów w pełnym składzie. Mimo to, udało się ustalić dwa terminy, warszawski – 31.10 (Teatr M. Roma) oraz wrocławski – 17.12 (NFM). W przypadku koncertu rejestrowanego było więcej problemów, przede wszystkim zebranie funduszy, a także np ustalenie terminów prób, zorganizowanie ekipy rejestrującej dźwięk i obraz, scenografia, stawianie kamer w miejscu, gdzie już zostały sprzedane bilety, zamykanie ulicy, żeby mógł wjechać tir z wozem HD… Ale na szczęście moja już wspomniana menadżerka rozwiązała wszystkie te problemy.

Arkadiusz Kałucki: Fryderyk Chopin, Krzysztof Komeda potrafili improwizować. Obaj pianiści, kompozytorzy. Szanowani i podziwiani po dziś dzień na całym świecie za swoje muzyczne dokonania. Improwizacja dla Ciebie to jedna z istotnych form wypowiedzi artystycznej czy to nie mieści się w żadnych kategoriach? Pytam o to w kontekście płyty „Piano.PL”.

Dorota: Improwizacja jest bardzo obecna na płycie “Piano.pl”, bo większość występujących na niej pianistów jest jazzmanami, a jazz kojarzy się z improwizacją właśnie. Lubię improwizację, ona zmusza do oderwania się od schematu. Można snuć dywagacje, na ile w improwizacji wykorzystujemy znane i przetarte szlaki, na ile faktycznie improwizujemy, ale nawet jeśli mimowolnie używamy kalki, to jednak, żeby improwizować, trzeba zamknąć oczy i ryzykować, emocjonalnie wspiąć się na swoje wyżyny, żeby solówka była interesująca. I to jest najpiękniejsze, pewna nieprzewidywalność, podjęcie ryzyka i uczucie, które temu towarzyszy.

Dorota Miskiewicz 2a fot. Honorata Karapuda

Dorota Miśkiewicz fot. Honorata Karapuda

Arkadiusz Kałucki: Muszę zapytać o sesję zdjęciową, która towarzyszyła wydaniu Twojej płyty „Piano.PL”. Fotografie zamieszczone w poligrafii albumu są czarno białe, z których można odczytać wiele przesłań, nawiązań, skojarzeń. Taki był zamysł od początku do końca czy wyklarował się pod koniec prac nad płytą?

Dorota: Wiedziałam, że chcę mieć okładkę, która będzie będzie w sposób nieoczywisty nawiązywać do fortepianu. Białe i czarne klawisze to pierwsze skojarzenie. Poprosiłam VJ-kę Jagodę Chalcińską, żeby mi w tym pomogła. Rozpuściła czarny tusz w mleku i fotografowała go. Powstałe formy zostały rzutnikiem zaprojektowane na mnie, ten efekt uwieczniła na zdjęciach Honorata Karapuda. Zdjęcia powstały długo przed ostatecznym wyborem piosenek, z tego względu, że promocja musiała ruszyć odpowiednio wcześniej.

Arkadiusz Kałucki: Za kilka dni minie równo rok kiedy odbył się koncert, gdzie nagrałaś album „Piano.PL”. Byłaś nominowana w dwóch kategoriach do najważniejszej nagrody muzycznej w Polsce – Fryderyk 2017 przyznawanej przez branżę muzyczną(Muzyka Jazzowa – Album Roku i Artysta Roku), gdzie dotarłaś do ścisłego finału. To było według mnie bardzo udane dla Ciebie minione 365 dni. Emocje i radość jakie dostarczyłaś miłośnikom muzyki jazzowej. Też tak to odbierasz czy masz inne przemyślenia? 🙂

Dorota: To był bardzo owocny rok. Ukazała się moja “best of”, która jest nie tylko składanką starych utworów, ale zawiera także rzadziej dostępne lub nie publikowane w Polsce utwory. Wiosną zagrałam koncert “Piano.pl”, a jesienią udało się go opublikować na płycie CD+DVD+Vinyl. Dodajmy, że to moje pierwsze w życiu wydanie DVD i pierwszy winyl. Ostatnio w Zakopanem odebrałam dwa dyplomy za zajęcie pierwszego miejsca w ankiecie Jazz Top pisma Jazz Forum w kategoriach “Płyta roku” oraz “Wydarzenie roku”. Poza Fryderykami, byłam też nominowana do prestiżowej nagrody “Koryfeusz Muzyki Polskiej”. Chyba nigdy nie miałam tylu nominacji i nagród… Jestem niezwykle szczęśliwa, dostaję piękny odzew od ludzi, którym się płyta podoba, a to jest najważniejsze wyróżnienie, po to się gra i nagrywa, dla publiczności.

Arkadiusz Kałucki: Pięknie dziękuję za spotkanie i rozmowę 🙂

Dorota: Dziękuję!

Albumy Polska cz.2/2017

Jest dobrze 🙂 Właśnie zamieściłem drugą część albumów polskich artystów, a konkretnie informacji o nich, na których warto zwrócić uwagę, „warto posłuchać” i co wspomniałem w poprzedniej części iść na koncert 🙂 Ponownie zabieram Was w muzyczną podróż po najróżniejszych brzmieniach jakie proponują aktualnie nie tylko giganci polskiej sceny muzycznej, ale i debiutanci 🙂  Ostatnia, trzecia część informacji o wybranych albumach polskich artystów z I kwartału 2017 r. pojawi się szybciej niż myślicie 🙂 Miłej lektury 🙂

 

 

01.Q Ya VyQ YA VY – „Q YA VY” (Kayax Prod.)

Album „Q YA VY” projektu muzycznego pod tą samą nazwą, który tworzą artyści dwóch rożnych muzycznych pokoleń i światów.

Projekt powstał z inicjatywy Q-rka – gitarzysty, kompozytora, aranżera i producenta (Q-rek Band, Q-rek Group, AiQ, Sobą Inspirowani) oraz Yacka Rodziewicza – barytonisty, klawiszowca i producenta (Republika, Kult, Atrakcyjny Kazimierz). Muzyka projektu Q YA VY łączy wiele stylistyk. Rozbrzmiewają w niej dźwięki, barwy i emocje z każdego regionu Muzyki. Dlatego jest tak ciekawa i nieprzewidywalna, regionalna i międzynarodowa zarazem.

To co wspólne, spójne i co ją określa – to połączenie ROCK’owego „przybrudzonego” brzmienia („crunch’owa” gitara z ekspresyjnym barytonem i tenorem) z „LATYNOskim temperamentem” energetycznej sekcji oraz JAZZowym otwarciem na całkowicie swobodną improwizację.

