Batalion D’Amour – wywiad(29.09.2016 r.)

 

batalion-damour-4-fot-brom

Batalion D’Amour fot.Hektor Werios, Opracowanie graficzne: Hektor Werios, Adrian Zieliński, Foto Brom

Batalion d’Amour to polski zespół rockowy założony w 1989 roku w Skoczowie. Grupa inspirowała się rockiem gotyckim i dark wave, co znalazło swoje odzwierciedlenie w muzyce zespołu i sprawiło, że stał się on jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów gotyckich w Polsce. Czas teraźniejszy przynosi nam szósty studyjny album zespołu pt. „Fenix”. Pierwszy singiel promujący płytę „Fenix” to „Charlotte”. Jest też remix do kompozycji „Charlotte”. Autorem remixu, jak i teledysków jest Paweł Penarski, który tworzył już remixy dla Shakiry czy Ellie Goulding. Z wokalistką Karoliną Andrzejewską przy okazji wywiadu dla POP Radia 92,8 FM i programu „Warto Posłuchać” porozmawiałem na temat nowego materiału muzycznego i jej obecności w zespole 🙂

Arkadiusz Kałucki: Płyta „Fenix” to szósta w dyskografii zespołu a druga z Twoim udziałem. Słuchając jej zauważyć można pewną ewolucję muzyczną, która wyzwala was z szufladki pt. „rock gotycki”.

Karolina Andrzejewska: Można powiedzieć, że szufladka została już lekko wysunięta wcześniej, gdyż w naszej muzyce zawsze przejawiał się eklektyzm gatunków. Tym razem wysuwamy ją jeszcze bardziej i układamy w niej elementy naszej muzyki, o niejednym charakterze stylistycznym, dzięki czemu płyta jest bardziej uniwersalna i jest dedykowana każdemu słuchaczowi, a w szczególności tym słuchającym rocka. Już sam tytuł naszego nowego albumu „Fenix” symbolizuje odrodzenie, dobrą energię, kreatywność i siłę – nie przez przypadek, gdyż powrót po latach na scenę muzyczną w naturalny sposób musi zaowocować burzą emocji, która przez lata nie znajdowała ujścia. Inspiracją albumu stały się różne sytuacje życiowe – każdy utwór opowiada inną historię, niesie ze sobą odmienne emocje, porusza inne problemy często zaczerpnięte z naszej rzeczywistości, które dotknęły lub dotykają każdego człowieka. Mamy głęboką nadzieję, że zarówno fani, jak i nowi odbiorcy poczują tą energię i odnajdą w naszej muzyce i tekstach cząstkę siebie. Płyta zawiera 11 utworów oraz bonusy. Utwory są melodyjne, a styl, który obecnie prezentujemy, to jak zwykle eklektyzm gatunków, którymi inspirujemy się na co dzień, przeplata się tu bowiem artrock z alternatywą, synthrockiem, czy progresywnymi, gotyckimi klimatami, mamy nadzieję, że ta mieszanka będzie miła dla uszu i że, ludzie słuchający muzyki popularnej również zapoznają się z naszym materiałem, do czego serdecznie zachęcam. Wierzymy bowiem, że muzyka tego typu może znaleźć szerokie grono odbiorców. Ocieramy się o stylistykę, której byliśmy wierni przez lata. Jest jednak inaczej, ta inność polega nie tylko na brzmieniu, ale i emocjach, zdarza się, że czas staje się naszym przyjacielem, obfituje w różne szczęśliwe zbiegi okoliczności, bardzo emocjonalne momenty. Tak było i tym razem. Uchwyciliśmy te chwile jak w obiektywie i przelaliśmy na papier, zmieniając uczucia i myśli w dźwięki. Wierzę głęboko, że zarówno pierwszy singiel „Charlotte”, jak i przynajmniej kilka innych utworów z nowej płyty wkradnie się do serc ludzi. Produkcją albumu zajął się zespół, ja z kolei stałam się kierownikiem tejże produkcji, jak i całego projektu, muszę jednak podkreślić nieoceniony wkład profesjonalnych i życzliwych ludzi, którzy pracowali nad brzmieniem płyty wraz z nami, a są to: Łukasz Migdalski, który zajął się miksami większości utworów, wkładając w nie całe serce, Adam Drzewiecki, u którego zrealizowałam nagrania ścieżek wokalnych i wraz z którym spędziłam wiele wieczorów dopełniając brzmienia utworów, pracując nad elektroniką i klawiszami oraz Mirek Wdowczyk, który wraz z Łukaszem Migdalskim zaopiekowali się masteringiem całej płyty. Jesteśmy bardzo wdzięczni za ich pasję i zaangażowanie. Pojawiają się na płycie również miksy Łukasza Pilcha, któremu również serdecznie dziękujemy za wkład, pomysły i współpracę w zakresie aranży. Wyrazy wdzięczności kierujemy również w stronę Jarka Huńki, z którym zrealizowaliśmy nagrania większości partii instrumentalnych.

