Marcin Spenner -wywiad 8.04.2019 r.

01.Marcin Spenner_i_Ja_2019a

Marcin Spenner i Moi fot.AK

Marcin Spenner nareszcie doczekał się fonograficznego debiutu. Jego płyta nosi tytuł „Na czas”. Prace nad nią trwały blisko 7 lat czyli od pamiętnego finału II edycji X-Factora, gdzie Marcin do samego końca walczył dzielnie z…Dawidem Podsiadło. O tych minionych latach i współpracy z bardzo znaczącymi ludźmi ze świata muzyki rozmawiałem z Marcinem do programu radiowego „Warto Posłuchać” w POP Radio 92.8 FM oraz Radia Płońsk 93.6 FM. Poniżej krótkie resume naszego spotkania 🙂

02.Marcin Spenner okladka
Arkadiusz Kałucki: Jakie było pierwotne założenie przy procesie twórczym twojej płyty „Na czas” a jakie otrzymaliśmy w finale? Dużo się zmieniło?

Marcin Spenner: Od pierwszego spotkania z Producentem Bogdanem Kondrackim założenia były przede wszystkim takie, że chcemy stworzyć płytę, która będzie szlachetna. Chcieliśmy najpierw nagrać wszystkie numery, a potem ewentualnie szukać utworów, które zaproponujemy jako single promujące płytę. Zupełnie odwrotnie, jak miało to miejsce przy moim poprzednim projekcie. W moich wyobrażeniach płyta miała być tak dobra, że słuchacz po wielokrotnym odsłuchaniu, chętnie wróciłby do niej nawet po dłuższym czasie. W moim odczuciu ta sztuka się udała.

Arkadiusz Kałucki: W kontekście twojej płyty, proszę abyś się odniósł i wyjaśnił znaczenie poniższych słów: Studio, Pamięć, Estetyka, Nostalgia, Nerwy, Edukacja, Romantyzm.

Marcin Spenner:

Studio – Jeśli chodzi o studio nagraniowe to pierwsza myśl i nie mogłoby być inaczej to Custom34. To studio, które śmiało mógłbym nazwać swoim drugim domem, spędzam tam bardzo dużo czasu, tam nagraliśmy moja debiutancką płytę i z tym miejscem czuje wyjątkową więź. Studia radiowe to miejsca, które coraz częściej odwiedzam przy okazji promocji płyty. Tam nigdy do końca nie wiadomo czego można się spodziewać, jaki będzie rozmówca, o co zapyta, jednak to jest ekscytujące. Kiedyś stresowały mnie takie wizyty, teraz jedynie się to pojawia w przypadku kiedy mamy zagrać rejestrowany koncert, a takie wydarzenia czekają nas jeszcze w tym roku.

Pamięć – Trudno stwierdzić, staram się nie rozpamiętywać przeszłości, z czym przyznaje wcześniej miałem pewien problem. Tytuł albumu “Na czas” jest z tym mocno związany, ponieważ przez długi okres walczyłem z tykającą w głowie zegarową wskazówką i myślami w stylu “co by było gdyby”. Dojrzałem jednak do tego, żeby porzucić takie podejście i i skupiłem się na tym co “tu i teraz”. Z drugiej strony jeśli pytasz o to, czy jestem pamiętliwy w aspekcie kogoś kto wyrządził mi krzywdę, czy w jakiś sposób mnie zawiódł to nie. Staram się zawsze dawać druga szansę.

Estetyka – Na pewno zależało mi na tym, aby dotrzeć do słuchacza poprzez emocje, którymi płyta jest przepełniona. To zawsze jest głównym założeniem, wywołanie emocji, wspomnień i stworzenie warunków do tego, aby słuchacz mógł odnieść się do swoich doświadczeń.

Nostalgia – Można powiedzieć, że jestem typem myśliciela i są takie momenty na płycie, szczególnie te, w których rozprawiam się, czy też rozliczam z przeszłością.

Nerwy – Z natury jestem cholerykiem, szybko się denerwuje, bądź łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. Pomimo tego, że warunki, w których dane nam było pracować były idealne, stresowałem się czy podołam zadaniu. Myślę, że nie tylko ja tak mam i traktuje to jako wartość wpisaną w ten zawód, bądź po prostu w swoją naturę. Nie będę starał się zmieniać czegoś, co w rzeczywistości mnie mobilizuje.

Edukacja – Muszę od razu podkreślić, że nie mam wykształcenia muzycznego, jednak pozbyłem się kompleksów w tej materii. Od 4 lat współpracując z Piotrem Łukaszewskim nauczyłem się bardzo wiele, nadrobiłem zaległości, poznałem instrumenty i brzmienia, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Moja świadomość muzyczna rozwinęła się na tyle, że wiem w która stronę zmierzam na parę lat do przodu.

Romantyzm – Bywam romantyczny, jednak z tego co pamiętam ten okres w literaturze nie do końca przypadł mi do gustu.

04.Marcin Spenner fot.Maciej Tyma_studio Sezmoo

Marcin Spenner fot.Maciej Tyma/Sezmoo

Arkadiusz Kałucki: Sesja zdjęciowa towarzysząca wydaniu płyty „Na czas” według mnie bardzo koresponduje z tekstami i opowiedzianymi historiami. Dla czytelników w telegraficznym skrócie powiem: siedzisz na oknie, następnie na łóżku później na schodach, jest winda, kanapa, brama i…to jest taka metafora twojej drogi z nieba na ziemię. Taka jest moja interpretacja, a co ty sądzisz o tym?

Marcin Spenner: Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się Twoja interpretacja, sam na to nie wpadłem. Prawdą jest, że staraliśmy się, żeby zdjęcia były spójne z tekstami i historiami, które za nimi stoją. Nie patrzyłem jednak na całość w taki sposób jak Ty, bardziej zależało mi na tym, żeby zdjęcia oddawały klimat i tworzyły pewną całość. Mieliśmy znacznie więcej dobrych ujęć jednak nie chcieliśmy robić z tego sesji modowej.

Arkadiusz Kałucki: W nagraniu „Milion” śpiewasz m.in. że: „(…)Mógłby powstać o nas film, tyle się zdarzyło już(…)”. Wiem, że lubisz X Muzę więc proszę powiedz, który z aktorów zarówno polskich jak i zachodnich byłby najlepszy gdyby miał wcielić się w Ciebie w filmie biograficznym o Marcinie Spennerze? I dopytam jeszcze o rolę kobiecą, bo kobieta odgrywa ważną rolę na albumie „Na czas”.

Marcin Spenner: Podoba mi się Twoje myślenie, lubię takie wizualizacje. Tutaj musiałbym spojrzeć na sprawę trochę z dystansu, bo od razu podałbym aktorów, których podziwiam, takich jak DiCaprio, Edward Norton, czy Christian Bale, a rolę kobiecą Margot Robbie, Marion Cotillard, Kate Beckinsale, mógłbym tak wymieniać bez końca. Jeśli jednak miałbym podejść do tematu realnie, to trochę bym się podrasował i rolę męską mógłby zagrać Sebastian Fabiański, a żeńską Joanna Kulig, która zachwyciła mnie swoją ostatnia rolą w „Zimnej Wojnie”.

Arkadiusz Kałucki: Dwanaście utworów składa się na debiutancki album „Na czas” o bardzo dopieszczonych dźwiękach z lekką nutą romantycznego rocka. Czas abyś mógł pochwalić się z kim ci przyszło pracować nad płytą. Przyznasz, że jest wielu, którzy mogliby ci pozazdrościć? ☺

Marcin Spenner: Rzeczywiście jest się czym chwalić. Producentem płyty jest Bogdan Kondracki, który jest w mojej opinii muzycznym wizjonerem. Dawno temu, kiedy robiłem rozeznanie pośród artystów, których muzyka do mnie przemawia i producentów, z którym pracują, Bogdan był zdecydowanym numerem 1 na mojej liście. Wtedy jednak wizja współpracy z Nim wydawała mi się mało realna. Drugą ważną postacią jest wcześniej przeze mnie wspomniany Piotr Łukaszewski, który na moje szczęście gra ze mną w zespole, co dodaje mi wiele pewności podczas koncertów. Oprócz tego, że jest bardzo cenionym gitarzystą i producentem, posiada olbrzymią wiedzę muzyczną i nie tylko, to bardzo mądry człowiek. Nie sposób też nie wspomnieć o Karolinie Kozak, która napisała wszystkie polskie teksty na moja płytę, niejako wnikając w głąb moich myśli. Razem z Karoliną nagrywaliśmy też wszystkie partie wokalne, pokazała mi gdzie popełniam błędy i jak świadomie panować nad głosem. Współpraca z Nią to też spełnienie moich marzeń, bo robiłem już pewne podchody w Jej kierunku jakiś czas przed nagraniami. Ostatnią jednak nie mniej ważna postacią jest Sławomir Mroczek, właściciel studia Custom34, to On jest katalizatorem całego przedsięwzięcia i dzięki Niemu mieliśmy idealne warunki do pracy. Praca z tymi ludźmi to dla mnie wielka nobilitacja.

03.Marcin Spenner fot.Maciej Tyma_studio Sezmoo

Marcin Spenner fot.Maciej Tyma/Sezmoo

Arkadiusz Kałucki: Podobno „błądzić jest rzeczą ludzką”. O tych siedmiu latach od programu do ukazania się płyty „Na czas” można powiedzieć, że błądziłeś?

Marcin Spenner: Można powiedzieć, że połowę tego czasu tak, drugą połowę spędziłem na świadomym dążeniu do chwili obecnej. Wychodzę z założenia, że całe te 7 lat bez względu na to czy błądziłem czy nie służyły temu, abym znalazł się dokładnie tu gdzie jestem, idealnie “na czas”. Spotkałem na swojej drodze wielu ludzi i to Oni kształtowali moje spojrzenie na świat muzyki, które dzisiaj mogę nazwać dojrzałym. Wiem jednak , że dużo jeszcze przede mną.

Arkadiusz Kałucki: Często w codziennych rozmowach pada hasło: „Szczęśliwi czasu nie liczą”. Czy dziś Marcin Spenner jest szczęśliwy?

Marcin Spenner: Szczęście jest kwestią względną, wiadomo, że każdy chciałby osiągnąć ten stan, jednak ja się go trochę obawiam. Z doświadczenia wiem, że nic nie trwa wiecznie, więc wolę stan, w którym wciąż dążę do szczęścia. Można by więc powiedzieć, że od pełni szczęścia wole wieczną pogoń za nim.

Arkadiusz Kałucki: Bardzo dziękuję za rozmowę i gratuluję udanego debiutu fonograficznego.

Marcin Spenner: Ja również dziękuję za tak wnikliwą analizę mojej płyty, to bardzo miłe i budujące.

Reklamy

OS.SO – wywiad 4.03.2019 r.

01.OS.SO i Ja_2019

OS.SO i Moi fot.AK

OS.SO czyli Zuzanna Ossowska to nie tylko wokalistka. To także autorka słów, kompozytorka, multiinstrumentalistka (gra na gitarze basowej, pianinie, perkusji oraz gamelanie). Jest jedną z tych artystek młodego pokolenia, która wzięła udział w bardzo pożytecznym projekcie muzycznym „My Name Is New”. Nad całością czuwa label Kayax Prod. i jak czas pokazuje, to jest świetna szansa dla młodych, którzy mają coś do zaproponowania szerszej publiczności nie koniecznej tej mainstreamowej🙂 OS.SO należy do grona tych wyróżnionych. Poniżej tylko zarys mojej rozmowy do audycji „Warto Posłuchać” w POP Radio 92.8 FM oraz Radia Płońsk 93.6 FM. Miłej lektury 🙂

02.Okładka_OS.SO_front
Arkadiusz Kałucki: Czy udział w projekcie „My Name Is New” to była chęć sprawdzenia się gdzie i w którym miejscu jestem swojej kariery? Czy może inne powody zdecydowały, że wysłałaś tam swoje nagranie, które w pewnym sensie nagrodzono?

Zuzanna Ossowska: Na „My Name Is New” trafiłam szukając ścieżek do wydawnictw, menadżerów otwartych na nowych artystów. Platforma poświęcona młodym, ciekawym muzykom, udzielająca merytorycznego wsparcia to przestrzeń, której na polskim rynku brakowało od dawna. Najczęściej artyści bez nazwiska muszą się dobijać (zwykle bezskutecznie) do dużych firm. Projekt MNIM sprawił, że wiodąca, niezależna wytwórnia sama otworzyła przed nami swoje drzwi, podzieliła wiedzą i wieloletnim doświadczeniem w branży. Udział w programie prowadzonym przez firmę, która współpracuje z tak uznanymi artystami jak Brodka, Krzysztof Zalewski czy Daria Zawiałow to dla mnie duże wyróżnienie i podmuch wiatru w żagle. Ktoś dostrzegł w mojej muzyce potencjał, uznał, że warto pokazać ją szerszej publiczności. Jestem wdzięczna za to wyróżnienie i zaufanie mojej artystycznej wizji, mocno odbiegającej przecież od muzycznego mainstreamu.

Arkadiusz Kałucki: Ukazała się twoja EP’ka, która zwłaszcza w warstwie tekstowej jest o bardzo dużym potencjale do dyskusji oraz interpretacji. Nie jest to łatwy materiał do analizy.

Zuzanna Ossowska: Towarzyszące dźwiękom słowo nie może być tylko miałkim wypełniaczem, pretekstem do wprowadzenia wokalu do utworu. Chciałam żeby każda z piosenek z albumu była słowno-muzyczną opowieścią, a sam tekst literackim namysłem nad rzeczywistością – warstwą, na której zatrzyma się nie tylko ucho, ale i myśl słuchaczy. Jeśli wybrzmiewające w mojej muzyce zdania zachęcają do interpretacji, zapraszają odbiorcę do dialogu, otwierając się na nowe sensy i nie podają na tacy gotowych znaczeń, bardzo mnie to cieszy. Tak powinna działać literatura.

Arkadiusz Kałucki: Tak jak napisałem w krótkiej recenzji EP’ki, jest w niej mowa o otaczających nas przestrzeniach, które powinniśmy w jakiś sposób wypełnić by móc funkcjonować i dalej się rozwijać. Według Ciebie trudno jest je wypełnić i co to by było aby dało nam wartość dodaną w życiu?

Zuzanna Ossowska: Wyczuwam w tym pytaniu duży ładunek filozoficzny, dla mnie kluczem do tego, by móc istnieć i się rozwijać jest znalezienie swojego języka – określenie miejsca, z którego chce się coś powiedzieć o sobie i świecie. Jedną z przestrzeni, wymagających napełnienia treścią, jest własna podmiotowość, tożsamość. Staram się nadawać jej kształt świadomie, żyć uważnie, żeby – nawiązując do przestrzennych metafor – nie zaśmiecać głowy myślowym fast foodem. A tego ostatniego nie brakuje. Wspominasz także o wartości dodanej, w moim rozumieniu jest nią m.in. sztuka, twórcza postawa wobec rzeczywistości: przyglądanie się temu, co nas otacza i przetwarzanie indywidualnych wrażeń w zupełnie nową jakość.

03.OS.SO

OS.SO fot.Magdalena Hałas

Arkadiusz Kałucki: Od strony muzycznej jest bardzo minimalistycznie, oszczędnie, motywy w nieoczywistych rytmikach a twój wokal za to bardzo melodyjny. Taki był pomysł od początku do końca na EP’kę? Czy pierwotne założenia różniły się znacząco od tych finałowych jakie mamy?

Zuzanna Ossowska: Coraz mocniej przyciąga mnie muzyka, w której słuchacze mogą czytać zarówno między wierszami, jak i między dźwiękami, dlatego album jest tak powściągliwy i stonowany. O kameralnym brzmieniu i minimalizmie myślałam od początku pracy nad tym materiałem. Doceniam skomplikowanie rocka progresywnego czy jazzu (stąd, jak sądzę, zostało mi zamiłowanie do polimetrii i mniej oczywistej rytmiki) albo energię nowoczesnej elektroniki, ale zupełnie inna stylistyka wychodzi spod moich palców. Ze śpiewaniem jest podobnie, chcę przekazać tekst i zbudować nastrój, dlatego rezygnuję z ozdobników, strzelistych linii eksponujących same możliwości techniczne głosu. W mojej muzyce wokal wtapia się w instrumenty i staje jednym z nich.

Arkadiusz Kałucki: Wszystkie piosenki na EP’ce generalnie wg mnie mają w sobie potencjał wizualny, by nie powiedzieć filmowy. Czy podczas koncertów towarzyszą Tobie ekrany z wyświetlanymi obrazami? Czy jeszcze o tym nie myślisz i skupiasz się na razie np. na teledyskach?

Zuzanna Ossowska: Dbam o oba sposoby wizualizacji muzyki równocześnie, obraz jest dla mnie bardzo ważnym uzupełnieniem dźwięków, kolejną płaszczyzną do interpretowania ukrytych w nich historii. Piszę scenariusze do swoich teledysków i reżyseruję je, szyję kostiumy, szukam lokacji odpowiednich do realizowania nagrań. I choć być może opublikowałam jeszcze za mało filmów, by dało się dostrzec między nimi pewną ciągłość, starannie wpisuję pokazywane obrazy w szerszą wizję. A na koncerty przygotowałam wizualizacje przenoszące słuchaczy do miejsc, które w moim odczuciu oddają charakter samej muzyki. Gdybym miała opisać te ilustracje w trzech słowach, nazwałabym je bezkresem, błękitem, pustką.

OS.SO_1

OS.SO fot.Magdalena Hałas

Arkadiusz Kałucki: Oprócz tego, że jesteś wokalistką, autorką słów, kompozytorką i multiinstrumentalistką na pewno jest kilka osób, które Tobie pomogły w realizacji EP’ki? Komu możesz podziękować i jeszcze proszę powiedz, gdzie był nagrywany cały Twój materiał muzyczny.

Zuzanna Ossowska: Jest mnóstwo osób, które przyczyniły się do powstania tego albumu – od ludzi wspierających mnie w mojej muzycznej drodze, po fachowców, którzy pomogli mi zrealizować konkretne pomysły. Część materiału z płyty, o której rozmawiamy, zarejestrowałam w studio prowadzonym w Płońsku przy tamtejszym Centrum Kultury. Pracownią kieruje Darek „Pepciaq” Daniszewski, to z nim pracowałam nad miksowaniem piosenek i ostatecznym brzmieniem albumu. Z kolei partie wiolonczeli (wykonane przepięknie przez Izabelę Buchowską) zostały nagrane w jednym z moich ulubionych studyjnych miejsc na mapie Warszawy – Quality Studio. Zdjęcia na okładkę zrobiła Magdalena Hałas, jej fotografie, znalezione w sieci podczas poszukiwań osoby, która odpowiednio zrealizuje moją wizję, zachwyciły mnie od pierwszego wejrzenia. Miejsce na liście podziękowań należy się także Pawłowi Barszczewiczowi za zmiksowanie piosenki „Excuses” i gitarzyście Kubie Szostakowi za zagranie w „Hold Down” i „Grze”. Z całą pewnością ukłony należą się też moim bliskim – nie jest łatwo mieszkać z pięcioma gitarami basowymi, pianinem, syntezatorami, mnóstwem instrumentów perkusyjnych i kilometrami kabli.

Arkadiusz Kałucki: Miałaś kiedykolwiek moment zwątpienia? Po co ja to robię? Nic z tego nie będzie? Może zmienię zawód z muzyka na kogoś innego?

Zuzanna Ossowska: Cały czas o tym myślę (śmiech). Zajmowanie się muzyką to nieustanne wzloty i upadki, trzeba wykazywać ogromną cierpliwość wobec własnej drogi życiowej, nie poddawać się w obliczu porażek, wyrobić w sobie nawyk codziennych ćwiczeń, samodyscyplinę. W byciu muzykiem cenię sobie różnorodność doświadczeń, jakie niesie ze sobą ten zawód. Jest tu całe spektrum doznań, od totalnej samotności, spędzania wielu godzin sam na sam z instrumentem, przez wymianę energii ze słuchaczami podczas koncertu, poczucie współistnienia z całym zespołem. Natomiast nie zgadzam się z modnym dziś powiedzeniem: „wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia”. Trzeba zaakceptować, że w przypadku każdej profesji nie zawsze robi się tylko to, co sprawia przyjemność. Dopóki będąc na scenie czuję dreszcze na plecach wiem, że jestem na właściwej drodze.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę 🙂

Zuzanna Ossowska: Również dziękuję za rozmowę, bardzo interesujące pytania i tak wnikliwe wsłuchanie się w moją płytę.

Cheap Tobacco – wywiad 24.12.2018 r.

01.Natalia Kwiatkowska_Cheap Tobacoo i Ja_10_2018b

Natalia Kwiatkowska i Ja fot.AK

Natalia Kwiatkowska, to pierwiastek kobiecy zespołu Cheap Tobacco. Jest wokalistką, autorką tekstów na ich najnowszej płycie „Szum”. Była dwa razy wybierana przez czytelników kwartalnika „Twój Blues” – „Bluesową Wokalistką Roku”. Poniżej krótkie resume wywiadu jaki przeprowadziłem do audycji „Warto Posłuchać” w POP Radiu 92.8 FM oraz Radia Płońsk 93.6 FM 🙂

 

#radio #music #journalist #NowPlaying #blues #rock #album #voice #talent #warsaw

02.Cheap_Tobacco_okladka

Arkadiusz Kałucki: Byłaś dwukrotnie wybierana przez czytelników prestiżowego w Polsce kwartalnika „Twój Blues” na „Bluesową Wokalistkę Roku”. To dla Ciebie motywacja do dalszej pracy nad sobą jako wokalistką czy raczej potwierdzenie by nie powiedzieć nagroda, za wykonanie planów jakie dotychczas sobie wyznaczyłaś do realizacji?

Natalia Kwiatkowska: Zdaje się, że obydwie odpowiedzi są poprawne To dla mnie na pewno duża nobilitacja i motywacja do dalszych działań, poszerzania swoich doświadczeń ale również coś, co odbieram jako ukoronowanie tych kilku lat pracy mojej i mojego zespołu. Bo to nasz wspólny sukces.

Arkadiusz Kałucki: Akceptacja w związku takimi jacy jesteśmy. Brak komunikacji, wyrażania szczerych myśli, przemilczenie pewnych kwestii, które powinny być wyjaśnione by w przyszłości uniknąć nieporozumień. To są według Ciebie najpoważniejsze problemy w związku dwojga ludzi? Bo tak odczytuję teksty i przesłanie w waszych piosenkach. Stąd też nazwa płyty „Szum”?

Natalia Kwiatkowska: Szum w naszym rozumieniu to wszelkiego rodzaju zakłócenia, które spotykamy podczas naszej drogi. Czyjeś myśli, czyjeś punkty widzenia, czyjeś oczekiwania. Mnogość informacji, obrazów, dźwięków, z którymi musimy konfrontować się codziennie… jak przy tym natłoku wszystkiego usłyszeć swój głos? Swoje pragnienia, swoje myśli? Znaleźć to, czego my chcemy? To trudne. Wszystkie „problemy” w związkach są według mnie wynikiem oceanu oczekiwań, które mamy wobec siebie. Wymagamy, że dana osoba będzie „jakaś” i później jesteśmy rozczarowani, nie umiemy dostrzec jej dobrych stron, skupiając się na nie spełnionych oczekiwaniach. I tak w kółko. Brak komunikacja to również pięta achillesowa. Nie tylko związków ale ogólnie relacji międzyludzkich.

03.Cheap_Tobacco_fot.Marcin Łobrów

Cheap Tobacco fot.Marcin Łobrów

Arkadiusz Kałucki: Od strony muzycznej zawarliście muzyczną podróż, zresztą bardzo sentymentalną do lat 70-tych XX wieku szeroko rozumianej muzyki rockowej. Do tego wszystkiego dochodzą bluesowe smaczki, a balladowy charakter przy niektórych kompozycjach wręcz skłania człowieka do oklasków. Proszę powiedz jaki był pierwotny zamysł komponowania piosenek na płytę „Szum”? Bardzo się różni od ostatecznej wersji? Może kilka słów o inspiracjach?