Projekt Q YA VY okazał się na tyle różnorodny i ciekawy muzycznie, że na debiutanckiej płycie połączył zaangażowanie znaczących i ważnych postaci różnych scen muzycznych w Polsce.

Projekt w składzie:
Q-rek – gitara
Yacek Rodziewicz – saksofon barytonowy
Maciej Sikała – saksofon tenorowy (m.in. Miłość, Piotr Wojtasik)
Bartek Staszkiewicz – instrumenty klawiszowe (m.in. Sofa)
Filip Torres – gitara basowa (m.in. José Torres y Salsa Tropical)
Tomek Torres – perkusja (m.in. Afromental, Urszula Dudziak)
Jose Torres – instrumenty perkusyjne (m.in. José Torres y Salsa Tropical)

 
źródło: Kayax Prod.

02.UrszulaUrszula – „Złote przeboje akustycznie” (Universal Music)

„Złote przeboje akustycznie” są zapisem wyjątkowej trasy Urszuli z jej zespołem i kwartetem smyczkowym Aukso, prezentującej jej największe przeboje w nowych aranżacjach. Koncerty wyprzedały się do ostatnich miejsc, publiczność nie dawała Urszuli zejść ze sceny, bisom nie było końca. Płyta doskonale uchwyciła tą cudowną gorącą atmosferę, jaka towarzyszyła muzykom w trasie. Urszula jest jedną z najpopularniejszych i najbardziej docenianych polskich wokalistek. Jej największe przeboje „Latawce dmuchawce wiatr”, „Rysa na szkle” czy „Malinowy król” śpiewała i nadal śpiewa cała Polska. Na scenie ponad 30 lat wciąż zdobywa nowych fanów magnetycznym głosem, ciepłem i prawdziwą pasją, jaką widać na każdej płycie i na każdym występie. Album promowało nagranie „Anioł Wie”.

 
źródło: Universal Music

03.WierzcholskiPronkoProńko / Wierzcholski – „Samotna Kolacja” (Agencja Muzyczna Polskiego Radia)

Kultowi wykonawcy: Krystyna Prońko, Sławek Wierzcholski (Nocna Zmiana Bluesa), Jerzy Styczyński (Dżem), Ryszard Sygitowicz (Perfect), znakomite kompozycje Roberta Obcowskiego, sekcja rytmiczna złożona z czołówki polskich muzyków, niebanalne, klimatyczne choć i zaskakujące teksty …. to tylko niektóre z atutów CD „Samotna kolacja” duetu Krystyna Prońko / Sławek Wierzcholski. Połączenie potencjałów dwojga artystów z odmiennych stylistyk dało niezwykły efekt piętnastu piosenek będących mieszanką soul / blues /country. Piosenki – dialogi między wokalistami tworzą zaskakujący efekt: niekiedy nostalgiczno-poetycki a czasem żartobliwy i ekspresyjny.

 
źródło: Agencja Muzyczna Polskiego Radia

04.Czeslaw Spiewa„Czesław Śpiewa & Arte dei Suonatori” (Mystic Prod.)

Nowy album Czesław Śpiewa już od dziś w sprzedaży! Krążek „Czesław Śpiewa & Arte dei Suonatori” powstał we współpracy z polską orkiestrą barkową o międzynarodowej renomie. Arte dei Suonatori, prawdziwi mistrzowie muzyki dawnej, mają na swoim koncie kilkanaście płyt i kilka prestiżowych nagród muzycznych.

Długi czas rozmawialiśmy w zespole Czesław Śpiewa o inspiracjach muzyką klasyczną. Zaproszenie do współpracy od Arte dei Suonatori oraz seria wspólnych koncertów zagranych jesienią 2015 roku, bardzo nas ucieszyły. Nie sądziliśmy, że będziemy w stanie tak fajnie się dogadać i razem stworzyć muzyczny świat, który sprawdzi się na koncertach. Publiczność była zachwycona, a my dwa miesiące po trasie wylądowaliśmy razem w studiu nagraniowym RecPublica w Lubrzy. Szybko się okazało, że nasze światy, wcale się nie różnią. Zresztą ja i moi muzycy nie zgadzamy się na nazywanie muzyki klasyczniej muzyką poważną. Przecież ta muzyka była kiedyś rozrywkowa!- opowiada Czesław Mozil.

Czesław Śpiewa & Arte dei Suonatori to orkiestrowy rozmach połączony z awangardową fantazją na temat współczesnej muzyki popularnej. To interesująca propozycja nie tylko dla miłośników muzycznego luzu w wydaniu niepokornych Duńczyków, ale także nie lada gratka dla prawdziwych melomanów.

Słodko-gorzkie teksty Michała Zabłockiego swobodnie łączą żartobliwą narrację z tematami tożsamości narodowej, patriotyzmu i emigracji. Tytuły i treść piosenek nawiązują do „znanych i lubianych” wierszy oraz popularnych rymowanek z lat dziecięcych: „Mam trzy latka” „Lokomotywa” „Kaczka”. A wszystko to zapakowane w szlachetnie wykonaną ilustrację z burakiem na czele autorstwa Pawła Zawiślaka / Kropki Kreski – kolejny autoironiczny akcent charakterystyczny dla twórczości zespołu Czesław Śpiewa.

 
źródło: Mystic Prod.

image descriptionNika Boon – „Rebel” (Agencja Muzyczna Polskiego Radia)

Wokalistka i kompozytorka pochodząca z Gdańska, od lat tworząca muzykę w Londynie. Nika Boon czyli Dominka Jarzębowska w pierwszym wydaniu „Szansy na Sukces” z Marylą Rodowicz zachwyciła swoim silnym i ekspresyjnym głosem nie tylko telewidzów polskich, ale i widownie zagraniczną, czego dowodem jest to, że po emisji tego programu w Telewizji Polonia, brytyjska wytwórnia fonograficzna zaprosiła ją do Wielkiej Brytanii. Od tej pory Nika mieszka w Londynie, gdzie prężnie działa muzycznie. Artystka współpracuje z producentami i muzykami z Anglii i USA, jej utwory ukazywały się na słynnych kompilacjach „Release Yourself” wydanych przez nowojorską wytwórnię Stealth Rogera Sancheza (laureata Grammy Award). Na początku swojego pobytu w Wielkiej Brytanii Nika pisała i wykonywała muzykę alternatywną, ambient i electro a późniejszy kontrakt z managerem Prodigy, umożliwił jej i jej zespołowi występy na największych światowych scenach festiwalowych.

