Florence Jenkins Project – wywiad 15.05.2019 r.

01.Florence Jenkins Project i Ja_2019a

Borys Stokalski(F.J.P.) i Ja fot.AK

Florence Jenkins Project to zespół założony w 2008 r.w Warszawie. F.J.P. nagrali album pt.”Antymetafizyka” zdominowany przez progresywne dźwięki muzyki rockowej o charakterze balladowym. Jest element uzupełniający część kompozycji w postaci jazzowych smaczków. Generalnie 15 utworów ma bardzo wiele odniesień do naszego życia, do znaczenia wypowiadanych słów, do życiowych doświadczeń z bòlem, cierpieniem i nieszczęśliwą miłością na czele. To są nawiązania także do…Starego Testamentu…Średniowiecznej Polski za sprawą Galla Anonima. Ma swoje miejsce i to godne na płycie Czesław Niemen. Całkiem nieźle umiejscowiono Krzysztofa Komedę oraz mój faworyt na albumie „Ty i Sahara” przetłumaczona piosenka grupy The Police. Całej płycie towarzyszy myśl austriackiego filozofa Ludwiga Wittgensteina, która w skrócie brzmi tak: „O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”. Ja im nie dałem milczeć i porozmawiałem z liderem zespołu Florence Jenkins Project – Borysem Stokalskim🙂

 

02.ANTYMETAFIZYKA

Arkadiusz Kałucki: Zacznę od początku tzn. od okładki i całej poligrafii całej waszej płyty „Antymetafizyka”. Wszystko bardzo współgra z tekstami na albumie. Skąd taki a nie inny pomysł na taką szatę graficzną? Kto jest autorem i dlaczego jest tak czarno-biało?

Borys Stoklaski(F.J.P.): Kiedy zakończyliśmy większość pracy w studio i było jasne „o czym” będzie „Antymetafizyka” zdecydowaliśmy też, że oprawa ma się stać częścią naszego przekazu. Dajemy słuchaczom kawałek samych siebie, dlatego album miał być czymś w rodzaju intymnego szkicownika: zapisane „odręcznie” teksty i ilustracje zrobione jakby od niechcenia, przy okazji pracy nad tekstem. Do tego ważną rolę miała też pełnić główna grafika okładki. Autorką całości oprawy graficznej jest Zuzanna Królik, utalentowana, młoda graficzka, ilustratorka i … tatuatorka. Miałem okazję oglądać prace Zuzy jeszcze z okresu jej studiów w Anglii. Zrobiły na mnie spore wrażenie, szczególnie praca dyplomowa, słowiański bestiariusz. Bardzo pasowała nam technika grafik Zuzanny, zaczerpnięta ze sztuki tatuażu. Daje naprawdę niepowtarzalny efekt. Zuza potrafi umieszczać w swoich pracach detale, których dostrzeżenie nadaje znaczenie całości, czasem zmieniając początkową wymowę radykalnie. Ten efekt widać na naszej okładce. Przy pracy nad moodboardem pojawił się pomysł aniołów tańczących na szpilce, motyw ten występuje też w tekście tytułowej piosenki. Zuza sprawiła, że ten symbol oderwanych od życia dociekań średniowiecznych filozofów i teologów zamienił się w obraz swego rodzaju zmagania z tajemnicą, której stawką jest życie. Anioły Zuzanny mają eteryczne, rafaelickie kształty ale pozornie beztroski taniec na szpilce rani ich stopy. Przy bliższym oglądzie okazuje się że taniec aniołów to pełna cierpienia walka o utrzymanie się na szczycie, w życiodajnym świetle. Żeby ogarnąć całość tej sceny warto sięgnąć do skrzydełka okładki. W środku jest niespodzianka – plakat odsłaniający jej kolejne, ukryte elementy. Co do palety – testowaliśmy różne warianty, od psychodelicznej poprzez odpustową (ostała się na odwrocie okładki) aż po niemal monochromatyczne, nisko nasycone. Biorąc pod uwagę wyjściowy pomysł – płyta jako szkicownik – te ostatnie stały się dość oczywistymi zwycięzcami.

Arkadiusz Kałucki: Duży rozstrzał muzyczny zaprezentowaliście na płycie, chociaż przewaga jest progresywnych brzmień rockowych. Zamieszczone kompozycje też nie należą do najkrótszych. Proszę powiedz jak wyglądał u Was proces komponowania na płytę „Antymetafizyka”?

Borys Stoklaski(F.J.P.): Faktycznie – na pierwszy „rzut ucha” płyta wydaje się dość eklektyczna. Ale zwykle słyszymy, że kolejne przesłuchania pozwalają odkryć to co nadaje jej spójność – jest to spójność przekazu i wyobraźni muzycznej a nie konwencjonalnie traktowanego stylu. Cieszy nas kiedy ludzie to dostrzegają, bo to ważny klucz do naszego grania. Często bywamy kojarzeni ze światem progrocka, co mnie to trochę dziwi. Nie znajdziesz w naszej muzyce wyrafinowanych podziałów rytmicznych, wirtuozerskich partii solowych czy bardzo rozbudowanej formy. Partie instrumentalne pojawiają się u nas jako elementy dość typowe dla kompozycji rockowych. Intro służące zbudowaniu klimatu, jak w otwierającej płytę „Walce Jakuba”, czasem instrumentalny „bridge” podkreślający jakiś aspekt opowiadanej historii, tutaj przykładem może być „Golem”, „Absalom” czy „Warowny gród”. Nasz „sekretny sos” to po prostu rockowa tradycja (szczególnie alternatywa przełomu lat 80/90-tych), odrobinę wzbogacona o skale i harmonię podsłuchanej w muzyce etno, czasem zaczerpniętej z jazzu, elektroniczne i akustyczne „smaczki” w instrumentacji a w warstwie tekstowej – opowiadanie ciekawych historii. Wolimy naszą muzykę określać jako „autorski rock”. Staramy się unikać banału ale tak naprawdę cenimy prostotę i bezpretensjonalność. Pytałeś o proces komponowana i pracę nad płytą – pracujemy dość typowo. Muzyczne pomysły, przynosimy na próby gdzie dojrzewają i nabierają finalnego kształtu a w końcu zamieniają się w piosenki i trafiają do koncertowego „setu”. „Antymetafizyka” to wybór utworów z repertuaru, który powstał właśnie w ten sposób w ciągu ostatnich 10 lat. Nasza produkcja była w stu procentach niezależna, więc mogliśmy sobie na nią dać tyle czasu ile było trzeba – w efekcie praca nad albumem zajęła nam niemal 2 lata. To było dość ważne ze względu na zawodowe ograniczenia uniemożliwiające nam intensywną pracę typową dla profesjonalnych produkcji. My zaczęliśmy od nagrania „setek”, w aranżacjach koncertowych i to one stanowiły punkt wyjścia dla dalszej pracy. Współczesna technika nagrań daje ogromną pokusę „lukrowania” i poprawiania tego co zrobią muzycy. I oczywiście trzeba w jakiejś mierze z tych możliwości korzystać, słuchacze oczekują od nagrań profesjonalnego brzmienia. Jednak zależało nam, aby cyzelowanie partii i aranżacji nie odebrało płycie autentyzmu. Naszym celem było pokazanie światu FJP a nie stworzenie perfekcyjnego produktu muzycznego. Stąd w pracy z ekipą warszawskiego Quality Studio skupialiśmy się raczej na selekcji i dopracowywaniu pomysłów i brzmień, które dadzą się przenieść z powrotem na scenę niż na perfekcyjnej edycji i maskowaniu wszelkich naszych niedoskonałości, czy mnożeniu śladów. Bezcennym partnerem w wypracowaniu brzmienia partii gitarowych był Radek Bednarek. Bardzo ważna była praca z Bartkiem Mielczarkiem przy produkcji „Walki Jakuba” i „Absaloma”, znakomitą pracę przy miksach i masteringu reszty numerów wykonał Marek Piotr Szumski, który zapewnił płycie finalny szlif i spójne brzmienie.

