OS.SO – wywiad 4.03.2019 r.

01.OS.SO i Ja_2019

OS.SO i Moi fot.AK

OS.SO czyli Zuzanna Ossowska to nie tylko wokalistka. To także autorka słów, kompozytorka, multiinstrumentalistka (gra na gitarze basowej, pianinie, perkusji oraz gamelanie). Jest jedną z tych artystek młodego pokolenia, która wzięła udział w bardzo pożytecznym projekcie muzycznym „My Name Is New”. Nad całością czuwa label Kayax Prod. i jak czas pokazuje, to jest świetna szansa dla młodych, którzy mają coś do zaproponowania szerszej publiczności nie koniecznej tej mainstreamowej🙂 OS.SO należy do grona tych wyróżnionych. Poniżej tylko zarys mojej rozmowy do audycji „Warto Posłuchać” w POP Radio 92.8 FM oraz Radia Płońsk 93.6 FM. Miłej lektury 🙂

02.Okładka_OS.SO_front
Arkadiusz Kałucki: Czy udział w projekcie „My Name Is New” to była chęć sprawdzenia się gdzie i w którym miejscu jestem swojej kariery? Czy może inne powody zdecydowały, że wysłałaś tam swoje nagranie, które w pewnym sensie nagrodzono?

Zuzanna Ossowska: Na „My Name Is New” trafiłam szukając ścieżek do wydawnictw, menadżerów otwartych na nowych artystów. Platforma poświęcona młodym, ciekawym muzykom, udzielająca merytorycznego wsparcia to przestrzeń, której na polskim rynku brakowało od dawna. Najczęściej artyści bez nazwiska muszą się dobijać (zwykle bezskutecznie) do dużych firm. Projekt MNIM sprawił, że wiodąca, niezależna wytwórnia sama otworzyła przed nami swoje drzwi, podzieliła wiedzą i wieloletnim doświadczeniem w branży. Udział w programie prowadzonym przez firmę, która współpracuje z tak uznanymi artystami jak Brodka, Krzysztof Zalewski czy Daria Zawiałow to dla mnie duże wyróżnienie i podmuch wiatru w żagle. Ktoś dostrzegł w mojej muzyce potencjał, uznał, że warto pokazać ją szerszej publiczności. Jestem wdzięczna za to wyróżnienie i zaufanie mojej artystycznej wizji, mocno odbiegającej przecież od muzycznego mainstreamu.

Arkadiusz Kałucki: Ukazała się twoja EP’ka, która zwłaszcza w warstwie tekstowej jest o bardzo dużym potencjale do dyskusji oraz interpretacji. Nie jest to łatwy materiał do analizy.

Zuzanna Ossowska: Towarzyszące dźwiękom słowo nie może być tylko miałkim wypełniaczem, pretekstem do wprowadzenia wokalu do utworu. Chciałam żeby każda z piosenek z albumu była słowno-muzyczną opowieścią, a sam tekst literackim namysłem nad rzeczywistością – warstwą, na której zatrzyma się nie tylko ucho, ale i myśl słuchaczy. Jeśli wybrzmiewające w mojej muzyce zdania zachęcają do interpretacji, zapraszają odbiorcę do dialogu, otwierając się na nowe sensy i nie podają na tacy gotowych znaczeń, bardzo mnie to cieszy. Tak powinna działać literatura.

Arkadiusz Kałucki: Tak jak napisałem w krótkiej recenzji EP’ki, jest w niej mowa o otaczających nas przestrzeniach, które powinniśmy w jakiś sposób wypełnić by móc funkcjonować i dalej się rozwijać. Według Ciebie trudno jest je wypełnić i co to by było aby dało nam wartość dodaną w życiu?

