Lonely Sinners – wywiad 9.07.2018 r.

01.Lonely Sinners w POP Radiu_06_2018

Lonely Sinners i JA fot.AK

Lonely Sinners😁Polski duet z Californii. To jest ich nowe otwarcie w muzyce. Electronica mroczna, smutna, nawiązująca miejscami do downtempo, chillout z początku XXI w.. Ma w sobie bardzo filmową duszę, a wyłaniająca się obrazowość dodaje refleksyjności ich debiutanckiej EP’ce „No to Love”. W tekstach jest rozliczenie z przeszłości, a konkretnie z miłością. Mocna electronica zupełnie nie pasująca do mainstreamu. Jej słuchanie może doprowadzić do grzechu☺ Ja już to zrobiłem i Wam też polecam☺ Nika i Seeba!!!☺ Dziękuję za rozmowę☺ A poniżej resume radiowego wywiadu. Tym razem Seeba milczał. Nika może mówić…mówić…mówić 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Ostatnio jak rozmawialiśmy(kilka lat temu) w moim programie „Warto Posłuchać” byliście jako trio Newtones. Dziś duet Lonely Sinners i na dodatek mieszkacie w Kalifornii a nie w Polsce. To jest raczej rewolucja niż ewolucja nie tylko w życiu prywatnym ale i artystycznym.

Nika: Lubimy być w wiecznym ruchu, nie tyle w sensie dosłownym, co przede wszystkim duchowym i emocjonalnym. Do tego potrzebujemy bodźców, a rzucenie się na głęboką wodę, wyjeżdżając zupełnie w ciemno na kontynent, na którym nigdy wcześniej nie byliśmy, wydało nam się dobrą okazją do podróży w głąb siebie. Nowe miejsca, kultura, inna mentalność, inne cykle roku, zapachy, brzmienie języka… Piękno miejsc i ludzi, piekło przetrwania, zachwyt nowym, tęsknota za starym. Wierzę, że kiedy nosisz w sobie walkę, jesteś bardziej interesującym artystą. I choć szkice do naszej EPki powstały jeszcze przed wyjazdem, to myślę, że klimat nostalgii naszej muzyki słychać dzięki temu, czego doświadczaliśmy w Stanach.

Arkadiusz Kałucki: Wasza EP’ka „No to love”(Premiera 14.02.2018 r.) ma przynajmniej według mnie po wielokrotnym jej przesłuchaniu, sporo filmowości umieszczonej w świecie brzmień wysublimowanej elektroniki, downtempo, chillout’u. Miejscami nawet można dostrzec inklinacje muzyką klubową, ale tą związaną z undergroundowym obszarem. Jak wyglądał proces komponowania i produkcji w takie a nie inne brzmienia?

Nika: Bardzo miło słyszeć, że nasza muza kojarzy Ci się filmowo. Kiedy w latach 90ch odkrywałam muzykę elektroniczną, byłam zachwycona jej siłą ilustrowania dźwiękami. Przeżywałam ją niemal mistycznie, celebrując każdy sound. Wszystkie te dźwięki przywoływały obrazy w mojej głowie, dlatego ta muzyka oddziaływała na mnie ze zdwojoną siłą: w sferze dźwięków i wizualnie. I pewnie z tego zachwytu przemyciłam coś do muzyki, którą teraz sami tworzymy. Proces szkicowania był prosty: szukałam dźwięków i brzmień i łączyłam je w spójny jak dla mnie pejzaż. Zawsze wychodziłam od brzmienia, bo to on określa atmosferę. Dopiero potem dochodził rytm (w moim wykonaniu były to bardzo podstawowe instrumenty perkusyjne, które miały za zadanie jedynie określić tempo). Wokal tworzyłam całkowicie spontanicznie, czasem frazy rodziły się w trakcie dobierania dźwięków, czasem jako ostatni element układanki. Sebastian zajął się całą produkcją. Wymienił sekcję rytmiczną, która niejednokrotnie nadała charakter tym kawałkom. Następnie dograł gitary. Wiele synthów pousuwał, bo nie ukrywam, że wpakowałam tam dużo za dużo i zapewne moich wersji utworów nie dałoby się w żaden przyzwoity sposób zmiksować, a w muzyce, gdzie każdy dźwięk ma wybrzmieć, potrzebna jest przecież przestrzeń. I to już zasługa Seba.W międzyczasie pisałam teksty, a na końcu nagraliśmy wokale w fantastycznym domu naszej znajomej Amerykanki, w uroczym Berkeley, gdzie spędziliśmy magiczne 10 dni w towarzystwie ogrodowego potoku, litrów herbaty z miodem i imbirem, inspirujących rozkmin, kota Kitty i tarantuli Trancii.

02.Lonely_Sinners_BAND_Color_RGB_3

Lonely Sinners fot.materiały promocyjne zespołu

Arkadiusz Kałucki: Teksty na EP’ce są nawiązujące do przeszłości a konkretnie chodzi o miłość i wszystkiej jej obszary. Czyżby to było rozliczenie z przeszłością?

Nika: Jest to rozliczenie się z grzechem, który najpierw rozumiany jako błąd czy słabość, zostaje w końcu przeze mnie zaakceptowany. Jest to więc podróż w przeszłość, żeby pogodzić się z nieokreślonej czasem niedoskonałości ludzkiej natury.

Arkadiusz Kałucki: Zgodzimy się jak tu siedzimy, że błądzić jest cechą ludzką. Z artystycznego punktu widzenia, jakie trzy błędy popełniliście, które dały Wam nowe spojrzenie na całość i dziś możecie powiedzieć „dobrze, że to się stało, bo jest nam łatwiej działać muzycznie”?

Nika: W moim przypadku było to na pewno powiedzenie „nie”miłości, o czym jest ta płyta. Nie wiem, czy jest coś więcej…

Arkadiusz Kałucki: Powrócę do tytułu EP’ki „No to love”. Jest bardzo przewrotny. Czy album, który powstanie też będzie miał w sobie sporo zawirowań i zaskoczeń muzycznych? W jakim punkcie jego realizacji aktualnie jesteście?

Nika: Obecnie skupiamy się na graniu, szukamy miejsc, gdzie chcielibyśmy zaprezentować nasz materiał na żywo. Ale w międzyczasie powstają już nowe szkice. W tej chwili mamy ich kilka, myślę, że 3 z nich przejdą nasz dwuosobowy sąd ostateczny 🙂 Nowe utwory powstają spontanicznie: kto z nas akurat ma czas, siada przy klawiszach czy bierze gitarę i komponuje. Nieustannie za to rysujemy sobie w głowach zamysł nowej muzyki i to jest równie fascynujące.

03.Lonely_Sinners_BAND_Color_RGB_2

Lonely Sinners fot.materiały promocyjne zespołu

Arkadiusz Kałucki: Wiem, że bardzo mocno interesujecie się filmem jako gatunkiem i nie tylko. Podczas pobytu w Polsce odbyła się premiera waszego obrazu. Proszę o konkrety od początku do końca – kto? Po co? Dlaczego? etc., bo film jest można powiedzieć – muzyczny 🙂

Nika: Tak, zrobiliśmy pełnometrażowy film dokumentalny – biograficzno-muzyczny – o Tadeuszu Konadorze, legendarnym już dziś nauczycielu śpiewu. Pomysł na film wyszedł od Seba jakieś 5-6 lat temu. Chodziłam wtedy do Tadeusza na zajęcia i wracając do domu opowiadałam Sebowi, z jakim mega człowiekiem przyszło mi pracować. I pewnego dnia Seb powiedział „Zróbmy o nim film”. Wzięliśmy kamery i przez 2 lata dokumentowaliśmy życie Tadeusza oraz spotykaliśmy się z jego byłymi uczniami, dziś już znanymi głosami polskiej sceny muzycznej, których opowieści stały się narracją filmu. Film zrobiliśmy z dwóch powodów: pierwszy to chęć pokazania światu, że być może obok nas żyją osoby anonimowe, ale tak fascynujące jak Tadeusz. Dla nas Tadeusz wydał się wyjątkowy, bo absolutnie oddany muzyce, na wielu jej obszarach. Drugi powód był już bardziej osobisty, bo stanowił formę podziękowania Tadeuszowi za to, jakim wspaniałym nauczycielem był dla mnie. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam kiedyś go poznać i przez kilka lat doświadczać jego nauk, bo to typ mistrza, jakiego poznaje się na swojej artystycznej drodze.

Arkadiusz Kałucki: Często Wam się zdarza grzeszyć?

Nika: No ja jestem grzesznicą na co dzień. Seba chyba bardziej trzyma w ryzach czytanie, bo to bardzo pochłonięty słowem człowiek jest. Ale ile on tam nagrzeszy przekładając kartki, to nikt tego nie zgadnie 🙂

Arkadiusz Kałucki: Pięknie dziękuję za spotkanie i do zobaczenia przy całej płycie 🙂

Nika: Dzięki też i do zobaczenia wkrótce!

Reklamy

Nandu – wywiad 24.05.2018

01.Justyna Kuśmierczy i Ja_2018

Justyna Kuśmierczyk wokalistka Nandu fot.AK

Nandu☺ Zespół istnieje od 5 lat. Ukazała się ich płyta pt.”Natura”☺Funky, Soul, Folk, Rock, Jazz, Pop plus miejscami poetyckie teksty przenoszą odbiorcę w świat natury. Także natury ludzkiej. Jest też mowa o czterech żywiołach mające swoje solidne i wyraziste kształty umiejętnie wplecione w nasze doświadczenia życiowe☺ Dobry i ciekawy debiut, któremu Warto dać szansę i patrzeć jak dalej będą się rozwijać. Oby!😁

 

02.Nandu - Natura singiel cover

Arkadiusz Kałucki: Działacie na scenie muzycznej od pięciu lat i dopiero teraz ukazuje się wasza debiutancka płyta „Natura”. Ten czas to było poszukiwanie w muzyce, którędy chcecie iść? Czy tylko brak finansów na wydanie płyty? Bo wspomnę, że płyta dzięki akcji crowdfundingowej na Polak Potrafi doczekała się realizacji.

Justyna Kuśmierczyk(Nandu): Na początku chcieliśmy się muzycznie wyczuć. Kiedy dołączyłam do zespołu graliśmy utwory, które zostały napisane znacznie wcześniej i dopiero z biegiem czasu zaczęliśmy łączyć nasze siły twórcze. Jeśli chodzi o publikacje, to działaliśmy „singlowo”. Powstały teledyski do takich utworów, jak „Foolish”, „Ktoś”, czy „Zapominasz mnie”. Później narodził się pomysł by złożyć to w album.

Łukasz Chmurski (Nandu): Akcja na portalu Polak Potrafi, dzięki której zebraliśmy część budżetu na nagranie płyty zakończyła się ponad 2 lata przed jej wydaniem. Już w chwili uruchomienia akcji mieliśmy praktycznie godzinny autorski materiał, z którym graliśmy koncerty w całej Polsce. Pierwotnym pomysłem było zarejestrowanie tego materiału w studiu i umieszczenia go na planowanej płycie. Niestety, po rejestracji części piosenek okazało się jednak, że nie jesteśmy zadowoleni z kierunku, w którym zmierzamy z naszą muzyką. Część numerów była tworzona 3 lata wcześniej i w naszym odczuciu znacznie straciła na świeżości. Pisząc te piosenki, nie mieliśmy też w głowie koncepcji na całą płytę. Myślę też, że od tego czasu, my i nasze spojrzenie na muzykę znacząco się zmieniło, efektem czego był brak satysfakcji z nagranego materiału. Podjęliśmy więc decyzję, że nie będziemy wykorzystywać wcześniejszych kompozycji i napiszemy całą płytę od nowa, tak, żeby brzmiała ona zgodnie z naszymi aktualnymi oczekiwaniami. Proces kompozycji, aranżacji, pisania tekstów do 11 nowych utworów zajął nam prawie rok. Kolejny rok zajęła nam rejestracja tego materiału, mix, mastering i wszystkie działania organizacyjne związane z tego typu wydawnictwem. Wydaje się długo, jednakże cała płyta, zaczynając od samego pomysłu na nią, przez muzykę, aranżację, teksty, rejestracje materiału, kończąc na wyborze tłoczni, gdzie płyty były produkowane, jest zgodna z naszą koncepcją. Możemy śmiało powiedzieć, że osobiście braliśmy czynny udział w każdym działaniu związanym z tworzeniem i wydaniem tego krążka. Jak się okazało, to bardzo dużo pracy, więc musiało to trwać tak długo 😉

Arkadiusz Kałucki: Jak odbieracie i sami nadajecie definicję słowom, które poproszę o wyjaśnienie, związanymi z waszą płytą: Niezależność muzyczna, Autorytety(jakie Wam w myślach towarzyszyły), Natchnienie(gdzie najlepiej jest pisać teksty, komponować, pomysły na utwór etc.), Droga(do realizacji płyty: kręta i wyboista czy pod górkę, ale prosta?), Upartość w dążeniu do celu.

Łukasz Chmurski:

Niezależność  – wydaje mi się, że odpowiedzią na to pytanie jest proces tworzenia tej płyty, który nakreśliłem w odpowiedzi na pierwsze pytanie. Wymyśliliśmy sobie koncepcje na tę płytę i od początku do końca samodzielnie ją zrealizowaliśmy. Nikt nam niczego nie narzucał, nie zastanawialiśmy się, czy się ona komuś spodoba, czy się sprzeda oraz czy na niej zarobimy. Tak naprawdę teraz dopiero, po premierze, zbieramy opinie, recenzje. Na szczęście są one w większości zaskakująco pozytywne, jednakże tuż przed upublicznieniem materiału czuliśmy dreszcz emocji i mieliśmy spore obawy, czy ktokolwiek będzie chciał tego słuchać 😉 Podsumowując, materiał ten każdy może ocenić wedle własnego uznania, jednakże na pewno płyta jest całkowicie „niezależna” i odzwierciedla wyłącznie nasze autorskie spojrzenie na muzykę w okresie, kiedy ją nagrywaliśmy.

Autorytety – tak się złożyło, że każdy z zespołu ma nieco inną wrażliwość, słucha innej muzyki i innymi artystami się inspiruje. Oczywiście mamy też w Nandu wspólny mianownik, to jest twórców, których cenimy wspólnie i których muzyka napędza nas do działania. Nie ma możliwości wymienić ich wszystkich, więc poprzestanę na pozycjach „klasycznych”, takich, jak: Prince, Michael Jackson, The Beatles..

Justyna Kuśmierczyk: Stevie Wonder, czy The Police. Ale inspirują nas także nasi rodzimi artyści, jak choćby Poluzjanci. Duży wpływ na ogólne brzmienie „Natury”, miała płyta Natalii Przybysz „Prąd”. Bardzo podobała nam się jej surowość brzmienia, dlatego też trochę zmieniliśmy podejście przy tworzeniu nowych utworów.

Natchnienie – może „dopaść” cię wszędzie, ale są miejsca, czy sytuacje, które stwarzają szczególnie dobrą przestrzeń twórczą. U mnie jest to spacer, dom mojej mamy i wanna  Także bardzo często inspirują mnie utwory innych artystów. Może to być nawet jedno słowo z tekstu, które pobudzi wyobraźnię. Myślę, że Łukasz tu się ze mną zgodzi. Natchnienie przynoszą nam także podróże!

Droga – Nasza droga jest wyboista, ale trochę na własne życzenie. Cały czas uczymy się współdziałać, nie tylko na płaszczyźnie muzycznej, ale także biznesowej i czysto międzyludzkiej. Ponieważ nie mamy wydawcy, wiele spraw pozamuzycznych spada na nas. Jesteśmy pięcioma różnymi charakterami, co czasami jest trudne do pogodzenia i rodzi jakieś napięcia. Ale lubimy się i wspólne granie sprawia nam przyjemność, dlatego udało nam się pokonać parę przeszkód.

Łukasz Chmurski:

Upartość w dążeniu do celu – moim zdaniem, jest to podstawowa cecha, którą musisz posiadać, żeby cokolwiek osiągnąć w jakiejkolwiek dziedzinie życia. Na początku każdej drogi jest ona jeszcze dużo bardziej istotna, niż później, ponieważ najwięcej trudu trzeba włożyć, żeby napędzić koło, a jak zacznie się już ono toczyć, wtedy wykorzystywana jest energia niejako wcześniej włożona. Tak samo jest – wydaje mi się – z każdym bandem, początki są najtrudniejsze, ponieważ praktycznie wszystko musisz robić samemu i nie mam tu na myśli jedynie procesu twórczego, ale ogólnie pojętą organizację, która zajmuje często więcej czasu, niż samo granie. Bardzo łatwo się zniechęcić, odpuścić i zająć się czymś innym. U nas również było wiele momentów kryzysowych, które mogły sprawić, że ta płyta by się nigdy nie ukazała, na szczęście udało się nam je przezwyciężyć. Każdy taki pokonany kryzys powinien być budujący, a jak się uda mimo niego osiągnąć cel, wtedy satysfakcja jest podwójna.