Arkadiusz Kałucki: Na zarejestrowanym materiale muzycznym słychać kilku zaproszonych gości. Proszę powiedz o argumentach jakie przemawiały za tym, że właśnie oni dostali zaproszenie.

Karolina Andrzejewska: Na płycie „Fenix” pojawia się wielu gości, znakomitych muzyków, wokalistów, producentów i kompozytorów. Każdy z utworów ma swój indywidualny charakter. Już w trakcie realizacji nagrań pojawiła się w mojej głowie wizja współpracy z poszczególnymi artystami ze względu na charakter wybranych kompozycji, które według mojej koncepcji wręcz w naturalny sposób prosiły się o wzbogacenie obecnością tak wspaniałych wykonawców. Fakt, że przyjęli moje zaproszenie, bardzo ucieszył cały zespół i jeszcze bardziej zmotywował nas do dalszej pracy nad albumem. W utworze „Moje Remedium” towarzyszy mi charyzmatyczny Tomek Grochola z zespołu Agressiva 69, który swoim niskim, unikalnym głosem sprawił, że finalna wersja kompozycji odzwierciedliła mój pomysł na tą piosenkę. Już we wstępnej fazie pracy nad nią, byłam przekonana, że to właśnie Tomek powinien ją zaśpiewać, po prostu słyszałam to w mojej głowie zanim nagrał ścieżki wokalne. Kolejny duet, który udało mi się zrealizować, to utwór „The Lost Diary”, który zaśpiewałam wraz z niepowtarzalnym Johnem Porterem przy akompaniamencie Łukasza Belcyra, znanego z wielu znakomitych projektów gitarzysty. Był to dla mnie ogromny zaszczyt, szczególnie, że moje zaproszenie zostało przyjęte zaraz po wysłaniu utworu, który zresztą został przez Johna bardzo milo odebrany. Takie sytuacje dodają skrzydeł. „The Lost Diary” to bardzo osobisty utwór, który trzymałam w szufladzie przez lata, myśląc o jego rejestracji w przearanżowanej formie. Skomponowałam go wiele lat temu wraz z Piotrem Dawidem, a tekst powstał pod wpływem bardzo silnych przeżyć, które myślę przyczyniły się do powstania jednego z moich ulubionych utworów na tej płycie. Coraz intensywniej myślę również o nagraniu solowych utworów, a być może ta kompozycja stanie się bodźcem do zrealizowania takiego materiału. Na płycie pojawiają się również: doskonały pianista Adam Drzewiecki oraz Paweł „Gabriel” Miller, skrzypek Opery Wrocławskiej, którzy uświetnili swoją obecnością akustyczną wersję „Charlotte”. Muszę przyznać, że partie skrzypiec na płycie marzyły mi się od zawsze, to dowód na to, że marzenia się spełniają 🙂 Kolejnym gościem na płycie jest Łukasz Pilch, który oprócz miksów i współaranżacji, uświetnił 3 utwory z płyty zarówno elektroniką, jak i partiami gitarowymi. Utwór „Zaklęty” wypełnił swoim występem chór gospel z Krakowa Joyful Voice pod batutą Aleksandry Sławik. Autorem remiksu naszego pierwszego singla „Charlotte” stał się producent, DJ, reżyser filmowy, autor remiksów takich utworów jak „Rabiosa” Shakiry czy „Starry Eyed” Ellie Goulding – Paweł Penarski. Zrealizował on również dwa klipy do naszego singla, w tym do remiksu jego autorstwa. Jest to dla nas zaszczyt gościć tych wszystkich artystów na naszej nowej płycie, która otwiera kolejny rozdział w historii naszego zespołu.