Ostatnio Nika powróciła do swoich korzeni i jej nadchodząca solowa płyta “Rebel” będzie zainspirowana brzmieniami akustyczno-gitarowymi. Na jej solowym albumie Nika połączyła siły z klawiszowcem z zespołu Massive Attack i Portishead Johnem Baggottem, z basistą i gitarzystą Carey Willets z zespołu Athlete oraz perkusistą zespołu Kasabian Ianem Matthews.

źródło: Agencja Muzyczna Polskiego Radia

06.Marcin SwiderskiMarcin Świderski – „Call Of Life” (Marcin Świderski)

Call Of Life to pierwszy solowy album Marcina Świderskiego, producenta muzycznego i saksofonisty, współtwórcy płyt: „Yanko” Enigmatik Quartet, „Iman” Magdy Navarrete, „Changing” Michała Rudasia.

„Call of life” to jedyny w swoim rodzaju strumień muzyki z różnych stron świata, unikatowa fuzja kultur, języków, technik wokalnych, połączenie niemożliwego z możliwym, historii ze współczesnością, zatarcie granic i barier kulturowych. To brzmienia world music połączone z brzmieniem instrumentów elektronicznych. Na płycie można usłyszeć wiele ciekawych instrumentów etnicznych takich jak sitar, dilruba, kaval czy flet bansuri. Od samego początku celem Marcina Świderskiego było zaproszenie do współpracy wielu gości. Na płycie zaśpiewali m. in. Michał Rudaś, Nuno, Karolina Kiesner, Gosia Gąsior, Gosia Janek, a każdy z wokalistów napisał tekst do swojej piosenki.

 
źródło: Marcin Świderski

07.Mateusz NarlochMateusz Narloch – „My Story” (EMA Records)

Mateusz Narloch, aktor dubbingowy i teatralny oraz wokalista, który w 2017 zadebiutował swoim solowym albumem „My Story”. Utrzymana jest w klimacie Popu inspirowanego amerykańskimi brzmieniami, porządną dawką mocnych syntezatorów, połączonych ze sobą w klimacie R’n’B. Największe inspiracje to Kanye West, Kid Cudi, The Weeknd, czy chociażby Justin Timberlake. Album jest historią podsumowującą jego 22 lata życia zebraną w jedenastu utworach. Od rozważań na temat swojego miejsca na ziemi, poprzez pierwsze doświadczenia z imprezami, poznawaniem nowych ludzi, na kobietach i wiwisekcji własnego charakteru kończąc. Za produkcje odpowiadał Mateusz Plewka, prywatnie przyjaciel Mateusza Narlocha. Debiut ukazał sie nakładem ich własnej wytwórni EMA REC., która powstała w 2016 roku.

 
źródło: EMA Records

08.KrokeKroke – „Traveller” (Universal Music)

„Traveller” to jedenasty już album w dorobku krakowskiego tria Kroke.

Podróż zawsze była częścią naszego życia, muzycznej przygody – towarzyszy nam od wielu lat i zapewne tak już pozostanie. Jest furtką pozwalającą nam wejść choćby na chwilę do fantazyjnych ogrodów nieznanych kultur i osobowości ludzkich.Otwarcie się na drugiego człowieka, jego tradycję i historię jest dla nas jedną z najważniejszych zasad, pozwalającą odkrywać nowe nieznane dotąd światy, oraz dokonywać głębokiej autorefleksji. Kroke od 25-ciu lat jest podróżnikiem, który nie tylko czerpie radość z wypraw, ale również wyciąga z nich naukę dla siebie i stara się nią dzielić z innymi. Zapraszamy więc do podróżowania po ćwierćwiecznym doświadczeniu muzycznych przestrzeni KROKE słuchając naszej nowej płyty „Traveller”.

Kroke… Zachwycił się nimi Steven Spielberg, gdy kręcił w Krakowie „Listę Schindlera”, nawet zagrał z triem na klarnecie, a także zaprosił na koncerty do Jerozolimy. Urzekli także Petera Gabriela – byli gośćmi Womad Festival, jednego z największych na świecie, organizowanego przez prywatną wytwórnię tego muzyka; wiele lat później, gdy współtwórca legendarnego zespołu Genesis był zaproszony na Life Festival Oświęcim, właśnie trio wskazał jako współuczestnika koncertu; w finale grali już wspólnie. Wielokrotnie występowali też z innym brytyjskim muzykiem, słynnym skrzypkiem Nigelem Kennedym – efektem tej współpracy jest wydana przez EMI płyta „East Meets East”. Już te sukcesy pokazują skalę artystycznych dokonań krakowskiego tria, które przez lata bardziej zażywało sławy w Niemczech, gdzie wydawało kolejne płyty, w Hiszpanii czy krajach Skandynawii niż nad Wisłą.

 
źródło: Universal Music

09.Daria Zawialow OkBadkaDaria Zawiałow – „A kysz!”(Sony Music)

To jeden z bardziej oczekiwanych debiutów płytowych tego roku i zapowiedź nadejścia nowego kobiecego głosu w polskiej muzyce alternatywnej. Singlami promującymi wydawnictwo są „Malinowy Chruśniak”, „Kundel Bury” oraz „Miłostki”.

Debiutancki album utrzymany jest w klimatach indie popu i rocka, które od zawsze są jej bliskie. Nad materiałem pracowała z najlepszym przyjacielem, Michałem Kuszem. Dopełniają się idealnie – Michał zajmuje się aranżacją utworów, a Daria układa do nich melodie wokalu i pisze teksty. Ważną rolę w procesie powstawania albumy odegrał też Piotr Rubik, na co dzień m.in. gitarzysta formacji Lemon, nie tylko wykonawca partii gitarowych, lecz także współkompozytor utworów i kompozytor dwóch utworów.

„Płyta jest kulminacją wszystkiego, co zbierało się we mnie od dłuższego czasu. Przez kilka lat ja i mój przyjaciel, a także producent albumu, Michał Kush, docieraliśmy się muzycznie, aż złapaliśmy falę, która poniosła nas do tworzenia tego, co zaczęło zaskakiwać i cieszyć. Utwory są zróżnicowane, a jednak spójne. Są momenty radości, zawadiackiej figlarności, a nawet lamentu, rozpaczy czy manifestu. Nie wszystkie teksty, które napisałam, mówią o mnie. Czasami opowiadam historię. Charakteru całości dodają gitary nagrane przez współkompozytora Piotrka „Rubensa” Rubika i muszę przyznać, że często inspirowało mnie ich brzmienie. Płyta jest więc i elektroniczna i gitarowa. Ostra i chłodna. Mam nadzieję, że każdy znajdzie tu kąt dla siebie”.