Zuzanna Ossowska: Wyczuwam w tym pytaniu duży ładunek filozoficzny, dla mnie kluczem do tego, by móc istnieć i się rozwijać jest znalezienie swojego języka – określenie miejsca, z którego chce się coś powiedzieć o sobie i świecie. Jedną z przestrzeni, wymagających napełnienia treścią, jest własna podmiotowość, tożsamość. Staram się nadawać jej kształt świadomie, żyć uważnie, żeby – nawiązując do przestrzennych metafor – nie zaśmiecać głowy myślowym fast foodem. A tego ostatniego nie brakuje. Wspominasz także o wartości dodanej, w moim rozumieniu jest nią m.in. sztuka, twórcza postawa wobec rzeczywistości: przyglądanie się temu, co nas otacza i przetwarzanie indywidualnych wrażeń w zupełnie nową jakość.

03.OS.SO

OS.SO fot.Magdalena Hałas

Arkadiusz Kałucki: Od strony muzycznej jest bardzo minimalistycznie, oszczędnie, motywy w nieoczywistych rytmikach a twój wokal za to bardzo melodyjny. Taki był pomysł od początku do końca na EP’kę? Czy pierwotne założenia różniły się znacząco od tych finałowych jakie mamy?

Zuzanna Ossowska: Coraz mocniej przyciąga mnie muzyka, w której słuchacze mogą czytać zarówno między wierszami, jak i między dźwiękami, dlatego album jest tak powściągliwy i stonowany. O kameralnym brzmieniu i minimalizmie myślałam od początku pracy nad tym materiałem. Doceniam skomplikowanie rocka progresywnego czy jazzu (stąd, jak sądzę, zostało mi zamiłowanie do polimetrii i mniej oczywistej rytmiki) albo energię nowoczesnej elektroniki, ale zupełnie inna stylistyka wychodzi spod moich palców. Ze śpiewaniem jest podobnie, chcę przekazać tekst i zbudować nastrój, dlatego rezygnuję z ozdobników, strzelistych linii eksponujących same możliwości techniczne głosu. W mojej muzyce wokal wtapia się w instrumenty i staje jednym z nich.

Arkadiusz Kałucki: Wszystkie piosenki na EP’ce generalnie wg mnie mają w sobie potencjał wizualny, by nie powiedzieć filmowy. Czy podczas koncertów towarzyszą Tobie ekrany z wyświetlanymi obrazami? Czy jeszcze o tym nie myślisz i skupiasz się na razie np. na teledyskach?

Zuzanna Ossowska: Dbam o oba sposoby wizualizacji muzyki równocześnie, obraz jest dla mnie bardzo ważnym uzupełnieniem dźwięków, kolejną płaszczyzną do interpretowania ukrytych w nich historii. Piszę scenariusze do swoich teledysków i reżyseruję je, szyję kostiumy, szukam lokacji odpowiednich do realizowania nagrań. I choć być może opublikowałam jeszcze za mało filmów, by dało się dostrzec między nimi pewną ciągłość, starannie wpisuję pokazywane obrazy w szerszą wizję. A na koncerty przygotowałam wizualizacje przenoszące słuchaczy do miejsc, które w moim odczuciu oddają charakter samej muzyki. Gdybym miała opisać te ilustracje w trzech słowach, nazwałabym je bezkresem, błękitem, pustką.

OS.SO_1

OS.SO fot.Magdalena Hałas

Arkadiusz Kałucki: Oprócz tego, że jesteś wokalistką, autorką słów, kompozytorką i multiinstrumentalistką na pewno jest kilka osób, które Tobie pomogły w realizacji EP’ki? Komu możesz podziękować i jeszcze proszę powiedz, gdzie był nagrywany cały Twój materiał muzyczny.

Zuzanna Ossowska: Jest mnóstwo osób, które przyczyniły się do powstania tego albumu – od ludzi wspierających mnie w mojej muzycznej drodze, po fachowców, którzy pomogli mi zrealizować konkretne pomysły. Część materiału z płyty, o której rozmawiamy, zarejestrowałam w studio prowadzonym w Płońsku przy tamtejszym Centrum Kultury. Pracownią kieruje Darek „Pepciaq” Daniszewski, to z nim pracowałam nad miksowaniem piosenek i ostatecznym brzmieniem albumu. Z kolei partie wiolonczeli (wykonane przepięknie przez Izabelę Buchowską) zostały nagrane w jednym z moich ulubionych studyjnych miejsc na mapie Warszawy – Quality Studio. Zdjęcia na okładkę zrobiła Magdalena Hałas, jej fotografie, znalezione w sieci podczas poszukiwań osoby, która odpowiednio zrealizuje moją wizję, zachwyciły mnie od pierwszego wejrzenia. Miejsce na liście podziękowań należy się także Pawłowi Barszczewiczowi za zmiksowanie piosenki „Excuses” i gitarzyście Kubie Szostakowi za zagranie w „Hold Down” i „Grze”. Z całą pewnością ukłony należą się też moim bliskim – nie jest łatwo mieszkać z pięcioma gitarami basowymi, pianinem, syntezatorami, mnóstwem instrumentów perkusyjnych i kilometrami kabli.

