Jerzy Lach(Reżyser) – wywiad 7.02.2018

01.Jerzy Lach w POP Radiu

Jerzy Lach i Ja fot.AK

Kilka dni temu miałem przyjemność przeprowadzenia wywiadu z reżyserem operowym i teatralnym Jerzym Lachem. Przez wiele lat był Dyrektorem Warszawskiej Opery Kameralnej, kierował Departamentem Kultury, Promocji i Turystyki w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego w Warszawie. Jest reżyserem wielu spektakli operowych w tym m.in. „Immanuela Kanta” Leszka Możdżera według dramatu T. Bernharda w Operze Wrocławskiej czy razem z zespołem artystycznym Warszawskiej Opery Kameralnej przygotował również dwa multimedialne, operowe widowiska plenerowe na dziedzińcu Pałacu w Wilanowie. W 2014 roku został nagrodzony przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

Arkadiusz Kałucki: Często w mowie potocznej mówimy, że „koszula jest bliższa ciału”. To muszę zapytać i poprosić Pana o opinię na temat dwóch obszarów Kultury. Teatr czy Opera? A może jesteśmy już w czasach, gdzie obie instytucje nie mogą żyć bez siebie?

Jerzy Lach: Zdecydowanie tak. Obecnie to już sztuczny podział. Przypomnę, że każda opera ma w swojej nazwie słowo teatr, a więc Teatr Opery ……itd. z czego łatwo wywnioskować, że opera , to teatr.

Arkadiusz Kałucki: Kiedy przygotowuje się Pan do wyreżyserowania spektaklu operowego czy teatralnego, wymaga Pan od swoich solistów umiejętności metody Stanisławskiego? Jak to było w przeszłości?

Jerzy Lach: Nie wiem, jak to było w przeszłości, ponieważ nie zajmowałem się wówczas operą, ale z tego co możemy obejrzeć na zapisach filmowych, to opera była raczej dosyć skostniałą formą, całkowicie zdominowaną przez muzykę i solistów. Reżyser był raczej taką osobą, która dbała, aby „wszytko się jakoś spinało” na scenie, aby soliści nie spóźniali się z wejściem na scenę, najważniejsze były partie solowe śpiewaków. Nie chciałbym tu nikogo obrazić, bo być może było również inaczej, ale tak naprawdę dopiero od pewnego czasu rola reżysera zaczęła być ważna i jego nazwisko pojawiło się na afiszu tuż za dyrygentem lub kompozytorem. Szczególnie to dotyczy oper współczesnych, do których dyrektorzy oper zaczęli angażować reżyserów filmowych lub z teatrów dramatycznych. To z kolei spowodowało przeniesienie na grunt opery metody Stanisławskiego, być może doczekamy, że reżyserzy zaczną wprowadzać metodę Grotowskiego, która była modyfikacja metody Stanisławskiego., to byłoby nawet ciekawe…..natomiast niewątpliwie obecnie korzystamy z tej metody. Ja w swojej pracy reżyserskiej bardzo często, proponuję aktorowi sceny improwizowane, a później oczekuję, że aktor-solista sam zaproponuje swoją wizję postaci. O ile ta wizja zgadza się z moją koncepcją reżyserską, to wówczas pracujemy dalej nad konstrukcją postaci. Zawsze zależy mi , aby to była propozycja aktora i z niego wypływała, z jego doświadczeń i emocji, wówczas mam gwarancję, że będzie to postać prawdziwa, żywa, utkana z przeżyć aktora, a nie marionetka, która wychodzi na scenę i zachowuje się tak, jak pociągnie za sznurki reżyser. Ma to jeszcze dodatkowy atut. Aktor wówczas czuje się odpowiedzialny za swoją postać , wykreowaną przez niego, to tak naprawdę jest ON, który staje się w trakcie spektaklu postacią stworzoną przez aktora-solistę.

02a.Opera Kant_fot.M.Grotowski_Archiwum Opery Wrocławskiej

Opera „Emmanuel Kant” fot.M.Grotowski_Archiwum Opery Wrocławskiej

Arkadiusz Kałucki: Aktor, solista operowy według Pana opinii, to „aktor totalny”?