Spore wrażenie robią śmiałe, ambitne, pełne poetyckich wersów teksty Darii. W połączeniu z porywającymi interpretacjami wokalnymi są intrygującą zapowiedzią nowej jakości na naszym rynku muzycznym. Sama Daria twierdzi, że śpiewa dla siebie, narzeczonego i bliskich. A co, jeśli to, co tworzy dotrze również do innych ludzi, jeśli ta twórczość sprawi tym ludziom radość? „To będzie piękna historia” – mówi Daria.

 
źródło: Sony Music

10.MrozuMrozu – „Zew” (Warner Music)

Właśnie dziś ukazuje się najnowszy album Mroza – „Zew”

Artysta poszedł o krok dalej, zdecydowanie ugruntowując swoją muzyczną tożsamość. Tym razem jego kooperacja z producentem Marcinem Borsem była w jeszcze większym stopniu pracą tandemową, co zaowocowało spójnym i wyrazistym materiałem. Nowa płyta pokazuje, że artysta cały czas się rozwija i z pewnością mile zaskoczy entuzjastów klasycznego „brudnego” brzmienia, charakterystycznego dla lat 70 czy 90 poprzedniego stulecia. Na płycie „ZEW” pojawiły się też bardziej osobiste teksty, utwory koncepcyjne, które opisują dziką, momentami mroczną stronę ludzkiej natury. Mrozu cały czas pozostaje wierny zasadzie, że bezwzględnie najważniejsza jest muzyka. Artysta konsekwentnie unika bywania na salonach chcąc być kojarzony jedynie z tym co tworzy. Fani mieli wielokrotnie okazję usłyszeć go na żywo na niezliczonych, energetycznych koncertach ze swoim zespołem.

 
źródło: Warner Music

Albumy Polska cz.1/2017

Tak jak w przypadku nagrań singlowych z Polski i ze świata, tak teraz czas przyszedł na zaprezentowanie wybranych albumów z naszego rynku muzycznego 🙂 To będzie trylogia z informacjami o tych wydawnictwach, każda skromna ale bardzo konkretna i co ważne – urozmaicona 🙂 Starałem się aby wyselekcjonować istotne krążki według mnie, które nie tylko „Warto Posłuchać”, ale które są zachęcające do tego by pójść na koncert danego artysty i przekonać się jak to brzmi „na żywo” 🙂

 

 

01.Marek DyjakMarek Dyjak – ” Pierwszy śnieg” (Kayax Prod.)

„Pierwszy śnieg” to powrót Dyjaka do jego korzeni, do pięknej poezji, ważnych tekstów i muzyki w jedynej słusznej, molowej tonacji. Na płycie „Pierwszy Śnieg” znalazły się teksty Mirosława Czyżykiewicza, Jana Kondraka, Jacka Musiatowicza i Roberta Kasprzyckiego. Teksty dobrane przez Marka, bezpośrednio odnoszą się do ostatnich wydarzeń z jego życia, a oprawa muzyczna w postaci akordeonu (Marek Tarnowski), trąbki (Jerzy Małek), kontrabasu (Michał Jaros), piana (Grzegorz Jabłoński), perkusji (Mateusz Modrzejewski), dały mu duże pole do ich interpretacji, co już od lat jest atutem w jego wykonaniach. Producentem i aranżerem płyty jest wieloletni trębacz Dyjaka – Jerzy Małek.

 
źródło: Kayax Prod.

02.Golden LifeGolden Life – „Siedem” (MTJ)

Album „Siedem” to najnowsza propozycja zespołu Golden Life. Zawiera 10 nowych kompozycji w klimatach od popu do mocnego rockowego uderzenia. Sami muzycy mówią o albumie: „7 – to album szczególny pod wieloma względami. Starożytni przypisywali tej magicznej cyfrze porządek świata, dojrzałość i pewnego rodzaju kompletność, harmonię.  Taki, mamy wrażenie, jest nasz album. Pełen przemyśleń. Dojrzały i wynikający z akceptacji życia takim jakie ono jest. ”Na najnowszym wydawnictwie Golden Life można znaleźć mocne rockowe utwory mówiące o trudnościach, codziennej walce z rzeczywistością, jak i piosenki spokojniejsze, które mówią o tym, że wszystko w życiu ma swoje miejsce a my jesteśmy elementami tego harmonijnego układu.

 
źródło: MTJ

03.DollzDollz – „Sz…sz…sz…” (MJM Music PL)

24 marca ukazał się długo oczekiwany debiut zespołu Dollz pt. „Sz…Sz…Sz”. Na tracklistę składa się 14 utworów, z czego tylko dwa można było usłyszeć wcześniej. „To całkiem nowy materiał, który wykuwaliśmy w mrokach studia Sonus przez prawie rok. Trochę długo to trwało i czas wyjść z tym do ludzi” – dodaje gitarzysta Maciej Pawełczyk. Do ostatniego singla „Lawju Bejbe” powstał klip, w którym Paulina Kut wcieliła się w dramatyczną rolę tancerki go go.

Dollz (dawniej Dolls Insane) powstaje w 2011 roku. Gatunek muzyki można określić jako psychodeliczny rock. Punktem wyjścia jest moment, gdy wokalistka Paulina Kut, solo, występuje w talent show TVN – X Factor. Wtedy Maciej Pawełczyk (gitarzysta) proponuje jej współpracę. Niebawem do tej dwójki dołącza reszta zespołu (basista, klawiszowiec i perkusista). Wkrótce powstaje teledysk „Every Street” zrealizowany na Warszawskiej Pradze. W 2012 roku zespół odwiedza Las Vegas, gdzie powstaje klip do utworu „Tory”. Do wystąpienia w teledysku udaje się namówić Adama „Nergala” Darskiego, lidera grupy Behemoth. W tym samym czasie grupa bierze udział w IV edycji programu Must Be The Music. Wtedy właśnie Dollz na antenie telewizji ogłasza premierę klipu Tory. Pod koniec 2013 zespół nagrywa utwór „Bile Bur Gorne”, który można usłyszeć w czołówce popularnego programu Kossakowski. Szósty Zmysł. Piosenka jest napisana w języku wymyślonym przez Paulinę. Powstaje do niej teledysk z ujęciami z Ukrainy. 21 listopada 2013 roku doch dzi do podpisania kontraktu z wytwórnią MJM Music PL. 22 września 2014 ukazuje się EPka pt. „Taa…”. Zespół nagrywa również klip w Teatrze Kamienica do utworu „Czy Ktokolwiek?”, w którym Paulina parodiuje talent show, w którym niegdyś wystąpiła. W 2015 w czołówce programu Złomowisko PL na antenie Discovery Channel, można usłyszeć utwór pt. „Diament Mój”, który jest pierwszą zapowiedzią płyty „Sz… Sz… Sz”.

