Florence Jenkins Project – wywiad 15.05.2019 r.

01.Florence Jenkins Project i Ja_2019a

Borys Stokalski(F.J.P.) i Ja fot.AK

Florence Jenkins Project to zespół założony w 2008 r.w Warszawie. F.J.P. nagrali album pt.”Antymetafizyka” zdominowany przez progresywne dźwięki muzyki rockowej o charakterze balladowym. Jest element uzupełniający część kompozycji w postaci jazzowych smaczków. Generalnie 15 utworów ma bardzo wiele odniesień do naszego życia, do znaczenia wypowiadanych słów, do życiowych doświadczeń z bòlem, cierpieniem i nieszczęśliwą miłością na czele. To są nawiązania także do…Starego Testamentu…Średniowiecznej Polski za sprawą Galla Anonima. Ma swoje miejsce i to godne na płycie Czesław Niemen. Całkiem nieźle umiejscowiono Krzysztofa Komedę oraz mój faworyt na albumie „Ty i Sahara” przetłumaczona piosenka grupy The Police. Całej płycie towarzyszy myśl austriackiego filozofa Ludwiga Wittgensteina, która w skrócie brzmi tak: „O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”. Ja im nie dałem milczeć i porozmawiałem z liderem zespołu Florence Jenkins Project – Borysem Stokalskim🙂

 

02.ANTYMETAFIZYKA

Arkadiusz Kałucki: Zacznę od początku tzn. od okładki i całej poligrafii całej waszej płyty „Antymetafizyka”. Wszystko bardzo współgra z tekstami na albumie. Skąd taki a nie inny pomysł na taką szatę graficzną? Kto jest autorem i dlaczego jest tak czarno-biało?

Borys Stoklaski(F.J.P.): Kiedy zakończyliśmy większość pracy w studio i było jasne „o czym” będzie „Antymetafizyka” zdecydowaliśmy też, że oprawa ma się stać częścią naszego przekazu. Dajemy słuchaczom kawałek samych siebie, dlatego album miał być czymś w rodzaju intymnego szkicownika: zapisane „odręcznie” teksty i ilustracje zrobione jakby od niechcenia, przy okazji pracy nad tekstem. Do tego ważną rolę miała też pełnić główna grafika okładki. Autorką całości oprawy graficznej jest Zuzanna Królik, utalentowana, młoda graficzka, ilustratorka i … tatuatorka. Miałem okazję oglądać prace Zuzy jeszcze z okresu jej studiów w Anglii. Zrobiły na mnie spore wrażenie, szczególnie praca dyplomowa, słowiański bestiariusz. Bardzo pasowała nam technika grafik Zuzanny, zaczerpnięta ze sztuki tatuażu. Daje naprawdę niepowtarzalny efekt. Zuza potrafi umieszczać w swoich pracach detale, których dostrzeżenie nadaje znaczenie całości, czasem zmieniając początkową wymowę radykalnie. Ten efekt widać na naszej okładce. Przy pracy nad moodboardem pojawił się pomysł aniołów tańczących na szpilce, motyw ten występuje też w tekście tytułowej piosenki. Zuza sprawiła, że ten symbol oderwanych od życia dociekań średniowiecznych filozofów i teologów zamienił się w obraz swego rodzaju zmagania z tajemnicą, której stawką jest życie. Anioły Zuzanny mają eteryczne, rafaelickie kształty ale pozornie beztroski taniec na szpilce rani ich stopy. Przy bliższym oglądzie okazuje się że taniec aniołów to pełna cierpienia walka o utrzymanie się na szczycie, w życiodajnym świetle. Żeby ogarnąć całość tej sceny warto sięgnąć do skrzydełka okładki. W środku jest niespodzianka – plakat odsłaniający jej kolejne, ukryte elementy. Co do palety – testowaliśmy różne warianty, od psychodelicznej poprzez odpustową (ostała się na odwrocie okładki) aż po niemal monochromatyczne, nisko nasycone. Biorąc pod uwagę wyjściowy pomysł – płyta jako szkicownik – te ostatnie stały się dość oczywistymi zwycięzcami.

Arkadiusz Kałucki: Duży rozstrzał muzyczny zaprezentowaliście na płycie, chociaż przewaga jest progresywnych brzmień rockowych. Zamieszczone kompozycje też nie należą do najkrótszych. Proszę powiedz jak wyglądał u Was proces komponowania na płytę „Antymetafizyka”?

Borys Stoklaski(F.J.P.): Faktycznie – na pierwszy „rzut ucha” płyta wydaje się dość eklektyczna. Ale zwykle słyszymy, że kolejne przesłuchania pozwalają odkryć to co nadaje jej spójność – jest to spójność przekazu i wyobraźni muzycznej a nie konwencjonalnie traktowanego stylu. Cieszy nas kiedy ludzie to dostrzegają, bo to ważny klucz do naszego grania. Często bywamy kojarzeni ze światem progrocka, co mnie to trochę dziwi. Nie znajdziesz w naszej muzyce wyrafinowanych podziałów rytmicznych, wirtuozerskich partii solowych czy bardzo rozbudowanej formy. Partie instrumentalne pojawiają się u nas jako elementy dość typowe dla kompozycji rockowych. Intro służące zbudowaniu klimatu, jak w otwierającej płytę „Walce Jakuba”, czasem instrumentalny „bridge” podkreślający jakiś aspekt opowiadanej historii, tutaj przykładem może być „Golem”, „Absalom” czy „Warowny gród”. Nasz „sekretny sos” to po prostu rockowa tradycja (szczególnie alternatywa przełomu lat 80/90-tych), odrobinę wzbogacona o skale i harmonię podsłuchanej w muzyce etno, czasem zaczerpniętej z jazzu, elektroniczne i akustyczne „smaczki” w instrumentacji a w warstwie tekstowej – opowiadanie ciekawych historii. Wolimy naszą muzykę określać jako „autorski rock”. Staramy się unikać banału ale tak naprawdę cenimy prostotę i bezpretensjonalność. Pytałeś o proces komponowana i pracę nad płytą – pracujemy dość typowo. Muzyczne pomysły, przynosimy na próby gdzie dojrzewają i nabierają finalnego kształtu a w końcu zamieniają się w piosenki i trafiają do koncertowego „setu”. „Antymetafizyka” to wybór utworów z repertuaru, który powstał właśnie w ten sposób w ciągu ostatnich 10 lat. Nasza produkcja była w stu procentach niezależna, więc mogliśmy sobie na nią dać tyle czasu ile było trzeba – w efekcie praca nad albumem zajęła nam niemal 2 lata. To było dość ważne ze względu na zawodowe ograniczenia uniemożliwiające nam intensywną pracę typową dla profesjonalnych produkcji. My zaczęliśmy od nagrania „setek”, w aranżacjach koncertowych i to one stanowiły punkt wyjścia dla dalszej pracy. Współczesna technika nagrań daje ogromną pokusę „lukrowania” i poprawiania tego co zrobią muzycy. I oczywiście trzeba w jakiejś mierze z tych możliwości korzystać, słuchacze oczekują od nagrań profesjonalnego brzmienia. Jednak zależało nam, aby cyzelowanie partii i aranżacji nie odebrało płycie autentyzmu. Naszym celem było pokazanie światu FJP a nie stworzenie perfekcyjnego produktu muzycznego. Stąd w pracy z ekipą warszawskiego Quality Studio skupialiśmy się raczej na selekcji i dopracowywaniu pomysłów i brzmień, które dadzą się przenieść z powrotem na scenę niż na perfekcyjnej edycji i maskowaniu wszelkich naszych niedoskonałości, czy mnożeniu śladów. Bezcennym partnerem w wypracowaniu brzmienia partii gitarowych był Radek Bednarek. Bardzo ważna była praca z Bartkiem Mielczarkiem przy produkcji „Walki Jakuba” i „Absaloma”, znakomitą pracę przy miksach i masteringu reszty numerów wykonał Marek Piotr Szumski, który zapewnił płycie finalny szlif i spójne brzmienie.

03a.FJP fot.Jarosław Wiśniewski

F.J.P. fot.Jarosław Wiśniewski

Arkadiusz Kałucki: Na albumie znajdują się odniesienia, nawiązania do wybitnych postaci sceny muzycznej, zarówno polskiej jak i tej zachodniej. I tu przytoczę nazwiska: Krzysztof Komeda, Czesław Niemen, Sting(The Police) nie mówiąc o postaci historycznej…Gall Anonim. Poproszę o kilka słów wyjaśnień do każdego z tych utworów.

Borys Stoklaski(F.J.P.): Kołysanka Krzysztofa Komedy z filmu „Dziecko Rosemary” jest inspiracją jednego z moich ulubionych kawałków na płycie – ballady „W moim śnie” przepięknie zaśpiewanej przez Anię. Nie jest to w zasadzie typowy „cover” – struktura i harmonia tego utworu w wielu miejscach odbiega od utworu Komedy. Ale temat tego genialnego kompozytora jest tak sugestywny, że zdominowałby chyba każdą piosenkę, w której zostałby użyty. Nam pomógł w uzyskaniu onirycznego klimatu chwil „między jawą a snem”, kiedy realność miesza się z wyobrażeniami, myśli gubią racjonalność, uwalniają się tłumione emocje. Kiedy każdy staje się na powrót zagadką, „bytem osobnym”, wszelkie relacje podlegają zawieszeniu. Trudna chwila dla zachłannej miłości. Pieśń wojów Bolesława Chrobrego z kronik Galla Anonima została skomponowana i nagrana przez Czesława Niemena w 1978. Niestety nie trafiła chyba nigdy na płytę i dzisiaj można ją znaleźć tylko w postaci cyfrowej. Nagranie Niemena jest niesamowite. Pieśń zaśpiewana a capella zwielokrotnionym głosem Mistrza gwarantuje za każdym razem ciary. Wierzę, że znaleźliśmy świeży pomysł na ten hymn o nieustępliwej sile jaka każe kolejnym pokoleniom stawać na barkach przodków i sięgać po więcej. „Ty i Sahara” to próba zmierzenia się z piękną balladą Police z płyty „Synchronicity”. Świetny tekst „Tea in the Sahara” inspirowany jest powieścią Paula Bowlesa „Pod osłoną nieba”, a właściwie z zawartą w niej legendą beduińską. Ta z kolei stanowi metafizyczną syntezę historii o niespełnieniu jaka w realnym świecie jest udziałem bohaterów powieści. Uwielbiam takie wielopiętrowe „matrioszki” narracyjne. Fakt, że prostym zabiegiem można było uzyskać dobrze brzmiący, nawiązujący do oryginału i sensowny z punktu widzenia treści refren ośmielił mnie do spolszczenia całego tekstu. Sting napisał swój tekst bardzo zwięzłą, niemal ascetyczną frazą, która jest jednocześnie bardzo plastyczna, jakby tworzyła filmowy obraz. Oddanie tego w języku polskim było wyzwaniem, ale myślę, że udało się uzyskać fajny efekt. Kluczem do muzycznej strony coveru była zmiana reagge’owego pulsu oryginału na bluesowy shuffle. Potem wyobraziliśmy sobie, że gramy ten kawałek w małym klubie, tuż przed zamknięciem, przy niemal pustej sali, w zasadzie sami dla siebie, dżemujemy. Pojawienie się solówki trochę w stylu Pata Metheny (z zachowaniem wszelkich proporcji) było już w zasadzie oczywistą konsekwencją.

Arkadiusz Kałucki: W waszych tekstach jeżeli nie wprost to poprzez metafory, grę słów a nawet dosłownych wyrażeń nawiązujecie do Starego Testamentu, Średniowiecznej Polski. Ale jest także miejsce na ból, cierpienie, blizny po nieudanych związkach. To również niewłaściwe używanie słów, języka w mowie i wynikających z tego błędów, pomyłek.

Borys Stoklaski(F.J.P.): Zdecydowanie interesuje nas współczesność. Jeżeli sięgamy po inspiracje i tematy głęboko w czas to tylko po takie, które pozwalają powiedzieć coś o nas dzisiaj. Pieśń Galla Anonima jest zdumiewająco aktualna w XXI wieku, mimo że od powstania tekstu dzieli nas 1000 lat. Wystarczy odrobina wrażliwości na przyspieszające wokół nas zmiany, całą technoewolucję i związane z nią przewartościowania. Z kolei treści Starego i Nowego Testamentu, psalmy to nie jakaś abstrakcyjne dywagacje czy filozofia – to przede wszystkim kopalnia dramatów i historii jakie przeżywali konkretni ludzie, z krwi i kości. To historia Dawida – ojca, którego błędy i słabości sprawiły, że ukochany syn, Absalom, stał się jego zawziętym wrogiem. Jak bardzo współczesna jest ta historia, jak wielu ludzi dzisiaj dotyka? To też historia Jakuba, walki jaką musiał stoczyć gdy zrozumiał, że zdobyte bogactwo, pozycja, władza pozostawia go bezradnym wobec potrzeby pojednania się z bratem, któremu skradł ojcowskie błogosławieństwo. Walka, którą przechodzi zwycięsko dopiero rezygnując z pretensji do tego by być „self-made-manem”, kontrolującym swoje życie poprzez władzę i pieniądz, a staje się Izraelem, człowiekiem „potężnym w Bogu”. Ta historia ma swoją dobrze znaną współczesną nazwę – „kryzys wieku średniego” 😉 Nie chcę ciągnąć tej „egzegezy” – w końcu muzyka jest do słuchania a nie do tego by się rozpisywać „co poeta miał na myśli”. Zachęcam do sięgnięcia po Antymetafizykę czy to w dystrybucji elektronicznej czy na stronie http://www.antymetafizyka.pl gdzie można jej posłuchać bezpłatnie.

Arkadiusz Kałucki: Jednym z przesłań na waszej płycie jest myśl filozoficzna austriackiego filozofa Ludwiga Wittgensteina a brzmi ona w skrócie: „O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”.

Borys Stoklaski(F.J.P.): To teza podsumowująca najbardziej znany traktat Wittgensteina. Definiuje on miejsce i granice języka rozumianego jako narzędzie wyrażania sensownych, poddających się obiektywnej weryfikacji zdań o rzeczywistości. Jednocześnie sam Wittgenstein wydaje się puszczać do czytelnika oko mówiąc, że kto pojmie jego wywód, musi uznać go za niedorzeczny, i odrzucić jak drabinę służącą jedynie temu by wspiąć się na wyższy poziom. Czym jest ów „wyższy poziom”, tego Wittgenstein już nie mówi. Być może celem traktatu jest oddzielenie zagadnień banalnych, dla których potrzebna i wystarczająca jest dyscyplina języka, od tych dla których jest ona nieprzydatna, bo język zamienia się w bełkot. Takich jak pytanie o sens życia, cierpienia, miłości. Wówczas ujawnia się jednak dramatyczny wybór – czy ograniczyć swoją relację ze światem i ludźmi do sfery, w której język daje jakąś pewność sądów, a milcząc ignorować najważniejsze skądinąd pytania przed jakimi stajemy w życiu? Bezczelnie wtrącamy w tytułowej piosence albumu nasze „trzy grosze”: czego się nie da powiedzieć, o tym trzeba śpiewać, o tym pisać wiersze … Wittgenstein twierdził podobno, że jego prace rozumiał tylko Bertrand Russel, a i ten rozumiał go źle, więc wkraczamy tu na grunt wymagający nieco pokory. „Antymetafizyka” jest prostą, taneczną piosenką – wtrącamy się w dyskurs tytana intelektu trochę jak nakręcony licealista 😉

04a.FJP fot.Jarosław Wiśniewski

F.J.P. fot.Jarosław Wiśniewski

Arkadiusz Kałucki: Teraz czas na magiczne pytanie, które wywołuje uśmiech u niejednego fana muzyki. Nazwa zespołu…Florence Jenkins Project. Gracie poważnie, solidnie, rockowo z pomysłem na siebie, a tu nazwa, która mówi o kobiecie beztalenciu wokalnym. Musisz to wytłumaczyć 🙂

Borys Stoklaski(F.J.P.): „Ludzie mogą mówić, że nie potrafię śpiewać. Ale nikt nie może nigdy powiedzieć, że nie śpiewałam.” Dla nas Florence Foster Jenkins nie jest po prostu „najgorszą śpiewaczką świata” (choć na ten akurat tytuł niewątpliwie uczciwie zapracowała). Z całą pewnością nie jest naszym celem zasłużyć na tytuł najgorszego zespołu świata 🙂 Dla nas Florence to kobieta-zagadka. Była osobą wrażliwą i inteligentną. Jest nie do pomyślenia, żeby nie zdawała sobie sprawy jakie reakcje musi wywoływać na słuchaczach. A jednak nie była w stanie oprzeć się sile, która kazała się jej dzielić miłością do muzyki w tak szalony sposób. Co sprawia, że ludzie chcą śpiewać, tańczyć, pisać, malować dla innych, podejmując tym samym ryzyko przekraczania granic żenady, śmieszności i narażając się na odrzucenie? Dlaczego ktokolwiek chce w tym uczestniczyć jako widz, czytelnik i słuchacz? Dlaczego poszukujemy afirmacji naszego stosunku do świata który wyrażamy przez sztukę? I dlaczego poszukujemy ludzi, których tak wyrażony stosunek do świata moglibyśmy afirmować? Nasza patronka jest tej zagadki uosobieniem.

Arkadiusz Kałucki: Jak wyglądała dotychczasowa promocja płyty tzn. gdzie i ile zagraliście koncertów i jak to wygląda na przyszłość? Bo zbliżają się koncerty plenerowe etc. i czy jest szansa was w najbliższym czasie zobaczyć.

Borys Stoklaski(F.J.P.): Wystąpiliśmy na minifestiwalu „Loud & Clear” tworzonym przez Wojtka Stasiaka, gitarzystę zespołu Vahanara. Podczas jednego z wywiadów promocyjnych przed festiwalem padło pytanie: kiedy wydacie płytę? Na moje stękanie, że może EP-kę faktycznie kiedyś wydamy, dziennikarz powiedział żeby sobie nie zawracać głowy EP-ką tylko nagrać porządny album. Wydawało się to wtedy kosmicznym pomysłem, ale dzisiaj trzymam w ręku album „Antymetafizyka” i myślę że bez tamtej rozmowy to by się chyba nie wydarzyło. „Antymetafizyka” miała natomiast sporego pecha do promocji koncertowej. Najpierw czekaliśmy na powrót do zdrowia Wojtka, naszego bębniarza. Miał w końcówce pracy nad płytą bardzo groźny wypadek na kajcie. Cieszyliśmy się, że przeżył, mieliśmy też szczęście w nieszczęściu, że bębny mieliśmy nagrane, więc płyta mogła się ukazać. Ale o koncertowaniu nie było mowy – nie chcieliśmy grać bez Wojtka. Zanim wygoiły się złamania (ponad dwadzieścia!), zanim Wojtek pozbył się całego żelastwa jakie wspierało zrastanie kości była już jesień 2018 i dopiero mogliśmy myśleć o przygotowaniu koncertu premierowego! Jeszcze bez Wojtka zagraliśmy na Petardach ks Kaczkowskiego (fantastyczny, doroczny koncert na rzecz sopockiego hospicjum im Św O. Pio, które współtworzył ks Jan). Potem w grudniu mieliśmy wreszcie nadzieję na zagranie koncertu premierowego w Proximie – ostatni dzwonek bo z kolei Ani zbliżał się termin porodu . Niestety wróciły problemy Wojtka z ręką i również w tym występie zastępował go Kamil Siciak (n.b. świetny perkusista). Wreszcie udało się i w styczniu na finale WOŚP Wojtek był już z nami na scenie. Dla odmiany … zabrakło Ani, która urodziła piękną córeczkę, Basię – trzecie dziecko Kuby i Ani. Mamy nadzieję, że już w czerwcu będziemy mogli znów w komplecie stanąć na scenie, szykujemy tutaj pewną niespodziankę, nie chcę zapeszać więc na razie bez szczegółów. Ale zapraszam do śledzenia naszej strony http://www.florencejenkins.pl a zwłaszcza fanpage – http://www.facebook.com/florencejenkineproject. Znajdziecie tam też nagrania z koncertu ANTYMETAFIZYKA LIVE w Proximie.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki aby był sukces 🙂

Borys Stoklaski(F.J.P.): Dzięki również. U nas recepta na sukces jest prosta – więcej ludzi na widowni niż na scenie 🙂

Reklamy

Marta Bijan – wywiad 1.05.2019 r.