03a.FJP fot.Jarosław Wiśniewski

F.J.P. fot.Jarosław Wiśniewski

Arkadiusz Kałucki: Na albumie znajdują się odniesienia, nawiązania do wybitnych postaci sceny muzycznej, zarówno polskiej jak i tej zachodniej. I tu przytoczę nazwiska: Krzysztof Komeda, Czesław Niemen, Sting(The Police) nie mówiąc o postaci historycznej…Gall Anonim. Poproszę o kilka słów wyjaśnień do każdego z tych utworów.

Borys Stoklaski(F.J.P.): Kołysanka Krzysztofa Komedy z filmu „Dziecko Rosemary” jest inspiracją jednego z moich ulubionych kawałków na płycie – ballady „W moim śnie” przepięknie zaśpiewanej przez Anię. Nie jest to w zasadzie typowy „cover” – struktura i harmonia tego utworu w wielu miejscach odbiega od utworu Komedy. Ale temat tego genialnego kompozytora jest tak sugestywny, że zdominowałby chyba każdą piosenkę, w której zostałby użyty. Nam pomógł w uzyskaniu onirycznego klimatu chwil „między jawą a snem”, kiedy realność miesza się z wyobrażeniami, myśli gubią racjonalność, uwalniają się tłumione emocje. Kiedy każdy staje się na powrót zagadką, „bytem osobnym”, wszelkie relacje podlegają zawieszeniu. Trudna chwila dla zachłannej miłości. Pieśń wojów Bolesława Chrobrego z kronik Galla Anonima została skomponowana i nagrana przez Czesława Niemena w 1978. Niestety nie trafiła chyba nigdy na płytę i dzisiaj można ją znaleźć tylko w postaci cyfrowej. Nagranie Niemena jest niesamowite. Pieśń zaśpiewana a capella zwielokrotnionym głosem Mistrza gwarantuje za każdym razem ciary. Wierzę, że znaleźliśmy świeży pomysł na ten hymn o nieustępliwej sile jaka każe kolejnym pokoleniom stawać na barkach przodków i sięgać po więcej. „Ty i Sahara” to próba zmierzenia się z piękną balladą Police z płyty „Synchronicity”. Świetny tekst „Tea in the Sahara” inspirowany jest powieścią Paula Bowlesa „Pod osłoną nieba”, a właściwie z zawartą w niej legendą beduińską. Ta z kolei stanowi metafizyczną syntezę historii o niespełnieniu jaka w realnym świecie jest udziałem bohaterów powieści. Uwielbiam takie wielopiętrowe „matrioszki” narracyjne. Fakt, że prostym zabiegiem można było uzyskać dobrze brzmiący, nawiązujący do oryginału i sensowny z punktu widzenia treści refren ośmielił mnie do spolszczenia całego tekstu. Sting napisał swój tekst bardzo zwięzłą, niemal ascetyczną frazą, która jest jednocześnie bardzo plastyczna, jakby tworzyła filmowy obraz. Oddanie tego w języku polskim było wyzwaniem, ale myślę, że udało się uzyskać fajny efekt. Kluczem do muzycznej strony coveru była zmiana reagge’owego pulsu oryginału na bluesowy shuffle. Potem wyobraziliśmy sobie, że gramy ten kawałek w małym klubie, tuż przed zamknięciem, przy niemal pustej sali, w zasadzie sami dla siebie, dżemujemy. Pojawienie się solówki trochę w stylu Pata Metheny (z zachowaniem wszelkich proporcji) było już w zasadzie oczywistą konsekwencją.

Arkadiusz Kałucki: W waszych tekstach jeżeli nie wprost to poprzez metafory, grę słów a nawet dosłownych wyrażeń nawiązujecie do Starego Testamentu, Średniowiecznej Polski. Ale jest także miejsce na ból, cierpienie, blizny po nieudanych związkach. To również niewłaściwe używanie słów, języka w mowie i wynikających z tego błędów, pomyłek.

Borys Stoklaski(F.J.P.): Zdecydowanie interesuje nas współczesność. Jeżeli sięgamy po inspiracje i tematy głęboko w czas to tylko po takie, które pozwalają powiedzieć coś o nas dzisiaj. Pieśń Galla Anonima jest zdumiewająco aktualna w XXI wieku, mimo że od powstania tekstu dzieli nas 1000 lat. Wystarczy odrobina wrażliwości na przyspieszające wokół nas zmiany, całą technoewolucję i związane z nią przewartościowania. Z kolei treści Starego i Nowego Testamentu, psalmy to nie jakaś abstrakcyjne dywagacje czy filozofia – to przede wszystkim kopalnia dramatów i historii jakie przeżywali konkretni ludzie, z krwi i kości. To historia Dawida – ojca, którego błędy i słabości sprawiły, że ukochany syn, Absalom, stał się jego zawziętym wrogiem. Jak bardzo współczesna jest ta historia, jak wielu ludzi dzisiaj dotyka? To też historia Jakuba, walki jaką musiał stoczyć gdy zrozumiał, że zdobyte bogactwo, pozycja, władza pozostawia go bezradnym wobec potrzeby pojednania się z bratem, któremu skradł ojcowskie błogosławieństwo. Walka, którą przechodzi zwycięsko dopiero rezygnując z pretensji do tego by być „self-made-manem”, kontrolującym swoje życie poprzez władzę i pieniądz, a staje się Izraelem, człowiekiem „potężnym w Bogu”. Ta historia ma swoją dobrze znaną współczesną nazwę – „kryzys wieku średniego” 😉 Nie chcę ciągnąć tej „egzegezy” – w końcu muzyka jest do słuchania a nie do tego by się rozpisywać „co poeta miał na myśli”. Zachęcam do sięgnięcia po Antymetafizykę czy to w dystrybucji elektronicznej czy na stronie http://www.antymetafizyka.pl gdzie można jej posłuchać bezpłatnie.

Arkadiusz Kałucki: Jednym z przesłań na waszej płycie jest myśl filozoficzna austriackiego filozofa Ludwiga Wittgensteina a brzmi ona w skrócie: „O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”.

Borys Stoklaski(F.J.P.): To teza podsumowująca najbardziej znany traktat Wittgensteina. Definiuje on miejsce i granice języka rozumianego jako narzędzie wyrażania sensownych, poddających się obiektywnej weryfikacji zdań o rzeczywistości. Jednocześnie sam Wittgenstein wydaje się puszczać do czytelnika oko mówiąc, że kto pojmie jego wywód, musi uznać go za niedorzeczny, i odrzucić jak drabinę służącą jedynie temu by wspiąć się na wyższy poziom. Czym jest ów „wyższy poziom”, tego Wittgenstein już nie mówi. Być może celem traktatu jest oddzielenie zagadnień banalnych, dla których potrzebna i wystarczająca jest dyscyplina języka, od tych dla których jest ona nieprzydatna, bo język zamienia się w bełkot. Takich jak pytanie o sens życia, cierpienia, miłości. Wówczas ujawnia się jednak dramatyczny wybór – czy ograniczyć swoją relację ze światem i ludźmi do sfery, w której język daje jakąś pewność sądów, a milcząc ignorować najważniejsze skądinąd pytania przed jakimi stajemy w życiu? Bezczelnie wtrącamy w tytułowej piosence albumu nasze „trzy grosze”: czego się nie da powiedzieć, o tym trzeba śpiewać, o tym pisać wiersze … Wittgenstein twierdził podobno, że jego prace rozumiał tylko Bertrand Russel, a i ten rozumiał go źle, więc wkraczamy tu na grunt wymagający nieco pokory. „Antymetafizyka” jest prostą, taneczną piosenką – wtrącamy się w dyskurs tytana intelektu trochę jak nakręcony licealista 😉