Jerzy Lach: Aktor-solista operowy, to najlepiej przygotowany do tego zawodu artysta. Ma wykształcenie muzyczne, ćwiczy cały czas głos, ma przygotowanych często kilkanaście arii, umie tańczyć, panuje nad swoim ciałem i jest aktorem, z dobrze postawionym głosem i świetną dykcją. Aktor-solista jest bardzo zdyscyplinowany, nie zmieni tekstu, ponieważ nie pozwala mu na to partytura, co jest dosyć częstym zjawiskiem u aktorów teatralnych. Jeżeli ma wejść po schodach i tam złapać swojego „ sługę za gardło”, to wykona to z taką precyzją, na jaką stać tylko aktora operowego, gdyż to muzyka wyznacza rytm i sposób poruszania się. Aktor-solista jest jak saper, nie może się pomylić, gdyż wypadnie z rytmu i „zawali” cały spektakl. Dotyczy to zarówno aktorów z pierwszego planu , jak i drugoplanowych. Jestem pełen podziwu dla umiejętności aktorskich i wokalnych aktorów operowych. Jeżeli się zgubi na scenie, to tylko dlatego, że nie dostał zadania od reżysera. Szkoda, że przy tak wysokich kwalifikacjach ciągle aktor-solista jest źle opłacanym artystą.

Arkadiusz Kałucki: Nie wiem czy podzieli Pan moją opinię, ale od kiedy sięgam pamięcią Opera zawsze źle się kojarzyła przeciętnemu Kowalskiemu. Że to coś złego, trudnego, niezrozumiałego i z dużą obawą podchodzili do tematu. Czy to nie jest wina w „naszej” edukacji muzycznej już od najmłodszych lat? Braku ludzi, którzy z pasją i zaciekawieniem w mediach opowiadali by, wyjaśniali i tłumaczyli odbiorcy czego będą świadkami. Takim był przecież śp. Bogusław Kaczyński, którego można było oglądać i słuchać cały czas.

Jerzy Lach: To trudny temat. Ciągle mówimy o braku edukacji muzycznej w szkołach, ale to niczego nie zmienia. Jest takie przekonanie w społeczeństwie, że opera jest dla wąskiego grona melomanów, ludzi z wykształceniem muzycznym albo dla elit. Dlatego często ludzie ze średnim wykształceniem po prostu boją się przyjść do opery, bo uważają, że nie mają odpowiedniego przygotowania albo nie wiedzą jak się zachować. To są złe przekonania, wypływające z jakiś nieuzasadnionych kompleksów lub zwykłego lęku, typu „ co ludzie powiedzą” . Dlatego tak ważne jest , aby instytucje artystyczne prowadziły edukacje muzyczną. Tak było w Warszawskiej Operze Kameralnej kiedy sprawowałem funkcje dyrektora. W niedziele były organizowane poranki operowe dla najmłodszych, które cieszyły się ogromną popularnością. Dziecko kiedy pozna kulisy opery, dotknie kostiumu, porozmawia z aktorem , muzykiem, będzie miało szanse zagrać na jakimkolwiek instrumencie, pokonuje strach przed nieznanym i później, kiedy dorośnie będzie miało już nawyk chodzenia do opery, która nie tylko uspokaja, ale daje ogromne przeżycia estetyczne, o których dorosły pamięta , bo jako dziecko zostało z nimi oswojone.

Arkadiusz Kałucki: Multimedia w znaczący sposób ułatwiają Panu pracę przy spektaklach np. plenerowych? Bo tych kilka Pan wystawił 🙂  Proszę o ich krótkie opisy : kiedy, gdzie i dlaczego? 🙂