03.Nandu Fot. Andrzej Świetlik

Nandu fot.Andrzej Świetlik

Arkadiusz Kałucki: Na waszym krążku „Natura” jest mnóstwo brzmień. Od pop przez folk, jazz, funky, rock. Chcieliście pokazać, że tak jak w naturze, wszystko się zmienia płynnie czasami bardzo szybko i Wam też to w duszy gra? Jak mniemam, nie chcecie być szufladkowani?

Łukasz Chmurski: Absolutnie nie. Wg. mnie różnorodność stylistyczna płyty, wynika z dwóch czynników. Pierwszy jest taki, że, jak już wspomniałem, pod kątem inspiracji muzycznych tworzymy dość zróżnicowaną grupę 😉 Po drugie, większość kompozycji i aranżacji na płycie jest mojego autorstwa, a ja, jako słuchacz nie lubię stylistycznej stagnacji. W zależności od dnia i godziny mogę tak samo zajawić się rapem, ostrym rockiem, funkiem, czy delikatnym popem. Oczywiście stylistyka płyty jest ogólnie popowa, ponieważ takie założenie przyjęliśmy na wstępie i wprowadzenie do niej jakiejkolwiek radykalnej formy nie pasowałoby do całości, jednakże różnorodność brzmień oraz styli muzycznych słychać i bardzo się z tego cieszę, bowiem taki był plan. Dodam jeszcze, że na płycie jest też kilka piosenek akustycznych, trochę, można powiedzieć, folkowych („Mgły”, „Nic więcej, nic mniej”, „Piękno”). Do zaaranżowania ich w tej konwencji popchnął mnie nowy instrument (gitara akustyczna), który nabyłem, akurat w tym okresie. Nie mogłem się po prostu od niego „odkleić” i część materiału poszła siłą rzeczy w tym kierunku.

Arkadiusz Kałucki: Warstwa tekstowa w pełni jest twojego autorstwa. Czy konsultujesz to, co napiszesz z zespołem? Robisz korekty?

Justyna Kuśmierczyk: Zanim zaczęłam pisać teksty na „Naturę”, dostałam wytyczne „teksty mają być nie o miłości”. Zaczęłam więc się zastanawiać o czym możemy opowiedzieć swoją muzyką i tak powoli narodziła się koncepcja „Natury”. Śmieję się, że trochę nie wyszło z tym początkowym założeniem, bo „Natura” mimo wszystko jest o miłości. Właściwie to, o poznawaniu i pokochaniu samego siebie. W każdym razie zależało mi na tym, żeby każdy z nas mógł się jakoś z tą warstwą liryczną utożsamić  😉

Łukasz Chmurski: Wypracowaliśmy sobie taki system pracy nad utworami, że raczej wszystkie teksty zaproponowane przez Justynę były konsultowane na forum zespołu. Część z nich od razu została zaakceptowana. Natomiast w niektórych wprowadziliśmy pewne zmiany i wydaje się, że wyszło to im na dobre. Jesteśmy bardzo zadowoleni z finalnego efektu, dostajemy też sygnały od słuchaczy, że teksty poszczególnych numerów się podobają i wpadają w ucho, co z dużą dozą satysfakcji obserwujemy na koncertach 😉

04.Nandu Fot. Łukasz Bartyzel

Nandu fot. Łukasz Bartyzel

Arkadiusz Kałucki: Co jest Latarnia morską dla zespołu Nandu? I czy według Was to nie jest złudne takie ufanie by iść w stronę światła? Bo to może być pułapka.

Justyna Kuśmierczyk: Latarnia morska pojawia się w utworze „Mgły”, który jest kluczowy dla koncepcji płyty, ponieważ jest momentem przebudzenia się tytułowej Natury człowieka. Po długim czasie dryfowania po oceanie bezsensowności nasz bohater/bohaterka odnajduje sens, ale w samym sobie. Myślę, że tym właśnie jest „latarnia morska” dla Nandu. Niekoniecznie zewnętrznym bodźcem, ale światłem, które ma w sobie każdy z nas i które, jeśli mu się na to pozwoli, nas poprowadzi. To światło nie pozwoli nam działać przeciwko naszej naturze, ale z nią płynąć. Nie wydaje mi się to zgubne, wręcz przeciwnie!

Arkadiusz Kałucki: Jaka jest historia nazwy zespołu? Dlaczego struś? Kto jest pomysłodawcą?

Łukasz Chmurski: Nazwę zespołu wymyślił Romek Gąsiorowski – w Nandu grający na perkusji i instrumentach perkusyjnych. Myślę, że „struś” nie był kluczowy przy jej wyborze. Liczyło się to, że jest oryginalna, krótka, wpada w ucho i nie wszyscy od razu wiedzą co oznacza. Męczyliśmy się dość długo, przerzucając się propozycjami i w momencie, gdy Romek przedstawił tę nazwę – wiedzieliśmy, że jest dla nas idealna.

Arkadiusz Kałucki: Najbliższe plany zespołu Nandu?

Justyna Kuśmierczyk: Teraz skupiamy się na promocji albumu „Natura”. Na przełomie maja i czerwca pojawi się teledysk do naszego drugiego singla „Mgły”. Za obraz odpowiedzialna jest ta sama ekipa, z którą współpracowaliśmy przy okazji teledysku do utworu „Natura”, czyli Filminati. W planach mamy także kilka koncertów promujących nasze wydawnictwo. Zapraszamy na Nandowego Facebooka i Instagrama, gdzie na bieżąco uzupełniamy listę miast, które odwiedzimy!

Arkadiusz Kałucki : Dziękuję za przemiłą rozmowę i powodzenia  🙂

Justyna Kuśmierczyk: Dziękujemy i pozdrawiamy wszystkich czytelników i słuchaczy „Warto Posłuchać”.

Łukasz Chmurski: Bardzo dziękujemy za możliwość wypowiedzenia się i zachęcamy do posłuchania naszych utworów!

Audiosoulz – wywiad 23.05.2018

01.Ja i Audiosoulz 2018_03a

Audiosoulz fot.AK

Audiosoulz czyli kolejne wcielenie Dirty Rush & Gregor Es☺ Mistrzowie klubowego brzmienia w całkiem ciekawym utworze „Unfollow”😁

 

 

 

 

02.Audiosoulz

Arkadiusz Kałucki: Audiosoulz to chwilowa przygoda z innymi brzmieniami niż te, z których jesteście znani na polskiej scenie klubowej? A może projekt na lata?

Dirty Rush: Zdecydowanie na lata. Od zawsze chcieliśmy sprawdzić swoich sił w takich klimatach, mamy masę pomysłów, które planujemy wkrótce zrealizować, tak więc możemy śmiało zapewnić, że jeszcze nie raz usłyszysz nas pod tym szyldem.

Arkadiusz Kałucki: Czy zanim doszło do realizacji nagrania „Unfollow” w studiu, testowaliście go na imprezach, które graliście? Jak ewentualnie zmieniła się jego struktura w porównaniu z pierwowzorem?

Gregor Es: Tak, zawsze testujemy nowe produkcje na nagłośnieniu klubowym, aby mieć pewność, że wszystko jest na swoim miejscu. Jednak są to raczej niuanse techniczne takie jak odpowiedni balans niskich częstotliwości lub klarowność środka itp. W przypadku Unfollow okazało się, że żadne korekcje nie są konieczne. Numer grał w klubie dokładnie tak jak tego chcieliśmy.

Arkadiusz Kałucki: Obaj jesteście DJ’ami, producentami i remixerami. Jak zmieniła się według Was rola bycia DJ’em od momentu kiedy Wy zaczynaliście przygodę za konsoleta? Jak jest dziś?

Dirty Rush: Jest to temat rzeka. W wielkim skrócie przyznam, że zmieniło się w tej kwestii niemal wszystko. Dla przykładu kiedyś dobry DJ charakteryzował się przede wszystkim unikalnym repertuarem, jego sety składały się z nieznanych dla publiki produkcji i tym właśnie artysta budował swoją markę. Z kolei dzisiaj jest zupełnie odwrotnie. Sety słynnych DJ-ów są pełne numerów, które zna każdy (oczywiście za wyjątkiem sceny undergroundowej). Dziś DJ-e EDM bardziej przypominają gwiazdy rocka, które grają swój koncert i prezentują największe sztosy – swoje czy swoich kolegów. Myślę, że jest to głownie zasługa internetu, przez który muzyka stała się czymś bardzo (może za bardzo) dostępnym, co z kolei spowodowało, że jej odbiorca jest mniej wymagający i woli sięgać po znane, sprawdzone utwory. Oczywiście nie tyczy się to wszystkich, gdyż nadal jest wielu fanów muzyki, którzy mają bardzo wyszukane gusta i preferują czegoś więcej niż hitów z radia, ale na pewno na tą chwilę nie zaliczają się oni do większości.

03.Audiosoulz 6

Audiosoulz fot.Universal Music

Arkadiusz Kałucki: Oprócz grania w klubach macie na swoim koncie występy na prestiżowych festiwalach np. Mayday, Sunrise. Jak bardzo różni się Wasz repertuar, który gracie w klubie a na festiwalu? I ile czasu zajmuje Wam przygotowanie do wspomnianych imprez?

Gregor Es: Jednym z plusów grania na festiwalach jest to, że publika jest bardziej otwarta na brzmienia, których nie zna, dlatego na każdy festiwal staramy się przygotować nietuzinkowe produkcje aby zaskoczyć publikę czymś innym, oraz aby wyróżnić się spośród innych artystów. Z kolei w przypadku występów w klubach praktycznie nigdy nie planujemy seta, gdyż nie wiemy jaką publikę w danym klubie zastaniemy i jakie produkcje jej się spodobają. W klubach raczej obserwujemy co się dzieję na parkiecie i dopiero wtedy sięgamy po kolejny numer. Dla nas najważniejsze jest to, aby ludzie, którzy przyszli do klubu na naszego seta dobrze się bawili.

Arkadiusz Kałucki: W nagraniu „Unfollow” możemy usłyszeć wokalistę G.Kae. Jaka jest historia waszej znajomości z nim?

Dirty Rush: Gabriela poznaliśmy zupełnie przypadkiem, podczas przesłuchiwania różnych demek wokalistów i wokalistek z całego świata. Bardzo spodobały nam się jego demka, dlatego postanowiliśmy się z nim skontaktować co okazało się strzałem w dziesiątkę. Gabriel okazał się bardzo utalentowanym zarówno wokalistą jak i tekściarzem. Bardzo dobrze się rozumieliśmy, w kilka dni po wysłaniu mu podkładu otrzymaliśmy mega dobry materiał wokalny, który po kilku korekcjach tekstu oraz melodii przeistoczył się w to co można teraz usłyszeć w Unfollow.

04.Audiosoulz 1

Audiosoulz fot.Universal Music

Arkadiusz Kałucki: Afrojack, Tiesto czy David Guetta grali Wasze produkcje w swoich setach didżejskich. Wy sami występowaliście na żywo przed Axwell’em, Alesso czy Dimitri Vegas & Like Mike. Jesteście czynnie działającymi DJ’ami na polskiej scenie klubowej od 15 lat. Te wydarzenia i sytuacje traktujecie jako spełnienie marzeń? W pojedynkę też by każdy z Was do tego doprowadził?

Gregor Es: Na pewno uważamy te wydarzenia za spore sukcesy, które motywowały nas do dalszej pracy, a także stanowiły pewne ukoronowanie naszej dotychczasowej kariery. Miło nam jest, gdy ktoś docenia nasze produkcje i zaprasza nas na występ obok tak dużych nazwisk, wiemy wtedy, że trud i czas jaki spędziliśmy w studio nie poszedł na marne oraz że ktoś potrafi to docenić.

Arkadiusz Kałucki: Z tego co pamiętam remix dla Charlie Puth’a(„Attention”) był jednym z tych, który dał Wam rozgłos. Czy jeszcze w 2018 roku będziemy mogli bawić się przy remixie dla gwiazdy światowego formatu czy skupiacie się na swoich produkcjach?

Dirty Rush: Zdecydowanie tak. Aktualnie pracujemy nad remixem bardzo znanego numeru, niestety na tą chwilę nie możemy zdradzić jego tytułu. Prócz tego finalizujemy nasz drugi autorski singiel, a po jego premierze na pewno wrócimy do pracy nad kolejnymi remixami, tak więc możesz się spodziewać w tym roku wielu produkcji spod szyldu Audiosoulz.

Arkadiusz Kałucki: Bardzo dziękuję za rozmowę do mojego programu radiowego „Warto Posłuchać” i tu na blog  🙂

Audiosoulz: Również dziękujemy i pozdrawiamy Wszystkich słuchaczy i czytelników Warto Posłuchać. Do usłyszenia!

Ms.Obsession – wywiad 8.05.2018 r.

01.Ja i Ms_Obsession 02_2018

Ms.Obsession fot.AK

Ms. Obsession to pseudonim artystyczny Aleksandry Warchoł 🙂 Blisko rok temu spotkałem się z Olą by porozmawiać wnikliwie na temat jej ep’ki „Manekin”. Teraz spotkaliśmy się by już porozmawiać o całej płycie pod tym samym tytułem 🙂 Doszły cztery utwory 🙂 Była mowa m.in. o stresie, inwencjach, stanowczości czy odwadze 🙂 Płyta „Manekin” to elektroniczne brzmienia dalekie od mainstremowej estetyki. To bardzo dopracowany i wymagający album.

02.MsObsession

 

Arkadiusz Kałucki: Spotykamy się niemal rok od ukazania się Twojej Ep’ki „Manekin”, której tytuł jest też tytułem długo wyczekiwanej płyty. Co nowego dowiedziałaś się o przysłowiowym „manekinie” od swoich odbiorców? Na co najbardziej zwracali uwagę?

Ms.Obsession: Manekin jest bardzo różnorodną płytą i każdy znajduje w nim coś innego, każdy też ma swoją interpretację albumu jako całości – teksty są uniwersalne i często odnoszą się do wielu płaszczyzn, przez co, niczym lustro, dają słuchaczom możliwość przejrzenia się w podejmowanych przeze mnie tematach. To naprawdę niezwykle miłe uczucie – kiedy ktoś po przesłuchaniu piosenki czy płyty przychodzi do mnie i podejmuje dyskusję, opowiada o swojej perspektywie, swoich doświadczeniach, swoim indywidualnym rozumieniu tego co usłyszał, to największy komplement.

Arkadiusz Kałucki: Przesłuchując album przyszły mi na myśl pewne słowa, które opisują Ciebie i Twoje myśli, spostrzeżenia, emocje. Proszę abyś odniosła się do nich i rozwinęła myśl . Naturalnie wszystko w kontekście płyty.

Manekin(tytuł) Manekin reprezentuje iluzję, powierzchnię, pustą przestrzeń gotową do wypełnienia.

Stres(był?)Tak, stres jest stety – niestety nieodłączoną częścią mojej działalności – motywuje, napędza, czasem pomaga, czasem przeszkadza. Nie ma innej opcji – jest mnóstwo zadań, mnóstwo zaangażowanych osób, deadliny, wciąż nowe cele.

OdwagaJak najbardziej zawiera się i we mnie i w moim albumie. Postawiłam na niezależną, autorską ścieżkę, nietypowe, niekiedy bardzo odległe połączenia i ogromną szczerość w tekstach i emocjach.

BrzmienieBrzmienie opowiada, brzmienie maluje obrazy w naszej wyobraźni. Na albumie znajdziemy brzmienia ciepłe, zimne, okrągłe, zadziorne, ostre, miękkie, niebieskie i czerwone – w przypadku Manekina zawsze elektroniczne.

Stanowczość (słuchałaś się kogoś?)Nie mogę „słuchać” kogoś – jeśli to ma być moja płyta. Oczywiście słucham ludzi dookoła i biorę pod uwagę ich słowa, ale zawsze jednak stawiam na spójność muzyki ze mną – bo to koniec końców płyta Ms. Obsession…

EnklawaMuzyka pozwala mi zbudować swój świat, swój obszar, nadać mu swoje prawa i oderwać to od sztywnych zasad rzeczywistości.

StygmatRożnorodność, barwność, zwroty akcji, iluzja, emocje.

SaldoNie miałam na samym początku konkretnej wizji albumu w sensie gatunku, chciałam, żeby odzwierciedlała moje wyobrażenia, emocje, żeby naturalnie się rozwijała

Inwencja Inwencja twórcza – towarzyszka moja ukochana, od lat – od wieczora do rana!

OlśnienieOlśnień jest wiele – kiedy nagle wymyślisz upragnioną linię melodyczną, kiedy znajdziesz wers konkludujący całość, a którego szukałeś miesiącami, kiedy znajdziesz upragnione brzmienie lub usłyszysz końcowy miks.

NiepokornośćPoniekąd łączy się z wyżej wymienioną odwagą. Niepokorność jest potrzebna, by stać na straży spójności tego co robimy z naszą pierwotną intencją.

03.MsObsession fot.Anna Pawłowska

Ms.Obsession fot.Anna Powałowska

Arkadiusz Kałucki: Jak dla Ciebie ważna jest wolność słowa, wolność artystyczna, wolność umysłu? Doświadczyłaś kiedykolwiek sytuacji, że tę wolności ktoś chciał Tobie ograniczyć?

