Paulina Przybysz – wywiad 8.02.2018

01.Paulina Przybysz i Ja 1

Paulina Przybysz i Ja fot.AK

Paulina Przybysz nareszcie nagrała płytę podpisując się pod nią swoim imieniem i nazwiskiem 🙂 Krążek pt. „Chodź Tu” to jeden z najlepiej ocenianych i wychwalanych albumów 2017 r. w Polsce 🙂 Zawarte na nim nowoczesne brzmienia r’n’b z elementami hip-hopu i elektroniki były tematem mojej rozmowy radiowej z Pauliną oraz na blog Warto Posłuchać 🙂

02.Paulina Przybysz okladka

Arkadiusz Kałucki: Co to według Ciebie znaczy być artystą niezależnym? Czy czujesz się artystką niezależną?

Paulina Przybysz: Myślę że niezależność to trochę stan umysłu. Można powiedzieć że duża wytwórnia po podpisaniu ma prawo zmuszać artystę do czegoś czy narzucać mu swoje pomysły artystyczne. Może i tak się zdarzało w jakiś przypadkach ale myślę że najistotniejsze jest wiedzieć co się na tych płytach chce pokazać i zanim wejdziemy w deal mieć to porozumienie z wydawcą i pewność co do układu. Może to jest łatwiejsze jak jest się już dużym aczkolwiek mam wrażenie że młoda scena jest teraz bardzo wyrazista i niezależnie czy wydają w dużych wytwórniach czy tylko wrzucają muzykę na bandcamp czy tłoczą własnym sumptem to są konkretne i niezależne wydawnictwa – gdzie niezależność definiuję jako wolność artystyczną, nie rodzaj planu biznesowego. Ja się czuję niezależna bo nie idę na kompromisy, choć mam otwartą głowę i słucham sugestii i inspiruje mnie to z kim pracuję.

Arkadiusz Kałucki: Twój album „Chodź tu” jest pierwszym, pod którym podpisujesz się z imienia i nazwiska. Po Sistars masz na swoim koncie bardzo udane projekty Pinnawela, Archeo czy Rita Pax. Kiedy zapadła czy jak wolisz dojrzała w Tobie decyzja o nagraniu i wydaniu płyty jako Paulina Przybysz?

Paulina Przybysz: Materiał na tę płytę tworzony był ze trzy lata. W tym czasie działałam też z Ritą Pax i robiłam różne ciekawe rzeczy ale jak już spojrzałam na ten katalog to poczułam że nie potrzeba mu żadnego pseudonimu ani nazwy projektu, że to są po prostu moje piosenki i tyle. To wyszło naturalnie.

Arkadiusz Kałucki: Po wielokrotnym przesłuchaniu płyty „Chodź Tu” wynotowałem sobie słowa związane z Tobą. A są to: szczerość, tożsamość(artystyczna), indywidualistka(prywatnie i zawodowo), skupienie(nad tym co robisz), kosmos. Co Ty na to? Możesz się odnieść do każdego z tych pojęć?

Paulina Przybysz: Bardzo mi się podobają te słowa.

Szczerość jest czymś bardzo trudnym i nie jestem mistrzem bynajmniej ale w piosenkach uważam że jest trochę jedyną drogą. Można tez czasem użyć szczerze cynizmu czy humoru ale szczerze .

Indywidualistą jest myślę każdy, prywatnie i zawodowo.

Skupienie. Jak tylko mam okazję być przez chwilę sama i mieć przestrzeń to chętnie wykorzystuję ten czas do pracy twórczej. Pomimo że jest to moja praca, którą poniekąd sama sobie wymyśliłam to traktuje takie chwile jako luksus i się nimi rozkoszuję .

Kosmos. Wszyscy jesteśmy jego fragmentami i faktycznie lubię żyjąc mieć ciągle w głowie że świat nie kończy się w Warszawie i że poza tym fizycznym dzieją się rzeczy na wielu wymiarach i że znaczenie tego wszystkiego jest większe i ciekawsze niż na co dzień nam się wydaje.

03a.Paulina Przybysz_fot. Łukasz Ziętek

Paulina Przybysz fot.Łukasz Ziętek

Arkadiusz Kałucki: Na płycie możemy usłyszeć wiolonczelę. Od początku planowałaś wykorzystać ten instrument czy w trakcie procesu komponowania i realizacji stał się brakującym ogniwem do całości?

Paulina Przybysz: Jako że był to mój instrument główny w szkole to jestem z wiolonczelą jakoś intuicyjnie sklejona i na etapie kompozycji często wykorzystuję ją bo umiejętność grania na jakimś instrumencie pozwala odzwierciedlić artykulacje czy harmonię jaką mamy w głowie. Często te nagrania zostają w piosenkach albo dogrywam do nich więcej powtórzeń. Mam to szczęście że w jest domu kilka wiolonczel bo mam swoją, kolegów z rity pax i szkolny instrument mojej córki więc jak nagrywam na każdej z nich mam brzmienie wielofakturowe. To jest super.

