Nandu – wywiad 24.05.2018

01.Justyna Kuśmierczy i Ja_2018

Justyna Kuśmierczyk wokalistka Nandu fot.AK

Nandu☺ Zespół istnieje od 5 lat. Ukazała się ich płyta pt.”Natura”☺Funky, Soul, Folk, Rock, Jazz, Pop plus miejscami poetyckie teksty przenoszą odbiorcę w świat natury. Także natury ludzkiej. Jest też mowa o czterech żywiołach mające swoje solidne i wyraziste kształty umiejętnie wplecione w nasze doświadczenia życiowe☺ Dobry i ciekawy debiut, któremu Warto dać szansę i patrzeć jak dalej będą się rozwijać. Oby!😁

 

02.Nandu - Natura singiel cover

Arkadiusz Kałucki: Działacie na scenie muzycznej od pięciu lat i dopiero teraz ukazuje się wasza debiutancka płyta „Natura”. Ten czas to było poszukiwanie w muzyce, którędy chcecie iść? Czy tylko brak finansów na wydanie płyty? Bo wspomnę, że płyta dzięki akcji crowdfundingowej na Polak Potrafi doczekała się realizacji.

Justyna Kuśmierczyk(Nandu): Na początku chcieliśmy się muzycznie wyczuć. Kiedy dołączyłam do zespołu graliśmy utwory, które zostały napisane znacznie wcześniej i dopiero z biegiem czasu zaczęliśmy łączyć nasze siły twórcze. Jeśli chodzi o publikacje, to działaliśmy „singlowo”. Powstały teledyski do takich utworów, jak „Foolish”, „Ktoś”, czy „Zapominasz mnie”. Później narodził się pomysł by złożyć to w album.

Łukasz Chmurski (Nandu): Akcja na portalu Polak Potrafi, dzięki której zebraliśmy część budżetu na nagranie płyty zakończyła się ponad 2 lata przed jej wydaniem. Już w chwili uruchomienia akcji mieliśmy praktycznie godzinny autorski materiał, z którym graliśmy koncerty w całej Polsce. Pierwotnym pomysłem było zarejestrowanie tego materiału w studiu i umieszczenia go na planowanej płycie. Niestety, po rejestracji części piosenek okazało się jednak, że nie jesteśmy zadowoleni z kierunku, w którym zmierzamy z naszą muzyką. Część numerów była tworzona 3 lata wcześniej i w naszym odczuciu znacznie straciła na świeżości. Pisząc te piosenki, nie mieliśmy też w głowie koncepcji na całą płytę. Myślę też, że od tego czasu, my i nasze spojrzenie na muzykę znacząco się zmieniło, efektem czego był brak satysfakcji z nagranego materiału. Podjęliśmy więc decyzję, że nie będziemy wykorzystywać wcześniejszych kompozycji i napiszemy całą płytę od nowa, tak, żeby brzmiała ona zgodnie z naszymi aktualnymi oczekiwaniami. Proces kompozycji, aranżacji, pisania tekstów do 11 nowych utworów zajął nam prawie rok. Kolejny rok zajęła nam rejestracja tego materiału, mix, mastering i wszystkie działania organizacyjne związane z tego typu wydawnictwem. Wydaje się długo, jednakże cała płyta, zaczynając od samego pomysłu na nią, przez muzykę, aranżację, teksty, rejestracje materiału, kończąc na wyborze tłoczni, gdzie płyty były produkowane, jest zgodna z naszą koncepcją. Możemy śmiało powiedzieć, że osobiście braliśmy czynny udział w każdym działaniu związanym z tworzeniem i wydaniem tego krążka. Jak się okazało, to bardzo dużo pracy, więc musiało to trwać tak długo 😉

Arkadiusz Kałucki: Jak odbieracie i sami nadajecie definicję słowom, które poproszę o wyjaśnienie, związanymi z waszą płytą: Niezależność muzyczna, Autorytety(jakie Wam w myślach towarzyszyły), Natchnienie(gdzie najlepiej jest pisać teksty, komponować, pomysły na utwór etc.), Droga(do realizacji płyty: kręta i wyboista czy pod górkę, ale prosta?), Upartość w dążeniu do celu.