Arkadiusz Kałucki: Rozstanie, chwila zauroczenia, niespełniona miłość, okłamywanie drugiej osoby w związku to tylko wybrane wątki płyty „Fenix”. Ale to również słowa wynikające z tych opowieści: ból, łzy, sny, szept, powieki etc. Większość tekstów jest Twojego autorstwa. Sama doświadczyłaś tego wszystkiego czy opisałaś to na podstawie obserwacji, historii twoich przyjaciół, znajomych?

Karolina Andrzejewska: To zupełnie naturalne, że teksty i muzyka w pewien sposób odzwierciedlają doświadczenia autora. Ukryta w nich energia jest wtedy autentyczna i buduje kanał pomiędzy odbiorcą i wykonawcą. Twórca powinien być jednak otwarty na świat i na otaczających go ludzi. Powinien umieć słuchać. Zawsze staram się czerpać nie tylko z własnych doświadczeń, ale i z przeżyć innych: znajomych, przyjaciół, czy przypadkowo poznanych ludzi. Inspiruje mnie codzienność, a w niej ukryte cenne chwile, które są bodźcem do pisania i tworzenia. Bardzo lubię też podróże, które pozwalają na zdystansowanie się do tego, co robimy na co dzień. To duża umiejętność, której ja sama się uczę i prawdopodobnie uczyć się będę przez całe życie. Ból – każdy z nas przeżywa trudne chwile, trudno byłoby je sztucznie wyeliminować z naszej egzystencji, ważne jest, aby umieć je przetrwać i czerpać z nich naukę, potrafią przecież inspirować do wielkich rzeczy. Łzy – ich katarktyczna siła pomaga nam wyraźniej widzieć rzeczywistość, dzięki temu oczyszczeniu możemy nabrać innego, świeżego spojrzenia na wiele spraw. Sny, marzenia – pozwalają nam patrzeć w przyszłość i stawiać sobie nowe cele. Szept – obecność bliskich i ich wiara w nasze działania motywuje i dodaje siły, która często jest kluczem do samorealizacji. Powieka – zbyt często przymykamy oczy na wiele problemów lub skrywamy w sobie lęki, które nas powstrzymują przed poczuciem szczęścia. To tylko część inspiracji, które przyczyniły się do powstania albumu „Fenix”.

karolina-andrzejewska-fot-hektor-werios

Karolina Andrzejewska(wokalistka Batalion D’Amour) Fotografia: Hektor Werios, Opracowanie graficzne Hektor Werios i Adrian Zieliński, Foto Brom

Arkadiusz Kałucki: Jak długo przebiegał proces twórczy całej płyty „Fenix”? Ile nagrań nie znalazło się albumie i czy ewentualnie wykorzystacie je na następnej płycie?

Karolina Andrzejewska: Koncepcja albumu kształtowała się w ciągu ostatnich dwóch lat, kiedy to zintensyfikowaliśmy prace nad płytą. Niektóre pomysły muzyczne powstały już wcześniej, inne rodziły się na bieżąco w studio nagrań. Spędziłam wiele godzin w studio wraz z Adamem Drzewieckim, aby ostateczny charakter utworów odzwierciedlał to, co zespołowi w duszy gra. Na płycie znalazły się wszystkie kompozycje, które przygotowywane były z myślą o nowym krążku. Zastanawialiśmy się nad umieszczeniem kolejnych nowo powstałych piosenek, doszliśmy jednak do wniosku, że tworzą one już inny rozdział, dlatego też najnowszy materiał, nad którym pracujemy, od jakiegoś czasu zostawiamy na przyszłość 😉

Arkadiusz Kałucki: Na krążku znajdziemy bonus tracki. Proszę o więcej szczegółów, bo jest też remiks klubowy(!).