Arkadiusz Kałucki: Słuchając płyty „Chodź Tu” otrzymujemy sporą mieszankę brzmień m.in. r’n’b, hip-hop to przede wszystkim, a poza tym są jeszcze dubstep, drum’n’bass, orient, electronika. To wszystko udało się Tobie zrealizować też dzięki producentom, a tych jest kilku. Poproszę Ciebie o każdego z nich charakterystykę i dobór, bo z mojej wiedzy nie był on taki oczywisty. Trochę poszukiwałaś.

Paulina Przybysz: Tu też działam bardzo intuicyjnie. Szczerze powiedziawszy nie analizuję już od dawna muzyki tak bardzo w porządku gatunkowym bo uważam że od dawna tak jak rasy ludzi czy akcenty w językach muzyka jest jednym wielkim mieszańcem i wyrosła już z segregacji i należy się tu rozluźnić albo zostawić tą trudną dziedzinę nazywania gatunków i nadążania za nimi dziennikarzom. Ja dalej nie wiem czym jest K-Pop itd. Ja się skupiam na odczuciach. Dla mnie muzyka jest trochę jak praca farmaceuty, dobieram środki do uczuć, potrzeb. Czasem suplementuje bas, czasem przestrzeń, czasem gęstość bitu…. Na płycie swoje leki i zioła prezentują Night Marks, czyli Spisek Jednego Marek Pędziwiatr i Adaś Kabaciński ale jest też połamany numer stworzony z Teielte, Zamilską, Noepem i Sanderem Mulderem z Estonii. Ciężko by ich opisywać, polecam posłuchać.

04a.Paulina Przybysz_fot. Łukasz Ziętek

Paulina Przybysz fot.Łukasz Ziętek

Arkadiusz Kałucki: Na płycie „Chodź Tu” możemy usłyszeć Katarzynę Nosowską(Hey). Jak przypomnę niektórym, że w 2017 roku zespół Hey ogłosił zaskakującą decyzję o zawieszeniu działalności i pożegnalną trasę koncertową. Proszę powiedz jak doszło do współpracy z Katarzyna Nosowską?

Paulina Przybysz: W sumie to było proste, wysłałam piosenką drogą między menadżerską po czym dostałam wiadomość od Kasi : „Serio mogę? To ja tam po tych porodach się wklejam”. No nie ukrywam że to był highlihgt tego dnia 🙂

Arkadiusz Kałucki: Na koniec muszę zapytać o trasę koncertową w 2018 r. To będzie wyjątkowa trasa jak mniemam. Jakie atrakcje przygotowałaś? Będą wizualizacje? Specjalni goście?

Paulina Przybysz: W najbliższych dniach, czyli luty przeminie pod znakiem Niemena i trasy Krzysia Zalewskiego, któremu razem z Natalią towarzyszymy na płycie i trasie „Zalewski śpiewa Niemena”. Od marca wracamy z koncertami „Chodź Tu”, będziemy tu i tam i szykujemy się na sezon festiwalowy. Na razie kocham nasze wizualizacje , które pokazują teksty piosenek i czuję że publiczność jest pełna zrozumienia i po koncercie już wszystko wiedza i czują i uważam ze ten patent jest super ale kto wie, są różne pomysły 🙂

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i przemiłą rozmowę 🙂

Paulina Przybysz: Ja również dziękuję 🙂

Reklamy

Jerzy Lach(Reżyser) – wywiad 7.02.2018

01.Jerzy Lach w POP Radiu

Jerzy Lach i Ja fot.AK

Kilka dni temu miałem przyjemność przeprowadzenia wywiadu z reżyserem operowym i teatralnym Jerzym Lachem. Przez wiele lat był Dyrektorem Warszawskiej Opery Kameralnej, kierował Departamentem Kultury, Promocji i Turystyki w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego w Warszawie. Jest reżyserem wielu spektakli operowych w tym m.in. „Immanuela Kanta” Leszka Możdżera według dramatu T. Bernharda w Operze Wrocławskiej czy razem z zespołem artystycznym Warszawskiej Opery Kameralnej przygotował również dwa multimedialne, operowe widowiska plenerowe na dziedzińcu Pałacu w Wilanowie. W 2014 roku został nagrodzony przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

Arkadiusz Kałucki: Często w mowie potocznej mówimy, że „koszula jest bliższa ciału”. To muszę zapytać i poprosić Pana o opinię na temat dwóch obszarów Kultury. Teatr czy Opera? A może jesteśmy już w czasach, gdzie obie instytucje nie mogą żyć bez siebie?