Arkadiusz Kałucki: Miałaś kiedykolwiek moment zwątpienia? Po co ja to robię? Nic z tego nie będzie? Może zmienię zawód z muzyka na kogoś innego?

Zuzanna Ossowska: Cały czas o tym myślę (śmiech). Zajmowanie się muzyką to nieustanne wzloty i upadki, trzeba wykazywać ogromną cierpliwość wobec własnej drogi życiowej, nie poddawać się w obliczu porażek, wyrobić w sobie nawyk codziennych ćwiczeń, samodyscyplinę. W byciu muzykiem cenię sobie różnorodność doświadczeń, jakie niesie ze sobą ten zawód. Jest tu całe spektrum doznań, od totalnej samotności, spędzania wielu godzin sam na sam z instrumentem, przez wymianę energii ze słuchaczami podczas koncertu, poczucie współistnienia z całym zespołem. Natomiast nie zgadzam się z modnym dziś powiedzeniem: „wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia”. Trzeba zaakceptować, że w przypadku każdej profesji nie zawsze robi się tylko to, co sprawia przyjemność. Dopóki będąc na scenie czuję dreszcze na plecach wiem, że jestem na właściwej drodze.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę 🙂

Zuzanna Ossowska: Również dziękuję za rozmowę, bardzo interesujące pytania i tak wnikliwe wsłuchanie się w moją płytę.

Reklamy

Marta Zalewska – wywiad 22.12.2018 r.

01.Marta Zalewska i Ja_2018b

Marta Zalewska i Moi fot.AK

Dotychczas Martę Zalewską można było zobaczyć na scenie u boku takich gwiazd jak m.in. Kayah, Krystyna Prońko, Grzech Piotrowski,w zespole Ars Nova czy w projekcie Filharmonia Uśmiechu Waldemara Malickiego. Marta jest też muzykiem sesyjny. Czas teraźniejszy przynosi nam jej debiutancki album pt.”Marta Zalewska”. Prace nad albumem trwały trzy lata i dzięki konkursowi „Będzie Głośno” zrealizowała swoje muzyczne marzenie. Wygrała i karuzela zaczęła się kręcić jeszcze szybciej. Z Martą, wokalistką, autorką słów, kompozytorką i multiinstrumentalistką kilka dni temu nagrałem wywiad(emisja niebawem) do audycji „Warto Posłuchać” w POP Radio 92.8 FM oraz Radia Płońsk 93.6 FM. Poniżej krótkie resume naszego spotkania 🙂

#wywiad #sennheiser #jbl #music #radio #rock #polishboy #album #voice #talent #playlists #interview #martazalewska #wokalistka #rockgirl #warsaw

02.Marta Zalewska
Arkadiusz Kałucki: Czy Twoje życie artystyczne mogłoby posłużyć jako scenariusz filmowy? Jeżeli tak, to jaki to byłby film i od ilu lat dozwolony?

Marta Zalewska: Nie jestem pewna, czy to co przeżyłam do tej pory już wystarczy, aby kręcić film na tej podstawie (śmiech) – ale gdyby wyobrazić sobie taki eksperyment, to z pewnością byłby to obraz prowokujący bardziej do uśmiechu niż wywołujący płacz czy strach. Choć to oczywiste, że w życiu nie zawsze wszystko układa się dokładnie po naszej myśli, muszę przyznać, że bardzo lubię swoje życie i mam wielkie szczęście spotykać na swojej drodze ludzi mądrych, dobrych i inspirujących dzięki którym biorę udział w ciekawych zdarzeniach…a potem piszę o tym piosenki. Mojemu życiu – nie tylko artystycznemu – daleko do monotonii czy rutyny, jestem wiecznie w jakimś szalonym pędzie poprzetykanym nieustającym rock’n’rollem – zatem przyjmijmy, że film który sobie wyobrażamy byłby dozwolony raczej od lat 21 ;).