Natalia Kwiatkowska: Te dwanaście kompozycji wybraliśmy z 40 szkiców. I właściwie od początku brzmiały tak jak brzmią, oczywiście poza niuansami, poszerzeniem ilości instrumentów.. nieco zmieniała się forma, długość…ale to były raczej zmiany kosmetyczne. Z tekstami było inaczej, ponieważ powstało czasem i pięć propozycji słów do jednego utworu, dlatego też zmieniały się linie molodii wokalu. Płyta to świadectwo trzech lat naszego życia. To trochę jak pamiętnik. Dla mnie jest to dosyć ciężki album. Ale taki był wtedy czas i tak miało być. Mogę więc powiedzieć, że największą inspiracją było tutaj życie.

Arkadiusz Kałucki: Jakbyś opisała waszego odbiorcę, fana, słuchacza? To człowiek młody, na początku swojej drogi życiowej? Czy może już np. po 40-ce, ustatkowany życiowo i zawodowo etc.? Pytam o to, bo gracie mnóstwo koncertów, jesteście na ważnych festiwalach Rawa Blues, Blues Alive czy Suwałki Blues Festiwal i macie jako zespół jakiś obraz tego wszystkiego.

Natalia Kwiatkowska: Mamy to ogromne szczęście, że w jakiś sposób nasza muzyka i teksty są na tyle uniwersalne, że trafiają zarówno do osób młodszych jak i starszych. Lubią nas wnuki i lubią nas dziadkowie. Słuchają młodzi, nastoletni i Ci już dojrzali  🙂  To jest dla nas bardzo ciekawe, bo oznacza, że wszyscy jesteśmy tacy sami i stajemy prze takimi samymi sytuacjami.

04.Cheap_Tobacco_fot.Marcin Łobrów

Cheap Tobacco fot.Marcin Łobrów

Arkadiusz Kałucki: Co sądzisz na temat improwizacji w muzyce? Ma ona miejsce w waszej twórczości na przykład podczas występów na żywo? Czy raczej nie przepadacie za tym?

Natalia Kwiatkowska: Na koncertach CHEAP TOBACCO zawsze było miejsce na improwizację. Są takie utwory, które za każdym razem kończą się inaczej, niespodziewanie. Są też takie, których forma jest zamknięta i w związku z tym musi być zawsze taka sama. Osobiście uwielbiam muzykę improwizowaną, bo mam wtedy wrażenie, że jest to coś absolutnie niepowtarzalnego i tym samym wyjątkowego.

Arkadiusz Kałucki: Jaki był z perspektywy czasu najtrudniejszy moment przy nagrywaniu albumu „Szum”?

Natalia Kwiatkowska: Szukanie wydawcy  🙂  Trwało to najdłużej i wymagało od nas dużej cierpliwości i wytrwałości, bo te momenty, kiedy nie wiesz na czym stoisz i ciągle czekasz, są wykańczające psychicznie. Tworzenie materiału nawet jeśli czasami nie jest łatwe, to i tak to zawsze najprzyjemniejsza część.

Arkadiusz Kałucki: Na koniec proszę przedstaw i krótko scharakteryzuj swoich muzycznych kompanów, którzy dołożyli cegiełkę do nagrania płyty „Szum”.

Natalia Kwiatkowska: Płyta jest wspólną pracą zespołu Cheap Tobacco oraz Borysa Sawaszkiewicza ze Stobno Records, który jest takim dobrym duchem zespołu i tak naprawdę jego niepisanym członkiem. Perkusję nagrał z nami Adam Partyka, który po nagraniach odszedł z zespołu oraz Michał Bigulak- basista oraz Robert Kapkowski – gitarzysta oraz ja- Natalia Kwiatkowska.

Najważniejsze jest to, że każdy wniósł coś od siebie do powstałego materiału. Swoje inspiracje, swoje „wpływy muzyczne” , emocje i przeżycia. Dzięki temu, ten album jest tak zróżnicowany.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i szczerą rozmowę  🙂

Natalia Kwiatkowska: Dziękuję pięknie!

Sławomir Ciok – „Na zawsze pilot Spitfire’a i Dywizjonu 303” – wywiad 17.12.2018 r.

01.06.05.2018 Sławomir Ciok w Radiu Płońsk_04_2018

Sławomir Ciok(z lewej) i Moi fot.AK

Sławomir Ciok jest Reżyserem, Scenarzystą i Producentem filmowym. W swojej biografii ma wiele lat przepracowanych w radiu i telewizji. Dziennikarz od A do Z. Czas teraźniejszy przynosi nam jego poważny film dokumentalny. Blisko 2-godzinna przejmująca historia polskie pilota, który brał udział w  II Wojnie Światowej. Ponad pół roku temu przeprowadziłem radiowy wywiad dla Radia Płońsk 93.6 FM i programu „Kulturalne Mazowsze”. Poniżej krótkie streszczenie naszego spotkania 🙂

#film #kino #journalist #filmdokumentalny #raf #cinema #pilot #jbl #sennheiser

Arkadiusz Kałucki: Czy realizacja filmu dokumentalnego jest trudniejsza od realizacji filmu fabularnego? I dopytam jeszcze: Według Ciebie, młody człowiek myślący o swojej przyszłości związanej z filmem od którego gatunku powinien zacząć?

Sławomir Ciok: Realizacja porządnie zrobionego filmu dokumentalnego jest trudniejsza od fabularnego, jeśli poważnie traktuje się widzów, bohaterów i realizowany temat. Takie filmy często powstają długo, z bardzo dużej ilości zdjęć, żmudnie montowanych. Zatem napewno jest to przedsięwzięcie dla odważnych i wytrwałych, bo tylko tacy mogą ukończyć dzieło. W Ameryce teoretycy mówią, pełnometrażowy dokument powinien być jak rekompensata dla społeczeństwa za upadek dziennikarstwa, które już definitywnie zrezygnowało z całościowego opisu i wyjaśniania świata swoim odbiorcom. Rynek dokumentalny na świecie zalewa bylejakość. Od szkolnych ćwiczeń, nazywanych później, nie wiem dlaczego filmami, po telewizyjny wyścig do ubogiej kasy, na dystansie 52 minut. Jeśli mogę cokolwiek komukolwiek polecić, to by, zanim zabierze się za film jakiegokolwiek gatunku, najpierw upewnił się, że potrafi filmowo opowiadać. To pomoże mu nie tylko zrobić film, ale i dotrzeć z nim do widzów.

Arkadiusz Kałucki: Twój film dokumentalny „Na zawsze pilot Spitfire’a i Dywizjonu 303” ujrzał światło dzienne w połowie 2018 r. Kiedy powstał pomysł aby w 100-lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości, w 100-lecie powstania RAF-u powstał film, którego bohaterem jest Polak?

Sławomir Ciok: Pomysł na film pojawił się dużo wcześniej, i w żaden sposób nie był połączony z nadchodzącymi rocznicami. Ale skoro widzowie wolą obejrzeć film przy okazji obchodzenia rocznic, to nie mam nic przeciwko temu. Ale też mam nadzieję, że będą również oglądać po zakończeniu sezonu rocznic.

Arkadiusz Kałucki: Jak dużo jest zachowanych materiałów filmowych związanych z Dywizjonem 303? Korzystałeś z archiwum polskiego i angielskiego? A może jeszcze gdzieś poszukiwałeś?

Sławomir Ciok: Najciekawsze materiały znajdują się Instytucie Polskim – Muzeum Sikorskiego w Londynie – niezależnej instytucji powołanej po wojnie przez polską emigrację. Tam, oraz w brytyjskich archiwach znajdują się strzępy filmów kręconych w czasie wojny. W Polsce archiwa są w tej chwili w rękach Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie, które przejęło taśmy będące we władaniu już nie istniejącego Stowarzyszenia Polskich Lotników z Londynu.

Arkadiusz Kałucki: Jak doszło do spotkania z głównym bohaterem twojego filmu Aleksander Herbstem? Ktoś Ci pomagał?

Sławomir Ciok: Połączył nas niezwykły łańcuch międzyludzki. W teorii, nawet przy wykorzystaniu zalewie kilku kontaktów osobistych można dotrzeć i do prezydenta USA. W tym przypadku, bym dowiedział się o Alexie Herbście, wystarczyły trzy osoby. Krzysztof Poraj Kuczewski, Kinga Preis i Piotr Borowiec. A okazją do spotkania był Polish Film Festival w Seattle.

02.Forever a Pilot_Plakat_Pl_Grudzien 2018_pelny rozmiar

Plakat zapowiadający film

Arkadiusz Kałucki: Czy chętnie wspominał Aleksander Herbst o swoim udziale w Dywizjonie 303? Był wzruszony opowiadając swoją historię?

Sławomir Ciok: Alex Herbst nosił historię w sobie przez całe życie, mając świadomość, gdzie i z kim, a także kim on sam był. Nie czuł potrzeby wyolbrzymiania własnych zasług, ale jak rzetelny, zawodowy historyk umieszczał wszystkie swoje opowieści w jak najwłaściwszym kontekście. Dzięki temu mój film opowiada oryginalną ludzką historię, nie popłuczyny po propagandowych książkach wydawanych przez lata. Wzruszenie naturalnie występowało, ale tylko w usprawiedliwionych momentach. Dużo więcej było w tych opowieściach humoru i pogody ducha, co szczególnie mocno ujmuje teraz widzów.

Arkadiusz Kałucki: Wiem też, że pracowałeś równolegle przy filmie fabularnym dotyczącym również Dywizjonu 303. Proszę powiedz coś więcej o tej produkcji.

Sławomir Ciok: Pracowałem również, choć niezupełnie równolegle. W tej pracy eksploatowałem całą swoją wiedzę i kontakty zgromadzone wcześniej. Zajmowałem się szczególnie sprawami zagranicznymi produkcji „Dywizjonu 303”. Od początku było wiadomo, że film musi skorzystać nie tylko z polskich zasobów. Wykorzystaliśmy wielu brytyjskich aktorów, scenograficznie i kostiumowo odtwarzaliśmy angielskie realia, przeglądaliśmy archiwa filmowe, fotograficzne i tekstowe. Mieliśmy masę pracy począwszy od nadzoru językowego nad tłumaczeniami dialogów aż po międzynarodową promocję filmu. Londyn był naszym drugim centrum produkcji filmu, gromadzącym całkiem liczną ekipę różnorakich współpracowników. I dlatego też druga największa po warszawskiej, premiera filmu odbyła się właśnie w Londynie. A dla mnie była to już druga produkcja w dużej mierze realizowana w tym mieście.

Arkadiusz Kałucki: Już tak na zakończenie naszego spotkania. Korki od Szampanów wystrzeliły z radości, że wszystko się udało zrealizować to, co sobie zaplanowałeś? Czy na świętowanie jeszcze przyjdzie czas?

Sławomir Ciok: Najwięcej korków strzela w trakcie Festiwalu w Cannes. Ale zwykle tego nie widzę, bo kiedy przychodzę na bankiety, to szampan jest już rozlany. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana – to z jednej strony, a z drugiej, gdy ktoś mi go oferuje poza festiwalem, albo istotną okazją, to zawsze pytam, czy to nie przedwcześnie. Udane i doprowadzone do końca filmy zawsze budzą uznanie, dlatego w tej chwili absolutnie nie narzekam na brak ciekawych propozycji współpracy, spośród których wybieram tylko te z największym potencjałem. Nie czuję potrzeby robienia filmów byle jakich, jeśli miałoby tak być, to wolałbym nie robić ich wcale. Przy wszystkich przyjemnościach, jakich można przy okazji zaznać, jest to jednak zbyt ciężka i wyczerpująca praca, by warto było ją wykonywać bez dużej satysfakcji.

Arkadiusz Kałucki : Bardzo dziękuję za spotkanie i rozmowę.

Albumy Polska cz.2/2018

Teraz przyszedł czas na odsłonę polskich albumów w drugim kwartale 2018 roku. W pierwszej kolejności wyróżniłem tych artystów i ich albumy, o których mogłem porozmawiać w swoim autorskim programie „Warto Posłuchać” w stacjach radiowych: POP Radio 92.8 FM & Radio Płońsk 93.6 FM 🙂 Do tego dodałem inne płyty, nad którymi można śmiało się pochylić. A ich różnorodność zarówno tekstowa jak i muzyczna jest tylko potwierdzeniem, że sporo się dzieje na polskim rynku muzycznym. Każdy z nas ma inny gust to naturalne i zrozumiałe. Starałem się wypośrodkować swoje wyróżnienia. Część z zamieszczonych albumów na pewno znajdzie swoje miejsce w moim podsumowaniu Top 50 polskich płyt za rok 2018. A które? Sam jeszcze nie wiem 🙂 Jutro kolejne wyróżnione krążki z polskiego podwórka 🙂

 

01.15.07.2018 Pectus w POP Radiu 1

Tomek Szczepanik i Ja fot.AK

Pectus – „Akustycznie” (Agencja Muzyczna Polskiego Radia)

Tomek Szczepanik☺ Wokalista, autor tekstów i lider zespołu Pectus. Przeanalizowaliśmy ich najnowszy album „Akustycznie” z gościnnym udziałem laureata Grammy – Włodka Pawlika. Dziesięć utworów w tym jeden premierowy☺ Pozostałe to największe przeboje braci Szczepanik☺ Z sercem, energią, emocjami i pozytywnymi wibracjami Pectus nagrał płytę na tzw. setkę☺ Świetna atmosfera w studiu, niesamowity feeling jaki zaistniał i nadał nowej jakości kompozycjom zespołu sprawiają, że piosenki o miłości i jej różnym obliczom stają się wyjątkowo intymne. Bliskie każdemu człowiekowi, który choć raz powiedział drugiej osobie – Kocham Cię
autor: Arkadiusz Kałucki

02.BokkaBokka – „Life On Planet B” (Pias)

Są jednym z najbardziej niesamowitych zjawisk na polskiej scenie nie tylko ze względu na to, że nie wiadomo kim są. Twarze skrywane pod maskami to tylko wstęp do niezwykłej opowieści o tytule BOKKA – opowieści o zespole, który nie potrzebował imion i nazwisk, by stworzyć unikatową nie tylko w skali rodzimego rynku tożsamość.

Pojawiając się niemal znikąd za sprawą zaprezentowanego w 2013 roku numeru Town Of Strangers, który następnie znalazł się na ich długogrającym debiucie, a po drodze narobił szumu wśród rodzimych i zagranicznych dziennikarzy, BOKKA stała się nowym, jasnym punktem na mapie wschodzących polskich zespołów. Pierwszej płycie zamaskowanej formacji nie szczędzono zachwytów zarówno w kraju, jak i za granicą – wystarczy wspomnieć o pochlebnej recenzji od Pitchforka, jednego z najważniejszych opiniotwórczych portali muzycznych świata. Niebanalne podejście zarówno do własnego wizerunku, jak i do tworzenia muzyki, czego najlepszym dowodem jest wykorzystywanie nietuzinkowego, często składającego się z przypadkowych przedmiotów instrumentarium, szybko stało się znakiem rozpoznawczym BOKKI – grupy, której potencjał błyskawicznie dostrzeżono poza granicami ojczyzny. Po wyprzedanej trasie koncertowej oraz zagraniu na największych krajowych festiwalach, zespół wystąpił na scenach najważniejszych imprez w Europie, m.in. brytyjskiego The Great Escape, czeskiego Colours of Ostrava, niemieckiego Reeperbahn czy holenderskiego Eurosonic, a następnie w klubach w Brukseli, Pradze czy Budapeszcie.

W 2015 roku BOKKA zaprezentowała swój drugi album. Krążek Don’t Kiss And Tell powtórzył sukces poprzednika – płyta otrzymała nominację w kategorii Album roku elektronika i alternatywa w plebiscycie Fryderyków, jednych z najważniejszych nagród polskiego przemysłu muzycznego. Z nowym materiałem zespół zagrał koncerty zarówno w Polsce, jak i za granicą. Promocji krążka towarzyszyła nietuzinkowa akcja – zespół stworzył aplikację-grę „BOKKA”, dzięki której fani zbierając gwiazdy w kosmosie mogli odblokowywać kolejne części Too Far, Too Close – utworu zamykającego album Don’t Kiss And Tell. Gra jest nadal dostępna do darmowego ściągnięcia na smartfony i tablety. Konsekwentnie trzymając się anonimowego, tajemniczego wizerunku i nieoczywistego podejścia do tworzenia oraz promowania swojej muzyki, BOKKA stała się jednym z najbardziej popularnych zespołów polskiej sceny alternatywnej.

Rok 2017 formacja spędziła na pracy nad nową płytą. Life On Planet B, trzeci album w dorobku zespołu, swoją premierę będzie mieć 20 kwietnia 2018 roku. Materiał powstał we współpracy z Danielem Walczakiem, który stał się współproducentem wydawnictwa, a wcześniej czuwał nad nagrywaniem płyt Curly Heads, Dawida Podsiadło czy Grzegorza Hyżego. Album nagrywano w Little Studio w Konstancinie oraz w Custom 34 Studio w Gdańsku. Za miks materiału odpowiada Daniel Walczak, Rafał Smoleń oraz sam zespół, który zwraca uwagę na pozytywną atmosferę w czasie sesji nagraniowych oraz świetne warunki do pracy. Płyta została zmasterowana w studiu Stardelta w Wielkiej Brytanii.

Płyta Life On Planet B pełna jest brzmień przywodzących na myśl kosmiczne obrazy, rodem z seriali czy filmów sci-fi. Anturaż elektronicznych dźwięków niejednokrotnie przenosi słuchacza do lat 80., czasów fascynacji syntezatorami oraz wyobrażeń na temat przyszłości i podboju pozaziemskiej przestrzeni. Kosmiczne inspiracje spotykają się z pełnymi emocji tekstami, traktującymi o ucieczce w nieznane oraz mroku, który niejednokrotnie zakrada się do ludzkiego życia. Mnogość zastosowanych instrumentów, zaczynając od legendarnego Moog Model D, a kończąc na soku pomidorowym wewnątrz plastikowej butelki, dała nietuzinkowy efekt i kolejny raz podkreśliła tak ważną dla zespołu enigmatyczność – nawet w obrębie ich muzyki nic nie musi być tym, na co wygląda (a raczej brzmi). Life On Planet B jest jak 10-odcinkowy serial, w którym oglądamy ludzi poznających nie tylko nieznaną planetę, lecz również to, co znacznie trudniej dobrze poznać – samych siebie.
źródło: Pias

03.17.06.2018 Krzysztof Napiorkowski w POP Radiu 1

Krzysztof Napiórkowski i Ja fot.AK

Krzysztof Napiórkowski – „Semi electric” (Universal Music)

Krzysztof Napiórkowski☺Nagrał i wydał swój szósty album w dyskografii pt.”Semi electric”. Album odważny, nowoczesny i pierwszy z wykorzystaniem brzmień elektronicznych, bo wcześniej delektowaliśmy się akustycznymi perełkami Krzysztofa☺ Tu jest też takie pogodzenie brzmień akustycznych z elektrycznymi i w tekstach pogodzenie przeszłości z przyszłością☺ Krążek jest z tych na TAK, optymistycznym spojrzeniem przed siebie z lekką nutką melancholii co i jak było kiedyś☺ Pory roku, upływający czas, przemieszczanie się człowieka nie tylko po świecie ale i po swoich myślach, emocjach, odczuciach i uczuciach jest fantastycznie ujęte w tekstach autorstwa: Joanny Kondrat, Bolesława Leśmiana, Dylana Thomasa (tłum.Stanisława Barańczaka) i samego Krzysztofa Barańczaka☺ To bardzo dobra płyta!!!😁

 

 

autor: Arkadiusz Kałucki

04.Arek JakubikArek Jakubik – „Szatan Na Kabatach” (Universal Music)

Album jest oryginalną propozycją, jakiej na polskim rynku muzycznym znaleźć nie sposób. Ten niepokorny, ciągle poszukujący artysta nie ogląda się na panujące mody i trendy, robi swoje. Wydaje się, że jego ekstrawagancki pomysł na solowy album wkracza na obszary, których nikt w tym kraju jeszcze nie eksplorował. Płyta jest bez wątpienia ambitną, momentami zaskakująco przebojową, ale skierowaną do wyrobionego słuchacza propozycją, gdzie muzycznie panował będzie absolutny eklektyzm. Od cyber punka, przez elektro-pop, techno, czy post new wave. Arek Jakubik tym solowym albumem stylistycznie wyraźnie odcina się od swojego zespołu Dr Misio. Szuka innych środków wyrazu. Fani mogą się poczuć mocno zaskoczeni zwłaszcza, że zaledwie rok upłynął od premiery ostatniej płyty „Zmartwychwstaniemy”. Przy albumie „Szatan na Kabatach” Jakubik ewidentnie odwołuje się do swoich idoli z lat 80-tych: Joy Division, Krafwerk, Bauhaus czy Cabaret Voltaire. Współtwórcą płyty jest Kuba Galiński, producent muzyczny wielu uznanych artystów takich jak: Ania Rusowicz, Ania Dąbrowska, Janusz Panasewicz, Piotr Rogucki, Jamal, Hey, Wilki czy właśnie Dr Misio. Galiński jako swoje inspiracje do płyty „Szatan na Kabatach” podaje: Moon Duo, Ariel Pink, Sleaford Mods czy The Smiths. Do tego wszystkiego jak zawsze gorzkie, inteligentne, ironiczno-sarkastyczne teksty piosenek, jak zawsze o miłości, śmierci i samotności, wymieszane z celnymi obserwacjami współczesnej rzeczywistości. Tym razem bardziej intymne, bo obok Krzysztofa Vargi i Marcina Świetlickiego, to Arek Jakubik jest w większości współautorem warstwy lirycznej. Ta płyta niebywale mieni się różnymi barwami, dźwiękami, pomysłami, nastrojami. Nie ma tutaj dwóch podobnych do siebie piosenek. Utwory są czasem wzięte z dwóch wydawałoby się najbardziej od siebie oddalonych muzycznie biegunów. Warto wyruszyć z Jakubikiem w tę ciekawą, mądrą i odważną artystycznie podróż. Solowy projekt Jakubika już w marcu rusza w trasę koncertową, na której obok Jakubika i Galińskiego, będzie można zobaczyć i posłuchać również Olafa Deriglasoffa, który dołączył do projektu. Warto ich będzie zobaczyć razem na żywo. Ale najpierw posłuchajcie płyty. Koniecznie. Bo ta płyta powstała z serca. Jak mówi Jakubik, nagrał ją dla siebie i swoich kumpli, fanów, którzy widzą świat podobnie jak on. Proponujemy wam dzisiaj, abyście dołączyli do tego grona.
źródło: Universal Music

05.LeskiLeski – „Splot” (Warner Music)

Leski to nowy polski singer/songwriter. Mantrowe melodie, magnetyczny wokal i intymne teksty sprawiają, że jego muzyka stawiana jest na półce obok twórczości Bena Howarda, czy Jose Gonzalesa. Leski bawi się kontrastami.
„Składam słowa. Scalam dźwięki. Śpiewam. Cieszą mnie pogranicza gatunkowe. Mandoliny i syntezatory analogowe. Gitary i znaczenia” – mówi. Szerszej publiczności dał się poznać EPką „Zaczyn“ wydaną w kwietniu 2014 roku.