Łukasz Chmurski:

Niezależność  – wydaje mi się, że odpowiedzią na to pytanie jest proces tworzenia tej płyty, który nakreśliłem w odpowiedzi na pierwsze pytanie. Wymyśliliśmy sobie koncepcje na tę płytę i od początku do końca samodzielnie ją zrealizowaliśmy. Nikt nam niczego nie narzucał, nie zastanawialiśmy się, czy się ona komuś spodoba, czy się sprzeda oraz czy na niej zarobimy. Tak naprawdę teraz dopiero, po premierze, zbieramy opinie, recenzje. Na szczęście są one w większości zaskakująco pozytywne, jednakże tuż przed upublicznieniem materiału czuliśmy dreszcz emocji i mieliśmy spore obawy, czy ktokolwiek będzie chciał tego słuchać 😉 Podsumowując, materiał ten każdy może ocenić wedle własnego uznania, jednakże na pewno płyta jest całkowicie „niezależna” i odzwierciedla wyłącznie nasze autorskie spojrzenie na muzykę w okresie, kiedy ją nagrywaliśmy.

Autorytety – tak się złożyło, że każdy z zespołu ma nieco inną wrażliwość, słucha innej muzyki i innymi artystami się inspiruje. Oczywiście mamy też w Nandu wspólny mianownik, to jest twórców, których cenimy wspólnie i których muzyka napędza nas do działania. Nie ma możliwości wymienić ich wszystkich, więc poprzestanę na pozycjach „klasycznych”, takich, jak: Prince, Michael Jackson, The Beatles..

Justyna Kuśmierczyk: Stevie Wonder, czy The Police. Ale inspirują nas także nasi rodzimi artyści, jak choćby Poluzjanci. Duży wpływ na ogólne brzmienie „Natury”, miała płyta Natalii Przybysz „Prąd”. Bardzo podobała nam się jej surowość brzmienia, dlatego też trochę zmieniliśmy podejście przy tworzeniu nowych utworów.

Natchnienie – może „dopaść” cię wszędzie, ale są miejsca, czy sytuacje, które stwarzają szczególnie dobrą przestrzeń twórczą. U mnie jest to spacer, dom mojej mamy i wanna  Także bardzo często inspirują mnie utwory innych artystów. Może to być nawet jedno słowo z tekstu, które pobudzi wyobraźnię. Myślę, że Łukasz tu się ze mną zgodzi. Natchnienie przynoszą nam także podróże!

Droga – Nasza droga jest wyboista, ale trochę na własne życzenie. Cały czas uczymy się współdziałać, nie tylko na płaszczyźnie muzycznej, ale także biznesowej i czysto międzyludzkiej. Ponieważ nie mamy wydawcy, wiele spraw pozamuzycznych spada na nas. Jesteśmy pięcioma różnymi charakterami, co czasami jest trudne do pogodzenia i rodzi jakieś napięcia. Ale lubimy się i wspólne granie sprawia nam przyjemność, dlatego udało nam się pokonać parę przeszkód.

Łukasz Chmurski:

Upartość w dążeniu do celu – moim zdaniem, jest to podstawowa cecha, którą musisz posiadać, żeby cokolwiek osiągnąć w jakiejkolwiek dziedzinie życia. Na początku każdej drogi jest ona jeszcze dużo bardziej istotna, niż później, ponieważ najwięcej trudu trzeba włożyć, żeby napędzić koło, a jak zacznie się już ono toczyć, wtedy wykorzystywana jest energia niejako wcześniej włożona. Tak samo jest – wydaje mi się – z każdym bandem, początki są najtrudniejsze, ponieważ praktycznie wszystko musisz robić samemu i nie mam tu na myśli jedynie procesu twórczego, ale ogólnie pojętą organizację, która zajmuje często więcej czasu, niż samo granie. Bardzo łatwo się zniechęcić, odpuścić i zająć się czymś innym. U nas również było wiele momentów kryzysowych, które mogły sprawić, że ta płyta by się nigdy nie ukazała, na szczęście udało się nam je przezwyciężyć. Każdy taki pokonany kryzys powinien być budujący, a jak się uda mimo niego osiągnąć cel, wtedy satysfakcja jest podwójna.