Jerzy Lach: Zdecydowanie tak. Obecnie to już sztuczny podział. Przypomnę, że każda opera ma w swojej nazwie słowo teatr, a więc Teatr Opery ……itd. z czego łatwo wywnioskować, że opera , to teatr.

Arkadiusz Kałucki: Kiedy przygotowuje się Pan do wyreżyserowania spektaklu operowego czy teatralnego, wymaga Pan od swoich solistów umiejętności metody Stanisławskiego? Jak to było w przeszłości?

Jerzy Lach: Nie wiem, jak to było w przeszłości, ponieważ nie zajmowałem się wówczas operą, ale z tego co możemy obejrzeć na zapisach filmowych, to opera była raczej dosyć skostniałą formą, całkowicie zdominowaną przez muzykę i solistów. Reżyser był raczej taką osobą, która dbała, aby „wszytko się jakoś spinało” na scenie, aby soliści nie spóźniali się z wejściem na scenę, najważniejsze były partie solowe śpiewaków. Nie chciałbym tu nikogo obrazić, bo być może było również inaczej, ale tak naprawdę dopiero od pewnego czasu rola reżysera zaczęła być ważna i jego nazwisko pojawiło się na afiszu tuż za dyrygentem lub kompozytorem. Szczególnie to dotyczy oper współczesnych, do których dyrektorzy oper zaczęli angażować reżyserów filmowych lub z teatrów dramatycznych. To z kolei spowodowało przeniesienie na grunt opery metody Stanisławskiego, być może doczekamy, że reżyserzy zaczną wprowadzać metodę Grotowskiego, która była modyfikacja metody Stanisławskiego., to byłoby nawet ciekawe…..natomiast niewątpliwie obecnie korzystamy z tej metody. Ja w swojej pracy reżyserskiej bardzo często, proponuję aktorowi sceny improwizowane, a później oczekuję, że aktor-solista sam zaproponuje swoją wizję postaci. O ile ta wizja zgadza się z moją koncepcją reżyserską, to wówczas pracujemy dalej nad konstrukcją postaci. Zawsze zależy mi , aby to była propozycja aktora i z niego wypływała, z jego doświadczeń i emocji, wówczas mam gwarancję, że będzie to postać prawdziwa, żywa, utkana z przeżyć aktora, a nie marionetka, która wychodzi na scenę i zachowuje się tak, jak pociągnie za sznurki reżyser. Ma to jeszcze dodatkowy atut. Aktor wówczas czuje się odpowiedzialny za swoją postać , wykreowaną przez niego, to tak naprawdę jest ON, który staje się w trakcie spektaklu postacią stworzoną przez aktora-solistę.

02a.Opera Kant_fot.M.Grotowski_Archiwum Opery Wrocławskiej

Opera „Emmanuel Kant” fot.M.Grotowski_Archiwum Opery Wrocławskiej

Arkadiusz Kałucki: Aktor, solista operowy według Pana opinii, to „aktor totalny”?

Jerzy Lach: Aktor-solista operowy, to najlepiej przygotowany do tego zawodu artysta. Ma wykształcenie muzyczne, ćwiczy cały czas głos, ma przygotowanych często kilkanaście arii, umie tańczyć, panuje nad swoim ciałem i jest aktorem, z dobrze postawionym głosem i świetną dykcją. Aktor-solista jest bardzo zdyscyplinowany, nie zmieni tekstu, ponieważ nie pozwala mu na to partytura, co jest dosyć częstym zjawiskiem u aktorów teatralnych. Jeżeli ma wejść po schodach i tam złapać swojego „ sługę za gardło”, to wykona to z taką precyzją, na jaką stać tylko aktora operowego, gdyż to muzyka wyznacza rytm i sposób poruszania się. Aktor-solista jest jak saper, nie może się pomylić, gdyż wypadnie z rytmu i „zawali” cały spektakl. Dotyczy to zarówno aktorów z pierwszego planu , jak i drugoplanowych. Jestem pełen podziwu dla umiejętności aktorskich i wokalnych aktorów operowych. Jeżeli się zgubi na scenie, to tylko dlatego, że nie dostał zadania od reżysera. Szkoda, że przy tak wysokich kwalifikacjach ciągle aktor-solista jest źle opłacanym artystą.

Arkadiusz Kałucki: Nie wiem czy podzieli Pan moją opinię, ale od kiedy sięgam pamięcią Opera zawsze źle się kojarzyła przeciętnemu Kowalskiemu. Że to coś złego, trudnego, niezrozumiałego i z dużą obawą podchodzili do tematu. Czy to nie jest wina w „naszej” edukacji muzycznej już od najmłodszych lat? Braku ludzi, którzy z pasją i zaciekawieniem w mediach opowiadali by, wyjaśniali i tłumaczyli odbiorcy czego będą świadkami. Takim był przecież śp. Bogusław Kaczyński, którego można było oglądać i słuchać cały czas.