Arkadiusz Kałucki: Od wielu lat jesteś mocno zapracowaną artystką. Współpracujesz i z Kayah, Krystyną Prońko, Grzechem Piotrowskim czy chociażby z zespołem Ars Nova. Do tego dochodzą udziały w nagraniach jako muzyk sesyjny etc. Czy ta intensywność związana z Tobą(co cieszy mam nadzieję) nie wywołała w Tobie takiej myśli: „A kiedy Ja coś zrobię dla samej siebie?”, „Mam dużo do pokazania i podzielenia się z ludźmi”., „To jest teraz ten czas, ten moment”. Tak to było czy były inne okoliczności podjęcia tej męskiej decyzji?

Marta Zalewska: Współpraca z wieloma wspaniałymi artystami poszerzyła moją świadomość muzyczną i dała możliwość rozwoju, jednak choć spełniałam się w dużej mierze jako muzyk sesyjny, zawsze czułam, że tego rodzaju aktywność artystyczna mi nie wystarczy. Występuję u boku wspaniałych twórców ale przecież sama też jestem twórcą, piszę własne piosenki, śpiewam je…i choć może jeszcze niewielu ludzi o tym wie, być może już czas to zmienić i odważyć się pokazać swoje utwory światu. Latami dojrzewałam do tego kroku. W międzyczasie miałam już doświadczenia koncertowania z muzyką autorską – współtworzyłam duet Soundz Good z Magdaleną Czwojdą, miałyśmy swój repertuar, wydałyśmy EP-kę. Jednak “katalizatorem” w kontekście wydania solowego albumu okazało się poznanie Krzysztofa Pacana – fantastycznego muzyka, basisty, kompozytora. To on przyjrzał się wnikliwie moim muzycznym działaniom, autorskim pomysłom, marzeniom i upodobaniom estetycznym. Wsparł mnie nie tylko mentalnie – stał się współkompozytorem, basistą i producentem muzycznym utworów na płycie – oraz moim mężem (śmiech).

Arkadiusz Kałucki: Ukazał się Twój debiutancki krążek „Marta Zalewska”. Wypełnia go 12 utworów 5 zaśpiewanych po angielsku, a reszta po polsku. Był plan aby całość została zaśpiewana w naszym języku czy to był świadomy wybór?

Marta Zalewska: Bardzo lubię śpiewać w języku angielskim i mam to szczęście znać go na tyle, że względnie łatwo przychodzi mi pisać teksty w tym języku. Lubię ciemne brzmienie samogłosek w języku angielskim, a brzmienie języka ma bezpośredni wpływ na barwę głosu i charakter śpiewania. W języku polskim jest dużo spółgłosek, zbitek liter, szelestów których w języku angielskim w ogóle nie ma. Angielski daje wygodę pisania tekstów ze względu na tak dużą liczbę wyrazów jednosylabowych – teoretycznie w języku polskim pisze się trudniej biorąc pod uwagę jego konstrukcję ale przyznam, że złożoność i nieregularność tego języka nasuwa oryginalne rozwiązania muzyczne. Polski jest moim naturalnym, pierwszym językiem. Lubię śpiewać po polsku, polski to piękny język.

04.Marta Zalewska 3

Marta Zalewska fot.Ania Powałowska

Arkadiusz Kałucki: W tekstach przewijają się Twoje spostrzeżenia na temat dzisiejszego świata. Jak trudno dziś jest odróżnić dobro od zła. Jak w pogoni za „życiem” dzień zrównuje się z nocą i nieraz nie możemy już cofnąć się, bo coś nam umknęło. Pozostają wspomnienia. Wszystko jest związane z czasem, przemijaniem. A jak do tego wszystkiego dodamy stabilność w tym co robimy, która zaczyna przeistaczać się w monotonię to powstaje szereg pytań, na które nie łatwo jest znaleźć odpowiedzi. Co może być według Ciebie takim lekarstwem na to aby nie zatracić się w tym wszystkim? Masz pomysł?