Karolina Andrzejewska: Płyta „Fenix” zawiera 11 utworów oraz bonus tracki, na które składają się alternatywne wersje singla, a są to: polskojęzyczna wersja „Charlotte” wraz z wersją radiową, anglojęzyczna wersja singla, wersja akustyczna oraz remiks. Autorem ostatniego stał się Paweł Penarski, który zrealizował również drugi klip, tym razem do remiksu singla. Myślę, że taneczna odsłona „Charlotte” może towarzyszyć ludziom na imprezach i wywołać na parkiet nawet najbardziej opornych. Zanim jednak płyta ‘Fenix” ujrzy światło dzienne, a jej premiera już wkrótce – 4 listopada, można już nabyć nasz singiel wraz z bonusami w wersji cyfrowej. Ukazał się on 23 września, w dniu premiery teledysku.

batalion-damour-fot-hektor-werios

Batalion D’Amour Fotografia: Hektor Werios, Opracowanie graficzne: Hektor Werios i Adrian Zieliński, Foto Brom

Arkadiusz Kałucki: Teledysk do nagrania „Charlotte” to twój pomysł czy kwestie takie jak video-clip zostawiacie specjalistom?

Karolina Andrzejewska: Scenariusz do klipu promującego nasz pierwszy singiel „Charlotte” narodził się w mojej głowie rok temu, niedługo przed jego realizacją. Inspiracją stało się dla mnie kilka historii, które przelałam na papier, gdyż nie potrafię być obojętna na otaczające mnie problemy. Spędziliśmy na planie wiele godzin, wspierał nas zespół wspaniałych ludzi pełnych pasji: Izabela Sokół, Marcin Lewandowski, gospodarze Dworu Sieraków, współpracowali z nami również: Zbigniew Fulara, Żaneta Pawlak, jak i nasi znajomi aktorzy. Panowała wyjątkowa i profesjonalna atmosfera. Takie sytuacje uczą i motywują do dalszej pracy. Mimo zmęczenia towarzyszyła nam niepowtarzalna energia, ostatnie ujęcia zostały zrealizowane w świetle krwawego superksiężyca, może to jemu zawdzięczamy tą siłę 🙂 Wideoklip do naszego pierwszego singla „Charlotte” miał swoją premierę 23 września na portalu Orkus Magazin, i od tego momentu jest dostępny na kanale Youtube, zachęcamy więc wszystkich gorąco do słuchania i oglądania!

Arkadiusz Kałucki: Jesteś w zespole Batalion D’Amour od 2001 r. Czego nauczyłaś się w tym czasie od chłopaków a czego oni wg Ciebie nauczyli się od Ciebie?

Karolina Andrzejewska: Już podczas pierwszej próby wytworzyła się między nami nić porozumienia. Zaowocowało to koncertem już następnego dnia po pierwszym spotkaniu. Przepustką do Batalionu stał się utwór „Zombie” The Cranberries, i od tego momentu mam jeszcze większy sentyment do tej piosenki. Zagraliśmy go bezbłędnie, zupełnie tak, jak gdybyśmy grali ze sobą od dawna – było to naprawdę zaskakujące. Przez te wszystkie lata współpracy, wspólnego komponowania, tworzenia muzyki bardzo zbliżyliśmy się do siebie i w naturalny sposób zaczęliśmy się uzupełniać. Uczymy się siebie nadal i to jest piękne. Tak jak w związku 🙂 ciągle odkrywamy i dajemy się odkrywać, starając się, aby to, co robimy, było zgodne z nami i bliskie naszym fanom, odbiorcom naszej muzyki.

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę 🙂

Reklamy

Natalia Moskal – wywiad(28.09.2016 r.)