01.Marta Bijan i Ja_2019c

Marta Bijan and Moi fot.AK

Marta Bijan jest finalistką 4 edycji X-Factor(2014 r.), gdzie zajęła 2 miejsce, dopiero we wrześniu 2018 mogła odetchnąć z ulgą. Wtedy właśnie spełniło się jej jedno z wielu marzeń – autorska płyta stała się faktem😉 „Melancholia” idealnie do słuchania w ciszy☺ Po emisji radiowej w moim autorskim programie „Warto Posłuchać” w obu stacjach czyli POP Radio 92.8 FM oraz Radiu Płońsk 93.6 FM zapraszam na krótką lekturę streszczającą nasze blisko godzinne spotkanie 🙂

02.Marta Bijan

Arkadiusz Kałucki: Kiedy słuchałem wielokrotnie Twojej debiutanckiej płyty „Melancholia”, to mam przekonanie, że otrzymaliśmy nazwę to „muzyczny dziennik z podróży”. Młoda kobieta opowiada wszystkim swoje przemyślenia, odczucia i emocje z różnych momentów jej wspomnianej wędrówki. Podany wiek przy piosenkach na przykład jest taką wskazówką. Co sądzisz o takim odbiorze?

Marta Bijan: Myślę, że to dokładnie taki odbiór, o jaki mi chodziło. ,,Melancholia” jest niczym innym, jak właśnie muzycznym dziennikiem. Nie wszyscy słuchacze, zwłaszcza ci korzystający z serwisów streamingowych, zdają sobie sprawę jak długa była moja droga do miejsca, w którym właśnie jestem. Podany przy piosenkach wiek miał uświadomić niewtajemniczonym, że nie powinno się traktować wszystkich numerów jako spójnego, aktualnego materiału, a właśnie jako moją ewolucję – zarówno muzyczną, jak i emocjonalną.

Arkadiusz Kałucki: Według Ciebie czas leczy rany? Pytam, bo po tekstach można odnieść wrażenie, że sporo nazwijmy to „doświadczyłaś”.

Marta Bijan: Jest takie wyświechtane powiedzenie, że ,,czas nie leczy ran, a przyzwyczaja nas do bólu” i podpisuję pod nim rękami i nogami. Z pewnych rzeczy w moim życiu wyszłam, inne zostaną we mnie do końca, a wszystkie te smutki i zadrapania staram się zamieniać w coś przystępnego dla innych.

Arkadiusz Kałucki: W swoich niektórych piosenkach wspominasz, nawiązujesz do kosmosu. Chciałabyś polecieć w kosmos? To jest przestrzeń, która może artystę inspirować?

Marta Bijan: Za bardzo boję się fizycznych następstw takiej podróży, jestem pewna, że umarłabym ze strachu jeszcze przed samym wylotem. Mimo to Kosmos jest inspirujący, akurat ja nawiązywałam do planety Mars w nadziei, że może tam czeka nas lepsze życie niż tutaj.

04.Marta Bijan_2 fot.Tomek Wilczyński

Marta Bijan fot.Tomasz Wilczyński

Arkadiusz Kałucki: Okładka Twojej płyty „Melancholia” plus zamieszczone w środku zdjęcia mają bardzo filmowe ujęcia. X Muza to pasja czy dodatkowe hobby Marty Bijan?

Marta Bijan: Kino i literatura to moje pasje, muzyka jest moim życiem – największą miłością, która nawet po odrzuceniu, wciąż do mnie wraca. Uważam, że zainteresowanie filmem mocno przeplata się z pisaniem piosenek, a potem robieniem do nich klipów. Wszystkie dziedziny sztuki łatwo się przenikają i wpływają wzajemnie na siebie. Kiedy fascynuje Cię niemal każda z nich, inspiracja goni inspirację.

Arkadiusz Kałucki: Oboje wiemy, że życie to nie bajka. Każdy na tym świecie szuka swojej drogi do wyznaczonego celu, zarówno w życiu prywatnym czy zawodowym. Powiedz proszę w którym miejscu tej drogi Ty jesteś?

Marta Bijan: Nie wiem, w którym miejscu ta droga się kończy, dlatego każdy dzień traktuję jako cel. Przestałam czekać na to, co życie mi przyniesie i codziennie staram się robić coś, z czego będę dumna. Mam też oczywiście wielkie marzenia, ale nie chcę zastanawiać się kiedy się spełnią, bo wtedy przegapiam dużo ważnych momentów z teraz.

03.Marta Bijan_1 fot.Tomek Wilczyński

Marta Bijan fot.Tomasz Wilczyński

Arkadiusz Kałucki: Powrócę do tekstów. Bardzo często słyszy się tu i ówdzie, że oczy są odzwierciedleniem duszy. Ale w tekstach na twojej płycie jest też o…dłoniach, rękach. Zwracasz na to uwagę?

Marta Bijan: Lubię męskie dłonie, ale zdecydowanie nie myślałam o tym (przynajmniej świadomie), pisząc teksty. Kiedy wspominam o dłoniach, myślę o nich bardziej w kontekście metaforycznym.

Arkadiusz Kałucki: Czy druga płyta też będzie taka melancholijna czy planujesz zmianę brzmienia, stylistyki etc.? Będzie nowe otwarcie?

Marta Bijan: Stylistyka na pewno się zmieni, muzycznie jestem na etapie odkrywania nowych brzmień. A melancholia musiałaby zniknąć ze mnie, żeby zniknąć z moich kawałków. Czy tak się stanie? Chyba przestałabym być sobą.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za melancholijną rozmowę 🙂  Trzymam kciuki za sukces 🙂

Marta Bijan: Bardzo dziękuję! Cała przyjemność po mojej stronie.:)

 

Mariposa – wywiad 9.04.2019 r.

01.Mariposa_Asia Pyrek i Ja_2019a

Mariposa i Ja fot.AK

Mariposa to pseudonim artystyczny Asi Pyrek. Kompozytorka, wokalistka, podróżniczka, multiinstrumentalistka, fotografka.Uczyła się improwizacji wokalnej u samego Bobby’ego McFerrina.Jest laureatką konkursu fotograficznego National Geographic gdzie zdobyła I miejsce. Jest jedyną w Polsce Tancerką Słońca(Sundancer) zaadoptowaną przez kanadyjskie plemię Indian Czarne Stopy. Przez wiele lat mieszkała na Karaibach, a ostatnie lata zaowocowały nagraniem płyty w na Kubie w Hawanie. Żeby być precyzyjnym to powiem, że w słynnym studiu Egrem, gdzie nagrywali swoje cuda muzyczne Buena Vista Social Club(!) Mariposa czyli Motyl swój album nazwała „Efekt motyla”, który ogólne będzie mówił o poszukiwaniu i odnajdywaniu szczęścia. Poniżej fragmenty naszej rozmowy do programu „Warto Posłuchać” w POP Radio 92.8 FM oraz Radia Płońsk 93.6 FM.

 

02.Mariposa_okladka
Arkadiusz Kałucki: – Dziś każdy jeżeli posiada takie możliwości finansowe, może pojechać sobie na Karaiby i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. No, ale nie każdy ma możliwość wejścia do najsłynniejszego studia nagraniowego Egrem w Hawanie na Kubie i zrealizowania tam swojej płyty. Poproszę o genezę całej historii, bo jest arcy ciekawa.

Mariposa: Ciekawe spojrzenie na temat. Przyznam, że sama tego nie brałam pod uwagę… Może dlatego się udało? A tak poważnie. Dla mnie to rzeczywiście było proste. Znalazłam odpowiedniego człowieka i prawie zaraz potem wraz z nim i jego przyjaciółmi spotkałam się w tym dokładnie studiu. To on uznał, że EGREM jest najlepszym miejscem w Hawanie dla tak dużego, bo ponad dziesięcioosobowego zespołu. On tam nagrywa płyty od ponad 20 lat. Niño – czyli Rolando Salgado Palacio – zagrał w moim projekcie na kongach i innych instrumentach perkusyjnych. Wcześniej przez 20 lat grał z Afro-Cuban All-Stars – czyli też z Omarą Portuondo i Ibrahimem Ferrer. Zna wszystkich kubańskich muzyków i wszyscy znają jego. A w EGREM bywa często.

Arkadiusz Kałucki: – Zaśpiewałaś utwór „Miałam sen”, który zwiastuje twój album „Efekt Motyla”, przy współpracy z kubańskimi muzykami i artystami związanymi z Buena Vista Social Club. Jak długo musiałaś im tłumaczyć sens piosenki i to czego od nich oczekujesz? Bo kulturowo pod każdym względem się różnimy. Łatwo chyba nie było?

Mariposa: Mówię po hiszpańsku, a poza tym przyjechałam na Kubę ze swoimi gotowymi utworami – więc melodie, harmonie, tempo były ustalone. Natomiast to, co było najważniejsze w pracy z aranżerami i muzykami – to przekazanie energii, która ma każdemu utworowi towarzyszyć. Bo czasem jest miło i seksowanie, innym razem ciężko i męcząco. Np. ciekawa była praca z utworem „Coraz szybciej”. Jak sam tytuł mówi – miało się robić coraz szybciej, ale profesjonalni muzycy nie mają w zwyczaju przyspieszać, więc zagęścili utwór instrumentami perkusyjnymi, nerwowymi solówkami i w ten sposób wprowadzili pozory przyspieszenia. W solówkach w tym właśnie utworze zagrał na timbales sam Amadito Valdes (Buena Vista Social Club).

03.Amadito Valdes (Buena Vista Social Club) fot.Paweł Ferdek

Amadito Valdes(Buena Vista Social Club) i Mariposa fot.Paweł Ferdek

Arkadiusz Kałucki: – Kogo jeszcze usłyszymy na twojej płycie, której premiera przewidziana jest na jesień 2019? Czy stylistyka będzie różnorodna, czy osadzona w jednym klimacie brzmieniowym?

Mariposa: Premierę albumu planuję na koniec lata – zaraz po tym, jak wszyscy wrócimy z wakacji – 5 września, żeby zacząć ten nowy rok w karaibskim stylu. Mówię „nowy rok”, bo jak pewnie wiecie – poza rokiem gregoriańskim jest całe mnóstwo innych kalendarzy, w których na ściśle określoną chwilę przypada początek kolejnego roku, zupełnie nowego. Np. Rok Chiński, który zaczyna się pod koniec stycznia. Również kalendarz żydowski, który obecnie nosi numer 5779. A ten, o którym myślę, rok numerologiczny – zaczyna się we wrześniu. Zwykle definiowany jest jako wejście w nowy cykl osobisty i łączy się z koniecznością przerobienia nowych tematów. Ze względu na stały skład zespołu całość płyty jest w jednym klimacie, ale mimo to utwory bardzo się od siebie różnią. Trzeba wiedzieć, że muzyka afro-kubańska ma ponad 600 rytmów! Tak więc z powodu tematyki utworów niektóre z nich są bardziej do tańca, inne bardziej „teatralne” – do posłuchania i pomyślenia. To, czym jeszcze się różnią między sobą utwory, to głosy – w niektórych jestem sama, czyli solo, a w innych z wokalistkami Urszulą Dudziak i kubańską divą operową Milagros de los Angeles. W innych piosenkach można również usłyszeć głosy mężczyzn – Jultio Padron, Rey Ceballo, a także kubański chórek.

Arkadiusz Kałucki: – Czy jest i czy było u Ciebie miejsce na improwizację podczas nagrywania materiału muzycznego? Jak na to się zapatrujesz?

Mariposa: Na swój sposób improwizowali wszyscy, a jednocześnie trudno mówić o „klasycznej” improwizacji. Bo improwizacja to zagranie czegoś tak, jak nie zrobił tego nikt inny – na dany, znany wcześniej temat. Ta muzyka powstała w mojej głowie i każdy z muzyków jedynie dokładał kawałek siebie do tej całości w taki sposób, w jaki czuł, że należy. Czy improwizował? Czy nie? Tylko jemu wiedzieć…
Kiedy pracowałam z aranżerami – a było ich czterech – każdy miał inny styl pracy. Jeden z nich przed wejściem do studia rozpisał wszystkie nuty. Inny napisał na kartce kilka funkcji i wyjaśnił wszystko muzykom w studiu nagraniowym, by z grubsza mieli pojęcie o tym, co robią. Można więc powiedzieć, że była to totalna improwizacja – ale z głową – żeby za bardzo nie „odlecieć” – ani ode mnie, ani od sensu utworu. Muszę tu powiedzieć, że ci muzycy mają ogromną świadomość, po co grali – podkreślali ciągle, że najważniejsze to stworzyć tło dla przekazu, dla historii, która ma pozostać na pierwszym planie.

Arkadiusz Kałucki: – W utworze „Miałam sen” poruszasz kilka istotnych spraw dotyczących człowieka w dzisiejszym świecie. To jest m.in. dbanie o siebie, o to kim jesteśmy, co lubimy, co a może czego szukamy by być szczęśliwsi. Możesz rozwinąć ten wątek?

Mariposa: Jakoś tak się porobiło, że myślenie o sobie uważa się za egoizm i ocenia jako zło w czystej formie. Przyglądam się temu od lat. Pracuję z ludźmi – jako terapeutka i widzę, że dbanie o siebie jest czymś, czego nas nikt nie uczy. Nie przekazuje się nam tej wiedzy i za jej brak przychodzi nam boleśnie płacić przez resztę życia. Uważam, że życie przelatuje nam obok, jeśli nie widzimy siebie w nim.
Jeśli nie zadbamy o siebie – nie dowiemy się, kim sami jesteśmy i jak możemy z pożytkiem wykorzystać swój czas, który przyjdzie nam spędzić tu na ziemi. Co zrobić, by być szczęśliwymi? Wg mnie poczucie swobody i szczęścia to nasz obowiązek, to, by przeżyć swoje życie najlepiej, jak to tylko możliwe i zrealizować własne talenty.
Myślę również, że trzeba nauczyć się odróżniać egoizm od egocentryzmu. Jedno dotyczy widzenia siebie i zajmowania się sobą, drugie to niewidzenie nikogo poza sobą samym.
Będąc świadomym, zrealizowanym i szczęśliwym inaczej widzisz świat i inne wartości i jakości do niego wnosisz.

04.Mariposa fot. Milo Septien

Mariposa fot.Milo Septein

Arkadiusz Kałucki: – Czy piosenki zawarte w albumie „Efekt Motyla” będą równie obrazowe, jak twoje zdjęcia? Czy jesteś zwolenniczką nie łączenia tych dwóch elementów sztuki? Czyli obrazu i dźwięku.

Mariposa: Kiedy słuchasz piosenki, w głowie wyświetlają ci się twoje własne obrazy. Każdemu inne. Bo inne mamy doświadczenia, inne pragnienia, potrzeby. Więc poza ogólnym klimatem muzycznym – który oczywiście na swój sposób „narzuca narrację” – słowa dla każdego słuchacza znaczyć będą coś innego. Ja sama nie poszłam w przesadną wokalną interpretację – by nie przytłaczać ładunkiem emocjonalnym. Oczywiście próbowałam, ale niestety zupełnie to „nie zagrało”, bo karaibska muzyka raczej ma za zadanie rozbujanie bioder, niż głębokie wglądy.

Arkadiusz Kałucki: – Na koniec zapytam o twój pseudonim. Kto i kiedy go wymyślił? W jakich okolicznościach przyrody? Jest z tym związana jakaś ciekawa anegdota?

Mariposa: Odkąd przybyłam na Kubę, różne nosiłam imiona. Zaczęło się od mojego imienia, które bardzo lubię – Asia. Ale kiedy się przedstawiałam, to widziałam na twarzach muzyków trwogę. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że Asia (wym. Aća) to po hiszpańsku siekiera. Nazwano mnie więc Hacha Machete (wym. Aća Maćete), czyli „Siekiera Maczeta”.
Choć bawiło mnie to niebanalne połączenie, szybko przypomniałam sobie hiszpański zastępnik dla Asi – Juanita – i równie szybko dostałam kolejne imię – „Jantita la Bruja” (Aśka Czarodziejka). Tak mnie nazwali z powodu przewodniego tematu płyty – czyli transformacji, ale chwilę po tym pojawił się motyl, bo Niño zanim mnie spotkał, usłyszał o mnie od prawdziwej kubańskiej czarownicy, że kobieta, która przybędzie do niego zza morza, kolorowa niczym motyl wprowadzi wiele zmian do jego życia. I tak się stało. Wielobarwna i jak najbardziej przyjezdna Asia Pyrek pełniąc funkcję specjalistki od transformacji stała się jego motylem, czyli Mariposą.

Arkadiusz Kałucki: – Pięknie dziękuję za spotkanie i przemiłą rozmowę. Ufam, że do zobaczenia.

Mariposa: Ja również dziękuję i życzę każdemu odkrycia swoich prawdziwych kolorów.

Marcin Spenner -wywiad 8.04.2019 r.

01.Marcin Spenner_i_Ja_2019a

Marcin Spenner i Moi fot.AK

Marcin Spenner nareszcie doczekał się fonograficznego debiutu. Jego płyta nosi tytuł „Na czas”. Prace nad nią trwały blisko 7 lat czyli od pamiętnego finału II edycji X-Factora, gdzie Marcin do samego końca walczył dzielnie z…Dawidem Podsiadło. O tych minionych latach i współpracy z bardzo znaczącymi ludźmi ze świata muzyki rozmawiałem z Marcinem do programu radiowego „Warto Posłuchać” w POP Radio 92.8 FM oraz Radia Płońsk 93.6 FM. Poniżej krótkie resume naszego spotkania 🙂

02.Marcin Spenner okladka
Arkadiusz Kałucki: Jakie było pierwotne założenie przy procesie twórczym twojej płyty „Na czas” a jakie otrzymaliśmy w finale? Dużo się zmieniło?

Marcin Spenner: Od pierwszego spotkania z Producentem Bogdanem Kondrackim założenia były przede wszystkim takie, że chcemy stworzyć płytę, która będzie szlachetna. Chcieliśmy najpierw nagrać wszystkie numery, a potem ewentualnie szukać utworów, które zaproponujemy jako single promujące płytę. Zupełnie odwrotnie, jak miało to miejsce przy moim poprzednim projekcie. W moich wyobrażeniach płyta miała być tak dobra, że słuchacz po wielokrotnym odsłuchaniu, chętnie wróciłby do niej nawet po dłuższym czasie. W moim odczuciu ta sztuka się udała.

Arkadiusz Kałucki: W kontekście twojej płyty, proszę abyś się odniósł i wyjaśnił znaczenie poniższych słów: Studio, Pamięć, Estetyka, Nostalgia, Nerwy, Edukacja, Romantyzm.

Marcin Spenner:

Studio – Jeśli chodzi o studio nagraniowe to pierwsza myśl i nie mogłoby być inaczej to Custom34. To studio, które śmiało mógłbym nazwać swoim drugim domem, spędzam tam bardzo dużo czasu, tam nagraliśmy moja debiutancką płytę i z tym miejscem czuje wyjątkową więź. Studia radiowe to miejsca, które coraz częściej odwiedzam przy okazji promocji płyty. Tam nigdy do końca nie wiadomo czego można się spodziewać, jaki będzie rozmówca, o co zapyta, jednak to jest ekscytujące. Kiedyś stresowały mnie takie wizyty, teraz jedynie się to pojawia w przypadku kiedy mamy zagrać rejestrowany koncert, a takie wydarzenia czekają nas jeszcze w tym roku.