04a.FJP fot.Jarosław Wiśniewski

F.J.P. fot.Jarosław Wiśniewski

Arkadiusz Kałucki: Teraz czas na magiczne pytanie, które wywołuje uśmiech u niejednego fana muzyki. Nazwa zespołu…Florence Jenkins Project. Gracie poważnie, solidnie, rockowo z pomysłem na siebie, a tu nazwa, która mówi o kobiecie beztalenciu wokalnym. Musisz to wytłumaczyć 🙂

Borys Stoklaski(F.J.P.): „Ludzie mogą mówić, że nie potrafię śpiewać. Ale nikt nie może nigdy powiedzieć, że nie śpiewałam.” Dla nas Florence Foster Jenkins nie jest po prostu „najgorszą śpiewaczką świata” (choć na ten akurat tytuł niewątpliwie uczciwie zapracowała). Z całą pewnością nie jest naszym celem zasłużyć na tytuł najgorszego zespołu świata 🙂 Dla nas Florence to kobieta-zagadka. Była osobą wrażliwą i inteligentną. Jest nie do pomyślenia, żeby nie zdawała sobie sprawy jakie reakcje musi wywoływać na słuchaczach. A jednak nie była w stanie oprzeć się sile, która kazała się jej dzielić miłością do muzyki w tak szalony sposób. Co sprawia, że ludzie chcą śpiewać, tańczyć, pisać, malować dla innych, podejmując tym samym ryzyko przekraczania granic żenady, śmieszności i narażając się na odrzucenie? Dlaczego ktokolwiek chce w tym uczestniczyć jako widz, czytelnik i słuchacz? Dlaczego poszukujemy afirmacji naszego stosunku do świata który wyrażamy przez sztukę? I dlaczego poszukujemy ludzi, których tak wyrażony stosunek do świata moglibyśmy afirmować? Nasza patronka jest tej zagadki uosobieniem.

Arkadiusz Kałucki: Jak wyglądała dotychczasowa promocja płyty tzn. gdzie i ile zagraliście koncertów i jak to wygląda na przyszłość? Bo zbliżają się koncerty plenerowe etc. i czy jest szansa was w najbliższym czasie zobaczyć.

Borys Stoklaski(F.J.P.): Wystąpiliśmy na minifestiwalu „Loud & Clear” tworzonym przez Wojtka Stasiaka, gitarzystę zespołu Vahanara. Podczas jednego z wywiadów promocyjnych przed festiwalem padło pytanie: kiedy wydacie płytę? Na moje stękanie, że może EP-kę faktycznie kiedyś wydamy, dziennikarz powiedział żeby sobie nie zawracać głowy EP-ką tylko nagrać porządny album. Wydawało się to wtedy kosmicznym pomysłem, ale dzisiaj trzymam w ręku album „Antymetafizyka” i myślę że bez tamtej rozmowy to by się chyba nie wydarzyło. „Antymetafizyka” miała natomiast sporego pecha do promocji koncertowej. Najpierw czekaliśmy na powrót do zdrowia Wojtka, naszego bębniarza. Miał w końcówce pracy nad płytą bardzo groźny wypadek na kajcie. Cieszyliśmy się, że przeżył, mieliśmy też szczęście w nieszczęściu, że bębny mieliśmy nagrane, więc płyta mogła się ukazać. Ale o koncertowaniu nie było mowy – nie chcieliśmy grać bez Wojtka. Zanim wygoiły się złamania (ponad dwadzieścia!), zanim Wojtek pozbył się całego żelastwa jakie wspierało zrastanie kości była już jesień 2018 i dopiero mogliśmy myśleć o przygotowaniu koncertu premierowego! Jeszcze bez Wojtka zagraliśmy na Petardach ks Kaczkowskiego (fantastyczny, doroczny koncert na rzecz sopockiego hospicjum im Św O. Pio, które współtworzył ks Jan). Potem w grudniu mieliśmy wreszcie nadzieję na zagranie koncertu premierowego w Proximie – ostatni dzwonek bo z kolei Ani zbliżał się termin porodu . Niestety wróciły problemy Wojtka z ręką i również w tym występie zastępował go Kamil Siciak (n.b. świetny perkusista). Wreszcie udało się i w styczniu na finale WOŚP Wojtek był już z nami na scenie. Dla odmiany … zabrakło Ani, która urodziła piękną córeczkę, Basię – trzecie dziecko Kuby i Ani. Mamy nadzieję, że już w czerwcu będziemy mogli znów w komplecie stanąć na scenie, szykujemy tutaj pewną niespodziankę, nie chcę zapeszać więc na razie bez szczegółów. Ale zapraszam do śledzenia naszej strony http://www.florencejenkins.pl a zwłaszcza fanpage – http://www.facebook.com/florencejenkineproject. Znajdziecie tam też nagrania z koncertu ANTYMETAFIZYKA LIVE w Proximie.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki aby był sukces 🙂

Borys Stoklaski(F.J.P.): Dzięki również. U nas recepta na sukces jest prosta – więcej ludzi na widowni niż na scenie 🙂

Reklamy

OS.SO – wywiad 4.03.2019 r.

01.OS.SO i Ja_2019

OS.SO i Moi fot.AK

OS.SO czyli Zuzanna Ossowska to nie tylko wokalistka. To także autorka słów, kompozytorka, multiinstrumentalistka (gra na gitarze basowej, pianinie, perkusji oraz gamelanie). Jest jedną z tych artystek młodego pokolenia, która wzięła udział w bardzo pożytecznym projekcie muzycznym „My Name Is New”. Nad całością czuwa label Kayax Prod. i jak czas pokazuje, to jest świetna szansa dla młodych, którzy mają coś do zaproponowania szerszej publiczności nie koniecznej tej mainstreamowej🙂 OS.SO należy do grona tych wyróżnionych. Poniżej tylko zarys mojej rozmowy do audycji „Warto Posłuchać” w POP Radio 92.8 FM oraz Radia Płońsk 93.6 FM. Miłej lektury 🙂

02.Okładka_OS.SO_front
Arkadiusz Kałucki: Czy udział w projekcie „My Name Is New” to była chęć sprawdzenia się gdzie i w którym miejscu jestem swojej kariery? Czy może inne powody zdecydowały, że wysłałaś tam swoje nagranie, które w pewnym sensie nagrodzono?

Zuzanna Ossowska: Na „My Name Is New” trafiłam szukając ścieżek do wydawnictw, menadżerów otwartych na nowych artystów. Platforma poświęcona młodym, ciekawym muzykom, udzielająca merytorycznego wsparcia to przestrzeń, której na polskim rynku brakowało od dawna. Najczęściej artyści bez nazwiska muszą się dobijać (zwykle bezskutecznie) do dużych firm. Projekt MNIM sprawił, że wiodąca, niezależna wytwórnia sama otworzyła przed nami swoje drzwi, podzieliła wiedzą i wieloletnim doświadczeniem w branży. Udział w programie prowadzonym przez firmę, która współpracuje z tak uznanymi artystami jak Brodka, Krzysztof Zalewski czy Daria Zawiałow to dla mnie duże wyróżnienie i podmuch wiatru w żagle. Ktoś dostrzegł w mojej muzyce potencjał, uznał, że warto pokazać ją szerszej publiczności. Jestem wdzięczna za to wyróżnienie i zaufanie mojej artystycznej wizji, mocno odbiegającej przecież od muzycznego mainstreamu.