Ms.Obsession: Wolność słowa jest niezwykle ważna, wolność umysłu jeszcze ważniejsza. Na co dzień wolność słowa jest ograniczana poprzez chociażby społeczeństwo, wychowanie, zwyczaje, religie, reklamy, politykę… Nie jestem pewna czy całkowita wolność słowa w ogóle jest możliwa – ogranicza ją chociażby poprawność polityczna, czy uprzejmość, które do pewnego stopnia mają swoje uzasadnienie. Wolność umysłu z kolei zależy według mnie od nas samych i jest wielką sztuką – wymaga ogromnej samoświadomości, siły charakteru, stabilnych wartości i odwagi.

Arkadiusz Kałucki: Czy dzisiejszy świat jest dla człowieka trudny z każdym jego kolejnym rokiem? Czy może ze względu na zdobywane doświadczenie życiowe jest nam łatwiej pokonywać napotkane trudności?

Ms.Obsession: Czy świat jest trudny – to trudne pytanie. Nie wiem jak postrzegają świat inni, mogę się tylko domyślać i idąc tym tropem odpowiem banałem – zależy dla kogo. Myślę, że dla osób wrażliwych na cierpienie ludzi, zwierząt czy przyrody świat w rozumieniu globalnym może być trudny do zrozumienia, zaakceptowania. Na świecie są grupy czy państwa uprzywilejowane i te po drugiej stronie barykady. Myślę, że wraz z rosnącą świadomością wiele osób czuje, że ich tożsamość jest „wypierana”, a na jej miejsce wtłaczane są pewne stereotypowe modele zachowań i role społeczne. Mówię np. o kobietach, o osobach homoseksualnych i wielu innych grupach, które w konkretnych społeczeństwach muszą walczyć o swoje podstawowe prawa, co dość wyraźnie można zaobserwować również na naszym rodzimym podwórku. To bardzo rozległy temat, bez jednoznacznej odpowiedzi…

Arkadiusz Kałucki: Zapytam wprost: Ms.Obsession kieruje się sercem czy rozumem?

Ms.Obsession: Ms. Obsession ma i serce i rozum więc korzysta z dobrodziejstw obydwu.

04.MsObsession fot.Anna Pawłowska

Ms.Obsession fot.Anna Powałowska

Arkadiusz Kałucki: Olu, proszę powiedz kto Tobie pomagał przy realizacji upragnionej płyty. Bo kilka znanych nazwisk i pseudonimów nie można pominąć.

Ms.Obsession: Od strony muzycznej współpracowałam z takimi producentami jak: En2ak, ka-meal, Teielte, Sotei, Wtrdps i Dustplastic. Swoją cegiełkę dołożył też Agim Dżeljilji, a miksami zajął się Rafał Smoleń. Okładka i wszelaka oprawa graficzna w projekcie Ms. Obsession to niezmiennie zasługa Kornela Nurzyńskiego.

Arkadiusz Kałucki: Jak będzie wyglądała trasa koncertowa promująca płytę „Manekin”? To będą koncerty klubowe(mam nadzieję) czy koncerty plenerowe? Gdzie?

Ms.Obsession: Na naszej trasie znalazło się już Radio RDC a przed nami koncerty w Radiu Lublin, Radiu Rzeszów oraz w Domu Literatury w Łodzi i w Warszawskim klubie SPATiF.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję Olu za spotkanie i rozmowę 🙂

Ms.Obsession: Ja również bardzo dziękuję!

Intervista a Dominika Zamara – wywiad 20.04.2018

04.02.2018 Dominika Zamara w POP Radiu 2

Dominika Zamara i Ja fot.AK

Dominika Zamra appartiene al gruppo di artisti polacchi il cui talento vocale è stato riconosciuto ben oltre i confini del nostro paese. Canta nei più importanti palcoscenici del mondo con opere e concerti, in Italia, Francia, Spagna, Stati Uniti, Giappone, Corea del Sud e Cina. Il suo percorso artistico è passata dall’avventura con un gruppo rock gotico ed alcune altre importanti fasi del suo sviluppo come soprano drammatico, il tutto riassunto nella seguente intervista.

 

 

Arkadiusz Kałucki: Dominika ai una voce da soprano drammatico al contrario, Liv Kristine ( soprano di coloratura) e Tarja Turunen (soprano lirico) entrambe associate alla scena rock gotica, anche tu eri associato alla medesima scena. Parlami del periodo trascorso nella band dei Wishing Well e perché hai cambiato genere?

Dominika Zamara: L’opera è sempre stato l’obiettivo principale della mia vita, iniziai a studiare pianoforte all’età di 7 anni, proseguii con la scuola di musica nella classe di canto solista e l’Accademia di musica di Wroclaw nel dipartimento vocale. L’incontro con la musica metal è stata solo una parentesi degli anni in cui studiavo, sono sempre stato affascinata dal gotic metal, adoro la combinazione canto lirico con i suoni pesanti delle chitarre. Ovviamente questo genere viene principalmente eseguito nei club, è stato un allenamento insolito per testare il palcoscenico e il pubblico, paradossalmente questo mi ha preparata per la professione di cantante lirica.

Arkadiusz Kałucki: Sei originaria di Wroclaw, ma vivi in Italia, a Venezia, potresti cantare e continuare a vivere in Polonia, ma sei emigrata in Italia, qual’è stata la ragione?

Dominika Zamara: è stata l’Italia che mi ha scelta, ricevetti una borsa di studio per il Conservatorio di Verona dove ho potuto studiato con grandi maestri il Bel Canta italiano. La mia voce è stata molto apprezzata in Italia, e sin da subito mi è stato offerto un lavoro con un agenzia, ho fatto il mio debutto con il ruolo di Mimi in La Bohème di Puccini, quindi era destino. L’Italia è la culla dell’opera, cantare in Italia è un sogno per ogni cantante lirico. Il pubblico italiano ama l’Opera e sono grandi conoscitori, capita spesso che cantino l’intera opera con me, conoscono a memoria interi libretti. Quindi la risposta è semplice, è stato il pubblico Italiano ad aver apprezzato per primo la mia voce, e mi ha offerto un’opportunità straordinaria per lo sviluppo artistico, se la Polonia mi avesse offerto un’opportunità simile, sarei rimasta in Polonia.

03.Dominika Zamara fot.Magdalena Holubowska

Dominika Zamara fot.Magdalena Holubowska

Arkadiusz Kałucki: il pubblico italiano che assistere ad un’opera sono „esperti e ammiratori della materia”, come li paragoneresti, per esempio al pubblico degli Stati Uniti?

Dominika Zamara: Penso che il pubblico italiano sia più il preparato al mondo, l’opera è nata a Firenze, conoscono sia le voci che la tecnica e per lo più sono melomani, è un pubblico è molto critico, il più grande esame per un cantante. Se un cantante lirico viene apprezzato in Italia può cantare in tutto il mondo. Sono spesso invitata a cantare in vari paesi, ad esempio Stati Uniti, Corea, Cina, Messico, Russia, Francia, Croazia, ecc. Il pubblico americano è molto caldo ed entusiasta ma molto più facile da accontentare. In Italia i teatri sono spesso barocchi, ad esempio dal XVI secolo e tutto è più intimo, negli Stati Uniti, le sale da concerto sono enormi e c’è promozione artistica.

Arkadiusz Kałucki: Nelle varie opere interpreti diversi personaggi, con caratteristiche diverse, quando devi identificarti con il personaggio per renderlo tuo come prepari i ruoli?

Dominika Zamara: una domanda interessante, quando lavoro su di un personaggio devo diventare quel personaggio. Quando stavo preparando il ruolo di Mimì da La Boheme, ho vissuto in un antico appartamento nel cuore di Verona, che ricorda l’appartamento di Mimì e veramente in quel periodo ero Mimi, quando il personaggio di Mimì morì sul palco, anche parte della mia anima morì per un periodo. Quando creo un determinato personaggio sul palco, non sono più Dominika, la mia anima e la mia personalità si trasformano. La cosa più difficile è separarsi dal ruolo, e quando lo spettacolo finisce sento un vuoto dentro me…

Arkadiusz Kałucki: Quali sono i tuoi compositori preferiti e quali opere ti piace cantare di più?

Dominika Zamara: amo Mozart, posso dire che Mozart è il mio più importante insegnante di canto e tecnica vocale, mentre canto le arie di Mozart trovo la mia posizione naturale e una grande libertà. Amo anche il bel canto italiano e sono felice di interpretare i ruoli di Rossini, Bellini e Donizetti, amo il nostro grande Chopin, sono felice di eseguire i suoi lieder in tutto il mondo. La voce è uno strumento vivo in continua evoluzione.

02.Dominika Zamara fot.Magdalena Holubowska

Dominika Zamara fot. Magdalena Holubowska

Arkadiusz Kałucki: Ho notato che tu esegui oltre alle rappresentazioni liriche anche concerti con diversi accompagnamenti, chitarra classica pianoforte e con orchestra, hai dei repertori diversi per ognuna di queste formule loro o canti sempre lo stesso?

Dominika Zamara: Canto spesso opere con orchestra o concerti con arie d’opera, sacro, oratori o musica contemporanea. Per esempio canto spesso recital con pianoforte, dove di solito eseguo cicli di lieder o arie da camera, a volte lavoro con chitarristi classici, ho registrato un CD i lieder del compositore croato Ivan Padovec per un’etichetta discografica italiana insieme al chitarrista classico americano Stanley Alexandroowicz. Abbiamo fatto un tour negli Stati Uniti per promuovere questo album … Il mio repertorio è molto vario. Sto preparando costantemente nuovi programmi e nuovi ruoli per le opera … L’arte vocale non ha limiti …

Arkadiusz Kałucki: Parlaci dei tuoi progetti futuri.

Dominika Zamara: A fine aprile uscirà il mio nuovo disco “Chopin Lieder Op.74” edito dalla Casa Discografica Elegia Classics, e ne seguiranno molte date di promozione in Italia (ad esempio a Roma al Teatro Marcello) ed in altri paesi, a maggio partirò per un tour in USA e sarò anche spesso in Polonia.

Arkadiusz Kałucki: Grazie mille per averci concesso questa intervista

Dominika Zamara: Grazie a voi.

Suova – wywiad 11.04.2018

 

01.Suova 1

Suova i moi fot.AK

Suova to młody zespół, który postanowił zrealizować swoje muzyczne marzenia. Ich debiutancka płyta „Somewhere in the middle” to szerokie przestrzenie muzyczne, które wypełniają smaczne nuty jazzu, intrygujące podniebienie przyprawy soul-funky a wszystko to ze szczyptą etno i pop 🙂 To była dla mnie bardzo smacznie intelektualna rozmowa. Wywiad w obu stacjach radiowych już był, a tu kwintesencja naszego spotkania w tradycyjnie siedmiu pytaniach 🙂

 

02.Suova okladka

Arkadiusz Kałucki: Gdzie zmierza zespół Suova? Jaki założyliście sobie muzyczny cel na początku waszej drogi muzycznej?

Arcadius Mauritz: Zabrzmi to może ciut lakonicznie, ale idziemy po prostu DALEJ. Tworzymy nowe rzeczy, doskonalimy warsztat, we współbrzmieniu i muzycznym porozumiewaniu się wchodzimy na co raz to wyższe poziomy. Jednocześnie jednak nie mamy przysłowiowego ciśnienia. Osobiście jestem zwolennikiem teorii, że wszystko w życiu ma swój czas i miejsce. Zatem robię to co do mnie należy najlepiej jak umiem, zupełnie niczego się nie spodziewając i nie oczekując. Na początku naszej drogi celem było po prostu granie. Z czasem te cele ewoluowały w miarę jak zaczęły pojawiać się nowe możliwości.

Martyna Zając: Na początku naszej drogi skupiliśmy się na systematycznych spotkaniach. Założyliśmy, że będzie to twórczy czas, działanie bez żadnych oczekiwań. W wyniku nagromadzonych materiałów i wizji płyty zrobiło się poważniej. Teraz, kiedy jesteśmy po wydaniu debiutanckiej płyty naszym celem jest dotarcie do jak największej rzeszy odbiorców, zależy nam na jakiejś reakcji na naszą muzykę. Nowe utwory powstają a my planujemy trasę koncertową.

03.Martyna Zajac fot.Arcadius Mauritz

Martyna Zając fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Symbolika na okładce płyty „Somewhere in the middle” nie do końca jest taka oczywista. Drzewo i biała chmura mają bardzo wiele odniesień. Jaka jest ich interpretacja według zespołu Suova?

Arcadius Mauritz: Kiedy tworzyłem koncepcję na stronę graficzną płyty, poczułem, że chmura będzie idealnym symbolem, by podsumować moje osobiste dążenia, zasady, którymi się kieruję w życiu. Cieszę się,ż e reszta zespołu podążyła za tą wizją. Dla mnie ta płyta nie jest tylko o muzyce. Jest przede wszystkim o tym, że marzenia nie są tak daleko jak mogłoby się wydawać. Nie chcę zabrzmieć pompatycznie, ale według mnie symbolizuje też dążenie do bycia po prostu szczęśliwym. Często umieszczamy swoje wyobrażenie o szczęściu gdzieś daleko, niczym chmurę na niebie. A naprawdę to nic trudnego, by ta chmura przyszła do ciebie, tu, na ziemię. A to „gdzieś po środku” to stan idealnej harmonii do którego wszyscy w jakimś sensie dążymy.

Martyna Zając: Okładka, jak zresztą cała nasza filozofia zespołowa, jest pełna symboliki. Umieszczenie na tytułowej stronie drzewa z koroną w postaci chmury jest idealne do wielorakiej interpretacji. Nie chce podpowiadać odbiorcom, ale każdy ma swoje skojarzenia z poszczególnymi obrazami. Dla mnie chmura to symbol marzeń i myśli, zaś drzewo ma tą cechę, że koroną dosięga nieba, a korzeniami piekła. Jest łącznikiem pomiędzy tymi dwoma światami. Poprzez korzenie dosięga do jądra ziemi. Można się nawet głębiej zanurzyć w tą interpretację, że zakorzeniamy się w sercach naszych słuchaczy nie zapominając o marzeniach. Każdy z członków zespołu m inną interpretację, ale cel był wspólny – dotarcie do serca słuchacza, by go poruszyć.

04.Arcadius Mauritz fot.Acadius Mauritz

Arcadius Mauritz fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Jak wyglądał proces komponowania i pisania tekstów tzn. najpierw były teksty a później muzyka czy odwrotnie? I jaki jest w tekstach przekaz od Was do słuchaczy?

Arcadius Mauritz: System naszej pracy niewiele się zmienił od początku funkcjonowania zespołu. W większości przypadków wygląda to podobnie : przynoszę układ akordów/harmonii z paroma pomysłami na próbę, gdzie ten materiał ogrywamy, a zespół proponuje też coś od siebie. W tym czasie Martyna słuchając szkicu nowej piosenki pisze tekst i układa melodię. Potem zostaje nam dopracować detale i dopieścić aranżację.

Martyna Zając: Arkadiusz komponował jeszcze jak się nie znaliśmy. Wtedy jeszcze do szuflady. Jak już się skompletowaliśmy w pełen skład, przynosił kwity na próbę. Od razu zażarło. Wymyślałam na bieżąco melodie i teksty i wspólnie z całym zespołem aranżowaliśmy poszczególne kompozycje. Tematyka tekstów jest zróżnicowana, ale jest u podstaw miłości, życiowych doświadczeń i różnych przeżyć. Musiałabym przeanalizować każdy utwór z osobna, bo każdy traktuje o innych emocjach. Zostawiamy słuchaczom interpretację.

05.Rafał Dubicki fot.Arcadius Mauritz

Rafała Dubicki fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Co jest według was ideałem na płycie?

Arcadius Mauritz: Ideałów nie ma (śmiech). A pytanie to jest szczególnie trudne, ponieważ słuchając tego materiału z perspektywy czasu tak wiele byśmy zmienili… Niemniej, do znudzenia będę powtarzał, że moim ukochanym numerem jest „Clouds Like Trees”. Jestem z niego dumny jako kompozytor, ale również pełny podziwu dla całego zespołu oraz wspaniałej Kasi K8 Rościńskiej, która zaaranżowała i wykonała partie chórkowe.

Martyna Zając: Jeśli chodzi o mój poziom zadowolenia z poszczególnych utworów, to generalnie jestem bardzo dumna i usatysfakcjonowana z całej płyty mimo, że jako osoba bardzo wymagająca uważam, że jest daleka od ideału. Ale to dobrze, bo ideał wieńczy jakiś koniec. A my się dopiero rozkręcamy i celem jest ciągły rozwój. Myślę, że ideałem na płycie jest harmonia jaką ja odczuwam słuchając jej. Mam na myśli to słowo w kontekście równowagi. Ja odczuwam spokój. I to mnie satysfakcjonuje.

06.Artur Pruziński fot.Arcadius Mauritz

Artur Pruziński fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Złoty środek, wypośrodkowanie, równowaga te słowa dla mnie wyłaniają się po wielokrotnym przesłuchaniu debiutanckiego materiału zespołu Suova. To ma być klucz do sukcesu?