Pamięć – Trudno stwierdzić, staram się nie rozpamiętywać przeszłości, z czym przyznaje wcześniej miałem pewien problem. Tytuł albumu “Na czas” jest z tym mocno związany, ponieważ przez długi okres walczyłem z tykającą w głowie zegarową wskazówką i myślami w stylu “co by było gdyby”. Dojrzałem jednak do tego, żeby porzucić takie podejście i i skupiłem się na tym co “tu i teraz”. Z drugiej strony jeśli pytasz o to, czy jestem pamiętliwy w aspekcie kogoś kto wyrządził mi krzywdę, czy w jakiś sposób mnie zawiódł to nie. Staram się zawsze dawać druga szansę.

Estetyka – Na pewno zależało mi na tym, aby dotrzeć do słuchacza poprzez emocje, którymi płyta jest przepełniona. To zawsze jest głównym założeniem, wywołanie emocji, wspomnień i stworzenie warunków do tego, aby słuchacz mógł odnieść się do swoich doświadczeń.

Nostalgia – Można powiedzieć, że jestem typem myśliciela i są takie momenty na płycie, szczególnie te, w których rozprawiam się, czy też rozliczam z przeszłością.

Nerwy – Z natury jestem cholerykiem, szybko się denerwuje, bądź łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. Pomimo tego, że warunki, w których dane nam było pracować były idealne, stresowałem się czy podołam zadaniu. Myślę, że nie tylko ja tak mam i traktuje to jako wartość wpisaną w ten zawód, bądź po prostu w swoją naturę. Nie będę starał się zmieniać czegoś, co w rzeczywistości mnie mobilizuje.

Edukacja – Muszę od razu podkreślić, że nie mam wykształcenia muzycznego, jednak pozbyłem się kompleksów w tej materii. Od 4 lat współpracując z Piotrem Łukaszewskim nauczyłem się bardzo wiele, nadrobiłem zaległości, poznałem instrumenty i brzmienia, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Moja świadomość muzyczna rozwinęła się na tyle, że wiem w która stronę zmierzam na parę lat do przodu.

Romantyzm – Bywam romantyczny, jednak z tego co pamiętam ten okres w literaturze nie do końca przypadł mi do gustu.

04.Marcin Spenner fot.Maciej Tyma_studio Sezmoo

Marcin Spenner fot.Maciej Tyma/Sezmoo

Arkadiusz Kałucki: Sesja zdjęciowa towarzysząca wydaniu płyty „Na czas” według mnie bardzo koresponduje z tekstami i opowiedzianymi historiami. Dla czytelników w telegraficznym skrócie powiem: siedzisz na oknie, następnie na łóżku później na schodach, jest winda, kanapa, brama i…to jest taka metafora twojej drogi z nieba na ziemię. Taka jest moja interpretacja, a co ty sądzisz o tym?

Marcin Spenner: Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się Twoja interpretacja, sam na to nie wpadłem. Prawdą jest, że staraliśmy się, żeby zdjęcia były spójne z tekstami i historiami, które za nimi stoją. Nie patrzyłem jednak na całość w taki sposób jak Ty, bardziej zależało mi na tym, żeby zdjęcia oddawały klimat i tworzyły pewną całość. Mieliśmy znacznie więcej dobrych ujęć jednak nie chcieliśmy robić z tego sesji modowej.

Arkadiusz Kałucki: W nagraniu „Milion” śpiewasz m.in. że: „(…)Mógłby powstać o nas film, tyle się zdarzyło już(…)”. Wiem, że lubisz X Muzę więc proszę powiedz, który z aktorów zarówno polskich jak i zachodnich byłby najlepszy gdyby miał wcielić się w Ciebie w filmie biograficznym o Marcinie Spennerze? I dopytam jeszcze o rolę kobiecą, bo kobieta odgrywa ważną rolę na albumie „Na czas”.

Marcin Spenner: Podoba mi się Twoje myślenie, lubię takie wizualizacje. Tutaj musiałbym spojrzeć na sprawę trochę z dystansu, bo od razu podałbym aktorów, których podziwiam, takich jak DiCaprio, Edward Norton, czy Christian Bale, a rolę kobiecą Margot Robbie, Marion Cotillard, Kate Beckinsale, mógłbym tak wymieniać bez końca. Jeśli jednak miałbym podejść do tematu realnie, to trochę bym się podrasował i rolę męską mógłby zagrać Sebastian Fabiański, a żeńską Joanna Kulig, która zachwyciła mnie swoją ostatnia rolą w „Zimnej Wojnie”.

Arkadiusz Kałucki: Dwanaście utworów składa się na debiutancki album „Na czas” o bardzo dopieszczonych dźwiękach z lekką nutą romantycznego rocka. Czas abyś mógł pochwalić się z kim ci przyszło pracować nad płytą. Przyznasz, że jest wielu, którzy mogliby ci pozazdrościć? ☺

Marcin Spenner: Rzeczywiście jest się czym chwalić. Producentem płyty jest Bogdan Kondracki, który jest w mojej opinii muzycznym wizjonerem. Dawno temu, kiedy robiłem rozeznanie pośród artystów, których muzyka do mnie przemawia i producentów, z którym pracują, Bogdan był zdecydowanym numerem 1 na mojej liście. Wtedy jednak wizja współpracy z Nim wydawała mi się mało realna. Drugą ważną postacią jest wcześniej przeze mnie wspomniany Piotr Łukaszewski, który na moje szczęście gra ze mną w zespole, co dodaje mi wiele pewności podczas koncertów. Oprócz tego, że jest bardzo cenionym gitarzystą i producentem, posiada olbrzymią wiedzę muzyczną i nie tylko, to bardzo mądry człowiek. Nie sposób też nie wspomnieć o Karolinie Kozak, która napisała wszystkie polskie teksty na moja płytę, niejako wnikając w głąb moich myśli. Razem z Karoliną nagrywaliśmy też wszystkie partie wokalne, pokazała mi gdzie popełniam błędy i jak świadomie panować nad głosem. Współpraca z Nią to też spełnienie moich marzeń, bo robiłem już pewne podchody w Jej kierunku jakiś czas przed nagraniami. Ostatnią jednak nie mniej ważna postacią jest Sławomir Mroczek, właściciel studia Custom34, to On jest katalizatorem całego przedsięwzięcia i dzięki Niemu mieliśmy idealne warunki do pracy. Praca z tymi ludźmi to dla mnie wielka nobilitacja.

03.Marcin Spenner fot.Maciej Tyma_studio Sezmoo

Marcin Spenner fot.Maciej Tyma/Sezmoo

Arkadiusz Kałucki: Podobno „błądzić jest rzeczą ludzką”. O tych siedmiu latach od programu do ukazania się płyty „Na czas” można powiedzieć, że błądziłeś?

Marcin Spenner: Można powiedzieć, że połowę tego czasu tak, drugą połowę spędziłem na świadomym dążeniu do chwili obecnej. Wychodzę z założenia, że całe te 7 lat bez względu na to czy błądziłem czy nie służyły temu, abym znalazł się dokładnie tu gdzie jestem, idealnie “na czas”. Spotkałem na swojej drodze wielu ludzi i to Oni kształtowali moje spojrzenie na świat muzyki, które dzisiaj mogę nazwać dojrzałym. Wiem jednak , że dużo jeszcze przede mną.

Arkadiusz Kałucki: Często w codziennych rozmowach pada hasło: „Szczęśliwi czasu nie liczą”. Czy dziś Marcin Spenner jest szczęśliwy?

Marcin Spenner: Szczęście jest kwestią względną, wiadomo, że każdy chciałby osiągnąć ten stan, jednak ja się go trochę obawiam. Z doświadczenia wiem, że nic nie trwa wiecznie, więc wolę stan, w którym wciąż dążę do szczęścia. Można by więc powiedzieć, że od pełni szczęścia wole wieczną pogoń za nim.

Arkadiusz Kałucki: Bardzo dziękuję za rozmowę i gratuluję udanego debiutu fonograficznego.

Marcin Spenner: Ja również dziękuję za tak wnikliwą analizę mojej płyty, to bardzo miłe i budujące.

Sara Jaroszyk – wywiad 26.02.2019 r.

01.Sara Jaroszyk i Ja 2019a

Sara Jaroszyk i Moi fot.AK

Rozmowa z Sarą Jaroszyk, autorką jednej z ciekawszych płyt 2018 r. to była czysta przyjemność. Wywiad radiowy to jedno – emisja niebawem, a tu tylko wycinek naszej rozmowy. Album „Światłocienie” jest pełen dualizmów. Nie łatwych w pierwszej chwili rozwiązań z danej sytuacji. Mnóstwo ścieżek, którymi podąża człowiek kwestią jest którą wybierzemy. A w tym wszystkim jest ważne aby był przy nas ktoś kogo kochamy. Muzycznie jest bardzo różnorodnie:pop, jazz, electronica, R&B. Nie jest to płyta łatwa, ale wciągająca 🙂 Sara…gracie, merci🌹

okładka przód
Arkadiusz Kałucki: Czy Twój album „Światłocienie” można potraktować jako przewodnik, poradnik jak poszukiwać dróg do poznania siebie, zrozumienia gdzie i kim jesteśmy?

Sara Jaroszyk:Światłocienie” to skok w głębię, oderwanie się od rzeczywistości. Świat gdzie zacierają się granice pomiędzy tym co rzeczywiste, a tym co fantastyczne. Gdzie rozpościera się kosmos ludzkich emocji i myśli.

Album “Światłocienie” od pierwszych dźwięków i słów zabiera odbiorcę w podróż. Jest to podróż w głąb siebie, do źródeł tego co oznacza bycie człowiekiem, ale jest to również podróż do światów wymykających się rzeczywistości, zrodzonych z ludzkiej wyobraźni. Jesteśmy istotami bardzo złożonymi, skomplikowanymi, niejednoznacznymi. Nie dającymi się zamknąć w ramy. Toczy się w nas wiele konfliktów, niektórych z nich możemy nie być w stanie rozwikłać przez całe życie. Nie udzielam na tej płycie odpowiedzi na te konflikty, nie mówię jak trzeba żyć, co trzeba robić. Śpiewam i piszę o tym co sama czuję, co mnie inspiruje, co wydaje mi się ciekawe, o tym co dla mnie ważne: o życiu w zgodzie z sobą, o potrzebie wsłuchiwania się w swój wewnętrzny głos, o akceptacji tego, jak różni potrafimy być, o tym jak ważna jest miłość do drugiego człowieka, do innych istot, do natury, ale również do siebie samego.

Arkadiusz Kałucki: Jak ważna w tej podróży jest obecność drugiego człowieka? A może grupa bliskich przyjaciół dla których słowo „kochać” ma bardzo ważne znaczenie.

Sara Jaroszyk: Gdyby nie obecność drugiego człowieka, innych ludzi otaczających mnie, to ta płyta w ogóle by nie powstała. Świat wewnętrzny nie byłby kompletny bez ludzi wokół, którzy tworzą naszą rzeczywistość. Miłość obok innych silnych uczuć, takich jak pożądanie czy ciekawość, są z pewnością siłą napędzającą mnie do tworzenia, dlatego każdy numer na płycie jest nimi przesiąknięty. W życiu prywatnym mam wiele osób, dających mi niezwykłe pokłady energii dlatego płyta nie skupia się raczej na negatywnych emocjach.

Arkadiusz Kałucki: Proszę abyś teraz odniosła się do czterech słów, które są wg mnie kluczowymi na twojej płycie: Serce, Dusza, Ciało, Miłość. Co one mówią Tobie dziś po ukazaniu się płyty, a co mówiły w momencie pisania piosenek?

Sara Jaroszyk:

“Tam gdzie niebo łączy się z ziemią, a ziemia staje się niebem zaczyna się historia.
Choć znasz ją. Nie ma nic nowego w tym co kryje ludzki duch i serce”

można usłyszeć w “Velvet”, które otwiera album.
U źródła albumu leżą bowiem powielające się od zarania dziejów historie serca, duszy i ciała, zawieszone gdzieś na granicy światów. Pełne kontrastów, zawikłań, odwiecznej walki światła i cienia wewnątrz. To, co nas tworzy, ta mieszanka, to elementy zupełnie różne.

Dusza jest odpowiednikiem czegoś, czego nie można uchwycić, nazwać, co nie jest dostrzegalne ludzkim okiem, w co można wierzyć bądź nie. W jakiejś więc części jest to pierwiastek fantastyczny, który swoje ujście znajduje w historiach opowiadanych przeze mnie na płycie, należących nie do świata rzeczywistego, a tego zrodzonego z ludzkiej wyobraźni.

Ciało jest z kolei sferą, która stoi w opozycji do duszy. Odnosi się więc do wszystkiego, co namacalne. Na płycie ciało traktowane jest jako ośrodek wszelkich pierwotnych instynktów, którym ulegamy i które nas tworzą. Odpowiada za pasję, pożądanie, miłość cielesną, według wielu wierzeń jest przez to źródłem tego, co w nas złe, co zasłania nam “wyższe” dobro. Często więc odpowiada za tę sferę życia, która sprawia, że pojawiają się w nas konflikty.

Co prowadzi mnie do ostatnich dwóch składników serca i miłości. Myślę, że serce może być miejscem w którym splatają się dwie poprzednie sfery, namacalna i niematerialna, duchowa i cielesna. Miłość i empatia są fundamentem naszego człowieczeństwa. Przynajmniej w to wierzę. Nie zmieniło się to po wydaniu płyty. Nadal uważam, że jesteśmy bardzo złożonymi istotami w których toczą się konflikty, a miłość jest tą siłą, która daje nam poczucie bezpieczeństwa, stabilności, spokoju.

03.Sara Jaroszyk Fot. J.Gieleta artCONNECTION music

Sara Jaroszyk fot.J.Gieleta artCONNECTION music

Arkadiusz Kałucki: Dużo dualizmów znajduje się na albumie „Światłocienie”. Zabieg zamierzony by ułatwić odbiór płyty? Bo to nie jest łatwa płyta. Wymaga uwagi.

Sara Jaroszyk: Od zawsze interesował mnie temat ludzkiej cielesności i duchowości, pewnych instynktów, które kierują człowiekiem. Jednym z pierwiastków łączących moje teksty jest chęć wyrażenia pewnego rozdarcia w człowieku stąd przewijający się w moich tekstach motyw walki światła i cienia, dobra i zła, tego, co dostrzegalne ludzkim okiem i nie. Z pewnością może być wiele interpretacji tego podziału i swego rodzaju dualizmu, bo jest wszechobecny w świecie i człowieku.

Podczas wielu lat edukacji uczono mnie by sięgać głębiej, wpajano mi wartość sztuki krytycznego myślenia. Nie jest ważne to, co widoczne na powierzchni, trzeba zajrzeć pod nią by w pełni zrozumieć jej wartość. To we mnie zostało. Stąd na płycie tyle dualizmów, lecz nie sądzę by to ułatwiało jej odbiór. Może nie jest to zbyt mądre, łączyć chwytliwe brzmienie piosenki z głębokim, ciężkim do zrozumienia po pierwszym przesłuchaniu przekazem. Pewnie nie, z punktu widzenia sprzedaży takiego produktu lepiej bym postarała się ubrać te przemyślenia w łatwiejsze słowa. Coraz bardziej przekonuję się o tym jak ważne jest dziś pierwsze wrażenie, pierwsza chwila, pierwsze kilkanaście sekund nagrania – to decyduje o tym, czy zechcą Cię dalej słuchać czy przełączą dalej. Moja muzyka wymaga wielokrotnego przesłuchania, najlepiej z tekstem w ręku, może dlatego tak trudno jest mi się przebić.

Arkadiusz Kałucki: Gdzie szukałaś inspiracji do pisania tekstów? Jak długo zajęło Ci skompletowanie całej tej historii?

Sara Jaroszyk: Przy tej płycie po raz pierwszy odważyłam się na sięganie poza siebie. Stąd liczne nawiązania do literatury, filmu, popkultury. Najłatwiej będzie dać kilka przykładów z płyty.

“AVALON”
“Avalon” według celtyckich legend to idylliczna wyspa (lub kraina zmarłych, ale ja wybieram tę pierwszą interpretację), opisywana jako harmonijna, dająca poczucie bezpieczeństwa i spokoju “Ziemia Kobiet”. Jest to zatem mitologiczna kraina, utopia, tożsama ze spokojem, harmonią, czystością, dobrem. W mojej piosence to miejsce, które pozwala żyć w zgodzie ze sobą, gdzie na chwilę znikają wszelkie konflikty, ograniczenia, troski. “Avalon” jest też dla mnie symbolem naszego wewnętrznego ja, jest lustrem, które konfrontuje nas z tym kim jesteśmy.

“DNC”
Z kolei “DNC” to nawiązanie do jednej z moich ukochanych książek “Wilka Stepowego” autorstwa Hermana Hesse. Uznawana jest za jedną z najważniejszych powieści XX wieku i za najsłynniejsze dzieło Hermana Hessego. Niezwykły i magiczny świat powieści wywarł na mnie ogromne wrażenie, czytałam ją z zapartym tchem. Podobnie jak Albert Camus, Hesse wnikliwie opisuje walkę człowieka samego ze sobą, kryzys egzystencjalny i duchowy współczesnego człowieka, poszukiwanie wartości w świecie, który często tych wartości wydaje się być pozbawiony. Bohater powieści, Harry Haller, tytułowy „Wilk Stepowy”, stał się również bohaterem mojej piosenki.

“Kon Tiki”
W 1947, Thor Heyderdahl poprowadził wyprawę drewnianą tratwą własnej konstrukcji, z Peru na Polinezję. Zainspirowany zasłyszaną od jednego z tubylców z Polinezji Francuskiej legendą o wodzu Kon-Tiki, który niegdyś miał przeprowadzić swój lud przez wielkie wody Oceanu Pacyficznego, zapragnął udowodnić, że Polinejczycy nie pochodzą z Azji, a właśnie z Ameryki Południowej. Wiedzeni jedynie prądami oceanicznymi i wiatrem, Thor wraz z załogą dotarli na jedną z wysp Polinezji po 3 miesiącach (dokładnie po 101 dniach). “Kon Tiki” jest dla mnie historią niezwykłej odwagi, ludzkiej wiary w coś, co mogłoby wydawać się niemożliwe do osiągnięcia. To także historia starcia człowieka z naturą, która bywa bardzo niebezpieczna stąd dość mroczny charakter utworu i szybkie, bardzo rytmiczne, inspirowane rytualnymi rytmami refeny. Bardzo lubię tę piosenkę.

04.Fot. J.Gieleta artCONNECTION music 2

Sara Jaroszyk fot. J.Gieleta artCONNCETION music

Arkadiusz Kałucki: Od strony muzycznej jest bardzo różnorodnie. Pokazujesz szerokie spektrum swoich zainteresowań i poszukiwań muzycznych: pop, jazz, r’nb, electronica. Taki był pomysł od początku do końca czy zmieniały się koncepcje w trakcie nagrywania?

Sara Jaroszyk: Nie lubię czuć się ograniczona. Może dlatego na płycie słychać tak wiele inspiracji z różnych muzycznych światów. Zawsze powtarzam, że nie lubię zamykać się w ramy. Gdyby się dało to w ogóle nie kwalifikowałbym swojej muzyki do danego gatunku muzycznego. Albo coś jest dobre albo nie, sam Quincy Jones tak powiedział, a on jest szefem! A tak serio, to lubię ładne melodie, muzykę z duszą, brzmienie fortepianu, fajny, żywy bas, dobry, grooviący beat i harmonie wokalne, najbardziej na świecie! Myślę, że to wszystko znalazło się na płycie i cieszę się bardzo. Może w tym miejscu zaznaczę jak istotne według mnie jest słuchanie płyty od początku do końca, daje to zupełnie inny, o wiele pełniejszy obraz artysty i pracy, która została włożona w nagranie albumu. Do tego serdecznie zachęcam.