„Leski z kapitalną lekkością wyważa proporcje słów i dźwięków tworząc wyjątkowy zaczyn muzycznych doznań. Sami posłuchajcie!”
Mela Koteluk

„Hipnotycznie kręci mnie. Gdybym nie dostał pewnie bym sobie kupił”.
Wojciech Waglewski
źródło: Warner Music

06.24.06.2018 Limboski w POP Radiu 1

Limboski i Ja fot.AK

Limboski – „Poliamoria” (Sony Music)

Limboski☺Jego poprzedni krążek nosił tytuł „W trawie”😁Następcą jest „Poliamoria”☺Gitarowe, surowe granie z szybkimi i melodyjnymi kompozycjami, ale tekstami bardzo poważnymi☺ Ta płyta ma bardzo mocny charakter bluesowy, który ozdobiony jest folkowymi akcentami z rock’n’rollem w tle☺ Nie sposób pominąć ducha Boba Dylana towarzyszącemu płycie☺ Kolejna solidna polska płyta jaka ukazała się w 2018 roku☺ Jest się nad czym pochylić i pomyśleć☺Szczery i prawdziwy album Limboskiego😁
autor: Arkadiusz Kałucki

07.Artur AndrusArtur Andrus – „Sokratesa 18” (Mystic Production)

Ta płyta jest… O podróżach. Tych dalekich (ze Starego Sącza na morze) i bliskich (z Jokohamy do Fujisawy). O miejscach. Takich, w których był i takich, w których go nie było, bo niektóre nawet nie istnieją. O uczuciach. Własnych i cudzych. Przeżytych, zauważonych, zasłyszanych i zmyślonych. Trochę poważnie i trochę nie. Piosenki Artura Andrusa. Prawie wszystkie z muzyką Łukasza Borowieckiego. Twórcą okładki jest Jaśmina Parkita.

W 2010 r. Artur Andrus otrzymał tytuł „Mistrza Mowy Polskiej” ,w listopadzie 2011 Prezydent RP uhonorował go Złotym Krzyżem Zasługi (w 2005 roku otrzymał również Srebrny Krzyż Zasługi). W marcu 2012 r. nakładem Mystic Production został wydany autorski album „Myśliwiecka”, który po niespełna dziewięciu miesiącach od premiery uzyskał status Podwójnie Platynowej Płyty i był najlepiej sprzedającą się płyta w Polsce w r. 2012 ( wg. rankingu OLiS). W 2015 roku pojawiła się druga studyjna płyta artysty pt. „Cyniczne Córy Zurychu”.
źródło: Mystic Prod.

08.Szymon Mika w POP Radiu_2018

Szymon Mika i Ja fot.AK

Szymon Mika Trio & Guests – „Togetherness” (Hevhetia)

Szymon Mika😁Niezwykle utalentowany gitarzysta i kompozytor jazzowy Szymon Mika promuje swój drugi solowy album „Togetherness” pod nazwą Szymon Mika Trio & Guests. Wśród zaproszonych gości jest Basia Derlak z grupy Chłopcy Kontra Basia, która napisała kilka tekstów i zaśpiewała nadając płycie kobiecego pierwiastka😁 Album nostalgiczny, relaksujący w dźwięki i brzmienia, bo to płyta na wyciszenie. Kompozycje instrumentalne razem z piosenkami tworzą niemal filmowy obraz człowieka w różnych momentach życia☺ Emocje człowieka wyrażone w dźwiękami charakterystycznymi z obszarów jazzu, muzyki korzeni, folku czy miejscami bluesa będą dla niejednego fana muzyki zaskakujące☺ Ja polecam słuchanie tej płyty z zamkniętymi oczami,serio!!! Relaks na maxa☺ Jestem bardzo mile zaskoczony☺ Szymon-szacun😁
autor: Arkadiusz Kałucki

09.22.07.2018 Martyna Jakubowicz w POP Radiu 2018_korekta

Martyna Jakubowicz i Ja fot.AK

Martyna Jakubowicz – „Zwykły włóczęga” (Universal Music)

Z Panią Martyną Jakubowicz o płycie „Zwykły włóczęga”☺To drugie podejście artystki do piosenek Boba Dylana. Poprzednie było w 2004 r.☺ Taka płyta jest ponadczasowa, jak teksty samego Dylan nagrodzonego literacką nagrodą Nobla☺
autor: Arkadiusz Kałucki / źródło: Universal Music

10.Krzysztof KiljanskiKrzysztof Kiljański – „Więcej” (Universal Music)

Nowy album Krzysztofa Kiljańskiego pt.”Więcej”, to znakomita ścieżka dźwiękowa do losów każdego z nas i dojrzała opowieść o życiu! Zdarzają się takie albumy, których słuchamy do znudzenia…, które nigdy nie nadchodzi! 10 melodyjnych kompozycji płynie tutaj rytmicznie pełnymi emocji tekstami, niesionymi na klasycznych „żywych” instrumentach: basie, bębnach, fortepianie, gitarach, przede wszystkim akustycznych i organach Hammonda, a wszystkie zapisane na krążku „Więcej” tworzą soundtrack należący do tego kanonu płyt, których nie chce się przestać słuchać! Album zawiera piosenki – mini-etiudy filmowe, które Krzysztof Kiljański współtworzył ze znakomitym kompozytorem, aranżerem, człowiekiem orkiestrą – Marcinem Kindlą, będącym również producentem płyty. W przypadku dwóch piosenek udało Im się pozyskać do współpracy duet kompozytorów i producentów, jaki stanowią Jud Friedman i Allan Rich. Obaj tworzyli między innymi dla takich artystów jak Whitney Houston, Tina Turner, Chaka Khan, Rod Stewart, czy Ray Charles. To słychać i czuć! Jest prosto, dynamicznie, jasno, pięknie i blisko każdego z nas. Nawiązując do filmowego brzmienia tych utworów i parafrazując słynne filmowe określenie „Forresta Gumpa”, że: „życie jest jak pudełko czekoladek”…

Ta płyta jest pełna piosenek o przeróżnym nadzieniu, ale wszystkie smakują wyśmienicie więc ciągle chce się „Więcej”!
źródło: Universal Music

Albumy Polska cz.7/2017

To są wartościowe płyty w różnych brzmieniach. Dla każdego fana poszczególnych artystów. Po ich przesłuchaniu z czystym sumieniem polecam waszej uwadze mieszankę młodości z doświadczeniem 🙂 Część z nich na pewno znajdzie się w moim podsumowaniu rocznym, które na pewno będzie opublikowane już w pierwszym tygodniu Nowego Roku 🙂

 

01a.Natalia PrzybyszNatalia Przybysz – Światło Nocne” (Pomaton)

Światło nocne to nowy album Natalii Przybysz, kolejny po znakomitym krążku „Prąd”, który uzyskała status Platynowej Płyty.

Światło nocne to już drugi album wyprodukowany przez Jurka Zagórskiego. Obok Zagórskiego, do kompozycji i brzmienia, które jest rozwinięciem i kontynuacją nagrodzonego dwoma Fryderykami „Prądu”, przyczynili się również muzycy – stały skład zespołu – Mateusz Waśkiewicz, Filip Jurczyszyn i Hubert Zemler. Płyta jest pełna osobistych i głębokich przeżyć. Piosenki pozostają jednak otwarte do interpretacji.

Album zapowiadają dwa single – „Przez Sen” o którym autorka opowiedziała w głośnym wywiadzie dla Wysokich Obcasów, zabierając w ten sposób głos w debacie dotyczącej praw kobiet w Polsce oraz „Światło nocne”- piosenka o tym, co widoczne i o tym co ukryte. O balansowaniu na krawędzi bycia sobą i udawania. Celem jest bezpieczeństwo.

Do piosenki powstał klip wyreżyserowany przez Annę Bajorek. Nakręcony został w nowoczesnym wnętrzu Filharmonii Szczecińskiej. Obok Natalii występuje Iza Szostak, odpowiedzialna również za choreografię. W połowie sierpnia będzie miał premierę kolejny singel – Świat wewnętrzny, do którego również powstanie teledysk.

 

 

źródło: Pomaton

02a.Bartlomiej SzopinskiBartłomiej Szopiński – „Wspomnienie” (MS Production / Sonic Records)

Pierwszy solowy album Bartomieja Szopińskiego (premiera 21-go kwietnia), którego producentem jest Marek Sierocki. Na płycie znajduje się dwanaście najpiękniejszych piosenek lat 60-tych w fortepianowo – smooth jazzowej interpretacji: Wspomnienie, Pod Papugami – Czesława Niemena; Kochać – Piotra Szczepanika; Kwiaty we włosach,
Historia jednej znajomości – Czerwonych Gitar, Dni których nie znamy – Marka Grechuty).

Bartłomiej Szopiński Uznany pianista, organista hammonda, kompozytor, dziesięciokrotnie nagrodzony statuetką „Pianista Roku” – wg. ankiety „Blues TOP”. Swoją zawodową karierę zaczynał w wieku 14-tu lat jako członek popularnego zespołu L.O.27. Później, jako lider „Boogie Boys”, odniósł sukces w USA, Kanadzie i Europie Zachodniej. Otwierał koncerty (support show) takich gwiazd jak: Shakin’ Steavens, Joe Bonamassa, Ray Manzarek (The Doors), Eric Burdon (The Annimals), Ana Popovic. Jako muzyk sesyjny nagrał kilkadziesiąt albumów (z artystami takimi jak: Big Bill Morgenfield – syn legendarnego Maddy’ego Watersa, Studebaker John (ex. Cream), John Clifton, L.O. 27, Jafia, Sedativa, Kasa Chorych, Hot Water). Poza wymienionymi, koncertował u boku takich nazwisk jak: Phil Guy (brat legendarnego Buddy Guy’a), Jonny Rawles, Kate Moss, Kara Grainger, Larry McRay, Mississippi Gospel Choir, Rod Piazza, Ron Thompson itd. Był gościem wielu prestiżowych festiwali w USA, Kanadzie, Europie i Japonii: Montreal Jazz Festival, International Blues Challenge (Memphis, TN), Blues From The Top Colorado, Baden-Baden Boogie Nights, Hamamatsu World Music Festival. (Japonia) Pomysłodawca i współorganizator „Polish Boogie Festival’.

 

 

źródło: MS Production / Sonic Records

03a.Malenczuk gra Mlynarskiego_okladka albumuMaciej Maleńczuk – „Maleńczuk gra Młynarskiego” (Sony Music)

Maciej Maleńczuk jaki jest, każdy widzi – a przede wszystkim słyszy. Artysta zmienia się z płyty na płytę, ewoluuje i zaskakuje, a i tak pozostaje sobą – bez względu na to, czy występuje z gitarą jako bard, bierze się za country, zaprasza na dancing, zgłębia meandry jazzu czy śpiewa utwory Wysockiego. To muzyk wyrazisty i kontrowersyjny, umiejętnie i na własnych zasadach budujący pomost między awangardą a szerokim mainstreamem. W stu procentach potwierdza to płyta „Maleńczuk gra Młynarskiego”. Tym razem wziął na warsztat dwanaście utworów zmarłego w marcu tego roku wybitnego polskiego poety i tekściarza, Wojciecha Młynarskiego. Jak Maleńczuk podkreśla, słucha jego utworów od wielu lat. – Fascynuję się jego twórczością jak mało kto – zapewnia.

Maleńczuk wybrał teksty Młynarskiego głównie według klucza politycznego, chociaż nie tylko, bo znajdziemy tu także utwory o charakterze bardziej uniwersalnym czy wręcz nostalgicznym, jak „Jeszcze w zielone gramy”, „Absolutnie” i „Żniwna dziewczyna”. W tej ostatniej, będącej pierwszym singlem, słyszymy wokalizę Elżbiety Towarnickiej, wybitnej sopranistki znanej między innymi ze ścieżek dźwiękowych Zbigniewa Preisnera do filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Większość pozostałych utworów, jak „Nowa jElita”, „Co by tu jeszcze” i „Ballada o szewcu Dratewce”, idealne pasuje do dzisiejszej rzeczywistości i świata, który jest „źle pomyślany” i w którym „poczciwy szewc zwyciężył smoka, a korzystają barany” – Piękne są te teksty, uniwersalne i gorzkie – zauważa Maleńczuk.
Nikt tak jak Młynarski nie kolekcjonował absurdów socjalistycznej władzy, idealnie opisujących to, co wyczynia władza obecna.

Praca nad płytą zakończyła się cztery dni przed śmiercią Wojciecha Młynarskiego, który z powodów zdrowotnych nie mógł spotkać się z Maleńczukiem, by cały projekt przedyskutować. Za to zielone światło dał płycie syn artysty, Jan Młynarski. Muzyk zaprosił do nagrania krakowskich instrumentalistów – perkusistę Wiesława Jamioła, basistę Dominika Wywrockiego i wirtuoza gitary Marka Piątka. I chociaż oryginalne kompozycje skomponowali tacy twórcy jak Jerzy Derfel, Juliusz Borzym, Jerzy Wasowski, Jerzy Abratowski, Jerzy Matuszkiewicz i sam Młynarski, wersje Maleńczuka bardzo mocno się od nich różnią, są przede wszystkim o wiele bogatsze aranżacyjnie. – Wszystkie aranże są tu moje i zależało mi, by było to słychać, by było to jednocześnie cygańskie i w pewnej mierze wirtuozerskie. I także dlatego otoczyłem się genialnymi muzykami.

 

 

źródło: Sony Music

04.Lunatic SoulLunatic Soul – „Fractured” (Mystic Production)

Nowy album Lunatic Soul, zatytułowany „Fractured” to piąte wydawnictwo projektu, za który odpowiedzialny jest lider Riverside , multiinstrumentalista, Mariusz Duda. „Fractured” to 8 premierowych kompozycji, które traktują o stracie, zmianach, walce oraz próbie przetrwania w nowej rzeczywistości. Muzyka zainspirowana jest wydarzeniami, jakie miały miejsce w życiu lidera w 2016 roku, oraz wszystkim tym, co ostatnio dzieje się wokół nas i sprawia, że zaczynamy odwracać się od siebie i dzielić na jednych i drugich, lepszych i gorszych.

Mariusz Duda tak opisuje „Fractured”:
„To najdłużej nagrywany i najbardziej dopieszczony album w mojej karierze. Płyta ma większy rozmach i jest dużo bardziej wyrazista niż poprzednie albumy Lunatic Soul. W dwóch kompozycjach pojawia się orkiestra symfoniczna, w kilku innych saksofon. Jest więcej melodii i dużo więcej eksperymentów z elektroniką. Jest też dużo więcej utworów opartych na rytmie i groovie, i mimo że wciąż nie ma tutaj ani grama gitary elektrycznej – jest to najbardziej rockowa produkcja z symbolem LS na okładce. Zaryzykuję stwierdzenie, że to najbardziej oryginalny muzycznie album, jaki wyszedł spod mojej ręki. Udało mi się na nim w jedną spójną całość połączyć wiele muzycznych światów, a w tekstach zawrzeć głównie to, co miało i wciąż ma dla mnie największe znaczenie, przez co „Fractured” jest też albumem najbardziej dla mnie osobistym”.

 

 

źródło: Mystic Production

05a.TuneTune – „III” (Mystic Production)

Tune to pochodzący z Łodzi zespół grający szeroko pojętego rocka alternatywnego. Założony w 2011 roku zespół posiada na swoim koncie dwa gorąco przyjęte w Polsce i za granicą albumy studyjne „Lucid Moments” oraz „Identity”. Już 1 grudnia ukaże się trzecia płyta zespołu nazwana po prostu ‚3’. Tune zaskakuje na każdej płycie zmieniając i rozwijając brzmienie. Tak jest i tym razem. Sięgając po nowy krążek można spodziewać się innowacyjnych połączeń takich stylów muzycznych jak: Rock Alternatywny – Pop – Psychodelic – Electro. W efekcie Tune ponownie tworzy swój własny unikalny konstrukt muzyczny zwieńczony ekspresyjnymi Morrison’owskimi partiami wokalnymi. Obok Tune 3 nie da się przejść obojętnie.

 

 

źródło: Mystic Production

06a.BialyBiały – „Emocje” (Universal Music)

„Płyta „Emocje” jest szczerym i osobistym pamiętnikiem. Nagrywając ją szedłem na kompromis jedynie z samym sobą” mówi o „Emocjach” Biały. Pomimo młodego wieku, ma już całkiem spory dorobek sceniczny, występował na wielu koncertach, między innymi Debiuty From Poland w 2011 (2 miejsce), Sport Music Festiwal, 7 Fest Plener, Hip Hop Meeting, itd. Popularność przyniósł mu udział w trzeciej edycji programu talent – show „Must Be The Music” telewizji Polsat. Jego utwory „Walczę do końca”-dedykowany synowi Wojtusiowi oraz ojcom walczącym o prawa rodzicielskie, „Nie płacz” oraz „Mamo” podbiły serca setek tysięcy Polaków, dając mu przepustkę do finału.

 

 

źródło: Universal Music

07a.Sylwia LipkaSylwia Lipka – „Fala” (My Music)

“Fala/Wave” to drugi album Sylwii Lipki, tym razem wydanie jest dwupłytowe i w dwóch wersjach językowych. Sylwia nagrała 10 utworów i każdy z nich można usłyszeć zarówno w języku polskim jak i angielskim. Pierwszym singlem promującym nowy album był utwór “Uskrzydlasz Mnie” oraz jego angielska wersja “Fly To Sky”. Utwory powstały w trakcie poprzedniej trasy koncertowej i w wolnych chwilach, a miejsca były zupełnie przypadkowe – tramwaj, plaża, pociąg.

„Dlaczego “Fala”? Woda jest moją słabością, ponieważ nie potrafię pływać i topiłam się w morzu, kiedy byłam małą dziewczynką. Do dzisiaj bardzo boję się wody i ten album jest moim spójnikiem z morzem, który mimo złych doświadczeń jest moim ulubionym miejscem na świecie. W każdej piosence zawarłam przynajmniej jedno słowo kojarzące się z wodą, łzami, oceanem, morzem czy rzeką” – mówi Sylwia Lipka.

 

 

źródło: My Music

08a.Majka Jezowska okladkaMajka Jeżowska – „Bajkowo” (Universal Music)

Majka Jeżowska to niekwestionowana królowa piosenek dla dzieci. Od lat bawi całe pokolenia dzieciaków. Wszyscy doskonale znamy jej przeboje, które kochamy bez względu na wiek. Tym razem Majka Jeżowska czaruje nas nie tylko swoim wspaniałym bajkowym głosem, ale także cudownym repertuarem. Na płycie MAJKA JEŻOWSKA – BAJKOWO znajdziecie najwspanialsze kompozycje z bajek w niesamowitych orkiestrowych aranżacjach. MAJKA JEŻOWSKA przedstawia swoje niesamowicie brzmiące wersje z takich filmowych hitów PIĘKNA I BESTIA, PINOKIO, POCAHONTAS i wiele, wiele innych.

 

 

źródło: Universal Music

09.Piotr BukartykPiotr Bukartyk – „Jak wolny człowiek” (Mystic Production)

Chciałbym móc powiedzieć, że tą płytą zamykam pewien rozdział, ale wiem, że ten rozdział wolałby, żebym to ja się zamknął. Oto skromny wybór napisanych niedawno, mało tanecznych piosenek. Nagraliśmy je „na setkę”, bo każda z nich miała w radio właśnie taką premierę – nie słyszałem Waszej reakcji, ale wiedziałem, że nie jestem sam i że nie śpiewam w próżnię. Ostatnio, tak jak wielu z Was czuję, że gadam do ściany. Chyba właśnie o tym jest ta płyta – pamiątka z czasów, które będę chciał zapomnieć. Piotr Bukartyk

 

 

źródło: Mystic Production

10a.Joanna DarkJoanna Dark – „Krajewski na dziś” (Universal Music)

Bezapelacyjnie wyjątkowy album! Płyta zawiera 12 utworów autorstwa legendy polskiej muzyki Seweryna Krajewskiego we współczesnych aranżacjach Kuby Galińskiego (Kortez, Ania Dąbrowska) – zdobywcy wielu wyróżnień, m.in. Fryderyka. Utwory, które śpiewała cała Polska mają szansę przeżyć „drugą młodość”! Muzyka Seweryna Krajewskiego, teksty m.in. Agnieszki Osieckiej, Magdaleny Czapińskiej i Jacka Cygana, oraz hipnotyzujący głos Joanny Dark to mistrzowskie połączenie, które zadowoli gusta każdego słuchacza. Album promuje singiel „Płoną góry, płoną lasy”. Joanna Dark wystąpiła w 500 spektaklach musicalu „Metro” w jego broadway’owskim składzie.  To o Niej po premierze „Metra” w Nowym Yorku, dziennikarz „New York Newsday” napisał „piękna, wysoka blondynka śpiewająca zmysłowo jak saksofon barytonowy”. Joanna od lat pracuje zawodowo jako aktorka i wokalistka.

 

 

źródło: Universal Music

 

Przygotowanie i opracowanie: Arkadiusz Kałucki

Albumy Polska cz.6/2017

Ostatnie miesiące 2017 r. były bardzo konkretne w wydawnictwa polskich artystów. To wartościowe płyty w różnych brzmieniach. Część z nich na pewno znajdzie się w moim podsumowaniu rocznym, które na pewno będzie opublikowane już w pierwszym tygodniu Nowego Roku 🙂

 

01a.Natalia NykielNatalia Nykiel – „Diskordia” (Universal Music)

Drugi album Natalii Nykiel ukazuje się po trzech latach od debiutanckiego „Lupus Electro” (Złota Płyta za Album, Diamentowe Płyty za single „Bądź duży” i „Error”). W tym czasie artystka wypracowała sobie status jednej z najbardziej szanowanych polskich artystek.

Utwory na nowej płycie można czytać jako zapis przeżyć i doświadczeń związanych z podążaniem niezależną drogą nie tylko na gruncie artystycznym, ale i w życiu.
Tytułowa „Discordia” to właśnie niezgoda na nowe i wątpliwe zasady, które próbuje narzucać dzisiejszy świat.

Za produkcję drugiego albumu ponownie w całości odpowiedzialny był Michał Fox Król. Muzykę napisali Fox i Natalia. Artystka jest także w dużej części odpowiedzialna za warstwę tekstową płyty.

Do współpracy zaprosiła także takich artystów jak Maria Peszek, Julia Marcell, Dawid Podsiadło, Bunio czy Kamil Durski.

Na edycji specjalnej płyty, która dostępna będzie w salonach sieci Empik, znalazły się także dodatkowe utwory wyprodukowane przez Duita i zespół Kamp!.

 

 

źródło: Universal Music

02.Artur Royek okladkaArtur Rojek – „Artur Rojek koncert w NOSPR” (Kayax Prod.)

29 listopada 2015 roku w zjawiskowej sali NOSPR w Katowicach Artur Rojek wystąpił wraz ze swoim zespołem i Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia. Niepowtarzalna atmosfera tego jednorazowego wydarzenia i wyjątkowego koncertu została zapisana w formie audio i prawie dokładnie dwa lata później ujrzy światło dzienne.

Sam Artur wspomina te okoliczności jako bardzo szczególne:
„Przez ponad 20 lat działalności artystycznej miałem okazję zagrać w wielu wyjątkowych miejscach na całym świecie. Czasami były to miejsca niepozorne, gdzieś na uboczu, gdzie łatwo można było przegapić wejście a czasami okazałe, eleganckie, często legendarne gdzie udają się wycieczki, żeby zrobić sobie zdjęcie pod reklamowym szyldem…Sala Olimpii w Paryżu czy Royal Albert Hall w Londynie – kiedyś myślałem, że coś takiego chyba nie spotka mnie w Polsce…

Koncert w katowickiej siedzibie NOSPR uważam za jeden z kilku najbardziej wyjątkowych. To było nie tylko przeżycie estetyczne, piękna i dopracowana w szczegółach sala, której sława obiegła cały kraj, ale też występ który odbył się w ważnym dla mnie miejscu – w Katowicach, Mieście Muzyki Unesco i gospodarza OFF Festivalu. Niedaleko stąd urodziłem się i od zawsze mieszkam. Koncert w NOSPR jest dla mnie wspomnieniem świetnej trasy koncertowej promującej mój pierwszy solowy album „Składam się z ciągłych powtórzeń”.

Na płycie znajdują się zarejestrowane na żywo utwory z autorskiego repertuaru Artura ale także wyjątkowe covery przygotowane specjalnie na ten koncert i utwory z repertuaru kultowych grup Lenny Valentino i Myslovitz, których Artur był wokalistą i liderem.