Marta Zalewska: Wciąż szukam takich “lekarstw” ! Na każdym kroku rozglądam się za receptą na świadome życie. Myślę, że najlepiej nagromadzić takich rozwiązań jak najwięcej, żeby starczyło ich w trudniejszych momentach. Obserwuję uważnie wszystko co się dookoła mnie dzieje i w zasadzie każde zdarzenie – wcale niekoniecznie dotyczące mnie – ma bezpośredni wpływ na refleksje zawarte w moich tekstach. Inspiruje mnie świat wokół i to z czym mierzą się różni ludzie – jednak oczywiście na płycie, najwięcej opowiadam o sobie i przemyśleniach dotyczących moich własnych doświadczeń, wątpliwości i przekonań.

Arkadiusz Kałucki: Od strony muzycznej zaproponowałaś swoim potencjalnym odbiorcom bardzo szerokie spectrum muzyki rockowej. I co istotne, zawarty materiał mam wrażenie idealnie wpasowuje się koncerty zarówno plenerowe, klubowe a nawet akustyczne w okrojonym składzie np. na dwie gitary. Przyznaję szczerze, to stwarza bardzo komfortowe warunki pracy na promocję płyty, a wiem że scena to Twój żywioł 

Marta Zalewska: Cieszę się, że odbierasz album w ten sposób. Mam taką zasadę przy tworzeniu piosenek – niezależnie od tego jak bardzo “urośnie” obsada czy aranżacja przy produkcji utworu – na końcu najlepszym sposobem na weryfikację jego wartości jest według mnie sprowadzenie go do minimum muzycznego – zaśpiewania z samą gitarą czy fortepianem. Jeśli piosenka w tej wersji również robi właściwie wrażenie, być może ma szansę być dobrą kompozycją 🙂 To trochę archaiczne podejście, zdaje sobie z tego sprawę – jednak lubię tak pracować. Ze względu na to, że tak tworzę utwory – można je wykonywać i w większej obsadzie i w mniejszej – np. akustycznie na dwie gitary. Scena to mój drugi dom, choć jej rozmiar nie ma dla mnie większego znaczenia – w muzyce chodzi najbardziej o emocje, a te przekazać można tak samo z olbrzymiej sceny na stadionie, jak i tej maleńkiej w kameralnym klubie. Słucham dużo muzyki i przyjmuję ją jako wielką całość – inspirują mnie gatunki nie tylko rockowe. Stąd prawdopodobnie bierze się brzmienie płyty, które nazwałeś “szerokim spectrum muzyki rockowej”. Uważam, że nie ma potrzeby ograniczania się na siłę i muzyce należy dać jak najwięcej wolności – nawet jeśli chce się ona wyłamać poza stereotypowe dla danego gatunku muzycznego schematy.

03.Marta Zalewska 1

Marta Zalewska fot.Ania Powałowska

Arkadiusz Kałucki: Proszę Marta przedstaw swoją muzyczną drużynę, dzięki której zrealizowałaś swoje muzyczne marzenie w postaci debiutanckiej płyt pt. „Marta Zalewska”.

Marta Zalewska: W skład mojego zespołu wchodzą – wspomniany już wcześniej producent muzyczny albumu Krzysztof Pacan (bas), Paweł Zalewski (gitara), Przemek Pacan (perkusja) i Róża Dudziewicz (tamburyn, wokal). Wszyscy udzielili się na płycie, choć oprócz nich nagrywali także Tomasz “Harry” Waldowski (perkusja), Kamil Barański (wurlitzer, piano), Bożena Zalewska (wokal – moja mama!), Artur Gierczak (gitara akustyczna). Choć nie zagrali na płycie, to w równym stopniu pomogli mi zrealizować marzenie o wydaniu debiutanckiego albumu – Damian Sikorski i Karina Terzoni, cała radiowa Czwórka oraz Agencja Muzyczna Polskiego Radia. To dzięki konkursowi Czwórki “Wydaj płytę z Będzie Głośno” płyta ukazała się 7 grudnia 2018 roku, dziękuję z całego serca wszystkim, którzy przyczynili się do powstania mojej muzyki oraz tym, którzy w tę muzykę uwierzyli.