Arkadiusz Kałucki: Na koniec proszę powiedz i wyjaśnij pięć argumentów, dla których płyta „Światłocienie” zasługuje na to, aby za 20 lat była z przyjemnością słuchania.

Sara Jaroszyk: Trzeba by było się zastanowić co sprawia, że pewne utwory czy płyty są ponadczasowe? Dziś kawałek wychodzi i po kilka tygodniach już nikt o nim nie pamięta, na jego miejsce jest 10 kolejnych chwytliwych refrenów. Na pewno ważna jest prawda, autentyczność w tym co tworzymy, ale również odwaga, wyznaczanie nowych ścieżek, posługiwanie się nowymi brzmieniami, bawienie się muzyką. Cieszę się, że mogłam się rozwijać, tworząc ten album. Uczyć się siebie, tego co się sprawdza, co nie. Udało mi się opowiedzieć własnymi słowami pewne historie, które wydały mi się ciekawe. Może ktoś po przesłuchaniu moich piosenek sięgnie po książkę Hermanna Hesse lub poczyta sobie o niezwykłej wyprawie tratwą na wyspy Polinezji. Ktoś inny będzie się świetnie bawił, tańcząc do “DNC” lub “Avalonu”. I właśnie to jest piękne. Muzyka daje pole do wyrażania własnych emocji, ale służy również rozrywce, daje nam szansę na oderwanie się od rzeczywistości i zatracenie gdzieś w tańcu lub w głowie. Uwypukla to co niezwykłe, tak jak fotografia – zawiera w sobie chwile, stany, uczucia, które stają się wraz z piosenką nieśmiertelne. Myślę, że ta płyta pokazuje szerokie spektrum muzyki, jak różna może być, jak w różny sposób można ją odbierać. Jest różnorodna i wielowarstwowa, tak samo jak my, ludzie. Może dlatego ktoś za 20 lat, biorąc tę płytę w rękę pomyśli: ej, to dalej jest dobre.

Arkadiusz Kałucki: Bardzo dziękuję za spotkanie i przemiłą rozmowę ☺

Sara Jaroszyk: Dziękuję również! 🙂

Fryderyk 2019 – Nominacje

1800x500

Akademia Fonograficzna ogłasza nominacje do nagrody FRYDERYK 2019 i zapowiada zmianę formuły!

Czołowi polscy artyści, eksperci branży muzycznej oraz przede wszystkim fani dobrych dźwięków spotkają się w dniach 9–10 oraz 12 marca w Katowicach, by wspólnie celebrować 25-lecie najważniejszej nagrody muzycznej w Polsce – FRYDERYK. Na pełny obraz obchodów złożą się Gala Muzyki Rozrywkowej i Jazzu, Gala Muzyki Poważnej, festiwal muzyczny, liczne konferencje oraz panele tematyczne z udziałem najlepszych ekspertów z kraju i zagranicy, a także nowość – finał plebiscytu „Nagroda Publiczności”. Transmisja z gali wręczenia nagród w kategorii muzyki rozrywkowej 9 marca o godz.: 21:00 na antenie TVN!

25. edycja nagrody jest świetną okazją do odświeżenia dotychczasowej formuły wydarzenia. Symbolem zmian jest organizacja gali wręczenia statuetek w nowej lokalizacji oraz w nowym kształcie. Impreza po raz pierwszy zagości w Katowicach, które od lat stawiają na rozwój kultury muzycznej.

FRYDERYK to najważniejsza polska nagroda muzyczna przyznawana przez branżę, dlatego jestem dumny, że gala ich przyznania po raz pierwszy poza stolicą odbędzie się właśnie w Katowicach. Dla nas, jako Miasta Kreatywnego UNESCO w dziedzinie muzyki, bardzo ważne jest także, że wydarzenie przyczyni się do rozwoju polskiego rynku muzycznego dzięki dodatkowemu programowi wydarzeń konferencyjnych i festiwalowych

– mówi Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa.

Również po raz pierwszy w historii fani polskiej muzyki, którzy zakupią bilet, będą mogli uczestniczyć w uroczystości wręczenia nagród. Gala Muzyki Rozrywkowej i Jazzu odbędzie się w sobotę 9 marca w Międzynarodowym Centrum Kongresowym. Będzie można śledzić ją na żywo na antenie TVN! Święto polskiej muzyki poważnej zaplanowano z kolei na wtorek 12 marca. Wydarzenie zagości w najlepszej sali koncertowej w Polsce – siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia.
Nowością będzie także festiwal, stanowiący muzyczne dopełnienie całego wydarzenia. W niedzielę 10 marca, dzień po oficjalnych uroczystościach, w przestrzeniach MCK odbędzie się seria koncertów najlepszych polskich wykonawców. Występom towarzyszyć będą ponadto konferencje tematyczne, organizowane z myślą o przedstawicielach branży oraz miłośnikach muzyki, interesujących się kulisami rynku muzycznego. Gośćmi konferencji będą wybitni eksperci z Polski i ze świata, artyści, producenci muzyczni, managerowie, dziennikarze muzyczni. Program koncertów na oba dni zostanie opublikowany już niebawem!

Przez ostatnie 25 lat Fryderyki zyskały prestiż i renomę, stając się świętem polskiej branży muzycznej. Dziś, w dniu jubileuszu, do wspólnego świętowania chcemy zaprosić także fanów, którzy współtworzą sukces każdego artysty. Chcemy im także pokazać różne aspekty naszego sektora, dlatego oprócz samej gali przygotowujemy dzień festiwalowy, łączący koncerty, warsztaty i seminaria.

– zapowiada Marek Staszewski, szef Związku Producentów Audio Video, organizatora konkursu FRYDERYK.

Warto również wspomnieć o głosowaniu z udziałem publiczności. Fani muzyki będą mogli wybierać za pomocą SMS-ów Przebój Roku oraz Wydarzenie Muzyczne Roku w ramach konkursu o Nagrodę Publiczności, towarzyszącego obchodom 25-lecia Fryderyków. Partnerem ZPAV przy organizacji tegorocznych Gal FRYDERYK jest Związek Artystów Wykonawców STOART. Za produkcję wydarzenia odpowiadają agencje: LIVE oraz Festival Group.

W tegorocznej edycji Akademia wprowadziła także zmiany w samym konkursie. Albumy muzyki rozrywkowej nominowane zostały aż w 14. kategoriach gatunkowych. Wiele niszowych segmentów rynku muzycznego i stylów muzycznych, takich jak piosenka poetycka czy muzyka dziecięca, zyskało w tym roku możliwość walki o statuetkę w obrębie swojej kategorii. Pojawia się również zupełnie nowa, cross-formatowa kategoria: Nowe wykonanie. Obejmuje ona m.in. utwory nagrane wcześniej przez innych wykonawców, tzw. covery, a także nagrania koncertowe. Zgłoszono do niej 80 albumów i utworów.

NOMINOWANI
W tegorocznej edycji nagród Fryderyk zarejestrowano 1 257 zgłoszeń albumów, singli i teledysków. Najwięcej nominacji otrzymały te z udziałem Dawida Podsiadły. Akademia nominowała album i piosenkę Małomiasteczkowy, a także utwór Początek wykonany wspólnie z Kortezem i Krzysztofem Zalewskim – wyróżniła również artystę jako autora i kompozytora. Nominację otrzymały także dwa teledyski z jego udziałem (nominacje dla reżyserów: Tomasza Bagińskiego i Tadeusza Śliwy) oraz oprawa graficzna albumu Małomiasteczkowy (nominacja dla autora grafiki Bartłomieja Walczuka).

W kategoriach Autor roku, Kompozytor roku, Album roku nowe wykonanie (album „Zalewski śpiewa Niemena”) oraz Utwór Roku wyróżniony został także Krzysztof Zalewski. Akademia nominowała również teledysk z jego udziałem (nominacja dla reżysera teledysku do utworu Początek – Tadeusza Śliwy). Lanberry (Małgorzata Uściłowska) została nominowana w kategoriach: Album Roku Pop, za płytę miXtura, Utwór roku (Nie ma mnie) oraz Kompozytor roku (w teamie autorskim). Została także dostrzeżona grafika albumu miXtura autorstwa Angeliki Bujak.

Nominacje…Nominacje…Nominacje…Nominacje…Nominacje…Nominacje…Nominacje

Muzyka Rozrywkowa

Album Roku Blues / Country

„Going Away” – Kraków Street Band
Producent: Kraków Street Band
Wydawca: JazzSound

„Life Is Somewhere Else” – Daniel Spaleniak
Producent: Daniel Spaleniak
Wydawca: Antena Krzyku

„Pulp” – P.Unity
Producenci: Maciej Sondij, Miłosz Oleniecki
Wydawca: U Know Me Records

„Smack” – Robert Cichy
Producent: Robert Cichy
Wydawca: NANA MUSIC

„Szum” – Cheap Tobacco
Producenci: Borys Sawaszkiewicz, Cheap Tobacco
Wydawca: Polskie Radio S.A./Agencja Muzyczna

Album Roku Folk / Muzyka Świata

„Ernest Bryll. Jasność Narodzenia” – Mirosław Kowalik, Ania Rusowicz, Krystyna Prońko, Jan Trebunia-Tutka, Andrzej Polak, Anna Trebunia-Wyrostek, Jerzy Trela, Ernest Bryll
Producent: Mirosław Kowalik
Wydawca: Edycja Świętego Pawła

„Mama” – Warhola Tołhaje
Producent: Piotr Rychlec
Wydawca: Mystic Production

„Mickiewicz-Stasiuk” – Haydamaky Stasiuk i Haydamaky
Producent: Oleksandr larmola
Wydawca: PUGU art

„Sto lat panie Staśku!” – Warszawskie Combo Taneczne
Producenci: Jan Emil Młynarski, Piotr Zabrodzki
Wydawca: Toinen Music

„Tischner. Mocna nuta” – Kayah, Mirosław Kowalik, Mateusz Pospieszalski, Jorgos Skolias,
Zygmunt Staszczyk, Trebunie-Tutki, Wojciech Waglewski
Producent: Mirosław Kowalik
Wydawca: Wydawnictwo AGORA

Album Roku Hip Hop

„048” – Abradab
Producent: Michał Eprom Baj
Wydawca: Mystic Production

„Café Belga” – Taco Hemingway
Producent: Rumak
Wydawca: Asfalt Records

„Ground Zero Mixtape” – PRO8L3M
Producent: Art Brut
Wydawca: RHW Records

„Soma 0,5 mg” – Taconafide
Producenci: Różni
Wydawca: Taconafidex

„W drodze po szczęście” – O.S.T.R.
Producent: Killing Skills
Wydawca: Asfalt Records

Album Roku Pop

„1984” – Paweł Domagała
Producent: Łukasz Borowiecki
Wydawca: Mystic Production

„AYA” – Kasia Kowalska
Producenci: Adam Abramek, Marek Dziedzic
Wydawca: Universal Music Polska

„Dobrze, że jesteś Zbigniew Wodecki”
Producent: Rafał Stępień
Wydawca: Wydawnictwo AGORA

„Małomiasteczkowy” – Dawid Podsiadło
Producent: Bartosz Dziedzic
Wydawca: SONY Music Entertainment Poland

„miXtura” – Lanberry
Producenci: Piotr Siejka, Jakub Krupski, Krzysztof Morange, Michał Głuszczuk, JAKUB
MOREAU, GRDRB.MSC, Reece Pullinger, DON, Paul Whalley, Steve Manovski,
Marcel Zavodi, Lewis Gardiner, Cameron Warren
Wydawca: Universal Music Polska

Album Roku Pop Alternatywny

„Dom z ognia” – Barbara Wrońska
Producent: Barbara Wrońska
Wydawca: Kayax Production & Publishing

„Marginal” – Pablopavo i Ludziki
Producenci: Andrzej Giegiel, Ludziki
Wydawca: AKW Karrot Kommando

„Migawka” – Mela Koteluk
Producent: Marek Dziedzic
Wydawca: Warner Music Poland

„Raj” – The Dumplings
Producent: Kuba Karaś
Wydawca: Warner Music Poland

„Wiersz ostatni” – Kasia Lins
Producent: Marcin Bors
Wydawca: Universal Music Polska

Album Roku Rock

„Anhedonia” – Illusion
Producent: Szymon Sieńko
Wydawca: Wydawnictwo PRESSCOM

„Poliamoria” – Limboski
Producent: Marcin Bors
Wydawca: SONY Music Entertainment Poland

„Ultramagnetic” – Power of Trinity
Producent: Agim Dżeljilji
Wydawca: Universal Music Polska

„Wasteland” – Riverside
Producenci: Magda i Robert Srzedniccy
Wydawca: Mystic Production

„Wiedza O Społeczeństwie” – Lao Che
Producenci: Piotr „Emade” Waglewski i Filip „Wieża” Różański
Wydawca: Mystic Production

Album Roku Metal

„I Loved You At Your Darkest” – Behemoth
Producent: Daniel Bergstrand
Wydawca: Mystic Production

„Vote Is A Bullet” – Virgin Snatch
Producent: Tomasz Zalewski
Wydawca: Mystic Production

„Zmartwychwstanie” – Frontside
Producenci: Tomasz Zalewski i Frontside
Wydawca: Mystic Production

Album Roku Elektronika

„Dare” – Kamp!
Producent: Kamp!
Wydawca: Wydawnictwo AGORA

„Gradient” – XXANAXX
Producent: Michał Wasilewski
Wydawca: Warner Music Poland

„Heartbreaks & Promises vol. 4” – Flirtini
Producenci: Różni producenci
Wydawca: Asfalt Records

„Torino” – Sonar
Producent: Łukasz Stachurko
Wydawca: U Know Me Records

„Znikam na chwilę” – Linia Nocna
Producenci: Mikołaj Trybulec, Monika Wydrzyńska
Wydawca: Wydawnictwo AGORA

Album Roku Alternatywa

„Basta” Nosowska
Producent: Michał FOX Król
Wydawca: Kayax Production & Publishing

„Life On Planet B” – BOKKA
Producenci: BOKKA, Daniel Walczak
Wydawca: [PIAS] Recordings Poland and Eastern Europe

„Przewijanie na podglądzie” – Król
Producent: Jacek Gawłowski
Wydawca: ART2 Music

„Ślubu nie będzie” – Marysia Starosta
Producent: Sampler Orchestra
Wydawca: Universal Music Polska

„Szatan na Kabatach” – Arek Jakubik
Producent: Jakub Galiński
Wydawca: Universal Music Polska

Album Roku Muzyka Ilustracyjna

„Kamerdyner” – muzyka z filmu
(komp. Antoni Komasa-Łazarkiewicz)
Kortez, Mary Komasa, Agnieszka Kopacka-Aleksandrowicz,
Karol Marianowski, Piotr Komorowski, Polska Orkiestra Radiowa
Producent: Jarosław Regulski (mix, mastering)
Wydawca: Wydawnictwo Agora

„Makbet” – Maja Kleszcz, Wojciech Krzak, Teatr Muzyczny Capitol Wrocław
Producenci: Luna Music, Capitol
Wydawca: Luna Music

„Ultraviolet” OST – Wojtek Urbański
Producent: Wojtek Urbański
Wydawca: U Know Me Records

Album Roku Muzyka Poetycka

„Ach!” – Katarzyna Groniec
Producent: Marcin Bors
Wydawca: Warner Music Poland

„Malinowa…” – Stanisława Celińska
Producent: Maciej Muraszko
Wydawca: Musicom

„Semi Electric” – Krzysztof Napiórkowski
Producenci: Krzysztof Napiórkowski, Bartłomiej Magdoń
Wydawca: Universal Music Polska

„Sokratesa 18” – Artur Andrus
Producent: Łukasz Borowiecki
Wydawca: Mystic Production

„Stabat Mater” Dolorosa Siksa
Producent: Konstanty Usenko
Wydawca: Antena Krzyku

Album Roku Muzyka Dziecięca i Młodzieżowa

„4Dreamers” – 4Dreamers
Producenci: Michał Pietrzak, Sky Adams, Paul Whalley, Knoxa, Yves Gaillard
Wydawca: Universal Music Polska

„Dla dzieci” – Karimski Klub
Producenci: Mateusz Hulbój, Karim Martusewicz
Wydawca: Wydawnictwo AGORA

„Szukaj w snach” – Natalia Kukulska, Marek Napiórkowski
Producent: Marek Napiórkowski
Wydawca: Teatr Stary w Lublinie

Album Roku Nowe Wykonanie

„Albo Inaczej 2” (album) – Albo Inaczej
Producent: Mariusz Obijalski
Wydawca: Alkopoligamia.com

„Wszystko czego dziś chcę” (utwór) – Brodka & A_GIM
Wydawca: Kayax Production & Publishing

„Zalewski Śpiewa Niemena” (album) – Krzysztof Zalewski
Producent: Jerzy Zagórski
Wydawca: Kayax Production & Publishing

„Tulia” (album) – Tulia
Producent: Marcin Kindla
Wydawca: Universal Music Polska

„U Bronki wstawa” (utwór) – Warszawskie Combo Taneczne
Wydawca: Wydawnictwo Agora

Najlepszy Album Zagraniczny

„A Star Is Born” – Lady Gaga, Bradley Cooper
Wydawca: Interscope Records / Universal Music Polska

„Anthem of the Peaceful Army” – Greta Van Fleet
Wydawca: Republic Records / Universal Music Polska

„Effet Miroir” – Zaz
Wydawca: Play On / Warner Music Poland

„Egypt Station” – Paul McCartney
Wydawca: Capitol Records / Universal Music Polska

„Man Of The Woods” – Justin Timberlake
Wydawca: RCA Records / Sony Music Entertainment Poland

Fonograficzny Debiut Roku

BARANOVSKI

Pola Rise

Roksana Węgiel

Tęskno

Tulia

Autor Roku

Dawid Podsiadło

Kasia Lins

Katarzyna Nosowska

TEAM AUTORSKI: Krzysztof Zalewski / Dawid Podsiadło

TEAM AUTORSKI: Patryk Kumór / Michał Pietrzak / Dominic Buczkowski-Wojtaszek / Jan Bielecki

Kompozytor Roku

Barbara Wrońska

TEAM KOMPOZYTORSKI: Dawid Podsiadło / Bartosz Dziedzic

TEAM KOMPOZYTORSKI: Dominic Buczkowski-Wojtaszek / Patryk Kumór / Małgorzata Uściłowska

TEAM KOMPOZYTORSKI: Krzysztof Zalewski / Dawid Podsiadło / Aleksander Świerkot / Marcin Macuk

TEAM KOMPOZYTORSKI: Patryk Kumór / Michał Pietrzak / Dominic Buczkowski-Wojtaszek / Jan Bielecki

Najlepsza Oprawa Graficzna

„AYA” – Kasia Kowalska
Autor oprawy graficznej: Tomek Kudlak
Wydawca: Universal Music Polska

„Basta” – NOSOWSKA
Autor oprawy graficznej: Macio Moretti
Wydawca: Kayax Production & Publishing

„Małomiasteczkowy” – Dawid Podsiadło
Autor oprawy graficznej: Bartłomiej Walczuk
Wydawca: SONY Music Entertainment Poland

„miXtura” – Lanberry
Autor oprawy graficznej: Angelika Bujak
Wydawca: Universal Music Polska

„Raj” – The Dumplings
Autor oprawy graficznej: Mariusz Mrotek
Wydawca: Warner Music Poland

Utwór Roku

„Małomiasteczkowy” – Dawid Podsiadło
Wydawca: SONY Music Entertainment Poland

„Nic tu po mnie” – Michał Szczygieł
Wydawca: Universal Music Polska

„Nie dobiję się do ciebie” – Daria Zawiałow
Wydawca: SONY Music Entertainment Poland

„Nie ma mnie” – Lanberry
Wydawca: Universal Music Polska

„Początek” – Męskie Granie Orkiestra 2018 (Kortez, Podsiadło, Zalewski)
Wydawca: Kayax Production & Publishing / Jazzboy Records / Magic Voc Events

Teledysk Roku

„Łuny” – Natalia Nykiel
Reżyser teledysku: Łukasz Zabłocki
Wydawca: Universal Music Polska

„Małomiasteczkowy” – Dawid Podsiadło
Reżyser teledysku: Tomasz Bagiński
Wydawca: SONY Music Entertainment Poland

„Nagasaki” – NOSOWSKA
Reżyser teledysku: Jacek Kościuszko
Wydawca: Kayax Production & Publishing

„Początek” – Męskie Granie Orkiestra 2018 (Kortez, Podsiadło, Zalewski)
Reżyser teledysku: Tadeusz Śliwa
Wydawca: Kayax Production & Publishing / Jazzboy Records / Magic Voc Events

„Powiedz mi to w twarz” – Zuza Jabłońska ft. Jan-Rapowanie & Siles
Reżyser teledysku: Dawid Ziemba
Wydawca: Universal Music Polska

Muzyka Jazzowa

Album Roku Jazz

„Circlesongs” – Tomasz Chyła Quintet
Producent: Tomasz Chyła Quintet
Wydawca: Polskie Radio S.A./Agencja Muzyczna

„Inside” – Dawid Lubowicz Quartet
Producent: Dawid Lubowicz
Wydawca: Fundacja im. Zbigniewa Seiferta / Seifert Records

„Live Marcin Wasilewski Trio”
Producent: Manfred Eicher
Wydawca: ECM Records / Universal Music Polska

„Product Placement” – Kamil Piotrowicz Sextet
Producent: Kamil Piotrowicz
Wydawca: Howard

„Ulotne” Anna Maria Jopek & Branford Marsalis
Producent: Anna Maria Jopek
Wydawca: AMJ

Debiut Roku Jazz

Dawid Lubowicz
Dominik Kisiel
Emil Miszk
Łukasz Kokoszko
Michał Martyniuk

Artysta Roku Jazz

Atom String Quartet
Marcin Masecki
Marcin Wasilewski
Nikola Kołodziejczyk
Tomasz Chyła

 

Przygotował, opracował: Arkadiusz Kałucki

 

źródło: Zpav / QL CITY Music & Entertainment PR

Cheap Tobacco – wywiad 24.12.2018 r.