 
źródło: MJM Music PL

04.BisquitBisquit – „Nagi Król” (Muzyka Powiśle / Warner Music)

BISQUIT- „Piosenki na płycie „Nagi Król” są fuzją akustyki z elektroniką, zbiorem kilku różnych osobowości, zainspirowane mocnym przekazem, jaki miały piosenki polskich rockowych zespołów w latach 80′.

Dużo odważniej potraktowaliśmy brzmienie wszystkich instrumentów, eksperymentowaliśmy z brzmieniem wokalu. Wiele piosenek powstało do napisanego wcześniej tekstu- nie staraliśmy się na siłę trzymać formy- zwrotka/refren…

Pod względem tekstów to jest inna płyta, więcej jest reakcji na rzeczywistość i nastroje społeczne, na zmiany, których jesteśmy świadkami i podziały, które się między nami tworzą.

Płytę zapowiadał utwór tytułowy płyty, drugim singlem, który ukazał się tuż po premierze jest „Prawda”.”

 

 

źródło: Muzyka Powiśle / Warner Music

05.GUOVA_coverGuova – „Headliner” (Sony Music)

Nie było wcześniej na polskiej scenie raperki, która w tak krótkim czasie narobiłaby tak ogromnego zamieszania, jak kilka lat temu Guova. Zdezorientowani odbiorcy (ale też i inni twórcy) nie do końca umieli zrozumieć, jak osoba bez wsparcia wielkiej wytwórni czy wielkich postaci z hiphopowego firmamentu, jest w stanie tak szybko osiągnąć sukces. To było w 2013 roku.

Teraz jest 2017 i przyszedł czas na właściwy debiut Guovy. Artystki dojrzalszej, świadomej obranej drogi i kierunku. Takiej która nie chce zamykać się tylko na hip-hop i zna znaczenie słów praca, konsekwencja, nauka oraz dystans do siebie. Siła płyty „Headliner” wydanej w barwach Sony Music Poland to styl i przekaz. Znajdziemy tu refleksyjne teksty, kontrowersyjne społeczne tematy, jak i luźne imprezowe przemyślenia. Guova w ciekawy sposób moduluje głos i stosuje charakterystyczne przyspieszenia flow.

Na album „Headliner” składa się 15 utworów. Wyrazistej, pewnej siebie, charyzmatycznej Guovie w trzech utworach towarzyszą zacni goście. VNM rapuje w „Do domu”, 2sty nawija w „Dead Muthafuckas”, a wokalistka Masia śpiewa w „Ratuj mnie”. Sama Guova śpiewa w przebojowym „Popstar”. Muzycznie materiał nawiązuje do najnowszych trendów w elektronice – za bity odpowiadają między innymi tak zdolni producenci młodego pokolenia, jak Essex, Rzepa, Blbeatz czy Hightower.

 
źródło: Sony Music

06.MioushMiuosh – „Pop” (My Music)

Właśnie ukazała się długo wyczekiwana płyta Miuosha – POP. Album jest niezwykle eklektyczny i pełen niestandardowych rozwiązań, dzięki czemu przełamuje schematy myślenia o rapie. Na płycie można usłyszeć m.in. Katarzynę Nosowską, Tomasza Organka, Piotra Roguckiego oraz Bajm.

POP. to album, który nie daje się zaszufladkować i wepchnąć w sztywne ramy. Współpraca z artystami z odmiennych muzycznie rejonów – między innymi z Katarzyną Nosowską, Tomaszem Organkiem, Piotrem Roguckim czy zespołem Bajm, zaowocowała powstaniem wydawnictwa bardzo zróżnicowanego. Na poziomie warstwy tekstowej album jest spójny – wszystkie utwory układają się w jedną intrygującą historię, w którą słuchacz zagłębia się już od pierwszego tekstu. Zabawa konwencją i eksperymentowanie zaczynają się na poziomie warstwy muzycznej, za którą oprócz Miuosha i muzyków z FDG. Orkiestry, odpowiadają Michał Fox Król, Smolik, Myslovitz, Maciej Sawoch i Fleczer. Połączenie tak różnorodnych artystycznie doświadczeń gwarantuje słuchaczom prawdziwą muzyczną ucztę.

Praca nad najnowszym albumem była dla mnie czasem eksperymentowania i zabawy konwencją – mówi Miuosh. Razem z zaproszonymi muzykami staraliśmy się przełamywać schematy i szukać nieszablonowych rozwiązań, które pozwoliły nadać utworom nieoczekiwane brzmienie. W ten sposób powstała płyta, o której z pewnością nie można powiedzieć, że jest standardowym albumem rapowym – dodaje.

Album składa się z 11 utworów. Za warstwę muzyczną, oprócz Miuosha i muzyków z FDG. Orkiestry, odpowiadają Michał Fox Król, Smolik, Myslovitz, Maciej Sawoch i Fleczer. Na albumie usłyszeć będzie można również efekty współpracy z zepołem Bajm, Katarzyną Nosowską, Myslovitz i Kasią Gołomską, Piotrem Roguckim, SOXSO czy Tomaszem Organkiem. Autorem wszystkich tekstów jest Miuosh. Za projekt okładki odpowiada Forin.

Płytę promują single: Tramwaje i Gwiazdy z gościnnym udziałem Katarzyny Nosowskiej, Traffic, wykonywany wspólnie z Piotrem Roguckim oraz utwór Nisko.

 
źródło: My Music

07.Monika LidkeMonika Lidke – „Gdyby każdy z nas…” (Dot Time Records)

Monika Lidke jest wokalistką, autorką tekstów i muzyki pochodzącą z Lubina na Dolnym Śląsku, a obecnie mieszkającą w Londynie. Przedstawia ona ekscytującą, świeżą i oryginalną muzykę trafiającą do serc słuchaczy. Jazz i folk połączony z francuskimi i polskimi akcentami oraz latynoamerykańskimi dźwiękami tworzą magiczne widowisko. Trzeci album mieszkającej w Londynie polskiej wokalistki i songwriterki Moniki Lidke, jest zarazem pierwszym albumem w języku polskim. „Gdyby każdy z nas…” to zapis magicznej podróży w krainę wysublimowanych, folkowo-jazzowych aranżacji muzycznych oraz intrygującej poezji Andrzeja Ballo. Udział w nagraniu płyty wzięło wielu znanych muzyków ze świata jazzu, smooth jazzu czy muzyki rozrywkowej m.in. Dorota Miśkiewicz, Anna Jurksztowicz, Michał Tokaj, Marek Napiórkowski, Krzysztof Napiórkowski.