Arkadiusz Kałucki: Ukazała się twoja EP’ka, która zwłaszcza w warstwie tekstowej jest o bardzo dużym potencjale do dyskusji oraz interpretacji. Nie jest to łatwy materiał do analizy.

Zuzanna Ossowska: Towarzyszące dźwiękom słowo nie może być tylko miałkim wypełniaczem, pretekstem do wprowadzenia wokalu do utworu. Chciałam żeby każda z piosenek z albumu była słowno-muzyczną opowieścią, a sam tekst literackim namysłem nad rzeczywistością – warstwą, na której zatrzyma się nie tylko ucho, ale i myśl słuchaczy. Jeśli wybrzmiewające w mojej muzyce zdania zachęcają do interpretacji, zapraszają odbiorcę do dialogu, otwierając się na nowe sensy i nie podają na tacy gotowych znaczeń, bardzo mnie to cieszy. Tak powinna działać literatura.

Arkadiusz Kałucki: Tak jak napisałem w krótkiej recenzji EP’ki, jest w niej mowa o otaczających nas przestrzeniach, które powinniśmy w jakiś sposób wypełnić by móc funkcjonować i dalej się rozwijać. Według Ciebie trudno jest je wypełnić i co to by było aby dało nam wartość dodaną w życiu?

Zuzanna Ossowska: Wyczuwam w tym pytaniu duży ładunek filozoficzny, dla mnie kluczem do tego, by móc istnieć i się rozwijać jest znalezienie swojego języka – określenie miejsca, z którego chce się coś powiedzieć o sobie i świecie. Jedną z przestrzeni, wymagających napełnienia treścią, jest własna podmiotowość, tożsamość. Staram się nadawać jej kształt świadomie, żyć uważnie, żeby – nawiązując do przestrzennych metafor – nie zaśmiecać głowy myślowym fast foodem. A tego ostatniego nie brakuje. Wspominasz także o wartości dodanej, w moim rozumieniu jest nią m.in. sztuka, twórcza postawa wobec rzeczywistości: przyglądanie się temu, co nas otacza i przetwarzanie indywidualnych wrażeń w zupełnie nową jakość.

03.OS.SO

OS.SO fot.Magdalena Hałas

Arkadiusz Kałucki: Od strony muzycznej jest bardzo minimalistycznie, oszczędnie, motywy w nieoczywistych rytmikach a twój wokal za to bardzo melodyjny. Taki był pomysł od początku do końca na EP’kę? Czy pierwotne założenia różniły się znacząco od tych finałowych jakie mamy?

Zuzanna Ossowska: Coraz mocniej przyciąga mnie muzyka, w której słuchacze mogą czytać zarówno między wierszami, jak i między dźwiękami, dlatego album jest tak powściągliwy i stonowany. O kameralnym brzmieniu i minimalizmie myślałam od początku pracy nad tym materiałem. Doceniam skomplikowanie rocka progresywnego czy jazzu (stąd, jak sądzę, zostało mi zamiłowanie do polimetrii i mniej oczywistej rytmiki) albo energię nowoczesnej elektroniki, ale zupełnie inna stylistyka wychodzi spod moich palców. Ze śpiewaniem jest podobnie, chcę przekazać tekst i zbudować nastrój, dlatego rezygnuję z ozdobników, strzelistych linii eksponujących same możliwości techniczne głosu. W mojej muzyce wokal wtapia się w instrumenty i staje jednym z nich.

Arkadiusz Kałucki: Wszystkie piosenki na EP’ce generalnie wg mnie mają w sobie potencjał wizualny, by nie powiedzieć filmowy. Czy podczas koncertów towarzyszą Tobie ekrany z wyświetlanymi obrazami? Czy jeszcze o tym nie myślisz i skupiasz się na razie np. na teledyskach?

Zuzanna Ossowska: Dbam o oba sposoby wizualizacji muzyki równocześnie, obraz jest dla mnie bardzo ważnym uzupełnieniem dźwięków, kolejną płaszczyzną do interpretowania ukrytych w nich historii. Piszę scenariusze do swoich teledysków i reżyseruję je, szyję kostiumy, szukam lokacji odpowiednich do realizowania nagrań. I choć być może opublikowałam jeszcze za mało filmów, by dało się dostrzec między nimi pewną ciągłość, starannie wpisuję pokazywane obrazy w szerszą wizję. A na koncerty przygotowałam wizualizacje przenoszące słuchaczy do miejsc, które w moim odczuciu oddają charakter samej muzyki. Gdybym miała opisać te ilustracje w trzech słowach, nazwałabym je bezkresem, błękitem, pustką.

OS.SO_1

OS.SO fot.Magdalena Hałas

Arkadiusz Kałucki: Oprócz tego, że jesteś wokalistką, autorką słów, kompozytorką i multiinstrumentalistką na pewno jest kilka osób, które Tobie pomogły w realizacji EP’ki? Komu możesz podziękować i jeszcze proszę powiedz, gdzie był nagrywany cały Twój materiał muzyczny.

Zuzanna Ossowska: Jest mnóstwo osób, które przyczyniły się do powstania tego albumu – od ludzi wspierających mnie w mojej muzycznej drodze, po fachowców, którzy pomogli mi zrealizować konkretne pomysły. Część materiału z płyty, o której rozmawiamy, zarejestrowałam w studio prowadzonym w Płońsku przy tamtejszym Centrum Kultury. Pracownią kieruje Darek „Pepciaq” Daniszewski, to z nim pracowałam nad miksowaniem piosenek i ostatecznym brzmieniem albumu. Z kolei partie wiolonczeli (wykonane przepięknie przez Izabelę Buchowską) zostały nagrane w jednym z moich ulubionych studyjnych miejsc na mapie Warszawy – Quality Studio. Zdjęcia na okładkę zrobiła Magdalena Hałas, jej fotografie, znalezione w sieci podczas poszukiwań osoby, która odpowiednio zrealizuje moją wizję, zachwyciły mnie od pierwszego wejrzenia. Miejsce na liście podziękowań należy się także Pawłowi Barszczewiczowi za zmiksowanie piosenki „Excuses” i gitarzyście Kubie Szostakowi za zagranie w „Hold Down” i „Grze”. Z całą pewnością ukłony należą się też moim bliskim – nie jest łatwo mieszkać z pięcioma gitarami basowymi, pianinem, syntezatorami, mnóstwem instrumentów perkusyjnych i kilometrami kabli.

Arkadiusz Kałucki: Miałaś kiedykolwiek moment zwątpienia? Po co ja to robię? Nic z tego nie będzie? Może zmienię zawód z muzyka na kogoś innego?

Zuzanna Ossowska: Cały czas o tym myślę (śmiech). Zajmowanie się muzyką to nieustanne wzloty i upadki, trzeba wykazywać ogromną cierpliwość wobec własnej drogi życiowej, nie poddawać się w obliczu porażek, wyrobić w sobie nawyk codziennych ćwiczeń, samodyscyplinę. W byciu muzykiem cenię sobie różnorodność doświadczeń, jakie niesie ze sobą ten zawód. Jest tu całe spektrum doznań, od totalnej samotności, spędzania wielu godzin sam na sam z instrumentem, przez wymianę energii ze słuchaczami podczas koncertu, poczucie współistnienia z całym zespołem. Natomiast nie zgadzam się z modnym dziś powiedzeniem: „wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia”. Trzeba zaakceptować, że w przypadku każdej profesji nie zawsze robi się tylko to, co sprawia przyjemność. Dopóki będąc na scenie czuję dreszcze na plecach wiem, że jestem na właściwej drodze.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę 🙂

Zuzanna Ossowska: Również dziękuję za rozmowę, bardzo interesujące pytania i tak wnikliwe wsłuchanie się w moją płytę.