01.Natalia Kwiatkowska_Cheap Tobacoo i Ja_10_2018b

Natalia Kwiatkowska i Ja fot.AK

Natalia Kwiatkowska, to pierwiastek kobiecy zespołu Cheap Tobacco. Jest wokalistką, autorką tekstów na ich najnowszej płycie „Szum”. Była dwa razy wybierana przez czytelników kwartalnika „Twój Blues” – „Bluesową Wokalistką Roku”. Poniżej krótkie resume wywiadu jaki przeprowadziłem do audycji „Warto Posłuchać” w POP Radiu 92.8 FM oraz Radia Płońsk 93.6 FM 🙂

 

#radio #music #journalist #NowPlaying #blues #rock #album #voice #talent #warsaw

02.Cheap_Tobacco_okladka

Arkadiusz Kałucki: Byłaś dwukrotnie wybierana przez czytelników prestiżowego w Polsce kwartalnika „Twój Blues” na „Bluesową Wokalistkę Roku”. To dla Ciebie motywacja do dalszej pracy nad sobą jako wokalistką czy raczej potwierdzenie by nie powiedzieć nagroda, za wykonanie planów jakie dotychczas sobie wyznaczyłaś do realizacji?

Natalia Kwiatkowska: Zdaje się, że obydwie odpowiedzi są poprawne To dla mnie na pewno duża nobilitacja i motywacja do dalszych działań, poszerzania swoich doświadczeń ale również coś, co odbieram jako ukoronowanie tych kilku lat pracy mojej i mojego zespołu. Bo to nasz wspólny sukces.

Arkadiusz Kałucki: Akceptacja w związku takimi jacy jesteśmy. Brak komunikacji, wyrażania szczerych myśli, przemilczenie pewnych kwestii, które powinny być wyjaśnione by w przyszłości uniknąć nieporozumień. To są według Ciebie najpoważniejsze problemy w związku dwojga ludzi? Bo tak odczytuję teksty i przesłanie w waszych piosenkach. Stąd też nazwa płyty „Szum”?

Natalia Kwiatkowska: Szum w naszym rozumieniu to wszelkiego rodzaju zakłócenia, które spotykamy podczas naszej drogi. Czyjeś myśli, czyjeś punkty widzenia, czyjeś oczekiwania. Mnogość informacji, obrazów, dźwięków, z którymi musimy konfrontować się codziennie… jak przy tym natłoku wszystkiego usłyszeć swój głos? Swoje pragnienia, swoje myśli? Znaleźć to, czego my chcemy? To trudne. Wszystkie „problemy” w związkach są według mnie wynikiem oceanu oczekiwań, które mamy wobec siebie. Wymagamy, że dana osoba będzie „jakaś” i później jesteśmy rozczarowani, nie umiemy dostrzec jej dobrych stron, skupiając się na nie spełnionych oczekiwaniach. I tak w kółko. Brak komunikacja to również pięta achillesowa. Nie tylko związków ale ogólnie relacji międzyludzkich.

03.Cheap_Tobacco_fot.Marcin Łobrów

Cheap Tobacco fot.Marcin Łobrów

Arkadiusz Kałucki: Od strony muzycznej zawarliście muzyczną podróż, zresztą bardzo sentymentalną do lat 70-tych XX wieku szeroko rozumianej muzyki rockowej. Do tego wszystkiego dochodzą bluesowe smaczki, a balladowy charakter przy niektórych kompozycjach wręcz skłania człowieka do oklasków. Proszę powiedz jaki był pierwotny zamysł komponowania piosenek na płytę „Szum”? Bardzo się różni od ostatecznej wersji? Może kilka słów o inspiracjach?

Natalia Kwiatkowska: Te dwanaście kompozycji wybraliśmy z 40 szkiców. I właściwie od początku brzmiały tak jak brzmią, oczywiście poza niuansami, poszerzeniem ilości instrumentów.. nieco zmieniała się forma, długość…ale to były raczej zmiany kosmetyczne. Z tekstami było inaczej, ponieważ powstało czasem i pięć propozycji słów do jednego utworu, dlatego też zmieniały się linie molodii wokalu. Płyta to świadectwo trzech lat naszego życia. To trochę jak pamiętnik. Dla mnie jest to dosyć ciężki album. Ale taki był wtedy czas i tak miało być. Mogę więc powiedzieć, że największą inspiracją było tutaj życie.

Arkadiusz Kałucki: Jakbyś opisała waszego odbiorcę, fana, słuchacza? To człowiek młody, na początku swojej drogi życiowej? Czy może już np. po 40-ce, ustatkowany życiowo i zawodowo etc.? Pytam o to, bo gracie mnóstwo koncertów, jesteście na ważnych festiwalach Rawa Blues, Blues Alive czy Suwałki Blues Festiwal i macie jako zespół jakiś obraz tego wszystkiego.

Natalia Kwiatkowska: Mamy to ogromne szczęście, że w jakiś sposób nasza muzyka i teksty są na tyle uniwersalne, że trafiają zarówno do osób młodszych jak i starszych. Lubią nas wnuki i lubią nas dziadkowie. Słuchają młodzi, nastoletni i Ci już dojrzali  🙂  To jest dla nas bardzo ciekawe, bo oznacza, że wszyscy jesteśmy tacy sami i stajemy prze takimi samymi sytuacjami.

04.Cheap_Tobacco_fot.Marcin Łobrów

Cheap Tobacco fot.Marcin Łobrów

Arkadiusz Kałucki: Co sądzisz na temat improwizacji w muzyce? Ma ona miejsce w waszej twórczości na przykład podczas występów na żywo? Czy raczej nie przepadacie za tym?

Natalia Kwiatkowska: Na koncertach CHEAP TOBACCO zawsze było miejsce na improwizację. Są takie utwory, które za każdym razem kończą się inaczej, niespodziewanie. Są też takie, których forma jest zamknięta i w związku z tym musi być zawsze taka sama. Osobiście uwielbiam muzykę improwizowaną, bo mam wtedy wrażenie, że jest to coś absolutnie niepowtarzalnego i tym samym wyjątkowego.

Arkadiusz Kałucki: Jaki był z perspektywy czasu najtrudniejszy moment przy nagrywaniu albumu „Szum”?

Natalia Kwiatkowska: Szukanie wydawcy  🙂  Trwało to najdłużej i wymagało od nas dużej cierpliwości i wytrwałości, bo te momenty, kiedy nie wiesz na czym stoisz i ciągle czekasz, są wykańczające psychicznie. Tworzenie materiału nawet jeśli czasami nie jest łatwe, to i tak to zawsze najprzyjemniejsza część.

Arkadiusz Kałucki: Na koniec proszę przedstaw i krótko scharakteryzuj swoich muzycznych kompanów, którzy dołożyli cegiełkę do nagrania płyty „Szum”.

Natalia Kwiatkowska: Płyta jest wspólną pracą zespołu Cheap Tobacco oraz Borysa Sawaszkiewicza ze Stobno Records, który jest takim dobrym duchem zespołu i tak naprawdę jego niepisanym członkiem. Perkusję nagrał z nami Adam Partyka, który po nagraniach odszedł z zespołu oraz Michał Bigulak- basista oraz Robert Kapkowski – gitarzysta oraz ja- Natalia Kwiatkowska.

Najważniejsze jest to, że każdy wniósł coś od siebie do powstałego materiału. Swoje inspiracje, swoje „wpływy muzyczne” , emocje i przeżycia. Dzięki temu, ten album jest tak zróżnicowany.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i szczerą rozmowę  🙂

Natalia Kwiatkowska: Dziękuję pięknie!

Marta Zalewska – wywiad 22.12.2018 r.

01.Marta Zalewska i Ja_2018b

Marta Zalewska i Moi fot.AK

Dotychczas Martę Zalewską można było zobaczyć na scenie u boku takich gwiazd jak m.in. Kayah, Krystyna Prońko, Grzech Piotrowski,w zespole Ars Nova czy w projekcie Filharmonia Uśmiechu Waldemara Malickiego. Marta jest też muzykiem sesyjny. Czas teraźniejszy przynosi nam jej debiutancki album pt.”Marta Zalewska”. Prace nad albumem trwały trzy lata i dzięki konkursowi „Będzie Głośno” zrealizowała swoje muzyczne marzenie. Wygrała i karuzela zaczęła się kręcić jeszcze szybciej. Z Martą, wokalistką, autorką słów, kompozytorką i multiinstrumentalistką kilka dni temu nagrałem wywiad(emisja niebawem) do audycji „Warto Posłuchać” w POP Radio 92.8 FM oraz Radia Płońsk 93.6 FM. Poniżej krótkie resume naszego spotkania 🙂

#wywiad #sennheiser #jbl #music #radio #rock #polishboy #album #voice #talent #playlists #interview #martazalewska #wokalistka #rockgirl #warsaw

02.Marta Zalewska
Arkadiusz Kałucki: Czy Twoje życie artystyczne mogłoby posłużyć jako scenariusz filmowy? Jeżeli tak, to jaki to byłby film i od ilu lat dozwolony?

Marta Zalewska: Nie jestem pewna, czy to co przeżyłam do tej pory już wystarczy, aby kręcić film na tej podstawie (śmiech) – ale gdyby wyobrazić sobie taki eksperyment, to z pewnością byłby to obraz prowokujący bardziej do uśmiechu niż wywołujący płacz czy strach. Choć to oczywiste, że w życiu nie zawsze wszystko układa się dokładnie po naszej myśli, muszę przyznać, że bardzo lubię swoje życie i mam wielkie szczęście spotykać na swojej drodze ludzi mądrych, dobrych i inspirujących dzięki którym biorę udział w ciekawych zdarzeniach…a potem piszę o tym piosenki. Mojemu życiu – nie tylko artystycznemu – daleko do monotonii czy rutyny, jestem wiecznie w jakimś szalonym pędzie poprzetykanym nieustającym rock’n’rollem – zatem przyjmijmy, że film który sobie wyobrażamy byłby dozwolony raczej od lat 21 ;).

Arkadiusz Kałucki: Od wielu lat jesteś mocno zapracowaną artystką. Współpracujesz i z Kayah, Krystyną Prońko, Grzechem Piotrowskim czy chociażby z zespołem Ars Nova. Do tego dochodzą udziały w nagraniach jako muzyk sesyjny etc. Czy ta intensywność związana z Tobą(co cieszy mam nadzieję) nie wywołała w Tobie takiej myśli: „A kiedy Ja coś zrobię dla samej siebie?”, „Mam dużo do pokazania i podzielenia się z ludźmi”., „To jest teraz ten czas, ten moment”. Tak to było czy były inne okoliczności podjęcia tej męskiej decyzji?

Marta Zalewska: Współpraca z wieloma wspaniałymi artystami poszerzyła moją świadomość muzyczną i dała możliwość rozwoju, jednak choć spełniałam się w dużej mierze jako muzyk sesyjny, zawsze czułam, że tego rodzaju aktywność artystyczna mi nie wystarczy. Występuję u boku wspaniałych twórców ale przecież sama też jestem twórcą, piszę własne piosenki, śpiewam je…i choć może jeszcze niewielu ludzi o tym wie, być może już czas to zmienić i odważyć się pokazać swoje utwory światu. Latami dojrzewałam do tego kroku. W międzyczasie miałam już doświadczenia koncertowania z muzyką autorską – współtworzyłam duet Soundz Good z Magdaleną Czwojdą, miałyśmy swój repertuar, wydałyśmy EP-kę. Jednak “katalizatorem” w kontekście wydania solowego albumu okazało się poznanie Krzysztofa Pacana – fantastycznego muzyka, basisty, kompozytora. To on przyjrzał się wnikliwie moim muzycznym działaniom, autorskim pomysłom, marzeniom i upodobaniom estetycznym. Wsparł mnie nie tylko mentalnie – stał się współkompozytorem, basistą i producentem muzycznym utworów na płycie – oraz moim mężem (śmiech).

Arkadiusz Kałucki: Ukazał się Twój debiutancki krążek „Marta Zalewska”. Wypełnia go 12 utworów 5 zaśpiewanych po angielsku, a reszta po polsku. Był plan aby całość została zaśpiewana w naszym języku czy to był świadomy wybór?

Marta Zalewska: Bardzo lubię śpiewać w języku angielskim i mam to szczęście znać go na tyle, że względnie łatwo przychodzi mi pisać teksty w tym języku. Lubię ciemne brzmienie samogłosek w języku angielskim, a brzmienie języka ma bezpośredni wpływ na barwę głosu i charakter śpiewania. W języku polskim jest dużo spółgłosek, zbitek liter, szelestów których w języku angielskim w ogóle nie ma. Angielski daje wygodę pisania tekstów ze względu na tak dużą liczbę wyrazów jednosylabowych – teoretycznie w języku polskim pisze się trudniej biorąc pod uwagę jego konstrukcję ale przyznam, że złożoność i nieregularność tego języka nasuwa oryginalne rozwiązania muzyczne. Polski jest moim naturalnym, pierwszym językiem. Lubię śpiewać po polsku, polski to piękny język.

04.Marta Zalewska 3

Marta Zalewska fot.Ania Powałowska

Arkadiusz Kałucki: W tekstach przewijają się Twoje spostrzeżenia na temat dzisiejszego świata. Jak trudno dziś jest odróżnić dobro od zła. Jak w pogoni za „życiem” dzień zrównuje się z nocą i nieraz nie możemy już cofnąć się, bo coś nam umknęło. Pozostają wspomnienia. Wszystko jest związane z czasem, przemijaniem. A jak do tego wszystkiego dodamy stabilność w tym co robimy, która zaczyna przeistaczać się w monotonię to powstaje szereg pytań, na które nie łatwo jest znaleźć odpowiedzi. Co może być według Ciebie takim lekarstwem na to aby nie zatracić się w tym wszystkim? Masz pomysł?

Marta Zalewska: Wciąż szukam takich “lekarstw” ! Na każdym kroku rozglądam się za receptą na świadome życie. Myślę, że najlepiej nagromadzić takich rozwiązań jak najwięcej, żeby starczyło ich w trudniejszych momentach. Obserwuję uważnie wszystko co się dookoła mnie dzieje i w zasadzie każde zdarzenie – wcale niekoniecznie dotyczące mnie – ma bezpośredni wpływ na refleksje zawarte w moich tekstach. Inspiruje mnie świat wokół i to z czym mierzą się różni ludzie – jednak oczywiście na płycie, najwięcej opowiadam o sobie i przemyśleniach dotyczących moich własnych doświadczeń, wątpliwości i przekonań.

Arkadiusz Kałucki: Od strony muzycznej zaproponowałaś swoim potencjalnym odbiorcom bardzo szerokie spectrum muzyki rockowej. I co istotne, zawarty materiał mam wrażenie idealnie wpasowuje się koncerty zarówno plenerowe, klubowe a nawet akustyczne w okrojonym składzie np. na dwie gitary. Przyznaję szczerze, to stwarza bardzo komfortowe warunki pracy na promocję płyty, a wiem że scena to Twój żywioł 

Marta Zalewska: Cieszę się, że odbierasz album w ten sposób. Mam taką zasadę przy tworzeniu piosenek – niezależnie od tego jak bardzo “urośnie” obsada czy aranżacja przy produkcji utworu – na końcu najlepszym sposobem na weryfikację jego wartości jest według mnie sprowadzenie go do minimum muzycznego – zaśpiewania z samą gitarą czy fortepianem. Jeśli piosenka w tej wersji również robi właściwie wrażenie, być może ma szansę być dobrą kompozycją 🙂 To trochę archaiczne podejście, zdaje sobie z tego sprawę – jednak lubię tak pracować. Ze względu na to, że tak tworzę utwory – można je wykonywać i w większej obsadzie i w mniejszej – np. akustycznie na dwie gitary. Scena to mój drugi dom, choć jej rozmiar nie ma dla mnie większego znaczenia – w muzyce chodzi najbardziej o emocje, a te przekazać można tak samo z olbrzymiej sceny na stadionie, jak i tej maleńkiej w kameralnym klubie. Słucham dużo muzyki i przyjmuję ją jako wielką całość – inspirują mnie gatunki nie tylko rockowe. Stąd prawdopodobnie bierze się brzmienie płyty, które nazwałeś “szerokim spectrum muzyki rockowej”. Uważam, że nie ma potrzeby ograniczania się na siłę i muzyce należy dać jak najwięcej wolności – nawet jeśli chce się ona wyłamać poza stereotypowe dla danego gatunku muzycznego schematy.

03.Marta Zalewska 1

Marta Zalewska fot.Ania Powałowska

Arkadiusz Kałucki: Proszę Marta przedstaw swoją muzyczną drużynę, dzięki której zrealizowałaś swoje muzyczne marzenie w postaci debiutanckiej płyt pt. „Marta Zalewska”.