 

 

źródło: Dot Time Records

08.Grazyna LobaszewskaGrażyna Łobaszewska – „Sklejam się” (MTJ)

Ostatnio mnie nosi. Tyle się dzieje, a raczej tyle się stało, że czuję jak pęka mi serce. A mózg podpowiada, że trzeba się skleić – To… sklejam się!” – w taki prosty ale jakże wymowny sposób, Grażyna Łobaszewska opisuje swój nowy album „Sklejam się”, który swoją premierę ma 13.02.2017. Za stronę muzyczną albumu odpowiadają muzycy formacji Ajagore. Teksty napisali między innymi: Jan Wołek, Piotr Bukartyk i Andrzej Poniedzielski. Płyta „Sklejam się” jest celebracją czterdziestolecia artystki na scenie.

Grażyna Łobaszewska jest rodowitą gdańszczanką i właśnie w tym mieście stawiała swoje pierwsze muzyczne kroki. Tutaj ukończyła szkołę muzyczną w klasie fortepianu, a w latach 1970-72 była słuchaczką Studia Piosenki PR i TV prowadzonego przez Renatę Gleinert. Po raz pierwszy muzyczny świat usłyszał o Grażynie w 1971 roku na FPR w Zielonej Górze. Rok później artystka przeniosła się do Poznania, który na kilka lat stał się jej „drugim domem”. Od tego momentu kariera wokalistki potoczyła się błyskawicznie. Krytycy bez wahania porównują wokalistkę z Arethą Franklin czy Billie Holiday.

Występowała i nagrywała także z zespołami Janusza Komana, Alex Bandem Aleksandra Maliszewskiego, Grupą Doktora Q Tadeusza Klimondy i z orkiestrą Zbigniewa Górnego. Dokonała licznych nagrań archiwalnych dla Regionalnej Rozgłośni Polskiego Radia w Poznaniu i centrali w Warszawie z czołowymi muzykami jazzowymi, m.in. z Januszem Skowronem i Krzysztofem Ścierańskim. Od 1997 współpracowała z Triem Jarosława Śmietany. Brała udział w festiwalach jazzowych w Kaliszu, Krakowie, Lublinie, Wrocławiu, a także za granicą, w Danii, Szwecji, Hiszpanii, RFN i Kuwejcie. Uczestniczyła w trasach koncertowych po USA i Francji. 2 grudnia 2012 podczas gali wręczenia Złotych Mikrofonów otrzymała Srebrny Medal Zasłużony Kulturze Gloria ArtisAlbum Grażyny Łobaszewskiej „Sklejam Się”, promowany piosenką tytułową, trafiła do sklepów 13 lutego 2017. Płyta to efekt współpracy z muzykami wspomnianego na początku zespołu Ajagore i wieloma wybitnymi autorami tekstów. Stylistycznie to wciąż muzyka dla ludzi wrażliwych i z wyrobionym gustem, od pop, poprzez soul aż do rocka. Nie trzeba chyba dodawać, że wokalnie „Sklejam Się” to najwyższy światowy poziom! Grażyna Łobaszewska wciąż nie ma sobie równych.

 
źródło: MTJ

09.Singin BirdsSingin’ Birds – „Swing & Roll” (My Music)

Singin’ Birds prezentują swój najnowszy album, na którym wyraźnie słychać ich niezmienną fascynację stylem retro i klimatami vintage. Tym razem zespół postanowił jednak pokazać swoją bardziej zwariowaną stronę i jeszcze odważniej bawi się muzyką. „Swing & Roll” to prawdziwa eksplozja rytmów. Jak zapowiada tytuł szykuje się spora dawka swinga i rockandrolla, ale nie tylko!
Na krążku znalazły się zarówno autorskie utwory zespołu, jak i ich znak rozpoznawczy – własne, bardzo oryginalne wersje znanych przebojów. Roztańczony album promują autorskie kompozycje – „George” i „Chcę więcej”.

Singin’ Birds to zespół rodem z lat 50 ubiegłego wieku, którego myślą przewodnią jest brzmienie głosów w bliskiej harmonii. Szerokiej publiczności dali się poznać m.in. podczas 50. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, półfinału programu „Must Be The Music”. Ich debiutancki album „Niech tak zostanie” ukazał się w listopadzie 2013 roku.

 
źródło: My Music

10.Slawomir GrzymekSławomir Grzymek i Pijani – „Piosenki (Nie)Popularne” (Borzym Music / Warner Music)

Sławomir Grzymek i Pijani to unikalny na polskiej scenie zespół muzyczny i zarazem projekt towarzysko-artystyczny.
Nie ma tu celebryckiego blichtru i zadęcia. Jest czterech doświadczonych życiowo facetów, którzy po prostu postanowili grać. Są dobre, poetyckie teksty, niepowtarzalny wokal i świetna muzyka prosto z trzewi. Czerpią inspiracje z ulicznych zaśpiewek i ballad rodem z rdzennego folkloru krwistego półświatka, który dziś już prawie nie istnieje. Z przemilczanych obszarów miejskiego życia ulicznego i ludzi z jego marginesu.

Liderem i wokalistą zespołu jest Sławomir Grzymek, wszechstronny muzyk, kompozytor muzyki filmowej, poeta, aktor, realizator dźwięku i sportowiec, który oprócz udziału w rozmaitych projektach muzycznych, ma za sobą wieloletnią współpracę z mediami. Niełatwe dorastanie, okres buntu, fascynacja hard rockiem, śmierć przyjaciela, rodzina, emigracja, podróże, aktorstwo, praca w kreatywnym środowisku ludzi mediów – te wszystkie doświadczenia skłoniły go do założenia zespołu, którego twórczość jest swoistą manifestacją szczerych spostrzeżeń jego i przyjaciół.

SKŁAD TOWARZYSKI:
Gitarzysta Marek Garbacki na co dzień uczy grać na gitarze. Sam, z właściwą sobie dawką autoironii, nazywa siebie „nauczycielem muzyki i życia”.
Basista Dawid Klimkowski również jest muzykiem z krwi i kości oraz z wykształcenia. Pracuje jako nauczyciel gry na instrumentach klawiszowych i gitarze basowej.
Perkusista Karol Nabożny również zajmuje się kształceniem kolejnych pokoleń muzyków. Jest absolutnym pasjonatem perkusji, nigdy nie popada w rutynę i cały czas poszukuje nowych brzmień, wyznając zasadę, że wszystko wokół może być intrygującym instrumentem muzycznym.

 
źródło: Borzym Music

11.Happysad_CialoObce_Okladka_01Happysad – „Ciało Obce” (Mystic Prod.)