Jerzy Lach: To trudny temat. Ciągle mówimy o braku edukacji muzycznej w szkołach, ale to niczego nie zmienia. Jest takie przekonanie w społeczeństwie, że opera jest dla wąskiego grona melomanów, ludzi z wykształceniem muzycznym albo dla elit. Dlatego często ludzie ze średnim wykształceniem po prostu boją się przyjść do opery, bo uważają, że nie mają odpowiedniego przygotowania albo nie wiedzą jak się zachować. To są złe przekonania, wypływające z jakiś nieuzasadnionych kompleksów lub zwykłego lęku, typu „ co ludzie powiedzą” . Dlatego tak ważne jest , aby instytucje artystyczne prowadziły edukacje muzyczną. Tak było w Warszawskiej Operze Kameralnej kiedy sprawowałem funkcje dyrektora. W niedziele były organizowane poranki operowe dla najmłodszych, które cieszyły się ogromną popularnością. Dziecko kiedy pozna kulisy opery, dotknie kostiumu, porozmawia z aktorem , muzykiem, będzie miało szanse zagrać na jakimkolwiek instrumencie, pokonuje strach przed nieznanym i później, kiedy dorośnie będzie miało już nawyk chodzenia do opery, która nie tylko uspokaja, ale daje ogromne przeżycia estetyczne, o których dorosły pamięta , bo jako dziecko zostało z nimi oswojone.

Arkadiusz Kałucki: Multimedia w znaczący sposób ułatwiają Panu pracę przy spektaklach np. plenerowych? Bo tych kilka Pan wystawił 🙂  Proszę o ich krótkie opisy : kiedy, gdzie i dlaczego? 🙂

Jerzy Lach: Wystawiłem pięć widowisk operowych . Dwa w Wilanowie , na dziedzińcu Pałacu, to był „Don Giovanni” i „Czarodziejski flet” W.A.Mozarta, nieco zmienioną wersję „Czarodziejskiego fletu” w Parku Skaryszewskim w Warszawie oraz „Mozart nocy letniej” w Błędowie i „Requiem” Mozarta jako widowisko uliczne w czasie festiwalu kultury żydowskiej „Warszawa Singera” na Placu Grzybowskim. To niesamowita przygoda, ale też ogromny stres. Próby mieliśmy w halach fabrycznych z wyrysowaną przestrzenią w skali 1:1, ponieważ na miejscu nie było już czasu ani możliwości przeprowadzenia próby generalnej, więc albo się uda albo nie. Z kolei projekcje filmowe i maping najczęściej był sprawdzany w późnych godzinach nocnych , aby sprawdzić co widać i jakiej to jest jakości. Do domu wracałem o 3 w nocy. Jest to ogromna praca logistyczna i organizacyjna, bez zaangażowania dużego zespołu nie jest możliwa realizacja takich widowisk. Miałem to szczęście, że trafiłem na ludzi bardzo oddanych i zaangażowanych, którzy często brali na siebie tzw. „czarną robotę” związaną z pozwoleniami, całą papierkową robotą, o której widz nie wie, bo przychodzi na gotowy produkt. W Wilanowie mieliśmy 2 tys. widzów jednego wieczoru i proszę sobie wyobrazić co się dzieje, gdyby nagle coś się wydarzyło…..wybucha panika, to kto wówczas ponosi za to odpowiedzialność? Oczywiście dyrektor …..więc sam Pan rozumie jak wielka odpowiedzialność spoczywa na organizatorach takiego przedsięwzięcia. No i stres, najbardziej związany z warunkami pogodowymi. W razie deszczu lub burzy , trzeba oddać ludziom pieniądze za bilety, a przecież koszty związane z przygotowaniem widowiska zostały już poniesione…i jak to później wytłumaczyć organom nadzorującym instytucje artystyczną???? Trzeba mieć trochę szczęścia przy realizacji widowisk, ale warto zaryzykować, ponieważ wrażenie jest ogromne. Można wyczarować całkowicie inny świat, wtedy dopiero doznajemy magii sztuki, która na chwilę pozwala nam oderwać się od rzeczywistości.

03a.PSALM fot. kasia chmura WWW-32

Psalm fot.Kasia Chmura

Arkadiusz Kałucki: Orkiestra, Aktorzy, Maestro i Pan jako reżyser. Czy podczas prób jest Pan apodyktyczny czy wsłuchuje się w uwagi innych?