03.Nandu Fot. Andrzej Świetlik

Nandu fot.Andrzej Świetlik

Arkadiusz Kałucki: Na waszym krążku „Natura” jest mnóstwo brzmień. Od pop przez folk, jazz, funky, rock. Chcieliście pokazać, że tak jak w naturze, wszystko się zmienia płynnie czasami bardzo szybko i Wam też to w duszy gra? Jak mniemam, nie chcecie być szufladkowani?

Łukasz Chmurski: Absolutnie nie. Wg. mnie różnorodność stylistyczna płyty, wynika z dwóch czynników. Pierwszy jest taki, że, jak już wspomniałem, pod kątem inspiracji muzycznych tworzymy dość zróżnicowaną grupę 😉 Po drugie, większość kompozycji i aranżacji na płycie jest mojego autorstwa, a ja, jako słuchacz nie lubię stylistycznej stagnacji. W zależności od dnia i godziny mogę tak samo zajawić się rapem, ostrym rockiem, funkiem, czy delikatnym popem. Oczywiście stylistyka płyty jest ogólnie popowa, ponieważ takie założenie przyjęliśmy na wstępie i wprowadzenie do niej jakiejkolwiek radykalnej formy nie pasowałoby do całości, jednakże różnorodność brzmień oraz styli muzycznych słychać i bardzo się z tego cieszę, bowiem taki był plan. Dodam jeszcze, że na płycie jest też kilka piosenek akustycznych, trochę, można powiedzieć, folkowych („Mgły”, „Nic więcej, nic mniej”, „Piękno”). Do zaaranżowania ich w tej konwencji popchnął mnie nowy instrument (gitara akustyczna), który nabyłem, akurat w tym okresie. Nie mogłem się po prostu od niego „odkleić” i część materiału poszła siłą rzeczy w tym kierunku.

Arkadiusz Kałucki: Warstwa tekstowa w pełni jest twojego autorstwa. Czy konsultujesz to, co napiszesz z zespołem? Robisz korekty?

Justyna Kuśmierczyk: Zanim zaczęłam pisać teksty na „Naturę”, dostałam wytyczne „teksty mają być nie o miłości”. Zaczęłam więc się zastanawiać o czym możemy opowiedzieć swoją muzyką i tak powoli narodziła się koncepcja „Natury”. Śmieję się, że trochę nie wyszło z tym początkowym założeniem, bo „Natura” mimo wszystko jest o miłości. Właściwie to, o poznawaniu i pokochaniu samego siebie. W każdym razie zależało mi na tym, żeby każdy z nas mógł się jakoś z tą warstwą liryczną utożsamić  😉

Łukasz Chmurski: Wypracowaliśmy sobie taki system pracy nad utworami, że raczej wszystkie teksty zaproponowane przez Justynę były konsultowane na forum zespołu. Część z nich od razu została zaakceptowana. Natomiast w niektórych wprowadziliśmy pewne zmiany i wydaje się, że wyszło to im na dobre. Jesteśmy bardzo zadowoleni z finalnego efektu, dostajemy też sygnały od słuchaczy, że teksty poszczególnych numerów się podobają i wpadają w ucho, co z dużą dozą satysfakcji obserwujemy na koncertach 😉

04.Nandu Fot. Łukasz Bartyzel

Nandu fot. Łukasz Bartyzel

Arkadiusz Kałucki: Co jest Latarnia morską dla zespołu Nandu? I czy według Was to nie jest złudne takie ufanie by iść w stronę światła? Bo to może być pułapka.