Sławomir Ciok – „Na zawsze pilot Spitfire’a i Dywizjonu 303” – wywiad 17.12.2018 r.

01.06.05.2018 Sławomir Ciok w Radiu Płońsk_04_2018

Sławomir Ciok(z lewej) i Moi fot.AK

Sławomir Ciok jest Reżyserem, Scenarzystą i Producentem filmowym. W swojej biografii ma wiele lat przepracowanych w radiu i telewizji. Dziennikarz od A do Z. Czas teraźniejszy przynosi nam jego poważny film dokumentalny. Blisko 2-godzinna przejmująca historia polskie pilota, który brał udział w Bitwie o Anglię podczas II Wojny Światowej. Ponad pół roku temu przeprowadziłem radiowy wywiad dla Radia Płońsk 93.6 FM i programu „Kulturalne Mazowsze”. Poniżej krótkie streszczenie naszego spotkania 🙂

#film #kino #journalist #filmdokumentalny #raf #cinema #pilot #jbl #sennheiser

Arkadiusz Kałucki: Czy realizacja filmu dokumentalnego jest trudniejsza od realizacji filmu fabularnego? I dopytam jeszcze: Według Ciebie, młody człowiek myślący o swojej przyszłości związanej z filmem od którego gatunku powinien zacząć?

Sławomir Ciok: Realizacja porządnie zrobionego filmu dokumentalnego jest trudniejsza od fabularnego, jeśli poważnie traktuje się widzów, bohaterów i realizowany temat. Takie filmy często powstają długo, z bardzo dużej ilości zdjęć, żmudnie montowanych. Zatem napewno jest to przedsięwzięcie dla odważnych i wytrwałych, bo tylko tacy mogą ukończyć dzieło. W Ameryce teoretycy mówią, pełnometrażowy dokument powinien być jak rekompensata dla społeczeństwa za upadek dziennikarstwa, które już definitywnie zrezygnowało z całościowego opisu i wyjaśniania świata swoim odbiorcom. Rynek dokumentalny na świecie zalewa bylejakość. Od szkolnych ćwiczeń, nazywanych później, nie wiem dlaczego filmami, po telewizyjny wyścig do ubogiej kasy, na dystansie 52 minut. Jeśli mogę cokolwiek komukolwiek polecić, to by, zanim zabierze się za film jakiegokolwiek gatunku, najpierw upewnił się, że potrafi filmowo opowiadać. To pomoże mu nie tylko zrobić film, ale i dotrzeć z nim do widzów.

Arkadiusz Kałucki: Twój film dokumentalny „Na zawsze pilot Spitfire’a i Dywizjonu 303” ujrzał światło dzienne w połowie 2018 r. Kiedy powstał pomysł aby w 100-lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości, w 100-lecie powstania RAF-u powstał film, którego bohaterem jest Polak?

Sławomir Ciok: Pomysł na film pojawił się dużo wcześniej, i w żaden sposób nie był połączony z nadchodzącymi rocznicami. Ale skoro widzowie wolą obejrzeć film przy okazji obchodzenia rocznic, to nie mam nic przeciwko temu. Ale też mam nadzieję, że będą również oglądać po zakończeniu sezonu rocznic.

Arkadiusz Kałucki: Jak dużo jest zachowanych materiałów filmowych związanych z Dywizjonem 303? Korzystałeś z archiwum polskiego i angielskiego? A może jeszcze gdzieś poszukiwałeś?

Sławomir Ciok: Najciekawsze materiały znajdują się Instytucie Polskim – Muzeum Sikorskiego w Londynie – niezależnej instytucji powołanej po wojnie przez polską emigrację. Tam, oraz w brytyjskich archiwach znajdują się strzępy filmów kręconych w czasie wojny. W Polsce archiwa są w tej chwili w rękach Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie, które przejęło taśmy będące we władaniu już nie istniejącego Stowarzyszenia Polskich Lotników z Londynu.

Arkadiusz Kałucki: Jak doszło do spotkania z głównym bohaterem twojego filmu Aleksander Herbstem? Ktoś Ci pomagał?

Sławomir Ciok: Połączył nas niezwykły łańcuch międzyludzki. W teorii, nawet przy wykorzystaniu zalewie kilku kontaktów osobistych można dotrzeć i do prezydenta USA. W tym przypadku, bym dowiedział się o Alexie Herbście, wystarczyły trzy osoby. Krzysztof Poraj Kuczewski, Kinga Preis i Piotr Borowiec. A okazją do spotkania był Polish Film Festival w Seattle.

02.Forever a Pilot_Plakat_Pl_Grudzien 2018_pelny rozmiar

Plakat zapowiadający film

Arkadiusz Kałucki: Czy chętnie wspominał Aleksander Herbst o swoim udziale w Dywizjonie 303? Był wzruszony opowiadając swoją historię?

Sławomir Ciok: Alex Herbst nosił historię w sobie przez całe życie, mając świadomość, gdzie i z kim, a także kim on sam był. Nie czuł potrzeby wyolbrzymiania własnych zasług, ale jak rzetelny, zawodowy historyk umieszczał wszystkie swoje opowieści w jak najwłaściwszym kontekście. Dzięki temu mój film opowiada oryginalną ludzką historię, nie popłuczyny po propagandowych książkach wydawanych przez lata. Wzruszenie naturalnie występowało, ale tylko w usprawiedliwionych momentach. Dużo więcej było w tych opowieściach humoru i pogody ducha, co szczególnie mocno ujmuje teraz widzów.

Arkadiusz Kałucki: Wiem też, że pracowałeś równolegle przy filmie fabularnym dotyczącym również Dywizjonu 303. Proszę powiedz coś więcej o tej produkcji.

Sławomir Ciok: Pracowałem również, choć niezupełnie równolegle. W tej pracy eksploatowałem całą swoją wiedzę i kontakty zgromadzone wcześniej. Zajmowałem się szczególnie sprawami zagranicznymi produkcji „Dywizjonu 303”. Od początku było wiadomo, że film musi skorzystać nie tylko z polskich zasobów. Wykorzystaliśmy wielu brytyjskich aktorów, scenograficznie i kostiumowo odtwarzaliśmy angielskie realia, przeglądaliśmy archiwa filmowe, fotograficzne i tekstowe. Mieliśmy masę pracy począwszy od nadzoru językowego nad tłumaczeniami dialogów aż po międzynarodową promocję filmu. Londyn był naszym drugim centrum produkcji filmu, gromadzącym całkiem liczną ekipę różnorakich współpracowników. I dlatego też druga największa po warszawskiej, premiera filmu odbyła się właśnie w Londynie. A dla mnie była to już druga produkcja w dużej mierze realizowana w tym mieście.

Arkadiusz Kałucki: Już tak na zakończenie naszego spotkania. Korki od Szampanów wystrzeliły z radości, że wszystko się udało zrealizować to, co sobie zaplanowałeś? Czy na świętowanie jeszcze przyjdzie czas?