Arcadius Mauritz: Sposobów na sukces jest wiele, natomiast owe wypośrodkowanie o którym mówisz wynika przede wszystkim z naszej wspólnej energii zespołowej; z charakteru kompozycji oraz pewnej świadomości. Przyznam się, że będąc nastolatkiem fascynowało mnie tylko to co skrajne : ciemne albo jasne. Nic co pośrodku nie dawało mi wystarczającej satysfakcji. Dziś patrzę na te zagadnienia zupełnie inaczej i cieszę się, że dojrzałem do tego, by dojrzeć piękno i wartość w harmonii i symetrii.

Martyna Zając: Czemu nie? Ludzie często myślą: czarne albo białe. A po co ta ostra granica? Życie ciągle daje odczuć, że wszystko jest spójne, przeplatają się ludzie, zdarzenia. Próbujemy coś oceniać w kategoriach dobra i zła, szufladkować. To nie potrzebnie gotuje problemy, rozczarowania, frustrację. My szukaliśmy właśnie tej równowagi, tej szarości, powszedniości, spokoju by było to w zgodzie z nami. I to się udało. Teraz się tylko przekonamy czy to klucz do sukcesu.

07.Paweł Nowak fot.Arcadius Mauritz

Paweł Nowak fot.Arcadius Mauritz

Arkadiusz Kałucki: Sporo przestrzeni zostawiliście w nagrania na krążku „Somewhere in the middle”. Jest w nich oddech, swoboda, nie nachalność instrumentarium obecnym na płycie. Tu najwięcej mieliście pracy by osiągnąć taki efekt?

Arcadius Mauritz: Zupełnie nie. Ta przestrzeń wynika poniekąd z faktu, że utwory oraz instrumentarium aranżowaliśmy sami. Poza tym, zależało nam na takiej właśnie nie nachalności do czego dążyliśmy podczas miksów, a za zrozumienie naszych potrzeb dziękujemy Jackowi Gawłowskiemu.

Martyna Zając: To wyszło całkowicie naturalnie. Daliśmy sobie nawzajem przestrzeń i swobodę podczas tworzenia, więc efekt finalny nie mógł być inny 🙂

Arkadiusz Kałucki: I już tradycyjnie poproszę o przedstawienie wszystkich uczestników biorących udział w nagraniu płyty: kto i na czym gra, dlaczego etc.. A ja muszę dodać, że według mnie trąbka i chórek „zrobiły Wam płytę” 🙂

Arcadius Mauritz: Oprócz naszego regularnego składu na płycie pojawili się goście, bez których, jak częściowo wspomniałeś, ta płyta nie brzmiałaby tak jak brzmi.

Za produkcję wokalną oraz chórki odpowiadała wspaniała Kasia K8 Rościńska.
Na skrzypcach elektrycznych w Pilgrim zagrał Robert Seniuta.
Na gitarze elektrycznej w Black Roses i Let It Happen – Artur Łukasiewicz.
Na perkusjonaliach – Damian Całka.

Wielkie DZIĘKUJĘ dla tych Państwa 🙂

I jeszcze jedno moje podziękowanie dla Masztala z SONUS Studio – za kreatywną realizację i wielkie zaangażowanie w ten projekt!

Martyna Zając: Ja ze swojej strony chciałabym dodać, że się z tym zgadzam. Niezmiernie się cieszę, że Kasia K8 Rościńska znalazła czas i wyraziła chęć pracy przy płycie. Ogromnie mi pomogła. Praca w studio z Nią to czysta przyjemność i duża dawka doświadczenia. Zaś Rafał? Co tu dużo mówić – to nasza perełka 🙂

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę do audycji radiowej Warto Posłuchać jak i na mój blog 🙂

Arcadius Mauritz: Dzięki wielkie i do zobaczenia/usłyszenia!

Martyna Zając: Dziękuję ślicznie 🙂

Robert Cichy – wywiad 26.03.2018 r.

01.Robert Cichy i Ja 2018

Robert Cichy i Ja fot.AK

Robert Cichy☺ Kopalnia wiedzy i doświadczenia☺ Był liderem formacji Chilli czy June 🙂 Od blisko 14 lat na stałe współpracuje z Ania Dąbrowską. Ponadto, ma na swoim koncie udział w muzycznym sukcesie m.in. Marceliny, Ani Rusowicz czy Piotra Zioły. Niejednokrotnie grał u boku Urszuli Dudziak czy Michała Urbaniaka. Robert Cichy – gitarzysta, kompozytor, producent a także wokalista nagrał mądry, szczery i spójny album „Smack” 🙂

01a.smack-okladka

Arkadiusz Kałucki: Masz na swoim koncie współpracę m.in. z Anią Dąbrowską, Ania Rusowicz czy Urszulą Dudziak, Michałem Urbaniakiem. To są dwa różne bieguny muzyczne. Co się od nich w tym czasie nauczyłeś, co zaprocentowało na Twojej solowej płycie „Smack”?

Robert Cichy: Praca z innymi artystami daje natchnienie, energie na rozwój do dalszej pracy. Wzbudza zdrową rywalizację, szacunek i dystans do muzycznego ‚ego’.

Arkadiusz Kałucki: Ciekawe instrumentarium wykorzystałeś by zrealizować swój debiutancki materiał muzyczny. Co to za instrumenty i kto na nich gra? Może Ty sam?

Robert Cichy: Od lat współpracuję z wieloma artystami, wytwórniami itd. Akurat w przypadku swojej solowej płyty postawiłem na niezależność w zakresie wydawnictwa jak i wszelkich działań muzycznych od komponowania do nagrywania. Wykorzystałem wszystkie swoje umiejętności, pomysły, instrumenty (poza gitarą akustyczną i elektryczną pojawiła się m.in. bałałajka czy banjo). Nagrałem też basy, syntezatory. To była w pewnym sensie zabawa połączona z pracą. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że we wszystkich utworach jest głównie moja ‚ręka’..

02.Robert Cichy 1 fot.Krzysztof Mossakowski

Rober Cichy fot.Krzysztof Mossakowski

Arkadiusz Kałucki: Jesteś producentem płyty i razem z DJ Epromem(Polska legenda Hip-Hopu) ją miksowaliście. Ale to nie jedyny zaproszony gość, który pomógł zrealizować Twoje muzyczne marzenie. To teraz proszę pochwal się kogo jeszcze namówiłeś do współpracy nad płytą „Smack”? Jakie było kryterium ich doboru?

Robert Cichy: Zaprosiłem moją siostrę Magdalenę Ziętek, która zagrała na skrzypcach w kilku utworach. W kawałku ‚Henhouse’ zaskreczował DJ Brk. Jest oczywiście Ania Dąbrowska, z którą już współpracuje 14 lat i australijski ziom z Opola:))- Phillip Bracken.. Natomiast Dj Eprom na etapie miksu pomógł mi ukręcić „tłuste” brzmienie, żeby gitarowym utworom nadać głębszej mocy 🙂

Arkadiusz Kałucki: Jesteś na polskiej scenie muzycznie od ponad 15 lat. Byłeś frontman’em zespołów Chilli czy June. Album „Smack” jest Twoim pierwszym solowym „muzycznym dzieckiem”. Mam taką myśl patrząc na Twoją drogę muzyczną, że jesteś trochę takim „Trubadurem”. Przemieszczasz się po różnych obszarach muzycznych i dopiero teraz znalazłeś przystań, która być może stanie się Twoim domem. Czy raczej dalej ruszysz w podróż?

Robert Cichy: Jestem cały czas w podróży…czasem bywam w domu 3 dni w miesiącu..:)także moja droga muzyczna ewoluuje…transportuje(emocje:),globtroteruje dźwięki i co najważniejsze – dojrzewa 🙂

Arkadiusz Kałucki: Czy tytuł płyty „Smack” był jedynym wyborem czy miałeś inne pomysły?

Robert Cichy: Tytuł płyty ‚Smack’ został ostatecznie wybrany po nagraniu utworu ‚Smack’:) Najbardziej charakteryzował klimat płyty…ale oczywiście były przed’smacki’ tytułu…Pierwszy, który miał być to: Alabama Zdrooj::))) czyli americana w polskim wydaniu 🙂

03.Robert Cichy 2 fot.Krzysztof Mossakowski

Robert Cichy fot. Krzysztof Mossakowski

Arkadiusz Kałucki: Do kogo kierujesz swoją płytę? Masz w wyobraźni swojego odbiorcę? Bo jak powiesz, że do wszystkich, to tak jakby powiedzieć „do nikogo”.

Robert Cichy: ‚Smack’ kieruję do odbiorcy stabilizacyjnie nieukierunkowanego, wrażliwca lubiącego drapieżnie rwące struny gitary akustycznej 🙂

Arkadiusz Kałucki: Na koniec zapytam o ulubione miejsce Roberta Cichego. Gdzie lubisz się wyciszyć, nabrać dystansu do codziennego świata, zrelaksować?

Robert Cichy: Te miejsce jest w mojej głowie…wystarczy je czasem wyciszyć…:)))

Arkadiusz Kałucki: Robercie bardzo dziękuję za wywiad do programu „Warto Posłuchać” jak i tu na mój blog 🙂 Powodzenia 🙂

Robert Cichy: Dziękuję za zaproszenie i rozmowę. Pozdrawiam wszystkich fanów muzyki.

Aleksandra Wysocka(Reżyser) – wywiad 15.03.2018

Aleksandra Wysocka_Rezyser i Ja 2018

Aleksandra Wysocka i Ja fot.AK

Aleksandra Wysocka jest młodą i perspektywiczną reżyserką i scenarzystką filmową. Dobrze radzi sobie w krótkich formach filmowych i o jej kolejnym przedsięwzięciu będziemy rozmawiać bardzo szczerze 🙂 Nowy film nosi tytuł „That Jazz” a w rolach głównych wystąpią: Iza Dąbrowska, Marie Napieralska i Edyta Bełza.

plakat fot.Marcin Rostkowski.jpg

Plakat filmu. Autor Marcin Rostkowski

 

Arkadiusz Kałucki: Masz już na swoim koncie kilka krótkich form filmowych. Czas teraźniejszy przynosi nam kolejną. Czy to według Ciebie jest słuszna droga dla młodego reżysera, który docelowo myśli o dużej produkcji? To jest takie budowanie swojego warsztatu?

Aleksandra Wysocka: Warsztat to dobre słowo na twórczość filmową. Oprócz pomysłów, kreatywności i zaangażowania na sto procent, nieocenione jest doświadczenie i praca od podstaw. Artyści nie lubią, gdy wkłada się ich w schematy, tabelki, rutynowe czynności ale to właśnie pozwala nabyć warsztat, oswoić się z nową formą, poznać reguły gry, żeby je potem odrzucić. Moje dotychczasowe krótkie formy były przede wszystkim szukaniem własnego głosu, eksperymentowaniem z formą i zaspokojeniem pragnienia zanurzenia się w interesującym mnie temacie. Dokument „5 minut” narodził się z pasji do tańca i ogromnego szacunku do tancerzy baletowych. Chciałam ich obserwować, zobaczyć z bliska moment tuż przed wejściem na scenę, jak przygotowują się do swoich „pięciu minut”. Czy są spokojni? Czy mają swoje utarte czynności, dzięki którym zyskują kontrole nad ciałem? W takich momentach, gdy bohater dokumentu jest skupiony na celu, nie na kamerze, wychodzą emocje i osobowość, jego sposób na radzenie sobie z rzeczywistością. To mnie inspiruje. Film krótkometrażowy, który realizowałam ze współtwórcami – reżyserami we Wrocławskiej Szkole Filmowej Mastershot „Fraga” był przygodą z adaptacją opowiadania „Zadziorna” Brocka Adamsa. To była genialna współpraca całej szkoły. Tu zdobyłam zupełnie inny warsztat, bo w grę wchodziła praca z aktorem – cudownym Wiesławem Cichym, i przygotowanie młodej aktorki-amatorki do bardzo wymagającej roli. Jestem dumna z tego filmu – teraz dużo rzeczy przygotowałabym inaczej, ale to jest właśnie to, o czym rozmawiamy- dzięki temu filmowi nabyłam doświadczenie i jestem tu, gdzie jestem.
Teraz przede mną znów dwie inne formy: „That Jazz” które jest fabułą krótkometrażową i film dokumentalny kreacyjny o oswajaniu dzikich koni w Polsce. Mam nadzieję że oba przyjdą na świat jeszcze w tym roku.

Arkadiusz Kałucki: Jaką drużynę filmową zebrałaś wokół siebie? Poproszę o przedstawienie każdego z nich  🙂

Aleksandra Wysocka: Jestem bardzo szczęśliwa, że zebraliśmy taką obsadę i ekipę. Muszę przyznać, że większość stanowią kobiety, co jest rzadkością w branży filmowej. W obsadzie mamy : w roli głównej bohaterki – Edytę Bełzę, która ma już za sobą spore doświadczenie, jak na swój młody wiek- zarówno w produkcjach telewizyjnych takich jak „Na Sygnale” jak też w etiudach studenckich m.in. „Sierpień” Tomasza Ślesickiego, Matkę bohaterki Izę Dąbrowską (obecnie można zobaczyć jej występy w tragedii Ondreja Spišáka „Historia Jakuba” w Teatrze Dramatycznym, na scenie Och – Teatru w „Udając ofiarę” w reżyserii Krystyny Jandy, czy w bardziej komediowej odsłonie serialu telewizyjnym- „Ucho Prezesa”), oraz Nauczycielkę tańca Magdę, którą gra Marie Napieralska – aktorka Teatru Buffo, nauczycielka śpiewu przy studiu artystycznym Metro. Ostatnio do naszej obsady dołączyła Krystyna Tkacz w roli Dyrektorki Studia Tańca – jedna z najbardziej rozpoznawalnych aktorek serialowych i filmowych. W naszej ekipie filmowej jest operator Olaf Tryzna – członek zespołu operatorskiego Arka Tomiaka, kierownik produkcji Katarzyna Staszczyk pracująca przy telewizyjnych produkcjach, takich jak „Malanowski i Partnerzy”, „Uwikłani”, „SOS. Ekipy w akcji” oraz też w dziale produkcji Monika Mazur, która pracuje przy serialu „Druga Szansa” i przy produkcjach Teatru Telewizji.

Arkadiusz Kałucki: Dorastanie, Transformacja i Tożsamość czy te trzy słowa są kluczem do zrozumienia przesłania z Twojego filmu „That Jazz” ?

Aleksandra Wysocka: Myśl, z którą chciałabym żeby widz został po obejrzeniu filmu to    „Odkryj to kim jesteś” – bo przecież o to w dorastaniu chodzi. Zaczynamy nowy etap życia poprzez zobaczenie, że jesteśmy czyjąś marką osobistą. Dopiero jak odrzucimy twory rodzinno-kulturowe odkrywamy, kim jesteśmy. To jest ta transformacja. Bohaterka ma wizje siebie w nowym świecie- świecie tańca i kobiecości, potem buntuje się przeciwko wizji swojej matki na jej życie i ryzykuje- rzuca się w inną rzeczywistość. Dotykamy tu tematu dojrzewania seksualnego, intymności bohaterki, tego jak nowy świat pobudza jej zmysły i ostatecznie sprawia, że zaczyna obserwować swój ideał kobiecości, nawet powiedziałabym : stalkować. Nie obejdzie się bez konfrontacji z siłami, które chcą kontrolować bohaterkę i poczuciem odrzucenia przez tych, których kocha – to właśnie prowadzi do krzyku bólu i odkrywania tożsamości. Myślę, ze wiele osób może zobaczyć w tym filmie swoją obecną sytuację, a nie tylko wspomnienie z dorastania.

wesprzyj.projekt fot.Mikołaj Borowy

fot.Mikołaj Borowy

Arkadiusz Kałucki: Skąd zaczerpnięty jest tytuł filmu? Ktoś Tobie podpowiedział?

Aleksandra Wysocka: Tytuł filmu pochodzi od tytułu piosenki, która jest leitmotivem filmu – „All that jazz” z musicalu „Chicago”. Grupa taneczna, do której dołącza bohaterka, ćwiczy właśnie bardzo seksowny układ do tej piosenki. Ten układ też zbliża Dianę do jej choreografki tańca i jego uczy się w domu, by zaimponować swojej idolce. Czyli „Cały ten jazz”.

Arkadiusz Kałucki: Ile historii opowiedzianej w filmie „That Jazz” będzie bezpośrednio dotyczyło Ciebie? Bo coś ze swojego życia prywatnego przemyciłaś w scenariuszu, prawda?

Aleksandra Wysocka: Na pewno bazowałam na własnych doświadczeniach dorastania i dojrzewania poprzez taniec. Od czternastego do osiemnastego roku życia po szkole biegłam z plecakiem do Opery Wrocławskiej na zajęcia tańca. Mieliśmy balet, taniec współczesny, hip-hop i broadway jazz właśnie. To były magiczne momenty. Ubierałyśmy z koleżankami czarne body, baletki i wchodziłyśmy do świata scenicznego performance’u, zmysłowych układów . Czasami tylko leżeliśmy na podłodze z zamkniętymi oczami i słuchaliśmy muzyki poprzez drganie podłogi. Potem można było zacząć tańczyć jednym palcem, potem nogą. Czasami tańczyliśmy z zamkniętymi oczami. Te zajęcia sprawiły, że lepiej poznałam własne ciało i odkryłam w sobie zwierzę sceniczne , zmysłową kobietę. Nasza choreografka ogromnie nas, dzieciaki, inspirowała. Mogliśmy wcielać się w postaci z różnych musicali nie tylko poprzez taniec ale i poprzez grę aktorską. Nasze występy w jej choreografii zawsze budziły podziw widzów i rodziny.

