Ola Jas – wywiad 14.05.2020

01.Ola Jas_album Jasna w POP Radio_2020

Ola Jas fot.AK

Ola Jas(właśc. Aleksandra Jastrzębska) będzie niebawem bohaterką mojego programu radiowego „Warto Posłuchać”. Poniżej już teraz takie krótkie resume naszego spotkania poprzez Skype’a. Aż takiego zaskoczenia płytowego 2020 r. raczej się nie spodziewałem, a tu proszę. Kilkanaście dni temu dostałem album „Jasna” i kiedy przesłuchał pierwszy raz powiedziałem: „już koniec?!”. Album w całości zaśpiewany po polsku. Jedenaście utworów zawierających blaski i cienie związku dwojga ludzi, gdzie na pierwszym planie wyłaniają się obrazy i słowa mówiące o szczerości wobec siebie, tęsknocie, uczciwości, bliskości, wspomnieniach. Muzycznie otrzymujemy refleksyjne kompozycje o zabarwieniach jazzowych, folkową naturą, słowiańskim urokiem, luzofońskim charakterem(dzięki udziałowi Joao de Sousa!).

02.ola_jas_jasna_okladka_web

Arkadiusz Kałucki: Jak przebiegała twoja dotychczasowa droga muzyczna zanim ukazała się płyta „Jasna”? To była droga pełna poszukiwań czy już dokładnie zaplanowana podróż?

Ola Jas: Moja muzyczna droga zaczęła się bardzo wcześnie, kiedy miałam 5 lat i moja mama posłała mnie do przedszkola muzycznego, a następnie do szkoły muzycznej. Później przeszłam wiele etapów na tej drodze, dwanaście lat grałam na skrzypcach, ale już w liceum czułam, że ciągnie mnie do śpiewania, do muzyki rozrywkowej. W klasyce nie potrafiłam odnaleźć wolności. Stąd po dyplomie ze skrzypiec, rozpoczęłam naukę w Policealnym Studium Jazzu w Warszawie, a potem zaczęły się poszukiwania własnej muzycznej drogi, własnego języka – to jest duże wyzwanie. Przez kilka lat miałam zespół folkowo-jazzowy Poleńka i ten wątek ludowy również był etapem poszukiwania mojej muzycznej tożsamości… Wierzę, że jeszcze dużo przede mną, mam nadzieję, że zawsze będę mogła i chciała się rozwijać… Natomiast dokładnie zaplanować to się niczego nie da, jak choćby pokazują to ostatnie tygodnie… miałam zaplanowaną trasę koncertową, która się nie odbyła i nie wiadomo, czy i kiedy odbędzie. To trudne dla mnie doświadczenie, bardzo uczy pokory.

Arkadiusz Kałucki: Pojawienie się twoich nagrań na kompilacji „Siesta” Marcina Kydryńskiego to było „paliwo motywacyjne” do nagrania jak najszybciej albumu „Jasna”? A może bez względu na wszystko płyta miała się ukazać tak czy tak.

Ola Jas: Płyta miała się ukazać oczywiście, planowałam ją od kilku lat, najpierw ukazała się EPka, która w założeniu była preludium do pełnego albumu. Ale faktycznie, gdy pojawiła się propozycja, by moja piosenka znalazła się na płycie „Siesta XIV”, musiałam trochę przyspieszyć nagrania i piosenkę „Bez Miłości” skończyliśmy jako pierwszą. Była nagrana kilka miesięcy przed pozostałymi utworami. Jednak myślę, że poza terminami ważniejszą znacznie motywacją było to, że mogłam znaleźć się w gronie moich ukochanych artystów, takich jak Mayra Andrade czy Dino d’Santiago, i że moja muzyka mogła dotrzeć do wielu słuchaczy. To ogromne wyróżnienie, za które jestem bardzo wdzięczna i szczęśliwa, że mi się to przydarzyło. Sama od ponad dekady jestem „siestowiczką”, w liceum kupowałam sobie pierwsze Siesty. Dziesięć lat później singiel z mojej pierwszej płyty miał premierę właśnie na tej kompilacji – czy to nie spełnienie marzeń?

Arkadiusz Kałucki: Przy realizacji premierowej płyty pomogło Tobie kilku muzycznych gości. Proszę powiedz kilka słów o nich, bo są bez wątpienia wartością dodaną.

Ola Jas: Gościnnie na płycie występuje kwartet smyczkowy (w składzie: Aleksandra Pawłowska – I skrzypce, Dorota Pindur – II skrzypce, Monika Młynarczyk – altówka, Monika Łapka – wiolonczela), bo wszyscy pozostali to moja muzyczna rodzina, nie goście :). W skład zespołu, z którym gram też koncerty, wchodzą: Filip Miguła- instrumenty klawiszowe, Marcin Spera – kontrabas, Sebastian Skrzypek- perkusja, Dominik Gawroński – trąbka i oczywiście João de Sousa, który gra na gitarach, śpiewa, aranżuje i jest odpowiedzialny za produkcję muzyczną albumu. Mam dużo szczęścia, że pracuję z ludźmi, którzy są częścią mojej muzyki, nadają kształt moim piosenkom. Tęsknię bardzo za wspólnym graniem… . Oczywiście największy wpływ na moją płytę i jej brzmienie ma João de Sousa – Portugalczyk, który od ponad dekady mieszka i tworzy w Polsce i ma tu swoją oddaną publiczność. Od lat byłam jego fanką i marzyłam o duecie z nim, więc trzy lata temu zebrałam się na odwagę i napisałam do niego, wysłałam mu swoją piosenkę i tak to się wszystko zaczęło 🙂 Już trzy lata razem pracujemy!