Artur Rojek, jedna z najważniejszych postaci polskiej sceny muzycznej: muzyk, autor tekstów, założyciel i lider zespołów Myslovitz i Lenny Valentino. Twórca i dyrektor Off Festivalu odbywającego się w Katowicach.

NOSPR – orkiestra instytucja, ceniona i znana na całym świecie, przez ponad 80 lat swojego istnienia współpracowała z jednymi z najwybitniejszych kompozytorów drugiej połowy XX wieku – Witoldem Lutosławskim, Henrykiem Mikołajem Góreckim i Krzysztofem Pendereckim, prezentując pierwsze wykonania ich dzieł

 

 

źródło: Kayax Prod.

03.HEY okladkaHey – „Cdn” (Kayax Prod.)

W czwartym kwartale 2017 r. odbyła się premiera specjalnego albumu zespołu HEY. „CDN” to dwupłytowy jubileuszowy album zawierający największe przeboje zespołu, wszystkie, nawet najstarsze, piosenki zostały nagrane na nowo, niektóre w nowych, zaskakujących wersjach, inne w sprawdzonych koncertowych aranżacjach lub po prostu po staremu. Do współpracy zaprosiliśmy dwóch producentów, którzy na przestrzeni lat współtworzyli brzmienie zespołu – Leszka Kamińskiego i Marcina Borsa, każdemu z nich powierzyliśmy jedną z płyt, a na niej kilkanaście wybranych utworów. Taki prezent zrobiliśmy sobie z okazji naszego 25-lecia.

“Świętować to My raczej nie lubimy, biesiadować owszem. Ale co innego spędzić miły wieczór we własnym gronie, a co innego OBCHODZIĆ. Gdy pojawiają się słowa rocznica, celebracja, święto, goście, -lecie, zasługi, dopada nas nieufność, drażliwość i krótko mówiąc – unikamy tematu. A w unikaniu tematu jesteśmy wyjątkowo skuteczni…Jednak pomysł przyszedł nagle niezupełnie sam, był prosty i genialny ponieważ wpadły na niego wszystkie zespoły które świętowały kiedykolwiek jakąkolwiek rocznicę, TRASA I PŁYTA!!!!!!” Jacek Chrzanowski

 

 

źródło: Kayax Prod.

04a.Andrzej Piaseczny Album ArtworkAndrzej Piaseczny – „O Mnie, O Tobie, O Nas” (Sony Music)

Co mógł zrobić Andrzej Piaseczny po szlachetnie melancholijnych płytach z piosenkami Seweryna Krajewskiego i przygotowanym z wielkim rozmachem, nagranym z holenderską Metropole Orkest, albumem „Kalejdoskop”? Wokalista świętuje właśnie ćwierćwiecze na scenie, więc wypadałoby przygotować jakiś jubileusz, podsumowanie, best of… Owszem, na to też przyjdzie czas, na koncertach. Nową płytą natomiast Piaseczny zaskoczy zarówno swoich wiernych fanów, jak i tych, którzy do tej pory podchodzili do nagrań wokalisty z dystansem. Album „O mnie, o tobie, o nas”, zawierający kompozycje Ani Dąbrowskiej, to płyta nie tylko dojrzała, ale też zaskakująco pogodna. – Tak, jestem uśmiechniętym, szczęśliwym człowiekiem – mówi o sobie wokalista, równocześnie opisując nastrój albumu.

Pomysł współpracy z Anią Dąbrowską, pierwszą damą polskiego popu, nie tylko świetną wokalistką, ale też znakomitą autorką piosenek, narodził się ponoć przed dekadą. Wtedy jednak nie starczyło czasu, ona była zbyt zajęta własną karierą, on nie mógł czekać zbyt długo. Ale co się odwlecze…
Dla nas obojga było oczywiste, że prędzej czy później znowu się spotkamy – przyznaje Piaseczny. – Los zetknął nas ponownie w pierwszej edycji „The Voice of Poland” i znów zamieniliśmy na ten temat kilka zdań: może powinniśmy, może kiedyś, może za chwilę… Kwitło to więc bardzo wiele lat i wreszcie wydało owoce.

Dojrzałe owoce, trzeba dodać, w postaci 10 piosenek. Z jednej strony słychać w nich charakterystyczny sznyt Ani, z drugiej – to bez wątpienia styl i klimat Andrzeja. O pogodzenie dwóch żywiołów w studiu zadbał Michał Przytuła. Stary, dobry znajomy, z którym Piaseczny współpracował jeszcze w latach 90., a którego uchu do dobrej, przebojowej muzyki zawdzięczamy również produkcje Kayah czy Reni Jusis.

Naprawdę zatęskniłem za Michałem, z którym nie pracowałem od wielu lat. To było wystarczającym powodem, żeby się z nim spotkać i powiedzieć: „Słuchaj, zróbmy coś. Tak dawno niczego razem nie robiliśmy, a kiedyś było naprawdę fajnie”. „Fajnie” to zresztą nieodpowiednie, zbyt płaskie słowo. Tym bardziej, że wkład Michała w tę płytę był znacznie większy, niż można się domyślać czytając książeczkę – przyznaje wokalista.

Przytuła nadał ostateczną formę utworom, których treść wypływa z osobistych doświadczeń Andrzeja Piasecznego, ale dotyczy spraw znanych nam wszystkim. To piosenki o miłości i przyjaźni, o tym, że warto dawać sobie drugą szansę i o tym, że każdy dzień wśród najbliższych jest na wagę złota.
Piosenki o uczuciach są uniwersalne – podkreśla wokalista. – Opowiadam więc o sobie, ale mogą się w tym odnaleźć inni ludzie, jeśli tylko tego chcą.

Ta płyta naprawdę jest „O mnie, o tobie, o nas”.

 

 

źródło: Sony Music

05.Meskie Granie2017„Męskie Granie 2017” (Agencja Muzyczna Polskiego Radia)

Nareszcie!!!! mamy już dwupłytowy album „Męskie Granie 2017”, który jest już ósmym albumem poświęconym kultowej trasie koncertowej.

Zeszłoroczne „Męskie Granie 2016” było najlepiej sprzedającą się składanką na polskim rynku muzycznym i osiągnęła status platynowej płyty.

„Męskie Granie 2017” to album wyjątkowy, bo obejmuje wybrane utwory ze wszystkich tegorocznych koncertów. Muzyczna esencja trasy koncertowej, zamknięta w niespełna trzech godzinach. Dokumentacja szalonych emocji, energetycznych wykonań i elektrycznych dźwięków.

Na pierwszym krążku dwupłytowego albumu znalazły się niepowtarzalne wykonania artystów takich jak m.in. Hey, Coma, Voo Voo, Lao Che, Krzysztof Zalewski, Pink Freud, Miuosh, GrubSon i projektu Obywatel G.C. 2.0.

Druga płyta to zapis koncertu Męskie Granie Orkiestra 2017 – projektu stworzonego specjalnie na potrzeby trasy. W tym roku trzon MGO tworzyli: Brodka, Tomek Organek i Piotr Rogucki. „Męskie Granie 2017” to spotkanie silnych, niezależnych osobowości, zderzenie brzmień tworzące międzypokoleniowy, muzyczny splot. Ta różnorodność to siła tego niezwykłego przedsięwzięcia. Na scenie wiodące postaci polskiej muzyki rozrywkowej, a także młodzi, ambitni twórcy.

 

 

źródło: Agencja Muzyczna Polskiego Radia

06a.RevolverRevolver! – „Retrolux” (My Music)

Zespół Revolver! to nowy rock’n’rollowy strzał na polskim rynku muzycznym. Początki grupy sięgają końca lat 90-tych, kiedy została nagrana sekcja rytmiczna. Niestety, jakiś czas po tym taśma… zaginęła. Jej odnalezienie spowodowało po pierwsze dokończenie nagrań, a po drugie powstanie trzech zupełnie nowych utworów. W sumie na debiutanckiej płycie zespołu Revolver! – „Retrolux” znalazło się 13 premierowych piosenek.

Choć zespół Revolver! debiutuje za swoim materiałem, to muzycy, którzy wzięli udział w nagraniach znani są od lat ze swojej działalności w innych grupach. Autorem większości utworów i gitarzystą zespołu Revolver! jest Mariusz Nałęcz-Nieniewski, znany z formacji Chocolate Spoon, Partizan, czy Marionety. Na basie i gitarach zagrał Wojciech „Puzon” Kuzyk grający przez wiele lat z Tadeuszem Nalepą, a także min. z Harlemem, Kasią Kowalską i Urszulą. „Puzon” odpowiedzialny jest również za produkcję i miks wszystkich 13 piosenek. Na perkusji słychać Jarosława Szlagowskiego, przez lata grającego min. w Oddziale Zamkniętym, Lady Pank, Maanamie czy też w zespole Tadeusza Nalepy. Klawisze i kilka gitar nagrał Jacek Korzeniowski, znany ze współpracy z Edytą Bartosiewicz, Oddziałem Zamkniętym i Collage. Wokalistą zespołu Revolver! jest Michał Kaim. W utworach „Pomylony Świat” i „Pokusy” gościnnie zagrał Janek Pęczak, gitarzysta T.Love i lider Relievers.

 

 

źródło: My Music

07.Kuba BadachKuba Badach – „Oldschool” (Agora SA)

Po prawie trzydziestu latach pracy na scenie i muzycznej aktywności jako wokalista, kompozytor i producent, po setkach koncertów i muzycznych kooperacji z plejadą najjaśniejszych gwiazd polskiej sceny, dziesiątkach płyt współtworzonych z rozlicznymi artystami, Kuba Badach postanowił stworzyć album pod tytułem „Oldschool”, będący pierwszym solowym, muzycznie autorskim krążkiem w dorobku artysty.

Tak o swej płycie mówi Kuba Badach: „Oldschool” w języku angielskim oznacza coś staroświeckiego, wywodzącego się ze „starej szkoły”, tytuł mógłby więc sugerować, że napisałem i nagrałem muzykę w jakiejś konkretnej retro stylistyce, np. w stylu brzmienia lat 60tych. Tak jednak nie jest. Dla mnie „oldschool” jest pewnym hasłem, odnoszącym się do sposobu pisania i aranżowania piosenek. Od dziecka najbardziej poruszały mnie utwory, w których dużo się działo, gdzie ciekawe melodie osadzone były na bogatych strukturach harmonicznych spiętych wielopłaszczyznowymi aranżacjami. Piosenki pisane i produkowane przez takich twórców jak m.in. Quincy Jones, Burt Bacharach, Stevie Wonder, Donald Fagen, to dzieła, których słucham do dziś i nie przestają mnie fascynować. Mój nowy album jest więc ukłonem w stronę moich mistrzów.”

Na płycie usłyszymy kilkanaście kompozycji utrzymanych w zróżnicowanych stylistykach. Znajdziemy tu charakterystyczne „jazzawe” brzmienie zespołu Kuby Badacha, znane z płyty „Tribute to Andrzej Zaucha. Obecny”, czyli fortepian Jacka Piskorza, kontrabas Michała Barańskiego i perkusję Roberta Lutego, wzbogacone brzmieniem gitary Łukasza Belcyra, hammonda Marcina Górnego oraz sekcji dętej Macieja Kocińskiego (saksofon) i Piotra Schmidta (trąbka). Usłyszymy też echa stylistyk lat 70., 80. i 90. Niespodzianką dla słuchaczy będzie fakt, że w wielu utworach Badach nie ograniczył się do roli kompozytora i wokalisty, ale nagrał partie gitary basowej oraz instrumentów klawiszowych.

Oldschool zrodził się na przekór trendom, dla wszystkich tych, którzy tęsknią za ambitnym popem.

 

 

źródło: Agora SA

08.Natalia KukulskaNatalia Kukulska – „Halo Tu Ziemia” (Agora SA)

„Halo tu Ziemia” to dziewiąty studyjny album Natalii Kukulskiej. Wszystkie kompozycje stworzone zostały przez Natalię w kolektywie z Michałem Dąbrówką, Archie Shevsky’m i Marcinem Górnym. Analogowe, mięsiste brzmienia syntezatorów, żywa, dynamiczna perkusja i charakterystyczny, coraz mniej uładzony, chropowaty wokal Natalii to zupełnie nowa, progresywna odsłona artystki. W warstwie lirycznej bywa dowcipnie, nawet autoironicznie, ale nie brakuje powagi i refleksji. Poszukiwanie duchowości – to o tym jest ta płyta… Jak mówi artystka: „Ten album jest w moim życiu przełomowy. Nie lubię wielkich słów i kategorycznych stwierdzeń, ale moment, w którym powstawała ta płyta, był wyjątkowy. Metafizyka”.

 

 

źródło: Agora SA

09a.Anita LipnickaAnita Lipnicka & The Hats – „Miód i Dym” (Pomaton)

„Miód i Dym” to szósta płyta w solowym dorobku fonograficznym Anity Lipnickiej. Tym razem album w całości został nagrany w Polsce, z udziałem zespołu The Hats, który tworzy czterech muzyków towarzyszących artystce od kilku lat na scenie: Bartek Miarka – gitary, Piotrek Świętoniowski – instrumenty klawiszowe, Kamil Pełka – bas, Bartek Niebielecki- perkusja. Wynikiem tej współpracy jest materiał będący echem ich wspólnych fascynacji muzycznych, oscylujących na pograniczu amerykańskiego folku, alt country i bluesa, z wyraźnymi wpływami post-hipisowskiego ducha i uwielbieniem do vintage’owych brzmień instrumentów. Materiał powstał podczas spontanicznych pobytów grupy nad jeziorem w Górach Sowich, gdzie w otoczeniu przyrody rodziły się teksty i aranżacje do poszczególnych utworów. Album zawiera 14 piosenek (w tym single „Ptasiek” i „Z miasta”), do większości których teksty i muzykę napisała Anita Lipnicka; znajduje się tu też kilka kompozycji zespołowych oraz trzy autorstwa Johna Portera.

„Jeszcze nigdy tworzenie nie sprawiało mi tyle przyjemności” – przyznaje artystka. „Energia, jaką udało nam się uchwycić na tym krążku, jest odzwierciedleniem różnorodnych stanów ducha i przepływu emocji między nami. Jest tu do czego się pośmiać, i do czego popłakać. Dawno nie nagrałam płyty tak zróżnicowanej dynamicznie, gdzie poczucie humoru i dystans przeplata się z pejzażami pełnymi wewnętrznej zadumy czy uniesienia.”  Tytuł wydawnictwa jest więc adekwatny do zawartości – będzie można na nim usłyszeć sporo lejących się, słodkich jak miód dźwięków, ale i też zadziornych, rasowych tematów i gitarowych riffów, które pewnie wzniosą dużo dymu na niejednej scenie podczas występów zespołu na żywo (trasa ruszyła z dniem premiery płyty 17. listopada). Za produkcję albumu odpowiedzialna jest sama artystka, wspomagana przez Łukasza Olejarczyka, realizującego dźwięk i miksy nagrań.

 

 

źródło: Pomaton

10.Artur SikorskiArtur Sikorski – „Okrąg” (My Music)

„Okrąg” to debiutancki album Artura Sikorskiego, który rozpoczyna solowy rozdział w swojej karierze muzycznej. Dotychczas kojarzony był ze współpracy ze swoim bratem Jeremim Sikorskim, z którym nagrał album „Odetchnij”. Niezmiennym elementem w twórczości Artura stała się jego gitara, która wyraźnie odznacza się w większości utworów.

„Okrąg” to dziesięć totalnie własnych kompozycji, style muzyczne odwzorowujące gust Artura, autorskie teksty pełne emocji, które pokażą prawdziwą twarz młodego wokalisty. Odbiorca znajdzie coś dla siebie: usłyszymy trochę popu, reagge a nawet rapu.
Jednak wszystkie piosenki łączy zawsze dźwięk jednego instrumentu – gitary.

Album promują single: „Będę Walczył oraz „Ogień” nagrany z Sylwia Przybysz.
A utwór „Za Dużo Myśli Za Mało Słów” był w Top 10 najczęściej słuchanych utworów na Spotify.

 

 

źródło: My Music

 

Przygotował i opracował: Arkadiusz Kałucki

Bovska – wywiad 25.10.2017 r.

01.Ja i Bovska 2017 Pazdziernik

Bovska i Ja fot.AK

Bovska 🙂 Dokładnie 31 marca 2017 odbyła się premiera drugiej płyty Bovskiej pt. „Pysk” 🙂 Przypomnę, że ubiegłoroczny krążek „Kaktus” dał Bovskiej nominację do nagrody Fryderyka 2017 w kategorii „Fonograficzny Debiut Roku” 🙂 Miałem ogromną przyjemność i zaszczyt móc porozmawiać z Magdą na temat jej albumu, pejzaży muzycznych jakie zawarła na płycie połączonych z abstrakcją i improwizacją artystyczną. Bo przy tym wszystkim oprawa graficzna krążka, wizerunek sceniczny czy teledysk współgrają ze sobą, że palce lizać 🙂 Tekstowo również jest ciekawie i wciągająco w nurt zdarzeń, które mogą spotkać każdego z nas 🙂 Doskonała płyta!!! Wywiad w POP Radiu 92,8 FM oraz Radiu Płońsk 93,6 FM już w Listopadzie 🙂 Tu krótka nasza rozmowa w telegraficznym skrócie 🙂

00-okladka-zrobiona-web1

Arkadiusz Kałucki: Twój album „Pysk”(premiera: 31.03.2017 r.) ukazał się niemal równo rok po debiutanckim krążku „Kaktus”. Skąd takie tempo? Bo tak się utarło, że przynajmniej dwa lata muszą minąć by na rynek muzyczny wyszła druga płyta artysty.

Bovska: No widzisz, nawet nie widziałam, że tak się utarło. Jak na debiutanta przystało, również w dziedzinie wydawniczej – bo obie swoje płyty wydałam sama – nie poruszałam się w schemacie. Może poza tym, że premiera płyty odbyła się w piątek, bo tak funkcjonuje rynek. Tempo narzuciłam sobie sama. Nie dałabym rady, gdyby nie współpraca z Janem Smoczyńskim. Jest on producentem albumu oraz współautorem muzyki. Obojgu nam chciało się bardzo robić nowe piosenki. Ja w twórczości odnajduję największe spełnienie.

Arkadiusz Kałucki: Proszę opisz jak w kontekście Twojego albumu „Pysk” znajdują swoje miejsce i odbicie poniższe słowa: brzmienie, obrazowość, versus(kto obok Ciebie jest bohaterem płyty i jaki jest), sumienność, komfort(pracy), anegdota.

Bovska:

Brzmienie: Bardzo ważne. Bo w muzyce którą uprawiam to właśnie o brzmienie chodzi.

Obrazowość: Myślę obrazami i często od obrazów wychodzą słowa. Również to jak wygląda moja muzyka – bo w dzisiejszych czasach muzyka musi mieć silny przekaz wizualny – jest to dla mnie bardzo ważne i sama ten obraz kreuje, będąc jednocześnie muzykiem i człowiekiem od sztuki wizualnej.

Versus: Bohaterką piosenek jestem ja / ona versus on, versus świat lub versus jej świat wewnętrzny. Nie ma jednej i jednokierunkowej inspiracji. Często śpiewam o miłości, a ona ma wielu bohaterów.

Sumienność: Sumiennie podchodzę do wszystkiego co robię. Co projektuję, co komponuję, co wypuszczam ze swoich rąk podpisane swoim nazwiskiem czy pseudonimem. Nie chodzę sama ze sobą na kompromisy w kontekście swojej twórczości lub chodzenia na łatwiznę. Sądzę, że to jest podstawą do zachowania własnej tożsamości twórczej.

Komfort: i wychodzenie poza jego strefę. Tym jest proces tworzenia. I ja w nim się odnajduje. Można nauczyć się radzić sobie poza strefa komfortu i nie oszaleć, dobrze jest moc wrócić do domu. Komfortem jest tez współpraca ze zdolnymi ludźmi. Przy obu swoich płytach – Pysku i Kaktusie – współpracowałam ze świetnym producentem Janem Smoczyńskim. Siedzieliśmy w studio ramie w ramie pracując nad tymi płytami. To ogromna przygoda.

Anegdota: Melodię do piosenki Firanka z drugiej płyty nagrałam któregoś wieczoru siedząc sama w domu. Jaśkowi wysłałam ten szkic. W studio zaimportowała go do naszej sesji i postanowiliśmy zostawić to nagraniem będące zapisem chwili. Tak powstał refren piosenki który jest po prostu wokalizą.

04.Bovska 2 fot.Kasia Bielska

Bovska fot.Kasia Bielska

 

Arkadiusz Kałucki: Początek płyty „Pysk” jest można powiedzieć spokojniejszy, to wszystko sobie płynie w specyficznym klimacie by druga jej część przeszła w niemal taneczne brzmienia. Poproszę o przybliżenie procesu ułożenia tracklisty. To była formalność czy jednak była „burza mózgów” w studiu?

Bovska: Układanie tracklisty to dla mnie zawsze moment trudny. Wbrew pozorom, kolejność utworów na płycie czy tez koncercie ma ogromne znaczenie dla całości odbioru, percepcji słuchacza i budowania całego muzycznego obrazu płyty. Z Pyskiem poszło nam chyba szybciej niż z kaktusem, ale trochę tp trwało. Każda zmiana wymagała przesłuchania ponownie kilka proces. To energetyczne narastanie spodobało się nam. Postanowiliśmy iść tym tropem, przerywając oddechem w postaci Firanki.

Arkadiusz Kałucki: Bardzo ważnym aspektem Twoich oby płyt jest malarskość, plastyczność i mnóstwo kolorów o różnym ich natężeniu zawarta na opakowaniu albumu. Łączysz dwie dziedziny Kultury, które u Ciebie według mnie są nierozerwalną częścią i nawzajem siebie uzupełniają. Gdzie najwięcej czasu poświęciłaś by to wszystko współgrało ze sobą? W studiu jak komponowałaś czy przy kartce papieru jak szkicowałaś(tak myślę) obrazy, rysunki?

Bovska: Pierwsza jest muzyka. Ale ja ciągle rysuje, ciągle myślę co dalej, w jaką stronę chce rozwinąć ten język wizualny którym się posługuję, zastanawiam się nad gamą kolorystyczną, nad formami, nad ich dynamiką. Nad zależnością tekstu i form przedstawiających które pokazują się w obrazie. To ciągły dialog który prowadzę sama ze sobą. Może dlatego czujesz ten związek. Cieszę się z tego. To mnie jakoś określa. To jest jakaś prawda o mojej twórczości.

03.Bovska fot.Kasia Bielska

Bovska fot.Kasia Bielska

Arkadiusz Kałucki: Która opinia na temat Twojej płyty ma najważniejsze znaczenie i dlaczego: ta po pierwszym jej przesłuchaniu czy np. po szóstym? Pytam o to, bo zdania są podzielone i chciałbym poznać Twoją opinię.

Bovska: Po pierwsze, najważniejsze dla mnie, jest to jak ja się z tą płyta czuję. Wydaje na świat swoje dziecko, jego kształt formuje, ale potem ono zaczyna żyć swoim życiem. W zderzeniu z ludźmi staje się jakimś oddzielnie funkcjonującym bytem. „Pysk” jest podobno nieco trudniejszy w odbiorze niż Kaktus. Zyskuje przy kolejnych przesłuchaniach. Jeśli ktoś przesłuchał płyty więcej niż raz to znaczy ze zainteresowała go na tyle ze miał na to ochotę. To bardzo cenne. Jeśli ktoś posłuchał raz, to Witold fajnie ze posłuchał, ale skoro nie wraca, to widocznie to nie dla niego na dany moment, nastrój czy gust. Tak już jest. Nie można podobać się wszystkim i nie taki jest mój cel. Natomiast każda opinia jest wartościowa i mówi tez coś o samym odbiorcy.

Arkadiusz Kałucki: Jesteś wydawcą swoich obu płyt „Kaktus” i „Pysk”. Można śmiało powiedzieć, że jesteś niezależnym artystą. Jaka jest definicja „niezależności” według Ciebie? I czy ona bardzo się zmieniła od momentu kiedy zaczęłaś działać w branży muzycznej?