Arkadiusz Kałucki: Jak bardzo zmienił się scenariusz od jego pierwotnego napisania do ostatecznej wersji? I gdzie będziecie kręcić film?

Aleksandra Wysocka: Film będziemy kręcić w Warszawie i okolicach. Scenariusz powstawał przez pół roku – sama pracowałam przez dwa, resztę czasu dopieszczałyśmy projekt z moim script doktorem – Katarzyną Bogucką. Było wiele kierunków, w które chciałam pchnąć historię ale nieocenionym zdaniem, które pomogło mi się zdecydować, było zdanie mojego nauczyciela z Warszawskiej Szkoły Filmowej – Radosława Piwowarskiego. Poprosił, bym jak najprościej trzymała się pierwotnej idei filmu i nie szukała na siłę dodatkowych wątków. Praca ze script doktorem choć nie zmieniła przebiegu fabuły to scaliła wydarzenia, zagęściła akcję i dodała masę istotnych szczegółów.

That jazz (1) fot. Mikołaj Borowy

„That Jazz” fot.Marcin Rostkowski

Arkadiusz Kałucki: Crowdfunding to w XXI w. bardzo modna i jak się okazuje skuteczna forma aby zrealizować swoje marzenia nie tylko w Kulturze. To był z Twojej strony krok desperacji by doszło do realizacji filmu? Potencjalni sponsorze boją się być „Mecenasami” u młodych artystów? Jak to odbierasz?

Aleksandra Wysocka: Crowdfunding odbieram bardzo pozytywnie. Sukces zależy tylko od Ciebie, twojego zaangażowania i pomysłowości – i to lubię. Z mojej strony był to krok wynikający z ciągłego szukania rozwiązań, jak ten film ma powstać. Zainspirował mnie cytat młodego reżysera z Wrocławia, którego bardzo szanuję – Kuby Czekaja. W wywiadzie powiedział o robieniu filmów : „Możliwości jest dzisiaj wiele. Nic tylko brać się do roboty i nie narzekać”. I to właśnie robię.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i rozmowę 🙂 Powodzenia.

Aleksandra Wysocka: Dziękuję Arku i dziękuję wszystkim czytelnikom bloga. Zapraszam Was do wzięcia udziału w naszym projekcie poprzez platformę Polak Potrafi, bo dzięki Wam „That Jazz” może rosnąć!

Paulina Przybysz – wywiad 8.02.2018

01.Paulina Przybysz i Ja 1

Paulina Przybysz i Ja fot.AK

Paulina Przybysz nareszcie nagrała płytę podpisując się pod nią swoim imieniem i nazwiskiem 🙂 Krążek pt. „Chodź Tu” to jeden z najlepiej ocenianych i wychwalanych albumów 2017 r. w Polsce 🙂 Zawarte na nim nowoczesne brzmienia r’n’b z elementami hip-hopu i elektroniki były tematem mojej rozmowy radiowej z Pauliną oraz na blog Warto Posłuchać 🙂

02.Paulina Przybysz okladka

Arkadiusz Kałucki: Co to według Ciebie znaczy być artystą niezależnym? Czy czujesz się artystką niezależną?

Paulina Przybysz: Myślę że niezależność to trochę stan umysłu. Można powiedzieć że duża wytwórnia po podpisaniu ma prawo zmuszać artystę do czegoś czy narzucać mu swoje pomysły artystyczne. Może i tak się zdarzało w jakiś przypadkach ale myślę że najistotniejsze jest wiedzieć co się na tych płytach chce pokazać i zanim wejdziemy w deal mieć to porozumienie z wydawcą i pewność co do układu. Może to jest łatwiejsze jak jest się już dużym aczkolwiek mam wrażenie że młoda scena jest teraz bardzo wyrazista i niezależnie czy wydają w dużych wytwórniach czy tylko wrzucają muzykę na bandcamp czy tłoczą własnym sumptem to są konkretne i niezależne wydawnictwa – gdzie niezależność definiuję jako wolność artystyczną, nie rodzaj planu biznesowego. Ja się czuję niezależna bo nie idę na kompromisy, choć mam otwartą głowę i słucham sugestii i inspiruje mnie to z kim pracuję.

Arkadiusz Kałucki: Twój album „Chodź tu” jest pierwszym, pod którym podpisujesz się z imienia i nazwiska. Po Sistars masz na swoim koncie bardzo udane projekty Pinnawela, Archeo czy Rita Pax. Kiedy zapadła czy jak wolisz dojrzała w Tobie decyzja o nagraniu i wydaniu płyty jako Paulina Przybysz?

Paulina Przybysz: Materiał na tę płytę tworzony był ze trzy lata. W tym czasie działałam też z Ritą Pax i robiłam różne ciekawe rzeczy ale jak już spojrzałam na ten katalog to poczułam że nie potrzeba mu żadnego pseudonimu ani nazwy projektu, że to są po prostu moje piosenki i tyle. To wyszło naturalnie.

Arkadiusz Kałucki: Po wielokrotnym przesłuchaniu płyty „Chodź Tu” wynotowałem sobie słowa związane z Tobą. A są to: szczerość, tożsamość(artystyczna), indywidualistka(prywatnie i zawodowo), skupienie(nad tym co robisz), kosmos. Co Ty na to? Możesz się odnieść do każdego z tych pojęć?

Paulina Przybysz: Bardzo mi się podobają te słowa.

Szczerość jest czymś bardzo trudnym i nie jestem mistrzem bynajmniej ale w piosenkach uważam że jest trochę jedyną drogą. Można tez czasem użyć szczerze cynizmu czy humoru ale szczerze .

Indywidualistą jest myślę każdy, prywatnie i zawodowo.

Skupienie. Jak tylko mam okazję być przez chwilę sama i mieć przestrzeń to chętnie wykorzystuję ten czas do pracy twórczej. Pomimo że jest to moja praca, którą poniekąd sama sobie wymyśliłam to traktuje takie chwile jako luksus i się nimi rozkoszuję .

Kosmos. Wszyscy jesteśmy jego fragmentami i faktycznie lubię żyjąc mieć ciągle w głowie że świat nie kończy się w Warszawie i że poza tym fizycznym dzieją się rzeczy na wielu wymiarach i że znaczenie tego wszystkiego jest większe i ciekawsze niż na co dzień nam się wydaje.

03a.Paulina Przybysz_fot. Łukasz Ziętek

Paulina Przybysz fot.Łukasz Ziętek

Arkadiusz Kałucki: Na płycie możemy usłyszeć wiolonczelę. Od początku planowałaś wykorzystać ten instrument czy w trakcie procesu komponowania i realizacji stał się brakującym ogniwem do całości?

Paulina Przybysz: Jako że był to mój instrument główny w szkole to jestem z wiolonczelą jakoś intuicyjnie sklejona i na etapie kompozycji często wykorzystuję ją bo umiejętność grania na jakimś instrumencie pozwala odzwierciedlić artykulacje czy harmonię jaką mamy w głowie. Często te nagrania zostają w piosenkach albo dogrywam do nich więcej powtórzeń. Mam to szczęście że w jest domu kilka wiolonczel bo mam swoją, kolegów z rity pax i szkolny instrument mojej córki więc jak nagrywam na każdej z nich mam brzmienie wielofakturowe. To jest super.

Arkadiusz Kałucki: Słuchając płyty „Chodź Tu” otrzymujemy sporą mieszankę brzmień m.in. r’n’b, hip-hop to przede wszystkim, a poza tym są jeszcze dubstep, drum’n’bass, orient, electronika. To wszystko udało się Tobie zrealizować też dzięki producentom, a tych jest kilku. Poproszę Ciebie o każdego z nich charakterystykę i dobór, bo z mojej wiedzy nie był on taki oczywisty. Trochę poszukiwałaś.

Paulina Przybysz: Tu też działam bardzo intuicyjnie. Szczerze powiedziawszy nie analizuję już od dawna muzyki tak bardzo w porządku gatunkowym bo uważam że od dawna tak jak rasy ludzi czy akcenty w językach muzyka jest jednym wielkim mieszańcem i wyrosła już z segregacji i należy się tu rozluźnić albo zostawić tą trudną dziedzinę nazywania gatunków i nadążania za nimi dziennikarzom. Ja dalej nie wiem czym jest K-Pop itd. Ja się skupiam na odczuciach. Dla mnie muzyka jest trochę jak praca farmaceuty, dobieram środki do uczuć, potrzeb. Czasem suplementuje bas, czasem przestrzeń, czasem gęstość bitu…. Na płycie swoje leki i zioła prezentują Night Marks, czyli Spisek Jednego Marek Pędziwiatr i Adaś Kabaciński ale jest też połamany numer stworzony z Teielte, Zamilską, Noepem i Sanderem Mulderem z Estonii. Ciężko by ich opisywać, polecam posłuchać.

04a.Paulina Przybysz_fot. Łukasz Ziętek

Paulina Przybysz fot.Łukasz Ziętek

Arkadiusz Kałucki: Na płycie „Chodź Tu” możemy usłyszeć Katarzynę Nosowską(Hey). Jak przypomnę niektórym, że w 2017 roku zespół Hey ogłosił zaskakującą decyzję o zawieszeniu działalności i pożegnalną trasę koncertową. Proszę powiedz jak doszło do współpracy z Katarzyna Nosowską?

Paulina Przybysz: W sumie to było proste, wysłałam piosenką drogą między menadżerską po czym dostałam wiadomość od Kasi : „Serio mogę? To ja tam po tych porodach się wklejam”. No nie ukrywam że to był highlihgt tego dnia 🙂

Arkadiusz Kałucki: Na koniec muszę zapytać o trasę koncertową w 2018 r. To będzie wyjątkowa trasa jak mniemam. Jakie atrakcje przygotowałaś? Będą wizualizacje? Specjalni goście?

Paulina Przybysz: W najbliższych dniach, czyli luty przeminie pod znakiem Niemena i trasy Krzysia Zalewskiego, któremu razem z Natalią towarzyszymy na płycie i trasie „Zalewski śpiewa Niemena”. Od marca wracamy z koncertami „Chodź Tu”, będziemy tu i tam i szykujemy się na sezon festiwalowy. Na razie kocham nasze wizualizacje , które pokazują teksty piosenek i czuję że publiczność jest pełna zrozumienia i po koncercie już wszystko wiedza i czują i uważam ze ten patent jest super ale kto wie, są różne pomysły 🙂

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i przemiłą rozmowę 🙂

Paulina Przybysz: Ja również dziękuję 🙂

Jerzy Lach(Reżyser) – wywiad 7.02.2018

01.Jerzy Lach w POP Radiu

Jerzy Lach i Ja fot.AK

Kilka dni temu miałem przyjemność przeprowadzenia wywiadu z reżyserem operowym i teatralnym Jerzym Lachem. Przez wiele lat był Dyrektorem Warszawskiej Opery Kameralnej, kierował Departamentem Kultury, Promocji i Turystyki w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego w Warszawie. Jest reżyserem wielu spektakli operowych w tym m.in. „Immanuela Kanta” Leszka Możdżera według dramatu T. Bernharda w Operze Wrocławskiej czy razem z zespołem artystycznym Warszawskiej Opery Kameralnej przygotował również dwa multimedialne, operowe widowiska plenerowe na dziedzińcu Pałacu w Wilanowie. W 2014 roku został nagrodzony przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

Arkadiusz Kałucki: Często w mowie potocznej mówimy, że „koszula jest bliższa ciału”. To muszę zapytać i poprosić Pana o opinię na temat dwóch obszarów Kultury. Teatr czy Opera? A może jesteśmy już w czasach, gdzie obie instytucje nie mogą żyć bez siebie?

Jerzy Lach: Zdecydowanie tak. Obecnie to już sztuczny podział. Przypomnę, że każda opera ma w swojej nazwie słowo teatr, a więc Teatr Opery ……itd. z czego łatwo wywnioskować, że opera , to teatr.

Arkadiusz Kałucki: Kiedy przygotowuje się Pan do wyreżyserowania spektaklu operowego czy teatralnego, wymaga Pan od swoich solistów umiejętności metody Stanisławskiego? Jak to było w przeszłości?

Jerzy Lach: Nie wiem, jak to było w przeszłości, ponieważ nie zajmowałem się wówczas operą, ale z tego co możemy obejrzeć na zapisach filmowych, to opera była raczej dosyć skostniałą formą, całkowicie zdominowaną przez muzykę i solistów. Reżyser był raczej taką osobą, która dbała, aby „wszytko się jakoś spinało” na scenie, aby soliści nie spóźniali się z wejściem na scenę, najważniejsze były partie solowe śpiewaków. Nie chciałbym tu nikogo obrazić, bo być może było również inaczej, ale tak naprawdę dopiero od pewnego czasu rola reżysera zaczęła być ważna i jego nazwisko pojawiło się na afiszu tuż za dyrygentem lub kompozytorem. Szczególnie to dotyczy oper współczesnych, do których dyrektorzy oper zaczęli angażować reżyserów filmowych lub z teatrów dramatycznych. To z kolei spowodowało przeniesienie na grunt opery metody Stanisławskiego, być może doczekamy, że reżyserzy zaczną wprowadzać metodę Grotowskiego, która była modyfikacja metody Stanisławskiego., to byłoby nawet ciekawe…..natomiast niewątpliwie obecnie korzystamy z tej metody. Ja w swojej pracy reżyserskiej bardzo często, proponuję aktorowi sceny improwizowane, a później oczekuję, że aktor-solista sam zaproponuje swoją wizję postaci. O ile ta wizja zgadza się z moją koncepcją reżyserską, to wówczas pracujemy dalej nad konstrukcją postaci. Zawsze zależy mi , aby to była propozycja aktora i z niego wypływała, z jego doświadczeń i emocji, wówczas mam gwarancję, że będzie to postać prawdziwa, żywa, utkana z przeżyć aktora, a nie marionetka, która wychodzi na scenę i zachowuje się tak, jak pociągnie za sznurki reżyser. Ma to jeszcze dodatkowy atut. Aktor wówczas czuje się odpowiedzialny za swoją postać , wykreowaną przez niego, to tak naprawdę jest ON, który staje się w trakcie spektaklu postacią stworzoną przez aktora-solistę.

02a.Opera Kant_fot.M.Grotowski_Archiwum Opery Wrocławskiej

Opera „Emmanuel Kant” fot.M.Grotowski_Archiwum Opery Wrocławskiej

Arkadiusz Kałucki: Aktor, solista operowy według Pana opinii, to „aktor totalny”?

Jerzy Lach: Aktor-solista operowy, to najlepiej przygotowany do tego zawodu artysta. Ma wykształcenie muzyczne, ćwiczy cały czas głos, ma przygotowanych często kilkanaście arii, umie tańczyć, panuje nad swoim ciałem i jest aktorem, z dobrze postawionym głosem i świetną dykcją. Aktor-solista jest bardzo zdyscyplinowany, nie zmieni tekstu, ponieważ nie pozwala mu na to partytura, co jest dosyć częstym zjawiskiem u aktorów teatralnych. Jeżeli ma wejść po schodach i tam złapać swojego „ sługę za gardło”, to wykona to z taką precyzją, na jaką stać tylko aktora operowego, gdyż to muzyka wyznacza rytm i sposób poruszania się. Aktor-solista jest jak saper, nie może się pomylić, gdyż wypadnie z rytmu i „zawali” cały spektakl. Dotyczy to zarówno aktorów z pierwszego planu , jak i drugoplanowych. Jestem pełen podziwu dla umiejętności aktorskich i wokalnych aktorów operowych. Jeżeli się zgubi na scenie, to tylko dlatego, że nie dostał zadania od reżysera. Szkoda, że przy tak wysokich kwalifikacjach ciągle aktor-solista jest źle opłacanym artystą.

Arkadiusz Kałucki: Nie wiem czy podzieli Pan moją opinię, ale od kiedy sięgam pamięcią Opera zawsze źle się kojarzyła przeciętnemu Kowalskiemu. Że to coś złego, trudnego, niezrozumiałego i z dużą obawą podchodzili do tematu. Czy to nie jest wina w „naszej” edukacji muzycznej już od najmłodszych lat? Braku ludzi, którzy z pasją i zaciekawieniem w mediach opowiadali by, wyjaśniali i tłumaczyli odbiorcy czego będą świadkami. Takim był przecież śp. Bogusław Kaczyński, którego można było oglądać i słuchać cały czas.