03.fot.Jan Biel_A

Ola Jas fot.Jan Biel

Arkadiusz Kałucki: Jedenaście kompozycji wypełnia album „Jasna”. Z nich wyłania się obraz miłości, na którą składają się m.in. następujące słowa: szczerość, bliskość, uczciwość, tęsknota, wspomnienia. Proszę odnieś się do każdego z tych słów.

Ola Jas: Hm…Szczerość jest dla mnie ważna w twórczości. Nie umiem zrobić niczego z wyrachowania, prawda jest dla mnie wartością nadrzędną. Bliskość to tlen, nie umiem bez niej funkcjonować. I jest to zarówno bliskość fizyczna, obecność drugiej osoby, ale też bliskość, która opiera się na akceptacji tego, kim i jacy jesteśmy. Myślę, że tylko wtedy możemy być naprawdę razem, gdy znamy siebie, swoje słabości i to akceptujemy. Uczciwość jest trochę jak szczerość – podstawa w relacji, w muzyce, we wszystkim, co robimy każdego dnia. Tęsknotę znam dość dobrze, swego czasu była moją bliską przyjaciółką. Lubię tęsknić, lubię mieć za kim tęsknić. Ale w kontrolowanych dawkach. Zresztą ja chyba zawsze za kimś lub za czymś tęsknię. Tęsknota to mój stan naturalny. A wspomnienia…dobrze je mieć. Ja jestem dosyć nostalgiczna, więc zbyt głębokie zanurzanie się we wspomnienia, nawet te dobre, potrafi mnie zdewastować, wzbudzić duży żal za tym, co minęło (choćby za dzieciństwem). Ale wiem też, że wspomnienia są bardzo cenne, budują nas, muszę nad sobą popracować tylko, żeby się przy nich tak łatwo nie rozklejać.

Arkadiusz Kałucki: Łatwo się śpiewa o miłości? Pytam o to, bo w jednej z piosenek śpiewasz „miłość łamie kości”, „miłość nie ma litości”.

Ola Jas: Na pewno łatwiej się śpiewa o miłości niż przeżywa miłość bezlitosną :). A tak na poważnie to muzyka i śpiew są dla mnie same w sobie formą miłości, w moim życiu jedno bez drugiego nie może istnieć. Śpiewanie o miłości jest więc dla mnie naturalne. Myślę też, że gdy śpiewamy o miłości szczęśliwej, to jest to jakby zatapianie się w tym uczuciu, przeżywanie go kolejny raz. Jeśli jednak jest to opowieść o cierpieniu miłosnym, to taki śpiew ma moc uwalniania, oczyszczania, jest przekuwaniem tego bólu w coś pięknego.

04.fot. Jan Biel

Ola Jas fot.Jan Biel

Arkadiusz Kałucki: Na albumie „Jasna” jest jedna piosenka „O Jezioro” ze słowami i muzyką ludową. To taki troszeczkę twój powrót do przeszłości muzycznej?

Ola Jas: Chyba nie, po prostu uwielbiam ten utwór. I uznałam, że wzbogaci mój album, doda kolejny kolor. Muzyka ludowa nie jest moją przeszłością, przynajmniej ja tak tego nie postrzegam, bo naprawdę miałam bardzo niewiele do czynienia ze światem folkowym. Może jest więc moją przyszłością? A może po prostu jest to część mojej tożsamości, bo te wszystkie wianki i maryjanki, Jasie i Kasieńki, metrum trójdzielne i synkopy, ja to po prostu mam we krwi i to zawsze we mnie jest. Myślę, że nie umiałabym zaśpiewać przekonująco utworu flamenco, choć bardzo cenię ten gatunek. Ale po prostu nie ma tego we mnie, musiałabym coś udawać. A wianki nad rzeką plotę każdego lata, więc śpiewając o tym, śpiewam siebie.

Arkadiusz Kałucki: Co byś chciała aby było napisane o Tobie w Encyklopedii muzycznej za 50 lat?

Ola Jas: Że żyję i mam się dobrze :)! A poza tym… nie jestem pewna. Nie wybiegam aż tak daleko w przyszłość. Świat się zmienia tak szybko, kto wie, co będzie za 50 lat w ogóle? Chciałabym dać ludziom kilka pięknych chwil, wzruszyć, poderwać do tańca, dać do myślenia, przytulić jakąś czułą frazą. Sama wiem, ile daje mi muzyka ukochanych artystów – jeśli znajdzie się parę osób, dla których to, co ja robię będzie ważne, to będę szczęśliwa.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i rozmowę

Ola Jas: Moja przyjemność. Dziękuję!