Bovska: Niezależność to możliwość samostanowienia o sobie i swojej twórczości, a także wiele decyzji które trzeba podejmować związanych z pokazywaniem tejże twórczości światu. Myślę ze można być artysta niezależnym, będąc jednocześnie wydanym przez wydawcę. Wszystko zależy od tego jak się umówią. Ja wydałam obie płyty sama, bo akurat nie spotkałam na swojej drodze wydawcy, który by mnie zrozumiał w pełni. Ale z kilkoma się koleguje. Na szczęście w tej branży jest trochę życzliwych ludzi i nie jest to duży rynek. Trzeba ze sobą współpracować i wspierać się wzajemnie. Korzystam także z sieci dystrybucji, bo dostępność muzyki jest istotna dla odbiorcy. Jeśli artysta jest swoim wydawcą to musi zajmować się wieloma pozamuzycznymi rzeczami. To często czasochłonne i skomplikowane. To trudna droga. Nie żałuję jednak, że się na nią zdecydowałam. Dzięki ogromnego wsparciu m.in. mojego męża i mojej menadżerki którzy wierzyli ze się uda dzisiaj możemy pogadam o dwóch moich albumach.

Arkadiusz Kałucki: Na zakończenie poproszę o kilka słów na temat teledysków jakie możemy oglądać w internecie. Pomysły jak to ma wszystko wyglądać są Twoje czy masz sztab ludzi, który nad tym wszystkim czuwa?

Bovska: Świat filmu rządzi się swoimi prawami. Film to dzieło zbiorowe. Ja lubię pracować ze specjalistami w danej dziedzinie, bo wtedy wiem ze jest szansa na wysoki poziom estetyczny i artystyczny. Jestem wrażliwa na obraz, na kolor filmowego obrazu. Wiele jest czynników o które w filmie trzeba zadbać. Dlatego oddaje je w ręce zdolnych twórców, którym daje kredyt zaufania. A oni angażują swoją duszę i talent, bo pracujemy wspólnie na jak najlepszy efekt. Tak było za każdym razem. Z kaktusem, Hajem, czy Cyrkiem. Uczestniczę w tworzeniu Teledyskow przy kreowaniu koncepcji, stylizacji, a potem w procesie postprodukcji. Byłam również własnym producentkę lub współproducentem. Wszystko zależy od sytuacji i projektu. Nie ma jednej złotej zasady.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję przepięknie Magdo za spotkanie i owocną rozmowę 🙂

Bovska: Bardzo dziękuję i do następnego spotkania 🙂 Zapraszam serdecznie na koncerty oraz do śledzenia na fb czy instagramie nowości. Oraz na moja stronę internetową: http://www.bovska.com gdzie można sięgnąć do teledysków, znaleźć informacje o koncertach czy kupić płytę.

Bogdan Fabiański – wywiad 13.10.2017

01.30.08.2017 Bogdan Fabiański i Ja_Sierpien 2017

Bogdan Fabiański i Ja 🙂 Sierpień 2017 fot.AK

Bogdan Fabiański – Dziennikarz radiowy i telewizyjny, DeeJay, producent i wykładowca, specjalista d/s muzycznych. Autor listy TOP 40 Dance Chart najstarszej klubowej listy w Polsce. Ponadto jest autorem licznych programów radiowych i telewizyjnych, korespondent: Polish Daily News w Chicago, stacji radiowej 1080 AM w Chicago, Global Hot 100 Dance Traxx (Niemcy, Anglia), współpracownik pism muzycznych np. DJ Raport(PL). Bogdan Fabiański to również spiker, lektor oraz dziennikarz w programach I, II i III Polskiego Radia. Prowadził wiele audycji takich jak: „Studio Stereo Zaprasza”, „Piosenki na życzenie”, „Wieczór płytowy”, „Top 30 Dance Chart”, Studio Gama”, „Muzyka na 33 i 45 obrotów”, „Muzyka nocą”, „Studio Rytm”, „Wieczór i Noc DJ-ów”. W telewizji prowadził programy: Telewizyjną Listę Przebojów, Magazyny „Flesz” i „MIM”, V-JAY, etc. Na przełomie lat 70 i 80-tych prowadził w Rozgłośni Harcerskiej Listę Przebojów. Jako DeeJay występował w warszawskich klubach: Alfa, Stodoła, Hybrydy, Park, Orfeusz, Cyganeria, Olszynka, Nimfa, Stolica, Underground. W 1990 roku po raz pierwszy został zaproszony jako DeeJay i dziennikarz do USA i Kanady, gdzie do chwili obecnej gościnnie występuje w klubach w Miami, Chicago, Detroit, Nowym Jorku i Filadelfii oraz w Toronto, London i Vancouver. Zapraszany przez wielu znanych DJ-ów do wspólnych występów od Szwajcarii po Kanadę. W Polsce współpracuje z organizacjami DJ Promotion i Dee Jay Mix Clubem. Aktualnie jest dziennikarzem muzycznym współpracującym z Radiem Katowice, RdC – Radio Dla Ciebie oraz Radiem Poznań.

 

Arkadiusz Kałucki: Ostatnio jak rozmawialiśmy to doszliśmy do wspólnego wniosku, że dziś tj. w XXI w. należałoby redefiniować znaczenie pojęcia DJ. To proszę powiedz jak Ty to widzisz tu i teraz?

Bogdan Fabiański: Trzeba zastanowić się jakie znaczenie miały słowa Disc Jockey w tamtych latach i czy nie powinno się zmienić nazwy obecnego „prezentera muzyki”. Kiedyś ten termin oznaczał osobę grająca muzykę z płyt gramofonowych (winylowych). Dzisiaj ten termin odnosi się do tych którzy grają muzykę z różnych źródeł: płyty CD, cyfrowe pliki audio lub korzystają z laptopa i miksują muzykę tworząc nowe utwory lub płynne przejścia. Jeśli ktoś twierdzi, że jest DJ-em radiowym, to ta nazwa jest nieadekwatna, ponieważ playlistę ma przygotowaną przez inna osobę i tylko ją wypuszcza. Uważam, że w radiu jest tylko prezenterem muzyki. W przypadku grania z kontrolerów z których 2/3 pracy wykonuje program, nazwanie kogoś DJ-em jest trochę mylące. Moim zdaniem powinno się je redefiniować.

Arkadiusz Kałucki: Grasz w klubach w całej Polsce. Jakie najczęściej widzisz, słyszysz grzechy DJ-ów? Pozwolisz, że zgadnę i podpowiem: Mówienie do mikrofonu? Kłopoty z doborem nagrań?

Bogdan Fabiański: Często „modlę się” aby DJ już więcej nie odzywał się do tańczących w klubie. Dlaczego? Nie ma głosu mikrofonowego, nie potrafi wypowiedzieć nawet jednego zdania poprawnie w języku polskim, krzyczy do mikrofonu te same dwa, trzy lub cztery słowa, uważa się za bożyszcze tłumu i traci kontrolę nad tym o czym mówi i co chce przekazać. Slogany używane przez DJ-ów nie zmieniły się od lat: „Jak się bawicie”, „Jazdaaaa”, itp. To tylko najbardziej kulturalne przykłady. Wtedy chciałbym aby dobrze dobierał repertuar i już się nie odzywał. Cenię DJ-ów grających z płyt winylowych, bo wiem że oni wydają pieniądze na płyty. Tych od CD mniej, bo grają z CDR-ów, głównie z pirackich nagrań. Ale są też tacy, którzy inwestują w CD. Zresztą dzisiaj (szczególnie w naszym kraju) nikogo nie obchodzi z czego grają, skąd mają nagrania i… jak brzmi muzyka w klubie, barze, na evencie, weselu itp.

Arkadiusz Kałucki: Co z wiedzą u DJ’ów? Mają świadomość co grają? Dlaczego? Historię utworu? Jak to było, kiedy Ty zaczynałeś przygodę za konsoletą? Są podobieństwa? Bo powiedzmy szczerze, dziś kursy dla didżejów są tylko dodatkiem, uzupełnieniem do całości.

Bogdan Fabiański: Dzisiaj kursy dla DJ-ów potrafią być dobrze prowadzone, zarówno od strony technicznej jak i przekazywania muzycznej wiedzy. Ale takich szkoleń jest niewiele. Uważam, że każdy kto chce być dobrym DJ-em (a tym bardziej producentem) powinien posiadać wiedzę o historii muzyki rozrywkowej. Obserwuję na kursach dla DJ-ów, jak wielu lekceważy to zagadnienie. Potem wygadują takie „farmazony” przez mikrofon, że lepiej iść do baru aby tego nie słuchać. Jeden z kursantów powiedział do mnie, że on gra wesela, to wiedza mu niepotrzebna, bo dostaje playlistę od „państwa młodych” i jak potrzeba to i tak sobie ściągnie to nagranie. Wystarczy mu tytuł i kto śpiewa proponowaną piosenkę. Ale…aby być dobrym DJ-em na weselu, też potrzeba odbycia szkolenia w tym zakresie.

02.Bogdan Fabianski in the mix

Bogdan Fabiański fot.archiwum BF

Arkadiusz Kałucki: Jak to jest według Ciebie z „Kulturą bycia DJ’em”? Jaka jest jego kondycja? Co z szacunkiem dla naszej grupy i czy My siebie szanujemy?

Bogdan Fabiański: Z tym bywa różnie, gdy w grę wchodzą… pieniądze. Są grupy, które szanują się wzajemnie… ale też jest – jak w każdym zawodzie – zazdrość, podkładanie „świnki” po przez zaniżanie stawek… itd. Niestety jakość tego „zajęcia” spada.

Arkadiusz Kałucki: Kiedy ponad 25 lat temu zdałem egzaminy na DJ’a i rozpoczynałem pracę dziennikarza muzycznego etc. do dyspozycji były tylko dwa gramofony, mikser i mikrofon. Dziś DJ’e mają do dyspozycji tyle sprzętu z telefonami włącznie, że tylko brać i wybierać. Postęp technologiczny jest niesamowity, co jest bardzo dobre. Ta machina biznesowa i technologiczna stawia nas w zupełnie innym świetle i miejscu. Jakie Twoje zdanie?

Bogdan Fabiański: Dzisiaj DJ może sterować muzyką siedząc pod klubem w samochodzie. Audycję radiową można nagrać i wyprodukować w domu a następnie przesłać do radia. W USA wielu prezenterów radiowych (od lat) prowadzi audycje ze studia , które jest w jego domu. Technologia zawsze (codziennie) będzie zmieniać nasze życie i podejście do grania (odtwarzania) muzyki nie tylko w klubach (barach, eventach, weselach itp.), ale również i w radiu.

Arkadiusz Kałucki: Często bywasz po drugiej stronie oceanu. Pamiętam jak kiedyś przywiozłeś z USA bilety do klubu z wydrukowanym swoim imieniem i nazwiskiem, że tam będziesz grał dla klubowiczów. W Polsce nadal musimy się uczyć takich zachowań czy w ogóle nie ma z tym problemu? Media społecznościowe są takim „biletem i plakatem” w jednym?

Bogdan Fabiański: W dużych klubach prowadzona jest przedsprzedaż biletów na imprezy głównie weekendowe gdy przyjeżdża DJ np. z innego kraju. Tak było jak grałem w Vancouver, Nowym Jorku, Chicago, Miami, Toronto czy Honolulu. Było to dla mnie zaskoczeniem, ale też bardzo miłe.

03a.Bogdan Fabianski_bilety do Klubu

fot.AK

Arkadiusz Kałucki: Warto zostać DJ’em?

Bogdan Fabiański: Zawsze warto gdy inwestuje się w zajęcie które nie tylko przynosi pieniądze na życie ale i rozwija nas intelektualnie.

Arkadiusz Kałucki: Duże dzięki Fabian za spotkanie i rozmowę 🙂

Bogdan Fabiański: Dzięki Arecky 🙂

Dominika Sojda wywiad 3.10.2017 r.

01.Dominika Sojda i Ja 1

Dominika Sojda i Ja fot.AK

Minął ponad rok od debiutu Dominiki Sojdy na profesjonalnej scenie muzycznej. Ma już w swojej biografii dwa singlowe utwory „Już wiem, że Ty” oraz „Neony”. Oba nagrania bardzo różne pod każdym względem. O początkach, o poszukiwaniu swojej tożsamości muzycznej, inspiracjach i teraźniejszości porozmawiałem z Dominiką przy okazji wywiadu radiowego dla POP Radia 92,8 FM i Radia Płońsk 93,6 FM 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Swoją drogę muzyczną zaczynałaś śpiewając w chórze. To jest praca zespołowa, kompromis, zgranie, współpraca. Dziś jesteś solistką. Czy to oznacza, że masz silną osobowość i praca w grupie jest dla Ciebie niewygodna? Sama chcesz za wszystko odpowiadać?

Dominika Sojda: Zaraz po przygodzie w chórze szkolnym zaczęłam dodawać swoje covery na youtube, więc moja muzyczna droga zaczęła się zmieniać i zmienia się do tej pory. jestem osobą, która lubi pracować sama, jak i w grupie. Teraz jestem solistką, ale muzycznie pracuję w grupie z Karolem serkiem i Pawłem Szcześniakiem, moimi producentami. Całe piosenki, teksty i melodie tworzymy wspólnie, ale dajemy sobie też wolność, jeśli ktoś z nas czuje, że chce zrobić coś sam. z tego doświadczenia wiem, że zarówno praca w grupie jak i samodzielna przy tworzeniu muzyki ma swoje plusy i minusy 🙂

Arkadiusz Kałucki: Zanim w 2016 r. zadebiutowałaś na polskiej scenie muzycznej, brałaś udział w Festiwalu Scyzoryki 2013 i Talencie Świętokrzyskim. Tam śpiewałaś covery anglojęzyczne. Twoje dwa singlowe utwory „Już wiem, że ty” i ten najnowszy „Neony” są po polsku. Skąd taka zmiana? Czy to zabieg celowy i czy już tak pozostanie?

Dominika Sojda: Nie odcinam się całkowicie od języka angielskiego. Uwielbiam utwory zagraniczne i dlatego na pewno stworzę też swoje anglojęzyczne teksty. Jeśli chodzi o moje debiutanckie single i pierwsze piosenki, chciałam śpiewać w naszym ojczystym języku. Jestem zdania, że brakuje nowoczesnej muzyki z naszymi polskimi tekstami, dlatego też idę w tą stronę. Tak czuję, tak robię i dzięki temu coraz lepiej czuję się w pisaniu polskich tekstów 🙂 Na mojej debiutanckiej płycie na pewno będą przeważać polskie teksty, nie zabraknie też odrobiny angielskiego.

03a.Domi - Neony 96 fot.Universal Music Polska

Dominika Sojda fot. Universal Music Polska

Arkadiusz Kałucki: Kto jest Twoim towarzyszem muzycznym w drodze na przysłowiowy „Top”? Z kim współpracujesz przy nagrywaniu debiutanckiej płyty?

Dominika Sojda: Współpracuję z moimi producentami Karolem Serkiem i Pawłem Szcześniakiem. Działamy razem od 2013 roku, odkąd wygrałam Festiwal Scyzoryki. Stworzyliśmy wspólnie mnóstwo piosenek. działamy tzw. ,,burzą mózgów”. Każdy z nas ma dużo pomysłów, wszystkimi się dzielimy i wybieramy najlepsze. Wspaniale pracuje mi się z chłopakami, nie ma między nami konfliktów i staramy się dochodzić do wspólnych wniosków. Kompromisowo patrzymy na wszystkie nasze idee. Bardzo dobrze czuję się w naszym teamie, mogę bez obaw wyrażać siebie, swoje myśli i emocje:)

Arkadiusz Kałucki: Sama piszesz teksty. Gdzie czerpiesz inspiracje?

Dominika Sojda: Właściwie sama nigdy nie wiem, co mnie zainspiruje. Piszę o własnych przeżyciach i odczuciach. Często odtwarzam w mojej głowie sytuacje, o których piszę. Zmieniam niektóre wątki i zabarwienia emocjonalne, ale teksty cały czas bazują na sytuacjach z mojego życia.

Arkadiusz Kałucki: Między dwoma singlowymi utworami „Już wiem, że ty” i „Neony” jest kolosalna różnica, zwłaszcza w brzmieniu. O ile pierwszy to pop z elementami retro, to ten najnowszy jest pop-danceową propozycją. To kolejny etap w poszukiwaniu swojej drogi muzycznej?

Dominika Sojda: Tak, dokładnie! Cały czas poszukuję swojego brzmienia muzycznego. Mam dopiero 20 lat i chcę poznać siebie jak najlepiej. Coraz więcej pracuję w studiu i coraz bardziej otwieram się na muzykę. Myślę, że minie jeszcze dużo czasu zanim skończę eksperymentować. Wszystko przede mną! Na pewno chcę pozostać w nowoczesnych klimatach, których słucham na co dzień 🙂

02a.Domi - Neony 443 fot Universal Music Polska

Dominika Sojda fot. Universal Music Polska

Arkadiusz Kałucki: Proszę powiedz o autorytetach muzycznych Dominiki Sojdy i krótko scharakteryzuj dlaczego taki wybór?

Dominika Sojda: Słucham przede wszystkim zagranicznej muzyki. Ciężko wymienić mi kilka autorytetów, bo jest ich naprawdę wiele. Na światowej i polskiej scenie muzycznej jest i było wielu artystów, którzy mocno wpłynęli na moje postrzeganie muzyki i ugruntowali we mnie emocjonalny odbiór muzyki. Uwielbiam, gdy piosenka wywołuje we mnie emocje! I nie muszą być one tylko pozytywne. Jako odbiorca chcę czuć, nieważne czy smutek, czy niepewność. Mogą być to nawet nieokreślone emocje. Ale trochę odbiegłam od tematu… moje inspiracje muzyczne to m.in. Amy Winehouse, Dua Lip, Camila Cabello i wiele innych.

Arkadiusz Kałucki: Na koniec zapytam o teledyski. Masz wpływ na scenariusze? Chcesz mieć ostateczną decyzję na końcowy efekt? Z kim współpracowałaś przy Neonach?

Dominika Sojda: Oczywiście, mam wpływ na scenariusze i na to, jak będzie wyglądał końcowy efekt 🙂 „Neony” zostały wyreżyserowane przez Annę Powierżę. Super nam się współpracowało! Razem obmyślałyśmy główny nastrój teledysku, lokalizacje i grę świateł. Sama wymyśliłam klimat i ogólny zarys historii, jaki chciałabym zobaczyć w teledysku do „neonów”, a Ania pomogła ubrać to w profesjonalnie napisany scenariusz. Gdy tylko usłyszała moje pomysły, od razu puściła wodze fantazji i wpadła na szereg wspaniałych idei. Nadajemy na tych samych falach!

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i do zobaczenia przy premierze debiutanckiej płyty.

Dominika Sojda: Również dziękuję! Do zobaczenia!

Arek Kłusowski – wywiad 6.09.2017

01.17.08.2017 Arek Kłusowski i Ja 1

Arek Kłusowski i Ja fot.AK

Mój imiennik nie ma pretensji i roszczeń do „całego świata”, że coś mu się należy. Poprzez pracę, szacunek, pokorę i wytrwałość połączoną z konsekwencją doprowadził do sytuacji, że jeszcze w tym roku tj.2017 ukaże się jego płyta. Uczestnik 3 edycji The Voice Of Poland Arek Kłusowski jest bez wątpienia bardzo utalentowanym wokalistą. Aktualnie kończy pracę nad swoim albumem, przy którym współpracuje m.in. z Michałem Wasilewskiego z zespołu Xxanaxx. Poniży wywiad jest tylko wycinkiem w dokonaniach muzycznych młodego Rzeszowianina, a pomysłów na kolejne realizacje mu nie brakuje 🙂

 

 

Arkadiusz Kałucki: Nadal jesteś kierownikiem Rzeszowskiej Grupy Artystycznej? Możesz przybliżyć zamysł tego przedsięwzięcia kulturalnego? Jaka jest aktualnie kondycja tej inicjatywy?

Arek Kłusowski: Nasza grupa artystyczna to była licealna potrzeba obcowania ze sztuką i tworzenia ciekawych muzycznych projektów w małym mieście. Zbieranina wielu zdolnych wokalistów, którzy dzięki mojej determinacji mogli pokazywać się szerszej publiczności. Dziś każdy z jej członków robi duże rzeczy w przestrzeni ogólnopolskiej, wszyscy wyjechali z Rzeszowa i spełniają się w różnych ciekawych projektach.

Arkadiusz Kałucki: Spektakl „Cohen-Nohavica” w reżyserii Mariana Opani to ogromne wyzwanie dla nie jednego aktora. Grasz w tym przedstawieniu…kogo? I proszę opowiedz historię jak trafiłeś do Teatru?

Arek Kłusowski: Marian Opania zobaczył mnie w telewizji i zaproponował udział w spektaklu, akurat dobrze się złożyło bo w tym czasie byłem w zawodowej przepaści i gdyby nie to, pewnie wyjechałbym już za granicę. Udowodniłem, że nie jestem rządnym sławy chłopcem z talent show, tylko myślącą istotą wykonującą poważny repertuar w doborowym towarzystwie m.in. Piotra Machalicy. Uwielbiam przełamywać stereotypy. W naszym przedstawieniu dubluje się z wybitnym Marcinem Januszkiewiczem, którego podziwiam od lat i grom zaszczytu, którego dostąpiłem bardzo mnie podbudował. Moim kolejnym marzeniem jest zaśpiewanie w Operze. Jestem kontratenorem, więc mógłbym spróbować wycisnąć jakieś wymagające arie. Musze to zrobić.

02a.Arek Kłusowski foto Dawid Klepadło

Arek Kłusowski fot.Dawid Klepadło

Arkadiusz Kałucki: Zastanawiam się kiedy masz czas na życie prywatne(śmiech), bo bardzo intensywnie żyjesz. A moje kolejne pytanie dotyczy przedstawienia muzycznego „Tribute to Anna Jantar” wystawianego w warszawskim Teatrze Capitol. Dodam, że jedną z wokalistek, którą możemy spotkać i usłyszeć jest Małgorzata Nakonieczna z zespołu Soulove. Proszę o pełną wypowiedź jak doszło do realizacji tego pomysłu? Kto jeszcze oprócz Was występuje?

Arek Kłusowski: Ja nie chce mieć innego życia, oprócz sceny. To jest jedyna rzecz dla której żyje, i bez której żyć nie umiem. Tam czuje się bezpiecznie i mogę być sobą. Jestem uzależniony od tworzenia muzyki i koncertowania, to jest moja misja i ogromna pasja, dla której poświęciłem wszystko i bardzo walczyłem o to, żeby móc to robić. Pomysł powstał z chęci obcowania ze swoimi przyjaciółmi na scenie. Lubimy się, spędzamy ze sobą dużo czasu, poznaliśmy się w programie telewizyjnym i tak zażarło, że staliśmy się paczką. To w dzisiejszych czasach bardzo rzadkie. Projekt bardzo ewoluował w czasie i stał się już koncepcyjnym cyklicznym muzycznym show. Z każdego kolejnego występu analizuje wszystko i staram się udoskonalać go pod każdym względem. Na scenie możemy zobaczyć przekrój różnych osobowości i stylów muzycznych, których łączy ogromna miłość do muzyki. Raczej staram się dobierać sobie myślących wrażliwych współpracowników, w kwestiach organizacyjnych jestem bardzo apodyktyczny i ludzie bez dystansu raczej nie złapią ze mną przelotu.

Arkadiusz Kałucki: Jak opisałbyś moment, w którym aktualnie się znajdujesz jako artysta?

Arek Kłusowski: Ja nie wiem jaki to moment artystyczny, ale jako człowiek odzyskałem dawną energię i siłę, której brakowało mi przez ostatnie lata. Coraz częściej bywam szczęśliwy, zacząłem w siebie wierzyć i nie przejmuje się głupotami. Mam świetnych managerów Kasie i Łukasza, którzy we mnie wierzą i wspierają mnie, czuje się potrzebny. Jak całe życie ktoś Ci wmawia, ze jesteś do niczego to ciężko o zdrowy balans pomiędzy rzeczywistością a wyobrażeniem.