Arkadiusz Kałucki: Nie mogę nie zapytać już na koniec o utwór „Skrzydła”, z którym wystartowałaś na Festiwalu w Opolu. Nie ma go na Twojej debiutanckiej płycie. Dlaczego? Wiem, że kilka lat temu wspominałaś w jednym z wywiadów, że będzie. Co by nie mówić, to nagranie wg mnie było takim potężnym kołem zamachowym do nagrania płyty.

Marta Zalewska: Oczywiście występ w opolskich Debiutach był wielkim przeżyciem, zwłaszcza że zaśpiewałam swój autorski utwór. Jednak to piosenka stylistycznie trochę “z innej bajki” – chciałam aby mój album był jak najbliżej szeroko pojmowanej muzyki rockowej. “Skrzydła” to piosenka, dzięki której po raz pierwszy wystąpiłam przed tak dużą publicznością w autorskim repertuarze, jednak zamyka ona pewien okres moich artystycznych poszukiwań i dlatego postanowiłam nie umieszczać jej na płycie, która należy już do nowego rozdziału.

Arkadiusz Kałucki ☺ Pięknie dziękuję za spotkanie i rozmowę ☺

Marta Zalewska: Bardzo dziękuję !

Mateusz Narloch – wywiad 6.05.2017 r.

Mateusz Narloch 1a fot. Mateusz PlewkaJest absolutnym debiutantem na polskiej scenie muzycznej. Ma 23-lata a już występował w spektaklach muzycznych w Teatrze Roma – „Miss Sajgon” czy „Akademia Pana Kleksa”. Pracuje także jako aktor dubbingowy. Swoje własne pomysły muzyczne rozpoczął od powołania do życia projektu 2M w 2010 r. Razem ze swoim przyjacielem Mateuszem Plewką współtworząc 2M działali przez kilka lat, by w 2016 wejść poziom wyżej w rozwoju muzycznym. W 2016 założyli label EMA Rec. a jego pierwszym wydawnictwem jest solowy album Mateusz Narlocha – „My Story”. Poniżej moja krótka rozmowa z Mateuszem 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Jesteś wokalistą, autorem tekstów, aktorem dubbingowym, teatralnym. W 2000 r. debiutujesz w Teatrze Roma grając spektaklu muzycznym „Miss Sajgon”. Siedem lat później grasz w „Akademii Pana Kleksa”. Czy dziś patrząc wstecz i trzymając swoją debiutancką płytę „My story”, uważasz, że ta droga ułatwiła Tobie realizację marzenia w postaci wydania swojego albumu? Dziś tak samo byś postąpił?

Mateusz: Czy ułatwiła to, ciężko stwierdzić, na pewno teatr był miejscem które bardzo dużo mnie nauczyło. Kultury pracy, tego jak powinien wyglądać dobry występ na scenie, tego jaka jest technika śpiewania itd. itd. Podobnie sytuacja wygląda jeśli mówimy o dubbingu, znajomość specyfiki studia, tego jak wygląda praca przed mikrofonem, jak kluczowa jest atmosfera w nim. Także uważam, że być może było to jakieś ułatwienie, niemniej jednak podczas samego powstawania albumu, to doświadczenie pomagało tylko w 10%. Co rusz zaskakiwały nas nowe rzeczy o których nigdy byśmy nie pomyśleli, że mogą sie okazać aż tak istotne. Czy dziś tak samo bym postąpił? Absolutnie, nie żałuje tej decyzji w żadnym stopniu, jedyne co może bym naprawił to to że daliśmy sobie może troche za mało czasu na wszystko. Niemniej jednak, myśle że i tak większość rzeczy zrobilibyśmy tak samo.