Jerzy Lach: Nie jestem apodyktyczny, ponieważ nie leży to w mojej naturze. Często rozmawiam z kompozytorem, kierownikiem muzycznym, choreografem. Praca w teatrze jest pracą zespołową, trochę to przypomina drużynę piłkarską, gdzie jest mnóstwo ludzi anonimowych , pracujących dla piłkarzy, aby w pełni sił fizycznych i psychicznych wyszli na boisko i dali z siebie wszystko, aby wygrać. Podobnie jest w teatrze …często słucham uwag innych realizatorów, również aktorów, ale ostateczna decyzja należy do mnie, i to reżyser decyduje o najdrobniejszych nawet szczegółach, ponieważ to on ponosi odpowiedzialność za ostateczny kształt spektaklu. Wszystko co wydarzy się na scenie, począwszy od rekwizytów, scenografii a skończywszy na kostiumie i kreacji aktorskich musi być podporządkowane jednej wizji, wizji reżysera. Więc oczywiście jest dialog, porozumienie, wsłuchiwanie się w` uwagi innych realizatorów, ale podejmowanie decyzji należy tylko do reżysera. Jeżeli jest za dużo demokracji w teatrze, to niestety może to odbić się na artystycznym kształcie przedstawienia. W tej sytuacji jest potrzebna „dyktatura”, polegająca na tym, że reżyser wie czego chce i czasami jego „tak” lub „nie” musi być na tyle mocne, że wszyscy muszą się podporządkować z wiarą , że tak jest najlepiej dla przedstawienia.

Arkadiusz Kałucki: Już na koniec naszego spotkania, proszę opowiedzieć o pomyśle na Operę z Leszkiem Możdżerem i jakie są Pana najbliższe plany artystyczne? Może nowy Teatr??

Jerzy Lach: W ubiegłym roku założyłem własny teatr pod nazwą Teatr Opera Modern i zrealizowałem spektakl pt .”Psalm”, premiera miała miejsce we wrześniu w Teatrze Studio. W listopadzie 2017 reżyserowałem operę napisaną przez L.Możdżera ,pt. ”Emmanuel Kant”. Premiera odbyła się w Operze Wrocławskiej. Aktualnie w planach jest spektakl muzyczny pt. ”Wyszedł z domu” wg dramatu T. Różewicza i do muzyki skomponowanej przez Martyna Jaquesa, lidera zespołu The Tiger Lillies z Londynu. Czekamy na decyzje komisji, która przyznaje granty na projekty artystyczne. Pod koniec lutego mam spotkanie z dyrektorem Opery Lwowskiej, jest ogromna szansa, że będę reżyserował we Lwowie „Don Giovanniego”, o czym marzę już od dłuższego czasu. Zaproponowałem L.Możdżerowi, aby skomponował nową operę do dramatu St.I.Witkiewicza pt.”Gyubal Wahazar”. Przyjął tę propozycję i został złożony wniosek do Instytutu Muzyki i Tańca wniosek przygotowany przez Operę Wrocławską, więc mam nadzieję, że pod koniec 2019 będzie nowa premiera L.Możdżera w Operze Wrocławskiej pt. ’”Wahazar”, a ja będę miał przyjemność ją reżyserować.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów artystycznych 🙂

Jerzy Lach: Dziękuję.

Audio Video Show 2017 & Smart Home część 1

01.Ja AVS 2017

Audio Video Show 2017 fot.AK

Ależ to była technologiczna jazda bez trzymanki! Przez trzy dni od 17 do 19 listopada w Warszawie fani idealnych dźwięków i obrazów jak żyletka mogli delektować swoje zmysły słuchu i wzroku biorąc udział w Audio Video Show 2017. To była dwudziesta edycja tego wydarzenia, która już od kilku lat odbywa się jednocześnie w trzech miejscach: PGE Narodowy, Hotel Golden Tulip oraz Radisson Blu Sobieski.

W tym roku padł rekord jeżeli chodzi o wystawców, bo było ich ponad 160 i blisko 660 marek z całego świata. Słuchawki, telewizory, projektory, sprzęt audio. Urządzenia od 100 zł do 7 mln zł! Najnowsze produkty i najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne. Każdy mógł osobiście zapoznać się z możliwościami sprzętu. Warto wspomnieć o idei jaka przyświecała organizatorom od samego początku wystawy Audio Video Show. Podobnie jak inne tego typu imprezy odbywające się na całym świecie, nie odbywa się ona w zatłoczonym i głośnym centrum targowym, lecz w luksusowych warszawskich hotelach Golden Tulip i Radisson Blu Sobieski, a na początku był jeszcze hotel Bristol. Chodzi o to, aby zbliżyć sprzęt do słuchaczy i stworzyć warunki podobne do tych w naszych domach, dlatego we wspomnianych hotelach apartamenty i sale konferencyjne zostały specjalnie przystosowane do tego typu prezentacji.(***)

02.AVS 2017AVS_logo_2017

Zanim jeszcze Audio Video Show 2017 ruszyło pełną parą podczas konferencji prasowej zebrani dziennikarze byli świadkami wniesienia tortu ze świeczkami dla Adama Mokrzyckiego. W końcu to 20 urodziny 🙂 To dzięki niemu Audio Video Show zyskało ogromny rozgłos na świecie. Jest to wystawa druga w Europie a w świecie znajduje się w TOP 5 tego typu wydarzeń!!! Adam GRATULACJE!!! Tak trzymaj!!!