Marta Zalewska: W skład mojego zespołu wchodzą – wspomniany już wcześniej producent muzyczny albumu Krzysztof Pacan (bas), Paweł Zalewski (gitara), Przemek Pacan (perkusja) i Róża Dudziewicz (tamburyn, wokal). Wszyscy udzielili się na płycie, choć oprócz nich nagrywali także Tomasz “Harry” Waldowski (perkusja), Kamil Barański (wurlitzer, piano), Bożena Zalewska (wokal – moja mama!), Artur Gierczak (gitara akustyczna). Choć nie zagrali na płycie, to w równym stopniu pomogli mi zrealizować marzenie o wydaniu debiutanckiego albumu – Damian Sikorski i Karina Terzoni, cała radiowa Czwórka oraz Agencja Muzyczna Polskiego Radia. To dzięki konkursowi Czwórki “Wydaj płytę z Będzie Głośno” płyta ukazała się 7 grudnia 2018 roku, dziękuję z całego serca wszystkim, którzy przyczynili się do powstania mojej muzyki oraz tym, którzy w tę muzykę uwierzyli.

Arkadiusz Kałucki: Nie mogę nie zapytać już na koniec o utwór „Skrzydła”, z którym wystartowałaś na Festiwalu w Opolu. Nie ma go na Twojej debiutanckiej płycie. Dlaczego? Wiem, że kilka lat temu wspominałaś w jednym z wywiadów, że będzie. Co by nie mówić, to nagranie wg mnie było takim potężnym kołem zamachowym do nagrania płyty.

Marta Zalewska: Oczywiście występ w opolskich Debiutach był wielkim przeżyciem, zwłaszcza że zaśpiewałam swój autorski utwór. Jednak to piosenka stylistycznie trochę “z innej bajki” – chciałam aby mój album był jak najbliżej szeroko pojmowanej muzyki rockowej. “Skrzydła” to piosenka, dzięki której po raz pierwszy wystąpiłam przed tak dużą publicznością w autorskim repertuarze, jednak zamyka ona pewien okres moich artystycznych poszukiwań i dlatego postanowiłam nie umieszczać jej na płycie, która należy już do nowego rozdziału.

Arkadiusz Kałucki ☺ Pięknie dziękuję za spotkanie i rozmowę ☺

Marta Zalewska: Bardzo dziękuję !

Nandu – wywiad 24.05.2018

01.Justyna Kuśmierczy i Ja_2018

Justyna Kuśmierczyk wokalistka Nandu fot.AK

Nandu☺ Zespół istnieje od 5 lat. Ukazała się ich płyta pt.”Natura”☺Funky, Soul, Folk, Rock, Jazz, Pop plus miejscami poetyckie teksty przenoszą odbiorcę w świat natury. Także natury ludzkiej. Jest też mowa o czterech żywiołach mające swoje solidne i wyraziste kształty umiejętnie wplecione w nasze doświadczenia życiowe☺ Dobry i ciekawy debiut, któremu Warto dać szansę i patrzeć jak dalej będą się rozwijać. Oby!😁

 

02.Nandu - Natura singiel cover

Arkadiusz Kałucki: Działacie na scenie muzycznej od pięciu lat i dopiero teraz ukazuje się wasza debiutancka płyta „Natura”. Ten czas to było poszukiwanie w muzyce, którędy chcecie iść? Czy tylko brak finansów na wydanie płyty? Bo wspomnę, że płyta dzięki akcji crowdfundingowej na Polak Potrafi doczekała się realizacji.

Justyna Kuśmierczyk(Nandu): Na początku chcieliśmy się muzycznie wyczuć. Kiedy dołączyłam do zespołu graliśmy utwory, które zostały napisane znacznie wcześniej i dopiero z biegiem czasu zaczęliśmy łączyć nasze siły twórcze. Jeśli chodzi o publikacje, to działaliśmy „singlowo”. Powstały teledyski do takich utworów, jak „Foolish”, „Ktoś”, czy „Zapominasz mnie”. Później narodził się pomysł by złożyć to w album.

Łukasz Chmurski (Nandu): Akcja na portalu Polak Potrafi, dzięki której zebraliśmy część budżetu na nagranie płyty zakończyła się ponad 2 lata przed jej wydaniem. Już w chwili uruchomienia akcji mieliśmy praktycznie godzinny autorski materiał, z którym graliśmy koncerty w całej Polsce. Pierwotnym pomysłem było zarejestrowanie tego materiału w studiu i umieszczenia go na planowanej płycie. Niestety, po rejestracji części piosenek okazało się jednak, że nie jesteśmy zadowoleni z kierunku, w którym zmierzamy z naszą muzyką. Część numerów była tworzona 3 lata wcześniej i w naszym odczuciu znacznie straciła na świeżości. Pisząc te piosenki, nie mieliśmy też w głowie koncepcji na całą płytę. Myślę też, że od tego czasu, my i nasze spojrzenie na muzykę znacząco się zmieniło, efektem czego był brak satysfakcji z nagranego materiału. Podjęliśmy więc decyzję, że nie będziemy wykorzystywać wcześniejszych kompozycji i napiszemy całą płytę od nowa, tak, żeby brzmiała ona zgodnie z naszymi aktualnymi oczekiwaniami. Proces kompozycji, aranżacji, pisania tekstów do 11 nowych utworów zajął nam prawie rok. Kolejny rok zajęła nam rejestracja tego materiału, mix, mastering i wszystkie działania organizacyjne związane z tego typu wydawnictwem. Wydaje się długo, jednakże cała płyta, zaczynając od samego pomysłu na nią, przez muzykę, aranżację, teksty, rejestracje materiału, kończąc na wyborze tłoczni, gdzie płyty były produkowane, jest zgodna z naszą koncepcją. Możemy śmiało powiedzieć, że osobiście braliśmy czynny udział w każdym działaniu związanym z tworzeniem i wydaniem tego krążka. Jak się okazało, to bardzo dużo pracy, więc musiało to trwać tak długo 😉

Arkadiusz Kałucki: Jak odbieracie i sami nadajecie definicję słowom, które poproszę o wyjaśnienie, związanymi z waszą płytą: Niezależność muzyczna, Autorytety(jakie Wam w myślach towarzyszyły), Natchnienie(gdzie najlepiej jest pisać teksty, komponować, pomysły na utwór etc.), Droga(do realizacji płyty: kręta i wyboista czy pod górkę, ale prosta?), Upartość w dążeniu do celu.

Łukasz Chmurski:

Niezależność  – wydaje mi się, że odpowiedzią na to pytanie jest proces tworzenia tej płyty, który nakreśliłem w odpowiedzi na pierwsze pytanie. Wymyśliliśmy sobie koncepcje na tę płytę i od początku do końca samodzielnie ją zrealizowaliśmy. Nikt nam niczego nie narzucał, nie zastanawialiśmy się, czy się ona komuś spodoba, czy się sprzeda oraz czy na niej zarobimy. Tak naprawdę teraz dopiero, po premierze, zbieramy opinie, recenzje. Na szczęście są one w większości zaskakująco pozytywne, jednakże tuż przed upublicznieniem materiału czuliśmy dreszcz emocji i mieliśmy spore obawy, czy ktokolwiek będzie chciał tego słuchać 😉 Podsumowując, materiał ten każdy może ocenić wedle własnego uznania, jednakże na pewno płyta jest całkowicie „niezależna” i odzwierciedla wyłącznie nasze autorskie spojrzenie na muzykę w okresie, kiedy ją nagrywaliśmy.

Autorytety – tak się złożyło, że każdy z zespołu ma nieco inną wrażliwość, słucha innej muzyki i innymi artystami się inspiruje. Oczywiście mamy też w Nandu wspólny mianownik, to jest twórców, których cenimy wspólnie i których muzyka napędza nas do działania. Nie ma możliwości wymienić ich wszystkich, więc poprzestanę na pozycjach „klasycznych”, takich, jak: Prince, Michael Jackson, The Beatles..

Justyna Kuśmierczyk: Stevie Wonder, czy The Police. Ale inspirują nas także nasi rodzimi artyści, jak choćby Poluzjanci. Duży wpływ na ogólne brzmienie „Natury”, miała płyta Natalii Przybysz „Prąd”. Bardzo podobała nam się jej surowość brzmienia, dlatego też trochę zmieniliśmy podejście przy tworzeniu nowych utworów.

Natchnienie – może „dopaść” cię wszędzie, ale są miejsca, czy sytuacje, które stwarzają szczególnie dobrą przestrzeń twórczą. U mnie jest to spacer, dom mojej mamy i wanna  Także bardzo często inspirują mnie utwory innych artystów. Może to być nawet jedno słowo z tekstu, które pobudzi wyobraźnię. Myślę, że Łukasz tu się ze mną zgodzi. Natchnienie przynoszą nam także podróże!

Droga – Nasza droga jest wyboista, ale trochę na własne życzenie. Cały czas uczymy się współdziałać, nie tylko na płaszczyźnie muzycznej, ale także biznesowej i czysto międzyludzkiej. Ponieważ nie mamy wydawcy, wiele spraw pozamuzycznych spada na nas. Jesteśmy pięcioma różnymi charakterami, co czasami jest trudne do pogodzenia i rodzi jakieś napięcia. Ale lubimy się i wspólne granie sprawia nam przyjemność, dlatego udało nam się pokonać parę przeszkód.

Łukasz Chmurski:

Upartość w dążeniu do celu – moim zdaniem, jest to podstawowa cecha, którą musisz posiadać, żeby cokolwiek osiągnąć w jakiejkolwiek dziedzinie życia. Na początku każdej drogi jest ona jeszcze dużo bardziej istotna, niż później, ponieważ najwięcej trudu trzeba włożyć, żeby napędzić koło, a jak zacznie się już ono toczyć, wtedy wykorzystywana jest energia niejako wcześniej włożona. Tak samo jest – wydaje mi się – z każdym bandem, początki są najtrudniejsze, ponieważ praktycznie wszystko musisz robić samemu i nie mam tu na myśli jedynie procesu twórczego, ale ogólnie pojętą organizację, która zajmuje często więcej czasu, niż samo granie. Bardzo łatwo się zniechęcić, odpuścić i zająć się czymś innym. U nas również było wiele momentów kryzysowych, które mogły sprawić, że ta płyta by się nigdy nie ukazała, na szczęście udało się nam je przezwyciężyć. Każdy taki pokonany kryzys powinien być budujący, a jak się uda mimo niego osiągnąć cel, wtedy satysfakcja jest podwójna.

03.Nandu Fot. Andrzej Świetlik

Nandu fot.Andrzej Świetlik

Arkadiusz Kałucki: Na waszym krążku „Natura” jest mnóstwo brzmień. Od pop przez folk, jazz, funky, rock. Chcieliście pokazać, że tak jak w naturze, wszystko się zmienia płynnie czasami bardzo szybko i Wam też to w duszy gra? Jak mniemam, nie chcecie być szufladkowani?

Łukasz Chmurski: Absolutnie nie. Wg. mnie różnorodność stylistyczna płyty, wynika z dwóch czynników. Pierwszy jest taki, że, jak już wspomniałem, pod kątem inspiracji muzycznych tworzymy dość zróżnicowaną grupę 😉 Po drugie, większość kompozycji i aranżacji na płycie jest mojego autorstwa, a ja, jako słuchacz nie lubię stylistycznej stagnacji. W zależności od dnia i godziny mogę tak samo zajawić się rapem, ostrym rockiem, funkiem, czy delikatnym popem. Oczywiście stylistyka płyty jest ogólnie popowa, ponieważ takie założenie przyjęliśmy na wstępie i wprowadzenie do niej jakiejkolwiek radykalnej formy nie pasowałoby do całości, jednakże różnorodność brzmień oraz styli muzycznych słychać i bardzo się z tego cieszę, bowiem taki był plan. Dodam jeszcze, że na płycie jest też kilka piosenek akustycznych, trochę, można powiedzieć, folkowych („Mgły”, „Nic więcej, nic mniej”, „Piękno”). Do zaaranżowania ich w tej konwencji popchnął mnie nowy instrument (gitara akustyczna), który nabyłem, akurat w tym okresie. Nie mogłem się po prostu od niego „odkleić” i część materiału poszła siłą rzeczy w tym kierunku.

Arkadiusz Kałucki: Warstwa tekstowa w pełni jest twojego autorstwa. Czy konsultujesz to, co napiszesz z zespołem? Robisz korekty?

Justyna Kuśmierczyk: Zanim zaczęłam pisać teksty na „Naturę”, dostałam wytyczne „teksty mają być nie o miłości”. Zaczęłam więc się zastanawiać o czym możemy opowiedzieć swoją muzyką i tak powoli narodziła się koncepcja „Natury”. Śmieję się, że trochę nie wyszło z tym początkowym założeniem, bo „Natura” mimo wszystko jest o miłości. Właściwie to, o poznawaniu i pokochaniu samego siebie. W każdym razie zależało mi na tym, żeby każdy z nas mógł się jakoś z tą warstwą liryczną utożsamić  😉

Łukasz Chmurski: Wypracowaliśmy sobie taki system pracy nad utworami, że raczej wszystkie teksty zaproponowane przez Justynę były konsultowane na forum zespołu. Część z nich od razu została zaakceptowana. Natomiast w niektórych wprowadziliśmy pewne zmiany i wydaje się, że wyszło to im na dobre. Jesteśmy bardzo zadowoleni z finalnego efektu, dostajemy też sygnały od słuchaczy, że teksty poszczególnych numerów się podobają i wpadają w ucho, co z dużą dozą satysfakcji obserwujemy na koncertach 😉

04.Nandu Fot. Łukasz Bartyzel

Nandu fot. Łukasz Bartyzel

Arkadiusz Kałucki: Co jest Latarnia morską dla zespołu Nandu? I czy według Was to nie jest złudne takie ufanie by iść w stronę światła? Bo to może być pułapka.

Justyna Kuśmierczyk: Latarnia morska pojawia się w utworze „Mgły”, który jest kluczowy dla koncepcji płyty, ponieważ jest momentem przebudzenia się tytułowej Natury człowieka. Po długim czasie dryfowania po oceanie bezsensowności nasz bohater/bohaterka odnajduje sens, ale w samym sobie. Myślę, że tym właśnie jest „latarnia morska” dla Nandu. Niekoniecznie zewnętrznym bodźcem, ale światłem, które ma w sobie każdy z nas i które, jeśli mu się na to pozwoli, nas poprowadzi. To światło nie pozwoli nam działać przeciwko naszej naturze, ale z nią płynąć. Nie wydaje mi się to zgubne, wręcz przeciwnie!

Arkadiusz Kałucki: Jaka jest historia nazwy zespołu? Dlaczego struś? Kto jest pomysłodawcą?

Łukasz Chmurski: Nazwę zespołu wymyślił Romek Gąsiorowski – w Nandu grający na perkusji i instrumentach perkusyjnych. Myślę, że „struś” nie był kluczowy przy jej wyborze. Liczyło się to, że jest oryginalna, krótka, wpada w ucho i nie wszyscy od razu wiedzą co oznacza. Męczyliśmy się dość długo, przerzucając się propozycjami i w momencie, gdy Romek przedstawił tę nazwę – wiedzieliśmy, że jest dla nas idealna.

Arkadiusz Kałucki: Najbliższe plany zespołu Nandu?

Justyna Kuśmierczyk: Teraz skupiamy się na promocji albumu „Natura”. Na przełomie maja i czerwca pojawi się teledysk do naszego drugiego singla „Mgły”. Za obraz odpowiedzialna jest ta sama ekipa, z którą współpracowaliśmy przy okazji teledysku do utworu „Natura”, czyli Filminati. W planach mamy także kilka koncertów promujących nasze wydawnictwo. Zapraszamy na Nandowego Facebooka i Instagrama, gdzie na bieżąco uzupełniamy listę miast, które odwiedzimy!

Arkadiusz Kałucki : Dziękuję za przemiłą rozmowę i powodzenia  🙂

Justyna Kuśmierczyk: Dziękujemy i pozdrawiamy wszystkich czytelników i słuchaczy „Warto Posłuchać”.

Łukasz Chmurski: Bardzo dziękujemy za możliwość wypowiedzenia się i zachęcamy do posłuchania naszych utworów!

Ms.Obsession – wywiad 8.05.2018 r.

01.Ja i Ms_Obsession 02_2018

Ms.Obsession fot.AK

Ms. Obsession to pseudonim artystyczny Aleksandry Warchoł 🙂 Blisko rok temu spotkałem się z Olą by porozmawiać wnikliwie na temat jej ep’ki „Manekin”. Teraz spotkaliśmy się by już porozmawiać o całej płycie pod tym samym tytułem 🙂 Doszły cztery utwory 🙂 Była mowa m.in. o stresie, inwencjach, stanowczości czy odwadze 🙂 Płyta „Manekin” to elektroniczne brzmienia dalekie od mainstremowej estetyki. To bardzo dopracowany i wymagający album.

02.MsObsession

 

Arkadiusz Kałucki: Spotykamy się niemal rok od ukazania się Twojej Ep’ki „Manekin”, której tytuł jest też tytułem długo wyczekiwanej płyty. Co nowego dowiedziałaś się o przysłowiowym „manekinie” od swoich odbiorców? Na co najbardziej zwracali uwagę?

Ms.Obsession: Manekin jest bardzo różnorodną płytą i każdy znajduje w nim coś innego, każdy też ma swoją interpretację albumu jako całości – teksty są uniwersalne i często odnoszą się do wielu płaszczyzn, przez co, niczym lustro, dają słuchaczom możliwość przejrzenia się w podejmowanych przeze mnie tematach. To naprawdę niezwykle miłe uczucie – kiedy ktoś po przesłuchaniu piosenki czy płyty przychodzi do mnie i podejmuje dyskusję, opowiada o swojej perspektywie, swoich doświadczeniach, swoim indywidualnym rozumieniu tego co usłyszał, to największy komplement.

Arkadiusz Kałucki: Przesłuchując album przyszły mi na myśl pewne słowa, które opisują Ciebie i Twoje myśli, spostrzeżenia, emocje. Proszę abyś odniosła się do nich i rozwinęła myśl . Naturalnie wszystko w kontekście płyty.

Manekin(tytuł) Manekin reprezentuje iluzję, powierzchnię, pustą przestrzeń gotową do wypełnienia.

Stres(był?)Tak, stres jest stety – niestety nieodłączoną częścią mojej działalności – motywuje, napędza, czasem pomaga, czasem przeszkadza. Nie ma innej opcji – jest mnóstwo zadań, mnóstwo zaangażowanych osób, deadliny, wciąż nowe cele.

OdwagaJak najbardziej zawiera się i we mnie i w moim albumie. Postawiłam na niezależną, autorską ścieżkę, nietypowe, niekiedy bardzo odległe połączenia i ogromną szczerość w tekstach i emocjach.

BrzmienieBrzmienie opowiada, brzmienie maluje obrazy w naszej wyobraźni. Na albumie znajdziemy brzmienia ciepłe, zimne, okrągłe, zadziorne, ostre, miękkie, niebieskie i czerwone – w przypadku Manekina zawsze elektroniczne.

Stanowczość (słuchałaś się kogoś?)Nie mogę „słuchać” kogoś – jeśli to ma być moja płyta. Oczywiście słucham ludzi dookoła i biorę pod uwagę ich słowa, ale zawsze jednak stawiam na spójność muzyki ze mną – bo to koniec końców płyta Ms. Obsession…

EnklawaMuzyka pozwala mi zbudować swój świat, swój obszar, nadać mu swoje prawa i oderwać to od sztywnych zasad rzeczywistości.

StygmatRożnorodność, barwność, zwroty akcji, iluzja, emocje.

SaldoNie miałam na samym początku konkretnej wizji albumu w sensie gatunku, chciałam, żeby odzwierciedlała moje wyobrażenia, emocje, żeby naturalnie się rozwijała

Inwencja Inwencja twórcza – towarzyszka moja ukochana, od lat – od wieczora do rana!

OlśnienieOlśnień jest wiele – kiedy nagle wymyślisz upragnioną linię melodyczną, kiedy znajdziesz wers konkludujący całość, a którego szukałeś miesiącami, kiedy znajdziesz upragnione brzmienie lub usłyszysz końcowy miks.

NiepokornośćPoniekąd łączy się z wyżej wymienioną odwagą. Niepokorność jest potrzebna, by stać na straży spójności tego co robimy z naszą pierwotną intencją.