Arkadiusz Kałucki: Płyta „My story” opowiada w całości o Twoim dotychczasowym życiu? Czy są też historie zaczerpnięte od innych przyjaciół czy znajomych?

Mateusz: Nie, każda historia o, której opowiadam jest absolutnie osobista. Czułbym się chyba nie do końca konsekwentny, jeśli któraś z historii nie dotyczyła bezpośrednio mnie, a płyta dalej nosiła tytuł „My Story”. Od przyjaciół i znajomych zaczerpnąłem w zasadzie tylko opinie na dany temat. Czy jakaś sytuacja powinna być poddana ocenie osób trzecich. Osób trzecich i to w dodatku tych, które mnie znają. Czasami warto też wysłuchać innych (śmiech).

Mateusz Narloch 2a fot. Mateusz Plewka

Mateusz Narloch fot.Mateusz Plewka

Arkadiusz Kałucki: Przesłuchując album sporo można usłyszeć o poszukiwaniu własnej drogi życiowej a przy tym byciu dorosłym. Proszę powiedz co to znaczy być dorosłym według Ciebie i drugie, w którym miejscu tej drogi dzisiaj jesteś?

Mateusz: Dla mnie być dorosłym, to przede wszystkim być odpowiedzialnym za swoje zachowania i decyzje, umieć wyciągać z nich wnioski i umieć ponieść konsekwencje, jeśli się coś „zepsuło”. Dorosłość to nie jest dowód osobisty, to nie jest praca, własne mieszkanie, a te kilka cech które przed chwilą wymieniłem. Jeśli chodzi o mnie i moją drogę do dorosłości, to zbliżam się pomału do połowy tej drogi (śmiech), cały czas popełniam dużo błędów, bardzo dużo pomyłek, ale nie ze wszystkich jeszcze chyba potrafię wyciągnąć wnioski. Także bardzo długa droga jeszcze przede mną, ale widzę światełko w tunelu, że będzie dobrze!

Arkadiusz Kałucki: Wyciągasz wnioski z popełnionych błędów? Magiczne słowo „Przepraszam” ma dla Ciebie znaczenie?

Mateusz: Jak wspomniałem przed chwilą nie ze wszystkiego potrafię jeszcze wyciągnąć wnioski, ale codziennie idzie mi co raz lepiej (śmiech). Co do słowa przepraszam, ono jest ważne i bardzo często niesamowicie kluczowe, ale samo słowo przepraszam często nie wystarczy. To czyny są najważniejsze, zmiana naszej postawy, zmiana naszego zachowania, jakoś zredefiniować swoją postawę. Jasne to słowo przepraszam powinno zawsze paść, czasami mnie samemu zdarza się go nie wypowiedzieć, co jest oczywiście błędem, ale zawsze staram się pokazać, że błąd został przeze mnie zrozumiany w 100% i wprowadzam zmiany w życie.

Arkadiusz Kałucki: Szeroko rozumiany r’n’b, hip-hop, soul, pop, to znajdujemy na twoim debiutanckim krążku „My story”. Wszystkie teksty napisane i zaśpiewane po angielsku. Planujesz karierę na zachodzie? Czy jest łatwiej przekazać i opowiedzieć swoją historię?

Mateusz: Ciężko stwierdzić czy planuje karierę na zachodzie. Na razie podstawą jest dla mnie polska i budowanie kariery tutaj, co też powinno się przełożyć na większą ilość tekstów w języku polskim. Aczkolwiek faktycznie uważam, że język angielski jest niewątpliwie natywnym językiem do gatunków takich jak r’n’b, czy soul. Brzmią one po prostu dla mnie wtedy dużo lepiej. Nie wiem czy przekazanie historii jest łatwiejsze po angielsku, niż po polsku. Wydaje mi się, że oba języki są dostatecznie trudne, bo samo przekazywanie historii nie jest prostym zadaniem dla wokalisty/rapera. Aczkolwiek uważam, że po polsku jest dużo trudniej napisać dobry tekst, ale nie jest to oczywiście niemożliwe 😉