Arkadiusz Kałucki: Twoje dwa teledyski „Na Niby” oraz „To już za nami” są do obejrzenia w formie filmu „panoramicznego”. Ta metoda bardzo popularna w kinie przez blisko dwie dekady XX wieku(od połowy lat 50-tych do końca lat 70-tych). Czy X Muza jest w przyszłości Twoim kolejnym obszarem, który chciałbyś eksplorować, a realizacja teledysków jest pierwszym krokiem?

Arek Kłusowski: Inspiracje się zmieniają od bodźców, które otrzymuje. Może to też kwestia otoczenia. Mam już pomysł na kolejną płytę, ale finalnie chciałbym śpiewać soulowe rzeczy. Chciałbym wydać tomik poezji, książkę, wystawić musical, zaśpiewać w operze i zejść ze sceny, kiedy będę widzieć, że to nie ta jakość. Gdy będę już zarabiać dobre pieniądze to zainwestuje w takie clipy, które będą tworzyły nową jakość wizualną, na razie robimy wszystko własnym sumptem.

03.Arek Kłusowki i Marian Opania

Arek Kłusowski(z lewej), Marian Opania(z prawej) fot.Dawid Klepadło

Arkadiusz Kałucki: Kiedy spotkaliśmy się blisko rok temu trwały prace nad Twoją płytą. Jak dziś wygląda sytuacja w tej materii? Ukończona? Ostatnie poprawki? Możesz powiedzieć coś o terminie premiery?

Arek Kłusowski: Płyta skończona, niebawem premiera. Trochę to trwało, ale jestem z niej dumny.

Arkadiusz Kałucki: Na zakończenie naszego spotkania proszę powiedz jak przygotowania do występu w Opolu? Wystąpisz podczas Festiwalu Polskiej Piosenki w konkursie Debiutów z piosenką „To już za nami”. Trema jest? Bo przesłanie w tekście też jest ważne.

Arek Kłusowski: Ja się w ogóle nie przygotowuje, jadę tam jak na normalny koncert, daje 200 procent normy. Każda moja piosenka ma ważne przesłanie, ale nie nakręcam się tym. Robię swoje i do domu!:)

Arkadiusz Kałucki: Bardzo dziękuję za spotkanie i trzymam kciuki za występ w tak ważnym miejscu dla polskiej piosenki 🙂

Arek Kłusowki: Również bardzo dziękuję 🙂

De Mono – Tomasz Korpanty – wywiad 28.08.2017 r.

01.17.08.2017 De Mono i Ja 1

De Mono – Tomasz Korpanty(w środku), Marek Kościkiewicz(z prawej), no a moi wiadomo 🙂 fot.AK

Jak ten czas szybko mija 🙂 Już 30 lat na scenie działa zespół De Mono, którego założycielem i pomysłodawcą jest Marek Kościkiewicz. Nowym wokalistą kultowego zespołu jest Tomasz Korpanty. Z Tomkiem Korpantym poznaliśmy się w lutym 1999 r. kiedy do życia powołany został duet Sigma. Kolejne losy jego muzycznej kariery poznacie w poniższym wywiadzie, bo Tomek jest bardzo rozmownym człowiekiem 🙂 Ale nasze spotkanie jest niejako kontynuacją tego o czym rozmawiałem w czerwcowej audycji „Warto Posłuchać” (POP Radio 92,8 FM oraz Radio Płońsk 93,6 FM) z Markiem Kościkiewiczem. Jesienią ukazuje się nowa płyta De Mono. Nie mogłem sobie odmówić wymiany kilku zdań i pytań z wokalistą grupy na temat ich nowego materiału muzycznego:)

 

Arkadiusz Kałucki: Zanim porozmawiamy o De Mono, chciałbym Ciebie poprosić o nakreślenie swojej kariery muzycznej przed dołączeniem do zespołu. Tylko nie mów, że byłeś bliski zmiany zawodu bo nie uwierzę 🙂

Tomasz Korpanty: Spodziewałem się tego pytania, które dla każdego muzyka jest pytaniem bardzo otwartym, trudnym do sprecyzowania ale postaram się przybliżyć, co działo się ze mną, zanim dołączyłem do zespołu De Mono. Nie pochodzę z rodziny muzycznej, chociaż mój tata muzykował trochę jako perkusista ale nie osiągnął on sukcesu w tej dziedzinie. Już jako dziecko zainteresowałem się muzyką, instrumentami, dźwiękiem i harmonią ale wówczas jeszcze nie miałem tej świadomości jak wyrażać siebie poprzez tą dziedzinę artystyczną. Nie sądziłem też, że stanie się ona moja pasją, towarzyszką życia oraz pracą zawodową.

Jako nastolatek grywałem w zespołach, z którymi jeździłem na festiwale muzyczne, próby robiliśmy najczęściej w domach kultury, były to czasy szkoły średniej, muzyka była wtedy bardzo spontaniczna i te lata wspominam bardzo dobrze. Z zespołem FRESH na przykład zagraliśmy na profesjonalnej scenie w Krakowie podczas MALBORO ROCKING, a także nagraliśmy pierwszą „demówkę” z autorskimi piosenkami.

Jednocześnie, a wynikało to chyba z rodzinnych tradycji uprawiałem piłkę nożną w Stali Mielec i nawet udało mi się strzelić kilka bramek 🙂 To bardzo fajny okres mojego życia, edukacja w szkole sportowej, wyjazdy na obozy sportowe, do tej pory spotykam się od czasu do czasu z kolegami aby „haratnąć w gałę” 🙂

No ale idźmy dalej z tą moją biografią :)….

Pod koniec lat 90 –tych podjąłem męską decyzję, spróbuję swoich sił w telewizji. Nie z pobudek, nie po to by wylansować się ale z powodu czystej ciekawości tego świata. Wystąpiłem w jednym z popularnych talent show emitowanym przez telewizję TVN – „Twoja droga do gwiazd”. To był chyba pierwszy taki program w Polsce, prowadził go Krzysztof Ibisz.  Dotarłem do finału całej serii, a w odcinku finałowym zaśpiewałem, o ile się nie mylę piosenkę „If You don’t know me by now” z repertuaru zespołu Simply Red. Biorąc udział w tym programie pierwszy raz poczułem światła i kamery oraz tremę.

Jakiś czas później zatelefonował do mnie Paweł Marciniak z zespołu Varius Manx z zapytaniem czy nie przyjechałbym do Łodzi na przesłuchania. Opowiedział mi po krótce, że bardzo mu się spodobał mój występ w telewizji, że szykują płytę i że szukają wokalisty, który zaśpiewałby na niej.

Moja decyzja o przyjeździe do Łodzi była chyba przełomową w moim życiu, bo tak naprawdę od tego momentu rozpoczęła się moja przygoda z muzyką. Po przesłuchaniach w studio chłopaki z Varius Manx zgodnie uznali, że mój głos pasuje do konwencji muzyki, klimatu muzycznego i podjęliśmy decyzję, że nagrywamy płytę.

Moje zetknięcie się z profesjonalnym studiem, zawodowymi muzykami oraz z show biznesem było dla mnie bardzo ważnym i inspirującym doświadczeniem. Efektem naszej pracy powstała płyta „Emphasis” a zespół złożony z nuzyków Varius Manx nosił nazwę SIGMA. Rozpoczęliśmy promocję płyty, nagraliśmy teledysk promujący to wydawnictwo i zagraliśmy kilka koncertów. Jednocześnie zespół Varius Manx funkcjonował normalnie, śpiewała w nim w tym czasie Kasia Stankiewicz.

I staje się rzecz niespodziewana, los szykuje mi kolejną niespodziankę, dostaję propozycję wyjazdu do USA i Kanady z Varius Manx jako gitarzysta akustyczny. Spędziliśmy za oceanem prawie miesiąc grając dla amerykańskiej i kanadyjskiej Polonii, zwiedzając jednocześnie tak fascynujący i zróżnicowany kontynent jakim jest Ameryka Północna.

Po powrocie z Ameryki zespół SIGMA zawiesił działalność a ja wróciłem do swojego rodzinnego miasta Mielca. Nie ukrywam, że poczułem wówczas dość przykry „upadek z konia”.

Uświadomiłem sobie wówczas, że to był tylko pewien etap mojego życia artystycznego i że po drodze do dnia dzisiejszego czekać mnie będą jeszcze różne wzloty, upadki, sukcesy oraz porażki.

„Najlepsze kasztany rosną na Placu Pigalle 😉 Tak rzeczywiście potwierdzam, bo jakiś czas później wyjechałem w poszukiwaniu życia do Paryża, gdzie mieszka moje rodzeństwo i tam przeżyłem bardzo burzliwe i pełne nostalgii życie na emigracji. Tam poznałem zupełnie przypadkowo gitarzystę Darka Eskanowa, znanego starszej publiczności z pierwszych koncertów m.in. z Krystyną Prońko. Spotykałem się z nim żeby pomuzykować, on mieszkał w Paryżu już bardzo długo, znał to miasto, znał jego specyfikę.

Jednocześnie czułem, że życie we Francji nie jest moim celem i zdecydowałem się wrócić do Polski, gdzie rozpocząłem edukację w Akademii Muzycznej w Katowicach na Wydziale Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w klasie Pani Profesor Renaty Danel. To była bardzo dobra decyzja, ponieważ, zarówno studiom jak i samej Pani Profesor zawdzięczam to, że uprawiam dziś zawód muzyka.

W moim życiu to przede wszystkim ludzie, których spotykałem na swojej drodze byli i są dla mnie najważniejsi i inspirują mnie do tego żeby podążać ścieżką muzyczną. Takim też człowiekiem jest Prof. Renata Danel, której zawdzięczam bardzo wiele. Studiując w Katowicach mieszkałem wtedy w Krakowie, gdzie pracowałem i grałem. To tam miałem okazję współtworzyć zespół GARDEN PARTY, którego założycielką była Dominika Kurdziel. Graliśmy głównie w krakowskich klubach muzycznych, w repertuarze mieliśmy zarówno utwory autorskie Dominiki ale również sporo coverów. Z zespołem GARDEN PARTY pojechaliśmy zagrać koncert do Moskwy dla Polskiej Ambasady. Był to fantastyczny wyjazd, miałem okazję pozwiedzać rosyjską metropolię i pooddychać trochę moskiewskim powietrzem. To był niezwykle inspirując wyjazd a wrażenia pozostają do dziś.

Z Dominiką Kurdziel przyszło mi się spotkać jeszcze raz, kiedy to zadzwonił do mnie Łukasz Kowalski, kierownik muzyczny Andrzeja Piasecznego z propozycją zasilenia przeze mnie zespołu „PIASKA” w charakterze chórzysty. Tym razem już zupełnie w innej roli rozpocząłem nowy etap swojego życia grając przez trzy lata w tym zespole. To tam nabrałem większego doświadczenia na scenie, poznałem trudy długiej trasy koncertowej, a także miałem okazję śpiewać na dużych koncertach plenerowych oraz największych festiwalach muzycznych w naszym kraju m.in w Opolu i Sopocie.

Postanowiłem odejść z zespołu Andrzeja Piasecznego, ponieważ uznałem, że to już czas abym zajął się swoją twórczością.

W międzyczasie w 2007 r. nagrałem anglojęzyczną płytę z zespołem BE FREE, którego współzałożycielem był Paweł Pasieka. To wydawnictwo realizowane było, przez Firmę Rossmann, która uruchomiła wtedy akcję promocyjną pt: „Pierwsza płyta”. Nagraliśmy całkiem fajny materiał i z zespołem BE FREE zagraliśmy tu i tam sporo koncertów.

Kolejnym etapem i zarazem wyzwaniem był mój udział w Super Debiutach z Marylą Rodowicz w debiutach na festiwalu w Opolu. Wystąpiłem na Festiwalu w Opolu wykonując utwór „Łatwopalni” do tekstu Jacka Cygana a towarzyszył mi zespół Maryli Rodowicz. Mam z tym wydarzeniem bardzo dobre wspomnienia.

W 2013 r. przyszedł czas na realizację mojego kolejnego przedsięwzięcia – mojej solowej, polskojęzycznej płyty. Podpisałem kontrakt z firmą fonograficzną MJM Music i przystąpiłem do nagrań. Mając w swoich zasobach sporo piosenek i tekstów, które sam skomponowałem i napisałem chciałem aby ujrzały one światło dzienne i pragnąłem konfrontacji mojej twórczości z publicznością. Los sprawił, że producentem tego wydawnictwa był Wiesław Pieregorólka, który pomógł mi nagrać i z interpretować piosenki. To fantastyczny człowiek, oraz bardzo dobry muzyk i aranżer i to przede wszystkim jemu zawdzięczam, że sfinalizowałem naszą wspólną pracą nad albumem płytą : Taki jestem” . Tak jak już wcześniej wspomniałem to ludzie, których spotykałem na swojej drodze byli dla mnie inspiracją i wsparciem. Tak też było w przypadku Wiesława Pieregorólki.

Odpowiadając na Twoje pytanie dotyczące mojej kariery muzycznej warto też wspomnieć, że brałem i biorę udział w wielu projektach komercyjnych z racji głosu jako mojego narzędzia pracy. Tu można wymienić m.in. udział w programach „Szymon Majewski Show”, „Hity Dekady” kabaretonie „Kraj się śmieje” oraz śpiewając na ścieżce dźwiękowej do filmu „Kochaj i tańcz” piosenkę „Cross for love”. Do tej pory współpracuję ze studiem produkcyjnym Nieustraszeni Łowcy Dźwięków” gdzie udzielam swojego głosu w nagraniach dla polskich rozgłośni radiowych.

Od 10 lat mieszkam na Lubelszczyźnie, gdzie również pracuję i tu udało mi się zrealizować kilka fajnych pomysłów. Zająłem się organizacja koncertów m.in. wymyśliłem i zrealizowałem dwie edycje koncertu charytatywnego „Kolęda dla każdego”. Ideą tego przedsięwzięcia byłą chęć niesienia pomocy ludziom potrzebującym. Pierwsza edycja była zorganizowana w mniejszym , bardziej kameralnym wymiarze, natomiast druga była już nie lada wyzwaniem. Zarówno w pierwszym jak i w drugim przypadku koncerty były w okresie Święta Trzech Króli z tym jednak wyjątkiem, że druga edycja „Kolędy dla Każdego” poprzedzona była nagraniem płyty z kolędami i pastorałkami z udziałem Artystów, którzy zaśpiewali te nagrane wcześniej utwory już podczas samego koncertu, który miał miejsce w Radio Lublin.

Już w roli producenta i wydawcy nabrałem dzięki temu przedsięwzięciu kolejnego doświadczenia w branży muzycznej. To wydawnictwo nie jest komercyjne i nie można tej płyty kupić.

Dwa lata temu miałem również okazję uczestniczyć przy realizacji programu muzycznego, emitowanego i realizowanego przez TVP LUBLIN pt: „Przestrzeń dźwiękowa”. Formuła tego programu była taka, że staraliśmy się promować Artystów, zespoły z Lubelszczyzny poprzez wywiady, pokazywanie ich teledysków. Program ukazywał się przez dwa lata w lubelskiej telewizji co czwartek. Byłem tam współautorem i współprowadzącym. To ciekawe doświadczenie kiedy przez chwilę można popatrzeć na show biznes z drugiej strony obiektywu.

Warto przy okazji mojej historii wspomnieć o wydawnictwie „Góry są bo są” z tego roku. To trzypiosenkowa Epka o tematyce sportu, pasji do gór, miłości i wierze we własne siły. Teksty do tych trzech piosenek napisał lubelski Bart Jan Kondrak a muzykę skomponowałem ja. To wydawnictwo można znaleźć w sprzedaży internetowej. Jestem jego producentem oraz wydawcą. Od 10 lat jestem w bardzo udanym i pełnym miłości związku i to także Ania oraz jej pasja jaką są góry spowodowała, że nagrałem te piosenki.

W Lublinie pracuję obecnie w Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej jako nauczyciel śpiewu i muszę powiedzieć, że to bardzo inspirująca praca. Młodzi ludzie, z którymi prowadzę zajęcia oraz ich sukcesy i rozwój to największa satysfakcja w tym zawodzie.

A teraz przyszedł czas na DE MONO 🙂

02.17.08.2017 Tomasz Korpanty(De Mono) i Ja 2

Tomasz Korpanty wokalista De Mono fot.AK

Arkadiusz Kałucki: Kiedy i w jakich okolicznościach zapadła decyzja, że stajesz się ważnym ogniwem grupy De Mono?

Tomasz Korpanty: Któregoś dnia, na początku tego roku zatelefonował do mnie menadżer DE MONO Jarek Paprocki z propozycją spotkania w Warszawie z Markiem Kościkiewiczem. Byłem wtedy na wakacjach na Jamajce, trochę w innych szerokościach geograficznych i z początku myślałem, że upał oraz muzyka Boba Marleja mocno uderzyła mi do głowy ale nie, nie przesłyszałem się, chodziło o tego Marka Kościkiewicza 🙂
Po powrocie z wakacji pojechałem do Warszawy na to spotkanie, pełen ciekawości i ze świadomością, że nie będzie to tylko kurtuazyjne spotkanie ale że będzie chodziło o coś więcej…

Zaproszono mnie ponieważ zespół DE MONO miał w swoich planach nagranie nowej płyty oraz szukał wokalisty do zespołu. Marek puścił mi swoje nowe piosenki w wersjach demo, dużo tez rozmawialiśmy o muzyce, historii DE MONO, o naszych wspólnych inspiracjach ale też trochę pośpiewaliśmy.

I tak się zaczęło. Wspólnie podjęliśmy decyzję, że zasilę szeregi tej jednej z najbardziej popularnej i kultowej grupy.

Arkadiusz Kałucki: Na przebojach De Mono już kilka pokoleń się wychowało. Dołączając do zespołu jako wokalista traktujesz to jako spełnienie marzeń czy może jako niesamowite wyzwanie zawodowe, które pozwoli Tobie wejść na jeszcze wyższy poziom artystyczny?

Tomasz Korpanty: Pamiętam, że jako nastolatek słuchałem dużo polskiej muzyki, były to lata 90 – te, czas kiedy polska muzyka była bardziej prawdziwa, przekonywująca i kompozytorzy przykładali więcej uwagi na jakość piosenek, tekst i melodię. Oczywiście teraz też jest sporo muzyki dobrej ale nie wszystko jestem w stanie zaakceptować.

Moją uwagę w owym czasie przykuło uwagę kilka piosenek DE MONO m.in.: „Statki na niebie” i „Znów jesteś ze mną”. Przede wszystkim tekst, melodia i oraz brzmienie samej muzyki jakby wyjęte z kultury anglosaskiej. Oczywiście nie miałem wtedy żadnych przeczuć, że kiedyś przyjdzie mi się kiedyś zmierzyć z tym repertuarem na scenie.

W DE MONO śpiewam od marca tego roku i muszę powiedzieć, że moje życie artystyczne i muzyczne wskoczyło na bardzo wysokie obroty. Po pierwsze jest duże wyzwanie, że będę śpiewał stare i doskonale znane publiczności przeboje zespołu na koncertach. Po drugie praca nad nową płytą z piosenkami i tekstami Marka Kościkiewicza to dla mnie ogromny skok w stronę esencji muzyki. Po trzecie jest to moje spełnienie marzeń.

Ja lubię wyzwania i mam nadzieję, że i tym razem będzie to dla mnie coś wyjątkowego.

03.Demono_04381maly

De Mono fot. Maciej Cioch

Arkadiusz Kałucki: Kiedy kilkanaście tygodni temu rozmawiałem w audycji z Markiem Kościkiewiczem o 30-leciu zespołu, to był niezwykle radosny, uśmiechnięty i bardzo nakręcony pracą w studiu nad nowym materiałem muzycznym. A jak Ty wspominasz sesję w studiu? Bardziej towarzyszyła Tobie trema – w końcu to De Mono, czy pełne skupienie i wyciszenie?

Tomasz Korpanty: Nad piosenkami pracowaliśmy od kwietnia, głównie nagrywaliśmy partie wokalne u Marka w domu. To bardzo fajna metoda pracy, ponieważ można wytworzyć podczas nagrań inną atmosferę niż w studio. Co ciekawe, garderoba, którą Marek zaadoptował do nagrań doskonale się do tego nadaje chociażby w sensie akustyki. W międzyczasie miałem okazje poznać wszystkich członków DE MONO: Wojtka Wójcickiego, Dariusza Krupicza, Łukasza Przesmyckiego, Roberta Chojnackiego ponieważ równolegle z pracą nad nowym albumem, graliśmy próby i koncerty z DE MONO. To bardzo zgrany zespół, który zna się od lat, wspólnie zagrali setki koncertów, przeżyli ze sobą wiele chwil i to bardzo duża satysfakcja móc z nimi pracować i tworzyć.
Piosenki, które znajdą się na płycie to w większości kompozycje Marka Kościkiewicza. Jedna piosenka będzie Wojciecha Wójcickiego, który z resztą bardzo mi pomógł podczas nagrań. Chłopaki postawili mi bardzo wysoką poprzeczkę i jeśli mówią, że jest „OK” to znaczy że chyba podołałem wyzwaniu. Okazało się również, że mamy wspólne inspiracje muzyczne, słuchaliśmy i słuchamy tej samej muzyki lub podobnej. Wydaje mi się, że płyta „Enter” bo tak się będzie nazywać to taki hołd muzyce świata lat 80, 90. Oczywiście Marek poszedł z duchem czasu i będzie ona nowoczesna, dobarwiona elektroniką i samplami ale same teksty, melodie nawiązują do tych lat a także do charakterystycznego brzmienia i muzyki DE MONO.

Arkadiusz Kałucki: Jakie trzy przeboje z repertuaru De Mono są Tobie najbliższe? I jakbyś krótko uzasadnił swój wybór?

Tomasz Korpanty: Jak już wspomniałem DE MONO pamiętam poprzez „Statki na niebie: oraz „Znów jesteś ze mną” ale grając piosenki na koncertach i biorąc pod uwagę to, że praktycznie każda z nich jest doskonale znana przez publiczność lubię śpiewać je wszystkie. Staram się też zachować nie odbiegać od oryginalnej interpretacji tych przebojów ale dokładam od siebie swoją własną interpretację słów.

Jednocześnie do naszej propozycji koncertowej dołożyliśmy dwie nowe piosenki z płyty, która ukaże się 13 października : „Ty jesteś jutrem” i „Kiedy pada deszcz” i nie będzie to tajemnicą jeśli powiem, że chyba te piosenki są dla mnie najważniejsze ponieważ jestem przy ich tworzeniu.

04.Demono_0159 maly

De Mono fot. Maciej Cioch

Arkadiusz Kałucki: Już jesienią ukazuje się nowa płyta zespołu De Mono. Czego możemy się spodziewać? Masz swój udział w pisaniu tekstów czy wszystkie napisał Marek Kościkiewicz?

Tomasz Korpanty: Płyta „Enter” będzie bardzo spójną opowieścią. Marek tak ułożył piosenki , żeby słuchając całej płyty słuchacz miał wrażenie, że czyta jedną książkę. Będzie kilka dynamicznych utworów z energetycznym pulsem, ale też będzie sentymentalnie. Marek napisał kilka naprawdę pięknych ballad i z wielka przyjemnością śpiewałem je podczas nagrań. Ja bardzo lubię pracować na muzyką i także tym razem przeżyłem niezwykłą podróż. Jeśli chodzi o autorstwo kompozycji to wszystkie teksty napisał Marek Kościkiewicz, dziesięć kompozycji jest jego autorstwa, jedną piosenkę skomponował Wojciech Wójcicki a pomysł na jedną przyniósł basista Łukasz Przesmycki czyli można powiedzieć, że jest współautorską. Nagrałem sporo chórkowych partii wokalnych i dużo moich pomysłów było trafionych.