Justyna Kuśmierczyk: Latarnia morska pojawia się w utworze „Mgły”, który jest kluczowy dla koncepcji płyty, ponieważ jest momentem przebudzenia się tytułowej Natury człowieka. Po długim czasie dryfowania po oceanie bezsensowności nasz bohater/bohaterka odnajduje sens, ale w samym sobie. Myślę, że tym właśnie jest „latarnia morska” dla Nandu. Niekoniecznie zewnętrznym bodźcem, ale światłem, które ma w sobie każdy z nas i które, jeśli mu się na to pozwoli, nas poprowadzi. To światło nie pozwoli nam działać przeciwko naszej naturze, ale z nią płynąć. Nie wydaje mi się to zgubne, wręcz przeciwnie!

Arkadiusz Kałucki: Jaka jest historia nazwy zespołu? Dlaczego struś? Kto jest pomysłodawcą?

Łukasz Chmurski: Nazwę zespołu wymyślił Romek Gąsiorowski – w Nandu grający na perkusji i instrumentach perkusyjnych. Myślę, że „struś” nie był kluczowy przy jej wyborze. Liczyło się to, że jest oryginalna, krótka, wpada w ucho i nie wszyscy od razu wiedzą co oznacza. Męczyliśmy się dość długo, przerzucając się propozycjami i w momencie, gdy Romek przedstawił tę nazwę – wiedzieliśmy, że jest dla nas idealna.

Arkadiusz Kałucki: Najbliższe plany zespołu Nandu?

Justyna Kuśmierczyk: Teraz skupiamy się na promocji albumu „Natura”. Na przełomie maja i czerwca pojawi się teledysk do naszego drugiego singla „Mgły”. Za obraz odpowiedzialna jest ta sama ekipa, z którą współpracowaliśmy przy okazji teledysku do utworu „Natura”, czyli Filminati. W planach mamy także kilka koncertów promujących nasze wydawnictwo. Zapraszamy na Nandowego Facebooka i Instagrama, gdzie na bieżąco uzupełniamy listę miast, które odwiedzimy!

Arkadiusz Kałucki : Dziękuję za przemiłą rozmowę i powodzenia  🙂

Justyna Kuśmierczyk: Dziękujemy i pozdrawiamy wszystkich czytelników i słuchaczy „Warto Posłuchać”.

Łukasz Chmurski: Bardzo dziękujemy za możliwość wypowiedzenia się i zachęcamy do posłuchania naszych utworów!

Reklamy

Aneta Strzeszewska – wywiad 3.07.2017

01.Aneta Strzeszewska w POP Radiu 10

Aneta Strzeszewska i Ja fot.AK

Kilkanaście dni temu rozmawiałem z Anetą Strzeszewską na temat jej projektu i wydanej płyty „Kołysanki Niedzisiejsze”. Jest wiele albumów mówiących i dotyczących kołysanek dla milusińskich, ale trzeba powiedzieć jasno, że takich jakie zaproponowała Aneta wg mnie jeszcze nie było. Większość zaśpiewanych na wspomnianej płycie ma ludowe korzenie, przy części z nich nie jest znany kompozytor ani autor tekstu. To jest bardzo niszowa propozycja płytowa. Natomiast, śmiało polecam ten album dla młodych rodziców a nawet dziadków, którzy mają kłopot z uśpieniem swoich małych dzieci 🙂 Poniżej moja krótka rozmowa z Anetą będąca lekkim streszczeniem wywiadu radiowego dla POP Radia 92,8 FM oraz Radia Płońsk 93,6 FM 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Jesteś muzykiem, pedagogiem, wokalistką. Czy zanim rozpoczęłaś dorosłą karierę muzyczną śpiewałaś w jakimś zespole? Masz w ogóle jakieś tradycje muzyczne w rodzinie?