 

natalia-moskal-fot-ula-mroz

Natalia Moskal fot. Ula Mróz

Natalia Moskal 22-letnia Lublinianka debiutowała na początku 2016 r. nagraniem „Foreign stranger”, które znalazło się na  EP’ce „Anguana”. O jej pomyśle na siebie w polskiej muzyce, inspiracjach, marzeniach i…przetłumaczonej książce jest mowa w poniższej rozmowie. Naturalnie Natalia była też moim gościem w programie radiowym „Warto Posłuchać” w POP Radiu na 92,8 FM 🙂

 

Arkadiusz Kałucki: Muzyka elektroniczna z lat 80 i 90’tych to są twoje obszary muzyczne, które ciebie aktualnie fascynują ? W nich najlepiej się odnajdujesz ze swoimi tekstami?

Natalia Moskal: Bardzo długo szukałam „siebie” i swojej muzycznej drogi. Ze mną jest taki problem, że czasami mam ochotę posłuchać opery, najlepiej „Madame Butterfly,” a czasami hiphopu. Długo nie mogłam się zdecydować na jeden nurt. 1,5 roku temu poznałam Łukasza Marona, paradoksalnie nie poprzez środowisko muzyczne, a przez wspólnych znajomych z mojego rodzinnego miasta. Spróbowaliśmy coś nagrać na próbę i tak już zostało do dziś. Prawie skończyliśmy nagrywać płytę w której wyraźnie słychać inspirację latami 80 i 90. Ostatni utwór, który nagraliśmy bardzo kojarzy mi się z „Gorączką sobotniej nocy.” Wspólnym mianownikiem wszystkiego jest jednak tzw „electropop.” Z tekstami natomiast jest tak, że najlepiej czuję się w tych, które piszę po angielsku, to przychodzi mi tak naturalnie. Na płycie jednak znajdą się też teksty polskie.

Arkadiusz Kałucki: Nagranie „Foreign stranger” promowało twoją pierwszą Ep’kę „Anguana”. To dość osobiste nagranie i bardzo emocjonalne.

Natalia Moskal: To prawda, chociaż prawda jest taka, że w żadnym z moich utworów tekst nie jest przypadkowy. Piszę o tym, co znam i co przeżywam, o tym co się dzieje, bo to według mnie najlepszy sposób, aby zachować autentyczność tego, co tworzysz.

Arkadiusz Kałucki: Przy wspomnianym nagraniu jak i Ep’ce współpracowałaś z utalentowanym Bartoszem Dziedzicem (m.in. Monika Brodka, Artur Rojek). Jak doszło do spotkania i jak dogadywaliście się w studiu? Pytam, bo tak na poważnie debiutujesz na scenie muzycznie a jak wiesz nie jest to takie proste.

Natalia Moskal: „Foreign stranger” został skomponowany dwa lata temu, kiedy pracowałam z Bartkiem Dziedzicem nad moim debiutanckim singlem. Wybraliśmy wtedy inny utwór, a „Foreign…” został wyprodukowany dopiero później przez wspomnianego wyżej Łukasza Marona, ale pracowałam z Bartkiem rok, a potem rok z jego bratem, Markiem Dziedzicem. To był czas bezcenny, obaj nauczyli mnie tak dużo muzyce, produkcji, komponowaniu, dzięki temu otworzył się mój umysł i zaczęłam więcej pisać sama. To była współpraca, która dała mi więcej, niż cokolwiek innego dotychczas. Nadal czasem o tym myślę i zastanawiam się nad tym dlaczego obaj zgodzili się pracować z wokalistką całkowicie nieznaną.

Arkadiusz Kałucki: Jay-Z, Kanye West, Royskopp, Massive Attack, Major Lazer to tylko przykłady artystów, którzy są dla Ciebie inspiracją dla twojej twórczości czy masz inny pomysł na siebie?

Natalia Moskal: Wszystkie, które wymieniłeś bardzo lubię i słucham, w zależności od nastroju. Czasem słucham jakiejś piosenki, która daje mi zalążek pomysłu na napisanie mojej własnej. I nie ma znaczenia, czy jest to Robyn, czy Andrea Bocelli. Póki co jednak chcę zostać przy electro-popie, to sprawia mi największą przyjemność i mam takie poczucie, że to właściwy kierunek.

natalia-moskal-2-fot-ula-mroz

Natalia Moskal fot. Ula Mróz

Arkadiusz Kałucki: Jesteś młodą kobietą, która chce i potrafi śpiewa. Natomiast od kilkunastu dni świat książki wzbogacił się o kolejny tytuł wydawniczy. I ty masz w tym ogromny udział. Proszę powiedz coś więcej, bo jest o czym mówi.