Teksty traktują nie tylko o miłości, rozstaniu i życiu dwojga ludzi ale też mówią o życiu w korporacji, zawiści, zbyt wygórowanej ambicji. Jeden utwór nawiązuje do życia młodego człowieka, który dopiero wtedy postanawia spotkać się dziewczyną kiedy wyłącza mu się gra komputerowa z powodu braku prądu. To chyba piosenka na czasie 🙂
Oczywiście najtrudniej jest w piosence zinterpretować tekst ale teksty Marka są tak napisane, tak czytelne, że śpiewałem je z dużą świadomością tematu. Przy nagrywaniu wokalu pomagał mi sam Marek ale również Wojciech i to dzięki ich pomocy jestem zadowolony z mojej pracy nad płytą. W październiku będzie premiera tego wydawnictwa i nie mogę się do czekać jaki będzie efekt finalny a tym bardziej jestem ciekaw jak przyjmie tą płytę publiczność, bo to przecież dla niej tworzymy.

Arkadiusz Kałucki: Tomek, na koniec pytanie: Miałeś już chrzest w zespole czy to dopiero przed Tobą? 🙂

Tomasz Korpanty: Hehehehe…. Chrzest ? Myślę, że chrzęstem bojowym jest każdy koncert, oraz praca nad płytą. Właśnie wróciliśmy z trzech koncertów, które zagraliśmy w trzech oddalonych od siebie miejscach : Wrocławiu, Kole i Bobowej. To były trzy zupełnie inne koncerty, inna publiczność i to był prawdziwy chrzest bojowy. Ale tak zupełnie poważnie, naszym najważniejszym i najbliższym chrztem będzie występ podczas Premier w Opolu z piosenką zwiastującą płytą pt: „Ty jesteś jutrem”. Zapraszam do Opola 16 września.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i do zobaczenia na koncertach 🙂

Tomasz Korpanty: Dziękuję za rozmowę 🙂

Albumy Polska cz.4/2017

Wśród albumów polskich artystów w ostatnich kilku miesiącach, postanowiłem wyróżnić mam nadzieję szczęśliwą trzynastkę 🙂 Prawie wszystkie udało mi się zaprezentować w swoim autorskim programie „Warto Posłuchać” 🙂 Ponadto z bardzo wieloma autorami tych krążków przeprowadziłem wywiady np. Dr Misio, Ms.Obsession, Natalia Moskal 🙂 Zwracam uwagę na wyjątkowy album formacji L.Stadt, który jest moim kandydatem do Top 10 Płyt Roku 2017 🙂

 

 

 

01.Patrycja MarkowskaPatrycja Markowska – „Krótka Płyta O Miłości” (Warner Music)

Po 4 latach od ostatniej studyjnej płyty „Alter Ego” oraz dwa lata od koncertowego albumu „Na Żywo”, Patrycja Markowska powraca z nowym przebojowym wydawnictwem zatytułowanym “Krótka płyta o miłości”. To 11 premierowych piosenek, a wśród nich duety z czterema wyjątkowymi artystami: Markiem Dyjakiem, Grzegorzem Skawińskim, Leszkiem Możdżerem oraz Ray’em Wilson’em.

„Ta płyta to moje kolejne spełnione marzenie. Pracowało przy niej wielu świetnych muzyków. Był śmiech, krew, pot i łzy, ale po 24 miesiącach pracy już jest i cieszę się z niej tak, jak cieszyłam się z debiutanckiego albumu” – tak o płycie mówi Patrycja.

“Krótka płyta o miłości”- 11 wyznań, refleksji i doświadczeń zamkniętych w 11 premierowych utworach. Ponadto 2 dodatkowe utwory, które już znamy, czyli przebojowa „Nawigacja”, tym razem w wersji akustycznej oraz nagrany z zespołem Pectus utwór „Między słowami”.

„Wszystkich, którzy kochają, kochali lub czekają na miłość, serdecznie zapraszam do wysłuchania mojego nowego albumu” – mówi Patrycja Markowska

 

 

źródło: Warner Music

02a.SarsaSarsa – „Pióropusze”(Universal Music)

SARSA jest autorką jednego z najgłośniejszych debiutów ostatnich lat, płyty „Zapomnij mi”, która pokryła się platyną. Z niej pochodzi utwór „Naucz mnie”, który zdobył status diamentowej płyty i wspiął się na szczyty list przebojów oraz „Indiana” (złota płyta) i „Zapomnij mi” (platynowa płyta). Nowy album jest dla artystki szczególnie ważny, ponieważ oprócz komponowania muzyki i pisania tekstów, jest także producentem kreatywnym nowej płyty.

„Tytuł nowego albumu jest metaforą emocji, osobistych przeżyć i doświadczeń artystki, które towarzyszyły jej podczas pracy nad nowymi piosenkami. „Każdy człowiek ma w sobie paletę barw, emocji, reakcji, wrażeń. W efekcie każdy utwór, jak pióro z pióropusza, ma swój kolor, swoje znaczenie, porusza inne struny wrażliwości człowieka” – tłumaczy Sarsa.

Album „Pióropusze” jako pierwsza promowała piosenka „Bronie się”. Nad jej brzmieniem Sarsa pracowała w londyńskim Tileyard Studio, w którym swoje utwory nagrywali wcześniej między innymi Ella Eyre, czy Sigalem. W kompozycji Sarsa łączy brzmienia nowoczesne z oldschoolowymi oraz sięga po instrumenty z różnych muzycznych kultur.

Drugi singiel promujący album to utwór „Volta“, który można usłyszeć w komedii Juliusza Machulskiego o tym samym tytule, którego premiera odbyła się 7 lipca 2017 r.

„Najważniejsze dla mnie to poruszać ludzi. Dlatego moja twórczość jest bardzo różnorodna i dosyć zmanierowana. Lubię, jak jest dziwnie, niestandardowo i nie wprost. Tak by każdy miał swoją przestrzeń do rozumienia moich wyżyć artystycznych” – tak swoją twórczość opisuje artystka, która również zaangażowana jest we wszelkiego rodzaju kampanie społeczne. Jedną z nich jest projekt „PM2.5“ do którego Sarsa napisała utwór „Dust“ .

 

 

źródło: Universal Music

03.MichaB Bajor-okBadka albumuMichał Bajor – „Od Kofty… do Korcza vol. 1” (Sony Music)

„Od Kofty… do Korcza” Vol. 1, dwudziesta pozycja w dorobku nagraniowym Michała Bajora, podsumowuje kilkadziesiąt lat przygody aktora z piosenką. To prawdziwa perła dla sympatyków wybitnego wokalisty.

Prawie 45 lat temu MICHAŁ BAJOR, mając niespełna 16 lat, wystąpił jednocześnie w konkursie festiwalu w Zielonej Górze i jako gość na festiwalu w Sopocie. Nagrania piosenki, śpiewanej przez niego na obu festiwalach, ukazały się wtedy na pocztówce dźwiękowej – pierwszej pozycji w dyskografii artysty. 21 kwietnia ukazała się dwudziesta płyta w jego dorobku – dostępna jest już w sprzedaży w wersji fizycznej i cyfrowej oraz w streamingu.

W jubileuszowym zestawie „Od Kofty… do Korcza” Vol. 1 znalazły się najważniejsze utwory w muzycznym życiu Michała Bojara – te, o których wydanie od lat proszą fani, i do których on sam ma szczególny sentyment. Nagrane i zaaranżowane na nowo, przefiltrowane przez jego dzisiejszą dojrzałość, wrażliwość oraz świadomość emocjonalną i interpretacyjną, mogą z powodzeniem stanowić rodzaj klamry dla artystycznej drogi Bajora.

Materiał został podzielony na dwie części – druga część płyty „Od Kofty… do Korcza” ukaże się nakładem wytwórni Sony Music za pół roku. Dla sympatyków Michała Bajora ten zbiór będzie niewątpliwie wymarzoną i niezastąpioną perłą w całej jego dyskografii.

Album promuje singiel „Chciałbym” – pierwsza piosenka podarowana Michałowi Bajorowi przez Piotra Rubika. Potem skomponował ich dla niego blisko 50! W każdym refrenie padają inicjały “K.I”, co oznacza dla autora tekstu Romana Kołakowskiego skrót od Konstanty Ildefons…Gałczyński. To jedna z piosenek najbardziej lubianych przez publiczność artysty.

 

 

źródło: Sony Music

04.DrMisioDr Misio – „Zmartwychwstaniemy” (Universal Music)

Rockowa załoga pod wodzą Arka Jakubika wiedziała, że na trzeciej płycie musi być rewolucja. I jest. Otworzyli się na nową energię. Na muzykę. Na zupełnie nowe brzmienia. Za muzyczne zmartwychwstanie Dr Misio odpowiedzialny jest Kuba Galiński, młody, wybitnie wszechstronny producent muzyczny. Słychać to na tej płycie. Bez zmian został przekaz. Dalej śpiewają „smutne piosenki o miłości i śmierci” do tekstów Vargi i Świetlickiego. Cyniczne, depresyjne i jak zawsze celne obserwacje współczesnego świata. Tyle, że teraz ten przekaz jest podszyty wyjątkowo dużą dozą inteligentnej ironii. I może częściej niż zwykle wadzą się w swoich piosenkach z Bogiem. Nieprzypadkowo wszak płyta nosi tytuł „Zmartwychwstaniemy”.

 

 

źródło: Universal Music

05.MsObsessionMs.Obsession – „Manekin”(Ep’ka) (Ms.Obsession)

Premiera wydawnictwa „Manekin EP” odbyła się 26 maja 2017 roku w dystrybucji cyfrowej oraz w limitowanej edycji w wersji fizycznej. Cyfrowe wydawnictwo zawiera 4 utwory, natomiast album fizyczny rozszerzony jest o dwie dodatkowe pozycje, jako pełniejsza zapowiedź albumu długogrającego „Manekin”, którego premiera planowana jest na jesień 2017 roku.

„Manekin EP” – promują trzy single: „Help Me” (wydany 8.12.2015), „Ze Mną” (wydany 25.04.2017) oraz „Tabu” (planowana premiera wrzesień 2017). Czwartym utworem na płycie jest Bonus Track pt. „You and I” – piosenka powstała w kolaboracji z producentem Teielte, ukazująca się na jego wydawnictwie winylowym „Magnetic Soul/Magnetic Tree” w nakładzie FASRAT.

Album „Manekin EP” współtworzyło wielu zdolnych producentów polskiej sceny elektronicznej: En2ak, ka-meal, Teielte, WTRDPS czy Dustplastic. Ms. Obsession zajęła się warstwą wokalną, tekstową jak i również producencką (Tabu, Help me). Miks albumu wykonał Rafał Smoleń a mastering Studio Concrete Cut. Oprawa graficzna albumu to zasługa Kornela Nurzyńskiego – NESSER Art.

Album Manekin to wypadkowa nie tylko ciekawych kolaboracji ale również wielu inspiracji zarówno artystycznych jak i życiowych czy społecznych.

Ms. Obsession zafascynowana nurtem surrealizmu, obserwuje jego obecność w codziennym życiu. Przeplatanie się świata onirycznego z realnym, demaskowanie absurdów zakorzenionych w społeczeństwie w połączeniu z nowatorską i działającą na wyobraźnię produkcją muzyczną – to właśnie przepis na Manekina. Album zabiera słuchacza w iluzoryczny świat o zróżnicowanej energii, pełen odsłon i kolorytów zarówno w warstwie muzycznej, wokalnej jak i tekstowej.

Longplay „Manekin” uzupełniony zostanie o autorski komentarz do każdej z piosenek.

 

 

źródło: Ms.Obsession

06.PatrycjaZarychtafrontPatrycja Zarychta – „Szczęście” (Agencja Muzyczna Polskiego Radia)

Patrycja Zarychta to wokalistka, kompozytorka i autorka tekstów, absolwentka Akademii Muzycznej w Katowicach na Wydziale Jazzu i Muzyki Estradowej, specjalność wokalistyka jazzowa. Współpracowała m.in. z Wojtkiem Pilichowskim, Michałem Wierbą, Piotrem Żaczkiem, Arkiem Skolikiem. Na swoim koncie ma wiele nagród na konkursach i festiwalach ogólnopolskich. Debiutancki album „Szczęście” jest o dorastaniu i poznawaniu siebie, o zgłębianiu różnych zakamarków własnej duszy. O zmaganiach ze światem, o tym, że zawsze trzeba być sobą i co najważniejsze – trzeba pokochać siebie. Jej utwory w warstwie tekstowej to wypadkowa przeżyć zbieranych przez lata, swoista podróż po meandrach naszej podświadomości, a muzycznie – przekraczanie granic, nie tylko terytorialnych. Artystka stara się, aby muzyka wykonywana przez nią była jak najbardziej naturalna, prawdziwa i szczera. Jako bonusy na albumie znalazły się fragmenty koncertu z legendarnego Studia Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej z 10 lipca 2016 roku, w ramach Warsaw Summer Jazz Days 2017. Album promowały utwory „Slowly” oraz „Kobieta (Paris Groove)” z udziałem Michała Urbaniaka.

 

 

źródło: Agencja Muzyczna Polskiego Radia

07a.Grzegorz Hyży - Momenty - okBadka pBytyGrzegorz Hyży – „Momenty” (Sony Music)

Długo wyczekiwany album „Momenty” to w karierze Grzegorza Hyżego moment szczególny. Otwiera bowiem nowy etap, naznaczony o wiele większą świadomością stylu i artystyczną ambicją. Chyba nieprzypadkowo płyta ukazuje się w okolicy trzydziestych urodzin artysty. „Trójka z przodu” zobowiązuje do większej dojrzałości i dokładnie takie wrażenie sprawia ten premierowy materiał. Kilkaset koncertów zagranych przez ostatnie trzy lata przełożyło się na większą pewność siebie, którą słychać w każdym zaśpiewanym przez wokalistę dźwięku.

Muzycznie „Momenty” to mądry i szlachetny flirt dwóch światów – mainstreamowego rocka i krainy nowoczesnego indie. Dzięki temu nowe piosenki zachwycą starszych fanów Hyżego, ale znajdą tu coś dla siebie także fani muzyki alternatywnej. Dotychczasowe skojarzenia z twórczością formacji Coldplay nadal są aktualne, ale spektrum odniesień zostało poszerzone o zupełnie nowe horyzonty. Wśród inspiracji Grzegorz (współkompozytor wszystkich utworów) wymienia m.in. takich wykonawców, jak Arctic Monkeys, London Grammar, Banners, Kings of Leon, Tom Odell czy Kensington. Nad jakością nagrań czuwał istny „dream team” krajowej sceny – producent Bogdan Kondracki i doborowa stawka muzyków z Danielem Walczakiem, Leszkiem Mateckim czy Michałem „Foxem” Królem na czele. Całość zarejestrowano w renomowanym studiu Custom34 w Gdańsku.

Hyży ewoluował też w warstwie lirycznej. Śpiewa o ważniejszych sprawach, a teksty są integralną częścią pełnego komunikatu. Sam rzut oka na tytuły nie pozostawia wątpliwości. Grzegorz nie jest już „zagadką”, nie prosi „naucz mnie” i ewidentnie nie pojawił się tu „na chwilę”. Rozumie za to, że „jutro jest dziś” i „to jeszcze nie koniec”, a przed nim długa „droga” i cały „ocean” przygód i wrażeń. Najważniejsze jednak, że realizacja artystycznych zamiarów nie stoi tu w sprzeczności z przebojowością.
Grzegorz nie zapomniał o hitach – wystarczy tylko raz posłuchać chwytliwych refrenów „Pod wiatr” czy „O pani!” by później mimowolnie nucić je „noc i dzień”.

 

 

źródło: Sony Music

08.YoungStadiumClubYoung Stadium Club – „Everything Everyone Everywhere” (Universal Music)

W skład zespołu wchodzą cztery osoby: Dominik, Janek, Krzysiek oraz Filip Zespół odpowiedzialny jest zarówno za warstwę tekstową, muzyczną jak i produkcyjną w swoich utworach. Swój początek datują na maj 2013 roku i mimo krótkiego stażu, grupa już zdążyła zdobyć duże uznanie zarówno wśród fanów, jak również mediów polskich i zagranicznych.

Niezwykle pochlebne recenzje ich twórczości pojawiły się już wśród dziennikarzy z Anglii, Włoch, Hiszpanii, a nawet USA. Zapytani o inspiracje bez wahania wymieniają największe gwiazdy indie rocka: Bombay Bicycle Club, Two Door Cinema Club, Foster the People czy Foals. Choć wszystkie te wpływy można usłyszeć w twórczości Young Stadium Club, zespołowi udaje się zachować swój własny, oryginalny styl, który w połączeniu z wyjątkowym wokalem i profesjonalizmem grupy, tworzy unikalną i dotąd niespotykaną na polskiej scenie muzykę, która bez wątpienia ma wszelkie predyspozycje do konkurowania z zagranicznymi gigantami tego gatunku.

W 2016 roku zespół zagościł na scenie festiwalu Enea Spring Break w Poznaniu, festiwalu H&M Loves Music w Warszawie, swoją moc pokazali również występując jako support przed brytyjskim zespołem The Vamps, a pod koniec roku rozgrzali publiczność przed koncertem Nothing But Thieves w Warszawie! Zespół YSC ma na swoim koncie współpracę m.in. z takimi muzykami i producentami jak Steve Manovski (Sigala, John Newman), Paul Whalley (Snarky Puppy, Mumford and Sons), Reece Pullinger (David Guetta), Bright Sparks (Tiesto), Danny Shah ( Nicky Romero, The Vamps).

 

 

źródło: Universal Music

09.Ryba and the WitchesRyba and the Witches – „Spell” (Agencja Muzyczna Polskiego Radia)

Ryba and The Witches, rockowi wiedźmiarze z Wielkopolski, po trzech latach od ciepło przyjętego debiutu, powracają z nowym albumem. Płyta „Spell” ukaże się już pod koniec kwietnia, a zapowiadać ją będzie singiel „Ginny”

Album zawiera dwanaście rockowych kompozycji, których niecodzienna, nowoczesna mieszanka mocnych gitar, wyważonej perkusji i wysmakowanej elektroniki, nawiązuje klimatem do chłodnej fali rocka lat 90-tych. Efektowne aranżacje muzyczne i magiczną energię tej płyty dopełnia bardzo charakterystyczny i zmysłowy wokal Muchy.
To album pełen miłosnej emocji, energii i rockowej nostalgii.

Jeden z wyjątkowych fanów zespołu wziął udział w wiedźmiarskich czarach… i tak właśnie Tomek Organek wystąpił w dwóch kompozycjach: „Chains” i „Spell It”. Jest jeszcze czarodziejski wokal młodziutkiej Maji Bo, w utworze „Saturday”.

RYBA AND THE WITCHES – ta poznańska grupa z dziwną nazwą zdążyła już lekko namieszać tu i ówdzie.

Muzyka wiedźm to moc rocka z taneczną lekkością gdzie charyzmatyczny wokal ujmuje tajemnicą. Trzon bandu to Ryba i Mucha. Ryba to perkusista Piotr Rybicki, trochę wiedźmin, trochę szaman. To on nadaje rytm zespołowi, także poza sceną. Bartosz Muszyński – Mucha na wokalu. Czarodziej. Artysta malarz, muzyk, autor tekstów.
Teksty Muchy są jak jego malarstwo. Opowiada obrazami, które sam maluje. Dotyka wrażliwych stron życia: miłości, samotności, przyjaźni. Wokal Muchy niektórzy porównują do legend takich jak Nick Cave czy Till Lindemann z Rammstein. W utworach RATW doszukać się można brzmień Depeche Mode, The Mission czy The Sisters Of Mercy.

Charakterystyczny głos Muchy w połączeniu z jego tekstami pobudza wyobraźnie słuchacza, co razem z mocnym brzmieniem gitarowym Kuby i solidną perkusją Ryby zapewnia niezapomniany i wyjątkowy odbiór.

W maju 2014 ukazał się debiutancki album „Ryba and The Witches” składający się z 2 płyt: CD (10 utworów + bonus) i DVD (koncert zarejestrowany w studiu im. Krzysztofa Komedy, Polskie Radio „MERKURY” – Poznań)

Muzycy promując swój album zagrali m.in. na Spring Break Festival, Malta Festival 2014, Jarocin Festiwal 2014, Nowe Męskie Granie 2014. Otwierali koncert legendy muzyki progresywnej – Fisha w poznańskim Eskulapie.

W radiowej Trójce zagrali koncert w ramach OFFSESJII Piotra Stelmacha.

Zagrali też doskonale przyjęte koncerty w Kolonii i Berlinie, dokąd wracają na ponowne zaproszenie organizatorów z Niemiec.

 

źródło: Agencja Muzyczna Polskiego Radia

10.LStadtL.Stadt – „L.Story” (Mystic Prod.)

Nowy album L.Stadt to 8 utworów, skomponowanych do tekstów Konrada Dworakowskiego. To pierwsza w pełni polskojęzyczna płyta zespołu, który powraca z nowym materiałem po ponad 3 letniej przerwie.

„L.Story” to materiał zaskakujący i różnorodny. Po doświadczeniach z różnymi odmianami alt – rocka, surf i country, zespół sięgnął po nowe dla siebie środki wyrazu. Na płycie pojawia się m.in. łódzki Wielki Chór Młodej Chorei, a eklektyzm materiału spaja tematyka tekstów Konrada Dworakowskiego.

„Ta płyta powstawała w trudnym dla mnie momencie”– mówi lider L.Stadt, Łukasz Lach. „Na moich oczach gasła najbliższa mi osoba, i odbicie tego czasu znajdowałem w tekstach Konrada. Patrzyłem na moje miasto, które dumnie trwało w czasie kiedy mój osobisty świat kruszał. I choć to płyta o przemijaniu, dla mnie ważniejszy był aspekt odnajdywania siły właśnie w artefaktach przeszłości, które mieszały się z płynną i nieuchwytną rzeczywistością”.

Współpraca L.Stadt i Dworakowskiego rozpoczęła się w kwietniu 2016 roku z inicjatywy łódzkiego Teatru Pinokio. Z początku jednorazowy projekt – wykonanie piosenek wspólnie z Chórem Chorei w ramach Koalicji Miast dla Europejskiej Stolicy Kultury we Wrocławiu – przerodził się jednak w „L.Story”.

„To dla mnie materiał ważny osobiście, ale czuję w nim wiele uniwersalnych treści” – mówi Lach. „Widziałem we Wrocławiu jak mocno działa na publiczność . Weszliśmy z materiałem do studia i powstała z tego barwna płyta. Te piosenki są inne od tego co robiliśmy wcześniej, a o to mi zawsze chodziło. Nie powtarzać się, i na każdej płycie pokazywać L.Stadt z nieznanej dotąd strony”.

Materiał w dużej części zarejestrowano w studio Henryka Debicha w Radiu Łódź, pod okiem realizatora Kamila Bobrukiewicza. Za miksy, jak przy poprzedniej płycie L.Stadt, odpowiadają Cyrille Champagne oraz Sean Beresford. Na okładce płyty wykorzystano collage Laury Paweli „Past Present Continous” z 2010 roku, a projektem graficznym zajął się Kuba „Hakobo” Stępień.

 

 

źródło: Mystic Prod.

11.SalkSalk – „Matronika” (Nextpop)

SALK (Selkie And the Lighthouse Keepers) to zespół utworzony w Krakowie przez trzech muzyków i poetę. Nazwa powstała na bazie inspiracji animacją „Song of the Sea” i mitologią celtycką. SALK to połączenie instrumentów tradycyjnych z nowoczesnymi brzmieniami i poezją.