01a.AVS 2017_Konferencja

Konferencja prasowa na PGE Narodowy – 17.11.2017 r. fot.AK

Audio Show to jednak nie tylko prezentacje sprzętu. Równolegle z nimi odbywają się liczne seminaria poświęcone tematyce audio-video oraz koncerty muzyki klasycznej i jazzowej. Ponadto, zawsze zapraszani są znakomici fachowcy, którzy dzielę się z uczestnikami i zwiedzającymi przeogromną wiedza. Jednym z takich zaproszonych gości był Wally Malewicz – niekwestionowany autorytet jeżeli chodzi o setup gramofonów. Pan Malewicz poprowadził wykłady dotyczące ginącej już sztuki prawidłowego ustawiania gramofonów analogowych. Po wykładzie głównym, było można zostać na warsztatach praktycznych, gdzie pod okiem mistrza każdy mógł samodzielnie przećwiczyć kalibrację gramofonu!(***)

No, a teraz czas na kilka konkretnych ciekawostek i moje spostrzeżenia 🙂 Zacznę od tego, że pierwszy raz w historii do głównej nazwy Audio Video Show dodano Smart Home. Ta nowo stworzona strefa Smart Home była na poziomie na PGE Narodowym, ale więcej szczegółów nieco później.

04.AVS 2017_JBL_Magdalena

Magdalena Michulec(JBL by Harman) fot.AK

Na pierwszy ogień zaprosiłem do krótkiej rozmowy Magdalenę Michulec (JBL by Harman), która jak zawsze była w pełnej gotowości do dzielenia się wiedzą na temat nowości od np. JBL. W tym roku na Audio Video Show przygotowali kilka innowacyjnych rozwiązań w swoich produktach. Rewelacją był głośnik… JBL Pulse 3.

null

JBL Pulse 3 fot.materiały promocyjne JBL

JBL Pulse 3 to przenośny, wodoszczelny głośnik Bluetooth, który łączy dźwięk 360° z efektami świetlnymi 360°. Dzięki diodom LED odtwarzana muzyka nabiera zupełnie nowej mocy, kształtów i kolorów. Wbudowany akumulator pozwala na pracę do 12 godzin, a głośnik posiada klasę wodoszczelności IPX7. Dzięki tym cechom Pulse 3 jest idealnym urządzeniem do słuchania muzyki na plaży lub basenie – nawet w wodzie. Dzięki technologii JBL Connect+ można bezprzewodowo połączyć nawet 100 głośników z funkcją JBL Connect+ i wzmocnić tym samym efekty na imprezie.. Pulse 3 funkcję zestawu głośnomówiącego z redukcją szumów i echa, zapewniającą krystalicznie czysty dźwięk podczas rozmów. Głośnik pozwala na utworzenie pokazów świetlnych zsynchronizowanych na wielu urządzeniach JBL Pulse 3 – wystarczy tylko potrząsnąć głośnikiem albo skonfigurować pokazy świetlne używając aplikacji JBL Connect.

null

JBL Boombox fot. materiały promocyjne JBL

Kolejnym ciekawym produktem zaprezentowanym był JBL Boombox. Może pracować przez 24 godziny bez przerwy i naturalnie jest wykorzystana przy tym technologia JBL Connect+. JBL Boombox posiada klasę wodoszczelności IPX7. Oznacza to, że głośnik można zanurzyć w wodzie na głębokość do 1 m na maksymalnie 30 minut. Jest to tzw. pierwsza klasa wodoszczelności „podwodnej”. Ponadto, jeżeli zajedzie taka potrzeba możemy podłączyć do niego 100 głośników…ale może być impreza ehhh 🙂 Dzięki akumulatorowi litowo-jonowemu o ogromnej pojemności 20 000 mAh i podwójnemu wyjściu do ładowania można nie tylko imprezować przez całą noc, ale też w dowolnej chwili naładować inne urządzenia.