Jerzy Lach: Wystawiłem pięć widowisk operowych . Dwa w Wilanowie , na dziedzińcu Pałacu, to był „Don Giovanni” i „Czarodziejski flet” W.A.Mozarta, nieco zmienioną wersję „Czarodziejskiego fletu” w Parku Skaryszewskim w Warszawie oraz „Mozart nocy letniej” w Błędowie i „Requiem” Mozarta jako widowisko uliczne w czasie festiwalu kultury żydowskiej „Warszawa Singera” na Placu Grzybowskim. To niesamowita przygoda, ale też ogromny stres. Próby mieliśmy w halach fabrycznych z wyrysowaną przestrzenią w skali 1:1, ponieważ na miejscu nie było już czasu ani możliwości przeprowadzenia próby generalnej, więc albo się uda albo nie. Z kolei projekcje filmowe i maping najczęściej był sprawdzany w późnych godzinach nocnych , aby sprawdzić co widać i jakiej to jest jakości. Do domu wracałem o 3 w nocy. Jest to ogromna praca logistyczna i organizacyjna, bez zaangażowania dużego zespołu nie jest możliwa realizacja takich widowisk. Miałem to szczęście, że trafiłem na ludzi bardzo oddanych i zaangażowanych, którzy często brali na siebie tzw. „czarną robotę” związaną z pozwoleniami, całą papierkową robotą, o której widz nie wie, bo przychodzi na gotowy produkt. W Wilanowie mieliśmy 2 tys. widzów jednego wieczoru i proszę sobie wyobrazić co się dzieje, gdyby nagle coś się wydarzyło…..wybucha panika, to kto wówczas ponosi za to odpowiedzialność? Oczywiście dyrektor …..więc sam Pan rozumie jak wielka odpowiedzialność spoczywa na organizatorach takiego przedsięwzięcia. No i stres, najbardziej związany z warunkami pogodowymi. W razie deszczu lub burzy , trzeba oddać ludziom pieniądze za bilety, a przecież koszty związane z przygotowaniem widowiska zostały już poniesione…i jak to później wytłumaczyć organom nadzorującym instytucje artystyczną???? Trzeba mieć trochę szczęścia przy realizacji widowisk, ale warto zaryzykować, ponieważ wrażenie jest ogromne. Można wyczarować całkowicie inny świat, wtedy dopiero doznajemy magii sztuki, która na chwilę pozwala nam oderwać się od rzeczywistości.

03a.PSALM fot. kasia chmura WWW-32

Psalm fot.Kasia Chmura

Arkadiusz Kałucki: Orkiestra, Aktorzy, Maestro i Pan jako reżyser. Czy podczas prób jest Pan apodyktyczny czy wsłuchuje się w uwagi innych?

Jerzy Lach: Nie jestem apodyktyczny, ponieważ nie leży to w mojej naturze. Często rozmawiam z kompozytorem, kierownikiem muzycznym, choreografem. Praca w teatrze jest pracą zespołową, trochę to przypomina drużynę piłkarską, gdzie jest mnóstwo ludzi anonimowych , pracujących dla piłkarzy, aby w pełni sił fizycznych i psychicznych wyszli na boisko i dali z siebie wszystko, aby wygrać. Podobnie jest w teatrze …często słucham uwag innych realizatorów, również aktorów, ale ostateczna decyzja należy do mnie, i to reżyser decyduje o najdrobniejszych nawet szczegółach, ponieważ to on ponosi odpowiedzialność za ostateczny kształt spektaklu. Wszystko co wydarzy się na scenie, począwszy od rekwizytów, scenografii a skończywszy na kostiumie i kreacji aktorskich musi być podporządkowane jednej wizji, wizji reżysera. Więc oczywiście jest dialog, porozumienie, wsłuchiwanie się w` uwagi innych realizatorów, ale podejmowanie decyzji należy tylko do reżysera. Jeżeli jest za dużo demokracji w teatrze, to niestety może to odbić się na artystycznym kształcie przedstawienia. W tej sytuacji jest potrzebna „dyktatura”, polegająca na tym, że reżyser wie czego chce i czasami jego „tak” lub „nie” musi być na tyle mocne, że wszyscy muszą się podporządkować z wiarą , że tak jest najlepiej dla przedstawienia.

Arkadiusz Kałucki: Już na koniec naszego spotkania, proszę opowiedzieć o pomyśle na Operę z Leszkiem Możdżerem i jakie są Pana najbliższe plany artystyczne? Może nowy Teatr??