03.MsObsession fot.Anna Pawłowska

Ms.Obsession fot.Anna Powałowska

Arkadiusz Kałucki: Jak dla Ciebie ważna jest wolność słowa, wolność artystyczna, wolność umysłu? Doświadczyłaś kiedykolwiek sytuacji, że tę wolności ktoś chciał Tobie ograniczyć?

Ms.Obsession: Wolność słowa jest niezwykle ważna, wolność umysłu jeszcze ważniejsza. Na co dzień wolność słowa jest ograniczana poprzez chociażby społeczeństwo, wychowanie, zwyczaje, religie, reklamy, politykę… Nie jestem pewna czy całkowita wolność słowa w ogóle jest możliwa – ogranicza ją chociażby poprawność polityczna, czy uprzejmość, które do pewnego stopnia mają swoje uzasadnienie. Wolność umysłu z kolei zależy według mnie od nas samych i jest wielką sztuką – wymaga ogromnej samoświadomości, siły charakteru, stabilnych wartości i odwagi.

Arkadiusz Kałucki: Czy dzisiejszy świat jest dla człowieka trudny z każdym jego kolejnym rokiem? Czy może ze względu na zdobywane doświadczenie życiowe jest nam łatwiej pokonywać napotkane trudności?

Ms.Obsession: Czy świat jest trudny – to trudne pytanie. Nie wiem jak postrzegają świat inni, mogę się tylko domyślać i idąc tym tropem odpowiem banałem – zależy dla kogo. Myślę, że dla osób wrażliwych na cierpienie ludzi, zwierząt czy przyrody świat w rozumieniu globalnym może być trudny do zrozumienia, zaakceptowania. Na świecie są grupy czy państwa uprzywilejowane i te po drugiej stronie barykady. Myślę, że wraz z rosnącą świadomością wiele osób czuje, że ich tożsamość jest „wypierana”, a na jej miejsce wtłaczane są pewne stereotypowe modele zachowań i role społeczne. Mówię np. o kobietach, o osobach homoseksualnych i wielu innych grupach, które w konkretnych społeczeństwach muszą walczyć o swoje podstawowe prawa, co dość wyraźnie można zaobserwować również na naszym rodzimym podwórku. To bardzo rozległy temat, bez jednoznacznej odpowiedzi…

Arkadiusz Kałucki: Zapytam wprost: Ms.Obsession kieruje się sercem czy rozumem?

Ms.Obsession: Ms. Obsession ma i serce i rozum więc korzysta z dobrodziejstw obydwu.

04.MsObsession fot.Anna Pawłowska

Ms.Obsession fot.Anna Powałowska

Arkadiusz Kałucki: Olu, proszę powiedz kto Tobie pomagał przy realizacji upragnionej płyty. Bo kilka znanych nazwisk i pseudonimów nie można pominąć.

Ms.Obsession: Od strony muzycznej współpracowałam z takimi producentami jak: En2ak, ka-meal, Teielte, Sotei, Wtrdps i Dustplastic. Swoją cegiełkę dołożył też Agim Dżeljilji, a miksami zajął się Rafał Smoleń. Okładka i wszelaka oprawa graficzna w projekcie Ms. Obsession to niezmiennie zasługa Kornela Nurzyńskiego.

Arkadiusz Kałucki: Jak będzie wyglądała trasa koncertowa promująca płytę „Manekin”? To będą koncerty klubowe(mam nadzieję) czy koncerty plenerowe? Gdzie?

Ms.Obsession: Na naszej trasie znalazło się już Radio RDC a przed nami koncerty w Radiu Lublin, Radiu Rzeszów oraz w Domu Literatury w Łodzi i w Warszawskim klubie SPATiF.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję Olu za spotkanie i rozmowę 🙂

Ms.Obsession: Ja również bardzo dziękuję!

Suova – wywiad 11.04.2018

 

01.Suova 1

Suova i moi fot.AK

Suova to młody zespół, który postanowił zrealizować swoje muzyczne marzenia. Ich debiutancka płyta „Somewhere in the middle” to szerokie przestrzenie muzyczne, które wypełniają smaczne nuty jazzu, intrygujące podniebienie przyprawy soul-funky a wszystko to ze szczyptą etno i pop 🙂 To była dla mnie bardzo smacznie intelektualna rozmowa. Wywiad w obu stacjach radiowych już był, a tu kwintesencja naszego spotkania w tradycyjnie siedmiu pytaniach 🙂

 

02.Suova okladka

Arkadiusz Kałucki: Gdzie zmierza zespół Suova? Jaki założyliście sobie muzyczny cel na początku waszej drogi muzycznej?

Arcadius Mauritz: Zabrzmi to może ciut lakonicznie, ale idziemy po prostu DALEJ. Tworzymy nowe rzeczy, doskonalimy warsztat, we współbrzmieniu i muzycznym porozumiewaniu się wchodzimy na co raz to wyższe poziomy. Jednocześnie jednak nie mamy przysłowiowego ciśnienia. Osobiście jestem zwolennikiem teorii, że wszystko w życiu ma swój czas i miejsce. Zatem robię to co do mnie należy najlepiej jak umiem, zupełnie niczego się nie spodziewając i nie oczekując. Na początku naszej drogi celem było po prostu granie. Z czasem te cele ewoluowały w miarę jak zaczęły pojawiać się nowe możliwości.

Martyna Zając: Na początku naszej drogi skupiliśmy się na systematycznych spotkaniach. Założyliśmy, że będzie to twórczy czas, działanie bez żadnych oczekiwań. W wyniku nagromadzonych materiałów i wizji płyty zrobiło się poważniej. Teraz, kiedy jesteśmy po wydaniu debiutanckiej płyty naszym celem jest dotarcie do jak największej rzeszy odbiorców, zależy nam na jakiejś reakcji na naszą muzykę. Nowe utwory powstają a my planujemy trasę koncertową.

03.Martyna Zajac fot.Arcadius Mauritz

Martyna Zając fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Symbolika na okładce płyty „Somewhere in the middle” nie do końca jest taka oczywista. Drzewo i biała chmura mają bardzo wiele odniesień. Jaka jest ich interpretacja według zespołu Suova?

Arcadius Mauritz: Kiedy tworzyłem koncepcję na stronę graficzną płyty, poczułem, że chmura będzie idealnym symbolem, by podsumować moje osobiste dążenia, zasady, którymi się kieruję w życiu. Cieszę się,ż e reszta zespołu podążyła za tą wizją. Dla mnie ta płyta nie jest tylko o muzyce. Jest przede wszystkim o tym, że marzenia nie są tak daleko jak mogłoby się wydawać. Nie chcę zabrzmieć pompatycznie, ale według mnie symbolizuje też dążenie do bycia po prostu szczęśliwym. Często umieszczamy swoje wyobrażenie o szczęściu gdzieś daleko, niczym chmurę na niebie. A naprawdę to nic trudnego, by ta chmura przyszła do ciebie, tu, na ziemię. A to „gdzieś po środku” to stan idealnej harmonii do którego wszyscy w jakimś sensie dążymy.

Martyna Zając: Okładka, jak zresztą cała nasza filozofia zespołowa, jest pełna symboliki. Umieszczenie na tytułowej stronie drzewa z koroną w postaci chmury jest idealne do wielorakiej interpretacji. Nie chce podpowiadać odbiorcom, ale każdy ma swoje skojarzenia z poszczególnymi obrazami. Dla mnie chmura to symbol marzeń i myśli, zaś drzewo ma tą cechę, że koroną dosięga nieba, a korzeniami piekła. Jest łącznikiem pomiędzy tymi dwoma światami. Poprzez korzenie dosięga do jądra ziemi. Można się nawet głębiej zanurzyć w tą interpretację, że zakorzeniamy się w sercach naszych słuchaczy nie zapominając o marzeniach. Każdy z członków zespołu m inną interpretację, ale cel był wspólny – dotarcie do serca słuchacza, by go poruszyć.

04.Arcadius Mauritz fot.Acadius Mauritz

Arcadius Mauritz fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Jak wyglądał proces komponowania i pisania tekstów tzn. najpierw były teksty a później muzyka czy odwrotnie? I jaki jest w tekstach przekaz od Was do słuchaczy?

Arcadius Mauritz: System naszej pracy niewiele się zmienił od początku funkcjonowania zespołu. W większości przypadków wygląda to podobnie : przynoszę układ akordów/harmonii z paroma pomysłami na próbę, gdzie ten materiał ogrywamy, a zespół proponuje też coś od siebie. W tym czasie Martyna słuchając szkicu nowej piosenki pisze tekst i układa melodię. Potem zostaje nam dopracować detale i dopieścić aranżację.

Martyna Zając: Arkadiusz komponował jeszcze jak się nie znaliśmy. Wtedy jeszcze do szuflady. Jak już się skompletowaliśmy w pełen skład, przynosił kwity na próbę. Od razu zażarło. Wymyślałam na bieżąco melodie i teksty i wspólnie z całym zespołem aranżowaliśmy poszczególne kompozycje. Tematyka tekstów jest zróżnicowana, ale jest u podstaw miłości, życiowych doświadczeń i różnych przeżyć. Musiałabym przeanalizować każdy utwór z osobna, bo każdy traktuje o innych emocjach. Zostawiamy słuchaczom interpretację.

05.Rafał Dubicki fot.Arcadius Mauritz

Rafała Dubicki fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Co jest według was ideałem na płycie?

Arcadius Mauritz: Ideałów nie ma (śmiech). A pytanie to jest szczególnie trudne, ponieważ słuchając tego materiału z perspektywy czasu tak wiele byśmy zmienili… Niemniej, do znudzenia będę powtarzał, że moim ukochanym numerem jest „Clouds Like Trees”. Jestem z niego dumny jako kompozytor, ale również pełny podziwu dla całego zespołu oraz wspaniałej Kasi K8 Rościńskiej, która zaaranżowała i wykonała partie chórkowe.

Martyna Zając: Jeśli chodzi o mój poziom zadowolenia z poszczególnych utworów, to generalnie jestem bardzo dumna i usatysfakcjonowana z całej płyty mimo, że jako osoba bardzo wymagająca uważam, że jest daleka od ideału. Ale to dobrze, bo ideał wieńczy jakiś koniec. A my się dopiero rozkręcamy i celem jest ciągły rozwój. Myślę, że ideałem na płycie jest harmonia jaką ja odczuwam słuchając jej. Mam na myśli to słowo w kontekście równowagi. Ja odczuwam spokój. I to mnie satysfakcjonuje.

06.Artur Pruziński fot.Arcadius Mauritz

Artur Pruziński fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Złoty środek, wypośrodkowanie, równowaga te słowa dla mnie wyłaniają się po wielokrotnym przesłuchaniu debiutanckiego materiału zespołu Suova. To ma być klucz do sukcesu?

Arcadius Mauritz: Sposobów na sukces jest wiele, natomiast owe wypośrodkowanie o którym mówisz wynika przede wszystkim z naszej wspólnej energii zespołowej; z charakteru kompozycji oraz pewnej świadomości. Przyznam się, że będąc nastolatkiem fascynowało mnie tylko to co skrajne : ciemne albo jasne. Nic co pośrodku nie dawało mi wystarczającej satysfakcji. Dziś patrzę na te zagadnienia zupełnie inaczej i cieszę się, że dojrzałem do tego, by dojrzeć piękno i wartość w harmonii i symetrii.

Martyna Zając: Czemu nie? Ludzie często myślą: czarne albo białe. A po co ta ostra granica? Życie ciągle daje odczuć, że wszystko jest spójne, przeplatają się ludzie, zdarzenia. Próbujemy coś oceniać w kategoriach dobra i zła, szufladkować. To nie potrzebnie gotuje problemy, rozczarowania, frustrację. My szukaliśmy właśnie tej równowagi, tej szarości, powszedniości, spokoju by było to w zgodzie z nami. I to się udało. Teraz się tylko przekonamy czy to klucz do sukcesu.

07.Paweł Nowak fot.Arcadius Mauritz

Paweł Nowak fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Sporo przestrzeni zostawiliście w nagrania na krążku „Somewhere in the middle”. Jest w nich oddech, swoboda, nie nachalność instrumentarium obecnym na płycie. Tu najwięcej mieliście pracy by osiągnąć taki efekt?

Arcadius Mauritz: Zupełnie nie. Ta przestrzeń wynika poniekąd z faktu, że utwory oraz instrumentarium aranżowaliśmy sami. Poza tym, zależało nam na takiej właśnie nie nachalności do czego dążyliśmy podczas miksów, a za zrozumienie naszych potrzeb dziękujemy Jackowi Gawłowskiemu.

Martyna Zając: To wyszło całkowicie naturalnie. Daliśmy sobie nawzajem przestrzeń i swobodę podczas tworzenia, więc efekt finalny nie mógł być inny 🙂

Arkadiusz Kałucki: I już tradycyjnie poproszę o przedstawienie wszystkich uczestników biorących udział w nagraniu płyty: kto i na czym gra, dlaczego etc.. A ja muszę dodać, że według mnie trąbka i chórek „zrobiły Wam płytę” 🙂

Arcadius Mauritz: Oprócz naszego regularnego składu na płycie pojawili się goście, bez których, jak częściowo wspomniałeś, ta płyta nie brzmiałaby tak jak brzmi.

Za produkcję wokalną oraz chórki odpowiadała wspaniała Kasia K8 Rościńska.
Na skrzypcach elektrycznych w Pilgrim zagrał Robert Seniuta.
Na gitarze elektrycznej w Black Roses i Let It Happen – Artur Łukasiewicz.
Na perkusjonaliach – Damian Całka.

Wielkie DZIĘKUJĘ dla tych Państwa 🙂

I jeszcze jedno moje podziękowanie dla Masztala z SONUS Studio – za kreatywną realizację i wielkie zaangażowanie w ten projekt!

Martyna Zając: Ja ze swojej strony chciałabym dodać, że się z tym zgadzam. Niezmiernie się cieszę, że Kasia K8 Rościńska znalazła czas i wyraziła chęć pracy przy płycie. Ogromnie mi pomogła. Praca w studio z Nią to czysta przyjemność i duża dawka doświadczenia. Zaś Rafał? Co tu dużo mówić – to nasza perełka 🙂

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę do audycji radiowej Warto Posłuchać jak i na mój blog 🙂

Arcadius Mauritz: Dzięki wielkie i do zobaczenia/usłyszenia!

Martyna Zając: Dziękuję ślicznie 🙂

Robert Cichy – wywiad 26.03.2018 r.

01.Robert Cichy i Ja 2018

Robert Cichy i Ja fot.AK

Robert Cichy☺ Kopalnia wiedzy i doświadczenia☺ Był liderem formacji Chilli czy June 🙂 Od blisko 14 lat na stałe współpracuje z Ania Dąbrowską. Ponadto, ma na swoim koncie udział w muzycznym sukcesie m.in. Marceliny, Ani Rusowicz czy Piotra Zioły. Niejednokrotnie grał u boku Urszuli Dudziak czy Michała Urbaniaka. Robert Cichy – gitarzysta, kompozytor, producent a także wokalista nagrał mądry, szczery i spójny album „Smack” 🙂

01a.smack-okladka

Arkadiusz Kałucki: Masz na swoim koncie współpracę m.in. z Anią Dąbrowską, Ania Rusowicz czy Urszulą Dudziak, Michałem Urbaniakiem. To są dwa różne bieguny muzyczne. Co się od nich w tym czasie nauczyłeś, co zaprocentowało na Twojej solowej płycie „Smack”?

Robert Cichy: Praca z innymi artystami daje natchnienie, energie na rozwój do dalszej pracy. Wzbudza zdrową rywalizację, szacunek i dystans do muzycznego ‚ego’.

Arkadiusz Kałucki: Ciekawe instrumentarium wykorzystałeś by zrealizować swój debiutancki materiał muzyczny. Co to za instrumenty i kto na nich gra? Może Ty sam?

Robert Cichy: Od lat współpracuję z wieloma artystami, wytwórniami itd. Akurat w przypadku swojej solowej płyty postawiłem na niezależność w zakresie wydawnictwa jak i wszelkich działań muzycznych od komponowania do nagrywania. Wykorzystałem wszystkie swoje umiejętności, pomysły, instrumenty (poza gitarą akustyczną i elektryczną pojawiła się m.in. bałałajka czy banjo). Nagrałem też basy, syntezatory. To była w pewnym sensie zabawa połączona z pracą. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że we wszystkich utworach jest głównie moja ‚ręka’..

02.Robert Cichy 1 fot.Krzysztof Mossakowski

Rober Cichy fot.Krzysztof Mossakowski

Arkadiusz Kałucki: Jesteś producentem płyty i razem z DJ Epromem(Polska legenda Hip-Hopu) ją miksowaliście. Ale to nie jedyny zaproszony gość, który pomógł zrealizować Twoje muzyczne marzenie. To teraz proszę pochwal się kogo jeszcze namówiłeś do współpracy nad płytą „Smack”? Jakie było kryterium ich doboru?

Robert Cichy: Zaprosiłem moją siostrę Magdalenę Ziętek, która zagrała na skrzypcach w kilku utworach. W kawałku ‚Henhouse’ zaskreczował DJ Brk. Jest oczywiście Ania Dąbrowska, z którą już współpracuje 14 lat i australijski ziom z Opola:))- Phillip Bracken.. Natomiast Dj Eprom na etapie miksu pomógł mi ukręcić „tłuste” brzmienie, żeby gitarowym utworom nadać głębszej mocy 🙂

Arkadiusz Kałucki: Jesteś na polskiej scenie muzycznie od ponad 15 lat. Byłeś frontman’em zespołów Chilli czy June. Album „Smack” jest Twoim pierwszym solowym „muzycznym dzieckiem”. Mam taką myśl patrząc na Twoją drogę muzyczną, że jesteś trochę takim „Trubadurem”. Przemieszczasz się po różnych obszarach muzycznych i dopiero teraz znalazłeś przystań, która być może stanie się Twoim domem. Czy raczej dalej ruszysz w podróż?

Robert Cichy: Jestem cały czas w podróży…czasem bywam w domu 3 dni w miesiącu..:)także moja droga muzyczna ewoluuje…transportuje(emocje:),globtroteruje dźwięki i co najważniejsze – dojrzewa 🙂

Arkadiusz Kałucki: Czy tytuł płyty „Smack” był jedynym wyborem czy miałeś inne pomysły?

Robert Cichy: Tytuł płyty ‚Smack’ został ostatecznie wybrany po nagraniu utworu ‚Smack’:) Najbardziej charakteryzował klimat płyty…ale oczywiście były przed’smacki’ tytułu…Pierwszy, który miał być to: Alabama Zdrooj::))) czyli americana w polskim wydaniu 🙂

03.Robert Cichy 2 fot.Krzysztof Mossakowski

Robert Cichy fot. Krzysztof Mossakowski

Arkadiusz Kałucki: Do kogo kierujesz swoją płytę? Masz w wyobraźni swojego odbiorcę? Bo jak powiesz, że do wszystkich, to tak jakby powiedzieć „do nikogo”.

Robert Cichy: ‚Smack’ kieruję do odbiorcy stabilizacyjnie nieukierunkowanego, wrażliwca lubiącego drapieżnie rwące struny gitary akustycznej 🙂

Arkadiusz Kałucki: Na koniec zapytam o ulubione miejsce Roberta Cichego. Gdzie lubisz się wyciszyć, nabrać dystansu do codziennego świata, zrelaksować?

Robert Cichy: Te miejsce jest w mojej głowie…wystarczy je czasem wyciszyć…:)))

Arkadiusz Kałucki: Robercie bardzo dziękuję za wywiad do programu „Warto Posłuchać” jak i tu na mój blog 🙂 Powodzenia 🙂

Robert Cichy: Dziękuję za zaproszenie i rozmowę. Pozdrawiam wszystkich fanów muzyki.