Jest to płyta nagrana w ponad stuletniej stodole w miejscowości Nowe Kawkowo. Zespół pod okiem Marcina Borsa nagrał dziesięć piosenek w osiem lipcowych dni zeszłego roku, a jeden utwór nocą przy ognisku. Po raz pierwszy w historii zespół pracował w składzie sześcioosobowym. W komponowaniu i nagrywaniu materiału brali udział nowi członkowie grupy – Maciej Ramisz i Michał Bąk, którzy od dawna wspomagają zespół na koncertach. Do utworu „Heroina” powstał teledysk, nakręcony w tej samej stodole, w której nagrywana była płyta.

 
źródło: Mystic Prod.

12.Stanislaw SoykaStanisław Soyka ft. Buba Badjie Kuyateh – „Action Direct Tales” (Universal Music)

Tak o pracy nad płytą pisze sam Stanisław Soyka:

„Bubę B. Kuyateh poznałem w Café Baobab, senegalskiej klubokawiarni na mojej ulicy Francuskiej w Warszawie. Odkąd „Baobab” istnieje, a będzie to już dziesięć lat, na Saskiej Kępie zaczęli pojawiać się warszawscy Afrykanie. Senegalczycy, Gambijczycy, Malijczycy, ale i Nigeryjczycy, ludzie z Mauritiusa i wielu innych stron Afryki. Pięć, może cztery lata temu, latem w weekendy Aziz (właściciel miejsca) zaczął organizować afrykańskie koncerty uliczne. Jako sąsiad chętnie witałem te spotkania najpierw jako słuchacz, a wkrótce także uczestnik tych muzycznych spotkań. Dla nich odkurzyłem moje skrzypce i zacząłem dołączać.

To były chwile fascynujące. Któregoś razu pojawił się nowo przybyły z Gambii korysta, griot Buba Badjie Kuyateh. To spotkanie zaowocowało kilkoma innymi. Tu i ówdzie. Dni Kultury Afrykańskiej w Warszawie, jakiś folk festiwal w Sandomierzu, prywatne spotkanie majowe u Jacka Kleyffa. Poczuliśmy z Bubą jakąś więź mimo obcości. Nie znałem jego pieśni, ale i on nie znał niczego z moich stron, jednak ładunek emocjonalny podczas tych spotkań mówił: trzeba coś razem zagrać. Sam na sam. Kora i skrzypce, spotkanie dalekich światów. Muzyka nie zna granic. Dla mnie spotkanie z griotem grającym na korze (zachodnioafrykańskim instrumencie dworskim) było eureką. Umówiliśmy się, że się spotkamy w studio. Byłem przekonany, że takie spotkanie ma sens i wróży ciekawy rezultat. Wiosną wczesną 2016 roku doszło do spotkania w Studio Załuski. Siedząc pod mikrofonami uzbrojeni we własne umiejętności, wrażliwość muzyczną, talenty improwizatorskie, oceany dobrej woli – zamieniliśmy się w słuch. Action direct/akcja bezpośrednia to nic innego jak muzyka i m p r o w i z o w a n a.

Zastanawiałem się po udanej sesji, co z tym zrobić. Zaprezentowałem nagrania przyjaciołom, różnymi innym cywilom a w końcu wierchuszce Universal Music Polska, z którym to wydawnictwem łączą mnie przyjacielskie związki. Wszyscy byli na tak.

Griot to opowiadacz historii rodziny, plemienia. Kora to instrument strunowy szarpany. Strun 24. służy o p o w i e ś c i. Nasze nagrania to siedem opowieści i jedna staroafrykańska pieśń ludowa. Kiedy dochodzi do oficjalnego publikowania dzieła, trzeba nadać mu tytuł. „Stanisław SOYKA & Buba Badjie KUYATEH. ACTION DIRECT” to jedna z możliwości. „Siedem opowieści i stara pieśń” to druga możliwość.

Ta sesja w Studio Załuski, to dowód na to, że muzyka jest językiem uniwersalnym. W Cafe Baobab można porozumieć się po polsku, po angielsku, a i po francusku. Kiedy jednak „moi warszawscy Afrykanie” rozmawiają językiem wolof – porozumienie się urywa. Jesteśmy daleko od domu. Jednak jest język, który nas łączy przyciąga do siebie, jakoś cholernie zaciekawia. To jest m u z y k a. Ta płyta trwa niewiele ponad 50 minut. Bywa, że to dużo, za dużo. W tym jednak wypadku kończy się za szybko, czyli coś w rodzaju dużo za mało.

Na mnie ta muzyka działa kojąco i pobudzająco jednocześnie. Mam nadzieję, że i Was nie zdoła znudzić.”

 
źródło: Universal Music

 

Skinny – wywiad (30.08.2016 r.)

 

 

skinnpromo3

Skinny (materiał prasowy)

Michał SKINNY Skórka to multiinstrumentalista, wokalista, producent, którego na pewno wszyscy znacie z duetu Skinny Patrini. Ten ważny duet na polskiej scenie elektronicznej podczas swojej ośmioletniej działalności, wystąpił niemal na wszystkich najważniejszych festiwalach w Polsce i zagranicą. Ponadto, mogą pochwalić się występem podczas wieczoru polskiego na Expo 2010 w Szanghaju. Michał SKINNY Skórka dziś zapisuje się w annałach polskiej fonografii solowym albumem „The Skin I’m In”. Innym niż wszystkie z tego gatunku. Ambitnym, świadomym w każdej jego minucie słuchania. Krążkiem wyjątkowym nie tylko dlatego, że jest to pierwszy solowy album Michała, ale moim zdaniem istotą są teksty piosenek zawarte na „The Skin I’m In”. Poniżej krótki zapis mojej rozmowy z Michałem na temat jego płyty, bo dużo więcej omówiliśmy podczas audycji w „Warto Posłuchać” w POP Radiu 92,8 FM.

Arkadiusz Kałucki: Ukazała się twoja pierwsza solowa płyta „The Skin I’m In”. Czy duet Skinny Patrini, z którym wydaliście dwa albumy to już zamknięty rozdział czy zawieszona działalność na czas bliżej nieokreślony?

Skinny: Na dzień dzisiejszy koncentruję się na promocji „The Skin I’m In”. Uwielbiam rozdział mojego życia o nazwie Skinny Patrini – przez kilka lat działalności SP zwiedziłem kawałek świata, poznałem wiele cudownych osób… Jestem przedumny z obu płyt, które wydaliśmy. Mogę teraz dalej się rozwijać… ale jest to projekt odłożony na półki i nie wiem na jak długo. Wiem natomiast, że szybciej może pojawić się druga płyta solowa. A i na nią trzeba będzie dość długo poczekać, ponieważ nie lubię działać szybko. Wolę dobrze.