Jerzy Lach: W ubiegłym roku założyłem własny teatr pod nazwą Teatr Opera Modern i zrealizowałem spektakl pt .”Psalm”, premiera miała miejsce we wrześniu w Teatrze Studio. W listopadzie 2017 reżyserowałem operę napisaną przez L.Możdżera ,pt. ”Emmanuel Kant”. Premiera odbyła się w Operze Wrocławskiej. Aktualnie w planach jest spektakl muzyczny pt. ”Wyszedł z domu” wg dramatu T. Różewicza i do muzyki skomponowanej przez Martyna Jaquesa, lidera zespołu The Tiger Lillies z Londynu. Czekamy na decyzje komisji, która przyznaje granty na projekty artystyczne. Pod koniec lutego mam spotkanie z dyrektorem Opery Lwowskiej, jest ogromna szansa, że będę reżyserował we Lwowie „Don Giovanniego”, o czym marzę już od dłuższego czasu. Zaproponowałem L.Możdżerowi, aby skomponował nową operę do dramatu St.I.Witkiewicza pt.”Gyubal Wahazar”. Przyjął tę propozycję i został złożony wniosek do Instytutu Muzyki i Tańca wniosek przygotowany przez Operę Wrocławską, więc mam nadzieję, że pod koniec 2019 będzie nowa premiera L.Możdżera w Operze Wrocławskiej pt. ’”Wahazar”, a ja będę miał przyjemność ją reżyserować.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów artystycznych 🙂

Jerzy Lach: Dziękuję.

Reklamy

Wywiad z duetem Unknown Artists(8.08.2016 r.)

 

 

Unknown Artists 1 - Studio Fotografka Agnieszka Gołuch

fot. „Studio Fotografka” Agnieszka Gołuch

Duet Marta Kwiatoń-Dunin(wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów) oraz Krzysztof Chlewicki(kompozytor, aranżer, instrumentalista, dyrygent) wspólną pasję do muzyki zaczęli realizować razem w 2012 r. Ich droga muzyczna jest oparta o dźwięki związane z muzyką symfoniczna, klasyczną z dodatkiem różnych odcieni muzyki pop. Warstwa tekstowa w nagraniach Unknown Artists, o którą dba Marta to różne aspekty marzeń w życiu człowieka, miłości, wiary ale i ucieczki przed nieznanym, niedobrym czy przed prawdą również.A poniżej przedstawiam moją krótką rozmowę z przemiłymi debiutantami 🙂

 

 

Arkadiusz Kałucki: Łączycie muzykę pop z muzyką symfoniczną. To dość odważne i jednocześnie bardzo ryzykowne w dzisiejszym świecie muzycznym. Skąd taki pomysł na wyrażanie swoich emocji, myśli, odczuć?

Krzysztof: Pierwsze moje kroki w komponowaniu muzyki zaczynały się od muzyki orkiestrowej, kameralnej, oraz symfonicznej. Od zawsze fascynowałem się muzyką orkiestrową, ale nie klasyczną lecz filmową. W tym stylu komponowałem pierwsze utwory. Z czasem moje ścieżki zaczynały układać się przy współpracy z wokalistami. Muzyka którą tworzyłem zmieniała więc stylistykę. Dziś już ten kierunek jest stały i oscyluje właśnie pomiędzy muzyką orkiestrową a popularną.
Marta: Osobiście nigdy nie przepadałam za muzyką symfoniczną ….do czasu aż do niej dojrzałam. W mojej przygodzie muzycznej , którą przeżywam etapami od wielu lat, zawsze dominował szeroko pojęty POP. Byłam taką ignorantką i tak skupiona na wokalu, że nawet nie zauważyłam iż utwory, które są w moim życiu kluczowe, które mnie ukształtowały muzycznie to nic innego jak POP ze sprytnie zakamuflowanymi, wplecionymi elementami symfonii. To połączenie w moich uszach daje pełnię, przestrzeń, której szukam w muzyce.
Arkadiusz Kałucki: Cztery utwory, które promujecie w mediach, to cztery różne światy. Trudno jest w tym wszystkim doszukać się waszej tożsamości muzycznej, o której dzisiaj bardzo wielu artystów niestety zapomina. Jaki macie pomysł na siebie w tym biznesie muzycznym?