Sławomir Ciok: Najwięcej korków strzela w trakcie Festiwalu w Cannes. Ale zwykle tego nie widzę, bo kiedy przychodzę na bankiety, to szampan jest już rozlany. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana – to z jednej strony, a z drugiej, gdy ktoś mi go oferuje poza festiwalem, albo istotną okazją, to zawsze pytam, czy to nie przedwcześnie. Udane i doprowadzone do końca filmy zawsze budzą uznanie, dlatego w tej chwili absolutnie nie narzekam na brak ciekawych propozycji współpracy, spośród których wybieram tylko te z największym potencjałem. Nie czuję potrzeby robienia filmów byle jakich, jeśli miałoby tak być, to wolałbym nie robić ich wcale. Przy wszystkich przyjemnościach, jakich można przy okazji zaznać, jest to jednak zbyt ciężka i wyczerpująca praca, by warto było ją wykonywać bez dużej satysfakcji.

Arkadiusz Kałucki : Bardzo dziękuję za spotkanie i rozmowę.

Lonely Sinners – wywiad 9.07.2018 r.

01.Lonely Sinners w POP Radiu_06_2018

Lonely Sinners i JA fot.AK

Lonely Sinners😁Polski duet z Californii. To jest ich nowe otwarcie w muzyce. Electronica mroczna, smutna, nawiązująca miejscami do downtempo, chillout z początku XXI w.. Ma w sobie bardzo filmową duszę, a wyłaniająca się obrazowość dodaje refleksyjności ich debiutanckiej EP’ce „No to Love”. W tekstach jest rozliczenie z przeszłości, a konkretnie z miłością. Mocna electronica zupełnie nie pasująca do mainstreamu. Jej słuchanie może doprowadzić do grzechu☺ Ja już to zrobiłem i Wam też polecam☺ Nika i Seeba!!!☺ Dziękuję za rozmowę☺ A poniżej resume radiowego wywiadu. Tym razem Seeba milczał. Nika może mówić…mówić…mówić 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Ostatnio jak rozmawialiśmy(kilka lat temu) w moim programie „Warto Posłuchać” byliście jako trio Newtones. Dziś duet Lonely Sinners i na dodatek mieszkacie w Kalifornii a nie w Polsce. To jest raczej rewolucja niż ewolucja nie tylko w życiu prywatnym ale i artystycznym.

Nika: Lubimy być w wiecznym ruchu, nie tyle w sensie dosłownym, co przede wszystkim duchowym i emocjonalnym. Do tego potrzebujemy bodźców, a rzucenie się na głęboką wodę, wyjeżdżając zupełnie w ciemno na kontynent, na którym nigdy wcześniej nie byliśmy, wydało nam się dobrą okazją do podróży w głąb siebie. Nowe miejsca, kultura, inna mentalność, inne cykle roku, zapachy, brzmienie języka… Piękno miejsc i ludzi, piekło przetrwania, zachwyt nowym, tęsknota za starym. Wierzę, że kiedy nosisz w sobie walkę, jesteś bardziej interesującym artystą. I choć szkice do naszej EPki powstały jeszcze przed wyjazdem, to myślę, że klimat nostalgii naszej muzyki słychać dzięki temu, czego doświadczaliśmy w Stanach.

Arkadiusz Kałucki: Wasza EP’ka „No to love”(Premiera 14.02.2018 r.) ma przynajmniej według mnie po wielokrotnym jej przesłuchaniu, sporo filmowości umieszczonej w świecie brzmień wysublimowanej elektroniki, downtempo, chillout’u. Miejscami nawet można dostrzec inklinacje muzyką klubową, ale tą związaną z undergroundowym obszarem. Jak wyglądał proces komponowania i produkcji w takie a nie inne brzmienia?

Nika: Bardzo miło słyszeć, że nasza muza kojarzy Ci się filmowo. Kiedy w latach 90ch odkrywałam muzykę elektroniczną, byłam zachwycona jej siłą ilustrowania dźwiękami. Przeżywałam ją niemal mistycznie, celebrując każdy sound. Wszystkie te dźwięki przywoływały obrazy w mojej głowie, dlatego ta muzyka oddziaływała na mnie ze zdwojoną siłą: w sferze dźwięków i wizualnie. I pewnie z tego zachwytu przemyciłam coś do muzyki, którą teraz sami tworzymy. Proces szkicowania był prosty: szukałam dźwięków i brzmień i łączyłam je w spójny jak dla mnie pejzaż. Zawsze wychodziłam od brzmienia, bo to on określa atmosferę. Dopiero potem dochodził rytm (w moim wykonaniu były to bardzo podstawowe instrumenty perkusyjne, które miały za zadanie jedynie określić tempo). Wokal tworzyłam całkowicie spontanicznie, czasem frazy rodziły się w trakcie dobierania dźwięków, czasem jako ostatni element układanki. Sebastian zajął się całą produkcją. Wymienił sekcję rytmiczną, która niejednokrotnie nadała charakter tym kawałkom. Następnie dograł gitary. Wiele synthów pousuwał, bo nie ukrywam, że wpakowałam tam dużo za dużo i zapewne moich wersji utworów nie dałoby się w żaden przyzwoity sposób zmiksować, a w muzyce, gdzie każdy dźwięk ma wybrzmieć, potrzebna jest przecież przestrzeń. I to już zasługa Seba.W międzyczasie pisałam teksty, a na końcu nagraliśmy wokale w fantastycznym domu naszej znajomej Amerykanki, w uroczym Berkeley, gdzie spędziliśmy magiczne 10 dni w towarzystwie ogrodowego potoku, litrów herbaty z miodem i imbirem, inspirujących rozkmin, kota Kitty i tarantuli Trancii.

02.Lonely_Sinners_BAND_Color_RGB_3

Lonely Sinners fot.materiały promocyjne zespołu

Arkadiusz Kałucki: Teksty na EP’ce są nawiązujące do przeszłości a konkretnie chodzi o miłość i wszystkiej jej obszary. Czyżby to było rozliczenie z przeszłością?

Nika: Jest to rozliczenie się z grzechem, który najpierw rozumiany jako błąd czy słabość, zostaje w końcu przeze mnie zaakceptowany. Jest to więc podróż w przeszłość, żeby pogodzić się z nieokreślonej czasem niedoskonałości ludzkiej natury.

Arkadiusz Kałucki: Zgodzimy się jak tu siedzimy, że błądzić jest cechą ludzką. Z artystycznego punktu widzenia, jakie trzy błędy popełniliście, które dały Wam nowe spojrzenie na całość i dziś możecie powiedzieć „dobrze, że to się stało, bo jest nam łatwiej działać muzycznie”?

Nika: W moim przypadku było to na pewno powiedzenie „nie”miłości, o czym jest ta płyta. Nie wiem, czy jest coś więcej…

Arkadiusz Kałucki: Powrócę do tytułu EP’ki „No to love”. Jest bardzo przewrotny. Czy album, który powstanie też będzie miał w sobie sporo zawirowań i zaskoczeń muzycznych? W jakim punkcie jego realizacji aktualnie jesteście?

Nika: Obecnie skupiamy się na graniu, szukamy miejsc, gdzie chcielibyśmy zaprezentować nasz materiał na żywo. Ale w międzyczasie powstają już nowe szkice. W tej chwili mamy ich kilka, myślę, że 3 z nich przejdą nasz dwuosobowy sąd ostateczny 🙂 Nowe utwory powstają spontanicznie: kto z nas akurat ma czas, siada przy klawiszach czy bierze gitarę i komponuje. Nieustannie za to rysujemy sobie w głowach zamysł nowej muzyki i to jest równie fascynujące.