Jerzy Lach: To trudny temat. Ciągle mówimy o braku edukacji muzycznej w szkołach, ale to niczego nie zmienia. Jest takie przekonanie w społeczeństwie, że opera jest dla wąskiego grona melomanów, ludzi z wykształceniem muzycznym albo dla elit. Dlatego często ludzie ze średnim wykształceniem po prostu boją się przyjść do opery, bo uważają, że nie mają odpowiedniego przygotowania albo nie wiedzą jak się zachować. To są złe przekonania, wypływające z jakiś nieuzasadnionych kompleksów lub zwykłego lęku, typu „ co ludzie powiedzą” . Dlatego tak ważne jest , aby instytucje artystyczne prowadziły edukacje muzyczną. Tak było w Warszawskiej Operze Kameralnej kiedy sprawowałem funkcje dyrektora. W niedziele były organizowane poranki operowe dla najmłodszych, które cieszyły się ogromną popularnością. Dziecko kiedy pozna kulisy opery, dotknie kostiumu, porozmawia z aktorem , muzykiem, będzie miało szanse zagrać na jakimkolwiek instrumencie, pokonuje strach przed nieznanym i później, kiedy dorośnie będzie miało już nawyk chodzenia do opery, która nie tylko uspokaja, ale daje ogromne przeżycia estetyczne, o których dorosły pamięta , bo jako dziecko zostało z nimi oswojone.

Arkadiusz Kałucki: Multimedia w znaczący sposób ułatwiają Panu pracę przy spektaklach np. plenerowych? Bo tych kilka Pan wystawił 🙂  Proszę o ich krótkie opisy : kiedy, gdzie i dlaczego? 🙂

Jerzy Lach: Wystawiłem pięć widowisk operowych . Dwa w Wilanowie , na dziedzińcu Pałacu, to był „Don Giovanni” i „Czarodziejski flet” W.A.Mozarta, nieco zmienioną wersję „Czarodziejskiego fletu” w Parku Skaryszewskim w Warszawie oraz „Mozart nocy letniej” w Błędowie i „Requiem” Mozarta jako widowisko uliczne w czasie festiwalu kultury żydowskiej „Warszawa Singera” na Placu Grzybowskim. To niesamowita przygoda, ale też ogromny stres. Próby mieliśmy w halach fabrycznych z wyrysowaną przestrzenią w skali 1:1, ponieważ na miejscu nie było już czasu ani możliwości przeprowadzenia próby generalnej, więc albo się uda albo nie. Z kolei projekcje filmowe i maping najczęściej był sprawdzany w późnych godzinach nocnych , aby sprawdzić co widać i jakiej to jest jakości. Do domu wracałem o 3 w nocy. Jest to ogromna praca logistyczna i organizacyjna, bez zaangażowania dużego zespołu nie jest możliwa realizacja takich widowisk. Miałem to szczęście, że trafiłem na ludzi bardzo oddanych i zaangażowanych, którzy często brali na siebie tzw. „czarną robotę” związaną z pozwoleniami, całą papierkową robotą, o której widz nie wie, bo przychodzi na gotowy produkt. W Wilanowie mieliśmy 2 tys. widzów jednego wieczoru i proszę sobie wyobrazić co się dzieje, gdyby nagle coś się wydarzyło…..wybucha panika, to kto wówczas ponosi za to odpowiedzialność? Oczywiście dyrektor …..więc sam Pan rozumie jak wielka odpowiedzialność spoczywa na organizatorach takiego przedsięwzięcia. No i stres, najbardziej związany z warunkami pogodowymi. W razie deszczu lub burzy , trzeba oddać ludziom pieniądze za bilety, a przecież koszty związane z przygotowaniem widowiska zostały już poniesione…i jak to później wytłumaczyć organom nadzorującym instytucje artystyczną???? Trzeba mieć trochę szczęścia przy realizacji widowisk, ale warto zaryzykować, ponieważ wrażenie jest ogromne. Można wyczarować całkowicie inny świat, wtedy dopiero doznajemy magii sztuki, która na chwilę pozwala nam oderwać się od rzeczywistości.

03a.PSALM fot. kasia chmura WWW-32

Psalm fot.Kasia Chmura

Arkadiusz Kałucki: Orkiestra, Aktorzy, Maestro i Pan jako reżyser. Czy podczas prób jest Pan apodyktyczny czy wsłuchuje się w uwagi innych?

Jerzy Lach: Nie jestem apodyktyczny, ponieważ nie leży to w mojej naturze. Często rozmawiam z kompozytorem, kierownikiem muzycznym, choreografem. Praca w teatrze jest pracą zespołową, trochę to przypomina drużynę piłkarską, gdzie jest mnóstwo ludzi anonimowych , pracujących dla piłkarzy, aby w pełni sił fizycznych i psychicznych wyszli na boisko i dali z siebie wszystko, aby wygrać. Podobnie jest w teatrze …często słucham uwag innych realizatorów, również aktorów, ale ostateczna decyzja należy do mnie, i to reżyser decyduje o najdrobniejszych nawet szczegółach, ponieważ to on ponosi odpowiedzialność za ostateczny kształt spektaklu. Wszystko co wydarzy się na scenie, począwszy od rekwizytów, scenografii a skończywszy na kostiumie i kreacji aktorskich musi być podporządkowane jednej wizji, wizji reżysera. Więc oczywiście jest dialog, porozumienie, wsłuchiwanie się w` uwagi innych realizatorów, ale podejmowanie decyzji należy tylko do reżysera. Jeżeli jest za dużo demokracji w teatrze, to niestety może to odbić się na artystycznym kształcie przedstawienia. W tej sytuacji jest potrzebna „dyktatura”, polegająca na tym, że reżyser wie czego chce i czasami jego „tak” lub „nie” musi być na tyle mocne, że wszyscy muszą się podporządkować z wiarą , że tak jest najlepiej dla przedstawienia.

Arkadiusz Kałucki: Już na koniec naszego spotkania, proszę opowiedzieć o pomyśle na Operę z Leszkiem Możdżerem i jakie są Pana najbliższe plany artystyczne? Może nowy Teatr??

Jerzy Lach: W ubiegłym roku założyłem własny teatr pod nazwą Teatr Opera Modern i zrealizowałem spektakl pt .”Psalm”, premiera miała miejsce we wrześniu w Teatrze Studio. W listopadzie 2017 reżyserowałem operę napisaną przez L.Możdżera ,pt. ”Emmanuel Kant”. Premiera odbyła się w Operze Wrocławskiej. Aktualnie w planach jest spektakl muzyczny pt. ”Wyszedł z domu” wg dramatu T. Różewicza i do muzyki skomponowanej przez Martyna Jaquesa, lidera zespołu The Tiger Lillies z Londynu. Czekamy na decyzje komisji, która przyznaje granty na projekty artystyczne. Pod koniec lutego mam spotkanie z dyrektorem Opery Lwowskiej, jest ogromna szansa, że będę reżyserował we Lwowie „Don Giovanniego”, o czym marzę już od dłuższego czasu. Zaproponowałem L.Możdżerowi, aby skomponował nową operę do dramatu St.I.Witkiewicza pt.”Gyubal Wahazar”. Przyjął tę propozycję i został złożony wniosek do Instytutu Muzyki i Tańca wniosek przygotowany przez Operę Wrocławską, więc mam nadzieję, że pod koniec 2019 będzie nowa premiera L.Możdżera w Operze Wrocławskiej pt. ’”Wahazar”, a ja będę miał przyjemność ją reżyserować.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów artystycznych 🙂

Jerzy Lach: Dziękuję.

Karolina Skrzyńska wywiad 12.01.2018

01.Karolina Skrzynska i Ja 10_2017

Karolina Skrzyńska & Moi fot.AK

O tradycji, przemijaniu, tęsknocie, samotności na płycie „Palcem po wodzie” 🙂 W dzisiejszym świecie, gdzie otacza nas hałas, gwar, huk i łomot jej płyta to balsam dla duszy i uszu. Album na wyciszenie i na zastanowienie czego doświadczyliśmy w życiu. Co nas zbudowało wewnętrznie. Jest trochę melancholii, smutku po to aby spojrzeć z ogromną nadzieją na to, co za horyzontem. Że tam może być „dobry, mądrzejszy, lepszy świat” pod warunkiem, że nie zapomnimy o tradycji, szacunku wobec siebie, zwolnimy na moment w tym pędzie nazywającym się „codzienność”. To tak w telegraficznym skrócie, bo więcej i szczegóły mojej rozmowy z Karoliną można było wysłuchać w audycji „Warto Posłuchac”. Natomiast dziś przedstawiam nasza krótką rozmowę z naszego spotkania 🙂 Karolina dziękuję za SUPER rozmowę 🙂

02.Karolina Skrzynska

Arkadiusz Kałucki: Słuchając Twojej płyty „Palcem po wodzie” zastanawiałem się czy w Twoim otoczeniu jest więcej ludzi, którzy przysłowiowo „palcem po wodzie” snują Tobie wizje przyszłości a z tego nadal nic nie wynika czy jednak konkretnych, precyzyjnych dla których ważne są czyny a nie tylko „gadanie”?

Karolina Skrzyńska: Ciekawie zaczyna się ta rozmowa!
Chyba jak w życiu każdego człowieka – są i tacy i tacy. Najważniejsze to dobrze ich rozpoznać. A samo rozpoznanie nie przychodzi nam łatwo, bo umówmy się, pięknie snuta wizja bywa wygodniejsza, a nawet w pewnym stopniu bezpieczniejsza od klarownie podanej prawdy. Sama wiele razy w swoim życiu ulegałam takiej pokusie, to przecież bardzo ładnie tłumaczy nas z braku działania. Jednak jestem teraz na takim etapie w swoim życiu, że szukam tych ludzkich pereł, a jak tylko znajdę to cenię, szanuję i trzymam blisko serca. Bo to prawdziwy skarb.

Arkadiusz Kałucki: Im więcej razy przesłuchiwałem album tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że pomiędzy utworami powinny być zamieszczone „dźwięki natury” np. śpiew ptaków, szum potoku, szum liści na drzewach. Był taki pomysł?

Karolina Skrzyńska: I tak i nie. Te dźwięki zawsze są obecne w muzyce, którą gramy. One w dużej mierze potrafią natchnąć do takiego myślenia muzycznego. Ale zamiast umieszczać tam nagrane ścieżki „dźwięków natury”, wolałam ich poszukać w instrumentach. Dlatego szum potoków można znaleźć w wygrywanych przez Mateusza dźwiękach na cymbałach, śpiew ptaków w głosach. W zaklinaniu natury w piosenkach nie ograniczaliśmy się tylko do, nazwijmy to, „imitowania” dźwięków. Jest tam dużo kolorów. Na przykład brunatność ziemi słychać w śpiewie gardłowym Barta. Wydaje mi się, że każdy kto zacznie słuchać płyty przyjmując ten klucz, na pewno wysłyszy tam jeszcze sporo innych rzeczy.

Arkadiusz Kałucki: Jak bardzo w Tobie zakorzenione jest rozpamiętywanie tego, co było, czego doświadczyłaś i nie koniecznie miłego, a jak widzisz przyszłość po tym wszystkim? To wszystko traktujesz po równo czy jednak coś przeważa?

Karolina Skrzyńska: Uczę się żyć tu i teraz. Nie ukrywam, że to co przytrafiło mi się w życiu, zarówno piękne jak i trudne chwile, wraca bardzo często. Uczę się też przypatrywać się temu wszystkiemu już z dystansu. Z odległości człowieka, który pewne lekcje odebrał i dzięki czemu może stawać się lepszym. Jasne, że to nie jest łatwe, szczególnie w wykonania okropnego choleryka jakim potrafię być. Ale staram się myśleć, że każde zdarzenie, które nie przepłynie przez nas bezrefleksyjnie, pomaga nam poznawać samego siebie. Nawet te trudne, które potrafią przygniatać po miesiącach, latach. Warto złapać trzy głębokie wdechy i pochylić się nad nimi. Droga między pierwszym a drugim albumem była dla mnie trudna, właśnie z tego powodu. Bo wracając na chwilę do Twojego pierwszego pytania – wygodnie jest wiedzieć mniej 🙂 Opierać swoje działanie (nawet to prowizoryczne) na wysnutych wizjach, odrzucając przy tym wiedzę, jaką możemy czerpać z doświadczeń. Ale to jak stąpanie po cienkim lodzie. W końcu pojawi się krach.

03.karolina - lira fot.Bartek Janiczek - Dunvael Photography

Karolina Skrzyńska fot.Bartek Janiczek – Dunvael Photography

Arkadiusz Kałucki: Tradycja, przemijanie, tęsknota, samotności, melancholia i smutek te słowa według mnie są bardzo wyraźnie „podkreślone” na albumie „Palcem po wodzie”. Poproszę Ciebie o odniesienie się do każdego z tych słów z czym Tobie się kojarzą i jak są ważne na tej płycie.

Karolina Skrzyńska: Każde z tych słów jest ważne na „Palcem po wodzie”. Ale nie traktowałabym ich jako słowa klucze. To tylko część obrazu, który malujemy nie tylko tekstem ale i muzyką. Część budowanego przez nas świata, w którym przecież można znaleźć też i emocje z drugiego bieguna 🙂 Ale według życzenia! Tradycja – nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wielki ma ona wpływ na to kim jesteśmy. Przemijanie – myśl, którą często od siebie odpychamy, wolimy, żeby siedziała w zakurzonym kącie i nie mąciła w naszej codzienności. Jednak oswojenie przemijania może nam pomóc przeżywać nasze „dziś” piękniej i mądrzej. Tęsknota – siedzi we mnie głęboko, nie do końca nazwana. Do tego co dawne, do tego co zamknięte w opowieściach o świecie, gdzie nie wyrzucało się chleba, a w Wigilię chodziło do stajni całować konie w chrapy. Gdzie po drogach za ludźmi chodziło licho, a poczucia bezpieczeństwa szukało się w spojrzeniu ukochanego człowieka, nie cyferkach na kontach czy fortecach zbudowanych z „rzeczy, które musisz mieć!”. Ot, taka sobie tęsknota. Samotność – tę panią stąd wyprośmy. Melancholia – pozwala widzieć i czuć więcej. Smutek – wygrywa bardzo piękne melodie.

Arkadiusz Kałucki: W piosence „Jestem”, która moim zdaniem jest istotą krążka „Palcem po wodzie”, porównujesz i nawiązujesz do atmosfery panującej w domu kiedyś i jak jest dziś. Możesz przybliżyć czytelnikom i swoim fanom swoją obserwację? Czy kluczem do tego porównania jest „tradycja” i jej zanikanie?

Karolina Skrzyńska: Tak sobie teraz zerkam na moją wcześniejszą odpowiedź… i co innego będzie tu kluczem. Dom w tej piosence to pojęcie względne. Niekoniecznie chodzi tu o mury, ale oczywiście może. To co kocham w pisaniu piosenek to te niezliczone możliwości. Mnogość historii, które mogą zostać opowiedziane tym samym tekstem i melodią. Wszystko w rękach, a raczej sercach i uszach odbiorcy. Każdy z nas ma swój „dawny dom” – krainę dzieciństwa, wyobrażenie o miejscu obok współczesnego zabiegania, wspomnienie zapachu obiadu co niedziele gotowanego przez ciotkę i tak dalej. Pamiętasz film o Piotrusiu Panie z Robinem Williamsem? Jest tam taka scena, w której bohater musi złapać się pięknej myśli, uchwycić piękne wspomnienie, żeby polecieć. Jaka myśl pozwoliłaby Twoim stopom oderwać się od ziemi..? Albo stopom czytelników?

04.Karolina fot.Bartek Janiczek - Dunvael Photography

Karolina Skrzyńska fot.Bartek Janiczek – Dunvael Photography

Arkadiusz Kałucki: Czego się boisz? Upływającego czasu?

Karolina Skrzyńska: Że nie zdążę. Jest tyle rzeczy, które muszę doświadczyć… To chyba przeraża mnie najbardziej, że kiedyś u kresu mojej drogi rozczaruje się samą sobą. Będę odchodzić z poczuciem głodu doznań. I głodu melodii! Kiedyś, jeszcze w trakcie studiów, doświadczyła mnie bardzo trudna chwila. Z gatunku tych, które wywołują strach, że zaraz Cię na tym świecie nie będzie. Pamiętaj bardzo dobrze to co wtedy czułam. W pierwszej kolejności rozpłakałam się, że nie zdążyłam się jeszcze naśpiewać.