Aneta Strzeszewska: Zawsze w moim życiu było dużo muzyki. Lubiłam ten świat dźwięków. Kiedy byłam małą dziewczynką mama zapisała mnie i moją siostrę do Domu Kultury na zajęcia taneczne. Tam rozwijałyśmy swoją pasje. Obok sali lustrzanej gdzie 3 razy w tygodniu ćwiczyłyśmy układy, odbywały się zajęcia wokalne. Pamiętam gdy spotykałam na nich moje kuzynki- Oktawię i Patrycje Kawęckie- dziś wspaniałe wokalistki. Gdzieś w głębi duszy czułam że ja też chciałabym śpiewać, jednak wtedy moim życiem był taniec. Rzuciłam go jednak po 6 latach treningów…myślę że to jednak nie był moja droga. Przygoda ze śpiewem rozpoczęła się w scholi gdzie często dostawałam do zaśpiewania solówki. Jednak nikt oprócz tego że ,, ładnie śpiewasz’’ nie powiedział mi ,, rozwijaj się , musisz coś z tym zrobić więcej’’. Przełom w moim życiu nastąpił kiedy miałam 16 lat i odważyłam się sama zapukać do drzwi Resursy Obywatelskiej w Radomiu. Powiedziałam ,, chyba umiem śpiewać, posłuchajcie’’. Chyba się ludziom podobało to moje śpiewanie, ponieważ często reprezentowałam miasto na różnego rodzaju wydarzeniach kulturalnych. Rozpoczęłam również współpracę z coverowym zespołem Manhattan. Po pewnym czasie przestało mi już to wystarczać- chciałam czegoś więcej. Zdałam egzaminy do Autorskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej im. Krzysztofa Komedy w Warszawie, i rozpoczęłam 5 letnią prawdziwą przygodę z muzyką. Po jej ukończeniu stojąc z dyplomem w ręku, zastanawiałam się o dalej. Fajnie jest występować na scenie z gwiazdami, być członkiem zespołu, jeździć w trasy, jednak szukałam czegoś co byłoby tylko moje. I znalazłam te kołysanki.

Arkadiusz Kałucki: Album „Kołysanki Niedzisiejsze” jest wynikiem pracy z dziećmi czy są inne powody, które spowodowały u Ciebie chęć nagrania takiej płyty?

Aneta Strzeszewska: Myślę że praca z dziećmi ma jakiś wpływ na to że moja płyta jest dedykowana dzieciom. Jednak pomysł zrodził się w mojej głowie całkiem inaczej, i nie był do końca mój. To zasługa mojej siostry Basi, a raczej jej malutkiego synka Stasia, który wcale nie chciał spać. Spotkałyśmy się pewnego wieczoru w Radomiu u babci i ta postanowiła uśpić płaczące maleństwo. Zaczęła mu śpiewać ,, Chysiały chysiały moje małe oczka, nie wyspały mu się mała była nocka’’. Nie znałam tej piosenki, i śmiałam się z tego jak babcia uporczywie śpiewa o tym    ,, chysianiu’’. Basia powiedziała jedno zdanie :,, Anetka nagraj te kołysanki’’. I wtedy mnie olśniło!! Od razu poprosiłam babcię Natalię aby zaśpiewała mi jeszcze inne kołysanki które pamięta. Niestety, nie za dużo już pamiętała. Szkoda było mi tego pomysłu więc wymyśliłam jak znaleźć stare, ludowe usypianki. Przyjaciele doradzali mi, abym szukała ich w śpiewnikach, nagraniach, lecz ja miałam takie dziwne poczucie, że sama muszę je odnaleźć.

02a.Aneta Strzeszewska fot.Anita Bardzka

Aneta Strzeszewska fot.Anita Bardzka

Arkadiusz Kałucki: Na płycie jest 12 kołysanek. Proszę powiedz jak wyglądało zbieranie całego materiału, bo są to stare ludowe usypianki.