null

JBL JR 300 BT fot.mat.promocyjne JBL

Na koniec muszę wspomnieć o słuchawka dla najmłodszych fanów muzyki. Zaprezentowane zostały dwa modele – JBL JR300 i JBL JR300 BT. Co je wyróżnia? Przede wszystkim wielkość i kształt dopasowane do głów dzieci w wieku powyżej 3 lat oraz szczególna troska o ich bezpieczeństwo. Dodatkowym atutem jest również specjalnie dobrana kolorystyka. JBL JR300 – zaprojektowano je uwzględniając ograniczenie głośności odtwarzania (do 85 dB), które jest bezpieczne dla najmłodszych. Słuchawki są wygodne, dopasowują się do ucha dziecka. Posiadają niezwykle wygodne i miękkie nausznice oraz pałąk, a także nieplączący się płaski przewód, co dodatkowo zwiększa mobilność urządzenia. Dziecko może swoje słuchawki dowolnie personalizować dzięki dołączonym do zestawu naklejkom. Dostępne są w dwóch kolorach: czerwono-niebieskie (red and blue) i jasnoniebieskie (light blue). Natomiast drugi model czyli JBL JR300 BT to dopasowane rozmiarem do dzieci bezprzewodowe słuchawki nauszne. Pozwalają na bezprzewodowe odtwarzanie muzyki nawet przez 12 godzin. Szybko ładujący się akumulator w ciągu 10 minut ładuje się tak, że słuchawki mogą pracować przez godzinę. Zaprojektowano je uwzględniając ograniczenie głośności odtwarzania (do 85 dB), które jest bezpieczne dla najmłodszych. Bluetooth umożliwia łączność bezprzewodową nawet do 15 metrów. Dostępne będą w dwóch kolorach: różowy (pink) i niebiesko-pomarańczowy (blue and orange).(*)

05.AVS 2017_Samsung_Henryk

Henryk Chorążewski(Samsung) fot.AK

Następnym moim bardzo miłym i dobrze znanym rozmówcą podczas Audio Video Show był Henryk Chorążewski(Samsung). Kiedyś dziennikarz Radia Łódź, w precyzyjnym stylu opowiadał o telewizorze Samsung The Frame. Już na konferencji prasowej poprzedzającej AVS 2017 zwracano uwagę przybyłym dziennikarzom na ten model telewizora. Nie mogłem sobie odmówić wizyty u byłego kolegi radiowca 🙂 Na czym polega jego wyjątkowość? Otóż po wyłączeniu telewizora włącza się Tryb Sztuka, który wyświetla wybrane przez nas zdjęcia lub dzieła sztuki. Jest dostępna ogromna dzieł sztuki, którą możemy sobie ustawić i takie, które będą pasować do naszego wnętrza. Mało tego, możemy przeglądać i kupować dzieła sztuki światowej sławy artystów, które są dostępne w internetowej galerii Art Store. Telewizor Samsung The Frame idealnie przylega do ściany niemal jak obraz na ścianie. Możemy wymieniać ramy telwizora – mamy trzy subtelne kolory. Na koniec wspomnę o tym, że The Frame ma wbudowany sensor, który automatycznie reguluje jasność ekranu, tak aby była dopasowana do natężenia światła w pomieszczeniu. I jeszcze muszę dodać informację o jakości obrazu UHD 4K z technologią HDR.(**)

06.AVS 2017_Sennheiser

Ja przed stoiskiem Sennheiser’a fot.AK

W tej części jeszcze słów kilka na temat stoiska Sennheiser’a na PGE Narodowym. Otóż była niepowtarzalna okazja aby posłuchać najdroższych słuchawek na świecie – Sennheiser HE-1 Orpheus. Ich cena to „tylko” – 250 tys. zł. W komplecie dostarczany jest dedykowany wzmacniacz lampowy – Bugatti-Veyron świat słuchawek. Poza tym na Audio Video Show pierwszy raz w Polsce pokazano modele słuchawek HD 660 S, IE 800 S, IE 80 S i wzmacniacz HDV 820.(***)

 

C.d.n.

 

 

Opracowanie i autor: Arkadiusz Kałucki

 

Źródło:

(*)materiały prasowe JBL,
(**)materiały prasowe Samsung Polska,
(***)materiały prasowe Audio Video Show 2017 & Smart Home

Sarsa – wywiad 23.11.2017

01.Sarsa i Ja 1

Sarsa i Ja fot.AK

Jej album „Pióropusze” ukazał się dokładnie 26.05.2017 r. To nie jest przypadkowa data. Podobnie jak pojawiające się daty w teledysku do utworu „Motyle i ćmy”. Cała płyta jest bardzo różnorodna muzycznie, ale z zachowaną tożsamością Marty 🙂 Słychać, że od debiutanckiego krążka bardzo poszerzyła swój horyzont zainteresowań muzycznych, ale nadała tym „fascynacją” swój charakter 🙂 Poniżej przeczytacie moją krótką rozmowę z Sarsą będącą tylko szkieletem wywiadu radiowego, który będzie miał swoją premierę w moim autorskim programie „Warto Posłuchać” 26.11.2017(Niedziela) w Radiu Płońsk 93,6 FM godz.21:10. Natomiast w POP Radiu 92,8 FM – 3.12.2017 (Niedziela) godz.20:00 🙂

02.Sarsa

Arkadiusz Kałucki: Pochodzisz ze Słupska. Czy kiedykolwiek była propozycja ze strony klubu sportowego Czarni Słupsk abyś nagrała hymn klubu? Bo np. Maciej Maleńczuk śpiewa hymn Cracovii. A w ogóle interesujesz się sportem?