Marta: Według mnie w projektach artystycznych wszelkiej maści nie chodzi o etykietkę. Przecież nie mogę oszukiwać samej siebie….dzisiaj moją tożsamością jest rzewna ballada a jutro ostry rock. Mało tego, rano mogę mieć nastrój na hip-hop a wieczorem na soul. I to wszystko nadal jest moją tożsamością muzyczną. Chcieliśmy nagrać utwory które nas poruszają bez zastanawiania się czy pasują pod jakiś szablon. Następne są jeszcze inne. Nigdy nie damy się wkleić w żadne ramy – to prawo twórców 🙂
Krzysztof: Marta wspomina o etykietce. Powiem także śmiało: wydaje mi się, że nie do końca chodzi tu o to, aby szufladkować artystów. Przyznaję, że utwory które prezentujemy na naszej stronie są różne. Mają jednak coś spójnego, co bardzo je spaja. To ogólne przesłanie i wyrażanie uczuć w muzyce, tekście. Fakt faktem, Teraz i Tu ma troszeczkę inny sens niż gra nam w duszach, ponieważ piosenka ta była komponowana pod kątem konkursu promującego nyską uczelnię. Zdobyliśmy dzięki niej dyplom uznania. Sam konkurs do byle jakich nie należał, a w komisji były postacie znane w środowisku muzycznym, radiowym. A jaki mamy pomysł na siebie w przyszłości ? Pomysłów mamy całą gamę! Utwory będą faktycznie jeszcze bardziej inne. Będą również jeszcze bardziej orkiestrowe i elektroniczne. A w jakim będą stylu ? Przeróżnym, wyrażającym wiele emocji.

Unknown Artists 3 - Studio Fotografka Agnieszka Gołuch

fot. „Studio Fotografka” Agnieszka Gołuch

Arkadiusz Kałucki: Marta jesteś autorką tekstów, a Krzysiek kompozytorem. Co powstaje najpierw: muzyka czy tekst? I kto ma decydujący głos jak ostatecznie będzie wyglądać piosenka?

Marta: Z pewnością trudno w to uwierzyć ale naprawdę tworzymy RAZEM. Już tłumaczę, Krzysiek przysyła do mnie przykładową harmonię ( czysty fortepian, położone akordy), ja układam do tego melodię i zaczyna się dziać. Na kolejnym etapie nasze role faktycznie się rozjeżdżają. Krzysztof robi aranż a ja piszę słowa. Oczywiście nie stronimy od uwag typu: “proszę Cię zamień słowo chmurka na inne bo mnie drażni” lub “ chciałabym aby w bridg-u zostały same bębny bez elektroniki”. Trzeci etap – najciekawszy, to nagranie. Ja śpiewam to co sobie wymyśliłam i staram się temu nadać maksimum emocjonalności ale nadal razem przedyskutowujemy każdą wokalizę, solówkę itp. Rozmawiamy czy to nam się podoba czy może użyć innego środka wokalnego. Dogadujemy się, zazębiamy i ….kłócimy też.
Krzysztof: No i cóż ja mogę powiedzieć. Marta wszystko opisała tak, jak jest. Mogę jedynie dodać – „dokładnie tak”.

Arkadiusz Kałucki: Słowa: Ucieczka, Wiara, Marzenie, Kochać są wypadkową waszych czterech utworów. Co te słowa dla was znaczą i proszę o ich krótkie wyjaśnienie.

Krzysztof: Słowa te odzwierciedlają życie większości z nas. To takie ujęcie życia w streszczeniu. Każdy z nas ma Marzenia, każdy z nas chce w coś wierzyć – nawet w same marzenia. Ucieczkę możemy interpretować bardzo prosto, czyli ucieczkę przed czymś, co nie jest dla nas dobre, ale ucieczką może być też pogoń za lepszym życiem, pozostawiając wszystko co szare za nami. Zapewne każdy z nas wie, co oznacza Kochać. Dla każdego z nas to słowo ma inną wagę, tym bardziej ścisła interpretacja tego słowa nie jest możliwa. Dla mnie osobiście, to coś bezcennego.
Marta: Ja jestem osobą nadwrażliwą, przez co często jest mi żle…Pisanie tekstów i ich wyśpiewywanie to swoisty wentyl. Mogę sobie napisać co chcę, potem wcielić się w postać, ubrać jej emocje i bezkarnie to obnażać. I nikt nie może mnie osądzać bo to przecież fikcja ??? No i tak pochowana za słowami i dźwiękami daje sobie używać mojej wrażliwości. Uciekam od złych ludzi. Wierzę, że nasze JA nie kończy się w chwili śmierci. Marzę o karierze muzycznej. Miłość to paliwo dzięki któremu jestem i chce mi się być.