Arkadiusz Kałucki: Na koniec proszę powiedz z kim pracowałaś przy swoim albumie? Jacy muzycy stali z Tobą ramię w ramię w studiu nagraniowym? I jak możesz ich krótko scharakteryzować, to będzie na pewno i im i mnie bardzo miło 🙂

Karolina Skrzyńska: Moim muzykom postawię kiedyś pomnik. Serio. Za serce. Za talent. Za przyjaźń. Za… cierpliwość do mnie! To wielki skarb posiadać wokół siebie ludzi, którym można powierzyć tak ważną część siebie. O każdym z nich mogłabym pisać i pisać, bo są naprawdę wyjątkowi. Najdłużej ze mną jest mistrz wszelkiego instrumenta szarpanego! Mateusz Szemraj. Poznaliśmy się jeszcze przy pracy nad pierwszym albumem. Bardzo sobie cenie jego spokój, staram się tego od niego nauczyć. Później chyba poznałam Wojtka Lubertowicza. Mężczyznę o niezliczonej ilości rąk (zwróćcie uwagę na koncertach co on na tych bębnach wyprawia…) i niezliczonych karolinowych docinkach – kto się czubi ten się lubi 🙂 W podobnym momencie poznałam Huberta Giziewskiego, jedynego muzyka, który po latach ogromnej niechęci, rozkochał mnie w akordeonie! Hubert to też dla mnie wzór skrupulatności i zorganizowania. Chęć wspólnego pogrania i poznania się muzycznego złapała też nas z Bartem Pałygą. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie, mieliśmy pograć, Bartek zwiózł mnóstwo instrumentów… i przegadaliśmy kilka godzin nawet nie otwierając futerałów. I tak jest do dziś. Bart ma niebywałą zdolność przechwytywania emocji, bardzo wyraźnie słychać to w „Słoneczku”, kiedy wchodzi jego solo po moim zaśpiewie. Z pomocą chłopaków namierzyłam też Kubę Mielcarka, który wzbogacił nas kontrabasowo. Chodzące ciepło i otwartość i na ludzi i na dźwięki. Ginący gatunek! No i muszę tu też wspomnieć o moich dziewczynach. Są dla mnie jak rodzina. Nasze drogi krzyżowały się na różnych warsztatach przez te lata, ale tak naprawdę połączyły nas Gardzienice. Z Magdą Pamułą, Olą Zawłocką i Dorotą Kołodziej czuję silną więź. To też takie moje odkrycie, że można bezgranicznie ufać innym babom ;). Nie bać się, że skreślą, kiedy będę gorszą wersją siebie – a umówmy się, każdy z nas ma chwile słabości. Nasze głosy są bardzo różne, ale razem współbrzmią rozciągając całą paletę barw. Charakterki też są różne… Dlatego cudnie jest odkrywać z nimi świat. Przy albumie pracowała z nami też kolejna wspaniała kobieta, Asia Popowicz. To ona tak czule, dbając o każdy szczegół, nagrała nas w studio. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna.

Arkadiusz Kałucki: Ślicznie dziękuję za przemiłą rozmowę i płytę pełną dobroci 🙂

Karolina Skrzyńska: To ja dziękuję! Życzę dobrego słuchania i odkrywania coraz to nowszych opowieści spisanych palcem po wodzie.

Sarsa – wywiad 23.11.2017

01.Sarsa i Ja 1

Sarsa i Ja fot.AK

Jej album „Pióropusze” ukazał się dokładnie 26.05.2017 r. To nie jest przypadkowa data. Podobnie jak pojawiające się daty w teledysku do utworu „Motyle i ćmy”. Cała płyta jest bardzo różnorodna muzycznie, ale z zachowaną tożsamością Marty 🙂 Słychać, że od debiutanckiego krążka bardzo poszerzyła swój horyzont zainteresowań muzycznych, ale nadała tym „fascynacją” swój charakter 🙂 Poniżej przeczytacie moją krótką rozmowę z Sarsą będącą tylko szkieletem wywiadu radiowego, który będzie miał swoją premierę w moim autorskim programie „Warto Posłuchać” 26.11.2017(Niedziela) w Radiu Płońsk 93,6 FM godz.21:10. Natomiast w POP Radiu 92,8 FM – 3.12.2017 (Niedziela) godz.20:00 🙂

02.Sarsa

Arkadiusz Kałucki: Pochodzisz ze Słupska. Czy kiedykolwiek była propozycja ze strony klubu sportowego Czarni Słupsk abyś nagrała hymn klubu? Bo np. Maciej Maleńczuk śpiewa hymn Cracovii. A w ogóle interesujesz się sportem?

Sarsa: Myślę, że to byłaby bardzo pozytywna inicjatywa! W końcu muzyka i sport powinny łączyć ludzi, a nie dzielić! Natomiast na razie nie było takiej propozycji…

Arkadiusz Kałucki: Płyta „Pióropusze”(premiera: 26.05.2017 r.) jest Twoją drugą w dyskografii. Na pewno słyszałaś o tzw. syndromie drugiej płyty. Przywiązujesz uwagę do tego typu sformułowań czy uważasz, że artysta powinien robić wszystko zgodnie ze swoim sumieniem i tym co sobie zaplanował?

Sarsa: Jedno nie wyklucza drugiego. Jest stres związany z wyścigiem jaki mam z samą sobą, ale na szczęście po sukcesie singli i pozytywnych recenzjach dziennikarzy muzycznych mogłam odetchnąć z ulgą. Zawsze staram się dać siebie w swojej twórczości. Obnażam się przed fanami z mojego życia wiec naturalne jest to ze chciałabym by ten odbiór był pozytywny.

04.Sarsa

Sarsa fot.Maciej Siergiej Nowak, Piotr Tarasiewicz

Arkadiusz Kałucki: Czy jesteś przesądna? Masz swój talizman? Pytam, bo w Kulturze Indian pióropusz był takim ochronnym talizmanem.

Sarsa: Mam swoje talizmany i wierze w moc konkretnych symboli. Tytuł „Pióropusze” jest talizmanem ale tez wyrazem różnorodności muzycznej jaja gra mi w sercu i jaja zawarłam na tym albumie.

Arkadiusz Kałucki: Na albumie „Pióropusze” mamy większe instrumentarium niż na pierwszym krążku. Proszę powiedz jak wyglądał proces twórczy, bo możliwości znacząco się powiększyły.

Sarsa: Proces twórczy przebiega zawsze tak samo u mnie 🙂 pisze piosenki w domowym zaciszu lub nagrywam melodie na dyktafon w zależności gdzie dopadnie mnie wena. Potem szukam producentów. Przy albumie ” Pióropusze” pracowałam ze szwedzkimi producentami, w Londynie w Tileyard studio oraz z polskimi. Dzięki temu mogłam jeszcze bardziej różnicować muzyczne brzmienie utworów na płycie.

Print

Sarsa fot.Maciej Siergiej Nowak, Piotr Tarasiewicz

Arkadiusz Kałucki: Twoje najnowsze nagranie „Motyle i Ćmy” pozostawia sporo miejsca dla odbiorcy na jego interpretację. Czy były dotychczas dla Ciebie jakieś zaskakujące spostrzeżenia a może inspirujące?

Sarsa: Staram się nie wskazywać jednej drogi interpretacji tego utworu – to nie jest język polski, a ja nie jestem nauczycielem by mówić że tylko jedna wersja interpretacji wiersza jest poprawna. Cieszy mnie kiedy moja twórczość jest bodźcem do przemyśleń. Nie wyróżniam nikogo bo ciesze się każdym przejawem analizy mojej twórczości.

Arkadiusz Kałucki: Już na zakończenie. Piszesz teksty piosenek dla innych naszych młodych artystów m.in. Monika Lewczuk, Antek Smykiewicz, Ukeje, Ewa Farna. Brałaś udział w campach songwriterskich. To według Ciebie dziś XXI w. może być ważnym elementem w rozwoju artystów, którzy są dopiero na początku swojej drogi muzycznej? Warto jeździć na takie campy? Czego nowego Ty się uczysz jak jesteś na takim zjeździe?

Sarsa: Ja traktuje takie campy jako odskocznie od mojej własnej twórczości. To tez super okazja by poznać nowych ludzi, producentów ze świata i zdolnych wykonawców. Uważam, że takie campy są bardzo dobre dla debiutantów bo mogą wdrożyć do tworzenia własnej twórczości! To bardzo ważne by artysta był autentyczny i śpiewał opowiadał o czymś z czym sam się utożsamia. Na takich campach ja najczęściej pomagam pisać tzw. TopLine czyli po prostu linie wokalu oraz tekst. Taka praca wymaga sporo empatii by dobrze „wejść w skórę” wykonawcy dla którego tworze. Jednak ulubioną moja formą takiej współpracy jest jednak praca z artystą poza campami. Face to face w bardziej intymnych niż takich zbiorowych warunkach.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i rozmowę 🙂

Sarsa: Dziękuję!!!! Słońca w sercu życzę!

Joanna Dark – wywiad 1.11.2017 r.

01.Joanna Dark i Ja 1

Joanna Dark i Ja fot.AK

Joanna Dark na jesienno-zimowe wieczory przygotowała fantastyczna podróż muzyczną 🙂 Przypomina nam wszystkim utwory ważne, istotne, na których przynajmniej trzy pokolenia Polaków się wychowały. Wszystko pod wspólnym tytułem „Krajewski na dziś” 🙂 Kompozytorem wszystkich utworów jest Seweryn Krajewski, a teksty są autorstwa mistrzów słowa m.in. Janusz Kondratowicz, Agnieszka Osiecka, Jacek Cygan czy Bogdan Olewicz. Na albumie są utwory m.in. „Wielka miłość”, „Kołysanka dla okruszka”, „Remedium”, „Kiedy mnie już nie będzie” czy „Szukaj mnie” 🙂 Wywiad w POP Radiu 26.11.2017 i Radiu Płońsk już 5.11.2017 naturalnie w programie „Warto Posłuchać: 🙂

02.Joanna dark okladka1

Arkadiusz Kałucki: Jakie są trzy a może cztery zasady, którymi kierujesz się od początku swojej kariery artystycznej i zawsze będziesz im wierna?

Joanna Dark:

Pierwsza – śpiewam to co jest bliskie mojej duszy i sercu.

Druga – stawiam na najwyższą jakość muzyki i tekstu.

Trzecia – tworzę tak, żebym nie musiała się tego wstydzić.

Arkadiusz Kałucki: Twoja najnowsza płyta „Krajewski na dziś” jest według mnie ogromnym wyzwaniem artystycznym, bo mierzysz się z ważnymi piosenkami dla kilku pokoleń. Jak przygotowywałaś się do ich interpretacji? Omawiałaś to z kimś?

Joanna Dark: To prawda,ten materiał to wielkie wyzwanie, ale też ogromna przyjemność. Możliwość zaśpiewania tak znakomitych kompozycji do tak świetnych tekstów takich autorów jak choćby Agnieszka Osiecka, Magda Czapińska, Bogdan Olewicz, Jacek Cygan. Nagrywanie ich było wielką przyjemnością.Wiązało się jednak też w ogromnymi emocjami. Żeby je przekazać musiałam dotykać najczulszych strun.A to kosztuje…..

Arkadiusz Kałucki: Jak wyglądał dobór i selekcja utworów? Często zmieniała się koncepcja płyty?

Joanna Dark: Czas jakiś trwało zanim wybrałam właściwy dla mnie zestaw piosenek. Przejrzałam i przesłuchałam wszystkie z nich. Zależało mi żeby uchwycić przekrój twórczości Seweryna Krajewskiego.Ważne też było dla mnie to, żeby mnie one były bliskie ,mnie poruszały. Wówczas śpiewanie ich , nagrywanie jest łatwiejsze.

04.Joanna Dark 3

Joanna Dark fot.Wiktor Malinowski

Arkadiusz Kałucki: Kuba Galiński to był jedyny wybór na producenta i aranżera tych dwunastu piosenek? Jak doszło do waszego spotkania i podjęcia tematu kompozycji Seweryna Krajewskiego?

Joanna Dark: Szukaliśmy wspólnie z moją wytwórnią Universal Music kogoś najbardziej odpowiedniego do tego projektu. W rezultacie Monika Kamińska z Universala przedstawiła mi Kubę, którego pomysł na płytę mnie zachwycił. Powolutku, wspólnie omawialiśmy szczegóły i dochodziliśmy do tego co dziś możecie usłyszeć.

Arkadiusz Kałucki: Kiedy przeglądałem Twoje ostatnie dwa albumy, to większość zawartych tam utworów jest starymi przebojami w nowych wersjach. Ten najnowszy też. Czy to oznacza, że jeszcze nie jest ten czas i moment na swoje własne piosenki?

Joanna Dark: Nie wiem. Nikt nie powiedział,że każdy musi sobie sam pisać i komponować. Może kiedyś. Tymczasem ja działam z potrzeby serca. Pojawił się we mnie taki pomysł i jestem szczęśliwa, że udało mi się go zrealizować.

03.Joanna Dark 2

Joanna Dark fot.Wiktor Malinowski

Arkadiusz Kałucki: Piosenka „Płoną góry, płoną lasy” jest pierwszym singlowym utworem promującym album „Krajewski na dziś”. Proszę powiedz dlaczego to nagranie wybrałaś na pilotujące Twój nowy krążek? Jest związana z tym jakaś historia? I gdzie nakręcany był ładny video clip?

Joanna Dark: Wspólnie z Kubą i wytwórnią stwierdziliśmy, że to nagranie najbardziej oddaje muzycznie klimat płyty. Poza tym to wielki przebój,ponadczasowy hit. Teledysk kręciliśmy we Wrocławiu. Chcieliśmy, żeby miał trochę vintagowy klimat. Stąd pomysł,żeby był czarno-biały. Do tego został zrealizowany w technice steadycam, niełatwej w realizacji, ale dającej spektakularny efekt. Pracował przy nim również ceniony operator Jacek Fabrowicz. To wszystko złożyło się na naprawdę ciekawy efekt.

Arkadiusz Kałucki: Nie mogę nie zapytać o muzyków, z którymi było Tobie po drodze przy nagrywani albumu „Krajewski na dziś”. Bo o Kubie już wiemy 🙂 Kto i na czym gra?

Joanna Dark: Kuba Galiński jest multiinstrumentalistą. Na płycie zagrał na basie,gitarach klawiszach,pianinie. Programował i miksował cały materiał. Na trąbkach zagrał Tomasz Ziętek. Na klarnecie,saksofonie i flecie Tomasz Duda. Na wiolonczeli Justyna Straszyńska. Na instrumentach perkusyjnych Piotr Gwadera.Na puzonach i tubie Piotr Wróbel.

Arkadiusz Kałucki: Asiu, bardzo dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za sukces płyty „Krajewski na dziś” 🙂

Joanna Dark: Dziękuję Ci za zaproszenie do rozmowy i pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających ten wywiad.

Bovska – wywiad 25.10.2017 r.

01.Ja i Bovska 2017 Pazdziernik

Bovska i Ja fot.AK

Bovska 🙂 Dokładnie 31 marca 2017 odbyła się premiera drugiej płyty Bovskiej pt. „Pysk” 🙂 Przypomnę, że ubiegłoroczny krążek „Kaktus” dał Bovskiej nominację do nagrody Fryderyka 2017 w kategorii „Fonograficzny Debiut Roku” 🙂 Miałem ogromną przyjemność i zaszczyt móc porozmawiać z Magdą na temat jej albumu, pejzaży muzycznych jakie zawarła na płycie połączonych z abstrakcją i improwizacją artystyczną. Bo przy tym wszystkim oprawa graficzna krążka, wizerunek sceniczny czy teledysk współgrają ze sobą, że palce lizać 🙂 Tekstowo również jest ciekawie i wciągająco w nurt zdarzeń, które mogą spotkać każdego z nas 🙂 Doskonała płyta!!! Wywiad w POP Radiu 92,8 FM oraz Radiu Płońsk 93,6 FM już w Listopadzie 🙂 Tu krótka nasza rozmowa w telegraficznym skrócie 🙂

00-okladka-zrobiona-web1

Arkadiusz Kałucki: Twój album „Pysk”(premiera: 31.03.2017 r.) ukazał się niemal równo rok po debiutanckim krążku „Kaktus”. Skąd takie tempo? Bo tak się utarło, że przynajmniej dwa lata muszą minąć by na rynek muzyczny wyszła druga płyta artysty.

Bovska: No widzisz, nawet nie widziałam, że tak się utarło. Jak na debiutanta przystało, również w dziedzinie wydawniczej – bo obie swoje płyty wydałam sama – nie poruszałam się w schemacie. Może poza tym, że premiera płyty odbyła się w piątek, bo tak funkcjonuje rynek. Tempo narzuciłam sobie sama. Nie dałabym rady, gdyby nie współpraca z Janem Smoczyńskim. Jest on producentem albumu oraz współautorem muzyki. Obojgu nam chciało się bardzo robić nowe piosenki. Ja w twórczości odnajduję największe spełnienie.

Arkadiusz Kałucki: Proszę opisz jak w kontekście Twojego albumu „Pysk” znajdują swoje miejsce i odbicie poniższe słowa: brzmienie, obrazowość, versus(kto obok Ciebie jest bohaterem płyty i jaki jest), sumienność, komfort(pracy), anegdota.

Bovska:

Brzmienie: Bardzo ważne. Bo w muzyce którą uprawiam to właśnie o brzmienie chodzi.

Obrazowość: Myślę obrazami i często od obrazów wychodzą słowa. Również to jak wygląda moja muzyka – bo w dzisiejszych czasach muzyka musi mieć silny przekaz wizualny – jest to dla mnie bardzo ważne i sama ten obraz kreuje, będąc jednocześnie muzykiem i człowiekiem od sztuki wizualnej.

Versus: Bohaterką piosenek jestem ja / ona versus on, versus świat lub versus jej świat wewnętrzny. Nie ma jednej i jednokierunkowej inspiracji. Często śpiewam o miłości, a ona ma wielu bohaterów.