Arkadiusz Kałucki: Na albumie znalazł się duet z Kasią Stankiewicz(aktualnie już Varius Manx) a konkretnie w nagraniu „I wish”. Jak doszło do współpracy z tą bardzo wyjątkową wokalistką w naszym kraju i dlaczego akurat z nią postanowiłeś podjąć współpracę?

Skinny: Życie wciąż mnie uczy, żeby korzystać z przypadków, które zsyła na nas los. Gdybym kilka lat temu nie odważył się podejść do Kasi zaproszeniem na koncert Skinny Patrini w Hydrozagadce, gdyby ona później na tym koncercie nie pojawiła się wraz z siostrą Anią, gdyby Kasi nie spodobał się utwór, etc. etc. etc. być może nie byłoby tego duetu. A tak – Kasia przyjechała do nas do Gdańska i – rezygnując z intratnej propozycji – nagrała swoją partię w ciągu kilku chwil. Trwało to krótko, ale w mojej głowie rozciągnęło się w czasie na tyle, że – podczas gdy Kasia nagrywała wokal – już zdążyłem w wyobraźni usłyszeć finalną wersję i przeżyć wzruszenie i ekscytację na miarę narodzin dziecka nieomal.

skinnypromo2

Skinny (materiały prasowe)

Arkadiusz Kałucki: Krążek „The Skin I’m In” to bardzo emocjonalna, osobista opowieść, ale są niedopowiedzenia, niedomówienia. To specjalne posunięcie czy obawa w wyrażaniu swoich odczuć, przemyśleń? A może chciałeś wywołać dyskusję wśród swoich fanów, co sądzą na temat poszczególnych historii?

Skinny: Osobiście nie jestem fanem niedopowiedzeń czy niedomówień w życiu codziennym, natomiast wydaje mi się, że nie ma nic bardziej nudnego niż ich brak w sztuce. Muzyka, jak i inne dziedziny sztuki, powinny zmuszać do myślenia, wywoływać emocje, sprawiać, że przenosisz się w inny wymiar. Podanie wszystkiego na talerzu mnie absolutnie nie interesuje, ponieważ nie ma nic do odkrywania… Z drugiej strony, na tej płycie i tak mam wrażenie, że wybebeszyłem się na nieomal wszystkie możliwe sposoby. Tyle tylko, że trzeba mnie dobrze znać, żeby wiedzieć o jakim wydarzeniu lub o jakiej osobie jest dany utwór tudzież dla kogo są dedykowane poszczególne teksty, kto czuwał nade mną podczas nagrania albumu, o kim lub o czym myślałem śpiewając lub grając w konkretnym utworze, etc. Emocjonalność to dla mnie – obok intelektu – najistotniejsze cechy człowieczeństwa. Ta płyta jest właśnie dla ludzi, którzy potrafią i chcą czuć i myśleć.

Arkadiusz Kałucki: W dzisiejszych czasach bardzo wielu artystów nie chce być szufladkowanych jeżeli chodzi o stylistykę i brzmienia w jakich się poruszają. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?

Skinny: Ja już od etykietek nawet nie staram się uciekać. Jest to walka z wiatrakami, a walka z czymkolwiek nie należy do moich ulubionych zajęć… Sam zaczynam zauważać, że nazywanie różnych stylów – nie tylko w muzyce – ma swego rodzaju urok. I mocno systematyzuje, a to w dzisiejszych, nieco niepewnych i rozdygotanych czasach, jest dość potrzebne wręcz.

LEAVING YOU prntscr 1

Skinny (materiały prasowe)

Arkadiusz Kałucki: Czy Twój solowy debiut płytowy miał być „nowoczesnym” nawiązaniem do lat świetności new wave, new romantic z mieszanką rockowych smaczków lat 90-tych XX wieku? To są obszary muzyczne, które Ciebie ukształtowały jako artystę?

Skinny: Myślę, że nie tylko. Bardzo dużo słuchałem muzyki w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Uważam, że wtedy muzyka miała zdecydowanie więcej charakteru. Nie było tej miałkości, która przeważa w XXI wieku. Coraz mniej płyt kupuję, coraz mniej rzeczy mnie interesuje, a jeszcze mniej inspiruje. I na pewno postępujący wiek nie jest tego przyczyną, ponieważ wiem, że wciąż muzyka może mnie rozłożyć na części pierwsze… na przykład muzyka, którą kochałem 20 czy 30 lat temu, a która wciąż towarzyszy mi w życiu codziennym. Nie zakładałem niczego przy „The Skin I’m In” – ta płyta po prostu się rodziła naturalnie i przy komponowaniu i pisaniu każdego utworu słyszałem w głowie – mniej więcej – całą produkcję i aranże. Oczywiście, lubuję się w muzyce elektronicznej, ale jest to jedynie namiastka mojej płytoteki. Wśród rzeczy, które mam na półkach możesz znaleźć Antony And The Johnsons obok Atmosphere, Beethovena obok Edyty Bartosiewicz, Marię Callas obok CC Catch i Mozarta obok Nirvany…

Arkadiusz Kałucki: Do kogo jest skierowana płyta „the Skin I’m In”? Do młodego, niedoświadczonego życiowo odbiorcy czy do starszego pokolenia słuchaczy?

Skinny: Do osoby, która wysłucha tę płytę w całości, wczyta się w teksty i usłyszy to, co na pierwszy rzut ucha nie jest słyszalne. Zwłaszcza na głośnikach komórki czy laptopa… Wzruszy się i uśmiechnie się do siebie, przeżyje ją na swój sposób i wróci do tej płyty wielokrotnie. Nieważne czy będzie to człowiek młody czy starszy, niedoświadczony życiowo czy doświadczony, wyrobiony muzycznie czy nie. Znam wiele młodziutkich osób, które są niezwykle świadome i chłonne. I znam wiele starszych, którzy już tak przesiąknęli muzyką, że szalenie trudno ich czymkolwiek zaskoczyć bądź nawet zainteresować… Tak jak powiedziałem wcześniej – ta płyta jest dla osób czujących i myślących.

Arkadiusz Kałucki: Co jest dla Ciebie motywacją do dalszego twórczego działania?

Skinny: Pieniądze i sława. Hahaha. Ani jednego ani drugiego na razie nie widać klarownie na horyzoncie, a motywacja jest – druga płyta już się napisała i już mam około 16tu demówek… Szczerze mówiąc, nie potrafię tego nazwać. Chyba potrzeba tworzenia. I miłość do muzyki.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę 🙂

Skinny: Dziękuję 🙂