03.Lonely_Sinners_BAND_Color_RGB_2

Lonely Sinners fot.materiały promocyjne zespołu

Arkadiusz Kałucki: Wiem, że bardzo mocno interesujecie się filmem jako gatunkiem i nie tylko. Podczas pobytu w Polsce odbyła się premiera waszego obrazu. Proszę o konkrety od początku do końca – kto? Po co? Dlaczego? etc., bo film jest można powiedzieć – muzyczny 🙂

Nika: Tak, zrobiliśmy pełnometrażowy film dokumentalny – biograficzno-muzyczny – o Tadeuszu Konadorze, legendarnym już dziś nauczycielu śpiewu. Pomysł na film wyszedł od Seba jakieś 5-6 lat temu. Chodziłam wtedy do Tadeusza na zajęcia i wracając do domu opowiadałam Sebowi, z jakim mega człowiekiem przyszło mi pracować. I pewnego dnia Seb powiedział „Zróbmy o nim film”. Wzięliśmy kamery i przez 2 lata dokumentowaliśmy życie Tadeusza oraz spotykaliśmy się z jego byłymi uczniami, dziś już znanymi głosami polskiej sceny muzycznej, których opowieści stały się narracją filmu. Film zrobiliśmy z dwóch powodów: pierwszy to chęć pokazania światu, że być może obok nas żyją osoby anonimowe, ale tak fascynujące jak Tadeusz. Dla nas Tadeusz wydał się wyjątkowy, bo absolutnie oddany muzyce, na wielu jej obszarach. Drugi powód był już bardziej osobisty, bo stanowił formę podziękowania Tadeuszowi za to, jakim wspaniałym nauczycielem był dla mnie. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam kiedyś go poznać i przez kilka lat doświadczać jego nauk, bo to typ mistrza, jakiego poznaje się na swojej artystycznej drodze.

Arkadiusz Kałucki: Często Wam się zdarza grzeszyć?

Nika: No ja jestem grzesznicą na co dzień. Seba chyba bardziej trzyma w ryzach czytanie, bo to bardzo pochłonięty słowem człowiek jest. Ale ile on tam nagrzeszy przekładając kartki, to nikt tego nie zgadnie 🙂

Arkadiusz Kałucki: Pięknie dziękuję za spotkanie i do zobaczenia przy całej płycie 🙂

Nika: Dzięki też i do zobaczenia wkrótce!

Aleksandra Wysocka(Reżyser) – wywiad 15.03.2018

Aleksandra Wysocka_Rezyser i Ja 2018

Aleksandra Wysocka i Ja fot.AK

Aleksandra Wysocka jest młodą i perspektywiczną reżyserką i scenarzystką filmową. Dobrze radzi sobie w krótkich formach filmowych i o jej kolejnym przedsięwzięciu będziemy rozmawiać bardzo szczerze 🙂 Nowy film nosi tytuł „That Jazz” a w rolach głównych wystąpią: Iza Dąbrowska, Marie Napieralska i Edyta Bełza.

plakat fot.Marcin Rostkowski.jpg

Plakat filmu. Autor Marcin Rostkowski

 

Arkadiusz Kałucki: Masz już na swoim koncie kilka krótkich form filmowych. Czas teraźniejszy przynosi nam kolejną. Czy to według Ciebie jest słuszna droga dla młodego reżysera, który docelowo myśli o dużej produkcji? To jest takie budowanie swojego warsztatu?

Aleksandra Wysocka: Warsztat to dobre słowo na twórczość filmową. Oprócz pomysłów, kreatywności i zaangażowania na sto procent, nieocenione jest doświadczenie i praca od podstaw. Artyści nie lubią, gdy wkłada się ich w schematy, tabelki, rutynowe czynności ale to właśnie pozwala nabyć warsztat, oswoić się z nową formą, poznać reguły gry, żeby je potem odrzucić. Moje dotychczasowe krótkie formy były przede wszystkim szukaniem własnego głosu, eksperymentowaniem z formą i zaspokojeniem pragnienia zanurzenia się w interesującym mnie temacie. Dokument „5 minut” narodził się z pasji do tańca i ogromnego szacunku do tancerzy baletowych. Chciałam ich obserwować, zobaczyć z bliska moment tuż przed wejściem na scenę, jak przygotowują się do swoich „pięciu minut”. Czy są spokojni? Czy mają swoje utarte czynności, dzięki którym zyskują kontrole nad ciałem? W takich momentach, gdy bohater dokumentu jest skupiony na celu, nie na kamerze, wychodzą emocje i osobowość, jego sposób na radzenie sobie z rzeczywistością. To mnie inspiruje. Film krótkometrażowy, który realizowałam ze współtwórcami – reżyserami we Wrocławskiej Szkole Filmowej Mastershot „Fraga” był przygodą z adaptacją opowiadania „Zadziorna” Brocka Adamsa. To była genialna współpraca całej szkoły. Tu zdobyłam zupełnie inny warsztat, bo w grę wchodziła praca z aktorem – cudownym Wiesławem Cichym, i przygotowanie młodej aktorki-amatorki do bardzo wymagającej roli. Jestem dumna z tego filmu – teraz dużo rzeczy przygotowałabym inaczej, ale to jest właśnie to, o czym rozmawiamy- dzięki temu filmowi nabyłam doświadczenie i jestem tu, gdzie jestem.
Teraz przede mną znów dwie inne formy: „That Jazz” które jest fabułą krótkometrażową i film dokumentalny kreacyjny o oswajaniu dzikich koni w Polsce. Mam nadzieję że oba przyjdą na świat jeszcze w tym roku.

Arkadiusz Kałucki: Jaką drużynę filmową zebrałaś wokół siebie? Poproszę o przedstawienie każdego z nich  🙂

Aleksandra Wysocka: Jestem bardzo szczęśliwa, że zebraliśmy taką obsadę i ekipę. Muszę przyznać, że większość stanowią kobiety, co jest rzadkością w branży filmowej. W obsadzie mamy : w roli głównej bohaterki – Edytę Bełzę, która ma już za sobą spore doświadczenie, jak na swój młody wiek- zarówno w produkcjach telewizyjnych takich jak „Na Sygnale” jak też w etiudach studenckich m.in. „Sierpień” Tomasza Ślesickiego, Matkę bohaterki Izę Dąbrowską (obecnie można zobaczyć jej występy w tragedii Ondreja Spišáka „Historia Jakuba” w Teatrze Dramatycznym, na scenie Och – Teatru w „Udając ofiarę” w reżyserii Krystyny Jandy, czy w bardziej komediowej odsłonie serialu telewizyjnym- „Ucho Prezesa”), oraz Nauczycielkę tańca Magdę, którą gra Marie Napieralska – aktorka Teatru Buffo, nauczycielka śpiewu przy studiu artystycznym Metro. Ostatnio do naszej obsady dołączyła Krystyna Tkacz w roli Dyrektorki Studia Tańca – jedna z najbardziej rozpoznawalnych aktorek serialowych i filmowych. W naszej ekipie filmowej jest operator Olaf Tryzna – członek zespołu operatorskiego Arka Tomiaka, kierownik produkcji Katarzyna Staszczyk pracująca przy telewizyjnych produkcjach, takich jak „Malanowski i Partnerzy”, „Uwikłani”, „SOS. Ekipy w akcji” oraz też w dziale produkcji Monika Mazur, która pracuje przy serialu „Druga Szansa” i przy produkcjach Teatru Telewizji.

Arkadiusz Kałucki: Dorastanie, Transformacja i Tożsamość czy te trzy słowa są kluczem do zrozumienia przesłania z Twojego filmu „That Jazz” ?