Arkadiusz Kałucki: W nagraniu „Pół prawdy” pojawia się delikatny wątek brzmień związanych z elektroniką.To nowy obszar, który planujecie wykorzystywać czy chwilowa „przygoda”?

Marta: No tutaj to więcej powie Krzysztof. To on miał taką fantazję i myślę że wyszło mu to świetnie. Elektronika dodaje tajemniczości a to lubimy, oj lubimy.
Krzysztof: Ten wątek w połączeniu z orkiestracją piosenki tak na prawdę jest nam najbliższy. Osobiście ciągle się go uczę, ponieważ jak wcześniej wspomniałem, kiedyś komponowałem muzykę stricte orkiestrową. Dopiero poznając Martę, zacząłem obracać się w nowych stylistykach, które nie tak dawno były mi obce. Marta bardzo lubi elektronikę, a ja polubiłem te brzmienia dzięki niej. I to jest chyba w tym wszystkim najciekawsze. Zdecydowanie więc możemy powiedzieć, że to nasz przyszły obszar. Utwory będą znacznie bardziej elektroniczne, dorównując innym kompozycją radiowym.Oczywiście równolegle z elektroniką piosenki zdominuje brzmienie orkiestry. Do tej pory słyszeliśmy głównie sekcję smyczkową, ale w nowych utworach dużą rolę odgrywa sekcja blaszana, co sprawia wrażenie typowo „Hollywood’zkiego brzmienia”.

Unknown Artists 2

Arkadiusz Kałucki: Wasze inspiracje muzyczne?

Krzysztof: Chyba powinienem to podzielić na „sekcje”. W muzyce orkiestrowej fascynuję się kompozycjami Nicholas’a Hooper’a, Rupert’a Gregson-Williams’a, oczywiście znanego na całym świecie Hans’a Zimmer’a. Lubię również aranżacje wielu piosenek Adama Sztaby. W świecie muzyki POP fascynują mnie produkcje Lady Gagi, Leony Lewis, Edyty Górniak. Jamie Cullum to świetny wokalista i kompozytor, ale to już świat bardziej jazzowy. Z muzyki POP, gdzie brzmienie nadaja instrumenty akustyczne, mniej elektronika, to ujmują mnie produkcje zespołu Parachute, Paramore. Paramore nawiązuje już bardziej w stronę rocka. Polski POP/rock to utwory:  Ewy Farny. To tak pokrótce 🙂
Marta: Oj dużo tego jest. Lubię wszystko co melodyjne. Tak, melodia i wokal potrafią mnie uwierzyć. Jak byłam nastolatką uwielbiałam oczywiście klasykę czyli :Whitney Houston, Mariah Carey, Celine Dion ( zresztą one są ponadczasowe), pasjami słuchałam Roxette, The B52-s. Potem doszły: Leona Lewis, Emeli Sande , Alicia Keys, SIA i inne. Z rodzimych artystów od zawsze króluje Kayah, Edyta Bartosiewicz, Anna Maria Jopek, Edyta Górniak. Z zespołów Queen, Bracia, Lemon, U2. No ale na drugim biegunie uwielbiam takich wykonawców jak Missy Elliot, czy Michał Bajor, Mietek Szcześniak, Andrzej Lampert :)) Niezły bałagan prawda?

Arkadiusz Kałucki: Wyobraźcie sobie, że za 50 lat ukazuje się Encyklopedia muzyczna. Szukamy Unknown Artists i co czytamy?

Marta: Och, czytamy tak: Nikt się nie spodziewał, nikt nie stawiał na nich funta kłaków a oni podbili szturmem rynek muzyczny w Polsce !!! Piętnaście z ich singli okazało się hitami !!! Co to za Goście !!!!:))))))) I do tego mili i ładni…Ha ha ha ha ha!!!!
Krzysztof: O tak! I zdobyli 2 statuetki… i byli uczestnikami takich znanych festiwali jak…… a ich płyty sypią się jak z rękawa!

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę.

Marta i Krzysztof: Pozdrawiamy serdecznie, Było ciekawie 🙂