Sumienność: Sumiennie podchodzę do wszystkiego co robię. Co projektuję, co komponuję, co wypuszczam ze swoich rąk podpisane swoim nazwiskiem czy pseudonimem. Nie chodzę sama ze sobą na kompromisy w kontekście swojej twórczości lub chodzenia na łatwiznę. Sądzę, że to jest podstawą do zachowania własnej tożsamości twórczej.

Komfort: i wychodzenie poza jego strefę. Tym jest proces tworzenia. I ja w nim się odnajduje. Można nauczyć się radzić sobie poza strefa komfortu i nie oszaleć, dobrze jest moc wrócić do domu. Komfortem jest tez współpraca ze zdolnymi ludźmi. Przy obu swoich płytach – Pysku i Kaktusie – współpracowałam ze świetnym producentem Janem Smoczyńskim. Siedzieliśmy w studio ramie w ramie pracując nad tymi płytami. To ogromna przygoda.

Anegdota: Melodię do piosenki Firanka z drugiej płyty nagrałam któregoś wieczoru siedząc sama w domu. Jaśkowi wysłałam ten szkic. W studio zaimportowała go do naszej sesji i postanowiliśmy zostawić to nagraniem będące zapisem chwili. Tak powstał refren piosenki który jest po prostu wokalizą.

04.Bovska 2 fot.Kasia Bielska

Bovska fot.Kasia Bielska

 

Arkadiusz Kałucki: Początek płyty „Pysk” jest można powiedzieć spokojniejszy, to wszystko sobie płynie w specyficznym klimacie by druga jej część przeszła w niemal taneczne brzmienia. Poproszę o przybliżenie procesu ułożenia tracklisty. To była formalność czy jednak była „burza mózgów” w studiu?

Bovska: Układanie tracklisty to dla mnie zawsze moment trudny. Wbrew pozorom, kolejność utworów na płycie czy tez koncercie ma ogromne znaczenie dla całości odbioru, percepcji słuchacza i budowania całego muzycznego obrazu płyty. Z Pyskiem poszło nam chyba szybciej niż z kaktusem, ale trochę tp trwało. Każda zmiana wymagała przesłuchania ponownie kilka proces. To energetyczne narastanie spodobało się nam. Postanowiliśmy iść tym tropem, przerywając oddechem w postaci Firanki.

Arkadiusz Kałucki: Bardzo ważnym aspektem Twoich oby płyt jest malarskość, plastyczność i mnóstwo kolorów o różnym ich natężeniu zawarta na opakowaniu albumu. Łączysz dwie dziedziny Kultury, które u Ciebie według mnie są nierozerwalną częścią i nawzajem siebie uzupełniają. Gdzie najwięcej czasu poświęciłaś by to wszystko współgrało ze sobą? W studiu jak komponowałaś czy przy kartce papieru jak szkicowałaś(tak myślę) obrazy, rysunki?

Bovska: Pierwsza jest muzyka. Ale ja ciągle rysuje, ciągle myślę co dalej, w jaką stronę chce rozwinąć ten język wizualny którym się posługuję, zastanawiam się nad gamą kolorystyczną, nad formami, nad ich dynamiką. Nad zależnością tekstu i form przedstawiających które pokazują się w obrazie. To ciągły dialog który prowadzę sama ze sobą. Może dlatego czujesz ten związek. Cieszę się z tego. To mnie jakoś określa. To jest jakaś prawda o mojej twórczości.

03.Bovska fot.Kasia Bielska

Bovska fot.Kasia Bielska

Arkadiusz Kałucki: Która opinia na temat Twojej płyty ma najważniejsze znaczenie i dlaczego: ta po pierwszym jej przesłuchaniu czy np. po szóstym? Pytam o to, bo zdania są podzielone i chciałbym poznać Twoją opinię.

Bovska: Po pierwsze, najważniejsze dla mnie, jest to jak ja się z tą płyta czuję. Wydaje na świat swoje dziecko, jego kształt formuje, ale potem ono zaczyna żyć swoim życiem. W zderzeniu z ludźmi staje się jakimś oddzielnie funkcjonującym bytem. „Pysk” jest podobno nieco trudniejszy w odbiorze niż Kaktus. Zyskuje przy kolejnych przesłuchaniach. Jeśli ktoś przesłuchał płyty więcej niż raz to znaczy ze zainteresowała go na tyle ze miał na to ochotę. To bardzo cenne. Jeśli ktoś posłuchał raz, to Witold fajnie ze posłuchał, ale skoro nie wraca, to widocznie to nie dla niego na dany moment, nastrój czy gust. Tak już jest. Nie można podobać się wszystkim i nie taki jest mój cel. Natomiast każda opinia jest wartościowa i mówi tez coś o samym odbiorcy.

Arkadiusz Kałucki: Jesteś wydawcą swoich obu płyt „Kaktus” i „Pysk”. Można śmiało powiedzieć, że jesteś niezależnym artystą. Jaka jest definicja „niezależności” według Ciebie? I czy ona bardzo się zmieniła od momentu kiedy zaczęłaś działać w branży muzycznej?

Bovska: Niezależność to możliwość samostanowienia o sobie i swojej twórczości, a także wiele decyzji które trzeba podejmować związanych z pokazywaniem tejże twórczości światu. Myślę ze można być artysta niezależnym, będąc jednocześnie wydanym przez wydawcę. Wszystko zależy od tego jak się umówią. Ja wydałam obie płyty sama, bo akurat nie spotkałam na swojej drodze wydawcy, który by mnie zrozumiał w pełni. Ale z kilkoma się koleguje. Na szczęście w tej branży jest trochę życzliwych ludzi i nie jest to duży rynek. Trzeba ze sobą współpracować i wspierać się wzajemnie. Korzystam także z sieci dystrybucji, bo dostępność muzyki jest istotna dla odbiorcy. Jeśli artysta jest swoim wydawcą to musi zajmować się wieloma pozamuzycznymi rzeczami. To często czasochłonne i skomplikowane. To trudna droga. Nie żałuję jednak, że się na nią zdecydowałam. Dzięki ogromnego wsparciu m.in. mojego męża i mojej menadżerki którzy wierzyli ze się uda dzisiaj możemy pogadam o dwóch moich albumach.

Arkadiusz Kałucki: Na zakończenie poproszę o kilka słów na temat teledysków jakie możemy oglądać w internecie. Pomysły jak to ma wszystko wyglądać są Twoje czy masz sztab ludzi, który nad tym wszystkim czuwa?

Bovska: Świat filmu rządzi się swoimi prawami. Film to dzieło zbiorowe. Ja lubię pracować ze specjalistami w danej dziedzinie, bo wtedy wiem ze jest szansa na wysoki poziom estetyczny i artystyczny. Jestem wrażliwa na obraz, na kolor filmowego obrazu. Wiele jest czynników o które w filmie trzeba zadbać. Dlatego oddaje je w ręce zdolnych twórców, którym daje kredyt zaufania. A oni angażują swoją duszę i talent, bo pracujemy wspólnie na jak najlepszy efekt. Tak było za każdym razem. Z kaktusem, Hajem, czy Cyrkiem. Uczestniczę w tworzeniu Teledyskow przy kreowaniu koncepcji, stylizacji, a potem w procesie postprodukcji. Byłam również własnym producentkę lub współproducentem. Wszystko zależy od sytuacji i projektu. Nie ma jednej złotej zasady.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję przepięknie Magdo za spotkanie i owocną rozmowę 🙂

Bovska: Bardzo dziękuję i do następnego spotkania 🙂 Zapraszam serdecznie na koncerty oraz do śledzenia na fb czy instagramie nowości. Oraz na moja stronę internetową: http://www.bovska.com gdzie można sięgnąć do teledysków, znaleźć informacje o koncertach czy kupić płytę.

Dominika Sojda wywiad 3.10.2017 r.

01.Dominika Sojda i Ja 1

Dominika Sojda i Ja fot.AK

Minął ponad rok od debiutu Dominiki Sojdy na profesjonalnej scenie muzycznej. Ma już w swojej biografii dwa singlowe utwory „Już wiem, że Ty” oraz „Neony”. Oba nagrania bardzo różne pod każdym względem. O początkach, o poszukiwaniu swojej tożsamości muzycznej, inspiracjach i teraźniejszości porozmawiałem z Dominiką przy okazji wywiadu radiowego dla POP Radia 92,8 FM i Radia Płońsk 93,6 FM 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Swoją drogę muzyczną zaczynałaś śpiewając w chórze. To jest praca zespołowa, kompromis, zgranie, współpraca. Dziś jesteś solistką. Czy to oznacza, że masz silną osobowość i praca w grupie jest dla Ciebie niewygodna? Sama chcesz za wszystko odpowiadać?

Dominika Sojda: Zaraz po przygodzie w chórze szkolnym zaczęłam dodawać swoje covery na youtube, więc moja muzyczna droga zaczęła się zmieniać i zmienia się do tej pory. jestem osobą, która lubi pracować sama, jak i w grupie. Teraz jestem solistką, ale muzycznie pracuję w grupie z Karolem serkiem i Pawłem Szcześniakiem, moimi producentami. Całe piosenki, teksty i melodie tworzymy wspólnie, ale dajemy sobie też wolność, jeśli ktoś z nas czuje, że chce zrobić coś sam. z tego doświadczenia wiem, że zarówno praca w grupie jak i samodzielna przy tworzeniu muzyki ma swoje plusy i minusy 🙂

Arkadiusz Kałucki: Zanim w 2016 r. zadebiutowałaś na polskiej scenie muzycznej, brałaś udział w Festiwalu Scyzoryki 2013 i Talencie Świętokrzyskim. Tam śpiewałaś covery anglojęzyczne. Twoje dwa singlowe utwory „Już wiem, że ty” i ten najnowszy „Neony” są po polsku. Skąd taka zmiana? Czy to zabieg celowy i czy już tak pozostanie?

Dominika Sojda: Nie odcinam się całkowicie od języka angielskiego. Uwielbiam utwory zagraniczne i dlatego na pewno stworzę też swoje anglojęzyczne teksty. Jeśli chodzi o moje debiutanckie single i pierwsze piosenki, chciałam śpiewać w naszym ojczystym języku. Jestem zdania, że brakuje nowoczesnej muzyki z naszymi polskimi tekstami, dlatego też idę w tą stronę. Tak czuję, tak robię i dzięki temu coraz lepiej czuję się w pisaniu polskich tekstów 🙂 Na mojej debiutanckiej płycie na pewno będą przeważać polskie teksty, nie zabraknie też odrobiny angielskiego.

03a.Domi - Neony 96 fot.Universal Music Polska

Dominika Sojda fot. Universal Music Polska

Arkadiusz Kałucki: Kto jest Twoim towarzyszem muzycznym w drodze na przysłowiowy „Top”? Z kim współpracujesz przy nagrywaniu debiutanckiej płyty?

Dominika Sojda: Współpracuję z moimi producentami Karolem Serkiem i Pawłem Szcześniakiem. Działamy razem od 2013 roku, odkąd wygrałam Festiwal Scyzoryki. Stworzyliśmy wspólnie mnóstwo piosenek. działamy tzw. ,,burzą mózgów”. Każdy z nas ma dużo pomysłów, wszystkimi się dzielimy i wybieramy najlepsze. Wspaniale pracuje mi się z chłopakami, nie ma między nami konfliktów i staramy się dochodzić do wspólnych wniosków. Kompromisowo patrzymy na wszystkie nasze idee. Bardzo dobrze czuję się w naszym teamie, mogę bez obaw wyrażać siebie, swoje myśli i emocje:)

Arkadiusz Kałucki: Sama piszesz teksty. Gdzie czerpiesz inspiracje?

Dominika Sojda: Właściwie sama nigdy nie wiem, co mnie zainspiruje. Piszę o własnych przeżyciach i odczuciach. Często odtwarzam w mojej głowie sytuacje, o których piszę. Zmieniam niektóre wątki i zabarwienia emocjonalne, ale teksty cały czas bazują na sytuacjach z mojego życia.

Arkadiusz Kałucki: Między dwoma singlowymi utworami „Już wiem, że ty” i „Neony” jest kolosalna różnica, zwłaszcza w brzmieniu. O ile pierwszy to pop z elementami retro, to ten najnowszy jest pop-danceową propozycją. To kolejny etap w poszukiwaniu swojej drogi muzycznej?

Dominika Sojda: Tak, dokładnie! Cały czas poszukuję swojego brzmienia muzycznego. Mam dopiero 20 lat i chcę poznać siebie jak najlepiej. Coraz więcej pracuję w studiu i coraz bardziej otwieram się na muzykę. Myślę, że minie jeszcze dużo czasu zanim skończę eksperymentować. Wszystko przede mną! Na pewno chcę pozostać w nowoczesnych klimatach, których słucham na co dzień 🙂

02a.Domi - Neony 443 fot Universal Music Polska

Dominika Sojda fot. Universal Music Polska

Arkadiusz Kałucki: Proszę powiedz o autorytetach muzycznych Dominiki Sojdy i krótko scharakteryzuj dlaczego taki wybór?

Dominika Sojda: Słucham przede wszystkim zagranicznej muzyki. Ciężko wymienić mi kilka autorytetów, bo jest ich naprawdę wiele. Na światowej i polskiej scenie muzycznej jest i było wielu artystów, którzy mocno wpłynęli na moje postrzeganie muzyki i ugruntowali we mnie emocjonalny odbiór muzyki. Uwielbiam, gdy piosenka wywołuje we mnie emocje! I nie muszą być one tylko pozytywne. Jako odbiorca chcę czuć, nieważne czy smutek, czy niepewność. Mogą być to nawet nieokreślone emocje. Ale trochę odbiegłam od tematu… moje inspiracje muzyczne to m.in. Amy Winehouse, Dua Lip, Camila Cabello i wiele innych.

Arkadiusz Kałucki: Na koniec zapytam o teledyski. Masz wpływ na scenariusze? Chcesz mieć ostateczną decyzję na końcowy efekt? Z kim współpracowałaś przy Neonach?

Dominika Sojda: Oczywiście, mam wpływ na scenariusze i na to, jak będzie wyglądał końcowy efekt 🙂 „Neony” zostały wyreżyserowane przez Annę Powierżę. Super nam się współpracowało! Razem obmyślałyśmy główny nastrój teledysku, lokalizacje i grę świateł. Sama wymyśliłam klimat i ogólny zarys historii, jaki chciałabym zobaczyć w teledysku do „neonów”, a Ania pomogła ubrać to w profesjonalnie napisany scenariusz. Gdy tylko usłyszała moje pomysły, od razu puściła wodze fantazji i wpadła na szereg wspaniałych idei. Nadajemy na tych samych falach!

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za spotkanie i do zobaczenia przy premierze debiutanckiej płyty.

Dominika Sojda: Również dziękuję! Do zobaczenia!

  • Follow Blog muzyczny i audycja radiowa on WordPress.com
  • O blogu

    „Warto Posłuchać” to audycja radiowa, gdzie mam przyjemność prezentować nowości singlowe ukazujące się w ostatnich tygodniach. To przede wszystkim. Ale to także program, w którym prezentowane i omawiane są wybrane fragmenty z nowych albumów artystów reprezentujących różne style i gatunki muzyczne.
    Nie znajdziesz u mnie jednego dominującego stylu. Jest tu pop, rock, electronica, reggae, soul, grunge, smooth jazz, etc. .

    Program „Warto Posłuchać”, to miejsce, gdzie również i przedstawiciele polskiej sceny muzycznej często podpisują listę obecności.

    Moje audycje mają na celu zwrócenie uwagi szerokiemu odbiorcy i temu w pracy, i temu w domu na nowe nagrania i na nowych artystów. Na to, co warto mieć w swojej płytotece i na to, co na dniach może stać się niekwestionowanym przebojem. Ciągle jesteśmy zabiegani, często brakuje nam chwili wytchnienia, dlatego też i nie zwracamy uwagi na otaczające nas dźwięki.
    Ja zrobię to za Was. Po to tu jestem. Nie naśladuję nikogo, dlatego też wierzę, że moich audycji po prostu słucha się lepiej.

    Do programu „Warto Posłuchać” często zapraszam ciekawych muzycznych gości. Chcę, aby opowiedzieli Wam o swoich zawodowych dokonaniach, a także o tym, co aktualnie u nich słychać. Także poza studiem nagrań i sceną. A- wierzcie mi- często bywa u nich ciekawie.
    Równie często spotykam też ludzi związanych z szeroko pojętą kulturą. Organizacja kulturalnych przedsięwzięć, literatura, samorodne talenty oraz zarządzanie tym niezwykle barwnym rynkiem również znajduje się w kręgu moich zainteresowań, ponieważ zależy mi na tym, by było ciekawie i dokładam wszelkich starań, żeby w moich audycjach po prostu „się działo”.
    A zatem do usłyszenia…

    POP Radio 92,8 FM www.popradio.pl

    Niedziela godz. 20:00 – 22:00

    oraz

    Radio Płońsk 93,6 FM

    Niedziela godz. 21:00 – 23:00

    Zapraszam bardzo serdecznie

    Arkadiusz Kałucki

  • Najnowsze wpisy

  • Kategorie

  • Social

  • Archiwum

  • Reklamy