Natalia Moskal: Owszem, niedawno zaczęłam też swoją przygodę z przekładem literatury – przetłumaczyłam pierwszą z książek Esther Singer Kreitman, siostry braci Singerów (Isaaca Bashevisa Singera, który zdobył literacką nagrodę Nobla w  1978 r. oraz Israela J. SIngera). Książka ukaże się w całej Polsce 5 października nakładem wydawnictw FameArt oraz Teatr NN- Ośrodek Brama Grodzka, a dla osób, które uczestniczyły w prapremierze w Warszawie i Lublinie była również do nabycia ekskluzywnie. Wszystko dlatego, że moi rodzice pasjonują się literaturą żydowską, Któregoś razu trafiliśmy wspólnie na informację o nieżyjącej już siostrze Singerów i okazało się, że żadna z trzech książek, które wydała nie ukazała się w polskim przekładzie, choć autorka urodziła się w Biłgoraju. Skontaktowałam się więc z brytyjskim wydawcą, który jest właścicielem praw do jej dzieł, a ten zgodził się, abym przełożyła dzieła Kreitman na polski. Podpisaliśmy kontrakt i tak o to pierwsza z nich właśnie się pojawiła, jej tytuł to „Rodowód.” Jeszcze dwie przede mną! To naprawdę niesamowita historia. Miałam nawet okazję poznać wnuczkę Ester Kreitman, a siostrzenicę I. B. Singera – Hazel Karr. Pojechałam do Paryża, gdzie mieszka, aby przeprowadzić z nią wywiad, którego fragment ukazał się razem z książką. Rzeczywiście, trzeba być trochę molem książkowym, żeby podjąć się przekładu, ale udało się, dostałam też wsparcie od rodziny i wydawców, którzy pomogli mi w wydaniu „Rodowodu”.

Arkadiusz Kałucki: A chciałabyś przetłumaczyć biografię jakiegoś artysty? Jeśli tak to jakiego i dlaczego tego?

Natalia Moskal: Chciałabym napisać biografię Ester Singer Kreitman, bo takowa nie istnieje. Muszę najpierw poświęcić czas przekładowi jej dzieł, ale mam to w planie 🙂 była zbyt dobrą pisarką i zbyt ciekawą postacią, aby taka biografia nie powstała.

Arkadiusz Kałucki:Na koniec zapytam o teledyski do twoich nagrań. To bardzo ładne obrazy w sam raz na konkursy. Czy mylę się bardzo?

Natalia Moskal: W internecie można na razie obejrzeć tylko jeden teledysk – Foreign stranger, wyreżyserowany przez Filipa Hilleslanda. Rzeczywiście wysłaliśmy video na kilka festiwali filmowych, w lipcu odbył się już screening Paris Underground Music Video Awards, został też doceniony w pierwszym etapie festiwalu ROMA DOC. Na resztę werdyktów czekamy, a tymczasem pracujemy z Filipem oraz dwoma innymi reżyserami – Moniką Majorek oraz Lulu Zubczyńską nad kolejnym filmem – interaktywnym teledyskiem, na którego przebieg widz będzie miał wpływ. Jesteśmy w trakcie zbierania funduszy, a więcej o tym naprawdę ciekawym projekcie na Polak Potrafi:

https://polakpotrafi.pl/projekt/natalia-moskal-teledysk

Arkadiusz Kałucki: Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów 🙂

 

Goya – wywiad (27.09.2016 r.)