Mateusz Narloch 3a fot. Mateusz Plewka

Mateusz Narloch fot. Mateusz Plewka

Arkadiusz Kałucki: Inspiracje muzyczne Mateusza Narlocha i proszę Ciebie abyś krótko uzasadnił swoje wybory 🙂

Mateusz: Jest tego bardzo, bardzo dużo. Przede wszystkim Kanye West, jako producent, mniej jako raper. Ma w sobie bardzo dużą łatwość w przesuwaniu granic w muzyce, wydaje mi się że jeśli istnieje jakaś zasada w danym gatunku, on ją łamie i przerabia na własną modłę. Na pewno wśród inspiracji, bardziej wokalnych co prawda, jest Freddie Mercury. Przepiękny głos o ogromnej skali i możliwościach, do tego niesamowita wrażliwość i ponadprzeciętne umiejętności! Na pewno będzie też tutaj się musiał znaleźć Kid Cudi za ten duszny i czasami psychodeliczny klimat, a z drugiej strony Justin Timberlake, za te lekkość i świetną melodyjność. Inspiracji jest wiele ale boje się że mogłoby nie wystarczyć papieru na to wszystko (śmiech)

Arkadiusz Kałucki: Ostatnie pytanie. Gdyby istniała taka możliwość jakie trzy tematy muzyczne poruszyłbyś w rozmowie z Michaelem Jacksonem?

Mateusz: Po pierwsze, skąd brał swoje wszystkie pomysły na wielkie hity tj. „Beat it”, „Billie Jean”, „Thriller” itd. Po drugie, jak ze swojego koncertu zrobić show. A po trzecie, od kiedy można siebie nazwać w pełni artysta.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę 🙂

Mateusz: Dziękuje bardzo! 🙂

  • Follow Radio Show i Blog muzyczny on WordPress.com
  • O blogu

    „Warto Posłuchać” to audycja radiowa, gdzie mam przyjemność prezentować nowości singlowe ukazujące się w ostatnich tygodniach. To przede wszystkim. Ale to także program, w którym prezentowane i omawiane są wybrane fragmenty z nowych albumów artystów reprezentujących różne style i gatunki muzyczne.
    Nie znajdziesz u mnie jednego dominującego stylu. Jest tu pop, rock, electronica, reggae, soul, grunge, smooth jazz, etc. .

    Program „Warto Posłuchać”, to miejsce, gdzie również i przedstawiciele polskiej sceny muzycznej często podpisują listę obecności.

    Moje audycje mają na celu zwrócenie uwagi szerokiemu odbiorcy i temu w pracy, i temu w domu na nowe nagrania i na nowych artystów. Na to, co warto mieć w swojej płytotece i na to, co na dniach może stać się niekwestionowanym przebojem. Ciągle jesteśmy zabiegani, często brakuje nam chwili wytchnienia, dlatego też i nie zwracamy uwagi na otaczające nas dźwięki.
    Ja zrobię to za Was. Po to tu jestem. Nie naśladuję nikogo, dlatego też wierzę, że moich audycji po prostu słucha się lepiej.

    Do programu „Warto Posłuchać” często zapraszam ciekawych muzycznych gości. Chcę, aby opowiedzieli Wam o swoich zawodowych dokonaniach, a także o tym, co aktualnie u nich słychać. Także poza studiem nagrań i sceną. A- wierzcie mi- często bywa u nich ciekawie.
    Równie często spotykam też ludzi związanych z szeroko pojętą kulturą. Organizacja kulturalnych przedsięwzięć, literatura, samorodne talenty oraz zarządzanie tym niezwykle barwnym rynkiem również znajduje się w kręgu moich zainteresowań, ponieważ zależy mi na tym, by było ciekawie i dokładam wszelkich starań, żeby w moich audycjach po prostu „się działo”.
    A zatem do usłyszenia…

    POP Radio 92,8 FM www.popradio.pl

    Niedziela godz. 20:00 – 22:00

    oraz

    Radio Płońsk 93,6 FM

    Niedziela godz. 21:00 – 23:00

    Zapraszam bardzo serdecznie

    Arkadiusz Kałucki

  • Najnowsze wpisy

  • Kategorie

  • Social

  • Archiwum

  • Reklamy