Aneta Strzeszewska: Poszukiwania rozpoczęłam od przepytania znajomych seniorów czy czegoś nie pamiętają. Następnie postanowiłam odwiedzać Domy Spokojnej Starości i wiejskie domostwa. I tak przemierzając Polskę wzdłuż i w szerz, znalazłam kołysanki. Co prawda nie dotarłam wszędzie, lecz znalazłam sporo materiału źródłowego aby rozpocząć pracę nad płytą. Gdybym nie spotkała na swojej drodze pomocnych i dobrych ludzi, nigdy tej płyty by nie było. Od samego początku osoby poproszone o pomoc- angażowały się i wspierały mnie. Poczynając od rozmów telefonicznych z osobami zarządzającymi placówkami, a skończywszy na seniorach, czy napotkanych przypadkowo staruszkach. Każde spotkanie było dla mnie wyjątkowe, ale jednocześnie niełatwe. Przeważnie dyrekcja wskazywała mi pokoje do których mogę zapukać, wchodziłam i rozmawiałam. Ludzie starsi byli zazwyczaj bardzo pomocni, cieszyli się że ktoś ich odwiedza i że są jeszcze komuś potrzebni. Najciężej było wtedy, kiedy seniorzy myśleli że jestem ich dawno nie widzianą córką, wnuczką….wtedy bywali smutni, i niechętni do rozmowy. Ale takich spotkań było bardzo mało. Większość z nich wspominam bardzo wesoło i ciepło. Dla mnie to było osobiste, wielkie przeżycie… zobaczyć i jakby,, dotknąć starość’’. Niektóre spotkania zapadły mi w pamięć szczególnie . Jednym z nich były odwiedziny Pana Stanisława, ze wsi koło Łowicza. Towarzyszyła mi wtedy przyjaciółka Asia. Staruszek tak ucieszył się z naszej wizyty, że nie tylko zaśpiewał nam chyba wszystkie piosenki  jakie znał, ale poczęstował obiadem i pysznym kompotem. Miło również wspominam Dom Spokojnej Starości w Gdańsku. Pani Dyrektor zorganizowała spotkanie na stołówce a staruszkowie  bardzo elegancko ubrani , przynieśli swoje śpiewniki – stare pożółkłe zeszyty.  Śpiewaliśmy kilka dobrych godzin bardzo bogaty repertuar ( śmiech). Każde ze spotkań było przepełnione skrajnymi emocjami. Był śmiech, opowieści ale pojawiały się i łzy. Każda podróż wymagała ode mnie poświęcenia przynajmniej jednego- dwóch dni. Odwiedziłam kilka dużych miast , okoliczne wsie. Po pewnym czasie zorientowałam się, że szukanie kołysanek wrosło we mnie zbyt bardzo. Kiedy na ulicy widziałam staruszki podchodziłam i pytałam czy czegoś nie pamiętają. Chyba powoli popadałam w paranoję ( śmiech). Na szczęście materiał znalazłam dość szybko, ponieważ z każdej podróży przywoziłam piosenkę . Problemem było pogodzić codzienne życie, pracę, koncerty z tymi podróżami. Na szczęście się udało.

Arkadiusz Kałucki: Wśród już wspomnianych kołysanek jest jedna mająca korzenie prowadzące na Ukrainę. Jaka jest jej historia i dlaczego ją zamieściłaś na swojej płycie?

Aneta Strzeszewska: Dzieckiem mojego kolegi opiekowała się pewna niania która z pochodzenia była Ukrainką . Dostałam od niego wiadomość głosową na której ta niania śpiewa kołysankę. Spodobała mi się jej melodia, pokazałam więc ją Kacprowi Zasadzie, który współtworzył ze mną tę płytę. Pomyślałam sobie że ukraińska kołysanka wzbogaci jeszcze bardziej album. Wniesie do niego coś innego. Kacper od razu usłyszał w głowie taką trochę mroczną aranżację.