Zespół tak opisuje swój album: „,Matronika” to dwanaście piosenek, z czego siedem napisanych zostało w języku polskim. W całości da się zauważyć wpływy tradycji songwriterskiej, ale także współczesnych nurtów muzyki elektronicznej oraz post-rockowej ekspresji. Motywy w warstwie słownej, zaczerpnięte z różnych mitologii i wierzeń słowiańskich skontrastowane są z głębokimi, syntetycznymi basami i beatami.
Wszystko to spotyka się z organicznymi dźwiękami, które tworzą kolejne warstwy, czasami ledwie słyszalne dla ucha, a w innym wypadku stanowiące trzon utworu. Fabułę i spójność tej płyty buduje przede wszystkim klimat wodny, a kolejne utwory wciągają siebie nawzajem w coraz większe głębiny, gdzie toczą dyskusję, osadzone wszystkie w jednym świecie, choć często w odmiennych klimatach.”

 

 

źródło: Nextpop

12.BaaschBaasch – „Grizzly Bear With A Million Eyes” (Nextpop)

To drugi album warszawskiego producenta, wokalisty i autora tekstów. Tuż przed jego premierą do sieci trafił utwór „Fall”, z lyric video stworzonym przez ZUO CORP +, podobnie jak cała oprawa wizualna wydawnictwa. Na płycie znalazło się 10 utworów, a gościnnie pojawiają się Mary Komasa i Wojtek Urbański (RYSY). W dniu premiery „Grizzly Bear With A Million Eyes”, na FB artysty obejrzeć będzie można specjalny premierowy live stream. Na nowym wydawnictwie obok niskiego, hipnotyzującego wokalu BAASCHA słychać syntezatory, beat-maszyny, a także żywe instrumenty. W nagraniach wzięli udział Robert Alabrudziński (perkusja), Miron Grzegorkiewicz (gitara elektryczna), znany między innymi z projektów JAAA! i Moon oraz Tomasz Mreńca (skrzypce). Wśród gości także Mary Komasa i Wojtek Urbański (Rysy). Koncepcję wizualną albumu opracował Bartek Michalec – projektant ZUO CORP+, marki stawiającej na działania łączące ze sobą modę, sztukę i muzykę. Zuo Corp+ na swoim koncie ma już wspólne projekty z Peaches i Joan As Policewoman. Zdjęcia wykonał Piotr Porebsky (Metaluna).

 

 

źródło: Nextpop

13.Natalia MoskalNatalia Moskal – „Songs of myself” (Fame Art)

Songs of Myself to pierwszy longplay Natalii Moskal. Album ukazał się 19 maja 2017 roku i  promował go singiel Better Man, do którego powstał także teledysk. Inspiracją przy tworzeniu płyty były elektroniczne brzmienia z lat 80. i 90-tych, co nadało całości elektro-popowego charakteru. Autorką wszystkich tekstów na płycie jest Natalia Moskal. Za aranżację i produkcje, a także współkompozycje odpowiada Łukasz Maron. Płyta „Songs of Myself” to debiutancki album Natalii Moskal stworzony przy współpracy z  producentami – Łukaszem Maronem który zaaranżował i  wyprodukował wszystkie utwory, oraz braćmi Markiem i Bartoszem Dziedzicami,. Twórczość Natalii można określić jako alternatywny electro-pop. Inspiracją  przy tworzeniu albumu stały się elektroniczne brzmienia z lat 80. i 90. Oprócz syntezatorów, w kompozycjach pojawiają się także żywe instrumenty: perkusja, gitara, bas, smyczki oraz instrumenty dęte. „Tworząc płytę skupiłam się na tym, o czym chcę śpiewać. Zarówno jako wokalistka jak i  początkująca tłumaczka koncentruję się  na słowie. Ostatnio sporo czasu poświęciłam Ester Singer Kreitman przekładając jej prozę. Obcując m.in. z jej opowiadaniami, nieustannie wybrzmiewały we mnie historie silnych i nietuzinkowych kobiet, które są wierne własnej intuicji i ufają swoim wyborom. Bardzo mi to imponuje, dlatego starałam się dać temu wyraz w moich piosenkach, ubarwiając je czasami wątkami autobiograficznymi” – mówi Natalia Moskal. Tytuł albumu „Songs of Myself” został zaczerpnięty od słynnego pisarza amerykańskiego – Walta Whitmana, który propagował w swojej książce „A song of myself” ideę „trust thyself”, czyli ufaj sobie.

 

 

źródło: Fame Art

Single radiowe – Świat cz.8/2017

Przebój roku 2017 – Calvin Harris w „Feels”? Możliwe. A może DJ Khaled z Rihanną? Dlaczego nie. To tylko propozycje a nawet powiem, że zdecydowani faworyci do ubiegania się o miano hitu mijającego roku. Na koniec ostatniego wpisu poświęconemu drugiemu kwartałowi 2017 r. i wyróżniającym się wg mnie kompozycjom jakie trafiły do stacji radiowych i telewizyjnych zamieściłem ponadto, rewelacyjną Carlę Bruni, ujmującą Judith Owen. Zaskakująco taneczny Arcade Fire czy surowy, ale stateczny Fufanu z Islandii 🙂 Całkiem przyjemnie słuchało się Olly’ego Mursa a debiutująca z albumem Dua Lipa pokazała kolejny talent wokalny, tym razem z Miguelem 🙂

 

 

01.Olly Murs and Louisa Johnson_Unpredictable_single artworkOlly Murs & Louisa Johnson – „Unpredictable” (Sony Music)

Najnowszy singiel z ostatniej płyty Olly’ego Mursa 24HRS w wersji radiowej ukazuje się z gościnnym udziałem finalistki programu X Factor Louisy Johnson, znanej z przebojów ‘So Good’ i ‘Best Behaviour’.

 

 

źródło: Sony Music

02.Dua Lipa - Lost In Your LightDua Lipa ft. Miguel – „Lost In Your Light” (Warner Music)

Tuż przed debiutancka płytą Dua Lipa zaprezentowała kolejny singiel. Przyszła pora na piosenkę „Lost In Your Light”, w której gościnnie wspiera Duę amerykański wokalista z kręgu R&B/neo soul Miguel, którego porównuje się do Prince’a i Babyface’a. Warto przypomnieć, że piękna 21-latka o kosowskich i albańskich korzeniach, wystąpiła po raz pierwszy w Polsce – Open’er Gdynia 2017!

 

 

źródło: Warner Music

03.Judith OwenJudith Owen – „More Than This” (Dream Music)

Powstała w 1971 r. rockowa grupa Roxy Music na czele której stał Bryan Ferry, na początku lat osiemdziesiątych wydali ostatni album w dyskografii pt. „Avalon”. To z niego pochodzi mega przebój tej formacji „More than this”. Po 35 latach odświeżyła i nadała na nowo blasku tej kompozycji Judith Owen. Amerykańska wokalistka i autorka teksów śpiewa od 1996 r. i wielokrotnie występowała jako support przed samym Bryanem Ferry 🙂

 

 

autor: Arkadiusz Kałucki

04.Carla BruniCarla Bruni – „Enjoy the silence” (Universal Music)

Jesienią 2017 r. na światło dzienne wyjdzie najnowszy album Carly Bruni – „French Touch”. Żona byłego Prezydenta Francji Nicolasa Sarkozi’ego przygotowała cały krążek z klasykami muzyki rozrywkowej we własnych interpretacjach. Są już dwa single pilotujące nowe wydawnictwo włosko-francuskiej modelki i wokalistki”: „Enjoy The Silence” z repertuaru Depeche Mode oraz „Miss you” Rolling Stones’ów. Ja proponuję pierwszy singiel z nowej płyty Carly Bruni 🙂

 

 

autor: Arkadiusz Kałucki

05a.Arcade Fire_Creature Comfort_single artArcade Fire – „Creature Comfort” (Sony Music)

Po szokującym brzmieniowo  tytułowym singlu zapowiadającym nową płytę ’Everything Now’ zespół Arcade Fire prezentuje drugi – już bardziej ‘znośny’ dla starych fanów zespołu – utwór ‘Creature Comfort’. Noszący tytuł ‚Everything Now’ krążek wyprodukował sam zespół oraz Thomas Bangalter (Daft Punk), Steve Mackey (Pulp) i Markus Dravs (Florence + the Machine). Materiał nagrany został w Nowym Orleanie, Montrealu i Paryżu.   „Everything Now” w sklepach muzycznych dostępny będzie w następujących formatach – CD (wersja z okładką ‚dzienną’ i ‚nocną’) oraz  LP (180-gramowe winyle, również w wersji dziennej i nocnej). Przez stronę zespołu zakupić będzie można także album na kasecie oraz winylu w aż 20 językowych wersjach okładki (w tym polskiej!).

 

 

źródło: Sony Music

06.Fufanu_SportsFufanu – „Sports” (Mystic Prod.)

„Sports” to kolejny singiel pochodzący z albumu Fufanu, który ukazał się w lutym pod tym samym tytułem. Fufanu, to młody zespół, o którym brytyjskie media piszą ostatnio, że to ich „ulubieni islandzcy artyści”. Szczególne wrażenie robi wokalista Kaktus Einarsson (prywatnie syn Einara Örn Benediktssona znanego z The Sugarcubes). Płyta wyprodukowana przez Islandczyka Nicka Zinnera z Yeah Yeah Yeahs, to świeże spojrzenie na mroczny, elektroniczny post punk. Nagraniu „Sports” towarzyszą cztery remixy, przygotowane przez zespół oraz niezależnych twórców.

 
źródło: Mystic Prod.

07a.Calvin Harris_Feels_single artCalvin Harris ft. Pharrell Williams, Katy Perry & Big Sean – „Feels” (Sony Music)

Calvin Harris z nową płytą ” ‚Funk Wav Bounces Vol. 1″ zgodnie z moimi oczekiwaniami jest super 🙂 Na tym albumie znajdziemy kompromis zawarty między artystami sceny r’n’b czy pop w postaci nawiązań do złotych czasów funky XX wieku uzupełnionych szlachetnymi dźwiękami współczesnej elektroniki. Calvin Harris wśród opinii wielu DJ-ów czy zachodnich dziennikarzy muzycznych ma wyznaczać czy jak kto woli zapoczątkować nowe trendy w muzyce tanecznej. I tak jest wg mnie. Nie ma tam pośpiechu, gonitwy za nie wiadomo czym. Wszystko jest przemyślane, dobrane ze smakiem i jest estetycznie podane 🙂 A poniższe najnowsze singlowe nagranie moim zdaniem powinno kandydować do przeboju roku 2017. U mnie tak będzie, a czy zostanie to przekonamy się za pół roku 🙂 Miłego dnia 🙂

 

 

autor: Arkadiusz Kałucki

08.Benjamin BookerBenjamin Booker – „Believe” (Sonic Records)

Album „Witness” to bez wątpienia najbardziej ambitny projekt Benjamina Bookera. Znajdziemy na nim nawiązania do ekscentrycznej muzyki soul, R&B i bluesa, nie pozostając jednak zbyt daleko od garażowego punku, który był znakiem charakterystycznym jego przełomowego, debiutanckiego albumu z 2014 roku. Na płycie znalazło się dziesięć oryginalnych kompozycji autorstwa Bookera, których produkcji podjął się Sam Cohen (Kevin Morby), za miks odpowiadał Shawn Everett (Alabama Shakes). Utwór „Believe” to kolejna odsłona z płyty Benjamina Booker’a.

 

 

źródło: Sonic Records

09.BeraBera – „Untouchable” (Universal Music)

Gruzińską megagwiazdę muzyki pop BERĘ nie trudno pomylić z amerykańskimi artystami. Jego twórczość charakteryzuje mocny wokal i przeplatające się inspiracje hip hopem i współczesnym R&B. Muzyk wychował się na amerykańskim bluesie z legendarnym Rayem Charlesem na czele. Artysta nie ograniczał się jednak tylko do jednego stylu, wśród jego muzycznych idoli znaleźli się również Michael Jackson, Barry White czy 2Pac. Sam Bera wspomina, że najsilniej ukształtowali go rodzice i wiele lat edukacji muzycznej. „Rodzice zabierali mnie na lekcje skrzypiec, pianina i perkusji już od dziecka. W bardzo młodym wieku nauczyli mnie, że sztuka to symbol wolności”. BERA swoje podejście do muzyki lubi porównywać z pracą reżysera. „Od samego początku mam w głowie obraz tego, jak chcę, żeby brzmiał gotowy kawałek. Dlatego bacznie śledzę proces tworzenia utworu od momentu powstania demo do ostatecznych poprawek w studio”. Co ciekawe, BERA nigdy nie zapisuje tekstów piosenek, nad którymi aktualnie pracuje. „Gdy udaje mi się wymyślić słowa, które mnie zachwycą, od razu je zapamiętuję”. Kariera BERY nabiera tempa i rozmachu. Na pewno jego najnowszy singiel „Untouchable” otworzy mu drzwi do międzynarodowej kariery.

 

 

źródło: Universal Music

10a.George Ezra_Dont Matter Now_single coverGeorge Ezra – „Don’t Matter Now” (Sony Music)

George Ezra – jeden z najpopularniejszych młodych wokalistów ostatniej dekady – wraca z nową muzyką! Autor takich pop-alternatywnych hitów jak ‘Budapest’ czy ‘Blame It On Me’ zaprezentował właśnie klip do rewelacyjnej nowej kompozycji ‘Don’t Matter Now’ i są to pierwsze nowe dźwięki od czasu płyty Wanted On Voyage z 2014 roku. „Napisałem ‘Don’t Matter Now’ żeby przypominać samemu sobie, że czasami trzeba odciąć się od całego świata” mówi Ezra. „To jedna z pierwszych piosenek napisanych po wydaniu Wanted On Voyage, jeszcze z 2015 roku. Wszystko, co działo się wokół mnie może wtedy, teraz może wydawać się trywialne, ale słowa utworu nabrały większego znaczenia z czasem. Okazało się, że nie tylko ja miewam lęki, odczuwam niepokój, nie tylko ja nie rozumiem nieraz, co się dzieje wokół mnie.”

 

 

źródło: Sony Music

11a.DJ Khaled_Wild Thoughts_single coverDJ Khaled feat. Rihanna & Bryson Tiller – „Wild Thoughts” (Sony Music)

Multi-platynowy artysta, producent, mentor, autor i muzyczny guru DJ KHALED powraca z nową, 10. płytą studyjną. Król mediów społecznościowych nie przestaje zaskakiwać – udostępnione na jego oficjalnym profilu na Instagramie okładki ‘Grateful’ (naturalnie z producentem wykonawczym całego krążka – 7-miesięcznym synem Khaleda – Asahdem) robią prawdziwą furorę w sieci. Cała płyta jest kontynuacją tradycji zapraszania do swoich utworów przez DJ Khaleda największych nazwisk w dzisiejszym show-biznesie. Tym razem usłyszymy tu m.in. Beyonce, Jay’a Z, Justina Biebera, Lil Wayne’a, Rihannę, Micki Minaj, Fat Joe i Nasa. Dwupłytwowy album promują single „Shining (feat. Beyoncé & JAY Z)”,  „I’m the One (feat. Justin Bieber, Quavo, Chance the Rapper & Lil Wayne)” oraz Wild Thoughts (feat. Rihanna & Bryson Tiller).

 

 

źródło: Sony Music

Ewa Farna – wywiad 29.06.2017 r.

02.06.2017 Ewa Farna 1

Ewa Farna i Ja fot.AK

Już dziesięć lat minęło jak Ewa Farna jest na scenie muzycznej. To dziesięć lat śmiało można powiedzieć bardzo owocnych w albumy a przede wszystkim przeboje. Ewa doskonale odnajduje się na scenie. To jej żywioł bezsprzecznie. Wszyscy Ci, którzy oglądali tegoroczny Festiwal w Sopocie doskonale mogli się przekonać ile energii i radości przynosi jej śpiewanie na żywo. To tam pierwszy raz publicznie wykonała swój najnowszy utwór „Bumerang”, który ma szanse stać się wakacyjnym przebojem. Z Ewą Farną tuż po Festiwalu w Sopocie spotkałem się i porozmawialiśmy o jej 10-leciu oraz wspomnianym „Bumerangu” 🙂 Wywiad w programie „Warto Posłuchać” w POP Radiu 92,8 FM już był, a dziś krótka rozmowa na moim blog 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Jakie trzy pozytywne czynniki pozwoliły Tobie przetrwać pierwszą dekadę Twojej kariery? Bo ciężkich momentów, chwil czy nawet zwątpień na pewno nie brakowało.

Ewa Farna: Rodzina, stąpanie po ziemi i wytrwałość.

Arkadiusz Kałucki: Brałaś udział w programie „Szansa na sukces” śpiewając piosenkę „Za młodzi za starzy” do słów Jacka Cygana. Twój talent eksplodował, kariera nabrała tempa, że do dnia dzisiejszego zasiadałaś w jury już dwóch programów telewizyjnych typu talent-show:  X-Factor a ostatnio Idol. Trudno jest oceniać innych czy nie masz z tym problemu?

Ewa Farna: Nie jest to nigdy łatwe, przede wszystkim iść do takiego programu jako juror znaczy chyba najbardziej wystawiać się ocenianie… Najtrudniejsze dla mnie było zostać wierny swoim przekonaniom i być szczera, wobec siebie i innych. Ludzie są często przyzwyczajeni do szczerości tylko wtedy, kiedy jest zgodna z ich opinią. Trudno więc dla mnie czasami komuś kto jest miły, fajny powiedzieć, że ze śpiewaniem nie jest najlepiej. Jednak zdecydowałam się pójść tą drogą i jeżeli już się kogoś pochwali to może być pewien, że to szczere.

Arkadiusz Kałucki: Kiedy słucha się Twoich nagrań jest w nich coś, co można nazwać tożsamością artysty. Czy to już jest  Ewa Farna, którą będziemy słuchać przez następne lata? A może te dziesięć lat to było dopiero nakreślenie Twojej tożsamości artystycznej, do której tak naprawdę zmierzasz?

Ewa Farna: Sama nie wiem,  robię to co jest teraz dla mnie naturalne i autentyczne. Na co będę miała ochotę za parę lat czas pokaże… Zawsze chcę w tym być ja, ale nie mam zamiaru też się zamykać w ramach jakiegoś stylu.  W tym co robię nie ma za bardzo zastanawiania się and tym czy to pasi do Ewy Farnej,  fajne jest uczucie, że ja kieruję tym jak brzmi Farna. I dziś to może być pogodny melodyjny pop, za parę lat znowu coś innego.  Zależy co mnie zainspiruje, cieszę się na te niespodzianki…

02.150921_Ewa_Farna_Cover_0810

Ewa farna fot.materiały prasowe

Arkadiusz Kałucki: Podczas minionego Festiwalu w Sopocie miałaś swój koncert z okazji 10-lecia działalności na zawodowej scenie muzycznej. Byłaś uśmiechnięta, rozpierała Ciebie energia, lekko bez kompleksów aż uśmiech pojawiał się na twarzach przybyłych widzów. Zresztą u mnie też 🙂 Mówiąc szczerze byłaś świetna. Koncerty to Twój żywioł?

Ewa Farna: Dziękuję! Sopot uważam za udany, dla nas to był piękny wieczór i święto. Koncerty dla mnie są chyba najlepszą częścią całej tej pracy. Uwielbiam być na scenie, wszystko może się wydarzyć, może być spontan i widzę bezpośrednie reakcje swoich fanów. Tam się wszystko tworzy między nami, bez pośrednictwa mediów, facebooka, instagrama, teledysków… To jest piękne.

Arkadiusz Kałucki: Nowe nagranie „Bumerang”, które pierwszy raz na żywo wykonałaś podczas wspomnianego koncertu w Spocie, ma bardzo nowoczesną odsłonę brzmieniową w Twojej dyskografii, przebojowość, optymizm idealnie pasuje na letnie dni i miesiące. Jaka jest historia powstania tej kompozycji?

Ewa Farna: Dokładnie tak chciałam by wybrzmiała! Energiczny numer na lato, jednak dla mnie porusza ważny temat. Chciałam fanom pokazać jak staram się żyć i jakie mam w życiu postanowienia.  Ważne jest siać wokół swoje przekonania, o ile jesteś pewien , że są one dobre i mogą nawet komuś pomóc… W Bumerangu śpiewam, jaką energię wysyłamy do świata, taka do nas wraca. O ile jesteśmy uczciwymi ludźmi, ta karma do nas wróci. Jednak wierzę, że to działa i w drugą stronę, więc nie warto się zachowywać podle.

03.150921_Ewa_Farna_Cover_0837

Ewa Farna fot.materiały prasowe

Arkadiusz Kałucki: Jesteś cierpliwą kobietą? Masz w sobie pokorę i wiesz, że nie wszystko można natychmiast zrobić, wykonać?

Ewa Farna: Pokorę mam nadzieję tak, z domu. Z cierpliwością jest gorzej, ale staram się…  Mam całkiem słabą wolę, wiem, że rzeczy nie przychodzą same, ale muszę naprawdę to lubić, by wytrzymać robić coś czego nie znosisz, nie dałabym chyba radę.

Arkadiusz Kałucki: Na koniec pytanie dotyczące Twoich teledysków. Na scenariusze i wszystko co z tym związane masz wpływ? Czy oddajesz się w ręce fachowców?

Ewa Farna: Pomysł bywa albo z mojej głowy albo przy konsultacji z reżyserem. Czasami mam pomysł od początku a jak nie, to brainstorming, gdzie przebiega rzucanie pomysłów i wspólnie tworzymy scenariusz, albo wybieram ten, który najbardziej mi pasi. W każdym razie muszę za tym stać murem. Resztę już oddaję w ręce fachowców, ogólnie tak mam, że lubię się otaczać fachowcami w swojej dziedzinie, zawsze można się dużo nauczyć i być dumny, kiedy masz możliwość pracować z najlepszymi w branży.

Arkadiusz Kałucki: Pięknie dziękuję za spotkanie i rozmowę 🙂

Ewa Farna: Również dziękuję. 🙂

  • Follow Radio Show i Blog muzyczny on WordPress.com
  • O blogu

    „Warto Posłuchać” to audycja radiowa, gdzie mam przyjemność prezentować nowości singlowe ukazujące się w ostatnich tygodniach. To przede wszystkim. Ale to także program, w którym prezentowane i omawiane są wybrane fragmenty z nowych albumów artystów reprezentujących różne style i gatunki muzyczne.
    Nie znajdziesz u mnie jednego dominującego stylu. Jest tu pop, rock, electronica, reggae, soul, grunge, smooth jazz, etc. .

    Program „Warto Posłuchać”, to miejsce, gdzie również i przedstawiciele polskiej sceny muzycznej często podpisują listę obecności.

    Moje audycje mają na celu zwrócenie uwagi szerokiemu odbiorcy i temu w pracy, i temu w domu na nowe nagrania i na nowych artystów. Na to, co warto mieć w swojej płytotece i na to, co na dniach może stać się niekwestionowanym przebojem. Ciągle jesteśmy zabiegani, często brakuje nam chwili wytchnienia, dlatego też i nie zwracamy uwagi na otaczające nas dźwięki.
    Ja zrobię to za Was. Po to tu jestem. Nie naśladuję nikogo, dlatego też wierzę, że moich audycji po prostu słucha się lepiej.

    Do programu „Warto Posłuchać” często zapraszam ciekawych muzycznych gości. Chcę, aby opowiedzieli Wam o swoich zawodowych dokonaniach, a także o tym, co aktualnie u nich słychać. Także poza studiem nagrań i sceną. A- wierzcie mi- często bywa u nich ciekawie.
    Równie często spotykam też ludzi związanych z szeroko pojętą kulturą. Organizacja kulturalnych przedsięwzięć, literatura, samorodne talenty oraz zarządzanie tym niezwykle barwnym rynkiem również znajduje się w kręgu moich zainteresowań, ponieważ zależy mi na tym, by było ciekawie i dokładam wszelkich starań, żeby w moich audycjach po prostu „się działo”.
    A zatem do usłyszenia…

    POP Radio 92,8 FM www.popradio.pl

    Niedziela godz. 20:00 – 22:00

    oraz

    Radio Płońsk 93,6 FM

    Niedziela godz. 21:00 – 23:00

    Zapraszam bardzo serdecznie

    Arkadiusz Kałucki

  • Najnowsze wpisy

  • Kategorie

  • Social

  • Archiwum

  • Reklamy