Sarsa: Myślę, że to byłaby bardzo pozytywna inicjatywa! W końcu muzyka i sport powinny łączyć ludzi, a nie dzielić! Natomiast na razie nie było takiej propozycji…

Arkadiusz Kałucki: Płyta „Pióropusze”(premiera: 26.05.2017 r.) jest Twoją drugą w dyskografii. Na pewno słyszałaś o tzw. syndromie drugiej płyty. Przywiązujesz uwagę do tego typu sformułowań czy uważasz, że artysta powinien robić wszystko zgodnie ze swoim sumieniem i tym co sobie zaplanował?

Sarsa: Jedno nie wyklucza drugiego. Jest stres związany z wyścigiem jaki mam z samą sobą, ale na szczęście po sukcesie singli i pozytywnych recenzjach dziennikarzy muzycznych mogłam odetchnąć z ulgą. Zawsze staram się dać siebie w swojej twórczości. Obnażam się przed fanami z mojego życia wiec naturalne jest to ze chciałabym by ten odbiór był pozytywny.

04.Sarsa

Sarsa fot.Maciej Siergiej Nowak, Piotr Tarasiewicz

Arkadiusz Kałucki: Czy jesteś przesądna? Masz swój talizman? Pytam, bo w Kulturze Indian pióropusz był takim ochronnym talizmanem.

Sarsa: Mam swoje talizmany i wierze w moc konkretnych symboli. Tytuł „Pióropusze” jest talizmanem ale tez wyrazem różnorodności muzycznej jaja gra mi w sercu i jaja zawarłam na tym albumie.

Arkadiusz Kałucki: Na albumie „Pióropusze” mamy większe instrumentarium niż na pierwszym krążku. Proszę powiedz jak wyglądał proces twórczy, bo możliwości znacząco się powiększyły.

Sarsa: Proces twórczy przebiega zawsze tak samo u mnie 🙂 pisze piosenki w domowym zaciszu lub nagrywam melodie na dyktafon w zależności gdzie dopadnie mnie wena. Potem szukam producentów. Przy albumie ” Pióropusze” pracowałam ze szwedzkimi producentami, w Londynie w Tileyard studio oraz z polskimi. Dzięki temu mogłam jeszcze bardziej różnicować muzyczne brzmienie utworów na płycie.

Print

Sarsa fot.Maciej Siergiej Nowak, Piotr Tarasiewicz

Arkadiusz Kałucki: Twoje najnowsze nagranie „Motyle i Ćmy” pozostawia sporo miejsca dla odbiorcy na jego interpretację. Czy były dotychczas dla Ciebie jakieś zaskakujące spostrzeżenia a może inspirujące?

Sarsa: Staram się nie wskazywać jednej drogi interpretacji tego utworu – to nie jest język polski, a ja nie jestem nauczycielem by mówić że tylko jedna wersja interpretacji wiersza jest poprawna. Cieszy mnie kiedy moja twórczość jest bodźcem do przemyśleń. Nie wyróżniam nikogo bo ciesze się każdym przejawem analizy mojej twórczości.

Arkadiusz Kałucki: Już na zakończenie. Piszesz teksty piosenek dla innych naszych młodych artystów m.in. Monika Lewczuk, Antek Smykiewicz, Ukeje, Ewa Farna. Brałaś udział w campach songwriterskich. To według Ciebie dziś XXI w. może być ważnym elementem w rozwoju artystów, którzy są dopiero na początku swojej drogi muzycznej? Warto jeździć na takie campy? Czego nowego Ty się uczysz jak jesteś na takim zjeździe?

Sarsa: Ja traktuje takie campy jako odskocznie od mojej własnej twórczości. To tez super okazja by poznać nowych ludzi, producentów ze świata i zdolnych wykonawców. Uważam, że takie campy są bardzo dobre dla debiutantów bo mogą wdrożyć do tworzenia własnej twórczości! To bardzo ważne by artysta był autentyczny i śpiewał opowiadał o czymś z czym sam się utożsamia. Na takich campach ja najczęściej pomagam pisać tzw. TopLine czyli po prostu linie wokalu oraz tekst. Taka praca wymaga sporo empatii by dobrze „wejść w skórę” wykonawcy dla którego tworze. Jednak ulubioną moja formą takiej współpracy jest jednak praca z artystą poza campami. Face to face w bardziej intymnych niż takich zbiorowych warunkach.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i rozmowę 🙂

Sarsa: Dziękuję!!!! Słońca w sercu życzę!