03a.Aneta Strzeszewska fot.Anita Bardzka

Aneta Strzeszewska fot.Anita Bardzka

Arkadiusz Kałucki: Ile w sumie uzbierałaś kołysanek? Bo odnoszę wrażenie, że jeszcze „coś” schowałaś na specjalną okazję 🙂

Aneta Strzeszewska: Kołysanek znalazłam około 30. Jednak nie wszystkie się nadawały do tego aby pokazać je światu. Niektóre miały bardzo smutny tekst ponieważ powstawały w czasie wojny, inne były niekompletne- tekstu było za mało, lub melodia była podobna do innych piosenek. Wybrałam te które uważałam że są najpiękniejsze. Materiał który zebrałam to dla mnie skarb, i jest go na tyle dużo że spokojnie wystarczyłoby go na kolejną płytę. Kto wie – może powstanie druga część kołysanek niedzisiejszych? Mam bardzo wiele planów związanych z tą płytą, pomysły rodzą się w mojej głowie każdego dnia. Jednak póki co koncentruje się na promocji płyty . Korzystam też z chwili że są wakacje – ten rok był dla mnie trudny i bardzo pracowity. Łapię więc oddech i ładuje akumulatory do dalszego działania.

Arkadiusz Kałucki: Kiedy zebrałaś i wyselekcjonowałaś kołysanki, jak wyglądała praca w studiu i z kim tam współpracowałaś. Bo musimy powiedzieć, że nie do wszystkich kołysanek są znani kompozytorzy.

Aneta Strzeszewska: Trzeba tu wspomnieć 3 nazwiska: Zdzisław Kalinowski, Wiktor Tatarek oraz Kacper Zasada. To trzy osoby które tworzyły aranżacje- oczywiście, nie wszystkie na raz. Pierwszą osobą która ponad 2 lata temu zgodziła się zrobić aranże do moich kołysanek był Zdzisław Kalinowski. To wspaniały muzyk, pianista. Stworzył pierwszą kołysankę ,, La lu laj’’ od której tak naprawdę wszystko się zaczęło.
Kolejną piosenką którą pokazałam światu była kołysanka ,, Synku’’ zaaranżowana muzycznie przez Wiktora Tatarka. To wyjątkowa dla mnie kołysanka, bo trochę mało kołysankowa. Ale nie tylko dlatego. Zdobyłam ją przypadkiem w niespodziewanych okolicznościach. Ta samo nie spodziewałam się takiej mocnej aranżacji . Wiktor wiedział co robi i zaufałam mu w 100%. Uważam że to jest jedna z najlepszych piosenek na płycie. Nad innymi kołysankami pracowałam już z Kacprem Zasadą. Najpierw powstawały szkice aranżacji, wspólnie zastanawialiśmy się gdzie i jak zagrają dane instrumenty. Praca nad płytą była niestandardowa, gdyż troszkę gonił nas czas. Chciałam wydać płytę przed Świętami Bożego Narodzenia. Muzycy pracowali na najwyższych obrotach , jednocześnie Kacper nagrywał instrumenty a ja w innym studio wokale. Bałam się z się nie uda, ponieważ wiele przeszkód napotkałam wtedy na swojej drodze. Na szczęście Łukasz Błasiński ekspresowo wszystko zmiksował, a pan Krzysztof Karwasz z wydawnictwa stanął na przysłowiowych rzęsach i pierwsza partia płyt trafiła do odbiorców podczas koncertu promocyjnego 22.12.2016 roku.

Arkadiusz Kałucki: A na zakończenie naszego spotkania zapytam: Kiedy ukaże się Twój w pełni autorski album? I czy będzie tak jak „Kołysanki Niedzisiejsze” w smooth jazzowych i jazzowej stylistyce?

Aneta Strzeszewska: Pracuję nad swoimi piosenkami, nie do końca jeszcze wiem jakie one będą. Zbieram teksty, mam kilka pomysłów na linie melodyczne, tworzę, szukam, kompletuje. Mam również inne pomysły na projekty muzyczne o których nie mogę jeszcze nic powiedzieć, żeby nie zapeszać. Na pewno będzie to coś innego i zaskakującego słuchacza.

Arkadiusz Kałucki: Bardzo dziękuję za spotkanie, rozmowę i teraz wiem, że zasnę w nocy 🙂

Aneta Strzeszewska: Również dziękuję. Życzę dużo kołyszących dźwięków 🙂