goya-okladka-fot-honorata-karapuda

fot.Honorata Karapuda

Magdalena Wójcik, Grzegorz Jędrach i Rafał Gorączkowski nawiązali współpracę pod nazwą Goya w 1995 r. Dziś świętują XX lecie swojej działalności artystycznej. Pod koniec 2015 r. ukazała się ich 7 studyjna płyta pt. „Widoki”. Tak jak i na poprzednich albumach w nasze ręce trafił krążek, na którym „smak słów” jest delikatny, kojący, aksamitny, subtelny, wyważony. A od strony muzycznej jak zwykle, w bardzo nowoczesnym popie rodem z zachodnich produkcji. Z wokalistką Magdą Wójcik miałem przyjemność rozmawiać w swojej audycji „Warto Posłuchać” w POP Radiu 92,8 FM. wiosną 2016 r.Teraz ponownie się spotkaliśmy by krótko omówić to, co się wydarzyło w ciągu roku i efekt możecie przeczytać właśnie tu na blogu „Warto Posłuchać”

 

Arkadiusz Kałucki: Za kilkanaście dni minie rok od ukazania się waszej kolejnej płyty w dyskografii pt. „Widoki”. Jakie wnioski dla was płyną? Bo od ostatniego albumu upłynęło sporo czasu. 

Magdalena Wójcik: Każda płyta, którą wydajemy jest dla nas kolejnym etapem w naszym muzycznym życiu…zarówno, jeżeli chodzi o aspekt czysto muzyczny, jak i ten tekstowy aż po taki zupełnie ludzki ( przecież jesteśmy coraz starsi:). Chyba nie mam jakichś wyjątkowych przemyśleń, jeżeli chodzi o o tę konkretną płytę. Zawsze cieszymy się nowym utworami, staramy się je „dopieścić” w studio, a potem jest nam ogromnie miło, jeżeli album jest dobrze odebrany przez słuchaczy. Myślę, że i w tym przypadku ten odbiór jest bardzo pozytywy,,,:)

Arkadiusz Kałucki: Teksty twojego autorstwa na płycie do 11 utworów to tylko twoje myśli, doświadczenia czy otoczenie też było inspirujące? 

Magdalena Wójcik: W moim przypadku nie wszystkie teksty są inspirowane tylko moimi doświadczeniami. Często jestem tylko obserwatorką i z tej perspektywy opisuję pewne odczucia. Zdarza mi się również wyobrazić sobie siebie w jakiejś sytuacji i opisać moją hipotetyczną na nią reakcję. Nie do końca więc z tych tekstów można dowiedzieć się o mnie wielu rzeczy, bo nie wszystko jest prawdą:) Muszę zostawić dla siebie jakąś tajemnicę o mnie samej. Myślę, że w dzisiejszych czasach pełnych ekshibicjonizmu i mówienia o sobie wszystkiego taka tajemnica i niedopowiedzenie jest czymś rzadziej spotykanym, ale myślę że dla niektórych może być pociągające i wartościowe…

Arkadiusz Kałucki: To, co charakterystyczne w piosenkach, to słowa: zaufanie, przyjaciel, wrażliwość, codzienność, sen, kosmos, łzy. Przyznasz, że „widoki” w życiu człowieka są urozmaicone? 

Magdalena Wójcik: Myślę, że tych widoków jest niezliczona ilość i dla każdego są różne…Te, które wymieniłeś są rzeczywiście istotnymi elementami w moich tekstach, bo w taki sposób odbieram rzeczywistość…poprzez uczucia, zwykłe codzienne sprawy, pasje, marzenia…Wydają się o rzeczy oczywiste i czasami banalne, ale chyba najistotniejsze. I wcale nie muszą być spektakularne i niezwykłe, żeby były fascynujące:)

Arkadiusz Kałucki: Co według Ciebie zadecydowało i nadal decyduje, że niezmiennie od 20 lat gracie w tym samym składzie? 