Paulina Przybysz – wywiad 8.02.2018

01.Paulina Przybysz i Ja 1

Paulina Przybysz i Ja fot.AK

Paulina Przybysz nareszcie nagrała płytę podpisując się pod nią swoim imieniem i nazwiskiem 🙂 Krążek pt. „Chodź Tu” to jeden z najlepiej ocenianych i wychwalanych albumów 2017 r. w Polsce 🙂 Zawarte na nim nowoczesne brzmienia r’n’b z elementami hip-hopu i elektroniki były tematem mojej rozmowy radiowej z Pauliną oraz na blog Warto Posłuchać 🙂

02.Paulina Przybysz okladka

Arkadiusz Kałucki: Co to według Ciebie znaczy być artystą niezależnym? Czy czujesz się artystką niezależną?

Paulina Przybysz: Myślę że niezależność to trochę stan umysłu. Można powiedzieć że duża wytwórnia po podpisaniu ma prawo zmuszać artystę do czegoś czy narzucać mu swoje pomysły artystyczne. Może i tak się zdarzało w jakiś przypadkach ale myślę że najistotniejsze jest wiedzieć co się na tych płytach chce pokazać i zanim wejdziemy w deal mieć to porozumienie z wydawcą i pewność co do układu. Może to jest łatwiejsze jak jest się już dużym aczkolwiek mam wrażenie że młoda scena jest teraz bardzo wyrazista i niezależnie czy wydają w dużych wytwórniach czy tylko wrzucają muzykę na bandcamp czy tłoczą własnym sumptem to są konkretne i niezależne wydawnictwa – gdzie niezależność definiuję jako wolność artystyczną, nie rodzaj planu biznesowego. Ja się czuję niezależna bo nie idę na kompromisy, choć mam otwartą głowę i słucham sugestii i inspiruje mnie to z kim pracuję.

Arkadiusz Kałucki: Twój album „Chodź tu” jest pierwszym, pod którym podpisujesz się z imienia i nazwiska. Po Sistars masz na swoim koncie bardzo udane projekty Pinnawela, Archeo czy Rita Pax. Kiedy zapadła czy jak wolisz dojrzała w Tobie decyzja o nagraniu i wydaniu płyty jako Paulina Przybysz?

Paulina Przybysz: Materiał na tę płytę tworzony był ze trzy lata. W tym czasie działałam też z Ritą Pax i robiłam różne ciekawe rzeczy ale jak już spojrzałam na ten katalog to poczułam że nie potrzeba mu żadnego pseudonimu ani nazwy projektu, że to są po prostu moje piosenki i tyle. To wyszło naturalnie.

Arkadiusz Kałucki: Po wielokrotnym przesłuchaniu płyty „Chodź Tu” wynotowałem sobie słowa związane z Tobą. A są to: szczerość, tożsamość(artystyczna), indywidualistka(prywatnie i zawodowo), skupienie(nad tym co robisz), kosmos. Co Ty na to? Możesz się odnieść do każdego z tych pojęć?

Paulina Przybysz: Bardzo mi się podobają te słowa.

Szczerość jest czymś bardzo trudnym i nie jestem mistrzem bynajmniej ale w piosenkach uważam że jest trochę jedyną drogą. Można tez czasem użyć szczerze cynizmu czy humoru ale szczerze .

Indywidualistą jest myślę każdy, prywatnie i zawodowo.

Skupienie. Jak tylko mam okazję być przez chwilę sama i mieć przestrzeń to chętnie wykorzystuję ten czas do pracy twórczej. Pomimo że jest to moja praca, którą poniekąd sama sobie wymyśliłam to traktuje takie chwile jako luksus i się nimi rozkoszuję .

Kosmos. Wszyscy jesteśmy jego fragmentami i faktycznie lubię żyjąc mieć ciągle w głowie że świat nie kończy się w Warszawie i że poza tym fizycznym dzieją się rzeczy na wielu wymiarach i że znaczenie tego wszystkiego jest większe i ciekawsze niż na co dzień nam się wydaje.

03a.Paulina Przybysz_fot. Łukasz Ziętek

Paulina Przybysz fot.Łukasz Ziętek

Arkadiusz Kałucki: Na płycie możemy usłyszeć wiolonczelę. Od początku planowałaś wykorzystać ten instrument czy w trakcie procesu komponowania i realizacji stał się brakującym ogniwem do całości?

Paulina Przybysz: Jako że był to mój instrument główny w szkole to jestem z wiolonczelą jakoś intuicyjnie sklejona i na etapie kompozycji często wykorzystuję ją bo umiejętność grania na jakimś instrumencie pozwala odzwierciedlić artykulacje czy harmonię jaką mamy w głowie. Często te nagrania zostają w piosenkach albo dogrywam do nich więcej powtórzeń. Mam to szczęście że w jest domu kilka wiolonczel bo mam swoją, kolegów z rity pax i szkolny instrument mojej córki więc jak nagrywam na każdej z nich mam brzmienie wielofakturowe. To jest super.

Arkadiusz Kałucki: Słuchając płyty „Chodź Tu” otrzymujemy sporą mieszankę brzmień m.in. r’n’b, hip-hop to przede wszystkim, a poza tym są jeszcze dubstep, drum’n’bass, orient, electronika. To wszystko udało się Tobie zrealizować też dzięki producentom, a tych jest kilku. Poproszę Ciebie o każdego z nich charakterystykę i dobór, bo z mojej wiedzy nie był on taki oczywisty. Trochę poszukiwałaś.

Paulina Przybysz: Tu też działam bardzo intuicyjnie. Szczerze powiedziawszy nie analizuję już od dawna muzyki tak bardzo w porządku gatunkowym bo uważam że od dawna tak jak rasy ludzi czy akcenty w językach muzyka jest jednym wielkim mieszańcem i wyrosła już z segregacji i należy się tu rozluźnić albo zostawić tą trudną dziedzinę nazywania gatunków i nadążania za nimi dziennikarzom. Ja dalej nie wiem czym jest K-Pop itd. Ja się skupiam na odczuciach. Dla mnie muzyka jest trochę jak praca farmaceuty, dobieram środki do uczuć, potrzeb. Czasem suplementuje bas, czasem przestrzeń, czasem gęstość bitu…. Na płycie swoje leki i zioła prezentują Night Marks, czyli Spisek Jednego Marek Pędziwiatr i Adaś Kabaciński ale jest też połamany numer stworzony z Teielte, Zamilską, Noepem i Sanderem Mulderem z Estonii. Ciężko by ich opisywać, polecam posłuchać.

04a.Paulina Przybysz_fot. Łukasz Ziętek

Paulina Przybysz fot.Łukasz Ziętek

Arkadiusz Kałucki: Na płycie „Chodź Tu” możemy usłyszeć Katarzynę Nosowską(Hey). Jak przypomnę niektórym, że w 2017 roku zespół Hey ogłosił zaskakującą decyzję o zawieszeniu działalności i pożegnalną trasę koncertową. Proszę powiedz jak doszło do współpracy z Katarzyna Nosowską?

Paulina Przybysz: W sumie to było proste, wysłałam piosenką drogą między menadżerską po czym dostałam wiadomość od Kasi : „Serio mogę? To ja tam po tych porodach się wklejam”. No nie ukrywam że to był highlihgt tego dnia 🙂

Arkadiusz Kałucki: Na koniec muszę zapytać o trasę koncertową w 2018 r. To będzie wyjątkowa trasa jak mniemam. Jakie atrakcje przygotowałaś? Będą wizualizacje? Specjalni goście?

Paulina Przybysz: W najbliższych dniach, czyli luty przeminie pod znakiem Niemena i trasy Krzysia Zalewskiego, któremu razem z Natalią towarzyszymy na płycie i trasie „Zalewski śpiewa Niemena”. Od marca wracamy z koncertami „Chodź Tu”, będziemy tu i tam i szykujemy się na sezon festiwalowy. Na razie kocham nasze wizualizacje , które pokazują teksty piosenek i czuję że publiczność jest pełna zrozumienia i po koncercie już wszystko wiedza i czują i uważam ze ten patent jest super ale kto wie, są różne pomysły 🙂

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i przemiłą rozmowę 🙂

Paulina Przybysz: Ja również dziękuję 🙂

Sarsa – wywiad 23.11.2017

01.Sarsa i Ja 1

Sarsa i Ja fot.AK

Jej album „Pióropusze” ukazał się dokładnie 26.05.2017 r. To nie jest przypadkowa data. Podobnie jak pojawiające się daty w teledysku do utworu „Motyle i ćmy”. Cała płyta jest bardzo różnorodna muzycznie, ale z zachowaną tożsamością Marty 🙂 Słychać, że od debiutanckiego krążka bardzo poszerzyła swój horyzont zainteresowań muzycznych, ale nadała tym „fascynacją” swój charakter 🙂 Poniżej przeczytacie moją krótką rozmowę z Sarsą będącą tylko szkieletem wywiadu radiowego, który będzie miał swoją premierę w moim autorskim programie „Warto Posłuchać” 26.11.2017(Niedziela) w Radiu Płońsk 93,6 FM godz.21:10. Natomiast w POP Radiu 92,8 FM – 3.12.2017 (Niedziela) godz.20:00 🙂

02.Sarsa

Arkadiusz Kałucki: Pochodzisz ze Słupska. Czy kiedykolwiek była propozycja ze strony klubu sportowego Czarni Słupsk abyś nagrała hymn klubu? Bo np. Maciej Maleńczuk śpiewa hymn Cracovii. A w ogóle interesujesz się sportem?

Sarsa: Myślę, że to byłaby bardzo pozytywna inicjatywa! W końcu muzyka i sport powinny łączyć ludzi, a nie dzielić! Natomiast na razie nie było takiej propozycji…

Arkadiusz Kałucki: Płyta „Pióropusze”(premiera: 26.05.2017 r.) jest Twoją drugą w dyskografii. Na pewno słyszałaś o tzw. syndromie drugiej płyty. Przywiązujesz uwagę do tego typu sformułowań czy uważasz, że artysta powinien robić wszystko zgodnie ze swoim sumieniem i tym co sobie zaplanował?

Sarsa: Jedno nie wyklucza drugiego. Jest stres związany z wyścigiem jaki mam z samą sobą, ale na szczęście po sukcesie singli i pozytywnych recenzjach dziennikarzy muzycznych mogłam odetchnąć z ulgą. Zawsze staram się dać siebie w swojej twórczości. Obnażam się przed fanami z mojego życia wiec naturalne jest to ze chciałabym by ten odbiór był pozytywny.

04.Sarsa

Sarsa fot.Maciej Siergiej Nowak, Piotr Tarasiewicz

Arkadiusz Kałucki: Czy jesteś przesądna? Masz swój talizman? Pytam, bo w Kulturze Indian pióropusz był takim ochronnym talizmanem.

Sarsa: Mam swoje talizmany i wierze w moc konkretnych symboli. Tytuł „Pióropusze” jest talizmanem ale tez wyrazem różnorodności muzycznej jaja gra mi w sercu i jaja zawarłam na tym albumie.

Arkadiusz Kałucki: Na albumie „Pióropusze” mamy większe instrumentarium niż na pierwszym krążku. Proszę powiedz jak wyglądał proces twórczy, bo możliwości znacząco się powiększyły.

Sarsa: Proces twórczy przebiega zawsze tak samo u mnie 🙂 pisze piosenki w domowym zaciszu lub nagrywam melodie na dyktafon w zależności gdzie dopadnie mnie wena. Potem szukam producentów. Przy albumie ” Pióropusze” pracowałam ze szwedzkimi producentami, w Londynie w Tileyard studio oraz z polskimi. Dzięki temu mogłam jeszcze bardziej różnicować muzyczne brzmienie utworów na płycie.

Print

Sarsa fot.Maciej Siergiej Nowak, Piotr Tarasiewicz

Arkadiusz Kałucki: Twoje najnowsze nagranie „Motyle i Ćmy” pozostawia sporo miejsca dla odbiorcy na jego interpretację. Czy były dotychczas dla Ciebie jakieś zaskakujące spostrzeżenia a może inspirujące?

Sarsa: Staram się nie wskazywać jednej drogi interpretacji tego utworu – to nie jest język polski, a ja nie jestem nauczycielem by mówić że tylko jedna wersja interpretacji wiersza jest poprawna. Cieszy mnie kiedy moja twórczość jest bodźcem do przemyśleń. Nie wyróżniam nikogo bo ciesze się każdym przejawem analizy mojej twórczości.

Arkadiusz Kałucki: Już na zakończenie. Piszesz teksty piosenek dla innych naszych młodych artystów m.in. Monika Lewczuk, Antek Smykiewicz, Ukeje, Ewa Farna. Brałaś udział w campach songwriterskich. To według Ciebie dziś XXI w. może być ważnym elementem w rozwoju artystów, którzy są dopiero na początku swojej drogi muzycznej? Warto jeździć na takie campy? Czego nowego Ty się uczysz jak jesteś na takim zjeździe?

Sarsa: Ja traktuje takie campy jako odskocznie od mojej własnej twórczości. To tez super okazja by poznać nowych ludzi, producentów ze świata i zdolnych wykonawców. Uważam, że takie campy są bardzo dobre dla debiutantów bo mogą wdrożyć do tworzenia własnej twórczości! To bardzo ważne by artysta był autentyczny i śpiewał opowiadał o czymś z czym sam się utożsamia. Na takich campach ja najczęściej pomagam pisać tzw. TopLine czyli po prostu linie wokalu oraz tekst. Taka praca wymaga sporo empatii by dobrze „wejść w skórę” wykonawcy dla którego tworze. Jednak ulubioną moja formą takiej współpracy jest jednak praca z artystą poza campami. Face to face w bardziej intymnych niż takich zbiorowych warunkach.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i rozmowę 🙂

Sarsa: Dziękuję!!!! Słońca w sercu życzę!

Joanna Dark – wywiad 1.11.2017 r.

01.Joanna Dark i Ja 1

Joanna Dark i Ja fot.AK

Joanna Dark na jesienno-zimowe wieczory przygotowała fantastyczna podróż muzyczną 🙂 Przypomina nam wszystkim utwory ważne, istotne, na których przynajmniej trzy pokolenia Polaków się wychowały. Wszystko pod wspólnym tytułem „Krajewski na dziś” 🙂 Kompozytorem wszystkich utworów jest Seweryn Krajewski, a teksty są autorstwa mistrzów słowa m.in. Janusz Kondratowicz, Agnieszka Osiecka, Jacek Cygan czy Bogdan Olewicz. Na albumie są utwory m.in. „Wielka miłość”, „Kołysanka dla okruszka”, „Remedium”, „Kiedy mnie już nie będzie” czy „Szukaj mnie” 🙂 Wywiad w POP Radiu 26.11.2017 i Radiu Płońsk już 5.11.2017 naturalnie w programie „Warto Posłuchać: 🙂

02.Joanna dark okladka1

Arkadiusz Kałucki: Jakie są trzy a może cztery zasady, którymi kierujesz się od początku swojej kariery artystycznej i zawsze będziesz im wierna?

Joanna Dark:

Pierwsza – śpiewam to co jest bliskie mojej duszy i sercu.

Druga – stawiam na najwyższą jakość muzyki i tekstu.

Trzecia – tworzę tak, żebym nie musiała się tego wstydzić.

Arkadiusz Kałucki: Twoja najnowsza płyta „Krajewski na dziś” jest według mnie ogromnym wyzwaniem artystycznym, bo mierzysz się z ważnymi piosenkami dla kilku pokoleń. Jak przygotowywałaś się do ich interpretacji? Omawiałaś to z kimś?

Joanna Dark: To prawda,ten materiał to wielkie wyzwanie, ale też ogromna przyjemność. Możliwość zaśpiewania tak znakomitych kompozycji do tak świetnych tekstów takich autorów jak choćby Agnieszka Osiecka, Magda Czapińska, Bogdan Olewicz, Jacek Cygan. Nagrywanie ich było wielką przyjemnością.Wiązało się jednak też w ogromnymi emocjami. Żeby je przekazać musiałam dotykać najczulszych strun.A to kosztuje…..

Arkadiusz Kałucki: Jak wyglądał dobór i selekcja utworów? Często zmieniała się koncepcja płyty?

Joanna Dark: Czas jakiś trwało zanim wybrałam właściwy dla mnie zestaw piosenek. Przejrzałam i przesłuchałam wszystkie z nich. Zależało mi żeby uchwycić przekrój twórczości Seweryna Krajewskiego.Ważne też było dla mnie to, żeby mnie one były bliskie ,mnie poruszały. Wówczas śpiewanie ich , nagrywanie jest łatwiejsze.

04.Joanna Dark 3

Joanna Dark fot.Wiktor Malinowski

Arkadiusz Kałucki: Kuba Galiński to był jedyny wybór na producenta i aranżera tych dwunastu piosenek? Jak doszło do waszego spotkania i podjęcia tematu kompozycji Seweryna Krajewskiego?

Joanna Dark: Szukaliśmy wspólnie z moją wytwórnią Universal Music kogoś najbardziej odpowiedniego do tego projektu. W rezultacie Monika Kamińska z Universala przedstawiła mi Kubę, którego pomysł na płytę mnie zachwycił. Powolutku, wspólnie omawialiśmy szczegóły i dochodziliśmy do tego co dziś możecie usłyszeć.

Arkadiusz Kałucki: Kiedy przeglądałem Twoje ostatnie dwa albumy, to większość zawartych tam utworów jest starymi przebojami w nowych wersjach. Ten najnowszy też. Czy to oznacza, że jeszcze nie jest ten czas i moment na swoje własne piosenki?

Joanna Dark: Nie wiem. Nikt nie powiedział,że każdy musi sobie sam pisać i komponować. Może kiedyś. Tymczasem ja działam z potrzeby serca. Pojawił się we mnie taki pomysł i jestem szczęśliwa, że udało mi się go zrealizować.

03.Joanna Dark 2

Joanna Dark fot.Wiktor Malinowski

Arkadiusz Kałucki: Piosenka „Płoną góry, płoną lasy” jest pierwszym singlowym utworem promującym album „Krajewski na dziś”. Proszę powiedz dlaczego to nagranie wybrałaś na pilotujące Twój nowy krążek? Jest związana z tym jakaś historia? I gdzie nakręcany był ładny video clip?

Joanna Dark: Wspólnie z Kubą i wytwórnią stwierdziliśmy, że to nagranie najbardziej oddaje muzycznie klimat płyty. Poza tym to wielki przebój,ponadczasowy hit. Teledysk kręciliśmy we Wrocławiu. Chcieliśmy, żeby miał trochę vintagowy klimat. Stąd pomysł,żeby był czarno-biały. Do tego został zrealizowany w technice steadycam, niełatwej w realizacji, ale dającej spektakularny efekt. Pracował przy nim również ceniony operator Jacek Fabrowicz. To wszystko złożyło się na naprawdę ciekawy efekt.

Arkadiusz Kałucki: Nie mogę nie zapytać o muzyków, z którymi było Tobie po drodze przy nagrywani albumu „Krajewski na dziś”. Bo o Kubie już wiemy 🙂 Kto i na czym gra?

Joanna Dark: Kuba Galiński jest multiinstrumentalistą. Na płycie zagrał na basie,gitarach klawiszach,pianinie. Programował i miksował cały materiał. Na trąbkach zagrał Tomasz Ziętek. Na klarnecie,saksofonie i flecie Tomasz Duda. Na wiolonczeli Justyna Straszyńska. Na instrumentach perkusyjnych Piotr Gwadera.Na puzonach i tubie Piotr Wróbel.

Arkadiusz Kałucki: Asiu, bardzo dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za sukces płyty „Krajewski na dziś” 🙂

Joanna Dark: Dziękuję Ci za zaproszenie do rozmowy i pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających ten wywiad.