Aleksandra Wysocka: Myśl, z którą chciałabym żeby widz został po obejrzeniu filmu to    „Odkryj to kim jesteś” – bo przecież o to w dorastaniu chodzi. Zaczynamy nowy etap życia poprzez zobaczenie, że jesteśmy czyjąś marką osobistą. Dopiero jak odrzucimy twory rodzinno-kulturowe odkrywamy, kim jesteśmy. To jest ta transformacja. Bohaterka ma wizje siebie w nowym świecie- świecie tańca i kobiecości, potem buntuje się przeciwko wizji swojej matki na jej życie i ryzykuje- rzuca się w inną rzeczywistość. Dotykamy tu tematu dojrzewania seksualnego, intymności bohaterki, tego jak nowy świat pobudza jej zmysły i ostatecznie sprawia, że zaczyna obserwować swój ideał kobiecości, nawet powiedziałabym : stalkować. Nie obejdzie się bez konfrontacji z siłami, które chcą kontrolować bohaterkę i poczuciem odrzucenia przez tych, których kocha – to właśnie prowadzi do krzyku bólu i odkrywania tożsamości. Myślę, ze wiele osób może zobaczyć w tym filmie swoją obecną sytuację, a nie tylko wspomnienie z dorastania.

wesprzyj.projekt fot.Mikołaj Borowy

fot.Mikołaj Borowy

Arkadiusz Kałucki: Skąd zaczerpnięty jest tytuł filmu? Ktoś Tobie podpowiedział?

Aleksandra Wysocka: Tytuł filmu pochodzi od tytułu piosenki, która jest leitmotivem filmu – „All that jazz” z musicalu „Chicago”. Grupa taneczna, do której dołącza bohaterka, ćwiczy właśnie bardzo seksowny układ do tej piosenki. Ten układ też zbliża Dianę do jej choreografki tańca i jego uczy się w domu, by zaimponować swojej idolce. Czyli „Cały ten jazz”.

Arkadiusz Kałucki: Ile historii opowiedzianej w filmie „That Jazz” będzie bezpośrednio dotyczyło Ciebie? Bo coś ze swojego życia prywatnego przemyciłaś w scenariuszu, prawda?

Aleksandra Wysocka: Na pewno bazowałam na własnych doświadczeniach dorastania i dojrzewania poprzez taniec. Od czternastego do osiemnastego roku życia po szkole biegłam z plecakiem do Opery Wrocławskiej na zajęcia tańca. Mieliśmy balet, taniec współczesny, hip-hop i broadway jazz właśnie. To były magiczne momenty. Ubierałyśmy z koleżankami czarne body, baletki i wchodziłyśmy do świata scenicznego performance’u, zmysłowych układów . Czasami tylko leżeliśmy na podłodze z zamkniętymi oczami i słuchaliśmy muzyki poprzez drganie podłogi. Potem można było zacząć tańczyć jednym palcem, potem nogą. Czasami tańczyliśmy z zamkniętymi oczami. Te zajęcia sprawiły, że lepiej poznałam własne ciało i odkryłam w sobie zwierzę sceniczne , zmysłową kobietę. Nasza choreografka ogromnie nas, dzieciaki, inspirowała. Mogliśmy wcielać się w postaci z różnych musicali nie tylko poprzez taniec ale i poprzez grę aktorską. Nasze występy w jej choreografii zawsze budziły podziw widzów i rodziny.

Arkadiusz Kałucki: Jak bardzo zmienił się scenariusz od jego pierwotnego napisania do ostatecznej wersji? I gdzie będziecie kręcić film?

Aleksandra Wysocka: Film będziemy kręcić w Warszawie i okolicach. Scenariusz powstawał przez pół roku – sama pracowałam przez dwa, resztę czasu dopieszczałyśmy projekt z moim script doktorem – Katarzyną Bogucką. Było wiele kierunków, w które chciałam pchnąć historię ale nieocenionym zdaniem, które pomogło mi się zdecydować, było zdanie mojego nauczyciela z Warszawskiej Szkoły Filmowej – Radosława Piwowarskiego. Poprosił, bym jak najprościej trzymała się pierwotnej idei filmu i nie szukała na siłę dodatkowych wątków. Praca ze script doktorem choć nie zmieniła przebiegu fabuły to scaliła wydarzenia, zagęściła akcję i dodała masę istotnych szczegółów.

That jazz (1) fot. Mikołaj Borowy

„That Jazz” fot.Marcin Rostkowski

Arkadiusz Kałucki: Crowdfunding to w XXI w. bardzo modna i jak się okazuje skuteczna forma aby zrealizować swoje marzenia nie tylko w Kulturze. To był z Twojej strony krok desperacji by doszło do realizacji filmu? Potencjalni sponsorze boją się być „Mecenasami” u młodych artystów? Jak to odbierasz?

Aleksandra Wysocka: Crowdfunding odbieram bardzo pozytywnie. Sukces zależy tylko od Ciebie, twojego zaangażowania i pomysłowości – i to lubię. Z mojej strony był to krok wynikający z ciągłego szukania rozwiązań, jak ten film ma powstać. Zainspirował mnie cytat młodego reżysera z Wrocławia, którego bardzo szanuję – Kuby Czekaja. W wywiadzie powiedział o robieniu filmów : „Możliwości jest dzisiaj wiele. Nic tylko brać się do roboty i nie narzekać”. I to właśnie robię.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i rozmowę 🙂 Powodzenia.

Aleksandra Wysocka: Dziękuję Arku i dziękuję wszystkim czytelnikom bloga. Zapraszam Was do wzięcia udziału w naszym projekcie poprzez platformę Polak Potrafi, bo dzięki Wam „That Jazz” może rosnąć!

  • Follow Radio Show i Blog muzyczny on WordPress.com
  • O blogu

    „Warto Posłuchać” to audycja radiowa, gdzie mam przyjemność prezentować nowości singlowe ukazujące się w ostatnich tygodniach. To przede wszystkim. Ale to także program, w którym prezentowane i omawiane są wybrane fragmenty z nowych albumów artystów reprezentujących różne style i gatunki muzyczne.
    Nie znajdziesz u mnie jednego dominującego stylu. Jest tu pop, rock, electronica, reggae, soul, grunge, smooth jazz, etc. .

    Program „Warto Posłuchać”, to miejsce, gdzie również i przedstawiciele polskiej sceny muzycznej często podpisują listę obecności.

    Moje audycje mają na celu zwrócenie uwagi szerokiemu odbiorcy i temu w pracy, i temu w domu na nowe nagrania i na nowych artystów. Na to, co warto mieć w swojej płytotece i na to, co na dniach może stać się niekwestionowanym przebojem. Ciągle jesteśmy zabiegani, często brakuje nam chwili wytchnienia, dlatego też i nie zwracamy uwagi na otaczające nas dźwięki.
    Ja zrobię to za Was. Po to tu jestem. Nie naśladuję nikogo, dlatego też wierzę, że moich audycji po prostu słucha się lepiej.

    Do programu „Warto Posłuchać” często zapraszam ciekawych muzycznych gości. Chcę, aby opowiedzieli Wam o swoich zawodowych dokonaniach, a także o tym, co aktualnie u nich słychać. Także poza studiem nagrań i sceną. A- wierzcie mi- często bywa u nich ciekawie.
    Równie często spotykam też ludzi związanych z szeroko pojętą kulturą. Organizacja kulturalnych przedsięwzięć, literatura, samorodne talenty oraz zarządzanie tym niezwykle barwnym rynkiem również znajduje się w kręgu moich zainteresowań, ponieważ zależy mi na tym, by było ciekawie i dokładam wszelkich starań, żeby w moich audycjach po prostu „się działo”.
    A zatem do usłyszenia…

    POP Radio 92,8 FM www.popradio.pl

    Niedziela godz. 20:00 – 22:00

    oraz

    Radio Płońsk 93,6 FM

    Niedziela godz. 21:00 – 23:00

    Zapraszam bardzo serdecznie

    Arkadiusz Kałucki

  • Najnowsze wpisy

  • Kategorie

  • Social

  • Archiwum

  • Reklamy