Magdalena Wójcik: Od chwili, kiedy się spotkaliśmy, poczuliśmy wspólną muzyczną więź. Podobne rzeczy nam się podobały, podobne dźwięki nam pasowały i to był ten najistotniejszy początkowy czynnik łączący:) Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu( dzisiaj chyba nie dalibyśmy rady grać tylu wielogodzinnych prób:)). Z czasem muzyka połączyła mnie z zespołem również prywatnie:).
Były też takie momenty, które wymagały od nas podejmowanie trudnych decyzji, ryzykowania i niepewności i chyba to, że mogliśmy w takich chwilach robić to wspólnie spowodowało, że staliśmy się naprawdę fajną, spójną ekipą. Oczywiście cały czas zdarzają nam się kłótnie w studio, ale zawsze dochodzimy do jakiegoś porozumienia:). Podsumowując ten wątek, nie wyobrażam sobie grania z kimś, kogo bym nie lubiła, bo na scenie dałoby się to wyczuć. Muszę czuć, że za mną stoi ktoś, kto mnie wspiera i z kim mamy wspólny cel czyli zagranie jak najlepszego koncertu i wytworzenie fajnej energii:)

goya-fot-honorata-karapuda

Magdalena Wójcik(Goya)fot.Honorata Karapuda

Arkadiusz Kałucki: Słychać na nowej płycie, że nie stoicie w miejscu jeżeli chodzi o brzmienie tylko obserwujecie to, co się dzieje w muzyce. Pochwal się, kto w ostatnich latach zespołowi Goya przypadło do gustu z zachodnich artystów? 

Magdalena Wojcik: Zawsze powtarzam, że szeroko pojęta muzyka popowa daje nieograniczone możliwości, jeżeli chodzi o wykorzystywanie brzmień i łączenie różnych stylów. Możemy sobie pozwolić zarówno na utwory akustyczne jak i bardziej elektroniczne i nikt nam nie zarzuci, że odchodzimy od swojego stylu…Naszym stylem są przede wszystkim piosenki, a to, w jaką „ otoczkę „ je ubierzemy zależy od tego, co w danym momencie nam w studio przyjdzie do gLowy 🙂 . Oczywiście śledzimy to, co dzieje się na rynku muzycznym i wiele rzeczy nas inspiruje. Myślę, że w mniej lub bardziej świadomy sposób czasami przemycamy do naszych utworów te inspiracje, ale to zupełnie normalne:)
Osobiście słucham bardzo różnej muzyki, lubię ciężkie rockowe granie, ale gdybym miała wymienić coś z rzeczy bardziej zbliżonych do naszych klimatów, to wymieniłabym na pewno Florance And The Machine, Lykke Li, London Grammar, Broods, Jamie Woon i wielu innych..,

Arkadiusz Kałucki: Konsekwencja to klucz do sukcesu? Czy tylko jeden z elementów tej układanki? Bo to słowo jest ważne w waszym wypadku. 

Magdalena Wójcik: Myślę, że z tą konsekwencją dobrze się czujemy:) Miło jest usłyszeć, że ktoś zna nasze utwory pomimo tego, że nie kojarzy mojej twarzy. Popularność twórczości jest dla mnie dużo bardziej satysfakcjonująca, niż popularność osoby wynikająca ze znanej twarzy…i tylko twarzy. Od początku starałam się zatrzymać dla siebie sprawy związane z moim prywatnym życiem, a skupialiśmy się na pisaniu piosenek i nagrywaniu kolejnych płyt. Zdaję sobie sprawę, że być może przez takie podejście coś nam mogło uciec, moglibyśmy być bardziej popularni i rozpoznawalni…Z drugiej strony mamy spokojne sumienie, że nie robimy niczego wbrew sobie i nie ciągną się za nami żadne sztuczne skandale i wstydliwe sytuacje, i niech tak zostanie:)
Arkadiusz Kałucki: Płyta „Widoki” zespołu Goya, to zapowiedź czegoś nowego z zachowaniem tożsamości muzycznej? 

Magdalena Wójcik: Na pewno chcemy nagrywać kolejne piosenki i pyty. Jaka będzie ta następna nie jestem w stanie przewidzieć. Bez względu na to, w jakim kierunku muzycznie pójdziemy, mam nadzieję że nie zabraknie nam pomysłów na kolejne kompozycje, bo to one są podstawą. Chciałabym, żeby nasza muzyka i teksty nadal wzbudzały jakieś odczucia i emocje, bo chyba o to w tym wszystkim chodzi…

Dziękuję za rozmowę 🙂